herr7
05.10.20, 08:12
W dniach 3-4.10.1993 urzędujący na Kremlu "demokrata" Jelcyn zdecydował się na rozprawę z będącym w opozycji Parlamentem. Spór dotyczył przyszłości Rosji, a właściwie kto miał przejąć kontrolę nad bogactwami tego kraju. Rozprawa była niezwykle krwawa. Zginęło wówczas ok. 1000 ludzi. Parlament stał na przeszkodzie "reform", które miały być w Rosji wprowadzone przez tzw. młodych ekonomistów, z których największą rolę odegrali Jegor Gajdar i Anatoli Czubajs. Skutkiem tych "reform" był upadek gospodarczy, wzrost bandytyzmu, korupcji i powszechna nędza. Ofiarami tych wydarzeń były miliony ofiar. Powstał wówczas system oligarchii surowcowej, która rządzi tym krajem do tej pory.
Trzy lata później rządząca grupa dokonała fałszerstwa w trakcie wyborów prezydenckich. Wybory wygrał wówczas lider komunistów. A jeszcze dwa lata później miało miejsce bankructwo Rosji, po tym jak zachodnie instytucje finansowe odmówiły Jelcynowi pożyczki marnych 4 mld $. Na sylwestra 1999 r Jelcyn podarował Rosjanom prezent oświadczając, że odchodzi. Nastał czas "zimnego czekisty" Putina, którego niedługo przedtem wyciągnięto z jelcynowskiego kapelusza. Zadaniem Putina było ustabilizować sytuację oraz zapewnić bezpieczeństwo, a przede wszystkim bezkarność tzw. familii - grupie osób powiązanych bezpośrednio z Jelcynem i jego rodziną.
Putin miał więcej fartu, gdyż od 2003 r ceny ropy poszybowały i Rosję zalał deszcz petrodolarów. Ale Władimir, który nigdy nie był nikim więcej jak drobnego płazu "stukaczem" zmarnował okres obfitości na projekty, które niczego Rosji nie przyniosły. Większość petrodolarów ponadto rozkradziono. Obecnie ceny węglowodorów są niskie i nic nie wskazuje, że wzrosną. Rosja znalazła się w kryzysie gospodarczym, politycznym i moralnym. Biorąc pod uwagę poziom rosyjskiej elity to temu krajowi temu grozi rozpad. Ponieważ "czekista" się na tronie zasiedział i stracił kontakt z rzeczywistością to pod kremlowskimi dywanami toczy się zawzięta walka buldogów. Jej skutkiem było niedawne otrucie opozycjonisty Nawalnego, czego dokonała siła która wg. politologa Gleba Pawłowskiego prawdopodobnie jest zbyt potężna, zbyt niebezpieczna albo też będąca zbyt blisko rosyjskiego prezydenta. Przypadek Nawalnego można oceniać bardzo różnie. Nie wyklucza się jednak tego, że Władimir stał się przede wszystkim obciążeniem dla rosyjskiej oligarchii, która zrabowane w Rosji bogactwa zwykła trzymać na Zachodzie. A pieniądze, jak wiadomo potrzebują spokoju...Tak więc pozbycie się Władimira i ułożenie się z Zachodem leży w jej interesie. Czyżby nastał więc czas Miedwiediewa - człowieka jeszcze mniejszego kalibru niż "zimny czekista" Putin?