Dodaj do ulubionych

"Toronto indiano"

10.11.24, 15:20
Pamietam, ze jako dziecko widzialem w PRL-u fragmenty filmu muzycznego pt. "Toronto indiano".
Film przez caly czas pokazywal tanczacego Indianina w imponujacym pioropuszu i z włócznią w dloni, rownez przystrojona piorami. Indianin podrygiwal w takt melodii "na jedno kopyto", ktora jednak (podobnie jak "bolero") dala sie sluchac i to z przyjemnoscia. "Toronto" w tytule filmu nie mialo nic wspolnego z miastem w Kanadzie. W jezyku Indian "toronto" znaczy tyle co "miejsce spotkań", a dawne miasto York w kanadyjskiej prowincji Ontario tak po prostu pozniej "przemianowano". Dzis ten film mi sie przypomina, poniewaz slowo "Indianin" powstalo kiedys przez pomylke - zeglarze i odkrywcy mysleli, ze stawiajac stope na kontynencie amerykanskim dotarli do Indii. A wspolczesne miasto Toronto jest teraz "indiano" ze wzgledu na przybyszy z prawdziwych Indii. Jeszcze kilka lat temu Chińczycy stanowili najliczniejsza i najbardziej rzucajaca sie w oczy grupe imigrantow. Jezeli ktos chcial zobaczyc Hindusa w turbanie, powinien byl sie udac do Brampton, pol-milionowego miasta w aglomeracji
Toronto, gdzie mieszkalo najwiecej Hindusow. I mogl w galerii handlowej przechadzac sie wsrod mnostwa Sikhów w turbanach. Ale ostatnio Hindusi wyprzedzili Chinczykow i sa wsrod nich nie tylko Sikhowie ale coraz wiecej czarnoskórych przybyszy z poludnia Indii. Toronto jest wedlug najnowszych danych najbardziej wieloetnicznym miastem na swiecie (na drugim miejscu jest Nowy Jork a na trzecim Londyn). Miasto nie jest pod tym wzgledem "liderem" od wczoraj, jednak zmienil sie uklad narodowosciowy. Samo miasto Toronto liczy 2,8 miliona mieszkancow, cala aglomeracja - tzw. GTA (Greater Toronto Area) okolo 6,5 miliona (2024). Najliczniejsze grupy ludnosci wsrod tych 2,8 milionow pochodza z nastepujacych krajow:

1) Indie 200 tys
2) Chiny 160 tys
3) Filipiny 150 tys
4) Pakistan 100 tys
5) Jamajka 90 tys
6) Sri Lanka 80 tys
7) Włochy 60 tys
8) Bangladesz 55 tys
9) Iran 50 tys
10) Korea Płd. 45 tys

Juz tylko ta pierwsza dziesiatka daje w sumie okolo 1 miliona ludzi. Przed 30 laty to Włosi byli obok Chińczykow najliczniejsi. Liczyli sie rowniez Portugalczycy (najwiecej ich tu wsrod wszystkich miast Ameryki Polnocnej),
Polacy równiez. A dzis jak dzis - czasy sie zmienily. Ale ja nadal kocham to miasto tak samo jak 30 lat temu. Moze glownie dlatego, ze w nim nie mieszkam, ale czesto i nadal wielka przyjemnoscia je odwiedzam.





Obserwuj wątek
    • boomerang Re: "Toronto indiano" 10.11.24, 22:48
      Toronto ma niezły uniwersytet. W latach 60/70 profesorem tam był Marshall McLuhan, ten od "the medium is the message". Powiedział też "we shape our tools and afterwards our tools shape us".


      • polski_francuz Medium is message 12.11.24, 10:23
        boomerang napisał:

        " Toronto ma niezły uniwersytet. W latach 60/70 profesorem tam był Marshall McLuhan, ten od "the medium is the message". Powiedział też "we shape our tools and afterwards our tools shape us".

        Duzo racji w tym jest. Problem dzisiejszy, jak ja widze, to ewolucja mediow i brak zainteresowania odbiorcow (szczegolnie mlodych) innym niz smartfon srodkiem komunikacji. Innymi slowy, wiesz co ci smartfon powie...

