antyk-acap2.0
20.02.16, 12:41
Tylko osoba psychicznie chora i tylko we śnie może sobie wyobrazić, że Rosja nagle atakuje NATO. Kto to powiedział? Władimir Putin. W czerwcu 2015 r. Czy coś się zmieniło przez te pół roku? Raczej nie. Na Kremlu doskonale zdają sobie sprawę, że we frontalnym starciu z NATO Rosja poległaby z kretesem.
Osią polityki Kremla od kilku lat jest nie wojna, ale straszenie wojną. Na interwencji na Ukrainie Putin się sparzył. Nie spodziewał się ostrej reakcji Zachodu po aneksji Krymu. Nie spodziewał się sankcji i tego, że tak długo będą one utrzymywane. Co gorsza dla niego, ukraińską awanturą obudził słabnącego olbrzyma, czyli NATO.
Obraz rosyjskiej armii też nie jest wcale tak imponujący, jak chciałby Kreml. Na pewno od czasów wojny z Gruzją należy mówić o postępie, ale to wcale nie oznacza, że rosyjskie wojsko dorównuje potencjałowi armii nie tylko amerykańskiej, ale choćby brytyjskiej czy tureckiej. Zmieniono strukturę sił zbrojnych, podniesiono poziom gotowości bojowej, rozwiązano problem ukompletowania jednostek (wcześniej bywało tak, że w jakimś pułku czy dywizji było czasem tylko 40 proc. stanu osobowego), ale już na przykład wielki plan modernizacji uzbrojenia idzie jak po grudzie.
Jest tylko jeden sposób, żeby nie przegrać wojny z NATO (co nie znaczy jednak wygrać) – sięgnąć po broń atomową na małą skalę, czyli taktyczne punktowe uderzenia jądrowe, które zatrzymają ofensywę Sojuszu i zmuszą przeciwnika do zawieszenia broni. Putin zdaje sobie jednak sprawę, że sięgając po broń niekonwencjonalną, przekroczy Rubikon. A nie po to od lat wraz z przyjaciółmi wysysa z Rosji miliardy dolarów, by nie móc się z nimi cieszyć. Dlatego nie chce wielkiej wojny z Zachodem. Straszy nią, żeby coś na Zachodzie wymóc. Putin chciałby się z nim dogadać, chciałby porozumienia w stylu Jałta 2. Jeśli ogra Amerykanów i Turków w Syrii, będzie o krok bliżej tego celu. jest jeszcze jedna możliwość - że przejedzie się na tym jak Breżniew na Afganistanie...