Dodaj do ulubionych

Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym Turek

IP: 194.181.190.* 27.09.04, 10:54
Durak Szabałkin dumny, omal nie pęknie. Szkoda, że nie podaje ilu JEGO
bandytów Czeczeni utłukli...
Obserwuj wątek
    • Gość: rusofob Będzie ponad 300. W szkole, w Biesłaniu.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 10:58
    • Gość: @ Ktoś mądry napisał 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 11:35
      http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=24
      Polityka nieprzyjaznych gestów
      Stosunki polsko-rosyjskie z Czeczenią w tle
      Andrzej Walicki
      Autor jest historykiem idei, członkiem rzeczywistym PAN i emerytowanym
      profesorem Uniwersytetu Notre Dame w Indianie w USA
      Bronisław Łagowski określił reakcje mediów polskich na masakrę w Biesłanie
      mianem „antyrosyjskiego obłędu” („Oszołomienie”, „Przegląd”, 19.09.04). Artykuł
      w „Izwiestiach” pt. „Polska prasa kłamie” (pióra Jewgienija Szestakowa,
      patrz „Gazeta Wyborcza”, 08.09.04) świadczy, że tym razem nie wytrzymali
      nerwowo niektórzy publicyści rosyjscy, wyłamując się z taktyki świadomego
      ignorowania antyrosyjskich wypadów prasy polskiej. Opinie wyrażone w tym
      artykule nie były przesadne: trudno przecież zaprzeczyć, że wypowiedzi całej
      nielewicowej prasy polskiej cechowała wrogość do Rosji oraz „współczucie wobec
      czeczeńskich bojowników o wolność”. Autor mocno podkreślił, że nie przypisuje
      rusofobii całemu społeczeństwu polskiemu. Wsparł ten pogląd wyliczeniem faktów
      dowodzących, że wielu Polaków zareagowało na wydarzenia biesłańskie okazaniem
      spontanicznej sympatii i współczucia wobec ofiar zbrodni.
      Do faktów tych zaliczone zostały również kondolencje przekazane przez
      prezydenta Kwaśniewskiego „narodowi północnej Osetii”. W tym wypadku jednak
      chodziło być może o pośrednie zwrócenie uwagi na osobliwą niekonwencjonalność
      zachowania prezydenta III RP. Zgodnie z powszechnie przyjętym obyczajem
      międzynarodowym Kwaśniewski powinien był przesłać kondolencje swemu
      funkcjonalnemu odpowiednikowi, czyli prezydentowi Federacji Rosyjskiej. Można
      zasadnie przypuszczać, że przesłanie oficjalnych kondolencji „narodowi
      osetyjskiemu”, jako mimowolnej ofierze rosyjsko-czeczeńskiego konfliktu,
      było spełnieniem oczekiwań polskiej prawicy,
      cierpiącej nie od dziś na antyrosyjską i anty-Putinowską alergię (o czym
      pisałem w artykule „Rosja Putina a polityka polska”, „Przegląd”, 29.02.04).
      Przypuszczenie to zamienia w pewność lektura „Gazety Wyborczej”. Informuje ona
      (w numerze z 02.09), że „z całego świata napływają do Moskwy wyrazy
      solidarności i słowa potępienia dla działań terrorystów”, ale jednocześnie (w
      artykule W. Jagielskiego „Terror odrażający i normalny”) formułuje jednoznaczną
      dyrektywę dla Polaków: „Współczuć trzeba nie rosyjskiemu państwu, tylko tym,
      którym nie potrafi albo nie chce bezpieczeństwa zapewnić, jego własnym
      obywatelom”. Zachowanie prezydenta Rzeczypospolitej było, jak widać, całkowitym
      dostosowaniem się do tego właśnie postulatu.
      Uzasadnienie tego stanowiska, wyraźnie przeciwstawiającego nas naszym zachodnim
      sojusznikom, redukuje się do symplicystycznej tezy, iż Czeczeni walczą o własną
      tożsamość i nie mogą zgodzić się „być Rosjanami, którymi nigdy nie byli i nie
      są” (W. Jagielski w „GW”, z 02.09, to samo Michnik, tamże, 06.09). Rosja
      natomiast nie daje im żadnych szans, stosuje jedynie nagą przemoc; Putin,
      zdaniem Michnika, powinien wzorować się na Arielu Szaronie, który w konflikcie
      palestyńskim poszukuje rozwiązań innych niż siłowe („GW” 06.09). Logiczny jest
      więc wniosek, który wysnuł stąd redaktor „Tygodnika Powszechnego”, Jarosław
      Makowski, w artykule pod wymownym tytułem „Putinowi nie chodzi o wojnę z
      terroryzmem”: po tragedii biesłańskiej Moskwa powinna była „uderzyć się w
      piersi i zrewidować swą politykę wobec Czeczenii” (cyt. w „GW”, 14.09, s. 2).
      Powinna zatem zgodzić się na istotne ustępstwa wobec terrorystów.
      Czy istniała jednak możliwość negocjacji? Przywódca terrorystów, Szamil
      Basajew, zaoferował prezydentowi Rosji warunki następujące. Gdyby Putin wydał
      rozkaz wycofania wojsk, porywacze daliby przetrzymywanym zakładnikom pić, a
      kiedy wojska zaczęłyby wyjeżdżać – jeść. Po wycofaniu Rosjan uwolniono by
      dzieci poniżej dziesiątego roku życia, a po dymisji Putina wypuszczono by
      resztę zakładników. Strona czeczeńska zagwarantowałaby w zamian, że przez
      najbliższe 10-15 lat żaden z mieszkających w Rosji muzułmanów nie sięgnąłby po
      broń przeciwko Rosji (patrz „GW”, 18-19.09, s. 6).