        PF
        • boomerang Re: Medium is message 13.11.24, 03:39
          Stworzyliśmy smartfon, a teraz smartfon przejął nad nami kontrolę. On to przewidział.
    • boomerang Re: "Toronto indiano" 10.11.24, 23:02
      Canada is the only country in the world that knows how to live without an identity.
      Marshall McLuhan
    • de_oakville "Ronceswólka" 12.11.24, 01:59
      Kiedy jeszcze mieszkalem i pracowalem w Polsce, w Warszawie, mialem bilet miesieczny na wszystkie linie komunikacji miejskiej. Korzystajac z niego w dni wolne od pracy zwiedzalem miasto, jezdzac "za darmo" do roznych ciekawych miejsc i dzielnic. Podobnie bylo, kiedy zamieszkalem w stolicy Kanady, Ottawie. Jezdzilem autobusami i chodzilem pieszo. Jest to miasto znacznie mniej ludne od Warszawy (cala aglomeracja okolo 1 milliona mieszkancow), ale rozciaga sie na podobnych przestrzeniach. Z Toronto byla zupelnie inna historia. Pierwszy raz zobaczylem je z autostrady jadac ze znajomymi, ich samochodem, z Ottawy nad Niagare. Aglomeracja Toronto ciagnie sie ze 100 km wzdluz jeziora Ontario i widzac jak wielkie zajmuje przestrzenie, doszedlem do wniosku, ze bez wlasnego samochodu tego miasta zwiedzac sie nie da, jezeli chce sie poznac
      nie tylko jego centrum, ale te rozne "Oshawy", "Pickeringi", "Ajaxy", "Mississaugi" i "Hamiltony", z ktorych kazde liczy od 100 tys do wiecej niz pol miliona mieszkancow, a wymienilem tylko niektore z nich. Kupilem sobie wtedy dobry przewodnik po miescie i w lecie, raz w miesiacu jezdzilem do Toronto z mojej miejscowosci (ok. 400 km) "zaliczajac" za kazdym razem inna dzielnice. Wloska, grecka, portugalska, chinska i inne. Oczywiscie polska rowniez. W Toronto wychodzila wtedy (no 30 lat temu) polska "Gazeta" kolportowana na cala Kanade i sporo miejsca poswiecone bylo w niej "Ronceswólce", czyli Roncesvalles Avenue w zachodniej czesci miasta, ktora uchodzila za najbardziej "polska ulice". Czytywalem w tej "Gazecie" artykuly jeszcze na poczatku pobytu w Kanadzie, ale tak "odlegle" miasta jak Toronto byly wtedy dla mnie "niedostepne" ze wzgledu na brak samochodu. Kiedy wszystko sie zmienilo, pojechalem tam i zobaczylem te ulice. Inaczej ja sobie wczesniej wyobrazalem. Odebralem ja wtedy jak Ząbkowską albo Targową na warszawskiej Pradze, z tym ze z gesta iloscia sklepow. Linia tramwajowa biegnie srodkiem ulicy, polski kosciol z pomnikiem Jana Pawla II-go, kilka polskich restauracji, polska kawiarnia, sklep z kasetami muzycznymi i filmami. Polskie biuro podrozy. A przede wszystkim redakcja owej "Gazety", majaca bardziej charakter ksiegarni gdzie mozna bylo rowniez kupic rozmaite polskie ksiazki, "pogrzebac w nich", co bylo wtedy nie lada przyjemnoscia. To wszystko przeminelo, a wiele takich miejsc poznikalo podczas "covidu". Pozostala jakas polska ksiegarnia w Mississauga, z tym ze majaca skromniejszy asortyment niz pare lat temu (ksiazki i inne produkty zamawia sie teraz przez internet). Pamietam jak kilka lat temu kupilem tam na DVD prawie wszystkie sezony "Czasu honoru", ostatnio nie widzialem juz w niej zadnych filmow. Pozostaly jeszcze polskie restauracje na Roncesvalles i kilka polskich sklepow rozsianych po calej aglomeracji. Ale to juz nie to co dawniej. Zniknela polska restauracja "Izba" o spadzistym dachu wzorowanym na góralskiej chacie, ktora mozna bylo nawet zobaczyc jadac "subwayem", ktory na pewnych odcinkach (jak w Nowym Jorku czy w Hamburgu) wychodzi na powierzchnie by za chwile ponownie zniknac w tunelu.
      "Co nam zostalo z tych lat?". Zostala ta sama atmosfera ulic zwiazanych z licznymi wspomnieniami, wiele tych samych domow, te same parki i te same czasami bardzo liczne drzewa wsrod ktorych stoja niewielkie domy na przedmiesciach jak rowniez czasami duze bloki. Te same "duchy" unosza sie w powietrzu, co dawniej i mozna sie pocieszyc, ze one sie nigdy nie starzeja. Portugalska ksiegarnia w portugalskiej dzielnicy, w ktorej kiedys kupilem
      ilustrowane brazylijskie czasopismo "Veja" rowniez zniknela.
      • polski_francuz Od przyjemnosci do obowiazku 12.11.24, 10:37
        de_oakville napisał:

        " Korzystajac z niego w dni wolne od pracy zwiedzalem miasto, jezdzac "za darmo" do roznych ciekawych miejsc i dzielnic. Podobnie bylo, kiedy zamieszkalem w stolicy Kanady, Ottawie. Jezdzilem autobusami i chodzilem pieszo. Jest to miasto znacznie mniej ludne od Warszawy (cala aglomeracja okolo 1 milliona mieszkancow), ale rozciaga sie na podobnych przestrzeniach. Z Toronto byla zupelnie inna historia. Pierwszy raz zobaczylem je z autostrady jadac ze znajomymi, ich samochodem, z Ottawy nad Niagare."

        Z wiekiem i po aktywnym zawodowo zyciu w wielu krajach, trudno jest znalezc motywacje do spacerow po interesujacych miastach. Obecnie, to mnie zona i corka do Paryzewa ciagna, ale w przeszlosci lubilem isc z pracy (kolo mostu Grunwaldzkiego) do domu na Krzykach we Wroclawiu czy z domu w East Saint Kilda w Melbourne nad brzeg morza. W koncu, pobyt w miasteczku Pergine Valsugana kolo Trento we Wloszech dal szanse na poznanie fajnego jeziorka wokol ktorego lubilem spacerowac...dzisiaj pozostaje obowiazek 10000 krokow/dzien.

        A kto lubi spelniac obowiazki?:)

        PF
        • de_oakville Re: Od przyjemnosci do obowiazku 13.11.24, 01:14
          polski_francuz napisał:


          > Z wiekiem i po aktywnym zawodowo zyciu w wielu krajach, trudno jest znalezc mot
          > ywacje do spacerow po interesujacych miastach. Obecnie, to mnie zona i corka do
          > Paryzewa ciagna, ale w przeszlosci lubilem isc z pracy (kolo mostu Grunwaldzki
          > ego) do domu na Krzykach we Wroclawiu czy z domu w East Saint Kilda w Melbourne
          > nad brzeg morza. W koncu, pobyt w miasteczku Pergine Valsugana kolo Trento we
          > Wloszech dal szanse na poznanie fajnego jeziorka wokol ktorego lubilem spacerow
          > ac...dzisiaj pozostaje obowiazek 10000 krokow/dzien.

          Zawsze lubilem chodzic pieszo po miastach przemierzajac dlugie trasy. W czasach studenckich chodzilem w Warszawie pieszo prawie codziennie z Politechniki na Żoliborz (bliski, zaraz za granica ze Śródmieściem, za Dworcem Gdańskim, ale to w sumie dosc daleko). Podczas wakacji w Polsce najczesciej "przemierzalem" pieszo Trójmiasto, nierzadko wzdluz brzegu morskiego. Kazde miasto jest interesujace i kazde jest inne. Porownania jednych z drugimi nie maja sensu (np. Warszawy z Berlinem), bo to zupelnie cos innego, zupelnie inne wrazenia. To mniej wiecej tak jako porownywanie Marylin Monroe z Sofią Loren. I tu i tam jest na co popatrzec nie zawracajac sobie glowy porownywaniem bo zupelnie inne sa "atuty".
          • boomerang Re: Od przyjemnosci do obowiazku 13.11.24, 03:46
            > I tu i tam jest na co popatrzec nie zawracajac sobie glowy porownywaniem bo zupelnie inne sa "atuty".

            Nie ma co porównywać, trzeba działać. Jeden dziadek powiedział do wnuczka: "wnuczku, wszystkich kobiet nie przelecisz, ale staraj się".
            • de_oakville Re: Od przyjemnosci do obowiazku 14.11.24, 12:34
              boomerang napisał:

              > Nie ma co porównywać, trzeba działać. Jeden dziadek powiedział do wnuczka: "wnu
              > czku, wszystkich kobiet nie przelecisz, ale staraj się".

