de_oakville
26.05.24, 17:06
Dociagnąłem już do takiego wieku, że mogę używać w dyskusjach zwrotu [b]"za moich czasów"[/i].
"Za moich czasów" wszystko było oczywiście pod każdym względem lepsze niż obecnie, słońce jaśniej świeciło,
ptaki ładniej śpiewały, nie było wydarzeń na świecie zwiaząnych z takimi sprawcami na skalę globalną i krajową jak Trump, Putin, Kaczyńscy i im podobni. "Moje czasy" to mniej więcej lata 1980 - 2010, których "apogeum" przypada na ich środek, czyli gdzieś na okolice roku 1995. W tamtym okresie (okolice 1995), kiedy przylatywałem do Polski z Kanady, to było to głównie w celu spotkań z rodziną, natomiast żadna przyjemność
związana z samym pobytem. Polska była wtedy jeszcze dosyć biedna, płyty chodnikowe w miastach były krzywe, "komunistyczne", niedbale położone, jeździły jeszcze w miastach głównie "postkomunistyczne" "małe fiaty", "polonezy" i "łady". Nie było galerii handlowych, a wiekszość ludzi nawet nie wiedziała co to jest.
Najprzyjemniejszą dla mnie wtedy chwilą był moment powrotu do Kanady, kiedy już po przejściu kontroli granicznej na Okęciu znalazłem się w strefie oczekiwania na samolot, a jeszcze większe "szczęście" ogarniało mnie już po przybyciu do Amsterdamu (latalem wtedy głównie KLM-mem z przesiadką na Schiphol).
Galerie handlowe to była wtedy "specjalność" amerykańska (kanadyjska także), bo nawet w najbogatszych krajach Europy nie było ich zbyt dużo (najslynniejsze to wtedy chyba "Hansaviertel" w Hamburgu czy "Galleria Vittorio Emanuele II" w Mediolanie). W Niemczech, w centrach miast istniały wprawdzie bogate i imponujące skupiska domów towarowych (np. "Hertie", "Kaufhof", "Woolworth" itp., w największych miastach w rownież
w centrach dzielnic), tym niemniej galerie w stylu amerykańskim nie byly powszechnie znane. W roku 1990 odwiedzili mnie w Ottawie, gdzie wtedy mieszkałem moi znajomi Niemcy, młode małżeństwo z Freiburga i po zobaczeniu galerii "Rideau Shopping Centre" stwierdzili, nie bez nuty uznania, że jest to "Kaiser-Joseph-Strasse pod dachem" (Kaiser-Joseph-Strasse: główna ulica handlowa Freiburga). Ottawa miała wtedy ze 4 duże galerie i kilka pomniejszych. Przylatywałem do Polski co roku i oglądałem wszystkie przemiany jak przyspieszony film. Pierwszą galerią, ktorą poznałem w Polsce, było stosunkowo niewielkie centrum handlowe "Géant" w Warszawie na ulicy Grochowskiej, niedaleko końcowego przystanku tramwajowego. Kiedy poszedłem tam po raz pierwszy zapomniałem przez chwilę gdzie jestem, wydalo mi się, że nadal w Kanadzie. Ale to był oczywiście dopiero początek. W kolejnych latach poznawałem "Galerię Mokotów", "Blue City" itp. Obecnie tych galerii jest takie "zatrzęsienie", po kilka w każdej warszawskiej dzielnicy, w innych miastach również, że ludzie nawet z krajów od Polski bogatszych (np. Danii) są zdania, ze w Polsce na punkcie tych galerii "mają bzika". Obecnie owe galerie są w Polsce na ogół nowsze niż w Kanadzie, być może nawet liczniejsze, bogate jadłodajnie szybkiej obsługi chińskie i inne (również "samoobsługowe", w Kanadzie raczej nieznane) są czymś bardzo powszechnym. Natomiast w Kanadzie, w małych miastach galerie się likwiduje, tam gdze są "nieopłacalne". W ten sposób "zniknął" najbliższy od nas chiński bufet, najbliższa księgarnia i wiele innych sklepów, do których przez
lata zdażyłem się przyzwyczaić (są nadal w miastach nieco dalszych). Czyżby więc "moje czasy" byly rzeczywiscie najlepsze? Bo Polska stała się w międzyczasie ponownie "nieatrakcyjna" z innego powodu. Wielu ludzi "powariowało" uznając, ze Unia Europejska to "ZSRR bis", a prawdziwy "ZSRR bis" (Rosja) rozpętał wojnę w Europie. A rozpętał ją głownie z powodu zawiści, nie czarujmy się. Doprowadził te kraje do nędzy, podczas gdy Unia Europejska wywindowała je do bogactwa.