Dodaj do ulubionych

Ameryka kłóci się o teorię Darwina

    • Gość: nekromantiK Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.gwardii.osi.pl 06.12.04, 18:18
      amerykanie rzeczywiście mają prawo kłócić się o słuszność teorii darwina skoro
      są sami dowodem na to iż ewolucja człowieka może być wsteczna.
      • Gość: LIWIA Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 18:25
        Ludzie wierzą w wielu bogów.Dlaczego akurat jeden z nich ma być
        prawdziwy?Oznacza to, że pozostali faktycznie nie istnieją. Wobec tego dlaczego
        ten jeden konkretny ma istnieć?
    • Gość: Czytajacy Biblie Faky - TEORIA darwina to BAJKI+KŁAMSTWA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 18:25
      Jeśli masz odwagę zweryfikować swoje założenia intelektualne tu znajdziesz dużo
      racjonalnych i naukowych dowodów na to że teoria ewolucji to bajki zmieszane z
      kłamstwami.
      Na przykład:
      - Teoria (bajka) ewolucji mówi że na początku
      wirujące nic albo cały brud zgromadzony w bardzo malutkim punkcie eksplodowało
      i w ten sposób powstały planety. Co jest bzdurą bo są planety i księżyce w
      NASZYM układzie słonecznym co wirują wolół własnych osi w przeciwnych
      kierunkach,
      - są skupiska planet czyli galaktyki - gdyby był wielki wybuch to wszystko
      byłoby równomiernie rozproszone i nie byłoby skupisk,
      - planety ostygły i z martwych składników przez przypadek wygenerowało sie
      życie (co zostało udowodnione jako nie możliwe).
      - na księżycu jest pył kosmiczny ale TYLKO na kilka tysięcy lat,
      - są komety które tracą swoją materię w trakcie przelotu i nie można tracić
      przez miliony lat w tym tempie.
      - ziemia zwalnia w swoich obrotach i to w tempie takim że nie możliwe jest by
      przed milionami laty dinozaury mogły żyć - wyrzucone by były z ziemi przez siłę
      odsirodkową.
      - księżyc się oddala od ziemi w tempie takim że nie możliwe jest by miliony
      laty temu mogły przetrwać dinozaury - księżyc powoduje przypływy.
      - wody w morzach i oceanach są słone i stają się coraz bardziej słone z powodu
      tego że sól jest przynoszona z wodą rzek - tempo tego potwierdza że nie możliwe
      jest miliony lat.
      - najstarsze rafy koralowe i drzewo na ziemi mają wiek kilka tyś lat - co
      pokrywa się z Biblijnym terminem potopu.
      - modyfikacje występujące wokół nas dotyczą tylko danego gatunku już
      stworzonego. Koń nie rodzi psa.
      - w pokładach wydobywanego Węla znaleziono wiele przedmiotów zrobionych ręką
      człowieka.
      - w najwyższych górach świata Himalajach znaleziono całe pokłady skamieniałych
      muszli co potwierdza że był potop tak jak mówi Biblia,
      - nawet najprostsze stwory na ziemi są bardzo skomplikowane,
      - kod genetyczny jest niesamowitą skondensowaną intekigencją/ programem który
      nie mógłby powstać przypadkiem.
      - są prawa fizyki (grawitacji, termodynamiki itd) które są obowiązujące
      wszystkich i ktoś je stworzył - na pewno nie przypadek ale Bóg.
      - znaleziono drzewa skamieniałe które stały pionowo w kilku tzw. warstwach
      geologicznych - co potwierdza że teoria warstw geologicznych tworzących się
      miliony lat jest bzdurą, a prawdą jest potop biblijny,
      - pseudonaukowcy mierzą wiek materii na zasadzie poprawnosci załozenia o
      warstwach geologicznych które jest błędne. Inna metoda radioaktywnego pomiaru
      też jest błędna - pomiary daje błedne dla materii której wiek jest nam znany a
      zakłada się że dla materii której wieku nie znamy będzie działac poprawnie.

      Bóg stworzył świat i wszystkei prawa nim rządzące i będzie go sądził.
      Twoje i moje przekonanie jest RELIGIĄ/wiarą. Zarówno Ewoluckonizm jaki i
      Kreacjonizm jest Religią / wiarą.
      Teorii ewolucji nie mogą udowodnić i ukrywają FAKTY obalające ją. Prezentują
      bajki + kłamstwa opakowane jako naukowe - na drdino.com znajdziesz dużo innych
      racjonalnych i naukowych dowodów.
      Czy Ty wierzysz że powstałeś z niczego albo z brudu zgromadzonego w niczym
      bez udziału i inteligencji Boga?
      A ja wierzę że powstałem z ziemi dzięki i z udziałem inteligencji Boga.
      Nie ryzykuj i sprawdź.

      pozdrawiam
      poczytaj Biblię a dowiesz się co ryzykujesz
      • maaac Re: Faky - TEORIA darwina to BAJKI+KŁAMSTWA 06.12.04, 18:39
        ale jaja - takich "dowodów" na nieprawdziwość teorii darwina jeszcze nie
        czytałem ;P ktoś ma niezłe poczucie humoru
        a tak właściwie gdzie Biblia się odnosi do dinozaurów?
        • Gość: Czytajacy Biblie Re: Faky - TEORIA darwina to BAJKI+KŁAMSTWA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:39
          W Bibli znajdziesz również Dinozaury - tylko pod inną nazwą. Określenie
          Dinozaur jest młodziutkie (nie więcej niż dwa wieki).
          Dawniej były smoki i potwory.
          I je znajdziesz w Bibli.
          Zresztą nie tylko w Bibli - niewybite resztki są jeszcze na naszej planecie
          (szukaj w bagnach Kongo i wielkich jeziorach w USA, nawet W Wielkiej Brytani).
          Możesz je znaleźć nawet w licznych legendach - nawet Polacy mieli swojego smoka
          zanim go nie wybili.
          W USA jest rzeka która wysycha okresowo - tam możesz znaleźć odciski
          spacerujących razem Dinozaurów i CZŁOWIEKA!!
          Ale o tym co zaprzecza teorii darwina się nie mówi - bo pseudonauka nie lubi
          takich FAKTÓW.
          pozdrawiam
          • maaac Re: Faky - TEORIA darwina to BAJKI+KŁAMSTWA 06.12.04, 20:36
            No kochany to teraz podaj odnośniki - gdzie w Bibli jest napisane akurat o tych
            smokach-dinozaurach.
            Kto je zabił? Pewnie nie jaki Jerzy?
            Gdzie masz te smoki z Kongo, USA, Wielkiej Brytani (chyba chodzi o Szkocję)?
            Jak rzeka wysycha okresowo - to okresowo również zmywa dno więc nie ma śladów
            po jakiś odciskach. Coś ci się pomerdało.
            Itd. itp .....
            Pozatym skąd wziąłeś te "rewelacje" z poprzedniego postu...??!!
      • Gość: ZOMBI Jest to pogląd niedźwiedzia w klatce.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 18:41
        A gdyby to Bóg stworzył wszechświat(y)? Jak dokonał tego stworzenia? Wyrosło mu
        w brzuchu czy z dłoni?Lepił planety ręką? A życie?Tworzył miliony gatunków?
        Jeżeli zrobił to sposób dla nas niepojęty, to również wszechświat mógł powstać w
        sposób niepojęty i wcale nie musiał być potrzebny jakiś bóg. Może zresztą
        wszechświat istniał wiecznie tak jak Jahwe, ALLACH czy bóg chrześcijan. Rzecz w
        tym, że wiara obywa się bez rozumu a nauka nie.
        • maaac Re: Jest to pogląd niedźwiedzia w klatce.. 06.12.04, 18:47
          Ale czy jego niepotrzebnośc w takim rozumieniu implikuje jego nieistnienie?
          Jahwe - jest bogiem chrześcijan, zresztą Allach to też imię jedynego Boga -
          zarówno chrześcijaństwo jak i muzułamnizm nie neguje Tory.
        • Gość: Czytajacy Biblie Re: Jest to pogląd niedźwiedzia w klatce.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:52
          Ja nie wymieniłem pogladu tylko FAKTY które SĄ realne i zaprzeczają
          pseudonaukowcom.
          Bóg stworzył świat swoim Słowem i stało się. Uniwersum - znaczy jedno Słowo.
          Poczytaj Biblię. Pseudonaukowcy twierdzą że świat powstał z niczego!??!
          Nie wiem o jakiej nauce Ty mówisz - prawdziwa nauka trzyma się Faktów.
          Niestety manipulacja działa i jak widać często człowiek nie potrafi
          samodzielnie myśleć a to prowadzi do obłedu że WIERZĄ w to że mają dziadka
          małpę i że powstali z niczego. A co gorsze myślą że opierają się na nauce a
          wierzą w bajki i kłamstwa/ manipulacje.
          pozdrawiam i zachęcam do myślenia
          • Gość: pacal podałeś fakty? gdzie te fakty? IP: *.bg.am.poznan.pl 06.12.04, 20:51
            Gdzie znajdują się te drzewa w poprzek warstw i cały ten stek bzdur?
            Linki poproszę conajmniej (do _poważnych_ prac), zdjęcia.
            A no tak, są ukryte, (pomiędzy warstwami geologicznymi), to na pewno spisek
            ewolucjonistów.

            O "dowodach" typu "nie, bo planety kręcą się w przeciwnych kierunkach" nie
            wspominam, bo szkoda otwierać ust.

            > Nie wiem o jakiej nauce Ty mówisz - prawdziwa nauka trzyma się Faktów.
            hmm, pasuje jak ulał do Twojej własnej wypowiedzi...

            > Bóg stworzył świat swoim Słowem i stało się. Uniwersum - znaczy jedno Słowo.
            > Poczytaj Biblię. Pseudonaukowcy twierdzą że świat powstał z niczego!??!

            Z niczego? Kto tak twierdzi? Gdzie Ty to znalazłeś? W "Bajkach z mchu i
            paproci"? Dlaczego nazywasz ewolucjonistów "pseudo"? Bo stosują metody naukowe
            do interpretacji doświadczeń empirycznych?

            > pozdrawiam i zachęcam do myślenia
            Zachęcasz do myślenia? Każdego, kto ma inne zdanie (podparte całą furą potężnych
            potwierdzających je obserwacji) nazywając manipulatorem???
            Zaiste, ciekawe.

            PS. Ja nie _wierzę_, że miałem dziadka małpę, lecz _wiem_, bo potwierdza to
            teoria ewolucji, poparta licznymi obserwacjami, że ja i małpy wywodzimy się z
            tego samego pnia. I jestem równie dowartościowany tym, że Bóg stworzył mnie w
            wyniku ewolucji, co jakby stworzył mnie od zera.

            PPS. Oprócz Biblii radzę zajrzeć też do encyklik papieskich od czasu do czasu -
            możesz się nielekko zdziwić.
      • dritte_dame Apage szatanski pomiocie! 06.12.04, 18:53
        Gość portalu: Czytajacy Biblie napisał(a):

        [ wstyd powtorzyc :( ]

        > poczytaj Biblię a dowiesz się co ryzykujesz

        Ty ryzykujesz srogi gniew Bozy i spotka Cie niechybna kara
        za bluzniercza probe demonstrowania
        ze istota stworzona na Jego obraz i podobienstwo
        moze byc az tak wybrakowana umyslowo :(

        Repent!
        • Gość: Czytajacy Biblie Re: Apage szatanski pomiocie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:30
          Na rzeczowe argumenty odpowiem. Niestety nie zaprezentowałeś/łaś ich.
          Twoje epitety mówią o Tobie.
          pozdrawiam
          • dritte_dame Re: Apage szatanski pomiocie! 06.12.04, 20:17
            Gość portalu: Czytajacy Biblie napisał(a):

            > Na rzeczowe argumenty odpowiem. Niestety nie zaprezentowałeś/łaś ich.
            > Twoje epitety mówią o Tobie.
            > pozdrawiam

            To nie epitety lecz wynikajaca z porywu dobrego serca
            i szczerej troski o Ciebie przestroga.

            Za grzech glupoty spotka Cie kara Boska!
      • Gość: P.S.J. Re: Faky - TEORIA darwina to BAJKI+KŁAMSTWA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.04, 00:02
        Hmmm... jaka szkoda, że darwinowska teoria ewolucji NIE MÓWI że:

        > - Teoria (bajka) ewolucji mówi że na początku
        > wirujące nic albo cały brud zgromadzony w bardzo malutkim punkcie eksplodowało
        > i w ten sposób powstały planety. Co jest bzdurą bo są planety i księżyce w
        > NASZYM układzie słonecznym co wirują wolół własnych osi w przeciwnych
        > kierunkach,
        > - są skupiska planet czyli galaktyki - gdyby był wielki wybuch to wszystko
        > byłoby równomiernie rozproszone i nie byłoby skupisk,

        (...)

        > - są prawa fizyki (grawitacji, termodynamiki itd) które są obowiązujące
        > wszystkich i ktoś je stworzył - na pewno nie przypadek ale Bóg.

        Sorry, co to ma wspólnego z Darwinem? O mamo...
        • Gość: Były Hożanin Re: Faky - TEORIA darwina to BAJKI+KŁAMSTWA IP: 195.187.51.* 07.12.04, 10:02
          > > - są skupiska planet czyli galaktyki - gdyby był wielki wybuch to wszystk
          > o
          > > byłoby równomiernie rozproszone i nie byłoby skupisk,
          >
          Po pierwsze, galaktyki to nie są zadne "skupiska planet". Jeśli już, to gwiazd,
          a niektóre z nich mają systemy planetarne.

          Po wtóre, fizyka nie ma żadnych problemów z wytlumaczeniem faktu, iż materia we
          Wszechświecie nie jest równomiernie rozłożona. To jest szczegółowo omówione w
          odnosnej literaturze, do której odsyłam. Z tym, że nie da się tej literatury
          dobrze zrozumieć, o ile człowiek nie liźnie przedtem przynajmniej trochę podstaw
          z dziedziny fizyki, która się zwie "mechaniką statystyczną". A ta z kolei może
          okazac się chińszczyzną dla kogoś, kto nie zna matematyki na odpowiednim poziomie.

          Tym nie mniej, nawet bez znajomości tych przedmiotów, mozna sobie pomysleć o
          wodzie wytryskującej z węża ogrodowego. Używając podobnych argumentów, mozna by
          obstawac przy tym, że ta woda powinna cały czas stanowić jednolita strugę. A z
          doswiadczenie wiemy, że rozpada sie na większe i mniejsze krople. Sprawia to
          własnie mechanizm pokrewny temu, który dorowadził do utworzenia się skupisk
          materii po "big bangu".
      • Gość: earthman Re: Faky - TEORIA darwina to BAJKI+KŁAMSTWA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.04, 16:23
        czyli:
        -zero "boskiego porządku", czysty, chamski przypadek, jedne wte, drugie wewte,
        -jak sam wspominasz, jest też grwaitacja, więc może te skupiska jednak mogły
        powstać bez pomocy brodatego dziadka?,
        -wobec tego miło mi, że dokonuję czegoś niemożliwego, bo jednak żyję!
        -pewnie byłeś na Księżycu i czytałeś datę produkcji tego pyłu ("made in
        heaven"?),
        -wyobraź sobie, że komety również latają po orbitach, tyle że wydłużonych, i
        przelatują przez obłoki drobnej materii międzygwiezdnej, gdzie znowu nabierają
        masy, poza tym jest gorzej, bo niektóre mają lodowe jądra, a latają
        niebezpiecznie blisko słońca - jak długo one istnieją? dwie minuty?,
        -może zostały wyrzucone i taka jest prawda o wyginięciu dinozaurów? przez
        ostatnie 50 lat temperatura oceanu podniosła się o 0,5 stopnia, jeżeli na
        początku - wedle Ciebie powiedzmy 5 tysięcy lat temu, miała 0 stopni (mniej
        mieć nie miała, bo by zamarzła), i w takim tempie by się ogrzewała, to dzisiaj
        byłoby to już dokładnie 50 stopni - czemu oceany nie są takie ciepłe?,
        -księżyc nie oddala się od ziemi, ponieważ masa tych ciał jest niezmienna, więc
        i siła grawitacji między nimi się nie zmienia,
        -dla Twojej wiadomości - woda w rzekach jest słodka i nie powoduje zasolenia
        wody morskiej, odpowiadają za to organizmy żyjące tylko w morzach,
        -rafy koralowe i drzewa są organizmami żywymi i trudno wymagać, żeby żyły
        więcej niż kilka tysięcy lat,
        -aboslutnie się zgadzam, koń nie rodzi psów, a w wykopaliskach są przedmioty
        wykonane przez człowieka - tylko w jaki sposób to dowodzi, że świat ma 5 tys.
        lat?,
        -muszle w Himalajach dokładnie przeczą Twojej teorii, gdyż potwierdzają, że
        wiele milionów lat temu ten obszar był dnem oceanu,
        -najprostsze stwory na ziemi (wirusy, jednokomórkowce, sinice sprzed mld lat)
        są bardzo, ale to bardzo proste - czasami aż nie wiadomo, czy można uznać je za
        żywe czy jeszcze nie,
        -cząsteczka DNA mogła powstać przypadkiem w wyniku bardzo długiego procesu,
        trwającego miliardy lat, a kod genetyczny różnych organizmów występuje we
        wszystkich wersjach, od kilkugenowych (wspomniane wirusy) do kodu ludzkiego,
        -"prawa" fizyki nie są zapisane, są tylko zrozumianym przez ludzi
        oddziaływaniem na siebie czterech wymiarów, czasu i przestrzeni, materii i
        energii (wspomniane przez Ciebie prawo termodynamiki i grwaitacji), nikt ich
        nie wymyślił, nie powstały też przypadkiem, nie stworzył ich też oczywiście
        Bóg, to po prostu ujęte w słowa cechy rzeczywistości,
        -znaleziono skamieliny organizmów kręgowych sprzed 500 mln lat, w porównaniu z
        marnymi roślinkami były one wprost genialnie rozwinięte, pomyśl, jak długo
        wcześniej życie musiało się rozwijać, zanim osiągnęło taki poziom komplikacji,
        -jeśli tylko można zmierzyć wiek jakiegoś obiektu metodą rozpadu izotopu węgla
        C14, to wynik jest pewny z dużą dokładnością (powiedzmy 10 mln lat plus minus
        10 tysięcy), jeśli nie - faktycznie, zdarzają się problemy z określeniem wieku
        pewnych obiektów, ale dzięki metodzie rozpadu radioaktywnego wiadomo na pewno,
        że istnieją skały mające ok. 4 mld lat, i to naprawdę nie jest kwestia wiary -
        jeśli wierzysz, że tygrys Cię nie pożre, nie powstrzyma to tygrysa, prawda?,
        -Biblia jest poetycką, pełną metafor opowieścią, w której jest mało faktów
        historycznych, a co dopiero biologiczno-geograficznych,
        -zresztą po co szukać aż w Biblii? boscy pomazańcy papieże jeszcze całkiem
        niedawno pakowali na stos, gdy ktoś nie uważał, że Ziemia spoczywa dumnie w
        centrum wszechświata osadzona na trzech potężnych słoniach - to też prawda?

        Podsumowując - teoria Darwina na pewno ma wiele niedociągnięć, ale dinozaury
        chodziły po ziemi miliony, nie tysiące lat temu.
    • Gość: zbigniew Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: 212.87.240.* 06.12.04, 18:28
      glupota widac to nie tylko nasza polska cecha. w xxi wieku tak mieszac w glowach. ciekawe co ci fanatycy o dinozaurach by powiedzieli, skoro wg biblii swiat ma tylko kilka tysiecy lat??
    • Gość: mirko Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 18:35
      Im większy naród, tym wśród tzw. mas niższy poziom wykształcenia, ale i
      autentycznych imbecyli z wyższym wykształceniem. Traktowanie tekstu Biblii
      dosłownie jest, oględnie mówiąc, naiwne. Tam jest więcej metaforycznej prawdy o
      naszej egzystencji, niż może to wyrazić jakikolwiek język, stąd ta śmiesznie
      prymitywna interpretacja tych treści przez wielu pozbawionych wyobraźni
      duchownych wielu wyznań.
    • Gość: Dworak Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 18:42
      WEDŁUG CZOŁOWYCH UCZONYCH BÓG STWÓRCA ISTNIEJE. Ot odpowiedz na ple, ple GW.

      WYBRANE WYPOWIEDZI NA TEMAT POCHODZENIA WSZECHŚWIATA, ŻYCIA I LUDZKOŚCI


      Hannes Olof Gösta Alfven
      fizyk i astrofizyk: 1970 nagroda Nobla w dziedzinie fizyki
      "istnieje stale rosnąca liczba zaobserwowanych faktów, które trudno pogodzić z
      hipotezą Wielkiego Wybuchu. Establishment Wielkiego Wybuchu bardzo rzadko o
      nich wspomina, a kiedy nie-wierzący próbują przyciągnąć do nich uwagę potężny
      establishment odmawia przedyskutowania ich w uczciwy sposób..."

      Hannes Alfven, "Cosmology: Myth or Science?" w Journal of Astrophysics and
      Astronomy 5 (1970), str. 1203

      Christian Boehmer Anfinsen
      biochemik: 1972 nagroda Nobla w dziedzinie chemii
      "Myślę, że tylko idiota może być ateistą. Musimy przyznać, iż istnieje pewna
      niepojęta moc czy siła posiadająca nieograniczoną zdolność przewidywania i
      wiedzę, która, po pierwsze, sprawiła, iż cały wszechświat zaistniał."

      Henry Margenau & Ray Abraham Varghese, eds., "Cosmos, Bios, Theos: Scientists
      Reflect on Science, God and the Origin of the Universe, Life and Homo Sapiens"
      (LaSalle, IL, USA: Open Court, 1992), str. 139

      Werner Arber
      genetyk i mikrobiolog: 1978 nagroda Nobla w dziedzinie medycyny
      "Chociaż jestem biologiem, muszę przyznać, iż nie rozumiem w jaki sposób
      powstało życie... Uważam, iż życie zaczyna się dopiero na poziomie
      funkcjonalnej komórki. Najbardziej prymitywna komórka może wymagać przynajmniej
      kilkuset różnych specyficznych makromolekuł biologicznych. W jaki sposób takie
      już dosyć złożone struktury mogły się połączyć pozostaje dla mnie tajemnicą.
      Możliwość istnienia Stwórcy, Boga, stanowi dla mnie satysfakcjonujące
      rozwiązanie tego problemu."


      • Gość: KRONOS To wcale nie potwierdza istnienia bogów... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 18:55
        ...a w szczególności boga chrześcijan czyli dobrotliwego i9 nieskonczenie
        kochającego ludzi staruszka,syna bożego Jezusa i abstrakcyjnego ducha świętego.
        Z wypowiedzi cytowanych uczonych wynika, że mają przekonanie o istnieniu jakiejś
        siły sprawczej ( czyli krótko mówiąc, że twierdzenia kosmologii ich nie
        przekonują)Stąd bardzo daleko jeszcze do wyznania wiary. Zresztą w co w
        Allacha,Jechowę a może w Kronosa?
    • rs_gazeta_forum Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina 06.12.04, 18:44
      Powtarzam swój post, bo źle wpadł ;-( - a jest już 441 postów - myślałem, że
      tylko na polityce tak gęsto :-)
      Gdzieś przy 70 poście KP napisał o Richardzie Wright jako autorze książek z
      wydawnictwa Prószyński traktujących o ewolucji. Akurat nie spotkałem sie z tym
      nazwiskiem, natomiast gorąco polecam tamże wydane Richarda Dawkinsa "Samolubny
      gen" i następnie "Wspinaczkę na szczyt nieprawdopodobieństwa" oraz inne jego
      książki.
      Są obecne jeszcze w księgarniach, a świetne jako prezent pod choinkę, jeśli się
      własne dzieci (lub innych członków rodziny...) uważa za inteligentne ;-).
      Piszę tak brutalnie, bo są to książki, przez które przebrnąć wcale nie tak
      łatwo, choć napisane są jasno i klarownie. Być może napisane są nawet trochę
      zbyt "łopatologicznie", ale autor, jak z treści wynika, ma dużo złych
      doświadczeń z interpretowaniem jego słów, więc pewne rzeczy tłumaczy z 3 stron.
      Szczególną uwagę warto zwrócić na początek, gdzie autor tłumaczy (przejrzałem
      prawie wszystkie posty, ale tych "zarzutów" nie spotkałem), że teoria ewolucji
      to nie teoria przypadku, a następnie jak tłumaczona jest rola genów w tym, co
      nazywamy życiem, a co także wspomniał KP w swoich postach.
    • Gość: Michał Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:00
      Teoria a właściwie religia ewolucjonistyczna to kpina z nauki a przede
      wszystkim z Boga. Każdy logicznie myślący człowiek wie, że informacja nie
      bierze się z przypadku jest wynikiem działania intelektu. Teoria ewolucji była
      opracowana przez Darwina WYŁĄCZNIE by wyeliminować Boga. Nie ma żadnych
      poważnych dowodów na jej poparcie. Nikt nigdy nie zaobserwował ewolucji w
      działaniu jej ona jedynie światopoglądem. Najprostsza nawet komórką przerasta
      konstrukcją najnowocześniejsze ludzkie wynalazki. Trzeba być idiotą albo
      ignorantem by z tego nie wyciągać wniosków ale jak widać wielu Amerykanów
      wyciąga z tego wnioski.
      Michał
      • Gość: sonko Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.04, 01:40
        Gość portalu: Michał napisał(a):
        Teoria a właściwie religia ewolucjonistyczna to kpina z nauki a przede
        > wszystkim z Boga

        Kpina? hmm... myślałam, że bóg, w którego wierzysz, jest istotą wszechmocną -
        tak czy nie? A jeżeli jest wszechmocny, to niemożliwe, zeby jakiś tam
        człowieczek sobie z niego kpił - jezeli tak się dzieje, to znaczy że
        wszechmocny nie jest, bo nie może powstrzymać kpin na swój temat. Czyli: albo
        Bóg nie jest wszechmocny, albo kpiny mu nie przeszkadzają, więc nie masz sie o
        co gorączkować.
        Tak samo z teorią Darwina - jeżeli wszechmocny bóg istnieje, to gdyby nie
        życzył sobie powstania teorii ewolucji, to ta teoria by nie powstała, koniec i
        kropka.
        Nie potrafisz wyciągać logicznych wniosków, zresztą podobnie jak wiele osób o
        podobnych twoim poglądach.
    • Gość: nawiedzony Tu jest PRAWDA, reszta to bełkot ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:01
      Ludzie opamiętajcie się, popełniacie STRASZNY błąd. Nie znacie PRAWDY. Jest
      pewna istota (możemy dla uproszczenia nazwać ją Szatanem, choć nie ma z nim nic
      wspólnego tak naprawdę), która śmieje się z nas i ma niezły ubaw z tego co się
      dzieje na ziemi.