              "Przyleciał, przeleciał a potem odleciał". Stwórca dal nam seks w pierwszej kolejnosci dla posiadania potomstwa, a dopiero potem dla przyjemnosci. Wielu ludzi odwrocilo te kolejnosc. Nie chcialbym miec chmary nieslubnych dzieci, wychowywanych bez ojca albo przez okrutnych ojczymów. Nasze dzieci podobne sa do naszych najblizszych (rodzicow, dziadkow), maja te same geny. Jezeli sie kocha swoich najblizszych to nie chce sie narazac wlasne potomstwo ("slubne" albo "nieslubne") do poruszania sie "we mgle" i plodzenia wnukow w podobny beztroski sposob. Oczywiscie to wszystko zalezy od indywidualnego podejscia do sprawy i sumienia "szekokiego" albo "waskiego". Nie mozna tego innym narzucac albo "kamieniowac" ich tylko dlatego, ze mysla lub dzialaja inaczej od nas.
              • boomerang Re: Od przyjemnosci do obowiazku 15.11.24, 10:44
                Nasze dzieci podobne sa do naszych najblizszych (rodzicow, dziadkow), maja te same geny. Jezeli sie kocha swoich najblizszych to nie chce sie narazac wlasne potomstwo ("slubne" albo "nieslubne") do poruszania sie "we mgle" i plodzenia wnukow w podobny beztroski sposob.

                I tu masz absolutną rację
    • stefan4 nawigatorzy wiedzieli, że to nie Indie... 15.11.24, 11:55
      de_oakville:
      > zeglarze i odkrywcy mysleli, ze stawiajac stope na kontynencie amerykanskim
      > dotarli do Indii.

      Żeglarze i odkrywcy nie byli tacy nierozgarnięci. Obwód równika był znany już od czasów Eratostenesa (II w.p.n.e.). Może nie wszystkim uczniom szkółek parafialnych, ale nawigatorom na pewno; inaczej nawigacja astronomiczna nie byłaby możliwa. Potrafili wyliczyć odległość do Indii wokół Ziemi, oszacować czas trwania takiej podróży i wiedzieli, że tego nie da się zrobić, bo nie da się na ówczesne statki załadować wystarczających zapasów dla załogi. Właśnie dlatego awanturnik Kolumb miał takie trudności w przekonaniu ,,sponsorów''.

      Wiedza została jednak pokonana przez marzenie — tak zdarza się i dzisiaj. Flotylla wyruszyła na zachód pod krzykliwym reklamowym hasłem ,,płyniemy do Indii!''. Kiedy natknęli się na ląd, to nawigatorzy nie mieli wątpliwości, że do Indii to jeszcze ho-ho, jak daleko — ale propaganda musiała głosić, że te Karaiby to już Indie.

      Taka panowała oficjalna narracja, a (jak i dzisiaj) ten ma rację, kto ma narrację. Więc ci, którzy wiedzieli, musieli swoją wiedzę schować w pugilaresy (czy w co tam oni wtedy chowali) i dołączyć do chóru. Tak więc termin ,,Indianin'' nie pochodzi z błędu tylko z oszustwa. A termin ,,Indie Zachodnie'' to już tylko drwina nad dawną ściemą — nazywacz wiedział, że to całkiem inny ląd, a nie Indie prawdziwe; inaczej użyłby nazwy ,,Wschodnie regiony Indii''.

      - Stefan

      P.S. Od dawna mnie zadziwia, jak blisko rzeczownik ,,narracja'' ma do niemieckiego ,,der Narr ''...
      • de_oakville Re: nawigatorzy wiedzieli, że to nie Indie... 15.11.24, 13:35
        stefan4 napisał:

        > A termin ,,Indie Zachodnie'' to
        > już tylko drwina nad dawną ściemą — nazywacz wiedział, że to całkiem inny
        > ląd, a nie Indie prawdziwe; inaczej użyłby nazwy ,,Wschodnie regiony In
        > dii''.

        W londynskim porcie byly "doki wschodnio-indyjskie" i "doki zachodnio-indyjskie".
        "Indie Zachodnie" - bardzo "romantyczna" nazwa.
        Karaiby, Cuba, Jamajka, Haiti, Antyle. Wielkie Antyle i Male Antyle oraz Antyle Holenderskie (Aruba, Curaçao, Bonaire). W czasach studenckich, po wykladach lubilem nieraz wstapic do jakiejs "kafejki" na Marszałkowkiej i zamowic 50 gram Curaçao, slodkawego likieru. "Indie Zachodnie" przyjemnie mi sie do dzis kojarza.
      • felusiak1 Re: nawigatorzy wiedzieli, że to nie Indie... 15.11.24, 20:30
        Twoja narracja jest falszywa. Kolumb wiedzial, że nie dotarl do Indii ale nie wiedzial gdzie jest.
        SanSalvador jest na 24 równoleżniku, a to daleko na północ od Kalkuty i to Kolumb wiedzial ale nie miał najmniejszego pojęcia na ktorym poludniku się znajdowal. Do tego potrzebny byl zegar pokazujacy czas w Londynie. Taki zegar zostal skonstruowany w połowie XVIII wieku i służył nawigatorom aż do XX wieku.
        • stefan4 Re: nawigatorzy wiedzieli, że to nie Indie... 20.11.24, 15:56
          felusiak1:
          > Twoja narracja jest falszywa.

          Nie wiedziałem, że uprawiam narrację, ale skoro tak, to nader słuszną jest Twoja ocena, jako że wszystkie narracje są fałszywe.

          felusiak1:
          > SanSalvador jest na 24 równoleżniku, a to daleko na północ od Kalkuty.

          Półtora stopnia szerokości geograficznej. Ale on najprawdopodobniej wylądował nie na San Salvador  tylko na Cayo Samaná , na 23-im równoleżniku. Więc to o pół stopnia na północ od Kalkuty. Nie użyłbym w tym kontekście przysłówka ,,daleko''. Pół stopnia szerokości to w linii prostej jakieś 55 kilometrów — bez trudu da się przejechać na rowerze w jeden dzień. Ale właściwie dlaczego wzmiankujesz akurat Kalkutę? Kalkuta powstała dopiero dwa wieki później.

          felusiak1:
          > Kolumb [...] nie miał najmniejszego pojęcia na ktorym poludniku się znajdowal.