      Szczegółowy komentarz do tej propozycji wydaje się zbyteczny. Ograniczę się
      więc do dwóch pytań retorycznych. Czy można wyobrazić sobie prezydenta
      jakiegokolwiek państwa, który zgodziłby się na takie warunki? Czy można
      wyobrazić sobie, że spełnienie takich warunków zaowocowałoby kilkunastoletnim
      spokojem na Kaukazie? Można dyskutować na temat różnych wariantów rosyjskiej
      polityki w Czeczenii (a także izraelskiej polityki w kwestii palestyńskiej lub
      amerykańskiej walki z terroryzmem), ale tylko szaleniec mógłby polegać
      na „słowie honoru” zbrodniczego przywódcy.
      Ocena polskiego votum separatum w sprawie czeczeńskiego terroryzmu wymaga
      przypomnienia kilku podstawowych faktów.
      Prawo międzynarodowe wyraźnie odróżnia instytucjonalne gwarancje tożsamości
      narodowej (które popiera) od separatyzmu
      (do którego bynajmniej nie zachęca). Federacja Rosyjska nie jest państwem
      zbudowanym na zasadach, które Czeczenom mogłyby grozić utratą własnej
      tożsamości.
      Etniczni Rosjanie stanowią w niej wprawdzie 85% ogółu ludności, ale mimo to
      federacja składa się z 89 podmiotów, z których 21 (w tym Czeczenia) ma status
      republik z własnymi konstytucjami i prezydentami. W momencie rozwiązania
      Związku Radzieckiego (dokonanego, o czym często zapominamy dzisiaj, z
      inicjatywy Rosji) rosyjski prezydent Borys Jelcyn zaproponował częściom
      składowym Federacji Rosyjskiej, aby brały w swe ręce „tyle suwerenności, ile
      tylko mogą udźwignąć”. Skorzystano z tego w sposób maksymalny. Tatarstan,
      Baszkorstan (Baszkiria), a nawet Jakucja i maleńka ugrofińska republika Komi są
      w ramach Rosji odrębnymi państewkami, dysponującymi bardzo dużym zakresem
      suwerenności wewnętrznej. Wymagają od swych mieszkańców podwójnego obywatelstwa
      (ogólnorosyjskiego i lokalnego), uzależniając od tego korzystanie z praw
      politycznych; prowadzą politykę uprzywilejowania elit narodowych kosztem
      etnicznych Rosjan (choć ci ostatni stanowią niekiedy większość ludności);
      dysponują całkowitą kontrolą nad własnymi bogactwami naturalnymi, łącznie z
      prawem do prowadzenia handlu międzynarodowego; lokalne prawa miały do niedawna
      pierwszeństwo przed prawami federalnymi, co prowadziło do ustawicznej „wojny
      praw” (sprzeczności między prawami federalnymi a republikańskimi usuwać zaczęto
      dopiero za kadencji Putina). Kultury narodowe liczyć mogą nie tylko na swobodę
      rozwoju, lecz również na wsparcie z budżetu federalnego; w wypadku tzw. narodów
      małoliczebnych podtrzymuje ono istnienie zamierających dialektów, rzemiosł i
      sztuki ludowej, a nawet praktyk znachorskich, czyli „ludowej medycyny”. O
      poziomie zaspokojenia tych potrzeb decydują oczywiście realne możliwości,
      faktem jest jednak, że konstytucja rosyjska oraz traktat federalny z 1992 r.
      nie były pisane na użytek unifikatorów i centralistów.
      Wydawało się, że nic nie stało na przeszkodzie, aby Czeczenia miała dziś taki
      sam status jak Tatarstan – bardzo ceniący sobie zarówno wewnętrzną
      samorządność, jak i brak granic, politycznych i celnych, umożliwiający Tatarom
      prowadzenie ożywionej działalności gospodarczej w Moskwie. W maju 1992 r.
      wojska rosyjskie wycofały się z Czeczenii, oddając ją, w postaci samodzielnej
      republiki, w ręce samych Czeczenów. Prezydent Czeczenii, były radziecki generał
      Dżochar Dudajew, odmówił jednak podpisania traktatu federalnego, żądając
      całkowitej niepodległości na wzór Gruzji (w odróżnieniu od Czeczenii Gruzja
      jako jedna z „republik związkowych” mogła powołać się na forma
      • Gość: Grisza Re: Ktoś mądry napisał 1 IP: 64.28.22.* 27.09.04, 12:52
        To bardzo dobre teksty ale obawiam sie ,ze niestety rzucone grochem o
        sciane.Nie brak w Polsce kretynow podbechtywanych przez min.Gazecine Wybiorcza
        do okazywania wobec Rosji postaw "nieugietych".Przypomina mi to ulanska szarze
        pana premiera Buzka w ktoras rocznice Bitwy Warszawskiej.Ja sie wowczas przez
        moment zastanowilem,czy ufal bym temu panu gdyby przszlo nam lezec razem w
        okopach i odpierac atak bolszewikow.Po glebokim namysle i niezmiennie do dzis
        nie ufalbym.
      • Gość: . Doskonaly pomysl z zacytowaniem prof.Walickiego IP: *.range81-156.btcentralplus.com 27.09.04, 15:38
        szanowny panie @. Gratulacje!
      • terra0 Re: Ktoś mądry napisał 1 27.09.04, 15:40
        Dobry artykul, ale niestety...
        > Autor jest... profesorem Uniwersytetu Notre Dame w Indianie w USA
        Madrzy tylko za granica... A w Polsce - MAW, WJ....