      No ale jak to się wszystko zaczęło ?
      Jest we wszechświecie pewna Istota Wyższa (dla uproszczenia nazwijmy ją
      Bogiem). Bóg ma swojego pomocnika (Szatana jak go sobie nazwaliśmy), niestety
      jest to osoba złośliwa i nieposłuszna Bogu. Bóg jednak zajęty modyfikowaniem
      całego Wszechświata i tworzeniem życia w kosmosie nie zwraca na to dużej uwagi.
      Otóż pewnego razu Szatan wziął próbówkę ze źródłem życia (pisze w uproszczeniu,
      nie przypomina to nic co człowiek widział) z boskiego laboratorium (jw).
      Doskonale wiedział, iż próbówka ta była oznaczona jako "BARDZO NIEBEZPIECZNY
      MATERIAŁ - NIGDY NIE UŻYWAĆ" - po prostu Bóg stworzył model rozwoju oparty na
      tej próbce źródła życia i wyszło, że nie może być ona nigdzie stosowana. Szatan
      wywiózł próbkę w "STREFY ZAKAZANE" - tzn tam gdzie życie wogóle nie powinno
      powstać ze względu na duże niebezpieczeństwo komplikacji.
      Jak łatwo się domyślić próbka trafiła na ziemię ;)
      Bóg jednak zorientował się (nie od razu) co Szatan zrobił. Było już jednak za
      poźno bo na ziemi zaczęło już powstawać życie, a Bóg nie chciał życia tego
      niszczyć. Wtedy to odbyła się rozmowa Szatana z Bogiem, podczas której Bóg
      zobowiązał Szatana do sprawowania opieki nad ziemią. Pomocnik Boga tylko się w
      duchu zaśmiał, bo znał Boga dobrze i wiedział, że ten będąc cały czas zajętym
      nie będzie wstanie go kontrolować...
    • Gość: dworak Setka naukowców wyraża swój sceptycyzm wobec teori IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:02
      ewolucji. GW jak zwykle kłamie
      Cyt "W jednej ze swoich popisowych mądrości oksfordzki zoolog i znany apostoł
      ewolucjonizmu, Richard Dawkins stwierdził:

      Śmiało możesz przyjąć, że gdy spotkasz kogoś, kto nie wierzy w ewolucję, to
      masz do czynienia z człowiekiem niewykształconym, tępym lub pomylonym (bądź też
      złośliwym, ale tego wolę nie brać pod uwagę). [1]

      Stosunek do teorii ewolucji jest probierzem wykształcenia, inteligencji,
      zdrowego rozsądku, a nawet ludzkiej przyzwoitości. Każdy kto ośmieli się
      wyrazić wątpliwości wobec tej teorii musi liczyć się z tym, że zostanie
      zaliczony do ignorantów, oszołomów, antynaukowego ciemnogrodu siłą chcącego
      wedrzeć się do świątyni nauki i zbezcześcić ołtarz ewolucji. Rzecz jasna w
      interesie ewolucjonistów leży utrzymanie takiego stanu rzeczy jak najdłużej.
      Dla nich to bardzo wygodna sytuacja, gdy każdą krytykę mogą oni skwitować
      stwierdzeniami o jej nienaukowości (czy nawet antynaukowości), o tym, że bazuje
      ona na nieuctwie, ignorancji i religijnym fanatyzmie i dzięki temu kompletnie
      zignorować jej merytoryczną treść.

      Jakby na przekór szyderstwu Dawkinsa, w listopadzie 2001 roku ukazały się
      całostronicowe ogłoszenia w The New York Review of Books, The New Republic oraz
      w innych cenionych czasopismach, w których 100 naukowców otwarcie wyraziło swój
      sceptycyzm wobec możliwości, by przypadkowe mutacje i dobór naturalny były w
      stanie wytworzyć złożoność życia. Była to reakcja na głośną propagandówkę
      wyprodukowaną przez stację PBS – serial telewizyjny pt. "Evolution", a ściślej
      na powtarzane tam deklaracje, że "wszystkie znane naukowe dowody popierają
      darwinowską ewolucję", tak jak "wszyscy szanowani naukowcy na całym świecie".
      [2] Podpisani naukowcy kwestionujący ewolucjonizm pochodzą z całych Stanów
      Zjednoczonych i kilku innych państw świata, są wśród nich biolodzy, fizycy,
      chemicy, matematycy, geologowie, antropologowie, filozofowie i przedstawiciele
      innych dyscyplin. Część z nich pracuje na tak renomowanych uniwersytetach i
      ośrodkach badawczych jak Princeton, Massachusetts Institute of Technology,
      Yale, National Laboratories at Livermore, Los Alamos National Laboratory i
      innych.

      "Naukowcy kwestionujący darwinizm są w mniejszości ale ich liczba szybko
      rośnie" – wyjaśnia Stephen C. Meyer, dyrektor Center for Science and Culture w
      Discovery Institute w Seattle. "Jednak bardzo często zdarzają się próby
      tłumienia uzasadnionej krytyki teorii ewolucji i zastraszania naukowców
      ośmielających się ją kwestionować, a młodym uczonym grozi się zwolnieniem z
      pracy. Inną regułą jest odpowiadanie na naukowe argumenty atakami ad personam
      oraz piętnowanie wszystkich krytyków teorii ewolucji jako religijnych
      fanatyków. Wszystko to są jaskrawe przykłady dyskryminacji" – konkluduje Meyer.

      Henry Schaefer, dyrektor Center for Computational Quantum Chemistry na
      University of Georgia, pięciokrotnie nominowany do Nagrody Nobla za prace z
      dziedziny chemii kwantowej i jeden z podpisanych sceptyków stwierdził:

      Niektórzy obrońcy ewolucjonizmu przyjmują takie standardy oceniania dowodów na
      ewolucję, które w innych okolicznościach jako naukowcy nigdy by nie
      zaakceptowali.

      Czyżby zbliżał się czas, kiedy zdrowy sceptycyzm wobec teorii ewolucji zacznie
      być traktowany nie jako objaw ciemnoty, ale jako świadectwo inteligencji i
      naukowego krytycznego myślenia, wolnego od dogmatycznego zaślepienia?

      Poniżej pełna lista naukowców, którzy podpisali następujące oświadczenie:

      Jesteśmy sceptyczni wobec twierdzeń o zdolności przypadkowych mutacji i doboru
      naturalnego do wytworzenia złożoności życia. Dowody popierające darwinizm winny
      zostać dokładnie sprawdzone. (We are skeptical of claims for the ability of
      random mutation and natural selection to account for the complexity of life.
      Careful examination of the evidence for darwinian theory should be encouraged.)

      Henry F. Schaefer, Director Center for Computational Quantum Chemistry,
      University of Georgia • Fred Sigworth, Prof. of Cellular and Molecular
      Physiology, Grad. School, Yale University • Philip S. Skell, Emeritus Prof. of
      Chemistry, NAS member • Frank Tipler, Prof. of Mathematical Physics, Tulane
      University • Robert Kaita, Plasma Physics Lab., Princeton University • Michael
      Behe, Prof. of Biological Science, Lehigh University • Walter Hearn, PhD
      Biochemistry, University of Illinois • Tony Mega, Assoc. Prof. of Chemistry,
      Whitworth College • Dean Kenyon, Prof. Emeritus of Biology, San Francisco State
      University • Marko Horb, Researcher, Dept. of Biology and Biochemistry,
      University of Bath, UK • Daniel Kubler, Asst. Prof. of Biology, Franciscan
      University of Steubenville • David Keller, Assoc. Prof. of Chemistry,
      University of New Mexico • James Keesling, Prof. of Mathematics, University of
      Florida • Roland F. Hirsch, PhD Analytical Chemistry, University of Michigan •
      Robert Newman, PhD Astrophysics, Cornell University • Carl Koval, Prof.,
      Chemistry and Biochemistry, University of Colorado, Boulder • Tony Jelsma,
      Prof. of Biology, Dordt College • William A. Dembski, PhD Mathematics,
      University of Chicago • George Lebo, Assoc. Prof. of Astronomy, University of
      Florida • Timothy G. Standish, PhD Environmental Biology, George Mason
      University • James Keener, Prof. of Mathematics and Adjunct of Bioengineering,
      University of Utah • Robert J. Marks, Prof. of Signal and Image Processing,
      University of Washington • Carl Poppe, Senior Fellow, Lawrence Livermore
      Laboratories • Siegfried Scherer, Prof. of Microbial Ecology, Technische
      Universitaet Muenchen • Gregory Shearer, Internal Medicine, Research,
      University of California, Davis • Joseph Atkinson, PhD Organic Chemistry,
      Massachusetts Institute of Technology, American Chemical Society member •
      Lawrence H. Johnston, Emeritus Prof. of Physics, University of Idaho • Scott
      Minnich, Prof., Dept of Microbiology, Molecular Biology and Biochemistry,
      University of Idaho • David A. DeWitt, PhD Neuroscience, Case Western
      University • Theodor Liss, PhD Chemistry, Massachusetts Institute of
      Technology • Braxton Alfred, Emeritus Prof. of Anthropology, University of
      British Columbia • Walter Bradley, Prof. Emeritus of Mechanical Engineering,
      Texas A&M • Paul D. Brown, Asst. Prof. of Environmental Studies, Trinity
      Western University (Canada) • Marvin Fritzler, Prof. of Biochemistry and
      Molecular Biology, University of Calgary, Medical School • Theodore Saito,
      Project Manager, Lawrence Livermore Laboratories • Muzaffar Iqbal, PhD
      Chemistry, University of Saskatchewan, Center for Theology the Natural
      Sciences • William S. Pelletier, Emeritus Distinguished Prof. of Chemistry,
      University of Georgia, Athens • Keith Delaplane, Prof. of Entomology,
      University of Georgia • Ken Smith, Prof. of Mathematics, Central Michigan
      University • Clarence Fouche, Prof. of Biology, Virginia Intermont College •
      Thomas Milner, Asst. Prof. of Biomedical Engineering, University of Texas,
      Austin • Brian J. Miller, PhD Physics, Duke University • Paul Nesselroade,
      Assoc. Prof. of Psychology, Simpson College • Donald F. Calbreath, Prof. of
      Chemistry, Whitworth College • William P. Purcell, PhD Physical Chemistry,
      Princeton University • Wesley Allen, Prof. of Computational Quantum Chemistry,
      University of Georgia • Jeanne Drisko, Asst. Prof., Kansas Medical Center,
      University of Kansas, School of Medicine • Chris Grace, Assoc. Prof. of
      Psychology, Biola University • Wolfgang Smith, Prof. Emeritus – Mathematics,
      Oregon State University • Rosalind Picard, Assoc. Prof. Computer Scie
      • Gość: pacal hehe rzeczywiście przekonałeś mnie :-D IP: *.bg.am.poznan.pl 06.12.04, 19:49
        Ciekawe dlaczego spora część z nich to emerytowani prof. - czyli ludzie po 75-tce?
        Ciekawe jaka część podpisanych jest głęboko religijna, a jaka część jest
        sceptyczna z powodów naukowych?
        Ciekawe jak bardzo obeznani z tematyką są tak sceptyczni i tak licznie
        występujący na liście wykładowcy matematyki, przetwarzania sygnałów i filozofii...

        Aha - ciekawe jak można być "nominowanym do nagrody Nobla" - chyba pomyliłeś z
        Oskarami.

        I wszyscy ci profesorowie co dzień wpychają w siebie genetycznie zmodyfikowaną
        żywność (do czego jak 2x2 = 4 wykorzystano zdobycze teorii ewolucji) a potem
        plotą te bzdury.
        • leon_de_gazownia Re: hehe rzeczywiście przekonałeś mnie :-D 06.12.04, 20:39
          Gość portalu: pacal napisał(a):

          > Ciekawe dlaczego spora część z nich to emerytowani prof. - czyli ludzie po 75-t
          > ce?

          Profesor emeritus to - jak sie orientuje - okreslenie stopnia naukowego, a nie
          wieku ;-) Przełożenie na nasze to coś w rodzaju profesora honorowego, czyli
          tytuł nadawany zasłużonym profesorom.

          > Ciekawe jaka część podpisanych jest głęboko religijna, a jaka część jest
          > sceptyczna z powodów naukowych?

          Wszyscy podpisali deklarację, że kwestionują darwinizm z powodów naukowych, więc
          pewnie wiedzieli co podpisują ;-)

          > Ciekawe jak bardzo obeznani z tematyką są tak sceptyczni i tak licznie
          > występujący na liście wykładowcy matematyki, przetwarzania sygnałów i filozofii

          Tak jak i inni wykładowcy matematyki, przetwarzania sygnałów i filozofii, którzy
          popierają dla odmiany darwinizm.

          > Aha - ciekawe jak można być "nominowanym do nagrody Nobla" - chyba pomyliłeś z
          > Oskarami.

          Z tego co wiem, w kazdej dziedzinie jest grupa typowanych "uczonych-faworytów"
          nagrody. Pewnie o to chodzi.

          Zdrówka
          • Gość: pacal Re: hehe rzeczywiście przekonałeś mnie :-D IP: *.bg.am.poznan.pl 06.12.04, 21:14
            > Profesor emeritus to - jak sie orientuje - okreslenie stopnia naukowego, a nie
            > wieku ;-) Przełożenie na nasze to coś w rodzaju profesora honorowego, czyli
            > tytuł nadawany zasłużonym profesorom.

            Źle się orientujesz:
            "Kierownik profesor z chwilą przejścia na emeryturę ma prawo używać tytułu
            profesora (profesor emeritus)."
            Może trochę przesadziłem z tymi 75-latami (ale tylko trochę), ale prawda jest
            taka że w ogromnej większości nie są oni już czynni naukowo.

            > Wszyscy podpisali deklarację, że kwestionują darwinizm z powodów naukowych,
            > więc pewnie wiedzieli co podpisują ;-)

            Założę się, że spora część z nich, poproszona o podanie tych powodów, zamilkłaby
            skonfundowana - podpisali bo wierzą i tyle - tylko co to ma wspólnego z nauką?
            Pozostali podaliby takie bzdury, które dyskwalifikują ich w oczach logicznie
            myślącego człowieka.

            Dla odmiany ja mogę podać dziesiatki (jeśli nie setki) powodów dla których
            uważam ewolucjonizm za teorię najlepiej opisującą drogę rozwoju istot żywych na
            Ziemi.

            I przynajmniej jeden powód dla którego myślę, że ludzie uważający, że świat
            powstał 6000 lat temu to banda idiotów, którym powinno się odebrać tytuły
            naukowe: datowane węglem C14 znaleziska sprzed 20000 lat dotyczące osiedlania
            się pierwszych ludzi na terenie Ameryki Płn.

            > Tak jak i inni wykładowcy matematyki, przetwarzania sygnałów i filozofii,
            którzy popierają dla odmiany darwinizm.

            Heh, tylko wykładowcy mat/filoz/sygn. itp., popierający ewolucjonizm nie muszą
            niczego podpisywać, bo znajdzie się wystarczająco dużo zwolenników wśród
            najbardziej kompetentnych, tj. biologów/paleontologów/antropologów/chemików.
            Jak widać przeciwnicy ewolucjonizmu mieli mały kłopot z zebraniem wystarczającej
            ilości wiernych i musieli głęboko sięgnąć do innych dziedzin.

            > Z tego co wiem, w kazdej dziedzinie jest grupa typowanych "uczonych-faworytów"
            > nagrody. Pewnie o to chodzi.

            Też tak myślę, ale jeśli mówimy o nauce, to bądźmy ściśli.

            pozdrawiam
            • leon_de_gazownia Re: hehe rzeczywiście przekonałeś mnie :-D 06.12.04, 21:49
              Gość portalu: pacal napisał(a):

              > > Profesor emeritus to - jak sie orientuje - okreslenie stopnia naukowego,
              > a nie
              > > wieku ;-) Przełożenie na nasze to coś w rodzaju profesora honorowego, czy
              > li
              > > tytuł nadawany zasłużonym profesorom.
              >
              > Źle się orientujesz:
              > "Kierownik profesor z chwilą przejścia na emeryturę ma prawo używać tytułu
              > profesora (profesor emeritus)."

              Dzięki, skąd to cytat? Bo ja mam nieco odmienny: "Honorably discharged from the
              performance of public duty on account of age, infirmity, or long and faithful
              services". Żródło: Webster's Revised Unabridged Dictionary. Z tego co rozumiem,
              tytuł ten nie jest automatycznie wręczany każdemu profesorowi, który przeszedł
              na emeryturę. Przeciwnie - należy się on (także emerytowanym ale i tym przed
              nią) profesorom szczególnie zasłużonym w swojej dziedzinie. Na pewno nie jest to
              coś w rodzaju "profesor emerytowany".

              > Może trochę przesadziłem z tymi 75-latami (ale tylko trochę), ale prawda jest
              > taka że w ogromnej większości nie są oni już czynni naukowo.

              Trzeba by to udowodnić. Wcale nie jestem pewny, że nie są już czynni naukowo.

              > > Wszyscy podpisali deklarację, że kwestionują darwinizm z powodów naukowyc
              > h,
              > > więc pewnie wiedzieli co podpisują ;-)
              >
              > Założę się, że spora część z nich, poproszona o podanie tych powodów, zamilkłab
              > y
              > skonfundowana - podpisali bo wierzą i tyle - tylko co to ma wspólnego z nauką?
              > Pozostali podaliby takie bzdury, które dyskwalifikują ich w oczach logicznie
              > myślącego człowieka.

              A ja się założe, że podaliby długą listę (dziesiątki, jeśli nie setki) powodów
              dla których uważają ewolucjonizm za błędny. Która wiara lepsza? ;-)

              > Dla odmiany ja mogę podać dziesiatki (jeśli nie setki) powodów dla których
              > uważam ewolucjonizm za teorię najlepiej opisującą drogę rozwoju istot żywych na
              > Ziemi.

              Zgadza się. Ale są ludzie uważający inaczej. I nawet nieźle wykształceni. A
              nawet - o zgrozo - biologowie!

              > I przynajmniej jeden powód dla którego myślę, że ludzie uważający, że świat
              > powstał 6000 lat temu to banda idiotów, którym powinno się odebrać tytuły
              > naukowe: datowane węglem C14 znaleziska sprzed 20000 lat dotyczące osiedlania
              > się pierwszych ludzi na terenie Ameryki Płn.

              Nie, oni niczego takiego nie podpisywali. Oni podpisali tylko (i aż) deklarację,
              że odrzucają darwinizm. Nic więcej, nic mniej.

              > > Tak jak i inni wykładowcy matematyki, przetwarzania sygnałów i filozofii,
              > którzy popierają dla odmiany darwinizm.
              >
              > Heh, tylko wykładowcy mat/filoz/sygn. itp., popierający ewolucjonizm nie muszą
              > niczego podpisywać, bo znajdzie się wystarczająco dużo zwolenników wśród
              > najbardziej kompetentnych, tj. biologów/paleontologów/antropologów/chemików.
              > Jak widać przeciwnicy ewolucjonizmu mieli mały kłopot z zebraniem wystarczające
              > j
              > ilości wiernych i musieli głęboko sięgnąć do innych dziedzin.

              Oczywiście. Przecież sami mówią, że są w zdecydowanej mniejszości wśród naukowej
              społeczności. Zresztą tu chyba nie chodzi o wojnę na podpisy. Jak to rozumiem
              chodzi o ośmieszenie popularnej tezy, że "wszyscy rozsądni ludzie (o naukowcach
              nie wspominając) akeptują teorię ewolucji". Ta deklaracja dowodzi, że jednak nie
              wszyscy.

              Zdrówka
      • Gość: Czytajacy Biblie Re: Setka naukowców wyraża swój sceptycyzm wobec IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 20:08
        Ale o tym GW nie mówi.
        A szkoda. Wygląda na to że jest cichym wspólnikiem manipulatorów.
        Bo potem jak ludzie uwierzą w to że sa zwierzakami to będą się tak zachowywać
        i bedzie o czym pisać - czytaj wiecej rozwodów, perwersji, morderstw, afer
        gospodarczych i politycznych.
        Ale odpowiedzialność każdy ponosi sam.
        pozdrawiam
        • Gość: też czyt.. biblię Re: Setka naukowców wyraża swój sceptycyzm wobec IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 20:44
          Gość portalu: Czytajacy Biblie napisał(a):

          > Ale o tym GW nie mówi.
          > A szkoda. Wygląda na to że jest cichym wspólnikiem manipulatorów.
          > Bo potem jak ludzie uwierzą w to że sa zwierzakami to będą się tak zachowywać
          > i bedzie o czym pisać - czytaj wiecej rozwodów, perwersji, morderstw, afer
          > gospodarczych i politycznych.
          > Ale odpowiedzialność każdy ponosi sam.

          A to przeczytałeś: 1 Sm 15,1-35 ??
        • Gość: sonko Re: Setka naukowców wyraża swój sceptycyzm wobec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.04, 01:45
          Gość portalu: Czytajacy Biblie napisał(a):

          Bo potem jak ludzie uwierzą w to że sa zwierzakami to będą się tak zachowywać
          > i bedzie o czym pisać - czytaj wiecej rozwodów, perwersji, morderstw, afer
          > gospodarczych i politycznych.

          taa... bo jeśli odrzucimy teorię ewolucji, to na ziemi zapanuje pokój i
          dobrobyt, znikną rozwody, perwersje, morderstwa i afery... A poza tym, dlaczego
          używasz czasu przyszłego? Wydaje mi się, ze większość ludzi akceptuje teorię
          ewolucji (włącznie z przedstawicielami Kościoła katolickiego), a takich
          oszołomów jak ty jest niewielu...
      • Gość: Byly Hozanin Dworak: IP: 195.187.51.* 06.12.04, 22:20
        Drogi Dworaku,
        Cały ten wątej to w większosci nie dyskusja, a "wojna plakatowa", czy tez "walka
        na deklaracje". Twój głos to jeden z niewielu, który zachęca do dialogu.

        Podałes liste setki naukowców, którzy się podpisali pod oświadczeniem
        wyrażającym powątpiewanie co do istotnych elementów darwinowskiej teorii.
        Ostatnia osoba na tej liście to pani z uniwesytetu, w którym akurat ja też
        pracuję. To jakoś mnie zachęciło do napisania paru słów.

        Po pierwsze, zapewniam Cię, że ta osoba należy w OSU do zdecydowanej
        mniejszości. Ja sam zajmuję się zupełnie innymi rzeczami, niz biologia i
        ewolucja. Ale przynajmniej się orientuję, jakie opinie w tej sprawie są
        dominujące wśród kadry naukowej OSU. I nie wydaje mi się też,żeby nasz uniwerek
        stanowił tu wyjątek - raczej, reprezentuje "amerykańska przeciętną" odnośnie
        tych spraw.

        Wyjątek z oświadczenia, które przytoczyłes, wcale nie odrzuca teorii
        darwinowskiej - podkreśla jedynie, że istnieją liczne wątpliowści. A to coś
        zupełnie normalnego w nauce.

        Co zaś podkreślaja rozsądni krytycy kreacjonizmu i podejscia ID? Otoż, żaden
        rozsądny naukowiec nigdy nie powie, iż posiadł monopol na prawdę. Jeżeli ktos
        mówi: "Kreacjonizm i ID są fałszywe, bo są sprzeczne z darwinizmem, którym jak
        wiadomo, jest JEDYNIE SŁUSZNĄ teoria", to ten ktoś nie jest rozsądnym naukowcem.

        Zastrzeżenia rozsądnych naukowców dotyczą przede wszystkim METODY. Co jest
        najwiekszym dorobkiem nauki? Wcale nie kapitał wiedzy zdobyty w ciagu dwudziestu
        czy trzydziestu wieków istnienia nauki. Tylko właśnie te mozolnie stworzone w
        ciągu całego tego okresu metody dochodzenia do prawdy naukowej. Reguły, w jaki
        sposób powinniśmy używać naszego rozumu w procesie dochodzenia do tej prawdy.

        Głowne zastrzeżenia rozsądnych naukowców dotyczące kreacjonizmu i ID dotyczą
        własnie tego, iz nie sa one teoriami naukowymi, albowiem formułuja wnioski z
        jakskrawym naruszeniem tych reguł.

        Całej awantury by nie było, gdyby zwolennicy kreacjonizmu i ID nie usiłowali
        tych poglądów nobilitowac do rangi "teorii naukowej". Cały spór w Ameryce
        dotyczy przede wszystkim tego! Autor artykułu w GW kompletnie pominał ten fakt
        i z tego powidu należy mu sie PAŁA Z DWOMA MINUSAMI za to, co wymodził.

