ewa-1.5
25.01.16, 00:09
Jeszcze kilkanaście lat temu EU była klubem zamożnych, kulturalnych, żyjących w spokoju i pokoju narodów o podobnym poziomie rozwoju i podobnym systemie myślenia, kultury i tradycji.
Siła jaka z tego wynikała promieniowała na całą resztę Europy i czyniła z EU ideał do którego inne kraje dążyły. Nic nie było większym marzeniem, jak przystąpienie do tego eksluzywnego towarzystwa.
Im bardziej EU się pod naciskiem geopolitycznym USA bez ładu i składu rozszerzała, tym bardziej zanikał jej urok ekskluzywnego klubu równych wśród równych. EU zaniżała siłą rzeczy swe loty, obniżała standardy/poziom, a potem doszedł jeszcze kryzys finansowy, upadek wielu słabych krajów na przyłączonej do klubu peryferii i na koniec aktualnie kryzys imigracji.
Najpierw bogate, jeszcze niezrzeszone kraje zachodnie takie jak Norwegia, Islandia czy Szwajcaria uprzejmie odmówiły wejścia do EU. EU stała się bowiem już atrakcyjna już tylko dla biednych, zacofanych, liczących na EU- subwencje krajów.
Ale w międzyczasie nawet i te biedne nie bardzo już chcą - vide Serbia czy Mołdawia. Z kolei Polska , Węgry czy Czechy słyszeć nawet nie chcą o kolejnym stopniu unijnej integracji, czyli o strefie euro.
EU starając się trzymać w kupie i posłuszeństwie swych dotychczasowych członków grozi (np. Polsce, Węgrom) tumani, przestrasza, ale w ofercie ma już tylko kryzysy, pauperyzację i anarchię, na którą chce odpowiedzieć coraz większym zamordyzmem. Widać jewrokomisarze pojęli, że dobrowolnie trudno będzie taki klub utrzymać pod kontrolą. Gdy brakuje siły promieniowania, przyciągania, pozostaje straszenie i karanie.
Cytując wieszcza (dla bystrzaków: niejakiego Norwida) - ideał sięgnął bruku. EU staje się swą własną karykaturą i co ciekawe niczego z tego, co się dzieje nie rozumie.