lubat
17.01.21, 11:08
Swego czasu w PRL próbowano wyrównać szanse na studiowanie młodzieży pochodzenia chłopskiego i robotniczego dając dodatkowe punkty. Prowadziło to czasami do absurdów, bo dzieci robotnika z Warszawy czy Krakowa dostawały te punkty, a dzieci np. nauczyciela ze wsi lub małego miasteczka nie dostawały, chociaż miały trudniejszy start.
Z podobną sytuacją spotkamy się wkrótce w Berlinie, gdzie tamtejszy Senat podjął decyzję, że po najbliższych wyborach (wrzesień b.r.) w całej służbie publicznej musi być zatrudnionych 35% ludzi imigracyjnego pochodzenia. Taki jest procentowy udział imigrantów w landzie Berlin.
Tylko życzyć im sukcesu. Odgermanić i odprusaczyć to miasto!;)
www.zeit.de/politik/deutschland/2021-01/migration-migrantenquote-oeffentlicher-dienst-gesetzesentwurf