          Bez przesady. Tego pojęcia nie mogła mu dać astronomia, bo z niej wynikała tylko szerokość geograficzna. Ale zwykły staroświecki log, czyli kłoda na sznurku wyrzucana za burtę, dawał jakie takie pojęcie o prędkości, a z niej wynikała pokonana odległość. Z Palos w Hiszpanii do Cayo Samaná jest jakieś 6500 km, a z Palos na zachód po równoleżniku (to nie jest najkrótsza droga!) do Twojej Kalkuty — ponad 25 tysięcy km. Nie da się pomylić jednej odległości z drugą, nawet po pijaku. Ten ląd to nie były Indie i na taką ściemę mogli się nabrać tylko bardzo zatwardziali płaskoziemcy.

          felusiak1:
          > Do tego potrzebny byl zegar pokazujacy czas w Londynie.

          To prawda. Dla policzenia długości geograficznej porównuje się czas lokalny (z obserwacji astronomicznej) z czasem np. londyńskim przywiezionym ze sobą. Ale żeby móc wozić czas i żeby jego jakości nie psuło bujanie okrętu, staroświecki zegar z wahadłem nie wystarcza. Potrzebny jest nowocześniejszy chronometr, jakiego Kolumb nie miał.

          - Stefan
          • pijatyka Re: mogli się nabrać tylko płaskoziemcy 29.01.25, 10:25


            Ignoranci tak, ale akurat nie płaskoziemcy ;)

    • augustus_pl Re: "Toronto indiano" 15.11.24, 18:58
      W niemieckim Hagen w Zaglebiu Ruhry ponad 40% mnieszkancow to multikulti ze 120 krajow Swiata
      • j-k No i? 15.11.24, 20:36
        augustus_pl napisał:
        > W niemieckim Hagen w Zaglebiu Ruhry ponad 40% mnieszkancow to multikulti ze 120
        > krajow Swiata


        wspolczuje mieszkancom 60 % tego miasta.
        • augustus_pl Re: No i? 16.11.24, 20:56
          j-k napisał:

          > augustus_pl napisał:
          > > W niemieckim Hagen w Zaglebiu Ruhry ponad 40% mnieszkancow to multikulti
          > ze 120
          > > krajow Swiata
          >
          >
          > wspolczuje mieszkancom 60 % tego miasta.
          Podczas Mistrzostw Europy tego roku Anglicy nazwali to miasto Czarna Dziura.Naprawde to miasto syf,nic nie zmienilo sie od 30 lat.Wlasciwie to Niemcy od 30 lat stoja w rozwoju,kiedys wyprzedzali Wielka Brytanie w nowoczesnosci,stadarcie zycia,w zeszlym roku Wielka Brytania wyprzedzila Niemcy w statystyce sila nabywcza na osobe.
          Niemcy spadaja we wszystkich rankingach,czyli digitalizacji,infrastruktury,szkolnictwa,bezpieczenstwa,konkurencyjnosci gospodarki.
          • j-k dodam jeszcze 20.11.24, 16:23
            augustus_pl napisał:
            > Niemcy spadaja we wszystkich rankingach, czyli digitalizacji, infrastruktury, szko
            > lnictwa, bezpieczenstwa, konkurencyjnosci gospodarki.


            niedawno bylem w kraju i zalatwialem pewne sprawy urzedowe.

            okazuje sie, ze wszystko moglem zalatwic przez Internet i niepotrzebnie pojawilem sie w Urzedzie

            - bylem pozytywnie zaskoczony - tym, ze Polska pod tym wzgledem wyprzedza Niemcy.
    • de_oakville Toronto - wielkie centrum filmowe 16.11.24, 20:44
      Toronto uznawane jest za 3-cie centrum filmowe w Ameryce Polnocnej oraz 3-cie centrum teatralne krajów anglojezycznych (po Londynie i Nowym Jorku). Co roku, we wrzesniu odbywa sie tu miedzynarodowy festiwal filmowy ("Tiff" - Toronto International Film Festival"). Wiele filmow kreconych bywalo w Toronto, chociaz scenariusz zakladal, ze akcja rozgrywa sie w USA. Na przyklad film pt. "Double Take" z roku 1997 ukazuje na poczatku panorame Chicago z gory, aby potem caly czas pokazywac ulice Toronto z poziomu przechodnia, co kazdy mieszkaniec tego miasta (oraz jego "znawca", taki jak np. ja) od razu rozpozna. Dlaczego tak? Podobno krecic bylo taniej. Wielu znanych amerykanskich aktorow urodzilo sie w Kanadzie, np. "ojciec" z "Bonanzy" Lorne Greene urodzil sie w Ottawie. W Ottawie urodzil sie rowniez znany piosenkarz amerykanski Paul Anka, jest tam ulica "Paul Anka Drive", czyli (jak ja mowie) kanadyjska ulica "Polanki" (jest taka w Gdańsku, mieszkal przy niej m.in. Wałęsa). "Za moich czasow" znani byli aktorzy powszechnie Pamela Anderson oraz Jim Carrey. Nieco mniej pewnie Lolita Davidovich (corka emigranta z Jugoslawii), ktora zagrala miedzy innymi kochanke Richarda Gere w "Intersection", filmie, ktorego akcja rozgrywa sie glownie w Vancouver (tym razem bez udawania, ze gdzie indziej).
      Mam szczegolny sentyment do "Double Take", ktory zobaczylem kiedys przypadkowo w hotelu podczas wyjazdu sluzbowego do San Jose (pod San Francisco). Glowne role graja w nim amerykanski actor Craig Sheffer oraz kanadyjska aktorka Brigitte Bako, urodzona w Montrealu, pochodzenia żydowskiego. Jej matce udalo sie przeżyc
      w Europie Holocaust. Od razu rozpoznalem wtedy na filmie ulice Toronto. I od razu uznalem, ze to chyba bedzie moja ulubiona kanadyjska aktorka. Tu w scenie z innego filmu.