        Jakiś czas temu redakcja miesięcznika "Physics Today", bardzo prestiżowego
        oficjalnego czasopisma American Physical Society, wykonała niezły numer. W
        pewnym momencie redakcja ogłosiła, iż dyskusja na temat ID nabrała takiego
        wigoru, że oni też otworzą swoje łamy dla tej tematyki i w najbliższym czasie
        ogłosza "dwugłos" w tej sprawie. Każdy, oczywiście, spodziewał sie zę bedzie to
        jeden artykuł zwolennika darwinizmu, i drugi zwollenkia ID. Po czym oba artykuły
        sie ulazały w jednym z numerów. Zdumieni czytelnicy przekonali sie, że obaj
        autorzy nie pozostawili "suchej nitki" na ID (jednym z autorów był prof. Adrian
        M., znany astrofizyk i zarazem byly duchowny Koscioła Unitarianskiego, nader
        pro-naukowo nastawionego - a drugiego nazwiska nie pamietam). Do redakcji
        napłynęły zaraz liczne listy z protestami, ze miał przeciż być dwugłos? Dlaczego
        nie było wypowiedzi zwolennika ID? Redakcja na to bardzo spokojnie
        odpowiedziała, że "Physics Today" jest przecież czasopismem NAUKOWYM i może
        tylko zamieszczac teorie naukowe. Podejscie ID zaś teorią naukową NIE JEST
        z tego prostego powodu, że zakłada liczne interwencje sił nadprzyrodzonychj w
        procesie powstania i rozwoju życia na Ziemi. Zaś nauki przyrodnicze takie jak
        fizyka, chemia, biologia, wypowiadją sie jedynie w sprawach zjawisk, które
        prawom przyrody PODLEGAJĄ. Sprawami, w których odgrywaja role siły
        nadprzyrodzone, nauki przyrodnicze się w ogóle nie zajmują i zajmowac nie
        powinny, i co do tego w ogóle nie ma dyskusji.

        W moim przekonaniu, stanowisko "Physics Today" najlepiej pokazuje, jak do
        kreacjionizmu i ID odnosic się powinien każdy naukowiec. Sprawy te powinny byc
        całkowicie pozostawione w gestii duchownych.

        Powinno sie moówic: "na podstawie licznych obserwacji, materiałow
        wykopaliskowych i szereguinnych ustalen biologii, fizyki, astrofizyki, chemii
        nauka doszła do takiego oto 'scenariusza wydarzeń'. Nie wyklucza sie
        ,oczywiście, ze było inaczej i Pan Bóg stworzył te wszystkie wykopaliska i
        obserwowalne zjawiska tylko w celu zadowpcipkowania sobie z ludzi. Ale co do
        tego to już nauki przyrodnicze nie są w stanie się wypowiedziec, bo Istota Boska
        leży już poza zasiegiem ich badan".
        • leon_de_gazownia Re: Dworak: 07.12.04, 10:30
          Gość portalu: Byly Hozanin napisał(a):

          > Drogi Dworaku,
          > Cały ten wątej to w większosci nie dyskusja, a "wojna plakatowa", czy tez "walk
          > a
          > na deklaracje". Twój głos to jeden z niewielu, który zachęca do dialogu.
          >
          > Podałes liste setki naukowców, którzy się podpisali pod oświadczeniem
          > wyrażającym powątpiewanie co do istotnych elementów darwinowskiej teorii.

          BTW, dworak nie podal - a powinien - źródła artykułu, który tutaj przekopiował.
          Jest on na stronach Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego:
          www.creationism.org.pl/artykuly/ApelNaukowcow.php
          Tam jest pelna lista, bo tutaj wszystko nie weszlo.

          > Ostatnia osoba na tej liście to pani z uniwesytetu, w którym akurat ja też
          > pracuję.

          Która?

          > To jakoś mnie zachęciło do napisania paru słów.
          >
          > Po pierwsze, zapewniam Cię, że ta osoba należy w OSU do zdecydowanej
          > mniejszości. Ja sam zajmuję się zupełnie innymi rzeczami, niz biologia i
          > ewolucja. Ale przynajmniej się orientuję, jakie opinie w tej sprawie są
          > dominujące wśród kadry naukowej OSU. I nie wydaje mi się też,żeby nasz uniwerek
          > stanowił tu wyjątek - raczej, reprezentuje "amerykańska przeciętną" odnośnie
          > tych spraw.

          Oczywiście. Zresztą sami jasno piszą, że ewolucyjni sceptycy są w mniejszości i
          doskonale zdają sobie z tego sprawę. Na moje rozumienie tej sprawy chodziło o
          to, by podwazyć rozpowszechnione przekonanie, że "cale srodowisko naukowe
          jednomyslnie popiera teorie ewolucji", tak jak kiedyś naród popierał socjalizm.
          Ta deklaracja miała dowodzić, że nie całe i nie jednomyślnie.

          > Wyjątek z oświadczenia, które przytoczyłes, wcale nie odrzuca teorii
          > darwinowskiej - podkreśla jedynie, że istnieją liczne wątpliowści. A to coś
          > zupełnie normalnego w nauce.

          Jak go rozumiem to kwestionuje darwinizm en bloc. Tytul przecież jest wymowny:
          "A Scientific Dissent from Darwinism". Nie chodzi więc o sarkanie na jakieś
          szczególy, ale o zakwestionowanie całości.

          > Głowne zastrzeżenia rozsądnych naukowców dotyczące kreacjonizmu i ID dotyczą
          > własnie tego, iz nie sa one teoriami naukowymi, albowiem formułuja wnioski z
          > jakskrawym naruszeniem tych reguł.

          A kto ustala te reguly i czy sa one zadekretowane raz na zawsze i niezmienne?
          Nauka to nie religia, tu nie ma niezmiennych dogmatów. Skoro zwolennicy ID
          uważają, że obecne rozumienie metody naukowej jest ograniczające, zbyt ciasne,
          to niech robią swoje, by to zmienić. Niech przekonują do swoich racji.
          Rywalizacja różnych teorii, różnych ujęć rzeczywistości nie jest niczym złym.

          > Całej awantury by nie było, gdyby zwolennicy kreacjonizmu i ID nie usiłowali
          > tych poglądów nobilitowac do rangi "teorii naukowej". Cały spór w Ameryce
          > dotyczy przede wszystkim tego!

          A dlaczego mają nie starać się, skoro ich zdaniem to jest właśnie nauka?
          Przecież co jest nauką zależy od przyjętych definicji naukowości. To się przez
          wieki zmieniało i będzie się zmieniać, bo taka natura nauki ;-) Nie widzę więc
          specjalnych przeszkód by kreacjoniści pracowali nad tym, by zmodyfikować obecne
          rozumienie metody naukowej. Cóż w tym nienormalnego? Czy im się to uda, to inna
          sprawa (moim zdaniem nie). Obecne rozumienie metody naukowej nie spadło z nieba
          i nie zostało objawione, nic nie stoi na przeszkodzie, by kreacjoniści - jeśli
          zdołają przekonać sporą część zwłaszcza młodych naukowców - modyfikowali
          rozumienie naukowej metody. Moim zdaniem w nauce (jak wszędzie indziej)
          zadekretowane monopole są szkodliwe. Niech rywalizują ze sobą różne ujęcia.
          "Prawdziwa cnota krytyk się nie boi". Prawdziwe teorie nie powinny bać się
          krytycznego sprawdzenia. Niech się chłopcy i dziewczęta spierają. O prawdziwość
          teorii ewolucji też.

          Zdrówka
          • Gość: akr Re: Dworak: IP: *.chello.pl 07.12.04, 10:57
            Szanowny Leonie z gazowni, nie masz racji. Takie swobodne spory, o jakich
            mówisz, powinny się odbywać - i naprawdę się odbywają, bardzo intensywnie -
            wśród ludzi odpowiednio do nich przygotowanych. O teorii Darwina w ten sposób
            mogą dyskutować biolodzy z innymi biologami, bo tylko oni mają wystarczająco
            rozległą wiedzę, żeby rozważyć wszsytkie argumenty i dokonać w pełni świadomego
            wyboru. Ktoś, kto coś zasłyszał u cioci na imieninach albo przeczytał gdzieś,
            ale nie pamięta gdzie, kiedy i co dokładnie, nie jest równorzędnym partnerem w
            takiej dyskusji. Na tym forum tacy ludzie napisali już mnóstwo szokujących
            głupot (jak np "Czytający Biblię" o "skupiskach planet czyli galaktykach"). W
            dyskusji z takimi partnerami i takimi metodami nigdy nie dojdzie się prawdy,
            będzie tylko szum i chaos. Natomiast biolodzy dokonali już świadomego wyboru:
            teoria ewolucji (oczywiście rozwinięta i zmodyfikowana od czasów Darwina)
            objaśnia zjawiska ze swojego zakresu badań lepiej niż jakakolwiek inna teoria.
            Kreacjonizm nie wyjaśnia nic -jedynym celem kreacjonizmu jest obalenie teorii
            ewolucji po to, żeby utrzymać biblijne twierdzenie o stworzeniu żywych istot
            przez Boga.
            • leon_de_gazownia Re: Dworak: 07.12.04, 12:17
              Gość portalu: akr napisał(a):

              > Szanowny Leonie z gazowni, nie masz racji. Takie swobodne spory, o jakich
              > mówisz, powinny się odbywać - i naprawdę się odbywają, bardzo intensywnie -
              > wśród ludzi odpowiednio do nich przygotowanych.

              Wierzę na słowo. ;-) Że takie spory się toczą i że dotyczą także prawdziwości
              teorii ewolucji.

              > O teorii Darwina w ten sposób
              > mogą dyskutować biolodzy z innymi biologami, bo tylko oni mają wystarczająco
              > rozległą wiedzę, żeby rozważyć wszsytkie argumenty i dokonać w pełni
              świadomego wyboru.

              A reszta niech siedzi cicho, słucha i bez szemrania zaakceptuje wyrok ;-)
              Problem z takim podejściem widzę następujący: załóżmy, że 80% naukowców
              akceptuje jakąś teorię, a 20% ją podważa. Co wtedy mają zrobić prostaczkowie?
              Zaufać większości? Ale od kiedy to większość zawsze ma rację? Aby prostaczkowie
              mogli wyrobić sobie własne zdanie, musieliby mozolnie zdobywać specjalistyczną
              wiedzę, a to nierealne żądanie, żeby każdy był biologiem, fizykiem i chemikiem w
              jednym. Prostaczkowie muszą więc zaufać zapewnieniom, problem w tym, że
              zapewnienia te są wzajemnie sprzeczne ;-) Proponowane rozwiązanie: pluralizm.
              Mówi się: większość naukowców jest przekonana, że teoria ewolucji najlepiej
              tłumaczy historię życia na Ziemi (dla zainteresowanych lista bardziej
              szczegółowych materiałów zawierających argumenty mające wspierać tę teorię).
              Jednak jest mniejszość uważająca, że teoria ewolucji jest do bani, a najlepiej
              pasującym do faktów wyjaśnieniem jest inteligentne stworzenie (dla
              zainteresowanych lista bardziej szczegółowych materiałów zawierających argumenty
              mające wspierać tę teorię). Żadnej tragedii z takiego postawienia sprawy nie będzie.

              > Ktoś, kto coś zasłyszał u cioci na imieninach albo przeczytał gdzieś,
              > ale nie pamięta gdzie, kiedy i co dokładnie, nie jest równorzędnym partnerem w
              > takiej dyskusji. Na tym forum tacy ludzie napisali już mnóstwo szokujących
              > głupot (jak np "Czytający Biblię" o "skupiskach planet czyli galaktykach"). W
              > dyskusji z takimi partnerami i takimi metodami nigdy nie dojdzie się prawdy,
              > będzie tylko szum i chaos. Natomiast biolodzy dokonali już świadomego wyboru:
              > teoria ewolucji (oczywiście rozwinięta i zmodyfikowana od czasów Darwina)
              > objaśnia zjawiska ze swojego zakresu badań lepiej niż jakakolwiek inna teoria.

              Na ten moment tak właśnie jest. Ale kto zagwarantuje, że to się nie zmieni?
              Właśnie do takiej zmiany dążą kreacjoniści. I - jeśli są przekonani o słuszności
              swojej teorii - mogą, ba, powinni to robić!

              > Kreacjonizm nie wyjaśnia nic -jedynym celem kreacjonizmu jest obalenie teorii
              > ewolucji po to, żeby utrzymać biblijne twierdzenie o stworzeniu żywych istot
              > przez Boga.

              Oczywiście. Podobnie, jak jedynym celem ewolucjonizmu jest obalenie
              kreacjonizmu, po to by utrzymać twierdzenie, że Bóg z powstaniem życia i
              człowieka nie miał nic a nic wspólnego ;-)

              Zdrówka
              • Gość: Były Hozanin Re: Dworak: IP: 195.187.51.* 07.12.04, 12:41
                Jeszcze dodam naprędce, po przeczytaniu Twojej ostatniej wypowidzi.
                "Prostaczkowie", jak to sam ich nazwałes, w oczywisty sposób maja prawo wierzyć
                w to, co zechcą. Ich sytuacja jest nawet w tym przypadku lepsza, niz zawodowych
                naukowców, którzy nie moga sobie na taki luksus pozwolic. Ja w życiu nie moge
                soim studentom oswiadczyć: "wiecie, tego nie rozumiemy, więc bardzo mozliwe, że
                tutaj wchodzi w gre nadprzyrodzona interwencja Stwórcy".

                Co zaś do moich poglądów, które w wielkim skrócie poprzenio wyłozyłem: jako
                katolika, bardzo mnie w nich utwierdza stanowisko Papieża Jana Pawła Drugiego,
                który zdecydowanie zwolennikiem kreacjonizmu i ID nie jest. Nie wiem, jak teraz,
                ale JPII utrzymywał przez lata bardzo ożywione kontakty z krakowskim
                środowiskiem naukowym. W Castel Gandolpho odbywały sie doroczne seminaria z
                udziałem Krakowian, pod nazwą "Wiara-Nauka-Dzieje". Jednego z uczestników tych
                seminariów znałem, bo akurat był recenzentem mojego doktoratu. Poprosiłem go
                kiedys o opublikowane materiały z tych seminariów i przysłal mi cała paczke,
                więc z nich sie sporo dowiedziałem o stanowisku naszego Papieża. Niestety,
                zginąeły mi przy przeprowadzce, więc teraz już niczego nie będę w stanie
                zacytowac dosłownie. Zostały mi tylko "ogólne wrażenia" z lektury.
                • leon_de_gazownia Re: Dworak: 07.12.04, 13:37
                  Gość portalu: Były Hozanin napisał(a):

                  > Jeszcze dodam naprędce, po przeczytaniu Twojej ostatniej wypowidzi.
                  > "Prostaczkowie", jak to sam ich nazwałes, w oczywisty sposób maja prawo wierzyć
                  > w to, co zechcą. Ich sytuacja jest nawet w tym przypadku lepsza, niz zawodowyc
                  > h
                  > naukowców, którzy nie moga sobie na taki luksus pozwolic. Ja w życiu nie moge
                  > soim studentom oswiadczyć: "wiecie, tego nie rozumiemy, więc bardzo mozliwe, że
                  > tutaj wchodzi w gre nadprzyrodzona interwencja Stwórcy".

                  A czemu nie? Tylko uzasadnienie jest niewłaściwe. Powinno być: "Wiecie, z
                  analizy takich to a takich danych można wnioskować, że w grę wchodzi rozumna
                  interwencja Stwórcy". I jedziesz z koksem ;-)

                  > Co zaś do moich poglądów, które w wielkim skrócie poprzenio wyłozyłem: jako
                  > katolika, bardzo mnie w nich utwierdza stanowisko Papieża Jana Pawła Drugiego,
                  > który zdecydowanie zwolennikiem kreacjonizmu i ID nie jest.

                  Sądzisz, że papież nie wierzy, że Bóg rozumnie stworzył świat, życie i
                  człowieka? =:-0 Pozolę sobie oprotestować to twierdzenie.

                  Zdrówka
                  • dritte_dame William of Ockham ... 07.12.04, 15:00
                    leon_de_gazownia napisał:

                    > "Wiecie, z analizy takich to a takich danych można wnioskować, że w grę
                    wchodzi rozumna interwencja Stwórcy".

                    William of Ockham ponad 600 lat temu sformulowal zasade iz takiego jak powyzej
                    twierdzenia nie nalezy formulowac pochopnie.
                    • leon_de_gazownia Re: William of Ockham ... 07.12.04, 15:32
                      dritte_dame napisała:

                      > leon_de_gazownia napisał:
                      >
                      > > "Wiecie, z analizy takich to a takich danych można wnioskować, że w grę
                      > wchodzi rozumna interwencja Stwórcy".
                      >
                      > William of Ockham ponad 600 lat temu sformulowal zasade iz takiego jak powyzej
                      > twierdzenia nie nalezy formulowac pochopnie.

                      Oczywiście! Przecież nie pisałem, że Hożanin powinien takie twierdzenie
                      formułowac pochopnie. Powinien takie twierdzenie sformułować po starannej
                      analizie argumentów, przedstawiając jego mocne i słabe strony. Powinien również
                      przedstawić alternatywne interpretacje danych, ich wady i zalety oraz wykazać
                      dlaczego - jego zdaniem - pierwsza interpretacja jest najbliższa prawdy. Czy
                      takie podejście nie byłoby lepsze niż bezustanne biadolenie, że to nienaukowe,
                      tamto nienaukowe, tu źle, tam niedobrze, a ponad to wszystko ewolucja i tak -
                      jak wszyscy wiedzą - musi być prawdziwa.

                      Zdróweczka
                      • dritte_dame Re: William of Ockham ... 07.12.04, 16:31
                        leon_de_gazownia napisał:

                        > dritte_dame napisała:
                        >
                        > > leon_de_gazownia napisał:
                        > >
                        > > > "Wiecie, z analizy takich to a takich danych można wnioskować, że w
                        > grę
                        > > wchodzi rozumna interwencja Stwórcy".
                        > >
                        > > William of Ockham ponad 600 lat temu sformulowal zasade iz takiego jak po
                        > wyzej
                        > > twierdzenia nie nalezy formulowac pochopnie.
                        >
                        > Oczywiście! Przecież nie pisałem, że Hożanin powinien takie twierdzenie
                        > formułowac pochopnie. Powinien takie twierdzenie sformułować po starannej
                        > analizie argumentów, przedstawiając jego mocne i słabe strony. Powinien
                        również
                        > przedstawić alternatywne interpretacje danych, ich wady i zalety oraz wykazać
                        > dlaczego - jego zdaniem - pierwsza interpretacja jest najbliższa prawdy. Czy
                        > takie podejście nie byłoby lepsze niż bezustanne biadolenie, że to nienaukowe,
                        > tamto nienaukowe, tu źle, tam niedobrze, a ponad to wszystko ewolucja i tak -
                        > jak wszyscy wiedzą - musi być prawdziwa.
                        >
                        > Zdróweczka


                        Wlasciwie powinnam byla napisac:

                        "William of Ockham ... sformulowal zasade iz takiego zalozenia nie nalezy
                        przyjmowac pochopnie."

                        Istota badan przyrodniczych jest obserwacja.
                        Zalozenie istnienia bytu z definicji nieobserwowalnego sprawia ze wnioski
                        wyciagniete z uzyciem takiej przeslanki przestaja nalezec do domeny nauk
                        przyrodniczych.

                        • Gość: Były Hożanin Cześć, Dritte Dame von Rękaw Marynarki! IP: 195.187.51.* 07.12.04, 18:48
                          William Ockham to był znany w XVII wieku producent sprzętu fryzjerskiego i
                          kosmetycznego, prawda?

                          Because of the steady progress in technology, no one uses conventional razors
                          any more. Only those who are much, much behind our times, right? So, modern
                          philosophers, in order not to be labeled as believers in the bygone theory,
                          don't say "Ockham's Razor" any more. Depending on what philosophical school the
                          belong to, they say: "Ockham's Norelco" or "Ockham's Remington". Some still keep
                          saying "Ockham's Gillette", but they are increasingly ostracized by their more
                          modern-oriented colleagues.

                          Well... this Forum is going to dogs, don't you agree? In this wątek I was
                          several times called "a Jew", "an idiot", or by other equally pleasant names.
                          Forum Świat has become "Jew devourer's paradise". No room for those who want
                          just a good discussion, exchange of views and opinions, without an intensive
                          barrage of ethnic slurs.

                          With warm regards,

                          You-know-who.
                          • dritte_dame Re: Cześć! 07.12.04, 19:49
                            Gość portalu: Były Hożanin napisał(a):

                            > Some still keep saying "Ockham's Gillette", but they are increasingly
                            ostracized by their more modern-oriented colleagues.

                            ... as well as by their more socially-coscious colleagues that say NO to the
                            global domination of any greedy American corporation.


                            > Well... this Forum is going to dogs, don't you agree?

                            Was never far from this and is not changing much.
                            But you can evolve to survive in this hostile environment by proper adaptation.
                            (Assuming of course that you find this environment interesting and stimulating -
                            at least from time to time.)

                            I try to learn how to recognize hopeless foes and how to give up on them
                            (against my internal urge) before they exhaust all my energy and drive me into
                            the utter despair.

                            Sometimes it pays off to persist and you meet a noble opponent with whom a
                            disscussion becomes a pleasure.

                            And sometimes at least you can have a really good laugh regardless. :)


                            > In this wątek I was
                            > several times called "a Jew", "an idiot", or by other equally pleasant names.

                            Take heart :)
                            There is nothing wrog in being called "a Jew".
                            It just may or may not be a true statement.

                            And being called "an idiot" may actually be compliment - depending on who is
                            the one calling you that way :))

                            Besides, it looks to me that this wątek is really not that bad in this regard
                            (comparing to other wąteks:)).
                            This is why I stayed here for a little while longer.


                            > Forum Świat has become "Jew devourer's paradise". No room for those who want
                            > just a good discussion, exchange of views and opinions, without an intensive
                            > barrage of ethnic slurs.

                            Hi, hi, ...
                            There is room for absolutely *everybody* here (and even for multiple
                            incarnations of some).
                            This may be the source of a problem because those whom you would like to meet
                            are relatively few and far between.

                            Pozdrowionka!
                            d_d

                            Ps.
                            Ja tez w pewnym sensie "była Hożanka": To miejsce i jego ducha znam calkiem
                            dobrze choc nie ze studiow i pracy tamze. :)
                            • Gość: Byly Hozanin Dritte dame: IP: *.cooklawfirm.com 08.12.04, 04:01
                              dritte_dame napisała:


                              > There is nothing wrog in being called "a Jew".

                              But of course there is nothing wrong! As a physicist, I can only answer: "I
                              wish I were...". There is firm statistical evidence that Jews have exceptional
                              talents for math, physics, and other natural sciences. We don't know exactly
                              where it comes from - their genes? culture? - but this is definitely a true fact.

                              Because I resent antisemitism, I was called "a Jew" counltless times at this
                              Forum. But it was quite a surprise to me that someone used such an "insult" in
                              THIS watek, which seemingly has nothing to do with Jews!

                              Cheers!
                              Have a good night,

                              B.H.
                        • leon_de_gazownia Re: William of Ockham ... 07.12.04, 19:05
                          dritte_dame napisała:

                          > Wlasciwie powinnam byla napisac:
                          >
                          > "William of Ockham ... sformulowal zasade iz takiego zalozenia nie nalezy
                          > przyjmowac pochopnie."

                          O ile mi wiadomo nie, jego sławetna brzytwa nie ma nic wspólnego z tym co opisałaś.

                          > Istota badan przyrodniczych jest obserwacja.
                          > Zalozenie istnienia bytu z definicji nieobserwowalnego sprawia ze wnioski
                          > wyciagniete z uzyciem takiej przeslanki przestaja nalezec do domeny nauk
                          > przyrodniczych.

                          Dlaczego? Jeśli byt nieobserwowalny stworzył byt obserwowalny (świat) i z
                          obserwacji tego bytu obserwowalnego wnioskujemy, że najlepszym wyjaśnieniem
                          istnienia bytu obserwowalnego jest jego rozumne stworzenie przez byt
                          nieobserwowalny to wszystko jest OK.

                          To tak jak z wnioskowaniem pośrednim. Wielkiego wybuchu nikt nie widział na
                          oczy. Że był, domyślamy się z analizy danych, które po sobie "pozostawił".
                          Analogicznie z odwołaniem się do "bytu nieobserwowalnego". Jeśli najbardziej
                          racjonalnym dla niektórych wnioskiem z analizy danych jest taki, że rozumny "byt
                          nieobserwowalny" stworzył byt obserwowalny - to czemu nie, niech przedstawią
                          swoje argumenta.

                          Zdrówka
                          • dritte_dame Re: William of Ockham ... 07.12.04, 20:21
                            leon_de_gazownia napisał:

                            > ... jesli z obserwacji tego bytu obserwowalnego wnioskujemy, że najlepszym
                            wyjaśnieniem istnienia bytu obserwowalnego jest jego rozumne stworzenie przez
                            byt nieobserwowalny

                            To nie jest wyjasnienie najlepsze ani najbardziej racjonalne
                            tylko najlatwiejsze i najprostsze.

                            Zbedne byty kreowano wielokrotnie w przeszlosci probujac uzgadniac hipotezy z
                            obserwacjami i za kazdym razem tylko odciecie brzytwa Ockhama bytu, ktorego
                            nijak nie dawalo sie zweryfikowac empirycznie posuwalo wiedze naprzod.

                            Przyklady: flogiston, eter kosmiczny, ...
                            • dritte_dame Re: William of Ockham ... 07.12.04, 20:36
                              dritte_dame napisała:

                              > To nie jest wyjasnienie najlepsze ani najbardziej racjonalne
                              > tylko najlatwiejsze i najprostsze.

                              "najlatwiejsze i najprostsze" oczywiscie w sensie "pojscia na latwizne"
                              gdyz w bardziej doslownym znaczeniu prostota i latwosc wyjasnienia zjawiska
                              jest zalety teorii naukowej.
                            • leon_de_gazownia Re: William of Ockham ... 07.12.04, 20:50
                              dritte_dame napisała:

                              > leon_de_gazownia napisał:
                              >
                              > > ... jesli z obserwacji tego bytu obserwowalnego wnioskujemy, że najlepszy
                              > m
                              > wyjaśnieniem istnienia bytu obserwowalnego jest jego rozumne stworzenie przez
                              > byt nieobserwowalny
                              >
                              > To nie jest wyjasnienie najlepsze ani najbardziej racjonalne
                              > tylko najlatwiejsze i najprostsze.