        • Gość: . A nie chca mi uwierzyc, ze w nauce polskiej IP: *.range81-156.btcentralplus.com 27.09.04, 15:49
          pozostali sami losers, jak ten caly pro-palestynsko-czeczensko-wahabicki
          wqrwiony2/Bnadem... Biedny UJ, skoro takie tendencyjne zera tam na arabistyce -
          nawet jako mlodzi pracownicy naukowi - ucza...
    • Gość: @ CD 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 11:37
      Prezydent Czeczenii, były radziecki generał Dżochar Dudajew, odmówił jednak
      podpisania traktatu federalnego, żądając całkowitej niepodległości na wzór
      Gruzji (w odróżnieniu od Czeczenii Gruzja jako jedna z „republik związkowych”
      mogła powołać się na formalne „prawo do oddzielenia się” zawarte w konstytucji
      radzieckiej). Ponadto Dudajew pozwolił sobie na pewne prowokacje, które w
      kontekście wojen na Zakaukaziu wydawały się Rosji igraniem z ogniem. Jak
      trafnie zauważa sympatyzujący z Czeczenami W. Jagielski, w wejściu na drogę
      rozsądnych kompromisów przeszkadzały Dudajewowi „cechująca kaukaskich górali
      niepohamowana duma” oraz „brak doświadczenia i rozeznania w meandrach polityki”
      („Bałkany Rosji”, „GW”, 11-12.09); Jelcyn zaś, w obliczu konfliktu z Dumą, nie
      mógł pozwolić sobie na niepopularne ustępstwa (których pierwszym krytykiem
      stałby się wpływowy przewodniczący Dumy, czeczeński polityk Rusłan
      Chasbułatow). Tak czy inaczej w grudniu 1994 r. wybuchła pierwsza wojna
      czeczeńska.
      Od samego początku, niestety, towarzyszyły jej czeczeńskie akty terroryzmu,
      które przeniosły ją poza terytorium republiki. W czerwcu 1995 r. oddział
      Szamila Basajewa napadł na szpital w Budionnowsku, biorąc ponad tysiąc
      zakładników. W styczniu następnego roku inny oddział czeczeński napadł na
      szpital w dagestańskim Kizlarze. W obu wypadkach udało się jednak uniknąć
      masakry. W końcu sierpnia 1996 r. gen. Aleksander Lebiedź i szef sztabu
      czeczeńskiego, Asłan Maschadow, podpisali porozumienie pokojowe. Rosjanie
      przyjęli faktycznie wszystkie żądania strony czeczeńskiej i powtórnie wycofali
      z Czeczenii swoje wojska. Maschadow zaś wybrany został na prezydenta republiki.
      Dalszy rozwój wydarzeń poszedł jednak w kierunku, którego ani Lebiedź, ani
      Jelcyn nie mogli przewidzieć. W latach 1997-1998 wprowadzono w Czeczenii
      szarijat i republikę islamską, co równało się całkowitemu odrzuceniu
      konstytucji federalnej. Wyobraźmy sobie, jak zareagowałaby Unia Europejska na
      wprowadzenie republiki islamskiej w Kosowie! Rosjanie jednak, śmiertelnie
      zmęczeni wojną, powstrzymali się od interweniowania. Wciąż liczyli na
      Maschadowa, stracił on jednak wszelką kontrolę nad sytuacją. Stanął w obliczu
      opozycji własnych oficerów, uważających, że władza nad ludnością i bogactwami
      Czeczenii należy się zasłużonym kombatantom, a nie faworyzowanej przez
      prezydenta arystokracji klanowej. Musiał im ustąpić.
      Czeczenia przekształciła się w ogromne targowisko niewolników,
      na którym sprzedawano również rosyjskie dzieci, w potężny ośrodek handlu
      narkotykami oraz w wylęgarnię pomysłów, jak zdobyć władzę nad całym Kaukazem i
      ciągnąć zyski z kaukaskiej ropy.
      Ciekawym aspektem tego rozwoju wydarzeń było importowanie do Czeczenii
      najbardziej radykalnej odmiany wojującego islamu – jordańskiego wahabizmu. Był
      to nurt zupełnie obcy tradycjom czeczeńskiego sufizmu, reprezentującego
      najbardziej łagodną, kontemplacyjno-mistyczną wersję mahometanizmu.
      Zaszczepiając w Czeczenii wahabizm, ekstremiści czeczeńscy kierowali się
      dążeniem do przekształcenia własnego kraju w przyczółek agresywnego
      fundamentalizmu muzułmańskiego, mającego utworzyć w niedalekiej
      przyszłości „kalifat kaukaski” i całkowicie zniszczyć rosyjskiego wroga.
      Wraz z importem idei nastąpił import wyznających je ludzi. Komendę nad
      oddziałami czeczeńskimi obejmować zaczęli fundamentaliści arabscy. Jednym z
      nich był jordański wahabita, emir Chattab – osobiście powiązany z bin Ladenem,
      który powierzył mu zadanie „zniszczenia Rosji”. Założył on w jednym z uzdrowisk
      kaukaskich szkołę terrorystów, w której nauka zawsze kończyła się „egzaminem
      praktycznym”, czyli efektywnym aktem terroru.