    • de_oakville Emigracyjna telewizja i prasa 17.11.24, 15:54
      Kiedys, przed laty, telewizje emigracyjna mieli przedstawiciele kazdej nacji zamieszkujacej Kanade.
      Dzis, w dobie internetu kazdy moze sluchac wiadomosci bezposrednio ze swojego kraju pochodzenia,
      a zatem taka telewizja stracila na znaczeniu. Oczywiscie nadal istnieje, ale w dosyc szczatkowej formie.
      Podobnie jest z prasa. Dawniej kupowalo sie i czytalo polska "Gazete" wychodzaca w Toronto. Bardzo
      lubilem czytac w niej felietony Andrzeja Kumora, zdolnego emigracyjnego dziennikarza. To nie byly zadne
      feliotony "polityczne" tylko, "z życia wziete". Tutejsza polska telewizja miala kiedys dwa programy nadawane
      w soboty - jeden rano a drugi wieczorem. Pozniej jeden z nich zlikwidowano, a ostal sie tylko program
      telewizji "Trwam", gloszacy tutaj, za oceanem "rydzykowska" propagande. Tego programu z zasady nie ogladalem. Natomiast kiedy papierowa "Gazete" przestano wydawac, moj ulubiony redactor zalozyl wlasne czasopismo "Goniec". Powiedzial kiedys, ze do Toronto przyleci Jarosław Kaczynski, a wiec "dowiemy sie prawdy z pierwszej reki". "Zamrozilo mnie" i od tego czasu przestal byc moim "idolem". Co nie zmienia jednak sentymentu do dawnych lat i przekonania, ze jest swietnym dziennikarzem. Ale tytuly z pierwszych stron "Gońca" wydawaly mi sie zawsze nieco fanatyczne i propagujace "spiskowa teorie dziejow". Moze to sie teraz zmienilo, nie wiem. Raz sie zrazilem, a potem juz nie czytalem.

      www.goniec.net/2024/11/16/kumor-polecialem-do-warszawy/
      Przed 28 laty zaczalem sie uczyc jezyka portugalskiego, przed wyjazdem sluzbowym do Brazylii (Curitiba).
      "Zakochalem sie" w tym kraju i od tego czasu kontynuowalem z przerwami nauke jezyka.
      W Toronto, w portugalskiej dzielnicy mozna bylo nie tylko kupic miejscowa gazete w jezyku portugalskim, ale
      rowniez dostac jakas ichniejsza prase za darmo. Pozniej na internecine mozna bylo pobrac wiele miejscowych
      portugalskich czasopism w formie PDF. Wielostronicowe gazety, ktorych dziesiatki zachowalem. Pozniej niektore
      przestaly byc wydawane ("Sol português"), ale inne jeszcze nadal sa wydawane ("Correio da manhã").

      • de_oakville Re: Emigracyjna telewizja i prasa 17.11.24, 15:56
        Holendrzy maja nadal swoj pieknie ilustrowany dwuniesiecznik "The Dutch Magazine" w jezyku angielskim z interesujacymi artykulami dotyczacymi zarowno Holandii jak i emigracji w Ameryce. Czesto kupuje. Maja rowniez miesiecznik "De Krant" ("gazeta"), w jezyku holenderskim. Oba czasopisma wydawane sa w Kanadzie, w Oakville, i obejmuja swoim zasiegiem cala Ameryke Polnocna.

      • boomerang Re: Emigracyjna telewizja i prasa 18.11.24, 03:36
        Co nieco z tego "Gońca" przedrukowywano w "Tygodniku Polskim" wychodzącym w Melbourne, stąd znam to nazwisko Kumor. Zapomniałem nazwisko redaktora naczelnego, ale załatwił on że do "Tygodnika Polskiego" pisywał Waldemar Łysiak z Warszawy, zaciekły wróg Michnika. Wychodzące w Sydney "Wiadomości Polskie" były dużo słabsze. Przedrukowywali jakieś artykuły z gazety polonijnej wychodzącej w Londynie, za które nie płacili i narastał im dług. "Wiadomości Polskie" były własnością hrabiego Dunina-Karwickiego, który co prawda był ekonomistą z wykształcenia, ale przechytrzył go chłop spod Wadowic Józef Drewniak, bo pewnego dnia hrabia postanowił sprzedać ten tytuł "Wiadomości Polskie", ale nie mógł, bo okazało się że właścicielem tego tytułu jest już od pewnego czasu ów chłop. Chłop miał pełną satysfakcję że wyrolował hrabiego, bo chwalił się dookoła: "zabrałem Polakożercom zabawki".
    • de_oakville Toronto czy Montreal 23.11.24, 17:30
      Przez wiekszość krótkiej historii Kanady to Montreal był najważniejszym i najludniejszym miastem kraju.
      Toronto było na drugim miejscu i uchodziło za miasto raczej nudne i nieciekawe. To wszystko się odwróciło
      stosunkowo niedawno, kiedy w prowincji Québec "francuskość" wzięła górę i wiele przedsiębiorstw przeniosło
      się do Toronto. W Montrealu można jednak nadal bez trudu dogadać się po angielsku (wiekszość mieszkanców jest dwujęzyczna), w przeciwieństwie do miasta Québec ("Ville de Québec"), stolicy prowincji, które jest zdecydowanie w większości "francuskie". Toronto i Montreal to miasta bardzo różne. Które z nich jest bardziej atrakcyjne? Oczywiście zależy dla kogo. Dla mnie o wiele atrakcyjniejsze jest Toronto, i chociaż z mojego miejsca zamieszkania jest tam 2 razy dalej niż do Montrealu, to o wiele chętniej jeżdzę do Toronto niz w przeciwnym kierunku. Trasa jest wprawdzie dluższa, ale krajobrazowo rownież o wiele ciekawsza, nierzadko lekko pagórkowata z wieloma ciekawymi miastami i miejscowosciami po drodze (np. o nazwach Odessa, Kingston, Cobourg itd.). W kierunku Montrealu jest cały czas płasko i monotonnie, a miejscowości sa mniej ciekawe. Toronto jest większe, nowoczesniejsze i dla mnie bardziej imponujące od "starego" Montrealu. Ale to opinia z punktu widzenia człowieka przejeżdzającego lub odwiedzającego. Bo z punku widzenia stałego mieszkańca... Wiele osób, które mieszkały i tu i tam, woli jednak Montreal. Słyszałem kiedyś takie zdanie na temat Paryża - "jest jak szampan, początkowo nie smakuje, a później nie możesz bez niego zyc".
      Byc może z Montrealem jest trochę podobnie. Z pewnoscią jest on rownież bardzo ciekawy.

      "Montreal's just a great city", they would say, as though I'd said something entirely different.
      Their willful deafness was eerie, but it occurred to me later that they weren't necessarily wrong.
      Edmund Wilson once wrote that no two people ever read the same book, and I've come to believe that
      no two people ever live in the same city."

      (fragment z książki "Goodbye to That All. Writers on Loving and Leaving New York.")

