jabbaryt
26.07.15, 11:29
Od razu na wstępie zaznaczam, że wątek ten nie dotyczy samej Polski lecz tworzenia światowych megapolis. W tym wątku chodzi mi wyłącznie o kwestie rozwoju aglomeracji kosztem prowincji, resztę spraw pomijam. Jednak Polska jest do tej dyskusji dobrym punktem wyjścia. Mamy bowiem w Polsce kampanie wyborczą i dwie wizje rozwoju Polski. PO proponuje model model polaryzacyjno- dyfuzyjny czyli po prostu skupienie większości ludności Polski w paru największych aglomeracjach, połączonych autostradami i szybkimi kolejami. To wizja Polski, gdzie prowincja będzie zanikać a jej mieszkańcy migrować do dużych miast, pracować w korporacjach i mieszkać w developerskich blokowiskach z kredytem do końca życia.
Z drugiej strony jest wizja PIS czyli dbanie rozwój Polski powiatowej, dawanie równych szans mieszkańcom prowincji i budowa infrastruktury (tele)-komunikacyjne równomiernie na terenie całego kraju. To wizja Polski z silna prowincją gdzie ludzie budują sobie domy na własnej ziemi i gdzie można rozwijać kapitalizm ludowy. PIS często powołuje się na model koreański rozwoju, tylko może warto sprawdzić jaka była polityka metropolitalna właśnie w Korei Południowej. Ot parę faktów:
- W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wieś koreańską opuściło około 20 mln ludzi i przeniosło się do miast głównie w okolice Seulu.
- Rząd koreański administracyjnie likwidował setki wsi i nakazywał ich mieszkańcom emigracje do miast.
- Seul to miasto a raczej gigantyczne blokowisko gdzie na powierzchni Warszawy mieszka 10 mln ludzi.
- W promieniu 75 km od Seulu mieszka 50% ludności kraju (25 mln)
- Korea ma mniej linii kolejowych niż Polska i one łączą głównie duże ośrodki miejskie.
Ale ta prawidłowość nie dotycz tylko Korei. Państwa które dokonują skoku cywilizacyjnego starają się robić to w oparciu o aglomeracje. Dlatego Chińczycy tworzą gigantyczne megapolis wokół Pekinu i tam płynie ludność z prowincji. Podobnie choć na mniejszą skalę skok cywilizacyjny Irlandii odbywał się wokół Dublina.
Skąd taka taka prawidłowość?
Otóż państwa które chcą się rozwijać muszą znaleźć pieniądze na rozwój nowoczesnej gospodarki, tworzenie centrów R&D (choć to akurat nie rola państwa), czy organizacji elitarnego szkolnictwa wyższego. Bez tego skoku cywilizacyjnego nie będzie.
Ogromne miasta nie wydaja się najlepszym miejscem do życia. Tylko, że mieszkaniec ogromnej aglomeracji zużywa znacznie mniej zasobów niż mieszkaniec prowincji żyjący na podobnym standardzie. Koreański leming mieszkający w blokowisku i dojeżdzający do pracy zatłoczonym metrem zużywa znacznie mniej energii i zasobów na transport, ogrzewania czy doprowadzenie mediów do jego blokowiska, niż mieszkaniec prowincji mieszkający w domku jednorodzinnym i jadący do miasta 4 litrowym jeepem czy nawet pustawym pociągiem.
Porównajmy pustą drogę asfaltową drogę na wsi i zatłoczoną drogę w mieście po której sunie sznur samochodów. Oznacza to że droga w mieście ma przy tej samej cenie ze sto razy lepszy efekt ekonomiczny. I podobnie jest z resztą infrastruktury. Dlatego wracając na podwórko krajowe pomysły PIS nie są zbyt mądre. Skupianie się na tym aby doprowadzić dobra drogę, kolej czy światłowód do każdego Pipidówka pochłonie ogromne sumy pieniędzy potrzebne na technologiczny rozwój kraju.