      W sierpniu 1999 r. Szamil Basajew, przy aktywnym współudziale Chattaba,
      zorganizował zbrojną wyprawę na Dagestan, z zamiarem wzniecenia tam
      muzułmańskiego powstania, utworzenia państwa ogólnokaukaskiego, a następnie
      marszu na Moskwę. Nadzieje te spaliły na panewce, ludność Dagestanu okazała się
      niepodatna na idee ekstremistów. Wywołało to oczywiście wściekłość
      basajewowców; dali jej wyraz, organizując w następnym miesiącu wysadzanie domów
      mieszkalnych w Moskwie, w wyniku czego zginęło kilkaset niewinnych osób. W
      Polsce, niestety, próbowano bronić reputacji czeczeńskich „bojowników”,
      sugerując, że było to w istocie dziełem Putinowskich służb specjalnych,
      niewahających się używać najpotworniejszych nawet środków w celu
      zdyskredytowania sprawy czeczeńskiej (patrz K. Kurczab-Redlich w „GW”,
      26.01.02).
      Wszystkie przytoczone wyżej informacje o Chattabie znaleźć można w artykule W.
      Jagielskiego „Koczownicy świętej wojny”, opublikowanym w roku 2002 na
      łamach „Gazety Wyborczej” (4-5.05.02). Dziwi więc fakt, że publicyści
      tejże „Gazety”, łącznie z jej redaktorem naczelnym, traktują dziś udział
      arabskich terrorystów w wojnie czeczeńskiej jako wymysł Putinowskiej
      propagandy. Dziwi też przytoczenie bez komentarza oświadczenia Basajewa, iż nie
      zna Osamy bin Ladena i nie ma z nim żadnych związków (patrz „GW”, 18-19.09, s.
      6). Basajew nie musiał być w osobistym kontakcie z bin Ladenem; wystarczy, że
      ściśle współpracował z jego bezpośrednim wysłannikiem, Chattabem.
      Chattab zginął w Czeczenii z ręki Rosjan. W odwecie za jego śmierć ekstremiści
      czeczeńscy napadli w Kaspijsku na orkiestrę wojskową, otoczoną dziećmi i
      weteranami wojny, przechodzącą przez miasto w ramach obchodów „dnia zwycięstwa”
      w wojnie z hitlerowskim faszyzmem. Zginęło 41 osób, w tym siedemnaścioro
      dzieci. Prezydent Bush zareagował na to wyrazami solidarności z Rosją
      (patrz „New York Times”, 10.05.02, s. 1). „Gazeta Wyborcza” natomiast
      opublikowała z tej okazji wymieniony wyżej artykuł Jagielskiego („Koczownicy
      świętej wojny”), opatrzony wizerunkiem Chattaba i wyrażający wielki, graniczący
      z podziwem, szacunek dla jego działalności. Ludzie typu Chattaba byli bowiem
      bohaterskimi idealistami, marzyli „o czymś czystym, sprawiedliwym, czymś, co
      mogło stać się zaczątkiem odrodzenia w ich własnych ojczyznach” („GW”, 4-
      5.05.02).Przytaczam tę opinię bez jakichkolwiek zarzutów pod adresem
      agielskiego. Jest on utalentowanym autorem, osobiście znającym przywódców
      czeczeńskich i mającym pełne prawo do własnego zdania na ich temat. Czym innym
      jest jednak decyzja „Gazety”, która zareagowała na tragedię w Kaspijsku nie
      artykułem o bezmyślnym okrucieństwie terroryzmu, lecz artykułem
      o szlachetnych intencjach bohaterskiego terrorysty.
      Nie drukowano takich artykułów w związku z terroryzmem palestyńskim, mimo że
      wśród bojowników Hamasu także nie brak bohaterskich idealistów. Zastosowano
      więc podwójne standardy, grając na antyrosyjskich emocjach w podświadomości
      polskich czytelników. Uznano za oczywiste, że żądanie Rosjan, aby wspólnota
      międzynarodowa dała im „przyzwolenie na prowadzenie w Czeczenii takiej samej
      wojny, jaką przy aprobacie świata USA rozpoczęły w Afganistanie” (patrz cyt.
      artykuł Jagielskiego, s. 11), uważać należy za absurdalne i śmieszne. Nie
      wzięto pod uwagę, że dla czytelników wolnych od antyrosyjskiego bakcyla nie
      było w tym nic oczywistego – ani logicznie, ani moralnie i politycznie.
      Dalszy ciąg wydarzeń przybliża nas do sytuacji obecnej. Napaść Basajewa i
      Chattaba na Dagestan, a następnie wybuchy w dzielnicach mieszkalnych Moskwy
      skłoniły Putina do rozpoczęcia działań wojennych. 1 października 1999 r. wojska
      rosyjskie znowu wkroczyły na teren Czeczenii. Zajęcie terytorium republiki nie
      było problemem, większość ludności czeczeńskiej (można spierać się o to, jak
      znaczna, ale z pewnością większość) dystansowała się bowiem od idei
      ekstremistów. Pokonanie oddz
    • Gość: @ CD 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 11:38
      1 października 1999 r. wojska rosyjskie znowu wkroczyły na teren Czeczenii.
      Zajęcie terytorium republiki nie było problemem, większość ludności
      czeczeńskiej (można spierać się o to, jak znaczna, ale z pewnością większość)
      dystansowała się bowiem od idei ekstremistów. Pokonanie oddziałów ukrywających
      się w górach okazało się jednak zadaniem niewykonalnym, a propozycje
      kompromisu – łącznie z obietnicą przekazania Czeczenii wyłącznej własności
      zasobów naftowych na jej terytorium – nie podważyły determinacji zwolenników
      bezwarunkowej niepodległości. Właściwie trudno się temu dziwić: całkowita
      autonomia w ramach Federacji Rosyjskiej jest czymś, co można było mieć od
      samego początku, a skoro tak, to akceptacja tej formuły dzisiaj byłaby
      przekreśleniem sensu dziesięciu lat walki. Wydarzenia z sierpnia i września br.