                              To jest właśnie przedmiotem sporu, czy rzeczywiście jest najbardziej racjonalne.
                              Jedni argumentują, że nie jest, inni, że jest. Nie nam, zwykłym śmiertelnikom,
                              rozsądzać sprawy tego typu naukowych sporów.

                              > Zbedne byty kreowano wielokrotnie w przeszlosci probujac uzgadniac hipotezy z
                              > obserwacjami i za kazdym razem tylko odciecie brzytwa Ockhama bytu, ktorego
                              > nijak nie dawalo sie zweryfikowac empirycznie posuwalo wiedze naprzod.

                              Tylko przy założeniu, że RZECZYWIŚCIE jest to zbędny byt. A to jest własnie
                              przedmiotem debaty.

                              > Przyklady: flogiston, eter kosmiczny, ...

                              Doskonałe przykłady. Wtedy też traktowano sceptyków wobec tych teorii jako
                              nieuków i awanturników i wyśmiewano, że jak to, że ośmielają się sprzeciwiać
                              opinii "nauki"? No i co z tego wyszło? Myślę, że podobnie jest ze współczesnymi
                              naukowymi dogmatami, sceptycyzm wobec nich (a zwłaszcza wobec teorii ewolucji)
                              jest piętnowany jako antynaukowy. Czasy i teorie się zmieniają, ale człowiek nie
                              za bardzo.

                              Zdróweczka
                  • Gość: Były Hożanin Słuchaj, Leonie: IP: 195.187.51.* 07.12.04, 18:16
                    leon_de_gazownia napisał:

                    > A czemu nie? Tylko uzasadnienie jest niewłaściwe. Powinno być: "Wiecie, z
                    > analizy takich to a takich danych można wnioskować, że w grę wchodzi rozumna
                    > interwencja Stwórcy". I jedziesz z koksem ;-)
                    >

                    Słuchaj, Leonie:

                    Umówmy sie tak: Ty mów w ten sposób swoim studentom. A je będe mówił swoim po
                    mojemu. I będzie i wilk systy, i owca cała!

                    > Sądzisz, że papież nie wierzy, że Bóg rozumnie stworzył świat, życie i
                    > człowieka? =:-0 Pozolę sobie oprotestować to twierdzenie.
                    >
                    Stanowisko Watykanu jest takie, iż nie ma sprzeczności między
                    darwinizmem a wiarą. Jak masz zastrzeżenia, rozmawiaj z JPII, nie ze mną.

                    Kreacjoniści/ID-owcy należą do takich, o których Francuzi mówia: "plus
                    catholique que le pape".

                    Dobrego wieczoru!



                    • leon_de_gazownia Re: Słuchaj, Leonie: 07.12.04, 18:52
                      Gość portalu: Były Hożanin napisał(a):
                      > Słuchaj, Leonie:
                      >
                      > Umówmy sie tak: Ty mów w ten sposób swoim studentom. A je będe mówił swoim po
                      > mojemu. I będzie i wilk systy, i owca cała!

                      No i o to właśnie chodzi! I po co te wszystkie awantury o dopuszczenie do lekcji
                      krytycznie analizujących teorię ewolucji? Konfrontacja z przeciwnymi poglądami
                      uczy krytycznego, samodzielnego myślenia i jako taka powinna być promowana, a
                      nie cenzorowana. Kreacjoniści są przekonani, że ich teoria lepiej pasuje do
                      faktów i że w równoległym nauczaniu mają szansę to wykazać. Jeśli ewolucjoniści
                      są przekonani, że to ich teoria jest lepsza, to nie powinni się bać
                      jakiejkolwiek konfrontacji, ale wręcz do niej dążyć, aby pokazać wyższość swojej
                      koncepcji. Prawda, że proste ;-)

                      > > Sądzisz, że papież nie wierzy, że Bóg rozumnie stworzył świat, życie i
                      > > człowieka? =:-0 Pozolę sobie oprotestować to twierdzenie.
                      > >
                      > Stanowisko Watykanu jest takie, iż nie ma sprzeczności między
                      > darwinizmem a wiarą. Jak masz zastrzeżenia, rozmawiaj z JPII, nie ze mną.

                      Mam zastrzeżenia. Ale nie do JPII, tylko do Twojej tezy. Mogę prosić o
                      uzasadnienie stwierdzenia, że "Stanowisko Watykanu jest takie, iż nie ma
                      sprzeczności między darwinizmem a wiarą"? Druga sprawa to od kiedy Watykan
                      ocenia prawdziwość (bądź fałszywość) teorii naukowych? Jako żywo, z tego co wiem
                      skończyło się to mniej więcej po Galileuszu.

                      > Kreacjoniści/ID-owcy należą do takich, o których Francuzi mówia: "plus
                      > catholique que le pape".

                      Dlaczego? O ile mi wiadomo papież nie wycofał się z nauczania, że Bóg rozumnie
                      stworzył świat, życie i człowieka. Ba, zdaje się, że nawet podtrzymuje to
                      twierdzenie :-))

                      > Dobrego wieczoru!

                      Dziękuję i wzajemnie.
                      • Gość: Byly_Hozanin Leonie de Gasplant: IP: *.cooklawfirm.com 08.12.04, 00:03
                        Z Watykanu sie wycofuje, bo zadnych zrodel, na ktorych moglbym sie oprzec, nie
                        mam w tej chwili pod reka.

                        Natomiast co do wprowadzania kreacjonizmu/ID do programow uczelnianych. Jestem i
                        bede przeciwny, poniewaz - jak caly czas powtarzam - nie sa to teorie
                        naukowe.Pewne rzeczy sie mieszaja, pewne nie. Wode mozna zmieszac ze spirytusem,
                        ale z rtecia lub oliwa juz nie, choc to wszystko ciecze. Podobnie do nauki nie
                        mozna wbudowywac zjawisk nadoprzyrodzonych, bo sa one, z natury swojego
                        "supernaturalness", niedostepne jakimkolwiek narzedziom badawczym, ktorymi nauki
                        przyrodnicze rozporzadzaja.

                        Ja obstaje przy tym, ze nauka nie jest w stanie rozstrzygnac dylematu, czy Pan
                        Bog jest, czy go nie ma (z tych samych przyczyn, co powyzej). Jedyny absolutnie
                        jednozanczny dowod moglby polegac na tym, ze w niebiosach by sie otworzylo okno,
                        wyjrzala brodata twarz i rozlegl sie wielki glos, slyszany przez wszystkich:
                        "JESTEM!". Pan Bog jednak tylko z sobie wiadomych przyczyn tego nie robi. A przy
                        pomocy naszych instrumentow badawczych, ktore wszystkie dzialaja wedlug praw
                        przyrody, istnienia bytu nadprzyrodzonego nie wykryjemy!

                        Zatem, skoro ja od poczartku mowie: Istnienia Pana Boga nie da sie naukowo
                        stwierdzic, w Pana Boga trzeba po prostu wierzyc, lub nie
                        • leon_de_gazownia Re: Leonie de Gasplant: 08.12.04, 10:20
                          Gość portalu: Byly_Hozanin napisał(a):

                          > Z Watykanu sie wycofuje, bo zadnych zrodel, na ktorych moglbym sie oprzec, nie
                          > mam w tej chwili pod reka.

                          OK

                          > Natomiast co do wprowadzania kreacjonizmu/ID do programow uczelnianych. Jestem
                          > i
                          > bede przeciwny, poniewaz - jak caly czas powtarzam - nie sa to teorie
                          > naukowe.

                          Jak spora część naukowców zgodzi się, że są jednak naukowe, wtedy nimi będą.
                          Cały czas nie rozumiesz, że definicja nauki to kwestia ludzkiej konwencji, a nie
                          niezmiennego objawienia. Jeśli kreacjoniści zdołają przekonać znaczną część
                          młodych adeptów nauki do swoich tez, i będą oni na tyle mocni, by przebić się
                          przez ewolucyjny beton - to życzę im, by wprowadzil kreacjonizm do programów
                          nauczania - równolegle z ewolucjonizmem, żeby było jasne. Niech dziaciaki uczą
                          się krytycznego myślenia.

                          > Pewne rzeczy sie mieszaja, pewne nie. Wode mozna zmieszac ze spirytusem
                          > ,
                          > ale z rtecia lub oliwa juz nie, choc to wszystko ciecze. Podobnie do nauki nie
                          > mozna wbudowywac zjawisk nadoprzyrodzonych, bo sa one, z natury swojego
                          > "supernaturalness", niedostepne jakimkolwiek narzedziom badawczym, ktorymi nauk
                          > i
                          > przyrodnicze rozporzadzaja.

                          Same działania nadprzyrodzone są niedostępne naukowemu testowaniu. Ale ich
                          rezultaty - np. organizmy żywe już tak.

                          > Ja obstaje przy tym, ze nauka nie jest w stanie rozstrzygnac dylematu, czy Pan
                          > Bog jest, czy go nie ma (z tych samych przyczyn, co powyzej). Jedyny absolutnie
                          > jednozanczny dowod moglby polegac na tym, ze w niebiosach by sie otworzylo okno
                          > ,
                          > wyjrzala brodata twarz i rozlegl sie wielki glos, slyszany przez wszystkich:
                          > "JESTEM!".

                          To ma być jednoznaczny dowód? Chyba żartujesz. Dobry ateista powiedziałby
                          natychmiast: "Coś rozbłysło i zagrzmiało. Co bardziej zdewociali dostrzegli w
                          tym brodatego starca i jakieś głosy" ;-)

                          > Pan Bog jednak tylko z sobie wiadomych przyczyn tego nie robi. A prz
                          > y
                          > pomocy naszych instrumentow badawczych, ktore wszystkie dzialaja wedlug praw
                          > przyrody, istnienia bytu nadprzyrodzonego nie wykryjemy!

                          Oczywiście, ale kto chce odkrywać byty nadprzyrodzone? Z tego co wiem to nikt.
                          Nauka natomiast może badać obiekty przyrodnicze i stwierdzać czy były one
                          rozumnie zaprojektowane czy też nie.

                          > Zatem, skoro ja od poczartku mowie: Istnienia Pana Boga nie da sie naukowo
                          > stwierdzic, w Pana Boga trzeba po prostu wierzyc, lub nie
                          • Gość: Były Hożanin Re: Leonie de Gasplant: IP: *.promark.com / *.mimhp.com 08.12.04, 12:36
                            leon_de_gazownia napisał:


                            > Cały czas nie rozumiesz, że definicja nauki to kwestia ludzkiej konwencji,

                            Nie, z tym sie kategorycznie nie zgadzam.

                            > Jeśli kreacjoniści zdołają przekonać znaczną część
                            > młodych adeptów nauki do swoich tez, i będą oni na tyle mocni, by przebić się
                            > przez ewolucyjny beton

                            Niech próbują. Nikt im nie broni!

                            Leonie, widac wyraźnie, że do żadnych wspólnych wniosków nie dojdziemy.
                            Proponuje wiec po prostu stwierdzic, że rozbieżności w naszych poglądach nie
                            udało nam sie usunać, i na tym zakończmy. Na pewno znajdziesz wielu innych,
                            którzy bedą bardziej chętni do dyskusji.

                            Serdecznie Cie pozdrawiam i zyczę wielu "intelektualnych wrażeń" w przyszłych
                            dyskusjach,

                            B.H.

                            • leon_de_gazownia Re: Leonie de Gasplant: 08.12.04, 13:49
                              Gość portalu: Były Hożanin napisał(a):

                              > leon_de_gazownia napisał:
                              >
                              >
                              > > Cały czas nie rozumiesz, że definicja nauki to kwestia ludzkiej konwencji
                              > ,
                              >
                              > Nie, z tym sie kategorycznie nie zgadzam.

                              Poważnie? Sądzisz więc, że to nie ludzie uprawiają naukę? Że jej metodologia
                              została objawiona w jakiejś świętej księdze, ustalona przez papieża, przez
                              innego guru lub dana w anielskim widzeniu? ;-) Bądźmy powazni. Naukę od A do Z
                              robią ludzie. Jej metodologię od A do Z ustalają ludzie. Odrzucasz niezmienność
                              gatunków, a z uporem godnym lepszej sprawy trwasz przy niezmienności nauki i jej
                              metodologii ;-)

                              > > Jeśli kreacjoniści zdołają przekonać znaczną część
                              > > młodych adeptów nauki do swoich tez, i będą oni na tyle mocni, by przebić
                              > się
                              > > przez ewolucyjny beton
                              >
                              > Niech próbują. Nikt im nie broni!

                              Przecież to właśnie robią. Stąd to obecne zaniepokojenie ewolucjonistów, batalia
                              w amerykańskich szkołach i dyletanckie artykuły, np. w "Gazrurce".

                              > Leonie, widac wyraźnie, że do żadnych wspólnych wniosków nie dojdziemy.
                              > Proponuje wiec po prostu stwierdzic, że rozbieżności w naszych poglądach nie
                              > udało nam sie usunać, i na tym zakończmy.

                              OK, to rozsądna propozycja, przyjmuję ją z chęcią.

                              > Na pewno znajdziesz wielu innych,
                              > którzy bedą bardziej chętni do dyskusji.

                              Dziękuję za życzenia, ale specjalnie nie szukam. Sam wiesz, że takie dyskusje
                              rzadko kiedy mają sens.

                              > Serdecznie Cie pozdrawiam i zyczę wielu "intelektualnych wrażeń" w przyszłych
                              > dyskusjach,

                              Dziękuję i życzę tego samego, a nawet tego samego do kwadratu ;-)

                              Pozdrawiam, Leon z gazowni
                          • dritte_dame Re: Leonie de Gasplant: 08.12.04, 17:36
                            leon_de_gazownia napisał:

                            > Cały czas nie rozumiesz, że definicja nauki to kwestia ludzkiej konwencji

                            Czy kwestionujesz istnienie czegos takiego jak "obiektywna rzeczywistosc"?
                            • Gość: Były Hozanin Re: Leonie de Gasplant - jeszcze raz: IP: *.promark.com / *.mimhp.com 08.12.04, 21:53
                              Drogi Leonie:

                              Moje stanowisko w dyskyutowanej tutaj kwestii można ująć bardzo krótko:
                              kreacjonizm i ID są podejsciem nienaukowym, ponieważ w swoich dociekaniach nie
                              używaja METODY NAUKOWEJ.

                              "Metoda naukowa", "ogólna metodyka badań naukowych" nie została naukowcom
                              objawiona. Została WYPRACOWANA ppoprzez dziesiątki pokoleń przez mysłicieli,
                              filozofów, etc. Jest to, najogólniej mówiąc, zbiór recept, których należy sie
                              trzymać przy czynieniu obserwacji i przy ich analizie. Obecna metoda naukowa
                              oparta jest na podejsciu empirycznym.

                              Niezwykle istotnym punktem w całej metodzie naukowej jest to, że w badaniach
                              naukowych, z natury rzeczy, dochodzi sie OD SZCZEGÓŁU DO OGÓŁU. Na podstawie
                              informnacji, ktora jest fragmentaryczna, dochodzimy do praw ogólnych. Informacja
                              z natury rzeczy jest fragmentaryczna, bo nie możemy z oczywistych wzgledów
                              poznać wszystkich przejawów funcjonowania tego prawa, które chcemy ustalić (na
                              przyklad, w przypadlku badań medycznych, ktorych celem jest, by dociec przyczyn
                              jakiejs choroby, nie mozna objąc badaniami wszystkich ludzi zyjacych na swiecie
                              - to dopiero bylaby w tym przypadku PELNA informacja). W tym procesie
                              dochodzenia od szczegolu do ogolu tkwia najwieksze zagrozenia wlasnie, jest
                              najwiecej mozliwosci pojscia "falszywym tropem". Pokolenia myslicieli pracowaly
                              nad tym, by opracowac recepty postepowania naukowego dajace maksymalna gwarancje
                              unikniecia takich "snafu" (znasz to angielskie slowo? Wydaje mi sie bardzo
                              dobrze tu pasowac wlasnie.)

                              DOBRZE: to teraz Ty siemoze wypowiedz, co w metodzie naukowej Ci sie nie podoba
                              i co proponujesz zmienic. Czy, na przyklad, propnujesz zrezygnowac z podejscia
                              empirycznego na rzecz jakiegos innego?

                              Teraz z innej beczki: poznalem kilku ludzi bardzo zaangazowanych w spor miedzuy
                              ewolucjonistami a kreacjonistami (oczywiscie nie bede wyjasnial, z ktorego
                              "obozu" oni byli). Przestrzegaja oni przed jednym: nie wdawac sie w pochopne
                              dyskusje z kreacjonistami bez bardzo dobrego przygotowania. Powod? Kreacjonistom
                              jeszcze bardziej niz o dotarcie do prawdy chodzi o WYGRANIE DYSPUTY. Dlatego
                              maja swietne przygotowanie w czyms, co sie nazywa ERYSTYKA (zasady erystki
                              bodajze niejaki Schopenhauer sformulowal, czy dobrze pamietam?). Natomiast
                              przecietny "wyrobnik nauki" nie ma takiego przygotowania, bo celem naukowca
                              zazwycaj nie jest wygrywanie batalii slownych. Moja osobista dzialalnosc
                              naulkowa polega przede wszystkim na uzeraniu sie z Matka-Natura, who is, as one
                              of the Murphy's laws sates, a bitch, a nie z innymi ludzmi. Raz bylem tylko w
                              zyciu zaangazowany w duzy spor, ale roztrzygniety on zostal nie poprzez slowna
                              batalie, tylko obie strony sie zgodzily, ze trzeba wykonac "experimentum
                              crucis". Co tez uczynilismy i stronnictwo, w ktorym ja bylem... poleglo. Wiec
                              uznalismy swoja porazke i juz wiecen nie podskakiwalismy tamtym. (A propos,
                              "duchowym przywodca" tego stronnictwa, w ktorym ja bylem, byl zaciekly
                              kreacjonista, interpretujacy Biblie absolutnie doslownie! A jednoczesnie
                              wielkiej klasy fizyk, odkrywca waznego efektu w jadrowym rezonansie
                              magnetycznym, nazwanym jego nazwiskiem, i stoswanym dzis szeroko w chemii
                              analitycznej, w badaniu struktur bialkowych i np. w magnetometerach w sondach
                              marsjanskich. Ale to na marginesie).

                              Ja sie dalem troszeczke wciagnac w te dyskusje, ale "dobrze przygotowany"
                              zdecydowanie nie bylem, w erystyce zadnego treningu nie mam. Gdybym chcial
                              ciagnac te dyskusje, to musialbym poprosic o przerwe na przeczytanie duzego
                              materialu. Ale mam tyle innych waznych rzeczy na glowie! A w ten spor nie jestem
                              az tak zaangazowany emocjonalnie, by mi sie chcialo podejmowac duzy dodatkowy
                              wysilek. Wiec ja chyba jednak przeprosze i zrobie unik. Moge nawet,jesli Ci na
                              tym by zalezalo, przyznac Ci zwyciestwo w dyskusji pomiedzy nami dwoma
                              (zwyciestwo polegajace na wycofaniu sie jednej strony z placu boju).

                              Ale bylbym ciekaw uslyszec, co myslisz na temat metody naukowej - jak ja
                              nalezaloby zreformaowac, co z obecnej wersji odrzucic.

                              A jakbys chcial partnerow do dyskusji, to mage Cie poznac z jednym naprawde
                              duzej klasy facetem. Z angielskim dobrze stoisz?

                              Serdecznie pozdrawiam, B.H.
                              • leon_de_gazownia Re: Leonie de Gasplant - jeszcze raz: 09.12.04, 11:17
                                Gość portalu: Były Hozanin napisał(a):

                                > Drogi Leonie:

                                Szacowny Hożaninie, przecież ustaliliśmy, że kończymy naszą dyskusję! Już żeśmy
                                się nawet uroczyście pożegnali :-)

                                > Moje stanowisko w dyskyutowanej tutaj kwestii można ująć bardzo krótko:
                                > kreacjonizm i ID są podejsciem nienaukowym, ponieważ w swoich dociekaniach nie
                                > używaja METODY NAUKOWEJ.

                                Hożaninie, powtarzanie po wielokroć tego samego argumentu nie zwiększa tym samym
                                proporcjonalnie jego ważności i siły ;-) Naprawdę.

                                > "Metoda naukowa", "ogólna metodyka badań naukowych" nie została naukowcom
                                > objawiona. Została WYPRACOWANA ppoprzez dziesiątki pokoleń przez mysłicieli,
                                > filozofów, etc.

                                Ano właśnie. Cieszę się, że przynajmniej w tej - banalnej przecież kwestii -
                                żeśmy doszli do porozumienia. Wiemy więc, że metodologia nauki została
                                wypracowana przez ludzi w długim procesie i że się tym samym zmieniała
                                (ewoluowała, by użyć terminu Ci bliskiego). Krok następny: dlaczego zakładasz,
                                że metodologia nauki na obecnym etapie rozwoju jest i będzie niezmienna,
                                nienaruszalna, jak były ZSRR i światowy system socjalistyczny? Jak każda ludzka
                                idea może i będzie się zmieniała. Ja nie sądzę, że metodologia nauki powiedziała
                                już ostatnie słowo, tak jak nie powiedziała go sama nauka. Nauka będzie się
                                rozwijać i zmieniać, podobnie jej metodologia (a przynajmniej może się rozwijać,
                                na przekór ortodoksom, którzy myślą, że nic już nie można dodać, których zawsze
                                pełno w każdej epoce). I w tym kreacjoniści widzą swoją szansę. Przynajmniej tak
                                sprawy wyglądają w moim rozumieniu.

                                > Jest to, najogólniej mówiąc, zbiór recept, których należy sie
                                > trzymać przy czynieniu obserwacji i przy ich analizie. Obecna metoda naukowa
                                > oparta jest na podejsciu empirycznym.
                                >
                                > Niezwykle istotnym punktem w całej metodzie naukowej jest to, że w badaniach
                                > naukowych, z natury rzeczy, dochodzi sie OD SZCZEGÓŁU DO OGÓŁU.
                                [...]

                                Tutaj uwaga poboczna: To co opisałeś nie ma nic wspólnego z metodologią nauki,
                                jak ją widzą metodolodzy :-) Wiem, że pogląd, jaki przedstawiłeś jest bliski
                                wielu szeregowym przedstawicielom nauki, ale to mit, urban legends. Metodolodzy
                                nauki (Kuhn, Lakatos, Popper i wielu pomniejszych) i ci, ktorzy nieco znają
                                historię nauki doskonale wiedzą, że to tylko naiwny indukcjonizm, który z
                                procesem rzeczywistego powstawania naukowych teorii nie ma aż tak wiele
                                wspólnego, jak się wydaje. Nauka ani wcale się w ten sposób nie rozwijała, ani
                                się nie rozwija w ten sposób. Ale to zbyt szeroki temat, proponuję go zostawić w
                                spokoju.

                                > DOBRZE: to teraz Ty siemoze wypowiedz, co w metodzie naukowej Ci sie nie podoba
                                > i co proponujesz zmienic. Czy, na przyklad, propnujesz zrezygnowac z podejscia
                                > empirycznego na rzecz jakiegos innego?

                                Nie. Empiria jest ważnym i niezbywalnym składnikiem nauki. Nie rozumiem jednak
                                dlaczego kojarzysz kreacjonizm z brakiem epmirii. Przecież wniosek o projekcie w
                                przyrodzie jest wyciągnięty z empirycznych badań tejże. Tak jak chciałeś.
                                Najpierw badania, później uogólnienie i wnioski. Inna sprawa, to czy wniosek
                                jest ten słuszny, ale to już kwestia do rozstrzygnięcia na gruncie naukowej
                                debaty i polemiki. Czyli sprawy widzę tak: podałeś swoją definicję metody
                                naukowej, którą kreacjonizm - moim zdaniem - spełnia. Ale zaraz potem dodajesz
                                niezrażony, że ją właśnie nie spełnia. Nie wiadomo tylko dlaczego jej nie
                                spełnia ;-)

                                Ale chwilowo załóżmy - czego nie dowiodłeś - że kreacjonizm rzeczywiście nie
                                jest nauką w obecnym rozumieniu tego terminu. Pytam: i co z tego? Jeśli
                                kreacjoniści zdołają przekonać do swoich tez część naukowców, to ta grupa
                                wypracuje nieco zmodyfikowaną definicję nauki, która będzie - a jakże -
                                obejmować kreacjonizm. A jeśli zyskają większość, to to nowe rozumienie nauki
                                stanie się normą, a to przy którym Ty się upierasz odejdzie do lamusa. Cóż w tym
                                nienormalnego? Tak już w nauce bywało, nie ma powodów zakładać, że już nic
                                takiego nie nastąpi.

                                > Teraz z innej beczki: poznalem kilku ludzi bardzo zaangazowanych w spor miedzuy
                                > ewolucjonistami a kreacjonistami (oczywiscie nie bede wyjasnial, z ktorego
                                > "obozu" oni byli). Przestrzegaja oni przed jednym: nie wdawac sie w pochopne
                                > dyskusje z kreacjonistami bez bardzo dobrego przygotowania. Powod? Kreacjonisto
                                > m
                                > jeszcze bardziej niz o dotarcie do prawdy chodzi o WYGRANIE DYSPUTY. Dlatego
                                > maja swietne przygotowanie w czyms, co sie nazywa ERYSTYKA (zasady erystki
                                > bodajze niejaki Schopenhauer sformulowal, czy dobrze pamietam?). Natomiast
                                > przecietny "wyrobnik nauki" nie ma takiego przygotowania, bo celem naukowca
                                > zazwycaj nie jest wygrywanie batalii slownych.

