polski_francuz
01.08.19, 09:26
Czyli kilka slow o demokracji chodzacej jak lustro po goscincu. Zacznijmy od definicji. Chyba najblizszym jej sedna sa wolne wybory. W ktorych moze uczestniczyc kazdy obywatel, ktory chce glosowac. Na kogo oni glosuja? Ano na kogos kto wyborcow rozumie, kogo wyborcy lubia i kto jest do nich podobny.
I to nie jest jeszcze niebezpieczne. Bo w kazdym narodzie, jak i w kazdym obywatelu, sa i dobre i zle cechy. I tako dobrymi cechami u Amerykanow jest wiara w siebie i optymizm, u Anglikow poczucie humoru i wiara w system a u Polakow zmysl organizacyjny i zdolnosc do improwizacji. I gdybysmy przywodcow z takimi cechami wybierali te narody mialyby same sukcesy.
I gdzie jest problem zapytacie? Ano w tym, ze przywodcy zaczynaja uosabiac zle cechy narodow. U Amerykanow powierzchowne picerstwo, u Anglikow - przekonanie o wlasnej wyzszosci nad innymi a u Polakow - egoizm i zazdrosc w stosunku do innych.
I obecnie mamy wlasnie takich przywodcow, ktore te gorsze cechy narodow uosabiaja. Dokad oni ich narody doprowadza trudno powiedziec. Ale jest niebezpieczenstwo, ze doprowadza tam gdzie juz bylismy: do wojen, konfliktow zbrojnych i do slepych zaulkow.
PF