mateusz572
14.06.26, 18:06
Spojrzałem na wątki, same promoskiewskie ciągną się prosto długo i daleko jak morza brzegi i widzę ich wodza, przybiegł i mieczem skinął Igor niejaki.
I to w okresie gdy Moskwa wielce pogubiona na froncie pełznie ja wąż powolny ogromnie, w miejscu prawie stojąc, po wielu latach wciąż grzebiąc się jak mucha w smole pełznie w kierunku granicy okręgu donieckiego.
Gdzież jest car co na rzezie te tłumy wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie on siedzi o pięćset mil, w Moskwie, na swej stolicy.