      (atak na dwa rosyjskie samoloty, tragedia w Biesłanie) dowodzą, że wybrano w
      tej sytuacji tworzenie faktów uniemożliwiających wszelkie kompromisy. Nie
      lepsza jest jednak sytuacja Rosjan, którzy nie mogą pozwolić sobie na
      kapitulację. Jest przecież rzeczą boleśnie jasną, że bezwarunkowa niepodległość
      Czeczenii oznaczałaby dziś wydanie tego kraju na pastwę brutalnych
      awanturników, destabilizację całego Kaukazu oraz „wojnę wszystkich ze
      wszystkimi”. Wystarczy spojrzeć na wybuchową sytuację w Gruzji. Rozumie to
      dobrze wspólnota międzynarodowa i dlatego wspiera Putina, a nie czeczeńskich
      szowinistów. Nie jest to wcale sprzeczne z popieraniem idei niezawisłego
      śledztwa, które wyjaśniłoby niektóre okoliczności tragedii biesłańskiej, w tym
      zaniedbania rosyjskich służb specjalnych. Analogiczne śledztwo toczy się
      przecież w USA w związku z wydarzeniami z 11 września 2001 r. Zastosowane miary
      byłyby więc jednakowe, a to przecież jest najważniejsze.
      Drastycznym przykładem rozpowszechnionego w polskich mediach stosunku do Rosji
      jest artykuł Marcina Wojciechowskiego pt. „Nurpaszi kury by nie zabił”,
      opublikowany 17.09 w „Gazecie Wyborczej”. Okazuje się, że niejaki Nurpaszi –
      jedyny terrorysta ze szkoły w Biesłanie, który przeżył i znajduje się w
      rosyjskim areszcie – jest terrorystą „dobrym”, który nie zabiłby nawet kury i
      który głęboko boleje nad tym, że zmuszony został do walki z Rosjanami. Nie
      interesuje mnie, ile jest w tym prawdy, zakładam, że różne dziwa możliwe są na
      świecie. W danym kontekście interesuje mnie tylko kwestia: czy możliwe byłoby
      opublikowanie analogicznego artykułu (zajmującego, dodajmy, całą kolumnę w
      wielkonakładowej gazecie codziennej), gdyby sprawa dotyczyła szkoły
      amerykańskiej lub izraelskiej? Jest rzeczą jasną ponad wszelką wątpliwość, że
      byłoby to nie do pomyślenia. Nasuwa to niestety myśl, że Rosja traktowana bywa
      w Polsce jak parias między narodami, niemogący liczyć na taki sam szacunek dla
      swej godności, jakim cieszą się silniejsi lub bardziej wpływowi członkowie
      społeczności międzynarodowej.
      Gdyby tak było, byłby to

      gruby błąd polityczny i moralny,

      wpisujący się w całą serię podobnych gestów wobec Rosji. Do najważniejszych
      spośród nich (o wiele ważniejszych niż polskie reakcje na Biesłan, ale
      wypływających z tego samego źródła) zaliczyłbym następujące: Wałęsowską odmowę
      przyjazdu na moskiewską defiladę z okazji 50. rocznicy zakończenia wojny;
      uznanie obecności Oleksego na tej uroczystości za akt „narodowej zdrady”;
      odrzucenie rosyjskich propozycji, aby zbrodnię katyńską uznać za część zbrodni
      stalinowskiego totalitaryzmu, o których pamięć mogłaby łączyć (a nie dzielić)
      Polaków z Rosjanami; kontrpropozycję w tej sprawie, polegającą na wystawianiu
      Rosjanom (i tylko im! – bo już nie np. Ukraińcom czy Białorusinom) polskiego
      rachunku krzywd oraz przypominaniu o nim przy wszelkiej możliwej okazji; przede
      wszystkim zaś ostentacyjną, pogardliwą odmowę dostrzeżenia i wzięcia pod uwagę
      moralnego elementu Gorbaczowowskiej pierestrojki oraz moralnego składnika
      decyzji o demontażu systemu. Było to równoznaczne odmowie przyznania Rosjanom
      tego, na co mieli prawo liczyć: zachowania twarzy przy wycofywaniu się z
      socjalistycznego eksperymentu oraz przyjęcia do równoprawnej
      rodziny „cywilizowanych narodów Europy”.
      Wszystkie te moralne błędy, popełnione przez nas wobec Rosji, mają wspólny
      mianownik: brak zrozumienia wynikający z etnocentrycznego niedostatku
      wielkoduszności.
      Tak się złożyło, że pracowałem przez całe życie nad intelektualną historią
      Rosji. Już w czasie studiów (w okresie stalinowskim) wyraźnie odróżniałem
      komunistyczny totalitaryzm od narodowej kultury rosyjskiej. W momencie
      pojawienia się pierwszych oznak „odwilży” – było to równo 50 lat temu! –
      podjąłem decyzję dążenia w swej pracy do duchowego zbliżenia polsko-
      rosyjskiego. Przeświadczony byłem, że ustrój totalitarny załamie się kiedyś, co
      umożliwi Polakom i Rosjanom głębsze zrozumienie wspólnie przeżytej historii,
      wyzwolenie się od gruzu przeszłości oraz wspólne wkraczanie w samowiedną
      dojrzałość.
      Po 50 latach muszę stwierdzić ze smutkiem, że droga do tego celu jest jeszcze
      bardzo długa.
      • Gość: AAA Re: CD 3 IP: 212.51.205.* 27.09.04, 13:31
        Brawo @. Nareszcie coś mądrego
      • karrhe Re: CD 3 28.09.04, 10:51
        Świetny artykuł w GW takich rzetelnych i obiektywnych analiz nie znajdziesz
        w końcu GW to tylko prasa brukowa
    • Gość: DM Pan korespondent J. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 11:39
      Poczytajcie korespondencje Pana J. z Czeczenii. Potem zastanówcie się jakie On
      ma poglądu odnośnie terorryzmu.
      A potem się przestraszycie.
    • Gość: Jan Re: Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym T IP: 62.233.250.* 27.09.04, 12:03
      Nazywając bandytów bojownikami przyczyniamy do rozwoju terroryzmu. O naszych
      rodzimych bandytach mówi się często "chłopcy". "Chłopcy dla żartu wyrzucili
      dziewczynę z pociągu". Ostatnio w Nowej Hucie nasi "chłopcy - bojownicy" prawie
      zabili człowieka. Podaj inne przykłady Polaków - bojowników.
      • doro6 Re: Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym T 27.09.04, 13:05
        Warynski,Kniewski,Rutkowski,Hibner,Marchlewski,Nowotko,Okrzeja...tyle mi w
        pamieci zostalo o naszych bojownikach
        • Gość: kir Re: Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym T IP: *.w82-120.abo.wanadoo.fr 27.09.04, 13:43
          Malo zostalo "doro6" w pamieci. Zaden z wymienionych ludzi nie byl bandyta - a
          wrecz przeciwnie.

          Moze sie "doro6" nie zgadzac z ich pogladami, tak jak ja nie zgadzam sie z
          jego/jej. Nie posuwam sie jednak do tego, by nazwac go nieukiem i slepym
          durniem. Inny byl czas, "doro6". Co dzis wydaje sie bledem umyslowym, co
          doprowadzilo do wielu zbrodni, wtedy wydawalo sie wlasciwa droga. tak bywa w
          historii, biedaku. Tak bywa nawet w indywidualnym zyciu wielu ludzi.
          • doro6 Re: Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym T 27.09.04, 13:54
            Zupelnie mnie nie zrozumiales. Zatrzymalem sie na slowie "bojownik", "polski
            bojownik" i wymienilem tych, ktorzy mi sie z tym slowem kojarza.Zupelnie
            abstrahowalem od ich pogladow, choc z natury rzeczy "bojownik" to jest raczej
            po lewej stronie. Ale moglbym dodac tez: Traugutt, Pilsudski, Michnik.
            Swiadomie zignorowalem slowo "bandyta" i nie okreslilem ich tak w swoim
            poscie , bo w ten sposob o niczym nie da sie dyskutowac.
            Oczywiscie tym bardziej nie nazwalbym nikogo nieukiem ani slepym durniem.
            Racja,czasy sie zmieniaja, dlatego tak mnie raza gwaltowne, zaciekle oceny.
            Moge je zrozumiec, jako zamowiona propagande, ale nie moge przyjac jako glosu w
            dyskusji.
            • doro6 Re: Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym T 27.09.04, 13:58
              Jeszcze raz: Jan prosil o przyklady bojownikow, a nie bandytow. Jesli On jest
              pacyfista i to dla niego to samo, to moge uszanowac jego poglad, ale nie musze
              go podzielac.
              Pozdr.
              R.
              • Gość: . Pacyfista podziwiajacy TERRORYSTOW? To IP: *.range81-156.btcentralplus.com 27.09.04, 15:26
                tylko Polak z Polish jokes mogl wymyslec...
    • Gość: Maciej z USA Re: Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym T IP: *.249.168.176.Dial1.Washington2.Level3.net 27.09.04, 12:24
      Czeczeni powinni pogodzic sie z faktem ze przegrali wojny. Uwazam ze nalezy aby
      zaprzestali jakichkolwiek prob wali zbrojnej i zaczeli wspolpracowac z
      Rosjanami. No niestety nie ma innego rozwiazania. Rosjanie moga ich po prostu
      zmiesc z powirzchni ziemi jak to uczynili z Prusakami czy Tatarami. Jedynie co
      moga zaczac robic to nalegac na areanie miedzynarodowej aby Rosjan rozliczyc ze
      zbrodni wojennych popelnionych w czasie dwoch wojen Czeczenskich. Bylby to
      bardzo dlugotrwaly proces aby odzyskac niepodleglosc. Odzyskanie niepodleglosci
      mogloby jedynie nastapic gdyby Rosja zaczelaby sie ponownie rozpadac. To moze
      jedyniw nastapic w cigu nastepnych 50-100 lat! W tym momencie Czeczenom powinno
      bardziej zalezec na przechowaniu swojej tozsamosci narodowej i kulturowej. To
      jest jedyne rozwiazanie. Wprowadzanie do kraju najemnikow moze doprowadzic albo
      dac pretekst Rosjanom zeby zdmuchnac cala nacje z powierzchni ziemi. Znajac
      Rosjan jest to calkiem prawdopodobne. Putin z reszta staraja sie zrobic z ruchu
      nacjonalistycznego wizje ruchu terorystycznego dla calego swiata. Turcy czy
      inni arabscy "wojownicy" moga doprowadzic do jeszcze wiekszych tragedi i
      podobnych masowych zbrodni jak w Kosowie. Niezapomnijmy ze tam tez byli
      najemnicy z Iranu, Iraku czy innych panstw arabskich. To wlasnie obcy najemnicy
      zapoczatkowali to krwawa "jadke". Teraz Rosjanie solidnie sie przygotowywuja
      aby najpierw rozpoznac Czaczenow jako terorystow a potem ich zniszczyc jako
      narod. Rosjanie wymordowali najpierw tych co mogli jeszcze myslec. Tam
      wymordowano okolo 200 tys niewinnych ludzi a Europa i swiat na to patzyly.
      Obowaizkiem Polakow jest aby prowadzic nauczanie Czeczenow jak nalezy z Rosja
      walczyc. Walka zbjona z Rosja nie ma sensu co nauczylo nas Polakow poprzez
      kilka powstan! Teraz Czeczeni musza ratowac swoj narod przed calkowitym
      wytepieniem! Nalezy teraz walczyc polityka a nie sila chociaz serce tak bardzo
      boli za to co Rosjanie zrobili!
    • Gość: Kerim Re: Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym T IP: *.aster.pl / *.aster.pl 27.09.04, 12:26
      No jasne, taki turek-bojownik to jak chodzi na akcje to zaraz paszport do
      kieszeni pcha - ani chybi chcial sie wylegitymowac, czekawe, czy mial prawo
      jazdy?
    • Gość: Grisza O co chodzi Gazecie Wybiorczej? IP: 64.28.22.* 27.09.04, 12:47
      Gazeta prowadzi wlasna polityke zagraniczna wobec, i nie tylko Rosji.Stad inna
      miara dla USA;Izraela i inna wobec Rosji.Oczywiscie GW formalnie popiera
      inzyniera Arafata ale latwo mozna sie zorientowac ze sercem kibicuje
      Izraelowi.GW ,jak i inne gazety maja prawo do wlasnego zdania i to jest
      cacy.Prowadzenie jednak polityki zagranicznej,chcac nie chcac nie tylko we
      wlasnym imieniu wychodzi poza kompetencje organu prasowego Partii Ludzi
      Rozumnych i w wielu wypadkach stoi w sprzecznosci z polska racja stanu.Rosja
      jest panstwem wielkim i wbrew temu,co wydaje sie strategom z GW jest w dalszym
      ciagu mocarstwem z ktorym caly swiat musi sie liczyc.A Polska jako bliski
      sasiad i dotychczasowy wasal Zwiazku Radzieckiego szczegolnie.Koleszkowie z GW
      powinni jednak pamietac,ze to w duzej mierze ich rodzicom i starszym krewnym
      zawdzieczamy 44 lata wasalizmu,powinna tez pamietac a szczegolnie jej naczelny
      Adam Michnik,ze to ludzie honoru Jaruzelski i Kiszczak dzielnie utrzymywali
      Polske w tej roli.Polacy dwudziestolecia miedzywojennego nie kochali Rosji ale
      w odroznieniu od wielu pretendujacych srodowisk opiniotworczych,doskonale
      rozumieli problemy Rosji,znali ja i znali czesto z wlasnej percepcji sprawy
      stosunkow na Kaukazie.Mam tu na mysli tych oficerow Wojska Polskiego i tych
      dzialaczy niepodleglego Panstwa ,ktorzy wyksztalcenie zdobywali w rosyjskich
      uczelniach i ktorzy przed uzyskaniem niepodleglosci sluzyli w armii
      rosyjskiej.I to ci oficerowie potrafili ,dzieki umiejetnosciom tam zdobytym
      skutecznie obronic kraj przed napascia bolszewikow.Podobnie jak finski
      marszalek Mannerheim.O takich jednak sprawach woli GW nie pamietac i wmusza
      dzisiejszym Polakom wlasna wersje stosunkow polsko -rosyjskich opierajacej sie
      na upartej nieufnosci i negacji jakichkolwiek pozytywnych wartosci plynacych z
      istnienia panstwa rosyjskiego.GW gra tutaj wspolne dudy z prawie cala polska
      prawica,ktora jest chorobliwie rusofobna.Az nie chce sie wierzyc,ze w tych
      srodowiskach nie widac ludzi,ktorzy na Rosje spojrzeliby chlodnym okiem jako na
      kraj o ogromnym potencjale i ogromnych mozliwosciach wspolpracy handlowej i
      kulturalnej.A przeciez GW generalnie nie zgadza sie z polska prawica(oszolomy)i
      medialnie ja zwalcza.W tym jednak przypadku wspiera takie jej poglady,ktore
      utrzymuja stosunki polsko-rosyjskie na poziomie maksymalnej nieufnosci.Polacy
      maja ogromne powody do niecheci wobec Rosji i Rosjan jako glownego architekta
      rozbiorow,za historie pod rozbiorami,za napasc bolszewicaka,za Katyn i za caly
      bolesny okres po drugiej wojnie swiatowej.Nie mozna jednak zapomniec,ze
      rozbiory to w duzej mierze rezultat zbrodniczej polityki polskiej magnaterii i
      samych Polakow.Ze Rosja urosla w sile ponad miare owczesnej Rzeczpospolitej tez
      dzieki stosunkom panujacym na wschodnich rubiezach kraju,dzieki oblednej
      polityce polskiej wobec narodu ukrainskiego.I niech dzis GW nie dziwi sie,ze
      Bialorus i Ukraina naja blizej do Moskwy niz do Warszawy.I tego nie odwroci sie
      wypisujac ironiczne banialuki o Lukaszence ,Kuczmie czy demokratycznej opozycji
      na Bialorusi.Polska to dla wielu przedstawicieli rosyjskiej inteligencji bardzo
      wrazliwy temat z mieszanina zazdrosci,podziwu ale tez wielkoruskiego zadecia i
      nacjonalizmu.Wbrew historii musimy nauczyc sie patrzec na Rosje inaczej ,bez
      kretynskich uprzedzen.Bo Polska musi miec stosunki z Rosja
      uregulowane,konstruktywne z mozliwoscia pelnego korzystania mozliwosci
      handlowych,ktore sa w tym kraju.I jestesmy w tej sprawie strona niestety
      slabsza,wiec trzeba postepowac elastycznie.A nie sluchac GW i miec postawe
      gleboko prowokacyjna wobec Rosji i Rosjan.Np. do bialosci doprowadza Rosjan
      dizlalnosc misyjna kosciola katolickiego i niefortunny w niej udzial polskich
      ksiezy.Tu trzeba sie dziwic Watykanowi,ze chce te sprawe miec wobec Rosji
      postawiona wlasnie tak.Rosjanie alergicznie reaguja na widok polskiego ksiedza
      wiec poco pchac ich im pod oczy?Celowo?problem czeczenski jest tylko jednym z
      wielu problemow,ale dla Rosjan bardzo wazny,bo w calej wyrazistosci ukazuje im
      jaki ,i kto na swiecie ma do tego stosunek.GW chcialaby popierac czeczenski
      ruch niepodleglosciowy,wojne terorystyczna.Niech robi to ile tylko zechce,ale
      niech za kazdym razem podkresli laskawie,ze nie wyraza pogladu wszystkich
      Polakow,czy Polski ale poglady wlasne np.red Adama Michnika.I czesc.I wtedy
      Rosjanie beda mieli jasny sygnal,ze to nie wszyscy Polacy a tylko Adam Michnik
      sadza to czy tamto.Autor niniejszego postu wbrew pseudonimowi jakiego uzywa nie
      jest Rosjaninem.