                                I dałeś się nabrać na te naiwne banialuki? :-) Prawdziwa przyczyna
                                usprawiedliwiania się erystyką jest znacznie bardziej banalna. Otóż gdy taki
                                "naukowy wyrobnik" genetycznie wręcz przekonany o swojej wyższości nad
                                kreacjonistycznym ignorantem i oszołomem dostaje od niego na publicznym forum
                                tęgie lanie, to cóż biedaczek ma rzecz? Przecież nie będzie aż takim desperatem,
                                który się przyzna przed kolegami w akademickim środowisku, że ten
                                kreacjonistyczny ignorant jechał po nim w naukowej debacie jak po łysej kobyle,
                                co dostrzegła nawet złożona z laików publika. Trzeba więc naprędne wymyślić
                                jakieś usprawiedliwienie, które brzmi mniej więcej: ja miałem oczywiście rację,
                                tylko tego widać nie było przez tą cholerną erystykę przecinika :-)

                                > Raz bylem tylko w
                                > zyciu zaangazowany w duzy spor, ale roztrzygniety on zostal nie poprzez slowna
                                > batalie, tylko obie strony sie zgodzily, ze trzeba wykonac "experimentum
                                > crucis". Co tez uczynilismy i stronnictwo, w ktorym ja bylem... poleglo. Wiec
                                > uznalismy swoja porazke i juz wiecen nie podskakiwalismy tamtym. (A propos,
                                > "duchowym przywodca" tego stronnictwa, w ktorym ja bylem, byl zaciekly
                                > kreacjonista, interpretujacy Biblie absolutnie doslownie! A jednoczesnie
                                > wielkiej klasy fizyk, odkrywca waznego efektu w jadrowym rezonansie
                                > magnetycznym, nazwanym jego nazwiskiem, i stoswanym dzis szeroko w chemii
                                > analitycznej, w badaniu struktur bialkowych i np. w magnetometerach w sondach
                                > marsjanskich. Ale to na marginesie).

                                Hmm. Raymond V. Damadian?

                                > Ja sie dalem troszeczke wciagnac w te dyskusje, ale "dobrze przygotowany"
                                > zdecydowanie nie bylem, w erystyce zadnego treningu nie mam.

                                To prawda, że czasem nieco "plątałeś się w zeznaniach", ale jakiejś
                                wyrafinowanej erystyki w naszej dyskusji nie widziałem. Po prostu argument -
                                kontrargument.

                                > Gdybym chcial
                                > ciagnac te dyskusje, to musialbym poprosic o przerwe na przeczytanie duzego
                                > materialu. Ale mam tyle innych waznych rzeczy na glowie!

                                OK. Teraz ja proponuję zakończyć nasze pogawędki.

                                > Wiec ja chyba jednak przeprosze i zrobie unik. Moge nawet,jesli Ci na
                                > tym by zalezalo, przyznac Ci zwyciestwo w dyskusji pomiedzy nami dwoma
                                > (zwyciestwo polegajace na wycofaniu sie jednej strony z placu boju).

                                Tak to było za starych dobrych rycerskich czasów :-) Kto utrzymał pole ten
                                formalnie zwyciężał. Bądźmy jednak poważni i nie róbmy z tych pogawędek czegoś w
                                rodzaju leninowskiej zasady "kto kawo" (kto kogo). Jeśli już chcesz koniecznie
                                ustalać wynik naszych dyskusji to proponuję "nierozstrzygniety". Zgoda?

                                > A jakbys chcial partnerow do dyskusji, to mage Cie poznac z jednym naprawde
                                > duzej klasy facetem. Z angielskim dobrze stoisz?

                                Dziękuję, ale już wczoraj pisałem, że nie skorzystam. Takie rozmowy naprawdę
                                rzadko kiedy mają sens.

                                Z ukłonami, Leon z gazowni
                            • leon_de_gazownia Re: Leonie de Gasplant: 08.12.04, 21:56
                              dritte_dame napisała:

                              > leon_de_gazownia napisał:
                              >
                              > > Cały czas nie rozumiesz, że definicja nauki to kwestia ludzkiej konwencji
                              >
                              > Czy kwestionujesz istnienie czegos takiego jak "obiektywna rzeczywistosc"?

                              Sheeez, dziewczyno, o czym Ty piszesz, jakie znowu kwestionowanie, jakiej znowu
                              "obiektywnej rzeczywistości"... :-( Najwyraźniej ja jestem z Marsa, a Ty z Wenus.
                              • dritte_dame Re: Leonie de Gasplant: 08.12.04, 22:44
                                leon_de_gazownia napisał:

                                > dritte_dame napisała:
                                >
                                > > leon_de_gazownia napisał:
                                > >
                                > > > Cały czas nie rozumiesz, że definicja nauki to kwestia ludzkiej kon
                                > wencji
                                > >
                                > > Czy kwestionujesz istnienie czegos takiego jak "obiektywna rzeczywistosc"
                                > ?
                                >
                                > Sheeez, dziewczyno, o czym Ty piszesz, jakie znowu kwestionowanie, jakiej
                                znowu "obiektywnej rzeczywistości"... :-( Najwyraźniej ja jestem z Marsa, a Ty
                                z Wenus.

                                Ja Ci nie zarzucam ze to kwestionujesz
                                tylko pytam bez zadnego podtekstu - choc byc moze w zbyt skrotowy sposob.

                                Wiec moze teraz to samo ale troche inaczej:

                                Czy uwazasz ze termin "obiektywna rzeczywistosc" jest sensowny
                                i jesli tak to czy mozliwe jest "poznawanie obiektywnej rzeczywistosci"?
                              • Gość: Byly_Hozanin Re: Leonie de Gasplant: IP: *.promark.com / *.mimhp.com 09.12.04, 09:16
                                Drogi Leonie,
                                Ja wykazalem duzo dobrej woli i poszedlem do tego linku Towarzystwa
                                Kreacjonistycznego, ktory podales w jedny z wczesniejszych postow. Tam w
                                zasadzie oprocz listy osob podpisujacych manifest wiele nie bylo. Ale byly
                                dalsze linki. Do dokumentow zawierajacych w sumie kilkaset stron druku. Ja sobie
                                jeden z tych dokumentow (ca.150 stron) sciagnalem,a linki do
                                pozostalychzachowalem. Przeczytanie tego materialu to bedzie jednak duza praca i
                                ja nie wiem, czy jej podolam, bo inne obowiazki sie pietrza. Ale przynajmniej
                                material do lektury mam. Jesli zdolam sie z nim zapoznac, to jednak potrwa to
                                kilkatygodni i dopiero wtedy bede gotow do dalszejwymiany pogladow.

                                Natomiast ja z kolei podaje Ci link do dwoch artykulow z "Physics Today" z
                                czerwca 2002, o ktorych wczesniej wspominalem:

                                www.aip.org/pt/vol-55/iss-6/p48a.html
                                Jeden z tych artykulow, autorstwa prof. Adriana Melotta, wyraza poglady, z
                                ktorymi moje osobiste sa zasadniczo 100% zbiezne. Melott to w zadnym wypadku nie
                                jest tuzinkowa postac. Jest profesorem astrofizyki o znanym dorobku naukowym.
                                Ponadto specjalizuje sie wlasnie w dyskusji ze zwolennikami kreacjonizmu/ID. Ma
                                znakomite pioro i rowniez swietnie wyklada. Ponadto,nie mozna go w zaden sposob
                                podejrzewac o ateizm. Zanim zdecydowal sie poswiecic przede wszystkim
                                astrofizyce, byl duchownym (ordained minister) Kosciala Unitarianskiego. Jest to
                                kosciol o dlugiej historii, miedzy innymi nasi polscy Arianie byli jednymi z
                                jego "protoplastow".

                                Jesli Ty przeczytasz artykul Melotta, to moze lepiej zrozumiesz moje stanowisko.
                                A ja sprobuję przeczytac te materialy, o ktorych wspomnialem powyzej.

                                Dobrego dnia!

                                B.H.
                                • leon_de_gazownia Re: Leonie de Gasplant: 09.12.04, 14:26
                                  Gość portalu: Byly_Hozanin napisał(a):

                                  > Drogi Leonie,
                                  > Ja wykazalem duzo dobrej woli i poszedlem do tego linku Towarzystwa
                                  > Kreacjonistycznego, ktory podales w jedny z wczesniejszych postow. Tam w
                                  > zasadzie oprocz listy osob podpisujacych manifest wiele nie bylo. Ale byly
                                  > dalsze linki. Do dokumentow zawierajacych w sumie kilkaset stron druku. Ja sobi
                                  > e
                                  > jeden z tych dokumentow (ca.150 stron) sciagnalem,a linki do
                                  > pozostalychzachowalem.

                                  Taaaaki duuuży? I chce Ci się go czytać? Bo mnie by się chyba nie chciało ;-) Co
                                  to za artykuł? Gdyby Ci się tego wszystkiego nie chciało czytać, daj znać, w
                                  swoich zasobach wyszperam jakieś linki do przeglądowych anglojęzycznych
                                  artykułów (ale na pewno mniejszych niż 150 stron). Na początek najlepiej
                                  przeczytać jeden czy dwa takie przeglądowe teksty, które wprowadzają w temat, a
                                  nie brać się od razu za wszystko ;-)

                                  > Natomiast ja z kolei podaje Ci link do dwoch artykulow z "Physics Today" z
                                  > czerwca 2002, o ktorych wczesniej wspominalem:
                                  >
                                  > www.aip.org/pt/vol-55/iss-6/p48a.html
                                  > Jeden z tych artykulow, autorstwa prof. Adriana Melotta, wyraza poglady, z
                                  > ktorymi moje osobiste sa zasadniczo 100% zbiezne.

                                  Dzięki za link, przeczytałem. Melott w sumie nic nowego nie napisał - dla niego
                                  ID to po prostu religia w naukowym przebraniu. Mnie jednak taka argumentacja nie
                                  przekonuje. Trzymając się tego konsekwentnie można stwierdzić, że ewolucjonizm
                                  to ateizm w naukowych ciuszkach. Moim zdaniem takie inwektywy z obu stron są
                                  niepotrzebne. Hoyle, (którego zresztą Melott cytuje) znany astrofizyk i
                                  jednocześnie bardzo ostry krytyk teorii ewolucji był przecież agnostykiem.
                                  Michael Denton, biochemik i autor książki "Evolution: Theory in Crisis", w
                                  której na teorii ewolucji nie zostawił suchej nitki jest przecież agnostykiem.
                                  To co pisze Melott to w najlepszym wypadku zbyt duże uproszczenie. W gorszym -
                                  zafałszowywanie rzeczywistości.

                                  Pozdrawiam
                                  • Gość: Byly_Hozanin Dlaczego nauka nie moze zaakceptowac DI i ID IP: 195.187.51.* 09.12.04, 20:15
                                    DI to ad hoc wymyslony przeze mnie skrot na "divine intervention".

                                    Tutaj postanowilem to w sposob pol-zartobliwy to wytlumaczyc.

                                    Gdyby nauka zgodzila sie na uzywanie DI jako "pelnoprawnego" elementu w
                                    rozwazaniach naukowych, to natychmist pojawil by sie bardzo powazny problem.

                                    Mianowicie, koniecznie nalezaloby zakreslic granice miedzy obszarami, w ktorych
                                    wolno, a w ktorych nie wolno wprowadzac ID. Musialoby powstac nowe nadrzedne
                                    cialo - kolektywne, najprawdopodobniej - o nazwie, powiedzmy: Naczelny Autorytet
                                    Ustalajacy Kryteria Dopuszczalnosci Stosowania Interwencji Opatrznosci w
                                    Rozwazaniach Naukowych (NAUKDSIOwRN).

                                    Ale prawdopodobnie od razu pojawili by sie dysydenci, ktorzy by mowili:
                                    "Dlaczego koledze Iksinskiemu, ktory pracuje w takiej to a takiej dziedzinie,
                                    wolno podpierac sie ID przy konstruowaniu swoich teorii, a mnie nie wolno? To
                                    jest oczywista dyskryminacja! Ja oglaszam, ze mam werdykty NAUKDSIOwRM w...
                                    glebokim powazaniu i bede te instytucje calkowicie ignorowal!".

                                    Niewykluczone, ze pojawilo by sie kilka "odszczepienczych" komisji, z ktorych
                                    kazda by mowila, ze to ona i tylko ona jest wladna decydowac o
                                    dopuszczalnosci/niedopuszczalnosci uzywania DI w artykulach mnaukowych,
                                    dysertacjach doktorskich i habilitacyjnych, ksiazkach, etc. Redakcje czasopism
                                    naukowych mialyby z tym pewien klopot, bo musialyby podjac decyzje, ktora z tych
                                    instytucji uznac. Na stronach tytulowych czasopism pojawily by sie "winietki"
                                    tego rodzaju:

                                    "Artykuly nadeslane do publikacji beda przechodzily przez proces 'peer
                                    reviewing' i recenzenci beda instruowani, by w sprawach dotyczacych DI scisle
                                    trzymali sie wytycznych Komisji Aviniognskiej, ignorowali zas wytyczne innych
                                    samozwanczych komisji, a w szczegolnosci NAUKDSIOwRM w siedziba w Rzymie...".

                                    Amerykanskie czasopisma nie beda wszelako mogly tak zrobic, bo natychmiast
                                    rozpetala by sie straszliwa burza z piorunami, ze to narusza First Amendment.
                                    Zatem w artykulach publikowanych w amerykanskich czasopismach kazdy moglby
                                    uzywac sobie DI wedlug wlasnych ad hoc ustalonych kryteriow.

                                    W tej chwili jeden z fundamentalnych problemow w fizyce, nad ktorym sie biedzi
                                    spora liczba badaczy, jest ilosciowe wytlumaczenie spinu protonu. Wynik
                                    otrzymywany na gruncie istniejacych modeli to zaledwie 34% wartosci orzymanej z
                                    doswiadczen. Skad bierze sie to pozostale 66%, nikt na razie nie umie wytlumaczyc.

                                    Gdybysmy dopuscli stosowanie DI, to, wyobrazam sobie, ze w "Physical Review",
                                    jednym z czasopism fizycznych o najwyzszym swiatowym prestizu, mozna by znalezc
                                    nastepujace teksty:

                                    >PODSUMOWANIE WYNIKOW BADAN
                                    >
                                    >Zespol nasz przez okres 10 lat prowadzil intensywne prace nad skonstruowaniem
                                    >ilosciowej teorii spinu protonu. W wyniku naszych badan udalo sie z modelu,
                                    >opartego na fundamentalnych prawach fizyki, wyjasnic zaledwie 34% obserwowanej
                                    >wielkosci. Pozostalych 66% nijak nie daje sie wytlumaczyc na gruncie praw
                                    >fizyki. W tej sytuacji, Zespol nasz dochodzi do jedynej mozliwej w tej sytuacji
                                    >konkluzji
                                    • leon_de_gazownia Re: Dlaczego nauka nie moze zaakceptowac DI i ID 10.12.04, 12:00
                                      Gość portalu: Byly_Hozanin napisał(a):

                                      > DI to ad hoc wymyslony przeze mnie skrot na "divine intervention".
                                      >
                                      > Tutaj postanowilem to w sposob pol-zartobliwy to wytlumaczyc.

                                      Hożanin, Ty się bierz za poważne tłumaczenie, a nie uciekaj w wygłupy :-) Chyba,
                                      że uważasz, że temat na to nie zasługuje to powiedz to otwarcie, bo szkoda
                                      naszego czasu.

                                      > Gdyby nauka zgodzila sie na uzywanie DI jako "pelnoprawnego" elementu w
                                      > rozwazaniach naukowych, to natychmist pojawil by sie bardzo powazny problem.
                                      >
                                      > Mianowicie, koniecznie nalezaloby zakreslic granice miedzy obszarami, w ktorych
                                      > wolno, a w ktorych nie wolno wprowadzac ID.

                                      Oczywiście. Ale nie określać obszary, tylko wypracować dobrze przemyślane
                                      kryteria odróżniania struktur powstałych w wyniku projektu od tych powstałych
                                      bez udziału inteligencji.

                                      > Musialoby powstac nowe nadrzedne
                                      > cialo - kolektywne, najprawdopodobniej - o nazwie, powiedzmy: Naczelny Autoryte
                                      > t
                                      > Ustalajacy Kryteria Dopuszczalnosci Stosowania Interwencji Opatrznosci w
                                      > Rozwazaniach Naukowych (NAUKDSIOwRN).

                                      Ee tam. Reprezentujesz jakąś manię religijnej wizji nauki - różnych naukowych
                                      komisji odgórnie dekretujących prawdę. Komisja zagłosuje tak - i to ma
                                      obowiązywać. Za dwa lata komisja ustali inną wersję prawdy - i tam ma
                                      obowiązywać. Tak jak Magisterium Kościoła katolickiego wykłada prawdę, tak też i
                                      w nauce muszą koniecznie istnieć jakieś nieomylne autorytety podające aktualną
                                      wersję naukowej "prawdy".

                                      > Ale prawdopodobnie od razu pojawili by sie dysydenci, ktorzy by mowili:
                                      > "Dlaczego koledze Iksinskiemu, ktory pracuje w takiej to a takiej dziedzinie,
                                      > wolno podpierac sie ID przy konstruowaniu swoich teorii, a mnie nie wolno? To
                                      > jest oczywista dyskryminacja! Ja oglaszam, ze mam werdykty NAUKDSIOwRM w...
                                      > glebokim powazaniu i bede te instytucje calkowicie ignorowal!".

                                      Krytykować się będzie nie instytucje i komisje, tylko rozumowanie i argumenty
                                      strony przeciwnej. Uważasz, że w nauce spory powinny być zakazane? I że są czymś
                                      w nauce nagannym? Już dawno Ci sugerowałem byś rozstał się ze swoją zbyt
                                      religijną wizją nauki ;-)

                                      > Niewykluczone, ze pojawilo by sie kilka "odszczepienczych" komisji, z ktorych
                                      > kazda by mowila, ze to ona i tylko ona jest wladna decydowac o
                                      > dopuszczalnosci/niedopuszczalnosci uzywania DI w artykulach mnaukowych,
                                      > dysertacjach doktorskich i habilitacyjnych, ksiazkach, etc. Redakcje czasopism
                                      > naukowych mialyby z tym pewien klopot, bo musialyby podjac decyzje, ktora z tyc
                                      > h
                                      > instytucji uznac.

                                      Wiesz, kiedyś też ludziom nie mieściło się w głowie, że Ziemia może być w ruchu
                                      ;-) Na Twoją troskę o brak jednolitości nauczania Kościo... pardon nauki jest
                                      bardzo prosta rada: żadnych tego typu komisji. Po prostu grupa naukowców -
                                      zwolenników jednego wyjaśnienia ma swoje środowisko, swoje czasopisma i
                                      redakacje, w których rozwija swoje idee. I vice versa. Publika jest informowana,
                                      że taki spór wśród speców istnieje, uczniom nakreśla się ogólne zarysy obu
                                      sprzecznych stanowisk, a kto chce bliżej się przyjrzeć sprawie tego kieruje się
                                      do bardziej szczegółowych publikacji. Prawda, że proste? Widzisz, czasem
                                      najprostsze rozwiązania są najtrudniejsze do zrozumienia :-))

                                      > Na stronach tytulowych czasopism pojawily by sie "winietki"
                                      > tego rodzaju:
                                      >
                                      > "Artykuly nadeslane do publikacji beda przechodzily przez proces 'peer
                                      > reviewing' i recenzenci beda instruowani, by w sprawach dotyczacych DI scisle
                                      > trzymali sie wytycznych Komisji Aviniognskiej, ignorowali zas wytyczne innych
                                      > samozwanczych komisji, a w szczegolnosci NAUKDSIOwRM w siedziba w Rzymie...".

                                      Ty to jak socjalizm: bohatersko zmagasz się z problemem, który sam sobie
                                      stworzyłeś ;-)

                                      > Amerykanskie czasopisma nie beda wszelako mogly tak zrobic, bo natychmiast
                                      > rozpetala by sie straszliwa burza z piorunami, ze to narusza First Amendment.

                                      A co ma "First Amendment" do naukowych dociekań? To amerykańska konstytucja
                                      rozstrzyga teraz kwestię istnienia/nieistnienia Boga? Wiedziałem, że Amerykanie
                                      mają wielu zdolnych prawników, ale to już chyba lekka przesada ;-)

                                      > W tej chwili jeden z fundamentalnych problemow w fizyce, nad ktorym sie biedzi
                                      > spora liczba badaczy, jest ilosciowe wytlumaczenie spinu protonu. Wynik
                                      > otrzymywany na gruncie istniejacych modeli to zaledwie 34% wartosci orzymanej z
                                      > doswiadczen. Skad bierze sie to pozostale 66%, nikt na razie nie umie wytlumacz
                                      > yc.
                                      >
                                      > Gdybysmy dopuscli stosowanie DI, to, wyobrazam sobie, ze w "Physical Review",
                                      > jednym z czasopism fizycznych o najwyzszym swiatowym prestizu, mozna by znalezc
                                      > nastepujace teksty:
                                      >
                                      > >PODSUMOWANIE WYNIKOW BADAN
                                      > >
                                      > >Zespol nasz przez okres 10 lat prowadzil intensywne prace nad skonstruowan
                                      > iem
                                      > >ilosciowej teorii spinu protonu. W wyniku naszych badan udalo sie z modelu
                                      > ,
                                      > >opartego na fundamentalnych prawach fizyki, wyjasnic zaledwie 34% obserwow
                                      > anej
                                      > >wielkosci. Pozostalych 66% nijak nie daje sie wytlumaczyc na gruncie praw
                                      > >fizyki. W tej sytuacji, Zespol nasz dochodzi do jedynej mozliwej w tej syt
                                      > uacji
                                      > >konkluzji
                                      • Gość: Byly Hozanin Drogi Leonie: IP: 195.187.51.* 10.12.04, 12:37
                                        Dzis nie jest dobry dzien do dyskudji, bo rano zadzwonili do mojej Sta...
                                        przepraszam, drugiej polowy, z NSF-u, ze dostala prawie pol melona grantu. Wiec
                                        mozesz sobie wyobrazic, co sie dzialo wieczorem w domu! No i w jakim ja jestem
                                        nastroju i pod wplywem jakich zwiazkow chemicznych.

                                        Dalej to chetnie podyskutuje, tylko musimy znalezc sposob na to, bys nie
                                        dyskutaowl metoda "wcinania sie" w moj tekst, bo mnie to okropnie irytuje. Nie
                                        wiem, dlaczego, ale tak jest. Brzydka przywara, ale co mogę zrobic? Nobody is
                                        perfect.

                                        Sposob na to mam - drobny techniczny trick - ale moze go zaczne stosowac juz
                                        jutro.

                                        Serdecznie pozdrawiam, B.H.
                                        • leon_de_gazownia Re: Drogi Leonie: 10.12.04, 13:05
                                          Gość portalu: Byly Hozanin napisał(a):

                                          > Dzis nie jest dobry dzien do dyskudji, bo rano zadzwonili do mojej Sta...
                                          > przepraszam, drugiej polowy, z NSF-u, ze dostala prawie pol melona grantu. Wiec
                                          > mozesz sobie wyobrazic, co sie dzialo wieczorem w domu! No i w jakim ja jestem
                                          > nastroju i pod wplywem jakich zwiazkow chemicznych.

                                          Świętuj, świętuj. Pozostaje pogratulować (i pozazdrościć) - zwłaszcza tego pół
                                          melona. Uważaj tylko na wątrobę ;-)

                                          > Dalej to chetnie podyskutuje, tylko musimy znalezc sposob na to, bys nie
                                          > dyskutaowl metoda "wcinania sie" w moj tekst, bo mnie to okropnie irytuje.

                                          Zasadniczo to dobra reguła, bo pozwala skonfrontować ze sobą myśli polemistów.
                                          Ale skoro nie lubisz jest na to proste rozwiązanie - po prostu nie będę się
                                          wcinał :-) Ale takimi duperelami się w okresie "zaćmienia" nie przejmuj.

                                          Pozdrawiam
                        • dritte_dame Hi, hi 08.12.04, 14:59
                          Gość portalu: Byly_Hozanin napisał(a):

                          > ... nauka nie jest w stanie rozstrzygnac dylematu, czy Pan
                          > Bog jest, czy go nie ma. Jedyny absolutnie jednozanczny dowod moglby polegac
                          na tym, ze w niebiosach by sie otworzylo okno, wyjrzala brodata twarz i rozlegl
                          sie wielki glos, slyszany przez wszystkich: "JESTEM!". Pan Bog jednak tylko z
                          sobie wiadomych przyczyn tego nie robi.

                          Uczynil On jednak jednorazowy wyjatek.

                          Podczas ubieglorocznego krotkiego relaksu na Kubie slyszalam ze liczni
                          mieszkancy pamietaja jak to pewnego wieczora w niebiosach otworzylo sie okno,
                          wyjrzala z niego okazala gola d... a gwiazdy na firnamencie ulozyly sie w napis:

                          "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie!"
              • Gość: akr Re: Dworak: IP: *.chello.pl 07.12.04, 22:43
                Szanowny Leonie, nie wiem skąd wziąłeś te procenty (80% za teorią Darwina, 20%
                przeciwko). Piszesz "naukowcy", ale w tym temacie wiarygodni są tylko biolodzy.
                Profesor od ekonomii może być w biologii skończonym matołem. Można powiedzieć
                nawet ostrzej: prawie wszyscy profesorowie są skończonymi matołami poza swoją
                specjalnością (niektórzy są matołami także w swojej specjalności, ale to już
                całkiem inny temat). I tu właśnie jest pole do popisu dla "prostaczków", którzy
                nie chcą sami stać się specjalistami: muszą nauczyć się odróżniać prawdziwe
                autorytety od fałszywych. Przyjrzyj się dokładnie tym 20% przeciwników
                ewolucji, o których wspomniałeś i spróbuj stwierdzić, od czego naprawdę są oni
                specjalistami. Podam ci przykład: mój znajomy, elektronik, profesor
                Politechniki, sam siebie uważa za takiego geniusza, że właśnie układa program
                nauczania dla szkoły społecznej, w której jest członkiem zarządu czy czegoś w
                tym rodzaju. Program ze wszystkich przedmiotów, w tym również z języka
                polskiego i biologii. Jako wzorowy chrześcijanin jest oczywiście wrogiem teorii
                ewolucji. Zimno mi się robi na myśl o tym, że jego program mógłby stać się
                obowiązujący choćby w jednej szkole. Ale to profesor, wiec "naukowiec". Czy
                jego też zaliczysz do tych 20%?
                • Gość: Byly Hozanin Akrze: IP: *.cooklawfirm.com 07.12.04, 23:36
                  Popieram. Dzis przeprowadzilem szybka ankiete wsrod moich "colleagues" w pracy i
                  z tego , co wszyscy zgodnie mowia, to jest najwyzej 2% na 98%, a nie 20-80.

