Gość: stranger
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.01.05, 14:34
Obecny stan rzeczy można nazwać "rozbiciem dzielnicowym" - Polska, Białoruś,
Ukraina, Litwa, Łotwa. Estonia i enklawa Królewca. Kiedy zjednoczenie? Chyba
pytanie retoryczne - choć gdyby Polska prowadziła samodzielną politykę miast
zasady: wczoraj Moskwa dziś Bruksela - czyli lizanie części ciała na której
się siedzi - Polska mogła próbować stworzyć własny układ z sąsiadami (jak
równy z równymi) a nie wiązać się z Europą pod batutą Berlina. A tak staliśmy
się nie podmiotem lecz przedmiotem.
To ciekawe, że ekspansja Polski na wschód doprowadziła do odrębności tych
ziem od Rosji, gdyby nie polskie parcie nie byłoby współczesnej
samodzielności nacji zamieszkujących te ziemie.
I tak np. Litwini ulegliby rutenizacji - językiem urzędowym na Litwie był
wszak starobiałoruski. Jagiełło wydawał urzędowe dokumenty (jeszcze jako
władca Litwy) w języku starobiałoruskim. Inna sprawa, że nie ulegając
rutenizacji Litwini spolonizowali się - przebudzenie narodowe Litwinów na
przełomie XIX w. to siłą rzeczy szukanie "litewskości" wśród pokrewnych
Żmudzinów i tworzenie języka litewskiego z ich mowy po wyrzuceniu ogromnej
ilości słów pochodzenia polskiego.
Podobny proces uczyniono z polecenia J. Stalina (lata 20-te XX w.) odnośnie
języka białoruskiego czyli zrazu dialektu kilku tysięcy wieśniaków – to
geneza współczesnego białoruskiego.
A Ukraina? To oddzielny temat ale jedna rzecz jest pewna - wbrew twierdzeniu
co niektórych nie ma znaku równości pomiędzy Ukrainą a Rusią Kijowską czy
dziejami hajdamaków (Kozaków) a Ukrainą. Do dorabianie historii, coś
podobnego do mitu o Sarmacji.