    • Gość: messien Co robil turek w Czeczeni? IP: 5.5.* / 80.58.20.* 27.09.04, 13:25
      Byl na wakacjach? Czy juz samo to ze tam przebywal i niefortunnie misja jego nie zakonczla sie pomyslnie nie swiadczy o tym ze zrewidowac nalezy nasze poglady na temat wspolpracy czeczenskich islamistow z arabskimi i tureckimi? Nie zapominajmy o tym ze Turcja caly czas dazy do Unii Europejskiej. Brawo panie profesorze @. Mam nadzieje ze wyklad nie przejdzie bez echa. Pozdrawiam i gratuluje. Prawda zawsze ma postac prosta a czesto kole w oczy tych dla ktorych jest niewygodna.
      • Gość: dziennikarz Opinia @ ciekawsza niz artykul gazety IP: 5.5.* / 80.58.20.* 27.09.04, 13:36
      • Gość: igor Turek turysta. Tak jak Zarkawi z Jordanii w Iraku. IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 27.09.04, 14:09
        Czy Ty na serio mowisz, ze musisz cos zrewidowac. Przeciez juz od poczatku
        islamisci to miedzynarodowy spisek niewyzytych seksualnie mordercow Allaha.
        Turek, Pakistanczyk, Czeczeniec, Arab - wsio islamiec.
    • Gość: ja Bandyci, a nie "bojownicy". IP: *.ne.client2.attbi.com 27.09.04, 17:29
      "Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym Turek" - ile jeszcze trzeba ofiar,
      zeby durne pismactwo zaczelo nazywac bezwzglednych bandytow i terrorystow po
      imieniu! Takie stwierdzenia to apoteoza zbrodni!
      • Gość: Kris Re: Bandyci, a nie "bojownicy". IP: *.cab18.mus.starman.ee 27.09.04, 18:19
        Gość portalu: ja napisał(a):

        > "Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym Turek" - ile jeszcze trzeba
        ofiar,
        >
        > zeby durne pismactwo zaczelo nazywac bezwzglednych bandytow i terrorystow po
        > imieniu! Takie stwierdzenia to apoteoza zbrodni!



        Bo pisza i twierdza to zbrodniarze,zbrodniarze nad prawda!
        • Gość: meerkat Czy Rosjanie to <BANDYCI> czy <TERRORYSCI>???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 19:09
          Wiedze, ze zastanawiacie sie, ktory termin jest bardziej adekwatny i uczciwy.

          Proponuje, kompromisowo i odwolujac sie do antecedensow, pisac, ze jest to

          "Bohaterska Armia Radziecka przynoszaca na bagnetach wolnosc ujarzmionym
          narodom"!

          Jestem pewien, ze nawet Szamil Basajew by sie pod tym okresleniem podpisal!
          (tak jak ten polanalfabeta podpisal sie pod bezbledna ruszczyzna napisanym
          listem uznajacym jego wine za prowokacje w Bieslanie.) ;-))))))))))))
          • Gość: igor Ndege? - akuna ndege! - Ndege? meerkat czy nie IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 27.09.04, 19:47
            Masz nieraz swoje dni ale dzisiaj Ci nie wyszlo. Stress jakis czy co? Putin
            doskonale wie co robi. Pamietaj, ze jego szkolenie i doswiadczenie daje mu
            przewage w spotkaniu z kazdym politykiem Zachodu. Dazy do wzmocnienia wladzy
            centralnej. Mowiac o bezblednym rosyjskim. meerkat, facet ma byle nauczycielki
            jezyka rosyjskiego w swoim otoczeniu. Czeczenki, ktore nienawidza Rosjan.
            • Gość: meerkat IGOR !!! JUZ OD SWITU NAD SOBA PRACUJE!!! :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 06:43
              Pierwsza probka:

              ZLAPAL KACAP TURKA
              A TEN GO W DOOPE SZTURKA!
              UZYWA TURECKIE PRACIE
              NA RUSKIM ANALNYM FRONCIE
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka