ukos
30.08.15, 18:20
Europa nie jest w stanie szybko asymilować tych ludzi, zwłaszcza muzułmanów. Dlatego musi się postarać o odpowiednie terytoria, które może pomóc zagospodarować jako miejsca osiedlenia imigrantów, ze względów pragmatycznych osobne dla muzułmanów i niemuzułmanów.
Jeżeli Unii Europejskiej nie uda się kupić nadającego się do nawodnienia kawałka pustyni, to trzeba będzie osuszyć mielizny Morza Północnego, w tym ławicę Dogger, w sumie obszar wielkości mniej więcej Holandii. To przedsięwzięcie całej UE byłoby zadaniem inżynierskim tylko dwa razy większym od pozyskania polderów holenderskich, z czym dał sobie radę niewielki kraj.
Pracy na tym obszarze byłoby w bród przez długie lata, a po zakończeniu budowy rejon położony na skrzyżowaniu morskich szlaków handlowych też mógłby świetnie prosperować na wzór Singapuru (tylko większego), przynajmniej w części niemuzułmańskiej. Budowa byłaby też wielkim impulsem dla gospodarki europejskiej. Zakładając gęstość zaludnienia taką jak w Singapurze można byłoby tam osiedlić ok. 30 mln ludzi.
Nielegalni imigranci z całej UE mogliby tymczasowo pozostać na terenie UE tylko pod warunkiem wyrażenia zgody na zamieszkanie na nowych terytoriach osiedleńczych z chwilą powstania takiej możliwości. W razie odmowy dobrowolnego udania się na te terytoria byliby tam deportowani. A na miejscu, gdyby nie chcieli się osiedlić, to droga wolna, ale nie do UE.
Aż do ustania fali imigracji terytoria osiedleńcze powinny funkcjonować jako protektoraty UE, a ich mieszkańców powinny obowiązywać wizy do UE. Potem mogą uzyskać niepodległość. To rozwiązanie prawdopodobnie zatrzymałoby falę pasożytniczej imigracji socjalnej, którą trzeba zdecydowanie odróżniać od zarobkowej, w razie właściwego ukierunkowania właściwie pożytecznej. Kiedy okazałoby się, że trzeba pracować, przybywaliby już tylko naprawdę chętni do pracy.
Unię materialnie stać na to proste rozwiązanie, potrzebna jest tylko wola polityczna i wyzbycie się przesądów idiotycznej politpoprawności.