                  >Piszesz "naukowcy", ale w tym temacie wiarygodni są tylko biolodzy.

                  Akrze, olbrzymie postepy biologii w ostatnim polwieczu wziely sie stad, ze za
                  biologie wzieli sie fizycy, chemicy i matematycy (w najnowszym "Science" jest
                  np. cos na ten temat). Gdyby biologia zajmowali sie tylko biologowie, to dzis
                  wciaz niewiele bysmy wiedzieli o budowie bialek (dyfrakji promieni X, czy efektu
                  Overhausera w NMR-ze, ktore sa potrzebne do "zagladniecia" do wnetrza czasteczek
                  bialka, czlowiek z konwencjonalnym biologicznym wyksztalceniem nie jest w stanie
                  pojac), DNA i calej masy innych rzeczy. Przyklad: w stworzeniu leku, ktory
                  hamuje AIDS i pozwala chorym normalie zyc - inhibitora proteazy wirusa HIV -
                  walne role odegralo dwoje specjalistow od badania bialek przy pomocy dyfrakcji
                  promieni X, absolwentow Wydzialu Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (pracujacych
                  w USA, dodam). Zatem: nie ograniczaj wiarygodnosci tylko do biologow.

                  > prawie wszyscy profesorowie są skończonymi matołami poza swoją
                  > specjalnością (niektórzy są matołami także w swojej specjalności, ale to już
                  > całkiem inny temat). I tu właśnie jest pole do popisu dla "prostaczków", którzy

                  Z racji swojego zawodu akurat dobrze znam srodowisko profesorskie i w USA, i w
                  Polsce.
                  No, "prawie wszyscy" to pewna przesada, ale na pewno na pewno znaczna czesc.
                  Istnieje tu zjawisko znane jako "uderzanie wody sodowej do glowy".W Polsce
                  wystepuje ono nawet znaczie silniej, niz w USA, ze wzgledu na istnienie
                  profesury tytularnej. W USA nawet na samej uczelni czesciej Cie tytuluja
                  doktorem, niz profesorem, a poza uczelnia to juz w ogole sie niemal nie zdarza.
                  W Polsce zas profesorowie strasznie sie obnosza ze swoimi wieloczlonowymi
                  tytulami, ktorych liczba moze nawet dochodzic do szesciu, o ile delikewnt jest
                  ksiedzem na dodatek (prof.dr hab. inz. arch. ks.).No i wspolmiernie do tych
                  tytulow zasdzieraja nosa i po jakims czasie zaczyna iom sie wydawac, ze wiedza
                  wszystko o wszystkim.

                  Pozdrowienia, B.H.
                  • Gość: akr Re: Akrze: IP: *.chello.pl 08.12.04, 00:02
                    Drogi Hożaninie, nie polemizujmy na siłę. (Nawiasem mówiąc, jeśli "Hożanin"
                    oznacza absolwenta Wydziału Fizyki UW w Warszawie, to jesteśmy w tym samym
                    klubie.) Jeśli fizyk albo chemik albo matematyk zajął się biologią tak
                    poważnie, że został znawcą i odkrywcą, to JEST biologiem, bez względu na
                    wcześniej zdobyte formalne wykształcenie. W pozostałych punktach zgadzamy się
                    dosłownie.
                    • Gość: Były_Hozanin Re: Akrze: IP: 195.187.51.* 08.12.04, 01:59
                      Drogi Akrze,
                      Faktycznie jesteśmy z tego samego klubu. Ja kończyłem w pamiętnym roku 1968,
                      później doszedłem do adiunkta, aż w 1982 "wiatry historii", czyli stan wojenny,
                      wygnały mnie do USA. Może znasz Anzreja Witowskiego, obecnego prodziekana, i
                      Andrzeja Twardowskiego, dyrektora IFD? To moi dobrzy znajomi, z obu miałem
                      zajęcia na I Pracowni. A z A.T. nie tak dawno opublikowaliśmy razem kilka prac.
                      Oczywiście lista znajomych jest dużo, dużo dłuższa. Jestem tak zadomowiony na
                      Hożej, że mam na stałe klucz do swojego dawnego pokoju i jak przyjeżdżam do
                      Polski latem, to zaraz idę jak do siebie. A cały rok akademicki 2001/02
                      spedziłem na Hożej w ramach "sabbatical leave".

                      Co zas do biologii: wielu fizyków rozumie bez najmniejszego trudu język biologii
                      molekularnej.Moja specjalnośc to fizyka ciała stalego. Kiedyś, jak miałem
                      grypę,i leżałem w łozu boleści, to moja żona - biolog, też po UW - przyniosła mi
                      grubasne dzieło pod tytułem bodajże "cell biology". Było to w tym czasie nader
                      modne dzieło, napisane przez trzech noblistów. Jeden był chyba Baltimore, co
                      zapamiętasłem, bo w tym czasie mieszkałem niedaleko miasta Baltimore. No i kiedy
                      po prau godzinach przyszła, zobaczyła ze zdumieniem, że jestem już na 150
                      stronie. Zapytała "pewnie przerzucasz"? Ja jej wyjaśniłem jednak, że nie, czytam
                      cały tekst dokładnie i bez najmniejszego trudu wszystko rozumiem. A było tam
                      głownie i białkach, typach wiązań, strukturze pierwszo-, drugo-, trzecio- i
                      czwartorzednej. I o DNA. Dla kogos, kto ma "bckground in condensed matter
                      physics", to jest material zupełnie bez trudu przyswajalny.

                      Po pewnym czasie zona mnie zacignęła na taki workshop na temat najnowszych
                      osiagniec wbiologii molekularnej. Ona rozumiała przwie wszysto, a je ani w ząb.
                      Az dosżło do wykladu na temat modelowania foldingu molekuł białkowych przy
                      pomocy metoduy Monte Carlo i tzw. algorytmu Metropolisa. No i wtedy z kolei moja
                      żona "wysaidła", a ja zrozumiałem wykład od początku do końca, bo Monte Carlo i
                      Metropolis to akurat "moi dobrzy przyjaciele", dziesiątki tysecy godzin czasu
                      komputerowego zmarnowałem robiąc własnie takioe symulacje, ino nie białek.

                      Więc fizyk i chemik może ze swoim wykształceniem bardzo dużo biologii zrozumiec,
                      bo biologia molekularna, fizyka fazy skondensowanej i chemia w tej chwili się
                      "zlewaja" w jeden obszar wiedzy.

                      No, to tyle, pędzę na zajęcia. Dobrej nocy!

                      PS. W biologi zrobiło jeszcze ogromna karieredwóch innych absolwentów Hożej,
                      Władek Minor i Zbyszek Otwinowski. Są na nnajlepszej drodze do ustanowienia
                      polskiego rekordu cytowań.
                      • Gość: akr Re: Akrze: IP: *.chello.pl 08.12.04, 10:05
                        Drogi HOżaninie, boję się, że te osobiste wspominki odprowadzają nas za daleko
                        w bok od głównego tematu dyskusji i tezy, która te wspominki wywołała. Teza
                        brzmi: każdy naukowiec jest autorytetem tylko w tej dziedzinie, którą się
                        naprawdę zajmuje. Jeśli wypowiada się na tematy spoza swojej specjalności, to
                        trzeba podchodzić do jego wypowiedzi z wielką rezerwą i ostrożnością. To było
                        powiedziane do Leona, który pytał, komu ma wierzyć w sytuacji, kiedy naukowcy
                        spierają się między sobą. Unikanie mącenia laikom w głowach jest dobrym
                        obyczajem nauki. Jeśli więc ktoś wynosi spory naukowe (w tym wypadku niestety
                        pseudonaukowe) na forum publiczne, to od razu powinien budzić podejrzenia, bo
                        publiczność, nieprzygotowana merytorycznie, nigdy nie będzie dobrym arbitrem. W
                        takim przypadku zawsze chodzi głównie o zrobienie szumu wokół siebie albo
                        swojego ulubionego tematu.

                        A co do wątku osobistego: skończyłem studia w 1969, więc pewnie znaliśmy się z
                        widzenia albo nawet osobiście. Władek Minor jest moim kolegą z roku, a Zbyszek
                        Otwinowski był przelotnie moim współpracownikiem, zanim wyemigrował. Świat jest
                        mały. Mnie lokalny przeciąg historii zagnał już w roku 1973 w objęcia
                        astronomów, które nazwałbym raczej uściskiem pytona. Ale do dziś jestem
                        bywalcem i patriotą IFT na Hożej.
                        • Gość: Były Hozanin Re: Akrze: IP: *.promark.com / *.mimhp.com 08.12.04, 12:48
                          Wiesz,Akrze, kreacjoniści i ID-owcy nie ograniczają sie ścisle do biologicznych
                          aspektów w swoich dyskusjach. Bardzo czesto wyciągaja też "fizyczne" i pokrewne
                          argumenty, kosmologiczne, etc. Zatem jest to całkiem na miejscu, że z naszym
                          zakresem wiedzy wtrącamy swoje trzy grosze do dyskusji z nimi. Oczywiście,
                          pytanie, czy warto sie tak bardzo znów ekscytować. Chyba nie - w moim
                          przekonaniu teoria ewolucji obroni się sama, kopii nie musimy kruszyć.

                          Co zaś do spraw "towarzyskich", to pewnie rzeczywiście sie znamy. Powiadasz, że
                          Cie astronomowie porwali z Hożej. Może do tego Centrum na Siekierkach? Jeśli tak
                          i jeśli Ty przypadkiem masz cos wspólnego z Pawłem Haenslem, to on Ci powie,
                          ktom ja zacz.

                          Serdecznie Cie pozdrawiam,

                          B.H.
                        • dritte_dame Re: wspominki 08.12.04, 14:48
                          Gość portalu: akr napisał(a):

                          > Drogi HOżaninie, boję się, że te osobiste wspominki odprowadzają nas za
                          daleko

                          Obawa dosc uzasadniona.
                          Podaliscie juz Panowie wystarczajaca ilosc danych osobistych ze nawet
                          umiarkowanie dociekliwy szperacz przy uzyciu prostej technologii bez trudu
                          dotrze do reszty.
                          Mnie by sie nawet tego nie chcialo robic. Osobiscie nie spotkalismy sie gdyz
                          jestem sporo mlodsza i tam nie studiowalam ale pewnie zwyczajnie zapytala bym
                          wprost moich aktualnych znajomych z Hozej :))

                          Pisze o tym, gdyz to Forum bylo juz swiadkiem przykrosci, ktore spotykaly
                          nadmiernie szczerych dyskutantow ze strony ich zajadlych i zlosliwych a przy
                          tym "dociekliwych" przeciwnikow.

                          Uszanowanka!
                          d_d
                        • leon_de_gazownia Re: Akrze: 08.12.04, 15:52
                          Panowie, pozwolicie, że się na monet wcisnę w waszą prywatną korespondencję.

                          Gość portalu: akr napisał(a):

                          > Drogi HOżaninie, boję się, że te osobiste wspominki odprowadzają nas za daleko
                          > w bok od głównego tematu dyskusji i tezy, która te wspominki wywołała. Teza
                          > brzmi: każdy naukowiec jest autorytetem tylko w tej dziedzinie, którą się
                          > naprawdę zajmuje. Jeśli wypowiada się na tematy spoza swojej specjalności, to
                          > trzeba podchodzić do jego wypowiedzi z wielką rezerwą i ostrożnością. To było
                          > powiedziane do Leona, który pytał, komu ma wierzyć w sytuacji, kiedy naukowcy
                          > spierają się między sobą.

                          Co jeśli spierają się między sobą naukowcy tej samej specjalności lub ci, którzy
                          znają się na temacie?

                          > Unikanie mącenia laikom w głowach jest dobrym
                          > obyczajem nauki.

                          Jak mniemam, dobrym obyczajem nauki jest również zachęcanie do krytycznego
                          myślenia i otwartej dyskusji nad różnymi teoriami. Nie jest natomiast dobrym
                          obyczajem nauki dogmatyzowanie niektórych teorii.

                          > Jeśli więc ktoś wynosi spory naukowe (w tym wypadku niestety
                          > pseudonaukowe) na forum publiczne, to od razu powinien budzić podejrzenia, bo
                          > publiczność, nieprzygotowana merytorycznie, nigdy nie będzie dobrym arbitrem. W
                          >
                          > takim przypadku zawsze chodzi głównie o zrobienie szumu wokół siebie albo
                          > swojego ulubionego tematu.

                          Jeśli więc ktoś chce zablokować na forum publicznym naukową debatę i ochronić
                          dominującą teorię (w tym wypadku niestety pseudonaukową), to od razu powinien
                          budzić podejrzenia bo publiczność, nieprzygotowana merytorycznie, nigdy nie
                          będzie dobrym arbitrem. W takim przypadku zawsze chodzi głównie o uchronienie
                          swojej teorii od krytycznego zbadania ;-)

                          Najcieplejsze pozdrowienia
                          • Gość: akr Re: Akrze: IP: *.chello.pl 08.12.04, 22:34
                            Szanowny Leonie, mogę tylko przyłączyć się do tego, co napisał "Były Hożanin",
                            może tylko innymi słowami. Masz swój światek i światopogląd tak hermetycznie
                            obudowany, że nasze argumenty po tobie po prostu spływają. Przypomina mi się
                            stwierdzenie, które kiedyś usłyszałem na jakimś wykładzie: nowe teorie naukowe
                            zwyciężają nie poprzez przekonywanie przeciwników, tylko dzięki ich wymieraniu.
                            Ludzie z głęboko wbudowaną wiarą w stare teorie nie dają się przekonać, ale w
                            szkołach i na uniwersytetach młodzi uczą się po nowemu i stopniowo, z upływem
                            czasu, zdobywają przewagę liczebną. W przypadku teorii ewolucji opór trwa
                            dziwnie długo, ale jednak słabnie. Przypomnij sobie, co było z teorią
                            Kopernika - jednego człowieka za wiarę w nią spalono na stosie, drugiego
                            uwięziono, cała rzesza została zastraszona i zmuszona do milczenia, a dziś
                            dzieci uczą się tego w szkole podstawowej i uważają za oczywistość. O
                            przyszłość teorii ewolucji możemy być spokojni. Na tym forum próbowaliśmy tylko
                            paru ludzi przekonać do niej już teraz, ale chyba szkoda naszego czasu.
                            • Gość: Były Hozanin Re: Akrze: IP: *.promark.com / *.mimhp.com 09.12.04, 00:26
                              Akrze, d_d von Aermel ma święta rację. Ja tmajuz o kospirę nie musze dbać, bo
                              zostałem juz przed rokiem rozszyfrowany na tym forum i miałem kupę
                              nieprzyjemnośći. Więc rozszyfrowania nie muszę się już bać, bo roszyfrowanie ma
                              podobny efekt co operator projekcji |psi><psi| w mechanice kwantowej, mozesz nim
                              dzialac n razy na wektor |fi> i kazdy kolejny raz produkuje to samo, co pierwszy
                              • Gość: akr Re: Akrze: IP: *.chello.pl 09.12.04, 02:06
                                Hożaninie, jak mam zmienić nick, żeby było wiadomo, że to nadal ja? Zmiana
                                nicka nic już nie pomoże, jeśli ktoś mnie rozpoznał i postanowił zastrzelić, to
                                przepadło.

                                PS. Jaki ten świat mały! Oczywiście: Ławnik H... Jeśli chcesz się skontaktować
                                bezpośrednio, to proponuję taki sposób: jeden z nas założy sobie chwilowy adres
                                pod pseudonimem na jakimś publicznie dostępnym serwerze (wp? gazeta?) i poda
                                ten adres tu na forum. Drugi napisze emaila z prawdziwym nazwiskiem i adresem i
                                ze słowami kluczowymi, potwierdzającymi, że jest z naszej szkoły. Będę tu za
                                jakieś 20 godzin.
                                • Gość: Byly_Hozanin Re: Akrze, Dritte dame: IP: *.cooklawfirm.com 09.12.04, 05:10
                                  Akrze,
                                  Proponuje prostsze rozwiazanie. Zaden z nas nie ma w tej chwili logowanego
                                  nicku (ja mialem, ale po bardzo nieprzyjemnych przejsciach sprzed dwoch miesiecy
                                  go zlikwidowalem). Czyli nie mozemy do siebie napisac. Ale na Forum sa osoby,
                                  ktore mozna darzyc najwyzszym zaufaniem. Jedna z nich jest Dritte Dame, ktora
                                  juz znasz z tego watku. Ja napisze do Dritte Dame i podam jej moj sluzbowy
                                  e-mail i poprosze, ze jesli Ty do niej tez napiszesz, to zeby Ci ten e-mail
                                  przekazala.

                                  Dritte Dame, czy bedzie OK, jesli tak zrobimy? Czy mozemy Cie poprosic o taka
                                  przysluge? Bedziemy Ci bardzo zobowiazani.

                                  Serdecznosci, B.H.
                                  • dritte_dame Akrze, BH 09.12.04, 08:50
                                    Gość portalu: Byly_Hozanin napisał(a):

                                    > ... na Forum sa osoby ktore mozna darzyc najwyzszym zaufaniem. Jedna z nich
                                    jest ...

                                    (az sie boje zaczynac w ten sposob bo to zwrot tak ograny ze jego wlasciwe
                                    znaczenie prawie calkowicie juz wyblaklo, ale....)

                                    Drogi Hozaninie,
                                    Czuje sie wielce zaszczycona (i szczerze zaskoczona) okazanym mi zaufaniem
                                    (ufff :))

                                    i oczywiscie chcialabym pomoc w nawiazaniu miedzy Wami prywatnego kanalu
                                    lacznosci. Po przeczytaniu poprzedniego postu Akra nawet zastanawialam sie
                                    troche jak w zaistnialych warunkach moglibyscie to zrobic w sposob dajacy Wam
                                    obu calkowita pewnosc co do wiarygodnosci drugiej strony przy rownoczesnym
                                    zagwarantowaniu ze zadne poufne dane nie stana sie znane nikomu oprocz Was
                                    dwoch. Nikomu - czyli lacznie ze mna.

                                    Oba dotychczas zaproponowane sposoby maja pewne wady ktore nawet sobie
                                    wynotowalam ale rozwodzic sie nad nimi juz nie pora gdyz widze ze BH wprowadzil
                                    swoj pomysl w czyn i jego prywatny adres czeka juz na Ciebie Akrze w moim
                                    depozycie :)

                                    Byla bym jedynie zobowiazana gdybyscie Panowie sprobowali znalezc sposob
                                    sprawdzenia przeze mnie ze osoba zglaszajaca sie do nie jako "akr" to istotnie
                                    Akr a nie jakis kawalarz z refleksem, ktory wlasnie przeczytal ten post!

                                    Mnie przychodzi do glowy taki: "akr" przysyla do mnie krotka informacje, ktora
                                    moze znac tylko jesli rzeczywiscie byl kolega szkolnym BH. Ja wysylam ta
                                    informacje do BH i po akceptacji uznaje "akr"-a za Akra i przekazuje prywatny
                                    adres BH.
                                    W tym scenariuszu Akr moze pisac do mie pod adresem tymczasowym a pod wlasnym
                                    bedzie pisal dopiero bezposrednio do BH.

                                    BH - jesli sadzisz ze to zbytek ceregieli to daj znac.

                                    Pozdrawiam Was obu!
                                    d_d
                                    • Gość: Byly Hozanin Dritte Dame i Akrze, a propos weryfikacji IP: *.promark.com / *.mimhp.com 09.12.04, 09:30
                                      Droga Dritte Dame:

                                      Na to jest bardzo prosty sposob: jesli Akr napisze z adresu pracowego, to na
                                      100% bedzie to on. Nie ma szans, by jakis kawalarz podrobil ten adres.

                                      Akrze - nie wiem, jak dlugo juz jestes na FS i na ile sie orientujesz, komu tu
                                      mozna ufac, a z kim raczej byc ostrozny. Ja znam Dritte Dame od ponad roku
                                      zarowno z FS, jak i z wymiany prywatnych e-maili. Jest to osoba o niezwykle
                                      wysokiej kulturze i taka, ktorej mozna absolutnie ufac bez zastrzezen.

                                      A co Ty, Dritte Dame, robisz o tak poznej porze? Bedziesz jutro niewyspana w pracy!

                                      Serdecznie Was pozdrawiam,

                                      B.H.

                                      • Gość: akr Re: Dritte Dame i Akrze, a propos weryfikacji IP: *.chello.pl 09.12.04, 10:36
                                        Drogi Hożaninie i droga Dritte Dame, To miłe, że tak ofiarnie próbujecie
                                        nawiązać kontakt z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Ufam Trzeciej Damie na
                                        kredyt, ale jestem mniej biegły w komputerach niż Wy i nie potrafię dojść, na
                                        jaki adres mógłbym do niej napisać. Po kliknięciu w jej nicka na forum pokazuje
                                        się strona poczty przy Gazecie Wyb., z którą nie wiem, co dalej robić. Idąc za
                                        moją propozycją, założyłem sam chwilowy adres: jozef.lawnik@wp.pl. Hożaninie,
                                        załóż też chwilowy adres (z całkowicie fałszywymi danymi osobowymi) i napisz z
                                        niego do Lawnika. Napisz w emailu kilka zdań kontrolnych, które udowodnią, że
                                        jesteś z wiadomej szkoły (dodatkowe zdania kontrolne z Wydziału Fizyki mile
                                        widziane). Ja wtedy odezwę się i podam moje prawdziwe dane. Piszę z domu, więc
                                        jestem tu tylko rano i późnym wieczorem czasu polskiego. Z pracy nie oglądam
                                        forum gazety.
                            • leon_de_gazownia Re: Akrze: 09.12.04, 11:42
                              Akrze,

                              > Szanowny Leonie, mogę tylko przyłączyć się do tego, co napisał "Były Hożanin",
                              > może tylko innymi słowami. Masz swój światek i światopogląd tak hermetycznie
                              > obudowany, że nasze argumenty po tobie po prostu spływają.

                              To w istocie zupełnie inne słowa. Dokładniej rzecz biorąc to wyzwiska. Hożanin
                              wspomniał coś o erystyce. Pewnie nie miał chyba na myśli Ciebie, ale jedna z
                              zasad erystki mówi, że jak zabraknie argumentów merytorycznych, można sięgnąć do
                              argumentów ad personam, czyli wyzwisk mówiąc po naszemu. Ty najwyraźniej
                              skorzystałeś z tej możliwości. Jednak jako "uczony w erystyce" zdaję sobie
                              doskonale sprawę, że próbujesz tym tylko ukryć słabość swoich argumentów.
                              Postawiłem Ci kilka prostych pytań. Zamiast spokojnych odpowiedzi zobaczyłem
                              jednak wyzwiska i przytyczki do mojego światopoglądu, co dyskwalifikuje Cię
                              (przynajmniej w moich oczach) jako rzetelnego dyskutanta. No cóż, pozostaje mi
                              tylko zgodzić się z Tobą, że zaskakująco dużo jest wśród naukowców zwykłych matołów.

                              > Przypomina mi się
                              > stwierdzenie, które kiedyś usłyszałem na jakimś wykładzie: nowe teorie naukowe
                              > zwyciężają nie poprzez przekonywanie przeciwników, tylko dzięki ich wymieraniu.
                              >
                              > Ludzie z głęboko wbudowaną wiarą w stare teorie nie dają się przekonać, ale w
                              > szkołach i na uniwersytetach młodzi uczą się po nowemu i stopniowo, z upływem
                              > czasu, zdobywają przewagę liczebną.

                              To święta prawda. Przekonaj jeszcze tylko do tego Hożanina :-) Bo ja się
                              całkowiecie zgadzam.

                              > W przypadku teorii ewolucji opór trwa
                              > dziwnie długo, ale jednak słabnie.

                              Tragedia, prawda? Wielu (pseudo)naukowców daje upust swoim populistycznym
                              (krecjonistycznym) chuciom, ludzie mogą się dowiedzieć, że teoria ewolucji ma
                              poważne problemy (co staramy się zamaskować, przecież na tym polega rzetelność w
                              nauce, prawda?), no normalnie płacz i zgrzytanie zębów.

                              > Przypomnij sobie, co było z teorią
                              > Kopernika - jednego człowieka za wiarę w nią spalono na stosie, drugiego
                              > uwięziono, cała rzesza została zastraszona i zmuszona do milczenia, a dziś
                              > dzieci uczą się tego w szkole podstawowej i uważają za oczywistość. O
                              > przyszłość teorii ewolucji możemy być spokojni.

                              Nie baw się w proroka Akr, proszę, tylko nie baw się w proroka! Dykutantem
                              jesteś kiepskim, aż strach pomyśleć jakim możesz być prorokiem :-)

                              Bez szacuneczku, Leon z gazowni
                • leon_de_gazownia Re: Dworak: 08.12.04, 14:45
                  Gość portalu: akr napisał(a):

                  > Szanowny Leonie, nie wiem skąd wziąłeś te procenty (80% za teorią Darwina, 20%
                  > przeciwko).

                  Broń mnie Panie Boże przed procentami! To był abstrakcyjny przykład a nie
                  powołanie się na jakieś dane. Dla swojej wygody możesz te liczby zmienić: 98%
                  biologów akceptuje teorię ewolucji, 2% ją odrzuca. Co to zmienia w moim pytaniu:
                  mianowicie od kiedy to większość ustala jaka jest prawda? Zapytaj dritte_dame to
                  Ci opowie z historii nauki ile było "powszechnie akceptowanych przez naukę
                  teorii", których oponentów obśmiewano, które skończyły "na śmietniku historii".
                  By tu wspomnieć o śp. geocentryzmie, o śp. teorii eteru czy śp. teorii geosynklin.

                  > Piszesz "naukowcy", ale w tym temacie wiarygodni są tylko biolodzy.

