lubat
12.02.15, 21:34
Chciał bym się mylić, ale obawiam się, że bardzo krótko i umrze na suchoty tak jak poprzednie.
Moje obawy wynikają stąd, że strona ukraińska - mam na myśli nie tylko prezydenta - nie ma najmniejszego zamiaru poczynić jakiekolwiek ustępstwa wobec separatystów. Ich zadowoli tylko bezwarunkowa kapitulacja samozwańczych republik z wszystkimi konsekwencjami.
Stronę ukraińską trzeba by było "przekonać" do tego porozumienia siłą, tylko że takiej siły nie ma. Europa Zachodnia może by i spróbowała, ale się nie liczy jako decydent. Decyduje Imperium Zła, a ono będzie Ukraińców podszczuwać.
Zakładając bardzo optymistycznie i nierealnie, że Ukraińcy będą się trzymać litery i ducha porozumienia, to z drugiej strony także samych separatystów chyba nie za bardzo urządza taki pokój. Bo w gruncie rzeczy muszą zrezygnować z wielu swoich zamierzeń, a już perspektywiczne przyłączenie się do Rosji, pójdzie się łajdaczyć na długi czas, jeśli nie na zawsze
Oczywiście trudno ocenić, jak się to wszystko potoczy, bo z jednej strony są niezwykle rozbieżne oceny samych wyników mińskich uzgodnień, a z drugiej strony, nie wiadomo, jakie są przyczyny zakulisowe i nieznane publice. No bo jeśli np. Rosja rzeczywiście "pęka" pod naciskiem sankcji, to może zmusić separatystów do uległości. Ale jest też pogląd, że do Zachodu (tego bliższego geograficznie) dociera świadomość, że tworzy się dziura finansowa, polityczna, a w związku z tym duże niebezpieczeństwo dla niego samego, to będą mocno "przekonywać" Ukraińców do akceptacji porozumień. Mówi się nawet, że wyjazd Poroszenki bezpośrednio z Mińska do Brukseli jest "urabianiem" Ukraińców w tym kierunku.