      • boomerang Re: Toronto czy Montreal 24.11.24, 03:50
        Olimpiada w Montrealu była finansową klapą, pomimo że nie ukończono budowy stadionu olimpijskiego. Z drugiej strony była to najlepsza olimpiada w historii polskiego sportu.
        • polski_francuz Seattle czy Montreal 24.11.24, 09:56
          boomerang napisał:

          " Olimpiada w Montrealu była finansową klapą, pomimo że nie ukończono budowy stadionu olimpijskiego. "

          Ja nie bylem na Olimpiadzie ale na konferencji na wiosne 2006 roku. Wpierw w Seattle a potem w Montrealsku. I w Seattle bylo slonce i ladna pogoda. A w Montrealsku padala jak z cebra. Ale, na szczescie, czulem sie jak we Francji... napisy wszedzie po francusku:) Ale moze dziesiaj sie troche zamerykanizowalo?

          • de_oakville "Un peu New York, un peu Paris" 24.11.24, 16:48
            polski_francuz napisał:

            > Ale, na szczescie, czulem sie jak we Francji... napis
            > y wszedzie po francusku:) Ale moze dziesiaj sie troche zamerykanizowalo?

            Znany w Kanadzie (i dawniej rowniez w Polsce) piosenkarz Robert Charlebois (wygral ktorys tam festiwal w Sopocie w latach 70-tych piosenka "Ordinaire"), mieszkajacy w Montrealu, nagral piosenke o tym miescie ("Ville Marie" w latach 80-tych).

            "Un peu New York, un peu Paris
            mais avec notre accent d'ici"


            Jechalem dwa razy do Nowego Jorku przez Montreal. Najpierw pociagiem ode mnie do Montrealu (2 godziny), a nastepnie calonocnym autobusem aby nad ranem dotrzec do celu . Za drugim razem w Montrealu padal bez przerwy deszcz, ale miedzy przesiadkami mozna bylo jednak pochodzic po "podziemnym miescie", pelnym sklepow i polaczonym z "Gare Centrale", ze stacjami metra, dworcem autobusowym oraz centrami handlowymi, a nawet z hotelami. Bylo przyjemnie i o suchym ubraniu pomimo zlej pogody.

        • de_oakville Pamietam Jacka Wszołę 24.11.24, 16:58
          boomerang napisał:

          > Olimpiada w Montrealu była finansową klapą, pomimo że nie ukończono budowy stad
          > ionu olimpijskiego. Z drugiej strony była to najlepsza olimpiada w historii pol
          > skiego sportu.

          W czasie ktoregos tam pobytu w Montrealu zwiedzilem Stadion Olimpijski, gdzie w roku 1976 miala miejsce owa olimpiada. Mozna tam latwo dojechac metrem (11 przystankow od dworca Gare Centrale). Najbardziej zapamietalem z tego okresu skoczka wzwyz Jacka Wszołę, "nonszalancko" żującego gumę podczas wywiadow telewizyjnych w polskiej telewizji.
      • stefan4 Re: Toronto czy Montreal 24.11.24, 17:59
        de_oakville:
        > W Montrealu można jednak nadal bez trudu dogadać się po angielsku

        ... ale mogą być trudności po francusku. Mnie się to rzadko udawało: jak tylko otwierałem usta i ludzie słyszeli obcy akcent, automatycznie przechodzili na angielski. A skąd oni, kurczę, wiedzieli, że ja w ogóle znam angielski? — znajomość angielskiego uważali za oczywistość, a francuski to był chyba jakiś sakrament, w który im bluźnierczo wdepnąłem...

        Z Francuzami we Francji rozmawiałem po francusku: jak zaczynałem po francusku, to nikt nie proponował mi angielskiego.

        - Stefan
        • polski_francuz Re: Toronto czy Montreal 24.11.24, 19:45
          stefan4 napisał:

          " Z Francuzami we Francji rozmawiałem po francusku: jak zaczynałem po francusku, to nikt nie proponował mi angielskiego."


          A jak rozmawiasz z Niemcami w Niemczech?

          PF
          • stefan4 Re: Toronto czy Montreal 24.11.24, 23:15
            polski_francuz:
            > A jak rozmawiasz z Niemcami w Niemczech?

            Jak się da...

            - Stefan
            • polski_francuz Polski akcent 25.11.24, 09:10
              stefan4 napisał:


              " Jak się da..."

              Masz wyrazny polski akcent:)

              Pozdro

              PF
          • boomerang Re: Toronto czy Montreal 25.11.24, 00:23
            po cichutku, żeby dzieci nie słyszały
        • de_oakville Re: Toronto czy Montreal 25.11.24, 12:35
          stefan4 napisał:

          > ... ale mogą być trudności po francusku. Mnie się to rzadko udawało: jak tylko
          > otwierałem usta i ludzie słyszeli obcy akcent, automatycznie przechodzili na a
          > ngielski. A skąd oni, kurczę, wiedzieli, że ja w ogóle znam angielski?

          W calej prowincji Quebec jest takie prawo, ze sprzedawcy musza sie zwracac do klienta najpierw po francusku, a dopiero potem ewentualnie przechodzic na angielski. Istnieje specjalna "policja jezykowa", pilnujaca, zeby tego przestrzegac. W stolicy Kanady Ottawie, czesc miasta po prawej stronie rzeki lezy w Ontario, a ta po lewej stronie (Hull) w Quebec'u. Kiedy w Ontario sklepy sa juz zamkniete i nie mozna kupic np. butelki wina, to mozna pojechac do Quebecu i dostac cos w nocnym sklepie (bo w nocnych sklepach w Ontario nie ma sprzedazy alkoholu).
          • de_oakville Male sprostowanie 25.11.24, 12:48
            Obecnie sprzedaz alkoholi ulegla zmianie i nawet w Ontario mozna dostac jakies piwo w nocy na stacji benzynowej. Jednak jeszcze kilka lat temu nie bylo sprzedazy napojow "wyskokowych" nawet w sklepach spozywczych, tylko w wyspecjalizowanyc sklepach ("Beer Store", "LCBO"). Odwiedziny wtedy w sklepie spozywczym w Quebecu i zobaczenie bogactwa w wyborze win robilo naprawde wielkie wrazenie.
            • polski_francuz Slabosc 25.11.24, 14:29
              de_oakville napisał:

              " Odwiedziny wtedy w sklepie spozywczym w Quebecu i zobaczenie bogactwa w wyborze win robilo naprawde wielkie wrazenie."

              Moja slaboscia jest czerwone wino z Sud Aquitaine..:) Masz jakies ulubione?

              PF
              • de_oakville Re: Slabosc 26.11.24, 01:59
                polski_francuz napisał:

                > Moja slaboscia jest czerwone wino z Sud Aquitaine..:) Masz jakies ulubione?

                Obecnie, wraz z rosnacym wiekiem, pijam coraz mniej tych wspanialych napojow i coraz slabsze, zeby sie nastepnego dnia nie najgorzej czuc. Na ogol tylko raz w tygodniu (wieczorem, w soboty), czasem dwa razy (jeszcze wieczorem w niedziele). I tylko jeden rodzaj - czerwone albo biale "Martini". Bardzo rzadko piwo albo wino - wino zawsze podczas wizyt w restauracji. Miejscowe (z winnic nad Niagara) albo jakies hiszpanskie (np. "Toro Bravo") lub poludniowoafrykanskie "Inception". Nie znam zbyt wielu najlepszych "rarytasow" z czolowych "krajow winnych" - Francji, Wloch, Hiszpanii. Ale jak zobacze gdzies Twoje ulubione, skosztuje.
                • boomerang Re: Slabosc 26.11.24, 02:37
                  > I tylko jeden rodzaj - czerwone albo biale "Martini"

                  a więc pijasz coś co się w PRLu nazywało wermut, już dawno zauważyłem że jesteś sentymentalny :)
                  • de_oakville Re: Slabosc 26.11.24, 13:30
                    boomerang napisał:

                    > a więc pijasz coś co się w PRLu nazywało wermut, już dawno zauważyłem że jesteś
                    > sentymentalny :)

                    Jestem sentymentalny, ale rownoczesnie "trzezwy", tak ze sentymenty nie kieruja moim postepowaniem.
                    Ale "Martini" pijam nie z sentymentu (choc mam ogromne powody - przed laty letnie "wieczory w Warszawie" przy Martini), tylko dlatego, ze po nim sie dobrze czuje i nie mam "kaca". Mialem jednego kolege, ktory odszedl z tego swiata w wieku 52 lat, inny (siedzialem z nim w jednej lawce w klasie w liceum) odszedl w wieku 59 lat. Z ich punktu widzenia wiode juz "zycie pozagrobowe", tak ze sie troche oszczedzam.
                    • polski_francuz Re: Slabosc 26.11.24, 14:44
                      de_oakville napisał:

                      "Mialem jednego kolege, ktory odszedl z tego swiata w wieku 52 lat, inny (siedzialem z nim w jednej lawce w klasie w liceum) odszedl w wieku 59 lat. Z ich punktu widzenia wiode juz "zycie pozagrobowe", tak ze sie troche oszczedzam."

                      Mysle, ze picie alkoholu wymaga duzej kontroli nad samym soba. Co nie jest latwe. Ale jest konieczne, jak chce sie dluzej zyc...

                      PF
                      • boomerang Re: Slabosc 03.12.24, 22:27
                        Winston Churchill raczej by się z tobą nie zgodził.
                • polski_francuz Re: Slabosc 26.11.24, 09:39
                  de_oakville napisał:


                  " Obecnie, wraz z rosnacym wiekiem, pijam coraz mniej tych wspanialych napojow i coraz slabsze, zeby sie nastepnego dnia nie najgorzej czuc. Na ogol tylko raz w tygodniu (wieczorem, w soboty), czasem dwa razy (jeszcze wieczorem w niedziele).

                  Brzmi rozsadnie i inspirujaco:)

                  PF
                • boomerang Re: Slabosc 03.12.24, 22:32
                  > pijam coraz mniej tych wspanialych napojow i coraz slabsze, zeby sie nastepnego dnia nie najgorzej czuc. Na ogol tylko raz w tygodniu (wieczorem, w soboty),

                  Przy sobocie po robocie, zostało ci to z PRLu, no chyba że trafi się sobota gierkowska, wtedy można napić się w piątek wieczorem.
                  • de_oakville Jak to miło... 04.12.24, 00:34
                    podyskutować na tym forum z człowiekiem "na poziomie" (dolnych rownoleżników globu leżących poniżej równika). Napisalbyś coś interesującego na temat Australii zamiast gledzić "jak stara baba".


                    boomerang napisał:
                    > Przy sobocie po robocie, zostało ci to z PRLu, no chyba że trafi się sobota gie
                    > rkowska, wtedy można napić się w piątek wieczorem.
    • de_oakville Coraz bardziej kolorowo 26.11.24, 12:02
      "... szkoda, że Bambo czarny, wesoły nie chodzi razem z nami do szkoły"

      Przypomniał mi się ten wierszyk z PRL-owskiej podstawówki, kiedy przejeżdżałem niedawno w Ottawie obok jednej ze szkół i zobaczyłem urodziwe dzieciaki o różnych odcieniach skóry bawiące się ze sobą podczas przerwy. I akurat najbliżej przy parkanie zobaczyłem takiego, który idealne pasował na bohatera tamtego wierszyka. Czarny i wesoły.

      "No jak nie chodzi, jak chodzi" - powiedziałby pewnie Ferdynant Kiepski na moim miejscu.

      Dzieciaki nie mają z tym zupełnie problemu i bawią się cieszą się sobą. Na całym świecie. W Kanadzie większosc dorosłych problemu również z tym nie ma, choć zdarzają się oczywiscie wyjątki. Przyjechał kiedys do firmy czarnoskóry naukowiec z Południowej Afryki, zaproszono go uroczyście do restauracji, a tam jakis gość przy sąsiednim stoliku zapytał wprost: "A skąd żeście takiego wytrzasnęli?". Przepraszano go obficie, ale on się zdziwił i powiedział - "Nie ma za co, jestem przyzwyczajony."