                  Hożanin uświadomił Cię, że jednak nie.

                  > Profesor od ekonomii może być w biologii skończonym matołem.

                  Może nim być. Ale nie musi. Zresztą, po co daleko szukać. Czyż Karolcio Darwin
                  nie był li tylko teologiem? Dziś gdyby chciał opublikować swe wiekopomne dzieło
                  usłyszałby pewnie: "Panie z takim wykształceniem to do proboszcza z tymi Pana
                  wypocinami!" ;-)

                  > Można powiedzieć
                  > nawet ostrzej: prawie wszyscy profesorowie są skończonymi matołami poza swoją
                  > specjalnością (niektórzy są matołami także w swojej specjalności, ale to już
                  > całkiem inny temat). I tu właśnie jest pole do popisu dla "prostaczków",
                  którzy nie chcą sami stać się specjalistami: muszą nauczyć się odróżniać prawdziwe
                  > autorytety od fałszywych. Przyjrzyj się dokładnie tym 20% przeciwników
                  > ewolucji, o których wspomniałeś i spróbuj stwierdzić, od czego naprawdę są oni
                  > specjalistami.

                  A, już rozumiem o co Ci chodzi! "Prawdziwe autorytety" to te, które uznaję ja i
                  moja frakcja. Autorytety fałszywe to te, które uznaje oponent ;-) Jakież to
                  słodkie ;-)

                  > Podam ci przykład: mój znajomy, elektronik, profesor
                  > Politechniki, sam siebie uważa za takiego geniusza, że właśnie układa program
                  > nauczania dla szkoły społecznej, w której jest członkiem zarządu czy czegoś w
                  > tym rodzaju. Program ze wszystkich przedmiotów, w tym również z języka
                  > polskiego i biologii.

                  Sam to układa? Czy w jakimś interdyscyplinarnej grupie?

                  > Jako wzorowy chrześcijanin jest oczywiście wrogiem teorii
                  >
                  > ewolucji. Zimno mi się robi na myśl o tym, że jego program mógłby stać się
                  > obowiązujący choćby w jednej szkole. Ale to profesor, wiec "naukowiec". Czy
                  > jego też zaliczysz do tych 20%?

                  Jeśli ma formalne potwierdzone wykształcenie to oczywiście. Matołem jest po
                  prostu z Twojego subiektywnego punktu widzenia. Z jego subiektywnego punktu
                  widzenia Ty (który też możesz mieć formalne wykształcenie) możesz być "matołem".

                  Zdróweczka
          • Gość: Były Hozanin Leonie: IP: 195.187.51.* 07.12.04, 12:12
            Drogi Leonie:

            Nie zrozumielismy się dobrze. Chętnie z tobą podyskutuję dalej, ale u mnie już
            poźna noc, więc muszę swoje kroki pilnie skierować do wyra.

            Powiem tylko tyle - reguły dochodzenia do prawdy naukowej są dość proste i
            opierają sie na logice i zdrowym rozsądku. Bardzo trudno byłoby je odrzucić. Ja
            osobiście jestem tylko skromnym "wyrobnikiem nauki", więc moje osobiste opinie
            nie liczą się znów tak bardzo. Ale nie wyobrażam sobie, jaka mogłaby byc
            alternatywa dla tych metod, które obecnie stosujemy? Na podstawie kapitału
            wiedzy, który zgromadziliśmy przez setki lat badań, udało nam się odkryc
            fundamentalne prawa, według których działa cała maszyneria przyrody, od skali
            mikro aż do skali największej. I na podstawie tych praw możemy tylko
            interpretować zjawiska bardziej złozone. Co do samych fundamentalnych praw, to
            nie miożemy, oczywiście, twierdzić, że są one juz tymi "najbardziej
            fundamentalnymi". W fizyce, na przykład, którą trochę znam, bo akurat to jest
            moja wyuczona dziedzina, nadal nie odkrylismy prawa unifikującego oddziaływania
            grawitacyjnego z pozostałymi rodzajamu oddzialywań, a są ich w sumie cztery.
            Ale przsy interpretacj jakichkolwiek zjawisk musimy sie opierać na tym i tylko
            na tym, co juz wiemy.

            Kreacjonizm i ID usiłuja do naszej interpretacji zjawisk wprowadzić "czynnik
            nadprzyrodzony". W jaki sposób nauka, w ktorej obowiazuje interpretowanie
            wszystkiego na gruncie praw przyrody, ma sie odnieść do interwencji Opatrzności,
            która, jak sama nazwa chocby wskazuje, prawom przyrody NIE PODLEGA? Zeby
            zrozumiec istotę takich interwecji, musielibyśmy sami być Panem Bogiem.

            Kreacjonizm i ID wykorzystują ochoczo wszelakie luki, które istnieją w naszym
            rozumieniu spraw. A istnieje ich multum, bo przeciez nikt nie utrzxymuje, ze
            posiedliśmy CAŁĄ możliwą wiedzę. "Tego teoria naukowa nie potrafi wyjaśnić",
            mówia zwolennicy kreacjonizmu i ID, "a więc najwyraxniej miała w danym wypadku
            miejsce bezpośrednia interwencja Stwórcy". No, ale 100 czy 200 lat temu była
            cała masa zjawisk, ktoruch nie rozumieliśmy ani w ząb na gruncie teorii
            naukowej. A teraz, kiedy wiedza się posuneła, to wytlumaczenie okazuje sie task
            proste, że dzieci w szkole podstawowej bez trudu je pojmują. Zatem z tym
            przypisywaniem niezrozumiałych zjawisk działaniu Stwórcy trzeba byc bardzo
            ostrożnym.

            Dodam, że ja absolutnie nie jestem ateistą. Nie za bardzo tylko wierze, ze co
            jakiś czas "z nikąd" pojawia sie brodata postac i cos tam manipuluje przy
            maszynerii. Wierzę we wszechmoc Stwóry - raz na początku stworzył On maszynerie,
            która od tamtej pory już działa sama, bez potrzeby ciągłego gmerania przy niej.

            No, ale teraz juz naprawde musżę lecieć spać, więc Tobie życze dorego dnia, a
            sobie - dobrej nocy.
            • leon_de_gazownia Re: Leonie: 07.12.04, 13:19
              Szacowny Hozaninie,

              > Nie zrozumielismy się dobrze. Chętnie z tobą podyskutuję dalej, ale u mnie już
              > poźna noc, więc muszę swoje kroki pilnie skierować do wyra.

              Niech Ci się przyśni "wielka rzeka pełna mleka aż po samo dno" ;-)

              > Powiem tylko tyle - reguły dochodzenia do prawdy naukowej są dość proste i
              > opierają sie na logice i zdrowym rozsądku.

              Otóż to. Nie widzę w Twojej definicji niczego, co by zabraniało odwoływać się do
              stwórczego działania Boga. Jeśli tylko spełnia to kryteria logicznego
              wnioskowania - voila, proszę argumentować.

              > Bardzo trudno byłoby je odrzucić. Ja
              > osobiście jestem tylko skromnym "wyrobnikiem nauki", więc moje osobiste opinie
              > nie liczą się znów tak bardzo.

              Nie stresuj się, moje liczą się jeszcze mniej.

              > Kreacjonizm i ID usiłuja do naszej interpretacji zjawisk wprowadzić "czynnik
              > nadprzyrodzony". W jaki sposób nauka, w ktorej obowiazuje interpretowanie
              > wszystkiego na gruncie praw przyrody, ma sie odnieść do interwencji Opatrzności,
              > która, jak sama nazwa chocby wskazuje, prawom przyrody NIE PODLEGA?

              Ale Ty cały czas zakładasz, że ta definicja naukowości, na której się opierasz
              jest dana dla wszystkich raz na zawsze i na wieki wieków amen. A kto tak
              powiedział? Rozumienie nauki zmienia się tak samo, jak rozwój nauki. Jeśli
              kreacjoniści zdobędą akceptację częci naukowców, przedefiniują to rozumienie
              nauki (przynajmniej u części naukowców) i uwolnią ją od ciasnego redukcjonizmu.
              I dobrze - niech konkurują ze sobą różne teorie i te oparte na redukcjonizmie i
              te oparte na antyredukcjonizmie.

              > Zeby
              > zrozumiec istotę takich interwecji, musielibyśmy sami być Panem Bogiem.
              >
              > Kreacjonizm i ID wykorzystują ochoczo wszelakie luki, które istnieją w naszym
              > rozumieniu spraw. A istnieje ich multum, bo przeciez nikt nie utrzxymuje, ze
              > posiedliśmy CAŁĄ możliwą wiedzę. "Tego teoria naukowa nie potrafi wyjaśnić",
              > mówia zwolennicy kreacjonizmu i ID, "a więc najwyraxniej miała w danym wypadku
              > miejsce bezpośrednia interwencja Stwórcy".

              No nie, przynajmniej na moje rozumienie spraw kreacjoniści argumentują z wiedzy,
              a nie z braku wiedzy. Jeśli jakiś obiekt spełnia określone kryteria projektu, to
              możemy zasadnie wnioskować, że rzeczywiście został on zaprojektowany. A czy
              kryteria te są właściwe, czy wnioski za ich pomocą wyciągane są właściwe - o to
              niech kłócą się już spece nauk wszelakich.

              > Dodam, że ja absolutnie nie jestem ateistą. Nie za bardzo tylko wierze, ze co
              > jakiś czas "z nikąd" pojawia sie brodata postac i cos tam manipuluje przy
              > maszynerii. Wierzę we wszechmoc Stwóry - raz na początku stworzył On maszynerie
              > ,
              > która od tamtej pory już działa sama, bez potrzeby ciągłego gmerania przy niej.

              No tak, ale to co opisałeś to deizm, pogląd odrzucony przez Kościół katolicki
              ;-) Nie wierzysz,
              ze Bóg podtrzymuje swoje stworzenie i troszczy się o nie? Tak pisze w
              Katechizmie. Naprawdę :-)

              > No, ale teraz juz naprawde musżę lecieć spać, więc Tobie życze dorego dnia, a
              > sobie - dobrej nocy.

              Śpij dobrze, Leon z gazowni
        • Gość: pak do Byly Hozanin IP: 57.66.193.* 09.12.04, 09:29
          Jkis czas temu pewien sad w US w odpowiedzi na pytania kreacjonistow dlaczego
          ich poglad nie moze byc nauczany w szkolach publicznych odpowiedzial, ze
          przyczyna jest iz, jest on nienaukowy.
          Sad uzyl w tym procesie dosyc ciekawej definicji co naukowe jest a co nie
          skazujac niejako pozew kreacjonistow na przegrana jeszcze przed rozpoczeciem
          sprawy.
          Definicja nauki wg. sadu:
          1. jest kierowana przez prawa natury,
          2. musi byc mozliwa do wyjasnienia poprzez odwolanie do praw natury,
          3. musi byc mozliwa do dowiedzenia w sposob empiryczny
          4. wnioski sa "otwarte", nie sa niekoniecznie deterministyczne
          5. mozliwa do zanegowania

          Niestety sad (podobnie jak wiekszosc ewolucjonistow) nie zdawal sobie sprawy z
          tego, ze stosujac te kryteria nalezy odzucic TE jako rowniez nienaukowa.
          Sad zdefiniowal "naukowosc" TE w nastepujacy sposob:
          "Naukowosc ewolucji" oparta jest na dowodoach istnienia ewolucji i wnioskach z
          nich plynacych. Owe dowody i wnioski prowadza da konluzji:
          1. Prawa natury pozwalaja na powstawanie zycia z materii nieozywionej,
          2. Wystarczajaca liczba mutacji i selekcja naturalna pozwalaja na udoskanalanie
          istniejacych gatunkow z prostszych, istniejacych poprzednio,
          3. Wystarczajaca liczba mutacji i selekcja naturalna pozwalaja na powstanie
          nowych gatunkow na bazie juz istniejacych
          4. Powstanie czlowieka majacego wspolnego przodka z malpami,
          5. Uniformitarianizm tlumaczy geologie ziemi i sekwencje ewolucji
          6. Powstanie kilka miliardow lat temu Ziemi, a potem zycia.

          Mysle, ze czytajac owych szesc punktow, kazdy kto kiedykolwiek mial do
          czynienia z nauka szeroko sie usmiechnie.
          Nie mozna niezgodzic sie z twierdzeniem, ze seleckja naturalna uadparnia formy
          zyjace i czyni je lepiej przystosowanymi. W zasadzie to jedyne z czym mozna sie
          z TE zgodzic.
          Gdyby ktos zaobserwoal pojawienie sie nowych gatunkow z istniejacych, lub
          pokazal jak to z materii nieozywionej powstaje zycie (wiem, ze klasyczna TE nic
          nie mowi, bezpiecznie, o abiogenezie, ale przeciez jakos sie to wszystko
          musialo zaczac) albo wykonal jakies inne doswiadczenie przyblizajace nas do
          uznania TE jako nauke, mozna by zaczac TE traktowac powazniej.
          Niemniej jednak prozno szukac naukowych dowodow tej teorii.

          Zarowno kreacjonisci jak i wierzacy w ewolucje dysponuja tymi samymi danymi
          wejsciowymi - faktami. Roznica polega na interpretacji. O ile jednak nie mozna
          wykazac, iz Bog nieistnieje (nie mozna tez wykazac, ze istnieje), w bardzo
          prosty sposob mozna wykazac, ze ewolucja to mit i "pobozne" zyczenie.
          Ponadto trzeba miec na prawde wielka wiare, zeby wierzyc, ze wbrew wszystkiemu
          o czym informuje nas nauka, cos tak absurdalnego jak ewolucja moglo miec
          miejsce.
          • Gość: Byly_Hozanin Pak: IP: *.promark.com / *.mimhp.com 09.12.04, 10:17
            Drogi Pak-u,

            Z powodu opinii, ktora wyraziles o TE - ze jest to zbior absurdalnych zabobonow
            - trudno uznac Twoje posty za "glos w dyskusji". To manifest. Człowiek ma się z
            nim zgodzić albo nie, ale dyskusja nie ma sensu, bo argumenty, ktore moze
            wylozyc oponent, z gory uznales za absurdale. W takim razie ja tylko mowie:
            "Nie zgadzam się z przedmówcą" i to jest mój kontrmanifest.

            Moge tylko jeszcze w ramach kontrmanifestowania dodac, ze moje stanowisko jest w
            zasadzie calkiwcie zbiezne z tym, ktore zostalo wyrazone przez Adriana Mellota w
            artykule, do ktorego link podalem przed chwila w innym poscie.

            W szczegolnosci, uwazam za bardzo istotny nastepujacy argument, ktory sie tam
            pojawil. Zalozmy, ze istnieja dwie wykluczajace sie nawzajem interpretacje
            jakiegos zjawiska. Zwolennicy interpretacji B wykazuja istnienie szeregu bledow
            w interpretacji A. Czy to automatycznie oznacza, ze B jest sluszna? Nie,
            bynajmniej. Nie wyklucza to bowiem mozliwosci, ze istnieje inerpretacja C, wolna
            od bledow interpretacji A, ale nadal wykluczajaca sie wzajemnie z B.

            Fakt,ze w modelu ewolucyjnym "cos nie gra" i model ten nie potrafi wyjasnic
            pewnych zjawisk na gruncie znanych praw przyrody, wcale automatycznie nie
            oznacza, ze tylko Pan Bóg musial osobiscie w tym przypadku zadzialac. Moze tak
            samodobrze oznaczac, ze interpretacja na gruncie praw przyrody istnieje,tylko my
            jeszcze nie umielismy do niej dojsc.

            Tego rodzaju sytuacje zdarzalysie multum razy w historii nauki. Pod koniec XIX
            wieku istniala cala lista zjawisk fizycznych i faktow, z ktorymi istniejaca
            wtedy teoria fizyczna, oparta glownie na prawch sformulowanych przez Newtona i
            Maxwella, kompletnie nie mogla sobie poradzic. Czy tooznaczalo, ze
            Newtonowsko-Maxwellowska fizyke trzeba bylo uznac za falszywa? Alez skad!
            Okazalo sie, ze stanowi ona jedynie "zawezone" spojrzenie na swiat. Po
            narodzinach teorii kwantowej i teorii wzglednosci wszystkie pozycje na tamtej
            "liscie odstepstw" udalo sie z powodzeniem wyjasnic. Czy jednak teorie
            Newtonowsko-Maxwellowska poslano w rezultacie tego "na zlomowisko"? Alez skad!
            Sa to bardzo dobre teorie, ktore swietnie pracuja w okreslonych warunkach.
            Trzeba tylko pilnowac sie, zeby nie starac sie ich uzywac poza zakresem ich
            stosowalnosci. A zakres ten w tej chwili znamy bardzo dobrze.

            Podobnie, ja uwazam, ze jesli TE ma zasadnicze trudnosci z wytlumaczeniem
            pewnych szczegolowych zagadniem, to ja to widze jako sygnal, iz nie posiedlismy
            jeszcze calej potrzebnej wiedzy portrzebnej do ich wytlumaczenia. I że
            powinnismy dazyc do powiekszenia naszej wiedzy, tak, by osiagnać to zrozumienie.
            Nie oznacza zas, ze koniecznie musimy zaraz Pana Boga wprowadzac do naszej teorii.

            Tyle opinii skromnego wyrobnika nauki. Za zaden autorytet sie nie uwazam, wiec
            wcale nie mowie, ze trzeba sie ze mna zgodzic. Ot, powiedzialem, co uwazam, i juz.

            Pozdrawiam i zycze milego dnia,

            B.H.
            • Gość: pak Re: Pak: IP: 82.177.83.* 09.12.04, 19:44
              Witam, dzieki za odpowiedz.

              Oczywiscie trudno sie z toba niezgodzic co do tego, ze byc moze zbyt czesto
              dyskutujacy sa zbyt skoncentrowani na przedstawianiu swoich racji i zapaminaja
              rozwazyc istnienie trzeciej mozliwosci.
              W tym jednak przypadku wydaje sie, iz "podzial sil" jest jedynie pochodna
              istoty problemu i w naturalny sposob wyczerpuje wszystkie mozliwosci. Jezeli
              bowiem nie stworzenie i nie ewolucja, to co? Oczywiscie mozna twierdzic, ze byc
              moze niedlugo (a byc moze nigdy) owej trzeciej mozliwosci nie poznamy, poki co
              jednak nie mozemy takiej mozliwosci odrzucic.
              Niemniej jednak dyskusja nad TE sprowadza sie do postawienia sobie
              fundamentalnego pytania: skad wogole "wszystko" sie wzielo? Innymi slowy w jaki
              sposob powstal Wszechswiat? Wydaje sie, ze mogzna rozwazyc (nie oszukujac zasad
              logiki) jedynie trzy mozliwosci:
              1. Istnial od zawsze,
              2. Stworzyl sie sam, z niczego, nic przedtem nie bylo,
              3. Zostal stworzony.

              Znalezienie odpowiedzi na tak postawione pytanie jest fundamentalne, gdyz
              jezeli w istocie Wszechswiat zostal stworzony, mozna wykazac ze musial zostac
              stworzony przez byt, ktoremu mozna przypisac wszelkie cechy boskosci:
              wszechmoc, i inne wszech...
              Jedna z dosyc ciekawych dowodow logicznych na to, iz Wszechswiat rzeczywiscie
              musi miec stworce, mozna znalezc chocby tutaj:
              www.leaderu.com/truth/3truth11.html (zakladam, ze angielski nie jest ci
              obcy).

              Jest niewatpliwie wyznacznikiem naszych czasow, ze nauka zajela miejsce
              zarezerwowane niegdys dla wiary; jakkolwiek by te wiare zdefiniowac. Mysle, ze
              nikt nie pokusi sie nawet o negowanie przydatnosci nauki, niemniej jednak ona
              sama podlega ograniczeniom, chociazby dlatego, ze zostala stworzona i jest
              uzywana przez istoty, ktore ograniczeniom podlegaja.
              Dyskutujac o czyms warto zawsze przypomniec co sie rozumie majac na mysli
              konkretne pojecia. W tym jednak wypadku chyba nie musze definiowac co rozumiem
              przez "naukowosc". Mysle, rowniez, ze zgodzisz sie ze mna, ze ewolucja jako
              taka, naukawa nie jest. Jednym z warunkow uznania czegos za naukowe bowiem
              jest, ze mona to zbadac w sposob naukowy :) Poniewaz jednak ewolucji nikt nie
              zaobserwowal, trudno tu mowic o jej naukowosci.

              Musze przyznac, iz nie do konca rozumiem co miales na mysli mowiac, ze "Z
              powodu opinii, ktora wyraziles o TE - ze jest to zbior absurdalnych zabobonow
              > - trudno uznac Twoje posty za "glos w dyskusji". To manifest. Człowiek ma się
              > z
              > nim zgodzić albo nie, ale dyskusja nie ma sensu, bo argumenty, ktore moze
              > wylozyc oponent, z gory uznales za absurdale. W takim razie ja tylko mowie:
              > "Nie zgadzam się z przedmówcą" i to jest mój kontrmanifest".

              Pomijajac juz sam fakt, ze odpowiadasz na moj post po uprzednim stwierdzeniu,
              ze na na taki post odpowiedziec raczej sie nie da, twoja "teoria manifestu"
              wydaje sie byc wewnetrznie sprzeczna. Mowisz bowiem, ze ktos, kto w
              kategoryczny sposob wyraza swoja opinie nie zasluguje na to by liczyc sie jako
              glos w dyskusji. Niemniej jednak samo to stwierdzenie jest dosyc kategoryczne i
              rodzi watpliwosci, czy zgodnie z przeslaniem ktore niesie, jego autor powinien
              byc traktowany powaznie i liczyc sie jako glos w dyskusji.
              Kto ma bowiem stac na strazy i definiowac granice, po przekroczeniu ktorej
              wypowiedz jest manifestem, i nie powinna liczyc sie w dyskusji?
              Ponadto, skoro jakas wypowiedz jest traktowana jako manifest z racji uzytch do
              jej wyartykuowania wyrazen, to czy nie rodzi to niebezpieczenstwa, iz odrzucimy
              czyjas diskonala teorie tylko dlatego, ze stosujemy taki a nie inny filtr?
              Mysle, ze dobrym filtrem jest ten ustawiony na odrzucenie wylgaryzmow i
              obrazania innych osob - lamania praw komunikacji miedzyludzkiej.
              • Gość: Byly_Hozanin Re: Pak: IP: 195.187.51.* 09.12.04, 20:56
                Gość portalu: pak napisał(a):

                >(zakladam, ze angielski nie
                >jest ci
                > obcy).

                Well, Sir, I have to reveal one hihghly confidential piece of information to
                you: actually, I don't speak English. You may ask: "So how is it possible, Dear
                Mr. B.H., that you teach courses at a univesity in the United States?" Well, the
                answer is simple. I happen to be an extremely skilled actor. For reasons that
                I'd like not to explain here because they are beyond the scope of the discussion
                in the present "wątek", I
                chose not to pursue a career in a theater or in the movie industry, but to work
                instead for an academic institution. I have to give three hours of physics
                lectures per
                week, in topics such as graduate-level quantum mechanics, statistical mechanics
                and thermodynamics, or solid-state physics. Since my command of English is
                limited to a few basic words and expressions, e.g., "thak you", "f... you", and
                a hanful of others one really needs when living in the United States
                (especially, knowing "f... you!" is a must!), I have to use the same trick all
                actors do: I simply memorize the lectures beforehand. I have a friend who is a
                professor of physics at another US university. I asked him to record his
                lectures on tapes, and to send me the tapes (actually, they are compact disks,
                not tapes, but it's merely a technical detail with little relevance). Every
                evening before my scheduled class I listen to my friend's recorded lecture, I
                memorize it, and next morning I recite the memorized English text in the
                classroom, without understanding a single word of what I am saying.

                So, in view of the above, sending me links to English documents would not be
                very useful. I'm affraid. Could you do me a favor and translate them to Polish?

                Respectfully yours,

                B.H.
                • Gość: pak Re: Pak: IP: 82.177.83.* 09.12.04, 23:37
                  Troche ci tak wyszlo nie na temat.
                  Cieszy natomiast fakt, ze odniosles sukces tam gdzie inni myja garnki (co byc
                  moze to tez jest poniekad sukcesem).
                  Watek, to po angielsku thread, natomiast hihghly piszemy highly, bez tego h w
                  srodku, ale to pewnie wynik pisania w pospiechu.

                  Rozumiem, ze urazilem cie tym wtraceniem o angielskim. Nie mialem takiego
                  zamiaru. Czy przeczytales moze ten tekst?
                  • Gość: Byly_Hozanin Re: Pak,S-S-Sir: IP: *.client.comcast.net 10.12.04, 09:40
                    > Watek, to po angielsku thread, natomiast hihghly piszemy highly, bez tego h w
                    > srodku, ale to pewnie wynik pisania w pospiechu.

                    D-d-d-e-e-ar-r-r P-p-p-a-ak,

                    It w-w-w-a-a-s n-n-not a s-s-s-lip of f-f-f-inger, S-s-ir, you s-s-s-ee, I
                    occas-s-s-s-ional-l-ly ha-a-ave a slight stut-t-t-t-er. Strangel-y-y-y, it
                    shows up in my w-w-w-ritting t-o-o-o-o-o.

                    Imagine, what could happen if I played, for example, Prince Hamlet? Everyting
                    goes OK, until, at one moment, I exclaim:

                    "T-t-t-to-o-o b-b-b-b-b-e-e-e-e o-o-o-r n-n-n-n-o-t t-o-o-o b-e-e-e-!"

                    All the dramatic atmosphere would instantly be gone, and the audience, of
                    course, would start rolling out of laughter! And my reputation wold be ruined
                    forever and no theatre in the world would hire me any more!

                    But, surprisingly, my stutter goes comletely away when I start speaking/writing
                    in another language. And it happens to be the MOST appropriate language for
                    learned disputes! The language of many generations of great philosophers.
                    H'bout switching to t-t-that language? Let me start:

                    "Civitas scientiae est omnis divisa in partes duos, quarum unam philosophi
                    componerent, et aliam qui ipsorum lingua creationistes, nostra pseudo-philosophi
                    appellantur."

                    May I continue in this tongue?

                    Servus servorum tuum,

                    B.H.

                    This is ex-x-x-acty why I don't act on a stage or in the m-o-o-o-o-vies
                    • Gość: Byly_Hozanin Re: Pak,S-S-Sir: Errata, jeden akapit zjadlo IP: *.client.comcast.net 10.12.04, 09:47
                      Gość portalu: Byly_Hozanin napisał(a):

                      > Watek, to po angielsku thread, natomiast hihghly piszemy highly, bez tego
                      h w
                      > srodku, ale to pewnie wynik pisania w pospiechu.

                      D-d-d-e-e-ar-r-r P-p-p-a-ak,

                      It w-w-w-a-a-s n-n-not a s-s-s-lip of f-f-f-inger, S-s-ir, you s-s-s-ee, I
                      occas-s-s-s-ional-l-ly ha-a-ave a slight stut-t-t-t-er. Strangel-y-y-y, it
                      shows up in my w-w-w-ritting t-o-o-o-o-o.

                      This is ex-x-x-acty why I don't act on stage or in the m-o-o-o-o-vies
                      Imagine, what could happen if I played, for example, Prince Hamlet? Everyting
                      goes OK, until, at one moment, I exclaim:

                      "T-t-t-to-o-o b-b-b-b-b-e-e-e-e o-o-o-r n-n-n-n-o-t t-o-o-o b-e-e-e-!"

                      All the dramatic atmosphere would instantly be gone, and the audience, of
                      course, would start rolling out of laughter! And my reputation wold be ruined
                      forever and no theatre in the world would hire me any more!

                      But, surprisingly, my stutter goes comletely away when I start speaking/writing
                      in another language. And it happens to be the MOST appropriate language for
                      learned disputes! The language of many generations of great philosophers.
                      H'bout switching to t-t-that language? Let me start:

                      "Civitas scientiae est omnis divisa in partes duos, quarum unam philosophi
                      componerent, et aliam qui ipsorum lingua creationistes, nostra pseudo-philosophi
                      appellantur."

                      May I continue in this tongue?

                      Servus servorum tuum,

                      B.H.

                      • Gość: pak Re: Pak,S-S-Sir: Errata, jeden akapit zjadlo IP: 57.66.193.* 10.12.04, 11:37
                        Kilka lat temu czytalem artykul o zdolnosciach osob do prowadzenia rozmowy
                        (toku myslowego) wg uprzednich zalozen tak, aby przedstawic jasno i zwiezle co
                        sie ma na mysli i dojsc do miejsca, do ktorego dojsc sie zamierzalo.
                        Dosyc ciekawe bylo to jak Amerykanin widzial w tym kontekscie Rosjanina.
                        Na pytanie: Opisz swoj pokoj, Rosjanin zaczal opis pokoju niemniej jednak przy
                        opisie kazdego elementu jego wyposazenia robil dluga i nudnal dygresje, jak to
                        np. firanki dostal w spadku od dziadka, ktory mial warsztat tkacki, ktory to
                        dostal od ojca szefa kolchozu w zamian za to, ze ...
                        Autor artykulu nazwal dosyc niewybrednie taka przypadlosc: rozlaniem g... w
                        mozgu.

                        Zastanawiam sie jakiez to znaczenie dla prowadzenia dyskusji na tym forum i w
                        tym temacie ma fakt, ze potrafisz napisac cos po angielsku (i lacinie)?
                        Abstrachujac od faktu, ze jest to "polskie" forum, wyglada to troche tak, jak
                        gdybys probowal odejsc od glownego watku kierujac dyskusje na jakies bazdroza
                        rozwazan nad wyzszascia jednego jezyka nad drugim.
                        Bo zakladam, ze nie piszesz po angielsku zeby pokazac, ze potrafisz i zyskac
                        kilka punktow w dyskusji? Gdyby to bowiem bylo prawda dyskusja nad czymkolwiek
                        rzeczywiscie nie mialaby sensu, gdyz zawsze mozna powiedzie a ja umiem po
                        angielsku wiec mam racje - argument nie licujacy z powaga zajmowanego
                        stanowiska wykladowcy na uniwersytecie w US.
                        Poza tym, gdybys zadal sobie troche trudu i odszukal transkrypt jakajacej sie
                        osoby, doszedlbys do wniosku, ze to twoje brzmi dosyc nierealistycznie. Innymi
                        slowy moznaby dojsc do wniosku, ze nie masz problemu z jakaniem, a popelniane
                        bledy sa w istocie literowkami. Nie wynikaja przeciez z niedoskonalej
                        znajomosci jezyka?
                        • Gość: Byly_ Hozanin Widzisz, na tym Forum to przynajmniej polowa... IP: 195.187.51.* 10.12.04, 12:20
                          ludzi - powiem nawet dobitniej: WIĘKSZA POŁOWA! - nic innego nie robi, tylko sie
                          wyglupia. A co, to i mnie nie wolno?

                          A ja jestem jeszcze do tego dzis w krotochwilnym nastroju, celebrowalismy
                          troszeczkę to, ze moja drugą połowę dziś cos bardzo sympatycznego spotkalo.

                          Przepraszam, sprobuje jutro powazniej odniesc sie do sprawy.

                          Widzisz, mnie kiedyś jedna stara i bardzo mądra Żydówka (mama mojego serdecznego
                          przyjaciela) powiedziala tak: "Sluchaj, mezczyzni dziela sie na takich, ktorzy
                          nigdy nie wyrastaja na wiekpowyzej 14 lat, i na takich, ktorzy od razu, jak sie
                          urodza, to maja 70 lat. Ty zdecydowanie nalezysz do tej pierwszej grupy".

                          A po lacinie lubie od czasu do czasu cos zasunac na Forum, bo dzieki temu
                          posznalem kilku nader interesujacych forumowiczow i forumowiczek. Ludzie,
                          ktorzy brali lacine w szkole, stanowia pewna mafie. Tylko musza sie rozpoznac w
                          tlumie. No i rzucenie lacinskim tekstem od czasu do czasu to wlasniejest taki
                          srodek rozpoznawczy.

                          Ten watek, a propos, warto by bylo pociagnac na jakims innym forum, nie Swiat.
                          Tutaj zabralo glos bardzo wielu dyskutantow, ktorzy tylko dawli upust swoim
                          kompleksom, a nic wartosciowego nie powiedzieli. Stan wiedzy o Ameryce w Polsce
                          jest STRAAAAAAAAAAASZNYYYYYYY!!!! Oparty na jakis kompletnie fragmentarycznych
                          informacjach i gazetowych doniesieniach, w ktorych autorom glownie zalezy na
                          robieniu sensacji. Ja probowalem z poczatku wyjasniac, prostowac, ale to
                          syzyfowa praca.... Wiec teraz na Forum bywam bardziej z tego powodu, zeby sie
                          przypatrywac forumowiczom i w ten sposob dowiedziec sie jeszcze wiecej o
                          ludzkiej psycho(pato)logii, niz z tej przyczyny, ze mnie ekscytuje tematyka i
                          sama dyskusja. No przepraszam....

                          Serdecznie pozdrawiam, B.H.

                          PS. Podkreslilem, ze mama tego kolegi byla Żydowka, bo mam ogromny szacunek dla
                          żydowskiej "mądrosci życiowej". Jak sie jest fizykiem, to trudno zreszta nie
                          miec szacunku dla Żydów.
                          • Gość: pak Re: Widzisz, na tym Forum to przynajmniej polowa. IP: 57.66.193.* 10.12.04, 13:23
                            Madrze powiedziane o tych Zydach.
                            Tak na marginesie,to bardzo ciekawy narod ci Zydzi. Nie zebym uwazal, ze inne
                            narody nie sa ciekawe, ale jest cos... innego w ich historii.
                        • leon_de_gazownia Re: Pak,S-S-Sir: Errata, jeden akapit zjadlo 10.12.04, 12:23
                          Gość portalu: pak napisał(a):

                          > Zastanawiam sie jakiez to znaczenie dla prowadzenia dyskusji na tym forum i w
                          > tym temacie ma fakt, ze potrafisz napisac cos po angielsku (i lacinie)?
                          > Abstrachujac od faktu, ze jest to "polskie" forum, wyglada to troche tak, jak
                          > gdybys probowal odejsc od glownego watku kierujac dyskusje na jakies bazdroza
                          > rozwazan nad wyzszascia jednego jezyka nad drugim.

                          Tak jest w istocie. W "moim" wątku dyskusji z Hożaninem też zaczął on coś
                          takiego urządzać, mimo, że wcześniej sam zauważył, że "nie jest odpowiednio
                          przygotowany", a ja zaproponowałem mu w związku z tym zakończenie naszych debat.
                          Podobno z nimi (prawie) zawsze tak jest. Na początku wygląda to nienajgorzej,
                          później jednak zaczyna się równia pochyła. Miałkość merytoryczną nadrabiają
                          arogancją i udawaną pewnością siebie, a i od wyzwisk nie stronią. Szkoda byłoby,
                          gdyby były Hożanin zaczał w tym kierunku ewoluować, bo wyglądał na uczciwego i
                          rzeczowego człowieka.

                          Pozdrawiam
                          • Gość: Byly Hozanin Re: Pak,S-S-Sir: Errata, jeden akapit zjadlo IP: 195.187.51.* 10.12.04, 12:40
                            eon_de_gazownia napisał:

                            > Gość portalu: pak napisał(a):
                            >
                            > > Zastanawiam sie jakiez to znaczenie dla prowadzenia dyskusji na tym forum
                            > i w
                            > > tym temacie ma fakt, ze potrafisz napisac cos po angielsku (i lacinie)?
                            > > Abstrachujac od faktu, ze jest to "polskie" forum, wyglada to troche tak,
                            > jak
                            > > gdybys probowal odejsc od glownego watku kierujac dyskusje na jakies bazd
                            > roza
                            > > rozwazan nad wyzszascia jednego jezyka nad drugim.
                            >
                            > Tak jest w istocie. W "moim" wątku dyskusji z Hożaninem też zaczął on coś
                            > takiego urządzać, mimo, że wcześniej sam zauważył, że "nie jest odpowiednio
                            > przygotowany", a ja zaproponowałem mu w związku z tym zakończenie naszych debat
                            > .
                            > Podobno z nimi (prawie) zawsze tak jest. Na początku wygląda to nienajgorzej,
                            > później jednak zaczyna się równia pochyła. Miałkość merytoryczną nadrabiają
                            > arogancją i udawaną pewnością siebie, a i od wyzwisk nie stronią. Szkoda byłoby
                            > ,
                            > gdyby były Hożanin zaczał w tym kierunku ewoluować, bo wyglądał na uczciwego i
                            > rzeczowego człowieka.

                            Oj, oj! Aleś armatę Waśc wyciagnał!

                            Serdecznosci, B.H.
                            • leon_de_gazownia Re: Pak,S-S-Sir: Errata, jeden akapit zjadlo 10.12.04, 13:10
                              Gość portalu: Byly Hozanin napisał(a):

                              > Oj, oj! Aleś armatę Waśc wyciagnał!

                              Hożanin, Ty nie podglądaj tu w czasie krótkich przerw pomiędzy opróżnianiem
                              kolejnych butelek tylko zajmij się świętowaniem, a później dobrze się wyśpij :-)

                              Pozdrówka
                              • Gość: pak Re: Pak,S-S-Sir: Errata, jeden akapit zjadlo IP: 57.66.193.* 10.12.04, 13:38
                                Jeden z moich wykladowcow, za starych dobrych studenckich czasow, zapytal nas
                                czy moze mamy jakies pytania w zwiazku z omawianymmaterialem. Jezeli tak, to
                                dobrze byloby je zadac, bo on w tym wszystkim nie widzi nic trudnego, wiec
                                inicjatywa musi wyjsc od nas.
                                Mysle, ze takie podejscie nosi znamiona kiepskiej pedagogiki, ale fachowiec (i
                                naukowiec) byl z niego przedni.

                                Stosujac wiec skrytykowana uprzednio metode, chcialbym zapytac, szczogolnie
                                Byly Hozanin, jak to mozliwe, ze nie widzi takich oczywistosci, jak fakt, ze
                                Wszechswiat musi miec stworce?
                                Mam nadzieje, ze niesz mi tego za zle i potraktujesz to pytanie z pewna doza
                                zdrowego poczucia humoru. Niemniej jednak wydaje mi sie, ze
                                istnieja "przytlaczajace" dowody na to, ze musi istniec cos co jest poza tym
                                wszystkim co widzimy, co juz tu bylo zanim my sie zjawilismy i, czego metody
                                naukowe nie sa w stanie ogarnac.
                                Dla mnie to jkest dosyc oczywiste. Jak to mozliwe, ze dla innych nie jest? :)

                                Czy czytales kiedys CS Lewis? Np. Mere Christianity? Nie jest to, jak wielu
                                podejrzewa belkot tlustego kreacjonisty, ale glos kogos kogo okreslono
                                jako "one of the intellectual giants of the twentieth century and arguably the
                                most influential Christian writer of his day. He was a Fellow and Tutor in
                                English literature at Oxford University until 1954 when he was unanimously
                                elected to the Chair of Medieval and Renaissance English at Cambridge
                                University, a position he held until his retirement." za cslewis.com

                                Jakas pani tu na forum powiedziala, ze nie wyobraza sobie, zeby po zapoznaniu
                                sie z dorobkiem filozofii, watpic w istnienie Boga - dosyc subiektywne rzec by
                                mozna, ale "cos w tym jest".
                                • Gość: Byly, etc. Leon i Pak, czy nie macie przypadkiem jakiegos... IP: 195.187.51.* 10.12.04, 19:07
                                  ...absolutnie niepotrzebnego Wam piwka? (tylko zeby zimne bylo!). Strasznie mnie
                                  glowa czegos boli dzis.

                                  > Stosujac wiec skrytykowana uprzednio metode, chcialbym zapytac, szczogolnie
                                  > Byly Hozanin, jak to mozliwe, ze nie widzi takich oczywistosci, jak fakt, ze
                                  > Wszechswiat musi miec stworce?
                                  > Mam nadzieje, ze niesz mi tego za zle i potraktujesz to pytanie z pewna doza
                                  > zdrowego poczucia humoru. Niemniej jednak wydaje mi sie, ze
                                  > istnieja "przytlaczajace" dowody na to, ze musi istniec cos co jest poza tym
                                  > wszystkim co widzimy, co juz tu bylo zanim my sie zjawilismy i, czego metody
                                  > naukowe nie sa w stanie ogarnac.
                                  > Dla mnie to jkest dosyc oczywiste. Jak to mozliwe, ze dla innych nie jest? :)


                                  Dla mnie zas z kolei jest zupelnie oczywiste, ze to nie jest jedyna mozliwosc.
                                  Na przyklad, jest rowniez taka, ze wszechswiat mogl istniec od zawsze. Z kolei,
                                  jesli sie uprzemy, ze wszystko koniecznie musi miec stworce, to kto stworzyl
                                  stworce?

                                  Dla mnie te sprawy reguluje wylacznie kwestia wiary. Ja sam najbardziej
                                  komfortowo sie czuje, przyjmujac, ze jest Stworca, ale tego wniosku nie uwazam
                                  bynajmniej za oczywisty. Dobra ilustracje do tego jest fakt, ze nad tym cale
                                  pokolenia filozofow deliberowaly i deliberuja nadal i nigdy nie osiagnieto
                                  zgody. A ci, ktorzy w tej dyspucie reprzentowali poglad odmnienny od Waszego,
                                  moi Panowie, wcale niekoniecznie byli glupkami! Wielu z nich to byly najwyzszej
                                  klasy intelekty. Chocby taki Carl Marx. Nie lubimy jegomoscia, fakt, ale idiota
                                  on na pewno nie byl! Nawet sam Pilsudski sie o nim wyrazil per "wybitny
                                  mysliciel", i to juz sporo lat po tym, jak wysiadl z czerwonego tramwaju.

                                  Pozdrawiam, B., etc.

    • Gość: obiektywny Czy GW nie zgadza sie Albert Einsteinem ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:10
      Przypominam ze to fizyk, jeden z najwybitniejszych uczonych w historii nauki:
      1921 nagroda Nobla w dziedzinie fizyki
      kilka jego wypowiedzi.
      "Jesteśmy w sytuacji małego dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki
      wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, iż ktoś musiał napisać te
      książki. Ale nie wie jak. Nie rozumie ono języków, w których książki te zostały
      napisane. Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg,
      ale nie wie co to jest. Taki, wydaje mi się, jest stosunek nawet najbardziej
      inteligentnej istoty ludzkiej do Boga."
      Max Jammer "Einstein and Religion", Princeton University Press (1999), str. 48
      "Moja religia polega na pokornym podziwie tego nieograniczonego wyższego ducha,
      który objawia się w drobnych szczegółach jakie jesteśmy w stanie dostrzec
      naszymi wątłymi i słabymi umysłami. To głęboko emocjonalne przekonanie o
      obecności wyższej rozumnej mocy, która jest objawiona w niepojętym
      wszechświecie, kształtuje moje wyobrażenie Boga."
      Alice Calaprice "The Quotable Einstein" (Princeton University Press: Princeton,
      New Jersey, 1996)
      "Im bardziej zgłębiam naukę, tym bardziej wierzę w Boga." często przytaczana
      wypowiedź Einsteina
      • Gość: też obiektywny Re: Czy GW nie zgadza sie Albert Einsteinem ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 20:47
        Czy Einstein był teologiem? Dlaczego uważasz, że powinno się z nim zgadzać w
        kwestiach dot. religii?
      • Gość: zzz Każdy może wierzyc w co chce, IP: *.magma-net.pl 07.12.04, 00:03
        ale w teorii Einsteina nigdzie nie ma śladu ingerencji boskiej w jego teorie.
        Natomiast kreacjonizm w formie teorii "inteligentnego projektu" to po prostu
        uczestnictwo boga w zapoczatkowaniu i kierowaniu ewolucją. To jest czysty
        nonsens, bo każdy biolog wie, że mutacje materiału genetycznego są przypadkowe
        a ewolucja nie ma żadnego kierunku, o czym świadczą choćby wykopaliska
        świadczące o ciagle odkrywanej ogromnej liczbie ślepych dróg ewolucji.
        Zagadkowe jest natomiast bliskie zeru prawdopodobieństwo powstania życia
        gdziekolwiek w nieprzyjaznym przecież do życia kosmosie i to jest prawdziwa
        zagadka prowokująca myśl o ingerencji siły nadprzyrodzonej. Ponieważ jednak
        wiara w takie siły co krok prowadzi do absurdu łatwiej jest ludziom nauki
        założyć, że wymienione prawdopodobieństwo nie było całkiem zerowe.
    • Gość: camel ZYDOWSKA TEORIA... IP: 62.53.163.* 06.12.04, 19:47
      no to widac, ze juz zydowska teoria domonuje, bo z tego co pamietam to u Zydzi
      uwazaja, ze stworzenie swiata mialo miejsce 6000 lat temu...

      camel
    • Gość: igor Polacy sie kloca o teorie Darwina w USA-ale jaja!! IP: *.detroit-19rh15rt.mi.dial-access.att.net 06.12.04, 19:50
      Jaki maja w tym byznes geniusze znad Wisly? Nawet ja (polski geniusz w USA) nie
      moge na to wpasc.
    • Gość: Eug.M Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.dial.allstream.net 06.12.04, 20:13
      Mieszkam w Ameryce od 1948 a zasadniczo w Kanadzie, ale to wszystko jedno.
      Myslalem, kiedys, ze tylko w Polsce rzadzil kler i kosciol, ale okazalo sie, ze
      tutejsi sa jeszcze wiecej omamieni glupota. Do tego Zydzi opanowali wszystko, a
      przeciez biblia jest ich wymyslem. to tez sa zadowoleni, ze jest tutaj latwo
      nakrecac the ptasie rozumy. Zydzi twierdza, ze Biblia daje im prawo do tej
      ziemi. Wiec tak wierzaca Ameryka popiera ich w tym. I nie bedzie tam spokoju,
      bo wiekrzosc swiata wierzy w inne gusla. Niby intelektualny narod (tutaj)z
      wszelkimi dostepami do wiedzy, a ciagle daje sie oglupiac...
    • Gość: Wojtek Katolicy a ewolucja IP: *.idea.pl 06.12.04, 20:19
      Warto dodać, że Watykan już dawno uznał ideę ewolucji za słuszną (nie
      przesądzając o tym, jak miałaby wyglądać jej "praktyczna" realizacja);
      odrzucenie fundamentalistycznego odczytania Biblii dokonało się w sposób
      jednoznaczny w I poł. XX wieku (a jednym z prekursorów własciwego podejścia do
      Biblii był św. Augustyn - np. w Wyznaniach). Ciekawe, że teoria Wielkiego
      Wybuchu została b. szybko zaakceptowana przez ówczesnego Papieża (chyba Piusa
      XII, o ile się nie mylę). Polecam ciekawą stronę nt. nauka a wiara:
      www.cco.caltech.edu/~nmcenter/sci-faith.html
    • Gość: abhaod Po III wojnie miedzy fundamentalistami IP: *.a.pppool.de 06.12.04, 20:22
      chrzescijanskimi i islamskimi ewolucja osiagnie nowa jakosc.
    • Gość: w. Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.idea.pl 06.12.04, 20:24
      Kosciół katolicki juz dawno uznał ideę teorii ewolucji za słuszną; podobnie
      KAŻDĄ rzetelną teorię naukową; w artykule jest mowa o protestanckich
      fundamentalistach. Można nie lubić Kościoła, ale trzeba zachować przy tym
      minimum uczciwości intelektualnej, chyba, że nienawiść nakłada komuś klapki na
      oczy.
    • Gość: Jerzy Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.04, 20:29
      Podziwam inteligencje i umiejętność analizy faktów przeciętnego Amerykanina.
      Co ja mówię, podziwiam. jestem wstrząśnięty.
    • Gość: sfefek_bórczymóha Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 21:17
      <<<Stopien jej popularnosci raczej swiadczy o tym, jaka jest tesknota ludzkosci
      do tego, zeby Bog byl taki, jak to jest napisane w Biblii.>>>

      -hmmm swiadczy to raczej o stopniu niewiedzy społeczeństwa...
    • Gość: Aleksander Gillner Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 22:50
      Pisze Pan: "nie da sie udowodnic, ze istniejemy (a nie ze wszystko jest snem
      czy rodzajem filmu) ... Jedno jest faktem: badanie wieku przedmiotow za pomoca
      pomiaru skladu > procentowego izotopu 14 wegla bazuje po prostu na STWIERDZONEJ
      wiedzy" CZY TĄ rzekomą WIEDZĘ stwierdził i ogłasza ktoś, kto być może i nie
      istnieje? Stwierdzenia i ogłoszenia Pana Boga z Biblii są o niebo sensowniejsze.
    • Gość: Drobner Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.qwe.streamcn.pl 07.12.04, 00:36
      Nie ma żadnego(!) dowodu, że teoria biblijna jest prawdziwa ...........
      Toteż nie należy uczyć jej w szkołach, ani nawet na katechezach, które przez
      żart historii odbywają się w szkole ......
    • Gość: Logrus Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.fnet.pl 07.12.04, 00:39
      Co zrobi Kosciol? Proste: przemilczy lub zaprzeczy niewygodnym dla siebnie prawda:)

      A tak przy okazji, to Kosciol Katolicki (najwiekszy z posrod fragmentow
      chrzescijanstwa) terorie Darwina, po latach, zaakceptowal i potwierdzil.
      Z anaksem, ze Bog stworzyl i dal czlowiekowi dusze ;]
    • Gość: Drobner Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.qwe.streamcn.pl 07.12.04, 00:42
      Nie ma żadnego(!) dowodu, że teoria biblijna jest prawdziwa ...........
      Toteż nie należy uczyć jej w szkołach, ani nawet na katechezach, które przez
      żart historii odbywają się w szkole ......



      A propos: poje..e to Wasze forum, ni hu hu nie mogłem się zorientować, czy
      wysłałem, czy też nie
    • Gość: Paweł Chojecki Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.238.70.191.adsl.inetia.pl 07.12.04, 02:08
      Tylko wtedy, gdy szybkość zachodzących procesów w izotopach jest na przestrzeni
      dziejów stała. W przeciwnym wypadku datowanie w skali większej niż kilka
      tysięcy lat to zwyczajne "chciejstwo", a nie nauka.
    • Gość: raf Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.sim.com.pl 07.12.04, 08:30
      A Ziemia jest płaska i basta!! ;)
    • Gość: kreacjusz Re: Ameryka kłóci się o teorię Darwina IP: *.udn.pl 07.12.04, 09:13
      Hej,

      Co do C14, to kreacjonisci czesto powoluja sie na przyklady zupelnie dziwnych i
      nieprawdziwych wynikow, jak np malze ktore maja kilka tysiecy lat itd...Z tego
      co slyszalem, metoda datowania C14 opiera sie na pewnych zalozeniach, ktore tez
      warto zweryfikowac. Zaklada sie, ze wszystkie procesy zawsze odbywaly sie z
      taka sama(lub bardzo podobna) predkoscia, to jest chyba ten uniformatyzm. Tyle,
      ze np znaleziska kopalne, jak waszki czy karaluchy, ktorych rozmiar nie
      pozwalalby im zyc dzisiaj(z powodu ich sposobu oddychania i zbyt malego
      cisnienia atmosferycznego). Wynika z tego, ze musialy panowac inne warunki.
      Co wiecej,zdajesz sobie pewnie sprawe, ze teoria ewolucji opiera sie na
      pewsnych zalozeniach, z kolei pewne zalozenia opieraja sie na teorii ewolucji.
      Np sama idea doboru naturalnego zawiera w sobie ten blad logiczny(circular
      argumenting). Cos przezylo, poniewaz bylo lepiej przystosowane do zycia.
      Dlaczego bylo lepiej przystosowane, skad wiemy? Bo...przezylo! :).

      Pozdrawiam z Radomia,
      Mateusz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka