lubat
28.08.15, 22:06
Od kilku dni był to temat krajowy, podchwycony jednak przez agencje światowe: "złoty" pociąg pod (dosłownie pod) Wałbrzychem. Naprawdę międzynarodowy stał się jednak po tym, kiedy (podaję to na odpowiedzialność TVN) po ewentualne złoto już się zgłosił rosyjski prawnik o starorosyjskim nazwisku Joffe (lub Jofe) - w czyim imieniu TVN nie doniosła - i (tu absolutna niespodzianka) jakaś międzynarodowa organizacja żydowska, której nazwy nie pamiętam. I teraz będzie problem, bo przekaziory tak rozkręciły sprawę, że jeśli pociągu nie ma, albo jest z jakimś bezwartościowym badziewiem, to i tak nasi starsi bracia w wierze nie uwierzą i będziemy musieli kupić co najmniej kilkadziesiąt ton złota, by zaspokoić ich roszczenia:)
Ja mam swoją teorię dotyczącą "złotego" pociągu, właściwie to dwie:
1. To spóźniony wakacyjno-ogórkowy temat, raz była to paskuda, innym razem piranie w rzekach, lub krokodyle, innym razem gdzieś po kraju grasował jakiś potwór itd. itp.
2. Jest to wyraz niespełnionych tęsknot Polaków wielkich i maluczkich za jakimś cudownym hokus-pokus i Polska jeśli już nie Katarem lub Norwegią, to przynajmniej drugą Japonią. Jeszcze w zamierzchłych czasach cały naród już liczył miliony baryłek ropy z Karlina. Potem roztrząsaliśmy problem puszczenia z torbami Gazpromu, bo Amerykanie nam powiedzieli, że mamy z tysiąc razy więcej gazu, niż Rosja. Może chociaż poniemiecki spadek jakoś się uda? Tylko jak się wtedy obronić przed "prawdziwymi spadkobiercami"? W latach 40-ch bronił nas przed tymi zakusami Stalin, oczywiście we własnym interesie. Teraz Putin nie ma żadnego interesu, by nas bronić przed bratnimi powinnościami wobec starszych braci:)