      Moje miasteczko jest prawie całkowicie "białe", nie licząc chińkich włascicieli dwóch restauracji. Pojechać stąd do Toronto to było tak jak pojechać z "białego" Grójca do wielorasowego Londynu. Po 3 godzinach jazdy samchodem było się w zupełnie innym świecie, kiedy jechało się w Toronto "subwayem" gdzie połowa pasażerów
      to byli Chińczycy albo inni Azjaci. Tak jest dzisiaj również, choć niezupełnie. Bo jak pójdzie sie u nas do sklepu albo do MacDonaldsa, to w większosci przypadków sprzedawcami są obecnie imigranci z południa Indii.
      • borrrka Dziś nie należy mowić ani bambo... 26.11.24, 14:32
        Ani "murzynek"..
        Się obrażają.
        • de_oakville Re: Obrażanie się za przeszłość 01.12.24, 16:55
          "Dundas West" to była nazwa stacji "subwayu", na której wysiadłem 30 lat temu po raz 1-szy, aby udać się dalej pieszo na "polską ulicę" (Roncesvalles Avenue), wcześniej mi nieznaną. Henry Dundas był Szkotem (1742-1811), zasłużonym dla brytyjskiego imperium. To na jego cześć nazywano tu ulice, stacje metra, oraz plac w centrum Toronto ("Dundas Square"), będacy miejscowym "Times Square" (czy miejscowym "Piccadilly Circus" - na zdjęciach). W ostatnich latach ktoś sobie przypomniał, że Dundas miał coś wspólnego z handlem
          niewolnikami, więc zaczęto domagać się "wykreślenia" go z pamięci i przemianowania tych ulic i placów na coś innego ("Sancofa Square", nazwa 'sancofa' pochodzi z Ghany i znaczy "to go back and get it"). Toronto uznało swoje dawne winy. Burmistrzem miasta jest obecnie Olivia Chow, Chinka urodzona w Hong-Kongu i wydaje się, że jest bardzo dobrym burmistrzem. Z mojego punktu widzenia wolałbym zachowanie starych nazw. Bo wtedy były inne czasy. Na przykład dawniej bito dzieci i czy z tego powodu powinnismy przestać palić świeczki i składać kwiaty na grobach naszych pra-dziadów? Dawniej ojciec dziecka to był dla niego nemal "car i Bóg" a dzis bicie dzieci kwalifikuje się pod rodzinę zastępczą.
          "Co ten facet do mnie ma? To, że mnie spłodził jeszcze nie oznacza, że może poniżac moją ludzką godność."

          • boomerang Re: Obrażanie się za przeszłość 01.12.24, 21:02
            co za okropne miasto
            • de_oakville Re: Obrażanie się za przeszłość 03.12.24, 02:18
              boomerang napisał:

              > co za okropne miasto

              Ale za to sexy i bez okropnych nazioli. Na miasto składają się ludzie i domy. Ludzie są bardzo ważni.
              • boomerang Re: Obrażanie się za przeszłość 03.12.24, 22:23
                > Ale za to sexy i bez okropnych nazioli.

                Szkoda że dziewuchy kanadyjskie nie są sexy, no a co do nazioli to zapewne masz na myśli to co powiedział jeden filozof że "Kanada to jedyny kraj na świecie który wie jak żyć bez tożsamości". Słyszałem też takie określenia jak post-national nation, a co na to Indianie i Eskimosi, że o Francuzach już nie wspomnę?
                • de_oakville Re: Obrażanie się za przeszłość 04.12.24, 00:43
                  boomerang napisał:

                  > Szkoda że dziewuchy kanadyjskie nie są sexy, no a co do nazioli to zapewne masz
                  > na myśli to co powiedział jeden filozof że "Kanada to jedyny kraj na świecie k
                  > tóry wie jak żyć bez tożsamości". Słyszałem też takie określenia jak post-natio
                  > nal nation, a co na to Indianie i Eskimosi, że o Francuzach już nie wspomnę?

                  Toronto jest najbardziej wileokulturowym miastem na swiecie. A zatem "dziewuchy kanadyjskie" to również szczupłe Chinki, Koreanki, urodziwe Włoszki i Portugalki, oczywiście równiez i Polki. Pięknych kobiet tu nie brakuje. I w wiekszosci przypadków nie mają wypaczonego charakteru przez nieokrzesanych facetów, w ktorych aktywnym słownictwie figuruje między innymi słowo "dziewuchy".

                  • pijatyka Re: "dziewuchy" 29.01.25, 10:41


                    Nie widzę - zwłaszcza obecnie - nic deprecjonującego czy uwłaczającego w określeniu dziewucha

                    Internetowy słownik języka polskiego: rubasznie, czasem życzliwie o dziewczynie, przeważnie wiejskiej

                    Niektóre dziewuchy nawet same się tak nazywają ;)

                    dziewuchydziewuchom.pl


                    • de_oakville Re: "dziewuchy" 29.01.25, 11:46
                      pijatyka napisała:

                      >
                      >
                      > Nie widzę - zwłaszcza obecnie - nic deprecjonującego czy uwłaczającego w określ
                      > eniu dziewucha
                      >
                      > Internetowy słownik języka polskiego: rubasznie, czasem życzliwie o dziewcz
                      > ynie, przeważnie wiejskiej

                      >
                      > Niektóre dziewuchy nawet same się tak nazywają ;)


                      Kwestia gustu i wrażliwości. Większość ludzi jednak przyzna, że nie jest to określenie najbardziej "romantyczne" i raczej odpychające. Słysząc określenie "dziewucha" o osobie nieznanej od razu wyobrażamy sobie jakąś "wiejską babę", a nie np. Brigitte Bardot w czasach jej młodości. I o to właśnie Boomerangowi pewnie chodziło. Obrzydzić jest zawsze łatwiej niż zachęcić.
                      • pijatyka Re: "dziewuchy" 29.01.25, 13:45


                        Mi tam się kojarzy raczej pozytywnie, nieco dziarsko i (jak wspomina slownik) rubasznie - jako taka zuch dziewucha ;)


            • de_oakville Start z lotniska miejskiego w Toronto 03.12.24, 12:30
              Toronto ma dwa lotniska - Pearson Airport (glowne) i Bishop Airport (miejskie, na wyspie na jeziorze Ontario).
              Obecnie sporo sie tu buduje - podobno najwiecej wsrod wszystkich miast Ameryki Polnocnej. Centrum miasta jest malenkie w stosunku do calosci. Reszta to niskie domki, rozrzucone na ogromnym obrzarze, czesto wsrod bogatej zieleni i czesto nad woda. To glownie stanowi o uroku miasta (jego odleglych dzielnic). W tym "morzu" niskosci wyrastaja jednak tu i owdzie wysokie wyspy jak np. North York i inne.

    • de_oakville Québec City (Ville de Québec) 04.12.24, 02:14
      Do Québec City jest od nas 400 km w przeciwnym kierunku niż do Toronto. To jedyne miasto w Ameryce Północnej posiadajace stare bramy miejskie. Mówią, że to "kawałek Europy" na tym kontynencie. I jest to prawda z wyjątkiem przedmieść miasta, które są bardziej amerykańskie niż europejskie. Trafiają się również czasem metalowe schody na scianach domów jako typowy "akcent amerykanski". Ale z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina jest to "miasto europejskie". Québec to miasto ponad 500-tysieczne, czyli dużo mniejsze od Toronto czy Montrealu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka