Dodaj do ulubionych

Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo?

20.03.05, 20:17
Sprawa jest ważna.Czy można pozwolić umrzeć komuś,twierdząc,że nic nie
czuje,nie myśli,jednocześnie mówiąc o skróceniu cierpień?Jest to wewnętrzna
sprzeczność.
Opierając się na swojej znajomości tematu: Być może mąż ponosi ciężar opieki
i jej finansowania,a rodzice nie.Każdy chory pokazuje co go boli:mąż chorej
chce skrócenia swoich cierpień,nietylko ekonomicznych,a rodzice chcą,by ktoś
kiedyś się do nich usmiechał.
Obserwuj wątek
    • b-52 Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 20:22
      Na szczescie w Polsce nie ma takich problemow.
      Tutaj umiera sie szybko i bezbolesnie.
      Mniej technologii,mniej cierpienia.
      Trzeba tylko zadbac o nowe pokolenie.
      Cos w stylu, Fiedia umarl,Wania sie narodzil.
      • wilczycam Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 20:40
        mniej technologii ale czy mniej cierpienia? I czy umiera się
        bezboleśnie?....tak czy owak nas chyba jeszcze te problemy nie dotyczą....choć
        mozemy się mylić, w końcu kiedy byłam ostatnio w szpitalu? 13 lat temu!
        • mis22 Czy beda trzymac zywe cialo Terry Schiavo? 20.03.05, 21:58
          Lekarze mowia, ze Terry Schiavo jest "warzywem" czyli jej cialo w wiekszosci
          jest zywe podczas gdy mozg przestal funkcjonowac. Czyi pytanie nie jest czy
          pozwolic umrzec dla Terry Schiavo, ale czy trzymac jej cialo zywe. Kiedys w
          ZSRR trzymano zabalsamowane cialo Lenina. Technologia biologiczna poszla do
          przodu. mimo, ze czlowiek tj. jego swiadomosc przestala funcjonowac ale cialo
          moze byc zywe, sztucznie odzywiane, przydatne do transplantow lub do kampanii
          politycznej dla Republikanow.
          • aelithe Re: Czy beda trzymac zywe cialo Terry Schiavo? 20.03.05, 22:06
            Mis całkowicie nie rozumiesz. Gdyby mózg nie funkcjonował, kobieta by już dawno
            została dawcą narządów.
            Z tego co pokazywano w telewizji jest to osoba, która wykazuje reakcje na
            obecność osób bliskich, czyli czuje. Nie wiemy co myśli, czy cierpi czy nie.
            Nie wiemy jak ograniczona jest świadomość. Nie znamy jej wnętrza.
            Chora jest osobą zdolną do życia bez aparatury podtrzymującej życie: tak ja
            albo ty. Wymaga tylko pielęgnacji i karmienia.
            Czy uważasz, że mamy zabijać wszystkich kłopotliwych ludzi, o których musimy
            się troszczyć.
            • arius5 O co tyle halasu ? 21.03.05, 00:13
              Niedawno wymordowali ponad 100 tysiecy ludzi w Iraku, a tutaj takie korowody ?
              Jeszcze ktos uwierzy, ze sa humanitarni, bo tylko o to chyba chodzi ?
              • elfhelm Re: O co tyle halasu ? 21.03.05, 00:22
                ...
              • aelithe Re: O co tyle halasu ? 21.03.05, 00:22
                1. chodzi o prawo do zabicia świadomego przytomnego człowieka. Nie w trakcie
                wojny jak w Iraku, ale w majestacie prawa.
              • colombina Re: O co tyle halasu ? 21.03.05, 02:19
                To jest wlasnie mentalnosc "chrzescijan" z Bible Belt, mam wrazenie ze cierpia
                na schizofrenie. Sam wielebny George W. gdy byl gubernatorem Teksasu rozkrecil
                wykonywanie kar smierci na niespotykana w USA skale. Na dodatek odmawial
                ulaskawienia od krzesla elektrycznego nawet ludziom ktorzy na pewno byli
                niewinni a stali sie ofiarami teksanskiego systemu sadowniczego. A teraz
                przerwal sobie odpoczynek na rancho..zeby komus uratowac zycie.
              • y.y [...] 21.03.05, 02:57
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • y.y Re: Czy beda trzymac zywe cialo Terry Schiavo? 21.03.05, 03:10
              Erm... przykro mi, ale niestety to co piszesz nie do końca pokrywa się z
              rzeczywistością. Racja, mózg funkcjonuje, tzn. działa w taki sposób że
              podtrzymuje niektóre procesy tej osoby. Gdyby w ogóle nie funkcjonował, to
              znalazłaby się ona w stanie śmierci klinicznej. Niemniej, to nie znaczy że mózg
              działa prawidłowo i że jest w stanie funkcjonować tak, aby ta kobieta była
              świadoma tego co się dzieje. Reakcje na bodźce nie są żadnym dowodwem na
              cokolwiek, bodźce to zupełnie inna część mózgu niż zawiadywanie świadomością. I
              szczerze mówiąc jej reakcje pokazywane w amerykańskich stacjach dowodzą jak
              naraie tylko tego, że ona nie jest świadoma tego co się dzieje, ona już nie
              myśli, nie rozpoznaje, nie kojarzy, nie przeprowadza procesów poznawczych.
              reaguje na niektóre bodźce, wątpliwe czy w ogóle wie o tym, że reaguje na
              cokolwiek. Nie trzeba być wykwalifikowanym neurologiem aby to wiedzieć
              wystarczy tylko podstawowa wiedza z biologii i anatomii człowieka. A jej
              wnętrze nota bene neurolodzy potrafią określić bardzo, ale to bardzo dokładnie,
              śledząc procesy fal mózgowych i tak dalej.

              Poza tym: to nieprawda, że ona jest w stanie żyć bez aparatury. Właśnie o to
              cała ta długoletnia historia. Odłączenie jej spowoduje zgon, nie będzie w
              stanie samodzielnie egzystować, choćby ją karmiono, przewijano etc. Aparatura
              podtrzymuje ją przy życiu, bez niej umrze.

              To jest manipulacja co piszesz. To nie jest kłopotliwa kobieta, która normalnie
              żyje ima zapalenie gardła, a mężulek ma fiu bździu w głowie i mu się znudziło.
              Nie. To jest osoba, która nie jest w stanie egzystować, bez aparatury nie
              przeżyje, jest warzywem, nigdy już nie wstanie z łóżka, nigdy nie powie żadnego
              sowa, nigdy nie będzie żoną, matką ani nikim innym. Będzie leżeć na tym łóżku,
              nie robiąc nic innego jak pobierając pokarm z aparatury i tyle.

              Dla mnie okropny jest z jednej strony fanatyzm tych "wierzących", którzy znowu
              chcą innym wtłaczać jedyną słuszną koncepcję życia w katolasie, znowu jest tak,
              że religia jednych ma ustawiać innych i to mnie przeraża, ta głupota i ten
              fanatyzm tych popaprańców. A z drugiej strasznie miżal i tego faceta i jej
              rodziny i nawet jej samej, bo nie wiem dlaczego nie mogli tego zrobić bardziej
              humanitarnie, czyli dać jej zastrzyk, a nie patrzeć jak przez kilka dni będzie
              umierać powoli z głodu.
              • adamieva Re: Czy beda trzymac zywe cialo Terry Schiavo? 21.03.05, 19:10
                Otoz Terry Schiavo wlasciwie moze odpowiadac na pytania "Yes" or "No". Wedlug
                mnie Yes czy Tak, jest slowem.Gdy ja jej ojcie zapytal, czy jestes w bolu,
                odpowiedziala : Yes. Kobieta nie jest az tak beznadziejnie martwa jak Ci sie
                wydaje. Poza tym, mimo wszystkich dokonanych badan na mozgu ludzkim, naukowcy
                nadal nie sa z pewnoscia w stanie odpowiedziec na wszystkie pytania. Jaki jest
                ich % wiedzy na ten temat? Opinie sa, ze byc moze 10, 20, 30%...
                Drodzy czytelnicy, lekcja ktorej mozemy sie nauczyc od Terry, to to, ze jest
                ona prawdziwa osoba, jedynie ulomna. A my obserwatorzy tego wszystkiego mamy do
                wyboru: okazac jej laskawosc i walczyc o jej zycie, lub okazac sie
                belitosnymi... Jaka miara mierzysz taka bedzie i Tobie odmierzone. Nikt nie wie
                co go moze spotkac w przyszosci. A jesli chodzi o jej meza, mogl rozwiezc sie
                z Terry dawno temu. Zdecydowal jednak, ze Terry musi umrzec i to wyrokiem
                sadowym. Pytanie, jakie popelnia przestepstwo aby otrzymac kare smierci? Ludzie
                ida do wiezienia za zaglodzenie psa, czlowieka natomiast sad moze zaglodzic
                legalnie. Zyjemy w bardzo humanitarnym swiecie, nieprawdaz?
                • asik262 Re: Czy beda trzymac zywe cialo Terry Schiavo? 22.03.05, 04:00
                  skad wiesz ze odpowiada na pytania- w telewizji walkuja film, gdzie niestety
                  widac ...reakcje fizjologiczne,ruch powiek, wygiecie warg,reakcja na
                  swiatlo.moze masz jakies inne informacje?
            • galt i ponadto, nie wszyscy lekarze sie zgadzaja 21.03.05, 06:43
              Rodzice twierdza, ze tylko lekarze zatrudnieni przez meza sklaniaja sie do
              takiej opinii (sugerowana wybiurczosc) natomiast niezalezni lekarze i lekarze
              wybrani przez rodzicow sa po obydwu stronach diagnozy.

              Pozatym moje pytanie:
              - jezeli nawet medyczna logika bylaby za przerwaniem zycia to czy w Stanach
              usmierca sie kryminalisow przez zaglodzenie?
              Czy usypia sie zwierzeta przez zaglodzeni?
              Nie, bo uwaza sie to za niehumanitarne.
              Nie jest wiec niehumanitarne w tym wypadku?
              Moze jezeli taka mialaby byc decyzja prawdziwie humanitarny koniec powinnie byc
              wybrany (brzmi jak oxymoron).
          • fawad Granica smierci przesuwa sie coraz dalej ... 21.03.05, 00:49
            ... Przypadki, w ktorych dzis uznaje sie, za sa szanse na leczenie kiedys byly uznawane za smierc. Juz
            tak prosty zabieg jak defibrylacja byl skokiem na teren, ktory przedtem lezal po drugiej stronie. Biedny
            byl ktos kto dwiescie lat temu zapadl w krotka spiaczke - obudzilby sie dwa metry pod ziemia.
            Dzis ludzie zyja po glebokich urazach mozgu a lobotomia jest metoda leczenia. To powinno
            przekonac kazdego, ze tak naprawde niewiele wiemy o mozgu. Lekarze twierdza, ze mozg Terry
            Schiavo funkcjonuje jedynie na poziomie pozwalajacym na podtrzymanie podstawowych funkcji
            organizmu - a przeciez ona wyraznie reaguje na kontakt z bliskimi: usmiecha sie, porusza oczami. Jesli
            ktos chce nam wmowic, ze mozna to porownac z perystaltyka jelit to lepiej niech sie porzadnie do
            swojego wywodu przygotuje bo ja na slowo mu nie uwierze. Co do argumentu jej meza, ktory twierdzi,
            ze zona wielokrotnie mowila mu, iz nie chcilalaby zyc "jak warzywo", pozwolcie mi zapytac: ilu z Was
            zona mowila przy obiedzie "kochanie, gdyby kiedys moj mozg przestal funkcjonowac nie chcialabym
            byc podtrzymywana przy zyciu"? Ten tekst pana Schiavo po prostu nie brzmi prawdopodobnie a skoro
            mowimy tu o zaglodzeniu pacjenta na smierc to chcialbym by dzialo sie to w oparciu o cos mniej
            ulotnego niz konfabulacje faceta, ktory pewnie chcialby wreszcie pozbyc sie balastu z przeszlosci.
      • elfhelm straszna sytuacja 21.03.05, 00:22
        jestem przeciw eutanazji, ale mam coraz więcej wątpliwości. nie chciałbym nigdy
        musieć podejmować takich decyzji
    • wilczycam Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 20:23
      Otóż ironia naszych czasów: dokarmiamy na siłę umarłych a głodzimy na śmierć
      żyjących....Terry stała się zabawką milionów...ciekawe czy robione są już
      zakłady: dadzą jej odejść w spokoju czy nie?
      • galt absolutnie przesadzasz. 21.03.05, 06:46
        Wbrew temu co byc moze widac w polskiej telewizji wiekszosci Amerykanow daleko
        jeszcze do takiego cynizmu. W Pekinie czy Moskwie to moze byloby fair pytanie.
        Nie zapominaj, ze w Stanach ponad 90% ludzi wierzy w Boga w takiej czy innej
        formie, jest to najwyzszy wskazniki na Swiecie.
    • kyle_broflovski Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 20:27
      web.tampabay.rr.com/ccb/videos/hows_that_cold.rm
      hometown.aol.com/GordonWWatts/myhomepage/ConversationWithTerri.wmv
      • stefanmichnik Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:11
        Niestety korespondent Gadziński nie sprawdził podstawowych faktów lub uległ
        ideologicznie "nagiętym" relacjom liberalnego mainstreamu medialnego. Terri nie
        jest warzywem - ona zyje. Reaguje na bodzce, rozumie co sie do niej mowi,
        placze, smieje sie itd. Nie jest podlaczona do maszyn podtrzymujacych zycie,
        jest karmiona przez sądę a to zasadnicza róznica! Poza tym wielu lekarzy
        twierdzi ze moznaby nauczyc ja przelykac a wiec jesc, a takze ze mogla by
        kiedys przesiasc sie na wozek.

        W calej sprawie klamliwie przedstawia sie postac jej "kochającego" meza
        Michaela, ktory od kilku lat zyje z inna kobieta, ma z nia dwojke dzieci. I
        zyje calkiem niezle - za bledy w leczeniu Terri tuz po wypadku dostał ponad
        milion dolarów. Poza tym zachodzi podejrzenie, ze mogl on przyczynic sie do jej
        obecnego stanu ( mozliwe,ze maltretowal ja w przeszlosci). Feministki
        wszystkich krajow tym razem nie laczal sie jednak by uratowac zycie kobiety
        zniewolonej przez swojego malzonka.

        Ta sprawa to skandal, niebezpieczny precedens!
        • dana33 Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:16
          rega, rega, skad masz te wiadomosci? bo u nas nie ma o tym ani slowa. nawet nie
          jak to sie stalo, ze terri jest w stanie, w jakim jest. mozesz mi powiedziec
          skad to masz? jakis link? bo to oczywiscie zmieniloby obraz tego problemu. a ja
          nic takiego nie slyszalam.
          • kyle_broflovski warto troche pomyslec zanim wyda sie wyrok 20.03.05, 21:20
            www.terrisfight.org/
            abstractappeal.com/schiavo/infopage.html
            journals.aol.com/justice1949/JUSTICEFORTERRISCHIAVO
            • dana33 Re: warto troche pomyslec zanim wyda sie wyrok 21.03.05, 09:48
              dzieki, kyle.
          • manny_ramirez dla Dany 20.03.05, 22:10
            zalaczam link ktory uwazam za w miare obiektywny, przeczytaj

            abstractappeal.com/schiavo/infopage.html
            • manny_ramirez Re: dla Dany jeszcze jeden 20.03.05, 22:16
              reports.tbo.com/reports/schiavo/
              • dana33 Re: dla Dany jeszcze jeden 21.03.05, 10:04
                dzieki manny. przeczytalam wszystko dokladnie. nu, straszny przypadek dla obu
                stron. mimo to uwazam, ze terri wolalaby umrzec, niz "zyc" w takim stanie, w
                jakim sie znajduje i juz napewno za nic na swiecie nie chcialaby, zeby caly
                swiat ogladal jej zdjecia w takim stanie. rozumiem rodzicow, ktorzy cfhca ja
                utrzymac przy zyciu w kazdej sytuacji, liczac na jakis cud. ale nawet jakby
                dzisiaj ten cud sie zdarzyl i terri nagle zaczelaby sama jesc i nawet tu i tam
                reagowac na bodzce zewnetrzne, przeciez szkody jakie sa w mozgu, so nie
                odwracalne.... a jej maz? maz? od 13 lat tylko na papierze. czy ten czlowiek
                nie ma prawa na wlasne zycie? przeciez zyjemy tylko raz, nie mamy szansy na
                jeszcze jedno zycie, przynajmniej nie na ziemi. jesli patrze w miare
                objektywnie, to ten czlowiek nie ma normalnego zycia juz dluzej, niz 13 lat, bo
                zycie z chorym na bulimie, to nie piknik.... wiec i terri nie zyje i on tez nie
                zyje normalnie. nie ma na to prawa? no i ta roznica w tonie obu statements...
                jakby sie nie zakonczyla ta tragedia, nie ma tu nikogo, kto wyjdzie na koncu
                szczesliwy. kazdy tu jest z gory na przegranej pozycji, niestety. ale to co
                robi sie z terri to jest po prostu cos strasznego. jestem do glebi przekonana,
                ze ona tego by sobie nigdy nie zyczyla.
                • kropekus Re: dla Dany jeszcze jeden 21.03.05, 15:08
                  To prawda co napisalas..Patrzac na ludzi,ktorzy przeszkadzaja Terry
                  godnie umrzec w imie "milosci zycia" diabli mnie biora...I tylko dziwi mnie
                  czemu czesto ci sami ludzie popieraja aborcje lub eutanazje-kompletny brak
                  logiki i konsekwencji.
        • brantham ...jak warzywo ? 20.03.05, 22:28

          (...) Żyjąca od 15 lat jak warzywo

          Panie Gadzinski... nie spotkalem sie w polskim jezyku z uzywanym przez pana
          okresleniem: "jak warzywo". Doslowne tlumaczenie angielsko-jezycznych terminow
          nie zawsze znaczy to samo w innym jezyku. Co znaczy "jak warzywo" ? pisz pan po
          polsku !
    • stanislaw_remuszko Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:01
      Jestem za.
      • dana33 Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:08
        ja tez. ona wegetuje a nie zyje i jakby mogla sie widziec tak jak my ja
        widzimy, to napewno nie chcialaby zyc (i tu tez: jak i maz i rodzina pozwalaja
        pokazywac terri? ktos z nas chcialby, zeby caly swiat ogladal nas w takim
        stanie?). a rodzina i maz tylko sie mecza. watpie, czy sama terri chcialaby
        tego dla swojej rodziny i meza.
        • mikehp Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 23:35
          Co za bzdurna odpowiedz. Jakby sie mogla widziec? A co to za roznica, przeciez
          zyje, a jak umrze to sie juz nie zobaczy. Poza tym tez na pewno jest troche
          ludzi po zobaczeniu ktorych od razu lepiej sie zyje.
          Poza tym jestem zaniepokojony niektorymi wypowiedziami. Przeciez ona reaguje, a
          warzywo reaguje? Jak ktos nie widzial kogos bliskiego w takiej sytuacji to moze
          niech troche przemysli sprawe.
          • kropekuk Czy pokazywana ja w waszej TV? To straszne... 21.03.05, 01:24

        • dritte_dame Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 21.03.05, 19:41
          dana33 napisała:

          > jakby mogla sie widziec tak jak my ja
          > widzimy, to napewno nie chcialaby zyc

          Skad wiesz z taka pewnoscia czego chciala by inna osoba?
          (I to w kwestii jej zycia, a nie Twojego?)
    • mromac Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:12
      Ludzkosc pada ofiara wlasnego rozwoju. Kilkadziesiat lat temu Pani Schiavo umarla by w sposob naturalny, w XXIw moze "żyć" nawet do osiemdziesiatki (a moze dluzej). Nie wiem czy ta wegetacje mozna nazwac zyciem - biologicznie pewnie tak ale przeciez zycie nie polega tylko na jedzeniu i wydalaniu!! Wszystkim naokolo latwo mowic TAK albo NIE bo ich to bezposrednio nie dotyczy, latwo byc medrcem (zwlaszcza anonimowym).
    • centauri333 Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:24
      Dajcie jej wreszcie umrzeć, choć może niekoniecznie przez zagłodzenie. Nie
      prościej byłoby użyć zastrzyku ze śmiertelną dawką morfiny? Ale przecież to
      byłoby morderstwo, na co bogobojni Amerykanie w żadnym razie nie mogą się zgodzić.
      A tymczasem na tragedii rodziny (bo już raczej nie samej zainteresowanej)
      niektórzy zbijają polityczny kapitał.
      • mis22 Bush dzisiaj decyduje o zyciu i smierci 20.03.05, 22:07
        centauri333 napisała:
        > Dajcie jej wreszcie umrzeć, choć może niekoniecznie przez zagłodzenie. Nie
        > prościej byłoby użyć zastrzyku ze śmiertelną dawką morfiny? Ale przecież to
        > byłoby morderstwo, na co bogobojni Amerykanie w żadnym razie nie mogą się
        > zgodzić.

        "Bogobojny" George Bush jr i jego brat Jeb Bush uwazaja, ze Bog dal im prawo
        decydowania o zyciu i smierci ludzi na swiecie. Uwazaja, ze maja prawo zabijac
        Arabow jesli Ci nie chca oddac dobrowolnie swojej ropy naftowej dla firm
        amerykanskich. Dla rownowagi trzymaja zywe cialo Terry Schiavo aby pokazac, ze
        sa obroncami zycia.

        Brytyski Financial Times w reportazu z Iraku napisal, ze rodzinom Irakijczykow
        zabitych "przez pomylke" Amerykanie placa $2,500 jesli rodzina potrafi znalezc
        Amerykanina zabojce. $2,500 to jest cena zycia ludzkiego, czlowieka nie
        bedacego obywatelem amerykanskim, dla Busha.
      • aelithe Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 23:16
        Centauri, świadomego człowieka chcesz zabić.
      • dritte_dame Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 21.03.05, 19:51
        centauri333 napisała:

        > Nie prościej byłoby użyć zastrzyku ze śmiertelną dawką morfiny?

        > Ale przecież to byłoby morderstwo,

        Ewidentnie tak.

        > na co bogobojni Amerykanie w żadnym razie nie mogą się zgodzić.

        Czy to zle ze ludzie nie zgadzaja sie na morderstwo?
        I czy to ma znaczenie, ktory ludzie i z jakich pobudek sie nie zgadzaja?
    • arahat1 Busz codziennei pozwala czy popiera umieranie 20.03.05, 21:29
      dziesiatek irakijczykow. Ale to przeciez nie amerykanie ... parszywy busz o
      zaklamanym oddaniu sie duchowi swietemu...
      • eptesicus Re: Busz codziennei pozwala czy popiera umieranie 20.03.05, 21:51
        > dziesiatek irakijczykow. Ale to przeciez nie amerykanie ... parszywy busz o
        > zaklamanym oddaniu sie duchowi swietemu...

        parszywe pasyfy przez dziesiatki lat pozwalaly czy popieraly umieranie tysiecy
        Irakijczykow. Nie przypominam sobie ich demonstracji po ataku gazowym w
        Halabdży czy masakry szyitow z delty po ostatniej wojnie
    • setite Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:30
      Kilka nieprzyjemnych aspektów tej sprawy, o których nie wspomina Gazeta:

      Mąż Terri wygrał sprawę o błąd w sztuce lekarskiej i otrzymał bardzo wysokie
      (ponad milion dolarów) odszkodowanie (niedotlenienie było według pozwu wynikiem
      zaburzeń pracy serca, a te powstały na skutek zachwiania równowagi
      elektrolitycznej w konsekwencji domniemanej bulimii Terri - co nie było
      odpowiednio leczone). Jak można przeczytać w stenogramach jego zeznań w trakcie
      tego "malpractice suit", zapewniał, że do końca życia poświęci się opiece nad
      żoną i jej rehabilitacji (bez obaw, suma była wystarczająca). Tymczasem gdy
      tylko pieniądze znalazły się na odpowiednim koncie, przeniósł Terri z zakładu
      rehabilitacyjnego do placówki opiekuńczej i zakazał, krok po kroku,
      jakiejkolwiej rehabilitacji (włącznie z myciem kobiecie zębów czy prostymi
      zabiegami, mającymi na celu zmniejszenie przykurczu rąk). Żadnej terapii mowy
      czy np. o zabiegów dotleniających mózg. Uwaga! Nikt poza
      rodzną Terri nie przejął się niezgodnym z ustaleniami wykorzystanie środków z
      odszkodowania (sporo tego mąż wydaje na prawników...).

      Jeśli chodzi o skracanie cierpień - śmierć głodowa nie należy do przyjemych.

      Już wcześniej mąż Terri zakazał np. leczenia infekcji dróg moczowych u Terri,
      licząc na to, że kobieta umrze na sespę.

      Mąż Terri jest jej prawnym opiekunem, chociaż od siedmiu lat żyje w
      konkubinacie z inna kobietą (nazywa ją "narzeczoną") i ma z nią dwoje dzieci.
      Terri musi pozostawać jego oficjalną (i podległą prawnie) żoną, bo to on, jako
      jej reprezentant, musiałby wnieść o rozwód. Groteska.

      (Wyobraźcie sobie, że oto wasz mąż albo żona czmyhają z tą inną/innym,
      mieszkają z nowym partnerem i płodzą z nią/nim dzieci. Co robicie? Pewnie
      blokujecie wspólne konto i staracie się uniezależnić, prawda? Chyba ostatnią
      rzeczą jakiej byście chcieli, byłoby, aby ten ex-małżonek decydował o waszym
      życiu i śmierci...)

      Co do stanu Terri - nie przeprowadzono obiektywnych, wiarygodnych badań. Na
      przykład, mąż Terri i jego prawnicy sprzeciwili się badaniu metodą PET,
      trzymając się o wiele, wiele mniej miarodajnych zdjęć z tomografu
      rentgentowskiego. Rodzina Terri wnosiła o badania zgodnie z najnowszymi
      procedurami.

      Definicja persistent vegetative state (roślinnej wegetacji?) wyklucza
      jakąkolwiek zamierzoną aktywność pacjenta. Oczywiście Terri jest bardzo
      poważnie upośledzona i przez większość czasu pozostaje bierna, ale jak pokazują
      wstrząsające filmy nakręcone wbrew zakazom prawników męża Terri (sic!), kobieta
      potrafi reagować w sposób celowy (prawnicy mężą twierdzą, że to zachowania
      odruchowe). Aby ustalić, że ktoś jest "roślinką" nie wystarczy badać go przez
      krótki czas - wymagana jest długa, całościowa obserwacja przez kilku
      niezależnych lekarzy - a tego mąż Terri zabronił.

      Cała ta sprawa jest niejasna. Gdyby pozwolono na badania PET, zwołano konsylium
      niezależnych ekspertów, gdyby Terri miała dobrą opiekę i intensywną
      rehabilitację - ok, nie ma kontrowersji. A tak pozostaje niesmak.





      • aelithe Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 23:08
        Setite; trudno jest wymagać od lewicowej gazety wymagac dobrej relacji.
        reportaż ma pokazać sensację, a nie prawdę. To co napisałaś jest wstrząsające.

        W chwili obecnej lewicowa prasa dąży do przekonania społeczenstwa , że
        mordowanie ludzi chorych i niepłenosprawnych jest dobre. Stanowią oni (
        przepraszam za wyrażenie) wrzód na dupie zdrowego społeczeństwa i niepotrzebny
        wydatek. I tak umrą, a niepotrzebnie zajmują czas lekarzowi. A poza tym ile
        pieniędzy kosztują. Dlatego też we wszystkich "cywilizowanych" krajach
        podejmuje się wysiłki w kierunku eliminacji takich ludzi. Straszne jest to co
        się dzieje w Holandii, a próbuje sie pójśc jeszcze dalej.
      • polonus3 Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 21.03.05, 00:14
        Setite nie pisz o rzeczach o ktorych nie masz pojecia. Odszkodowanie $1.ooo.ooo
        w tym wypadku to nic nie jest i zaraz Ci to wyjasnie.
        Z tego miliona ktore wyplacila firma gdzie byl ubezpieczony lekarz, ktory
        popelnil blad, adwokat meza odliczyl sobie honorarium w wysokosci 65% wygranej
        sumy, bo sprawa byla w sadzie. Gdyby nie bylo sprawy w sadzie a adwokaci
        "dogadaliby" sie ze soba (adwokat meza z adwokatem firmy ubezpieczeniowej)
        to adwokat meza wzialby 33%. Ale sie nie dogadali. Takie prawo w Ameryce.
        Teraz sa koszty do pokrycia z tego ubezpieczenia jak koszta sadowe. Sad moze
        ale nie musi orzec, ze koszta te pokrywa przegrywajaca firma ubezpieczeniowa
        dodatkowo, oprocz tego $1.000.000. Teraz sa koszta leczenia. Raz trzeba
        zaplacic z tego lekarzowi mimo, ze popelnil blad a potem trzeba zaplacic za
        szpital szpitalowi. Lekarz w Ameryce nie jest pracownikiem szpitala jak np.
        pielegniarka, salowa, ksiegowa czy dyrektor szpitala tylko lekarzem samym
        dla siebie, ktory podpisal kontrakt ze szpitalem, ze bedzie tu "przyprowadzal"
        swoich pacjentow na leczenie i sam ich leczyl a szpital zapewni mu do tego
        wlasciwe warunki. Tylko na pogotowiu ratunkowym (emergency) sa lekarze
        zatrudniani przez szpital, ale sa to mlodzi po studiach.
        Odliczajac to wszystko to ten maz jak dostal do reki $ 2oo.ooo to wszystko!!!!
        Od takiego odwszkodowania nie placi sie podatku.
        • aelithe Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 21.03.05, 00:21
          Polonus primum w różnych miejscach stanów zjednoczonych medycyna wyglląda w
          różny sposób. Od miejsc,gdzie funkcjonuje jak w europie. To miejsc, gdzie
          wszystkie zabiegi wykonuje gp, tylko płaci chirugowi za operację do której sam
          asystuje.
          Poza tym chora nie wymaga leczenia tylko pielęgnacji. Można ja karmić przez
          sondę tego nie musi robić nawet pielęgniarka.
        • setite podaję dane dostępne na potrzeby sądu 21.03.05, 08:24
          Podaję dane (zaokrąglone, nie wkleiłam linku ale można to zrobić) potrzebne na
          potrzeby sądu, wyszczególnienie zrobione przez rodzinę Terri - i popraw mnie,
          bo możę się mylę (bez ironii), ale mąż Terri nie kwestionuje tej sumy (nie
          spotkałam się z tym na sieci, a byłby to poważny kotrargument).
    • pablo63 Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 21:50
      Dajcie Jej spokojnie umrzeć. Ludzie chcielibyście tak żyć?????
      Ludzie umierają z głodu na całym świecie a tu prosze, sztuczne podtrzymywanie
      trupa. Łatwo jest gadać kieruje ten tekst do przeciwników odcięci Teri od
      maszyn gdy samemu jest się zdrowym. Ja chciałbym w takim przypadku odejść w
      spokoju a nie robć z tego cyrk. No ale cuż wybory w USA tuż tuż i trzeba zrobić
      na czymś kapitał polityczny.
      JEST TO POPROSTU WIELKA HIPOKRYZJA

      Pzdr pablo
      • setite od jakich maszyn? 20.03.05, 22:04
        Od jakich maszyn Pablo?

        Nie siej dezinformacji.

        Terri _nie_ jest podłączona do respiratora czy sztucznego serca. Po prostu
        karmiona jest papką przez sondę.

        "Spokojnie umrzeć"?

        Spróbuj nie pić wody przez jeden dzień. No spróbuj i wyobraź sobie, że nie
        dostaniesz nic do picia ani jedzenia przez tydzień... dwa tygodnie... dopóki
        nie popekają ci sluzówki, nie zaczniesz rzygać krwią, nie dostaniesz konwulsji.
        Jeśli to jest "spokojne umieranie" czy godna śmierć - pomyśl trochę.
      • rockawy Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 21.03.05, 01:03
        zgadzam sie z Toba.Ja tez chcialbym odejsc.
      • dritte_dame Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 21.03.05, 20:12
        pablo63 napisał:

        > Dajcie Jej spokojnie umrzeć. Ludzie chcielibyście tak żyć?????


        Z tego czy my chcielibysmy czy tez nie - nie wynika co chce teraz ta osoba.

        Z tego ze *teraz* nie chcielibysmy - nie wynika ze nie zmienilibysmy zdania w
        ostatnim przeblysku swiadomosci osuwajac sie w taki stan.

        Z tego ze uwazamy iz sami nie chcielibysmy - nie wynika zezwolenie na
        zaprzestanie opieki i prob pomocy tej osobie.


        > Ja chciałbym w takim przypadku odejść w spokoju a nie robć z tego cyrk.

        Jesli mieszkasz w NA to sporzadz "living will" dosc dokladnie precyzujac
        hipotetyczne katastrofalne okolicznosci i Twoje w nipch decyzje co do wlasnego
        losu.
        I gdyby nieszczescie nadeszlo to ludzie rozwazajacy co z Twoja nieswiadoma
        osoba zrobic beda mogli (ale nie beda prawnie zobowiazani) postapic zgodnie z
        tym co napiszesz.

    • wy Re: Fajnie ze przetlumaczono napis na naklejce 20.03.05, 21:52
      Dzieki:)
    • henrykbrodaty co to jest godna smierc?? 20.03.05, 21:53
      to stwierdzenie pojawia sie dwa razy w txt. maz walczy o jej "godna smierc" i
      "zwolennicy godnej smierci". czy smierc glodowa jest godna? jaka smierc jest
      niegodna? pod autobusem? ze starosci?
      wyglada na to ze ukryta teza jest wlasnie ze smierc ze starosci jest smiercia
      niegodna.
      w czym smierc glodowa jest godniejsza od tej ze starosci?
      • pablo63 Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 21:58
        A czy ty chciałybś tak żyć. Łatwo gadać (pisać) jak się jest samemu sprawnym
        fizycznie i psychcznie.

        Pzdr pablo
        • setite Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 22:10
          Mając wybór:
          - tortury, ból, męka śmierci głodowej
          - nikłe ale najwyraźniej sprawiające przyjemność bodźce, zapewniane przez
          kochających bliskich (dźwięk głosu matki, jej dotyk) - wiesz Pablo, optuję za
          tym drugim

          Pablo - to Ciebie boli widok osoby niepełnosprawnej, to Ty się tym brzydzisz.
          Hitlera brzydził widok Żydów. Białych Amerykanów jeszcze pół wieku temu
          brzydził widok czarnoskórego w autobusie czy w miejskim szlecie. Pomyśl chwilę.

          • aelithe Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 22:21
            No Setite, trudno nazwać tego czułego męża kochającym.
            Normalnie faceta, który chciałby zagłodzić swoją żonę na śmierć nazwanoby
            zbrodniarzem, tymczasem wiele osób kreuje go na bohatera.

            Wiesz Setite mnie dużo bardziej przeraża kadr z domu starców w Holandii, gdzie
            starzy ludzie przeglądają każdą tabletkę, aby przypadkiem nie podano im trutki.
            Nie wiem jaka będzie moja starość, ale nie chciał żyć w ciagłym leku, że
            zostanę otruty przez leniwego lekarza, lub chciwą rodzinę.
            • setite Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 22:31
              Pisząc o kochających członkach rodziny, miałam na myśli matkę, ojca i
              rodzeństwo Terri. Męża oczywiście - nie.

              • aelithe Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 22:49
                Ciekawe. O jaką wysokośc polisy na życie chodzi temu facetowi.
          • pablo63 Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 23:09
            ...Pablo - to Ciebie boli widok osoby niepełnosprawnej, to Ty się tym
            brzydzisz.
            A kurat tu nie trafiłaś(eś) bo sam jestem niepełnosprawnym(oczywiście nie w
            takim stopniu jak Terri) i taki widok mnie nie brzydzi, może to straszne co
            napisze, ale jest mi już obojętny, zbyt wiele się naoglądałem w szpitalach
            cierpienia, może przez to...
            Wam tak łatwo pisać BO SAMI Nie WIECIE jak to jest, co ta osoba czuje, gdy
            każdego dnia żyje jak roślina bo NIC nie może zrobić, Ja naszczęście nie jestm
            w takim stopniu niepełnosprawny, mogę spokojnie pracować i jestm niezależny od
            nikogo.

            Pzdr pablo
            PS Pomyślcie zanim coś napiszecie.
            • henrykbrodaty Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 23:43
              ale najciekawsze jest to ze to nie jest sprawa o eutanazje a gazeta chyba chce z
              niej wlasnie taka zrobic. ta pani nigdy nie podpisala nic ze chce zostac
              usmiercona. rodzice mowia ze byla katoliczka wiec raczej samobojstwa pragnac nie
              powinna. maz mowi zas ze powiedziala mu ze nie chcialaby zyc jak warzywo. no
              sory ale tak to pewnie 99% ludzkosci powiedzialo chociaz raz w zyciu.
              zmierzam do tego ze wlasciwie nie ma powodow zeby ja odlaczac. bo to co ty
              piszesz opiera sie na domyslach. bo ty myslisz (a propo twojego ps-u :>) ze ona
              juz nie chce zyc a skad masz to niby wiedziec?? w takim przypadku jesli nie ma
              dokumentu i dowodu na to ze ona juz nie chce zyc to nalezy domniemywac ze chce
              zyc zeby nie popelnic zabojczego bledu. prawda?
              tak sobie mysle ze pewnie wiekszosc tu sie wypowiadajacych jest przeciwko karze
              smierci bo nie mozna zabijac itp. ale chcielibyscie usmiercic ta pania opierajac
              sie na wlasnych domyslach typu ja bym tak nie chcial/a funkcjonowac wiec ona
              pewnie tez nie wiec ja zabijmy.
              dramat.
              • rockawy Re: co to jest godna smierc?? 21.03.05, 01:10
                Co Ty wypisujesz ? jakie zycie ? o jakim zyciu piszesz?Pomysl prosze.
                • henrykbrodaty Re: co to jest godna smierc?? 21.03.05, 01:51
                  a ty przeczytales ze zrozumieniem co wyzej napisalem?
                  twoja wiedza o stanie tej pani i jej ew. pragnieniu smierci jest zadna. a skoro
                  nie wiemy czy chce umrzec to po co narazac sie na popelnienie smiertelnego w
                  skutkach bledu? tym bardziej ze dbac o nia chca jej rodzice.
                  z twojego myslenia wynika wprost ze mozemy sobie pozwolic na ocene jakosci zycia
                  poszczegolnych osobnikow i ewentualnie ich eliminowac. pomyslales o tym??
              • waldimen1 Re: co to jest godna smierc?? 21.03.05, 08:56
                No właśnie to rozstrzygał sąd. Sąd zadecydował jaką decyzję podjełaby Terri.
                Zgodnie z procedurą sądową wysłuchując racji dwóch stron (mąż i rodzice) biorąc
                pod wszytkie okoliczności i fakty o których nie wiemy. Dlatego uważam że to
                dobra decyzja.
                • henrykbrodaty Re: co to jest godna smierc?? 21.03.05, 13:24
                  no i smiem twierdzic ze sad nie ma tu nic do powiedzenia. jedynie moze zmienic
                  opiekunow natomiast nie widze najmniejszego powodu zeby decydowal o
                  zyciu/smierci tej pani. bo z jakiej racji i na jakiej podstawie? zeznania osob
                  zainteresowanych nie wnosza tu nic do rzeczy poza zapewnieniami ze: terri nie
                  chcialaby tak zyc/ terii chcialaby zyc za wszelka cene. jest to nierozwiazywalne
                  dlatego w obawie popelniania smiertelnego bledu nie nalezy tej pani skazywac na
                  zaglodzenie.
            • setite oczywiście 21.03.05, 08:34
              Ależ oczywiście, ja wyrażam swoje opinie oparte na przemyśleniach. Oczywiście,
              sposób w jaki je tu wyrażam ma na celu sprowokowanie czytelników (nie tylko
              Ciebie Pablo osobiście) do ich własnych rozważań. Może Ty Pablo nie
              jesteś "ableistą", ale to nie znaczy, że niestety zbyt wielu ludzi jest.

              Mam wielu niepełnosprawnych znajomych w różnym stopniu zależnych od otoczenia,
              mam wśród znajomych i rodziny ludzi śmiertelnie chorych.

              Miałam też wątpliwą przyjemność spotkać ludzi, których np. brzydził widok osoby
              z porażeniem mózgowym jedzącej posiłek, czy widok dziecka z zespołem Downa.

              Moi niepełnosparwni znajomi to naukowcy i tłumacz, ale ludzie postronni, gdy o
              nich w jakimś tam konakście słyszą, nie koncentrują się na osiągnięciach
              naukowych czy pracy zawodowej, nie pytają o hobby, o życie prywatne, ale zawsze
              biadolą nad niepełnosprawnością, dodając niejednokrotnie, że nie chcieliby tak
              żyć, albo "jak tak można". To jest paskudna dyskryminacja.

              Stąd moja opinia.
        • henrykbrodaty Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 22:16
          a o co chodzi?? pytam tylko o to zmanipulowane nazewnictwo. jest mylace i
          bledne. co ma jej obecny stan do pojecia godnej smierci?? na smierc glodowa nie
          skazuje sie nawet najciezszych przestepcow. natomiast co do sprawy tej pani to
          sa tu dwa albo trzy ciekawe komentarze (jeden z linkami) ktore naswietlaja
          sprawe z zupelnie innej strony. i to jest dla mnie szok bo nikt o tym nie pisze.
          gw zrobila sobie z tej sprawy argument za eutanazja a tu okazuje sie ze gra
          toczy sie o cos zupelnie innego.
          a na forum jak zwykle nikt tych kometow nie zauwaza. :((
          • aelithe Re: co to jest godna smierc?? 20.03.05, 22:29
            HB tu nawet nie chodzi o eutanazję. Chodzi o zabicie osoby wbrew jej woli.
            Ja prywatnie nie zgadzam sie z żadnym zabijanie człowieka przez lekarza.

            W większości krajów dopuszczalne jest zaniechanie czynności nadzwyczajnych; np.
            wyłaczenie respiratora ( w tym Watykanska Karta Słuzby Zdrowia); jednak
            zanichanie żywienia nie jest nawet zaniechaniem czynności nazwyczajnych. Mówiny
            tu o celowym torturowaniu nieprzytomnej; choć być może świadomej kobiety; za
            zgodą sądu.
    • aelithe Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 22:00
      Mówimy o człowieku, który ma wszystkie cechy życia, je wykazuje emocje.
      Tymczasem kochający mąż chce zagłodzić żonę na śmierć. Skazać ją na powolne
      umieranie z głodu. Nie wiemy jak głebokie jest odczuwanie chorej, jednak nie
      mamy pewności, czy chora nie jest w pełni świadoma istotą ludzką, która tylko
      nie może się z nami komunikować.
      Tu nie mówimy nawet o eutanazji. To nie ma być zabójstwo na życzenie chorego,
      chora nie może wyrazić takiej zgody. Nie jest to zabójstwo w sposób łagodny.
      Mówimy tu o torturowaniu i głodzeniu chorej kobiety przez kochającego męża. Czy
      zrobilibyście to człowiekowi, którego kochacie??
    • klkak Tytul - Manipulacja, od razu ustawia dyskusje 20.03.05, 22:01
      na odpowiedniej plaszczyznie. Rownie dobrze kazdemu pacjentowi, ktory nie moze
      sie sam poruszac (bo ma np. zlamany kregoslup) mozne decyzja sadu (?) "pozwolic
      umrzec" nie dajac nic do picia ani jedzenia.
      A przeciez sprawa nie jest wcale taka prosta...
      • herbaciany Re: Tytul - Manipulacja, od razu ustawia dyskusje 20.03.05, 22:05
        Zgadzam się, że tytuł to manipulacja. Jej nie trzeba pozwalać umrzeć, bo ona już
        nie żyje. Zostało tylko ciało.
        • klkak A dusza? 20.03.05, 22:08
        • aelithe Re: Tytul - Manipulacja, od razu ustawia dyskusje 20.03.05, 22:13
          Herbaciany , w tym sęk, że ona żyje. Gdyby była martwa, już dawno stała by się
          dawcą organów. To świetny bizness.
          Teraz staje się precedensem, który się próbuje wykorzystać do legalizacji
          mordowania ludzi wymagających opieki.
          Chora z tego co pokazano wykazuje reakcje, mimo że ograniczone , ale jednak.
          jest w stanie samodzielnie żyć, bez aparatury podtrzymującej życie.
          Ma uszkodzone kresomózgowie, jak bardzo nie wiemy. Widzałem ludzi budzących się
          ze śpiączki nawet po kilku miesiącach. Czy ona ma szansę , raczej nie . Ale
          nigdy nie wiemy jak będzie. Musi mieć sprawną funkcję wielu ośrodków
          podkorowych , inaczej bez aparatury podtrzymującej życie zmarła by w ciagu
          kilku dni.
          • procesor Re: Tytul - Manipulacja, od razu ustawia dyskusje 20.03.05, 22:19
            LUdzie ze śpiaczki budzili sie po latach nawet..

            Teraz Teri - a potem może każde dziecko rodzące sie z uposledzeniem? I to tak od
            razu, bez pytania o zgode rodziców?
            Potem może chorych na przewlekłe choroby - bo po co sie maja męczyć, w dodatku
            ktos musi płacić za leczenie?

            Jej mózg zyje. Jest uposledzony - ale aktywny. Rodzice deklarują opieke nad nią
            - a mąz po prostu chce sie uwolnić od niej, i spokojnie cieszyc pieniędzmi z
            odszkodowania za "kochana żonę".

            Śmierć głodowa - cóż ta kobieta zawinila by tak bestialsko ją likwidowac?!
            Nawet w Stanach w ten sposób nie zabijają skazanaych na kare smierci! Czemu
            skazańców łagodnie i skutecznie i szybko potrafią zabic a Teri skazali na
            cierpienia?
            Sędziowie..
            Tez kiedyś będa sadzeni za swe czyny.
            • aelithe Re: Tytul - Manipulacja, od razu ustawia dyskusje 20.03.05, 22:24
              Przecież w zupełności się z tobą zgadzam procesor.
              Jest to próba legalizacji mordowania niechcianych ludzi.
              Próba stworzenia Auschwitz america.
      • dawid.kingloff wybiorcza specjalizuje sie w manipulacjach 21.03.05, 06:55
        nie od dzisiaj. ten tytul to oczywista manipulacja.
    • szatek100 Barbarzynscy Republikanie 20.03.05, 22:29
      Ta kobieta najprawdopodobniej straszliwie cierpi zyjac w takim stanie.W kazdym
      cywlizowanym kraju mogłaby liczyc na humanitarne ukrócenie jej cierpień.Ale nie
      w USA...Republikańscy senatorzy be zmrużenia oka nakaża dalej poddawać ja
      torturze codziennosci.Wszystko pod hasłem "ochrony zycia , które moze odebrac
      tylko Bóg".Czyli mowiac bardziej precyzyjnie parlamentarzyści spod znaku słonia
      chca podlizac się religijnym oszołomom , które zapewniły zwyciestwo Bushowi
      zwyciestwo w drodze do białego domu.A cierpienie jednostki?musi istniec
      dla "dobra" ogółu...


      pzdr
      • klkak zaraz, zaraz - jezeli jest "warzywem" to nie czuje 20.03.05, 22:33
        nic, wiec nie cierpi. A skoro cierpi to znaczy, ze zyje. Dwoja z logiki.
        • szatek100 ????? 20.03.05, 23:19
          A gdzie ja niby napisałem , ze ta kobieta jest "warzywem"


          pzdr
          • klkak O, teraz rozumiem. Proponujesz ja po prostu dobic! 21.03.05, 00:58
            • jan_r_k A Stephen Hawking to nie cierpi? 21.03.05, 01:09
              Oszołomy piszące na tym forum po przeczytaniu bardzo stronniczego artykułu GW i
              domagające się dobicia Pani Schiavo (nie może żyć bez pomocy lekarzy) niech
              pomyślą (lub dowiedzą się kto zacz) o Stephenie Hawkingu.

              Christopher Reeve już umarł, więc nie można domagać się dobicia byłego
              Supermana, bo przecież bez maszyny nie mógł oddychać (a Schiavo może).

              Czy ktoś jeszcze pamięta, jak ten przygłup, Senator John Edwards mówił, że
              gdyby nie Bush i zakaz stosowania do celów naukowych komórek macierzystych
              (kłamiąc, bo chodziło tylko o badania z funduszy rządowych i tylko polegające
              na tworzeniu nowych linii komórek z płodów), to Reeve miałby szansę chodzić.
              Coś nie grała ta historyjka z najnowszym hasłem lewactwa: "Dobić
              niepełnosprawnych"! (Gdzie te historyjki i heroizmie niepełnosprawnych?)


              Jan K.
              • y.y Re: A Stephen Hawking to nie cierpi? 21.03.05, 03:17
                Stephan Howking jest w pełni władz umysłowych (i to nie byle jakich), jest
                wybitnym naukowcem, jego mózg funckjonuje normalnie, a nawet lepiej niż
                normalnie, nie jest warzywem, które pozostaje w tym świecie (o ile jest jakiś
                inny) tylko cialem. Nie bardzo widzę jak można porównać obie sytuacje, bo
                oczywiście przypadkiem przemilczałeś to, że tej kobiety nie można już w żaden
                sposób i ponad wszelką wątpliwość (środowisko lekarskie i sąd to potwierdzają w
                USA) uratować, jej stan już sie nie zmieni.
                Jak rozumiem ciężko to zaakceptować katolikowi, ponieważ jego kodeks i
                moralność są inne. Szkoda tylko że z kolei oszołomy z katolasu nie potrafią
                zrozumieć 9a właściwie to nawet nie chcą) że ich moralnośc i zasady
                niekoniecznie wyznaje cały świat i nie wszyscy mają tą samą religię i wartoby
                było aby z kolei prawicowe oszołomy swoją wiarę trzymali u siebie w domu, a nie
                latali jak jacyś debile z różańcami wszędzie tam gdzie ktoś łamie wg nich
                jakieś przykazanie, bo naprawdę niektórzy ludzie mają gdzieś katolicyzm i wcale
                nie-muszą-brać-go-pod-uwagę. Mam nadzieję, że nie muszę jeszcze tego narysować
                i że to dotarło, bo ten post to manipulacja i to straszliwa. A mówiąc prościej
                perfidne kłamstwo.
                • manny_ramirez Re: A Stephen Hawking to nie cierpi? 21.03.05, 03:19
                  ciakawe ze w dzisiejszym swiecie walka o szacunek dla ludzkiego zycia to
                  prawicowe oszolomstwo. Smutne, bardzo smutne
                  • dana33 Re: A Stephen Hawking to nie cierpi? 21.03.05, 10:19
                    zgadza sie manny, ale czy utrzymywanie czlowieka przy zyciu, ktore praktycznie
                    nie jest zyciem, jako ze terri jest calkowicie zdana na innych, przewaznie
                    obcych ludzi (w jednym z linkow ktory podales pisze wyraznie, ze terri wrocila
                    do domu rodzicow, ale po paru tygodniach oddano ja znow do jakiejs instytucji,
                    znaczy sie rodzice sami nie dali sobie rady w opiece nad corka), to to jest
                    wyrazenie szacunku dla terri? myslisz, ze ona chcialaby, zeby ktos ja karmil,
                    myl, czesal i cala reszta, o ktorej nie chce pisac? jesli ona zdawalaby sobie
                    sprawe z tego, czy naprawde zaakceptowalaby to? bo ja nie, za zadne skarby. co
                    innego, jesli by wiadomo bylo, ze to okres przejsciowy, ze na koncu oczekuje ja
                    mniej lub wiecej normalne zycie. ale tutaj wiadomo, ze ona juz nigdy, nigdy nie
                    bedzie nawet w czesci samodzielna. tragiczne, tak. ale czy o to sie bic? mysle,
                    ze wszystko co sie w tej chwili toczy wokol terri, cala ta publicity, to
                    najwiekszy BRAK szacunku i dla niej i dla jej bliskich.
                    • dritte_dame Re: A Stephen Hawking to nie cierpi? 21.03.05, 20:25
                      dana33 napisała:

                      > ale tutaj wiadomo, ze ona juz nigdy, nigdy nie
                      > bedzie nawet w czesci samodzielna.

                      Otoz tego wlasnie nie wiemy.


                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=21892607&a=21929646
                      • scept89 bezzasadnosc 22.03.05, 07:27
                        Jesli mielibysmy nieograniczone zasoby to pewnie ze kazdego nawet najbardziej
                        zdemencialego staruszka mozna byloby resuscytowac do respiratora podlaczac,
                        serce zastepowac sztucznymi komorami etc. liczac ze gdzies tam za siedmima
                        gorami za siedmioma lasami narodzil sie wlasnie noblista co to dziadka wskrzesi
                        i mozg jak nowy mu z komorek macierzystych wylepi.

                        Tyle ze mowimy o kraju w ktorym w/g statystyk bydlo w pewnych rejonach Teksasu
                        jest lepiej szczepione przeciwko chorobom niz dzieci o stadach ludzi bez
                        jakiegokolwiek ubezpieczenia medycznego nie wspominajac. Czyli z punktu
                        widzenia osobnika co wiecej niz jedno lozko szpitalne widzi sytuacja nawet w
                        najbogatszym panstwie na ziemi w gruncie rzeczy przypomina selekcje w szpitalu
                        polowym podczas wojny: "przypadkow beznadziejnych nie operujemy".

                        Z tego co nam w tym momencie wiadomo nie mamy zadnych przeslanek by sadzic ze
                        Terri Schiavo kiedykolwiek wyjdzie poza odruchowe grymasy twarzy, powiek
                        mruzenie etc. Od 15 lat jej stan sie nie poprawil, sady wielu instancji
                        opierajac sie na opini bieglych neurologow nie znalazly podstaw aby poprzec
                        super-entuzjastyczne opinie o "reagowani na bodzce/rozpoznawanie rodzicow/etc".
                        Wg neurologow jest to przypadek nie rokujacy zadnej poprawy. Czy ktos na tym
                        forum rzeczywiscie sadzi ze sedziowie federalnych sadow zignorowali by prawa
                        porozumiewajacej sie z rodzicami kobiety i ot, tak doszli sobie do wniosku ze
                        "tej pani to my dziekujemy?".

                        Glodzenie/odmowa plynow/duszenie poprzez odlaczenie respiratora -> to sa
                        normalne srodki podejmowane w wielu szpitalach w USA np. w stosunku do
                        noworodkow nie rokujacych szans na przezycie. Zobacz takze:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=21943003





                        • dritte_dame Re: bezzasadnosc 22.03.05, 14:31
                          scept89 napisał:

                          > Jesli mielibysmy nieograniczone zasoby ...

                          Wywodzenie czegokolwiek z falszywej przeslanki to strata czasu.

                          W tym konkretnym przypadku istotne sa przeslanki nastepujace:
                          * Nieograniczone zasoby nie sa konieczne.
                          * Ograniczone i wystarczajace zasoby sa dostepne (srodki dobrowolnie ofiarowane
                          przez biologicznych krewnych pacjentki oraz przez inne osoby).

                          Z tego wnosze ze nie isnieja powody aby tych dostepnych zasobow nie uzyc.
                          • scept89 Re: bezzasadnosc 22.03.05, 21:15
                            dritte_dame napisała:
                            > Wywodzenie czegokolwiek z falszywej przeslanki to strata czasu.
                            >
                            > W tym konkretnym przypadku istotne sa przeslanki nastepujace:
                            > * Nieograniczone zasoby nie sa konieczne.
                            > * Ograniczone i wystarczajace zasoby sa dostepne

                            Wybacz ale to nie strona odlaczajaca Terri od rurki swietosc zycia w kazdej
                            formie niesie na sztandarach. To co piszesz da sie sprowadzic do:

                            - jak nie ma srodkow (aka biedny zebrak ze 100% swiadomoscia) to nic nam to tego
                            jak zejdzie (a moze zejsc np. przez brak lekow nadcisnieniowych). Szkoda biedaka
                            ale niewielu z oszolomow nagniotkow na kolanach od modlow przed klinika
                            dostajacych i od Oswiecimia ja wyzywajacych zapewne podobna sume pieniedzy (o
                            modlach nie wspominajac) na biednych kolorowych poswiecilo.

                            - jesli wskutek masowej histerii i oszalalych z bolu rodzicow (zapewne z kasa?)
                            znajda sie srodki na utrzymywanie wegetacji osoby od 15 lat w spiaczce z ciezkim
                            uszkodzeniem mozgu to mimo ze niewielu z nas takiej wegetacji by sobie zyczylo
                            uwazamy ze "rodzice widza lepiej" i aby swoje misyjne poslanie zaspokoic
                            przyklaskujemy pomyslowi rurkowania przez nastepnych jak piszesz dziesiatki lat
                            poki cos byc moze sie w medycynie wydarzy (watpliwe) albo Terri litosciwie
                            zejdzie od odlezyn.

                            Wniosek: inaczej liczy sie zycie rosliny obdarzonej rodzina z kasa a inaczej
                            biednego bezdomnego schizofrenika.







                            • dritte_dame Re: bezzasadnosc 23.03.05, 02:38
                              scept89 napisał:

                              > To co piszesz da sie sprowadzic do:

                              (popatrz na moja sygnaturke)

                              >
                              > - jak nie ma srodkow to nic nam to tego jak zejdzie. Szkoda biedaka
                              >
                              > - jesli wskutek masowej histerii i oszalalych z bolu rodzicow (zapewne z
                              kasa?)
                              > znajda sie srodki na utrzymywanie wegetacji osoby od 15 lat w spiaczce z
                              ciezkim
                              > uszkodzeniem mozgu to mimo ze niewielu z nas takiej wegetacji by sobie zyczylo
                              > uwazamy ze "rodzice widza lepiej".

                              > Wniosek: inaczej liczy sie zycie rosliny obdarzonej rodzina z kasa a inaczej
                              > biednego bezdomnego schizofrenika.


                              Twoj wniosek nie wynika z Twoich przeslanek.
                              Poniewaz to o czym mowi wniosek jest z innej dziedziny niz to to, co opisuja
                              przeslanki.
                              Wobec tego, z podanych przeslanek nie da sie wywiesc
                              czy wniosek ten jest prawdziwy czy tez nie.

                              Wniosek glosi ze (abstrakcyjna i filozoficzna) "wartosc zycia" biedaka
                              nie jest taka sama jak osoby zasobnej (srodkami wlasnymi lub obdarowanej).

                              Przeslanki natomiast mowia o (konkretnych i praktycznych) "szansach przezycia"
                              w sytuacji kryzysowej osob biednych i zasobnych.
                              Konkretnie o tym ze szanse na przezycie biedakow sa statystycznie mniejsze.

                              Z tego ze szanse przezycia sa rozne nie wynika ze "inaczej liczy sie zycie".
                              Podobnie: gdyby szanse przezycia byly zawsze rowne
                              to nie wynikalo by z tego ze "kazde zycie liczy sie tak samo".
                              Po prostu nie ma tu zadnego zwiazku.

                              Obdarowywanie biedakow w celu wyrownania (przez zwiekszenie) ich szans na
                              przezycie
                              jest chwalebne.

                              Ale wyrownywanie szans na przezycie osob zasobnych przez szans tych zmniejszenie
                              jest haniebne.

                              Ludzie odmawiajacy rodzicom Terri prawa do uzycia wlasnych zasobow
                              dla dalszego utrzymania jej przy zyciu moga uwazac ze tak postepujac
                              chwalebnie bronia uniwersalnej zasady ze "kazde zycie liczy sie tak samo".
                              Faktycznie jednak - nie bronia tej zasady - gdyz jest ona niezalezna od szans
                              przezycia.
                              Zamiast tego - postepuja haniebnie.

                              d_d

                              Ps.
                              * Dlaczego mielibysmy przyjac ze rodzice NIE wiedza lepiej?
                              * Dlaczego mialo by byc istotne to ze "niewielu z nas takiej wegetacji by sobie
                              zyczylo"?
                              • scept89 Re: bezzasadnosc 23.03.05, 04:16
                                scept89:
                                >> Wniosek: inaczej liczy sie zycie rosliny obdarzonej rodzina z kasa
                                >> a inaczej biednego bezdomnego schizofrenika.

                                dritte_dame napisała:
                                > Wniosek glosi ze (abstrakcyjna i filozoficzna) "wartosc zycia" biedaka
                                > nie jest taka sama jak osoby zasobnej (srodkami wlasnymi lub obdarowanej).

                                Zupelnie nie. Moim zdaniem jesli wartosc zycia ludzkiego stawi sie jako wartosc
                                naczelna to trzeba byc konsekwentnym i nie traktowac pomocy glodujacym czy to na
                                ulicach NY czy jako dzialalnosci "chwalebnej" tylko obowiazkowa. Jesli kleczysz
                                przed klinika a pomocy bezdomnym odmawiasz to znaczy ze swoim postepowaniem
                                przekladasz jedno zycie (milosiernie zakladajac ze to co pozostalo z Terri zyje
                                jako osoba) nad innym.
                                Prawodowcy przeswietni co to jedna lapa zabieraja pieniadze na pomoc medyczna
                                dla najubozszych (ktos pewnie zejdzie przedwczesnie z tego swiata) a druga
                                glosuja nad przedluzaniem egzystencji Terri to dla mnie hipokryci. Ich dzialania
                                nie sa konsekwentne dlatego tez wpakowalem w ich usta nasuwajacy sie wniosek:
                                wartosc zycia ludzkiego zalezy od politycznej pieczeni ktora mozna na tym upiec.

                                Ktos policzyl ze cala maskarada z sesja kongresu, senatu + podpisywaniem przez
                                prezydenta kosztowala 9 mln $. Oswiec mnie prosze czy w/w suma nie mogla by byc
                                lepiej przeznaczona na jak to ladnie piszesz "biedakow ze statystycznie
                                mniejszymi szanasami na przezycie".

                                > Ludzie odmawiajacy rodzicom Terri prawa do uzycia wlasnych zasobow
                                > dla dalszego utrzymania jej przy zyciu moga uwazac ze tak postepujac
                                > chwalebnie bronia uniwersalnej zasady ze "kazde zycie liczy sie tak samo".

                                Bynajmniej. Nikt pacemaker-ow z piersi ludzi ktorych na to stac wyrywal nie
                                bedzie aby szanse wyrownywac. Nierownosci nie da sie zrownac ale nalezy dokladac
                                staran aby je zmniejszac kiedy o zdrowie i wyksztalcenie chodzi.

                                Jeszcze raz: jesli umierajacy zebrak nie wywoluje w kims potrzeby
                                natychmiastowej pomocy to teatralne gesty chocby najwspanialsze taka jakby
                                dziwna aureole (dla mnie) maja.

                                Na marginesie: dozywiasz bezdomnych o Pani?


                                >* Dlaczego mielibysmy przyjac ze rodzice NIE wiedza lepiej?
                                Poniewaz nawet Rycerz Nieskazitelny Obronca Dziewic i Dziatek George W. Bush
                                zwany juz w 1999 jako gubernator Texas-u podpisal "Futile care law"
                                umozliwiajace lekarzom/placowkom medycznym zaprzestanie bezcelowej opieki
                                medycznej dajacej rodzinom 10 dni czasu na znalezienie innego osrodka ktory
                                zatroszczy sie o pacjenta. Usuniecie dokarmiajacej rurki kwalifikuje sie w/g
                                prawa obowiazujacego w Texasie i na Florydzie. Prawo owo na Florydzie zostalo
                                zaproponowane przez republikanskiego senatora.

                                czyli jak nie maja $$$ to nie wiedza najlepiej (prosty lud Florydy i Teksasu) a
                                jak maja $$$ (rodzina Terri) to i owszem?

                                > * Dlaczego mialo by byc istotne to ze "niewielu z nas takiej wegetacji by
                                >sobie nie zyczylo

                                Bardziej istotne jest ze Terri w/g meza + dwojki innych swiadkow zeznajacych
                                przed sadem tez sobie tego nie zyczyla

                                Kilka punktow:
                                - medyczne autorytety orzekajace ze nie ma nadziei
                                - Futile care law orzekajace ze w takich przypadkach mozna odlaczyc pacjenta
                                - pierwszestwo meza przed rodzicami w decydowaniu o losie zony
                                - zeznania swiadkow
                                - ciag wyrokow sadowych od ktorych rodzina w nieskonczonosc sie odwolywala

                                BTW, w US jest 35 tysiecy ludzi w podobnym stanie. Myslisz ze kazydy przypadek
                                powinien ciagnac sie przez lat 10+ ?






                                • dritte_dame Re: wartosc zycia 23.03.05, 06:59
                                  scept89 napisał:

                                  > Moim zdaniem jesli wartosc zycia ludzkiego stawi sie jako wartosc
                                  > naczelna to trzeba byc konsekwentnym i nie traktowac pomocy glodujacym czy to
                                  > na ulicach NY czy jako dzialalnosci "chwalebnej" tylko obowiazkowa. Jesli
                                  kleczysz
                                  > przed klinika a pomocy bezdomnym odmawiasz to znaczy ze swoim postepowaniem
                                  > przekladasz jedno zycie (milosiernie zakladajac ze to co pozostalo z Terri
                                  zyjejako osoba) nad innym.


                                  Ja nie napisalam ze wartosc zycia ludzkiego uwazam zawsze za naczelna.
                                  Nie napisalam takze ze tak nie uwazam.
                                  Nic nie wiesz o tym, co w tej kwestii uwazam a ja ne zamierzam tego deklarowac.

                                  Nie mozesz mnie wiec do niczego zobowiazac jesli tak uwazam
                                  ani potepic (lub pochwalic) jesli tak nie uwazam.

                                  Nie napisalam ze uwazam iz Therese nalezy utrzymac przy zyciu.

                                  Uwazam natomiast (i niniejszym pisze) ze nie nalezy sadownie zabraniac
                                  utrzymania Theresy przy zyciu ludziom,
                                  ktorzy chca to robic i maja po temu srodki
                                  nawet jesli ci sami ludzie wczesniej obojetnie przeszli obok zebraka
                                  umierajacego na ulicy.

                                  > Ktos policzyl ze cala maskarada z sesja kongresu, senatu + podpisywaniem przez
                                  > prezydenta kosztowala 9 mln $. Oswiec mnie prosze czy w/w suma nie mogla by
                                  byc
                                  > lepiej przeznaczona na jak to ladnie piszesz "biedakow ze statystycznie
                                  > mniejszymi szanasami na przezycie".

                                  Jesli zgodze sie ze mogla, to jaki z tego wynika wniosek w naszej sprawie?

                                  Otoz - podtrzymujacy moja teze - ze sady nie powinny przeszkadzac chetnym
                                  ratownikom.
                                  Gdyz jesli sady staja na drodze naturalnych ludzkich odruchow niesienia pomocy
                                  bliskim krewnym niezaleznie od okolicznosci
                                  wowczas wszyscy jestesmy narazeni na marnotrawne skadinad ponoszenie kosztow
                                  procedur dazacych do wyprostowania tego krzywego sadowego widzenia swiata.

                                  > >* Dlaczego mielibysmy przyjac ze rodzice NIE wiedza lepiej?
                                  > ... "Futile care law"
                                  > umozliwiajace lekarzom/placowkom medycznym zaprzestanie bezcelowej opieki
                                  > medycznej dajacej rodzinom 10 dni czasu na znalezienie innego osrodka ktory
                                  > zatroszczy sie o pacjenta.

                                  Odpowiadasz nie na temat.
                                  Z tego ze istnieja jakies prawo nie wynika ze rodzice dziecka
                                  NIE moga znac najlepiej jego osobowosci, pogladow i pragnien
                                  (i to zarowno otwarcie deklarowanych jak i rzeczywistych, choc ukrytych).

                                  A co do "Futile care law", jak sam piszesz nie zabrania ono kontynuacji
                                  jakiejkolwiek opieki w ogole - a tak sie wlasnie dzieje w przypadku Schiavo.

                                  > > * Dlaczego mialo by byc istotne to ze "niewielu z nas takiej wegetacji by
                                  > >sobie nie zyczylo
                                  >
                                  > Bardziej istotne jest ze Terri w/g meza + dwojki innych swiadkow zeznajacych
                                  > przed sadem tez sobie tego nie zyczyla

                                  Znowu nie na temat.
                                  Pytalam dlaczego istotne mialo by byc zdanie "wielu z nas"
                                  a odpowiadasz ze istotne jest zyczenie Therri uzyskane "z drugiej reki".

                                  A co do samego jej oswiadczenia:
                                  Owo "oswiadczenie woli" podawane przez swiadkow jest co najmniej problematyczne.
                                  Czytalam ze za dowod uznano na przyklad slowa "no tubes for me" rzucone po
                                  wyjsciu z kinowego seansu gdzie pokazywano podobna sytuacje.

                                  Ale jesli nawet,
                                  to to ze tego "nie zyczyla sobie" zdrowa 26 letnia kobieta
                                  z optymizmem patrzaca w przyszlosc
                                  nie znaczy ze tego samego nadal "nie zyczy sobie" osoba
                                  faktycznie dotknieta nieszczesciem.

                                  Prawie kazdy z nas bedac zdrowym i mlodym potrafi byc chojrakiem
                                  gloszacym z fasonem "no tubes for me"
                                  albo "odejde zamiast jak kot czepiac sie niczemu nie sluzacej wegetacji".
                                  Ale gdy spadnie na nas rzeczywiste nieszczescie, poglady nasze moga sie
                                  dramatycznie zmienic.
                                  Wielu zdrowym ludziom zycie bez obu rak i nog moze sie wydawac koszmarem
                                  gorszym niz smierc.
                                  Ale po wyciagnieciu spod pociagu w takim stanie nie upraszaja latami o dobicie.
                                  Ich poglady na wartosc ich wlasnego zycia w nowym ulomnym ciele sie zmieniaja
                                  w wyniku ich wlasnych doznan w nowej sytuacji
                                  a takze przez doswiadczanie jakie znaczenie ma nadal ich zycie
                                  dla osob im bliskich.

                                  Dlatego uwazam ze kazde "oswiadczenie woli" dotyczace sytuacji dramatycznej
                                  nalezy kwestionowac jesli zlozono je pod nieobecnosc sytuacji, ktorej ma ono
                                  dotyczyc.

                                  Postepujac wedlug takiego oswiadczenia wowczas gdy dramat rzeczywiscie nastapi
                                  mozemy faktycznie postapic wbrew *aktualnej* woli oswiadczajacego.

                                  Gdyby Theresa 15 lat temu wiedziala (lub gdyby mogla poznac dzisiaj)
                                  jak bardzo na jej szczatkowej egzystencji zalezy dzis jej biologicznej rodzinie
                                  to mysle ze nie sprzeciwiala by sie dalszemu utrzymywaniu jej w tym stanie.

                                  > BTW, w US jest 35 tysiecy ludzi w podobnym stanie. Myslisz ze kazydy przypadek
                                  > powinien ciagnac sie przez lat 10+ ?

                                  Mysle tak jak napisalam powyzej:
                                  O ile nie przedluza sie nieznosnych cierpien swiadomego pacjenta
                                  to kazdy taki przypadek powinien ciagnac sie tak dlugo
                                  jak dlugo w kazdym przypadku istnieja ludzie chetni i zdolni zapewnic chorym
                                  prywatna opieke.
                                  A nie tak dlugo jak to postanowi jakikolwiek sad.

                                  d_d
                                  • scept89 Re: wartosc zycia 23.03.05, 21:28
                                    >Uwazam natomiast (i niniejszym pisze) ze nie nalezy sadownie zabraniac
                                    >utrzymania Theresy przy zyciu ludziom,
                                    >ktorzy chca to robic i maja po temu srodki

                                    No tak, o prawo chodzi. Tyle ze to nie jest o zabranianiu. Oni nie sa legalnymi
                                    opiekunami -> maz jest.
                                    Rzuc okiem na relacje ludzi opisujacych odlaczanie najblizszych:
                                    www.msnbc.msn.com/id/7267499/
                                    Nie wszystkim w rodzinie postepowanie w/w sie podobalo.
                                    >kazdy taki przypadek powinien ciagnac sie tak dlugo
                                    > jak dlugo w kazdym przypadku istnieja ludzie chetni i zdolni zapewnic chorym
                                    > prywatna opieke.

                                    Jesli (fikcyjny przyklad) dziesiaty kuzyn po kisielu zadecyduje ze np. mojego
                                    ojca nalezy za wszelka cene utrzymywac przy zyciu mimo spiaczki i raka (no i
                                    kuzyn ma $$$) to ja nie mam nic do gadania? Brat ojca? Moj dziadek?
                                    Pierwsza/trzecia byla zona? A moze glosujemy nad jego losem razem z sasiadami i
                                    kolegami z pracy ktorzy zrobia zrzutke? Bezsens.

                                    Ten kto _prawnie_ stoi najblizej podejmuje ostateczna decyzje. Inaczej
                                    zeslizgujemy sie w idiotyzm. Jedyna furtka gdzie decyzja zostanie przeniesiona z
                                    bezposredniego legalnego opiekuna A na nastepnego B jest kiedy A dziala (lub
                                    dzialal) wyraznie na szkode w tym przypadku Theresy. Tyle ze pomimo demonizacji
                                    meza niczego takiego nie udalo sie stwierdzic. Dziwny to pazerny materialista co
                                    10mln $ odrzuca.

                                    >"Futile care law"
                                    Rodzice twierdza ze neurolodzy sie myla. Ich sprawa. Tyle ze od 8-12 kiedy w/w
                                    neurolodzy ze zwykla populacja sie stykaja ich wyroki sa boskie i obiektywne ->
                                    jesli neurolog stwierdzi ze przypadek dziecka peona X jest beznadziejny to
                                    dziecko peona efektywnie ginie z 10 dniowym okresem na apelacje. O 12.30
                                    neurolog przyjmuje milionerow i zaklada czapeczke gluptaka co to na niczym sie
                                    nie zna. Naraz beznadzijne przypadki takowymi juz widac nie sa.

                                    Nie mozesz w jednym zdaniu twierdzic ze od przed poludniem komisje neurologiczne
                                    dzialaja OK, a po poludniu kiedy to maz opiera sie na ich ustaleniach to mozna
                                    sobie ich opinie wywalic.


                                    > Gdyby Theresa 15 lat temu wiedziala (lub gdyby mogla poznac dzisiaj)
                                    > jak bardzo na jej szczatkowej egzystencji zalezy dzis jej biologicznej
                                    >rodzinie to mysle ze nie sprzeciwiala by sie dalszemu utrzymywaniu jej w tym
                                    >stanie.

                                    Duzo widac wiesz o jej psychice i zwiazkach z rodzina. A moze zamiast calej tej
                                    szopki zdecydowaly by ze dorosli ludzie powinni dorosnac do smierci i skonczyla
                                    ze soba po tygodniu?









                                    • dritte_dame Re: wartosc zycia 23.03.05, 23:19
                                      scept89 napisał:

                                      > >Uwazam natomiast (i niniejszym pisze) ze nie nalezy sadownie zabraniac
                                      > >utrzymania Theresy przy zyciu ludziom,
                                      > >ktorzy chca to robic i maja po temu srodki
                                      >
                                      > No tak, o prawo chodzi. Tyle ze to nie jest o zabranianiu. Oni nie sa
                                      legalnymi
                                      > opiekunami -> maz jest.

                                      Dobrze sie zastanowilam nad tym co pisze.
                                      I napisalam to *dokladnie* tak jak mysle.

                                      "Uwazam ... ze nie nalezy sadownie zabraniac
                                      utrzymania Theresy przy zyciu *ludziom* ..."

                                      Uwazam ze nie nalezy sadownie zabraniac
                                      utrzymania przy zyciu jakiegokolwiek czlowieka
                                      *jakimkolwiek* ludziom.
                                      (z zachowaniem warunku nieprzedluzania nieznosnego cierpienia)

                                      A nie - legalnym opiekunom.

                                      > Rzuc okiem na relacje ludzi opisujacych odlaczanie najblizszych:
                                      > www.msnbc.msn.com/id/7267499/
                                      > Nie wszystkim w rodzinie postepowanie w/w sie podobalo.

                                      Ci, ktorym sie to nie podobalo
                                      powinni miec mozliwosc przejac na siebie (i na swoja kieszen)
                                      obowiazki opiekunow.

                                      Co innego krytykowac a co innego wziac na siebie ciezar.

                                      Jesli krytykujacy nie jest gotow tego zrobic
                                      to straci podstawy do dalszej krytyki.

                                      Jesli jest gotow, i tak zrobi,
                                      to straci do dalszej krytyki powody.

                                      > >kazdy taki przypadek powinien ciagnac sie tak dlugo
                                      > > jak dlugo w kazdym przypadku istnieja ludzie chetni i zdolni zapewnic
                                      chorym
                                      > > prywatna opieke.
                                      >
                                      > Jesli (fikcyjny przyklad) dziesiaty kuzyn po kisielu zadecyduje ze np. mojego
                                      > ojca nalezy ...

                                      Dobrze to okresliles.
                                      Fikcyjny przyklad.

                                      Taka sytuacja, choc niewykluczona, jest bardzo bardzo malo prawdopodobna
                                      z przyczyn tkwiacych w biologii naszego gatunku.
                                      Zwykle wystarczajaco silna motywacje do ratowania osoby
                                      mimo wszystko i za wszelka cene
                                      maja jedynie najblizsi krewni.

                                      Wole takie (hipotetyczne) "wynaturzenie" jak w Twoim fikcyjnym przykladzie
                                      od tego rzeczywistego, ktore jest powodem naszej dyskusji.

                                      > Ten kto _prawnie_ stoi najblizej podejmuje ostateczna decyzje. Inaczej
                                      > zeslizgujemy sie w idiotyzm.

                                      Wedlug mnie, w przypadku Schiavo
                                      dzieje sie tak nie wskutek "inaczej"
                                      ale wlasnie "w wyniku tegoz".

                                      > >"Futile care law"

                                      Juz chyba ustalilismy,
                                      ze nie nakazuje zaprzestania jakiejkolwiek opieki w ogole.
                                      Wiec jego istnienie nie nakazuje zaglodzenia Theresy.

                                      > Rodzice twierdza ze neurolodzy sie myla.
                                      > Nie mozesz w jednym zdaniu twierdzic ze od przed poludniem komisje
                                      neurologiczne
                                      > dzialaja OK, a po poludniu kiedy to maz opiera sie na ich ustaleniach to mozna
                                      > sobie ich opinie wywalic.

                                      Nigdzie nie napisalam ze neurolodzy sie myla.
                                      Co wiecej - uwazam ze oni sie nie myla
                                      i ze zgodnie z *dzisiejszym* stanem wiedzy medycznej nie ma szans na poprawe.

                                      Ale uwazam ze istnienie lub nieistnienie szansy na poprawe
                                      jest tu NIEISTOTNE.

                                      Jakim prawem (moralnym, nie legalnym) odbieramy chetnym opiekunom
                                      mozliwosc opieki nad taka istota?
                                      Moga oni pragnac opiekowac sie nia nawet pomimo tego
                                      ze swiadomie przyjma do wiadomosci iz poprawa najprawdopodobniej nie nastapi.

                                      Uwazam ze nie nalezy zakazywac tym rodzicom opieki nad ich dzieckiem
                                      pozostajacym w tym beznadziejnym (dla nas, i dzisiaj) stanie
                                      przez tak dlugo jak sami uznaja to za wlasciwe.

                                      • scept89 Re: wartosc zycia 23.03.05, 23:49
                                        > Ci, ktorym sie to nie podobalo
                                        > powinni miec mozliwosc przejac na siebie (i na swoja kieszen)
                                        > obowiazki opiekunow.

                                        Zdecydowanie nie. Wyobraz sobie ze ja (kolejny fikcyjny przyklad) nienawidze
                                        wujka X-a i ze prawdziwa przyjemnosc mi sprawi obserwowanie jak z bolu sie wije
                                        miesiacami gnijac na raka. W/g Ciebie skoro mnie na to stac to jego zonie i
                                        dzieciom nic do tego -> sad powinien przyznac mi prawo "opieki". Moja nienawisc
                                        jest fikcyjna, ale wierz mi, bywaja psychopaci na tym swiecie.
                                        Uchowaj nas od "samarytan" tego typu!

                                        W przypadku Terri mamy do czynienia z infantylnymi rodzicami nie potrafiacymi
                                        pogodzic sie ze smiercia ktorzy to chca miec miesny pomnik dziecka coby ich
                                        wlasna pustke zalagodzic. Jakim prawem zabraniamy trzymania zwlok dziadka w
                                        lodowce przez rodzine? Zwlok zony w stroju bikini plywajacej w formalinie?

                                        Nie wydaje Ci sie ze istnieje cos takiego jak szacunek dla zmarlego? Ze nie
                                        mozna instrumentalnie uzywac najblizszych aby wlasne zboczone potrzeby
                                        zaspokajac przy pomocy ich zwlok?









                                        • dritte_dame Re: wartosc zycia 24.03.05, 00:44
                                          scept89 napisał:

                                          > jak z bolu sie wije
                                          > miesiacami

                                          Odnosze wrazenie ze nie czytasz tego co ja pisze.


                                          > Nie wydaje Ci sie ze istnieje cos takiego jak szacunek dla zmarlego?

                                          Zdecydowanie istnieje.
                                          Ale w tej sprawie nie ma (jeszcze) osoby zmarlej.

                                          • scept89 Re: wartosc zycia 24.03.05, 01:00
                                            > Odnosze wrazenie ze nie czytasz tego co ja pisze.

                                            A ja odnosze wrazenie ze nie zdajesz sobe sprawy jak Twoje czarno-na-bialym
                                            wypowiedzi sa rozlozyste/rozmyte. Jesli mnie oczy nie myla nie wspomnialas w
                                            jakich to stanach moge dogorywajacego znienawidzonego ("ukochanego") wuja
                                            porzuconego przez najblizszych przygarnac a w jakich nie. Ergo zalozylem ze w
                                            kazdym stanie kiedy mowimy o odlaczaniu od aparatury pierwszy w szeregu
                                            ochotnikow z $$$ dostaje pol-zwloki. Pokaz prosze gdzie napiasalas ze myslalas
                                            tylko o odkorowanych albo ze masz jakis katalog kto kogo kiedy "przygarnac" moze.

                                            > > Nie wydaje Ci sie ze istnieje cos takiego jak szacunek dla zmarlego?
                                            >
                                            > Zdecydowanie istnieje.

                                            Podobnie isnieje szacunek dla umierajacego. Rodzice ponoc zgodzili by sie na
                                            amputacje wszystkich konczyn aby tylko Terri dla nich trwala. Dziwny szacunek.

                                            > Ale w tej sprawie nie ma (jeszcze) osoby zmarlej.

                                            Zgoda, zmarlej jako pien mozgu. Tyle ze zaba jest w stanie wykryc poruszajacy
                                            sie obiekt w polu widzenia a Terri od 15 lat juz nie. To jest trwanie pomiedzy
                                            zyciem a smiercia (btw. osobowosciowo Terri juz nie isnieje) w beznadziei.

                                            • dritte_dame Re: wartosc zycia 24.03.05, 02:24
                                              scept89 napisał:

                                              > Jesli mnie oczy nie myla nie wspomnialas w
                                              > jakich to stanach moge dogorywajacego znienawidzonego ("ukochanego") wuja
                                              > porzuconego przez najblizszych przygarnac

                                              Jestes pewien ze wszystko w porzadku z Twoimi oczami?
                                              A moze to A.D.D.?

                                              Napisalam to przeciez dwukrotnie:

                                              Dwudziesta linijka w moim poscie "o dwa wstecz" ( 23.03.2005 23:19)
                                              [liczac od "scept89 napisal:" w dol, wszystkie - z tekstem oraz puste]

                                              I jest to powtorzenie siodmej linijki od konca w moim poscie
                                              o jeszce jeden wstecz (23.03.2005 06:59)


                                              > > Ale w tej sprawie nie ma (jeszcze) osoby zmarlej.
                                              >
                                              > To jest trwanie pomiedzy
                                              > zyciem a smiercia

                                              Czy za trwanie miedzy zyciem a smiercia,
                                              sad ma prawo skazac czlowieka na egzekucje przez zaglodzenie?
                                              • scept89 Re: wartosc zycia 24.03.05, 03:40
                                                chodzi Ci zapewne o:
                                                >Uwazam ze nie nalezy sadownie zabraniac
                                                >utrzymania przy zyciu jakiegokolwiek czlowieka
                                                >*jakimkolwiek* ludziom.
                                                >(z zachowaniem warunku nieprzedluzania nieznosnego cierpienia)

                                                No to ja prosze Wysokiego Sadu nazywam sie Michael Jackson i chetnie zaopiekuje
                                                sie nastoletnim synem panstwa Kowalskich w stanie wegetatywnym. Zadnego
                                                cierpienia nie bedzie a wrecz przeciwnie...


                                                > Czy za trwanie miedzy zyciem a smiercia,
                                                > sad ma prawo skazac czlowieka na egzekucje przez zaglodzenie?
                                                Patrz powyzej. Albo Terri cierpi albo nie. Jesli cierpi/ma zdolnosc cierpienia
                                                to zapewne odlezyny usmiechu na jej twarzy nie wywoluja (pamietaj ze kochajacy
                                                rodzice zadeklarowali ze "jesli bedzie trzeba to sie Terri konczyny odetnie"..)
                                                -> wskakujesz do koszyka z napisem "nieprzedluzania nieznosnego cierpienia".

                                                Jesli nie cierpi ani tez takowej zdolnosci nie ma no to wyjasnij mi prosze jak
                                                straczliwe jest zaglodzenie istoty ktora tego nie czuje.

                                                Poza tym to jest dziwny argument ze strony obozu przeciwstawiajacego sie
                                                eutanazji. Zobacz:
                                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=21986647&a=22022359








                                                • dritte_dame Re: wartosc zycia 24.03.05, 04:41
                                                  scept89 napisał:

                                                  > chodzi Ci zapewne o:
                                                  > >Uwazam ze nie nalezy sadownie zabraniac
                                                  > >utrzymania przy zyciu jakiegokolwiek czlowieka
                                                  > >*jakimkolwiek* ludziom.
                                                  > >(z zachowaniem warunku nieprzedluzania nieznosnego cierpienia)
                                                  >
                                                  > No to ja prosze Wysokiego Sadu nazywam sie Michael Jackson i chetnie
                                                  zaopiekuje
                                                  > sie nastoletnim synem panstwa Kowalskich w stanie wegetatywnym. Zadnego
                                                  > cierpienia nie bedzie a wrecz przeciwnie...

                                                  Zgoda Michael.
                                                  Ale BTW, przypominamy ze seks bez jawnej zgody obu stron jest gwaltem.




                                                  Nie.

                                                  Nie dam sie sciagnac do poziomu nieprzystojnych zartow z tej sprawy.
                                                  Ktos tu wlasnie pisal o szacunku dla czlowieka umierajacego.

                                                  Wszystko co mialam do napisania juz dokladnie napisalam
                                                  w poscie powyzej: 23.03.2005 06:59

                                                  Sprawa jest dla mnie powazna i gleboko przejmujaca
                                                  miedzy innymi dlatego ze w mojej rodzinie jest osoba
                                                  opiekujaca sie zupelnie niesamodzielnym ulomnym czlowiekiem
                                                  dzien w dzien juz od ponad *piecdziesieciu siedmiu lat*.

                                                  A tu okazuje sie ze moze istniec sad dostatecznie bezwstydny
                                                  zeby uzurpowac sobie prawo nakazania jej ze nie moze tego robic.
                                                  • scept89 Re: wartosc zycia 24.03.05, 07:42
                                                    > Nie dam sie sciagnac do poziomu nieprzystojnych zartow z tej sprawy.

                                                    Slusznie. Tyle ze "zarty" o znienawidzonych wujach i Michaelu ilustruja to co
                                                    chce powiedziec -> zaden samarytanin nie ma prawa ruszac najblizszej mi osoby za
                                                    ktora to ja prawnie odpowiadam. To nie wazne czy motywem jest litosc, zboczone
                                                    przywiazanie, odwet czy chec seksualnego wykorzystania. Nie obchodzi mnie to,
                                                    nie mam ochoty rozwazac motywow kogokolwiek kto czegos takiego chce sie podjac
                                                    ani sad nie bedzie mi zony/dziecka/ojca pod opieka jakiegos perva umieszczal.

                                                    Rodzice Terri wyznali ze zgodzily by sie na amputacje wszystkich konczyn oraz
                                                    operacje na otwartym sercu aby tylko "miec ja przy sobie". Jesli to jest
                                                    rodzicielska milosc pelna troski o corke to ja wolalbym byc sierota. To tylko
                                                    oni maja problem i powinni sie leczyc.

                                                    > osoba opiekujaca sie zupelnie niesamodzielnym ulomnym czlowiekiem
                                                    > dzien w dzien juz od ponad *piecdziesieciu siedmiu lat*.

                                                    Podziwiam i szanuje taki wybor. Ja znam przypadek opieki nad w pelni swiadomym
                                                    ojcem po wylewie -> skonczylo sie to nieomalze rozpadem malzenstwa poniewaz
                                                    starszy pan zdecydowanie nie byl milym starszym panem. Kolega uciekal przed
                                                    wlasnym zdemencialym ojcem ktory to usilowal stolkiem trzepnac go w glowe.
                                                    Cierpienie niekoniecznie uszlachetnia, czasem dobre serce wchodzi na obszary
                                                    samodestrukcji.






                                                  • dritte_dame Re: wartosc zycia 24.03.05, 21:21
                                                    scept89 napisał:

                                                    > > Nie dam sie sciagnac do poziomu nieprzystojnych zartow z tej sprawy.
                                                    >
                                                    > Slusznie. Tyle ze "zarty" o znienawidzonych wujach i Michaelu ilustruja to co
                                                    > chce powiedziec -> zaden samarytanin nie ma prawa ruszac najblizszej mi oso
                                                    > by za
                                                    > ktora to ja prawnie odpowiadam. To nie wazne czy motywem jest litosc, zboczone
                                                    > przywiazanie, odwet czy chec seksualnego wykorzystania. Nie obchodzi mnie to,
                                                    > nie mam ochoty rozwazac motywow kogokolwiek kto czegos takiego chce sie podjac
                                                    > ani sad nie bedzie mi zony/dziecka/ojca pod opieka jakiegos perva umieszczal.


                                                    Zastanawia mnie dlaczego trwasz w usilowaniach udowodnienia wszystkim publicznie
                                                    ze nie dostrzegasz roznicy miedzy pewnymi dwoma rzeczami.

                                                    (Napisales ze irytuje Cie wyklad czarno-na-bialym
                                                    wiec sprobowalam dac Ci hinta dopisujac ciag dalszy Twego "zartu".
                                                    Nie pomoglo, a wiec wracam do lopaty):


                                                    Zezwolenie na opieke
                                                    nie jest tym samym co
                                                    przyzwolenie na zrobienie z podopiecznym wszystkiego.


                                                    Jakosc i skutki kazdej opieki (rodzicielskiej, rodzinnej, instytucjonalnej)
                                                    podlegaja spolecznej i prawnej kontroli.

                                                    Jesli sad umiesci Twojego podopiecznego (ktorego wolalbys widziec martwym)
                                                    pod opieka jak uwazasz "jakiegos perva"
                                                    to jeszcze nie znaczy ze ow "perv" ma odtad care blanche
                                                    na dawanie upustu swoim perwersyjnym sklonnosciom.

                                                    Skazanych bezdzietnych pedofili nie sterylizuje sie automatycznie
                                                    aby nie mogli miec pod opieka dzieci.


                                                    > Rodzice Terri wyznali ze zgodzily by sie na amputacje wszystkich konczyn oraz
                                                    > operacje na otwartym sercu aby tylko "miec ja przy sobie". Jesli to jest
                                                    > rodzicielska milosc pelna troski o corke to ja wolalbym byc sierota. To tylko
                                                    > oni maja problem i powinni sie leczyc.


                                                    Naprawde nie widzisz tego ze takie ich rozpaczliwe wyznanie
                                                    nie ma w obecnej sytuacji samo w sobie zadnych skutkow dla przyszlosci Therri?

                                                    To ze "zgodzily by sie"
                                                    nie znaczy ze zostana kiedykolwiek zapytani o taka zgode.
                                                    A sami nie moga takich operacji ani nakazac (nikt nie moze)
                                                    ani sugerowac (bo to nalezy wylacznie do lekarzy).
                                                    Sami nie moga tez takich operacji osobiscie wykonac.



                                                    Twoje rozumowanie jest nadmiernie obciazone emocjami
                                                    oraz przecenianiem znaczenia wylacznie wlasnych odczuc i pogladow:
                                                    ("Nie obchodzi mnie to, nie mam ochoty rozwazac ...")
                                                    ("ja wolalbym byc sierota", "tylko oni maja problem")
                                                    i stad wlasnie taki a nie inny jego wynik.

                                                    d_d
                                                  • scept89 Re: wartosc zycia 24.03.05, 21:41
                                                    Dzieki za lopate:

                                                    > Jesli sad umiesci Twojego podopiecznego (ktorego wolalbys widziec martwym)
                                                    > pod opieka jak uwazasz "jakiegos perva"
                                                    > to jeszcze nie znaczy ze ow "perv" ma odtad care blanche
                                                    > na dawanie upustu swoim perwersyjnym sklonnosciom.

                                                    oraz

                                                    > > Rodzice Terri wyznali ze zgodzily by sie na amputacje wszystkich konczyn
                                                    > oraz
                                                    > > operacje na otwartym sercu aby tylko "miec ja przy sobie".

                                                    == perversja. Spytaj innych. Nie ma znaczenia czy wykonuja ja sami, czy tez
                                                    lekarz ktorego zatrudnia podpowie im ze to jedyny sposob aby reszta ciala nie
                                                    rozpadla sie w oczach. Maz tez osobiscie rurki nie odlaczal a nazywany jest
                                                    przez ludzi z Twojego obozu morderca.


                                                    Piszesz:
                                                    > Jakosc i skutki kazdej opieki (rodzicielskiej, rodzinnej, instytucjonalnej)
                                                    > podlegaja spolecznej i prawnej kontroli.

                                                    Prawna kontrola stwierdzila ze odlaczenie Terri jest OK, spoleczna kontrola w
                                                    postaci badan opini publicznej podobnie. Czyli maz przeszedl warunki konieczne
                                                    sprawowania tejze opieki -> o co Ci chodzi? Kazesz mi pokladac wiare w w/w
                                                    kontroli a sama jakby nie masz ochoty sie jej poddac?










                                                  • dritte_dame Re: wartosc zycia 24.03.05, 22:25
                                                    scept89 napisał:

                                                    > Maz ... nazywany jest
                                                    > przez ludzi z Twojego obozu morderca.

                                                    Nie naleze do zadnego obozu i nikogo nijak nie nazywam.

                                                    Zamiast tego - od pieciu dni na przerazliwie zimno rozwazam sprawe
                                                    i wychodzi mi nadal to samo - z zelazna konsekwencja:

                                                    "Nie nalezy nikomu zabraniac utrzymania przy zyciu innego czlowieka."
                                                    (z zachowaniem wczesniej wspomnianych zastrzezen)


                                                    > Piszesz:
                                                    > > Jakosc i skutki kazdej opieki (rodzicielskiej, rodzinnej, instytucjonalne
                                                    > j)
                                                    > > podlegaja spolecznej i prawnej kontroli.
                                                    >
                                                    > Prawna kontrola stwierdzila ze odlaczenie Terri jest OK, spoleczna kontrola w
                                                    > postaci badan opini publicznej podobnie. Czyli maz przeszedl warunki konieczne
                                                    > sprawowania tejze opieki -> o co Ci chodzi? Kazesz mi pokladac wiare w w/w
                                                    > kontroli a sama jakby nie masz ochoty sie jej poddac?


                                                    Nie znasz znaczenia slow?

                                                    Znaczenie terminow "opieka" i "sprawowac opieke"
                                                    nie obejmuje dzialania prowadzacego celowo do smierci.

                                                    Prawna i spoleczna kontrola nie wyrokowaly wcale
                                                    o jakoscia opieki sprawowanej przez "meza" Theresy.

                                                    Prawna konrola zewolila a spoleczna przyzwolila
                                                    na dokonanie egzekucji, ktorej on sie domagal.

                                                    W chwili odlaczenia ustala opieka
                                                    a rozpoczela sie egzekucja.
                                                    (ale nie "morderstwo" - gdyz w majestacie prawa).

                                                    d_d
                                                  • scept89 Re: wartosc zycia 24.03.05, 23:51
                                                    > Nie naleze do zadnego obozu i nikogo nijak nie nazywam.

                                                    Przepraszam za oboz, za to z "ustala opieka a rozpoczela sie egzekucja" wynika
                                                    ze mamy egzekutora/egzekutorow i to bynajmniej nie testamentu. Tez pieknie.

                                                    > Zamiast tego - od pieciu dni na przerazliwie zimno rozwazam sprawe
                                                    Brawo! Tyle ze nikt z nas nie winien byc sedzia we wlasnej sprawie/poklepywac
                                                    sie po ramieniu z zachytu nad wlasnymi retorycznymi perlami.

                                                    > Znaczenie terminow "opieka" i "sprawowac opieke"
                                                    > nie obejmuje dzialania prowadzacego celowo do smierci.
                                                    Owszem obejmuje. Patrz wlasny punkt kiedy to opiekun odmawia przedluzania
                                                    niepotrzebnych cierpien (czysty przypadek umierania na raka). No chyba ze sobie
                                                    opiekuna przedefiniujesz.

                                                    > Prawna i spoleczna kontrola nie wyrokowaly wcale
                                                    > o jakoscia opieki sprawowanej przez "meza" Theresy.
                                                    "Maz": widze ze za skorumpowanym insektobojca (Tom DeLay) zaczynasz definiowac
                                                    kto to jest w zwiazku malzenskim a kto nie jest. Moze bysmy tak przy prostych
                                                    terminach prawnych jednak pozostali? Albo Terri zyje, nie bylo rozwodu i on jest
                                                    jej mezem albo tez nie zyje no ale wtedy to przyznasz ze nie ma co mowic o
                                                    egzekucjach.

                                                    > Prawna konrola zewolila a spoleczna przyzwolila
                                                    > na dokonanie egzekucji, ktorej on sie domagal.
                                                    Taak. Podobnie lekarze dokonujacy selekcji na miejscu masowego wypadku to kaci
                                                    majacy poparie prawne i spoleczne (pozwalaja umrzec). Demagogia.




                                                  • dritte_dame Re: wartosc zycia 25.03.05, 21:01
                                                    scept89 napisał:


                                                    > Przepraszam za oboz, za to z "ustala opieka a rozpoczela sie egzekucja" wynika
                                                    > ze mamy egzekutora/egzekutorow i to bynajmniej nie testamentu. Tez pieknie.

                                                    Ani pieknie ani brzydko.
                                                    Ponownie nadinterpretujesz emocjonalnie.

                                                    "Osoba wykonujaca czynnosc
                                                    celowo i bezposrednio prowadzaca do smierci innego czlowieka."
                                                    to albo morderca
                                                    albo kat
                                                    albo egzekutor

                                                    Morderce potepiamy zawsze.
                                                    Kata najczesciej, choc nie bez wyjatku.
                                                    A egzekutora najczesciej nie, choc tez nie bez wyjatku.


                                                    > > Zamiast tego - od pieciu dni na przerazliwie zimno rozwazam sprawe
                                                    > Brawo! Tyle ze nikt z nas nie winien byc sedzia we wlasnej sprawie/poklepywac
                                                    > sie po ramieniu z zachytu nad wlasnymi retorycznymi perlami.

                                                    To nie bylo o tym jak pisze.
                                                    Tylko o tym jak staram sie myslec.
                                                    Staram sie pozbyc i zlosci na i wspolczucia dla ktorejkolwiek ze stron
                                                    a rozwazania nazwalam "przerazliwie zimnymi"
                                                    dlatego ze tak zazwyczaj ich nie prowadze w sprawach,
                                                    ktore uwazam za mniej wazne.


                                                    > > Znaczenie terminow "opieka" i "sprawowac opieke"
                                                    > > nie obejmuje dzialania prowadzacego celowo do smierci.
                                                    > Owszem obejmuje. Patrz wlasny punkt kiedy to opiekun odmawia przedluzania
                                                    > niepotrzebnych cierpien (czysty przypadek umierania na raka). No chyba ze
                                                    sobie
                                                    > opiekuna przedefiniujesz.

                                                    Opiekun uznajac ze dalsza opieka przedluzy niepotrzebne cierpienia
                                                    przestaje byc w tym momencie opiekunem.
                                                    Podopieczny umiera wtedy (szybciej) albo z przyczyn naturalnych,
                                                    posrednio w wyniku ustania opieki, ktorej nie ma juz kto dostarczac
                                                    albo w wyniku egzekucji wykonanej albo przez egzekutora-bylego-opiekuna
                                                    albo przez egzekutora w innej osobie.
                                                    Jesli opiekun nie byl prawnie zobowiazany do kontynuowania opieki
                                                    to za porzucenie opieki go nie karzemy
                                                    a dzialanie egzekutora usprawiedliwiamy okolicznosciami.


                                                    > > Prawna i spoleczna kontrola nie wyrokowaly wcale
                                                    > > o jakoscia opieki sprawowanej przez "meza" Theresy.
                                                    > "Maz": widze ze za skorumpowanym insektobojca (Tom DeLay) zaczynasz definiowac
                                                    > kto to jest w zwiazku malzenskim a kto nie jest.

                                                    Cudzyslow jest po to zeby zaznaczyc
                                                    ze slowa uzylam nie w jego potocznym znaczeniu,
                                                    z ktorym zwyczajowo laczymy wiele zwykle pozytywnych emocjonalnych atrybutow
                                                    tylko wlasnie jedynie i wylacznie jako terminu prawnego
                                                    tak jak normalnie nie mam w zwyczaju.


                                                    > > Prawna konrola zewolila a spoleczna przyzwolila
                                                    > > na dokonanie egzekucji, ktorej on sie domagal.
                                                    > Taak. Podobnie lekarze dokonujacy selekcji na miejscu masowego wypadku to kaci
                                                    > majacy poparie prawne i spoleczne (pozwalaja umrzec). Demagogia.

                                                    Nie.
                                                    Tacy lekarze to sa osoby zobowiazane swoja funkcja do zostania opiekunami
                                                    *o ile to mozliwe* wszystkich ofiar wypadku.
                                                    Sa oni zobowiazani i chetni, ale *niezdolni* pomoc WSZYSTKIM poszkodowanym.
                                                    Przez to nie sa zobowiazani zostac ratownikami/opiekunami wszystkich
                                                    poszkodowanych.


                                                    > Moze bysmy tak przy prostych
                                                    > terminach prawnych jednak pozostali?

                                                    To jest wlasnie sedno i przyczyna naszych rozbieznosci.

                                                    Ty rozwiazanie sprawy Therri oparte na literalnym zastosowaniu prawa
                                                    uwazasz za zgodne z prawem,
                                                    w mysl prawa jedyne mozliwe,
                                                    Ciebie zadowalajace
                                                    i dobre.

                                                    Ja je uwazam za zgodne z prawem
                                                    jedno z co najmniej dwoch niesprzecznych z prawem,
                                                    budzace moj dyskomfort
                                                    i niedobre.

                                                    Dlaczego w szczegolnosci niedobre?

                                                    Juz nie mam checi, sil ani powodow zeby wyjasniac.
                                                    Wystarczy mi ze wyjasnilam to dokladnie po drodze
                                                    sobie samej.

                                                    d_d
                  • kyle_broflovski Re: A Stephen Hawking to nie cierpi? 21.03.05, 18:16
                    jesli prawda jest to co w linku ponizej to jej "maz" ktory zyje z inna baba i
                    ma z nia dzieci + skasowal szmal za Terri (byc moze Terri jest ubezpieczona to
                    skasuje jeszcze wiecej) nie powinien decydowac o jej zyciu czy smierci i nie
                    powinien tej decyzji robic jakis urzednik.
                    www.rense.com/general63/aff.htm
                    najgorsze ze robi sie z tego cyrk prowadzacy do takich makabresek
                    www.msnbc.msn.com/id/3080261/
      • aelithe Re: Barbarzynscy Republikanie 20.03.05, 22:40
        Szatek pokaż mi kraj, poza "cywilizowaną" Holandią, gdzie się torturuje
        chorych.
        Nie wiesz czy kobieta cierpi. Być może. Ale dlaczego chcesz decydować, o tym
        czy człowiek ma prawo cierpieć czy nie. Cierpienia mogą mieć różny charakter.
        Jednym z nich jest torturowanie starszych ludzi w Holandii groźbą eutanazji,
        jeśli ośmielą się iśc do lekarza.
        Druga sprawa, żadne prawo na świecie nie zezwala na zaniechanie prostych
        procedur pielęgnacyjnych. Można zaniechać czynności nadzwyczajnych; np.
        wyłaczyć respirator, ale nie można zagłodzić cżłowieka zwłaszcza jeśli wykazuje
        czynności życiowe.
        Przez 4 lata zajmowałem się, jako jeden z lekarzy, dziewczynką, a właściwie już
        młodą kobietą, z SSPE. Tgw. ciekawy przypadek. Ostatni chora, która zmarła na
        tę straszną chorobę w Polsce i chyba jeden z ostatnich przypadkó w Europie.
        Kiedy przyjeliśmy ją do Kliniki po raz pierwszy miała zajęte 3/4 mózgu, krzyk
        mózgowy. Zgodnie z logika nie powinna przeżyć dłużej niż 4 tygodnie. Tymczesem
        ona okresowo odzyskiwała świadomość. W okresach remisji smiała się i mówiła,
        lubię Pana doktorze. potem następował kolejny rzut choroby. jeszcze abrdziej
        nasilone objawy neurologiczne potem kolejna remisja. Tak przez 4 lata. Straszna
        choroba. Opiekowałem się nią łącznie z kolegami, w Oddziale, zajmowała się nią
        matka w domu. straszliwa tortura. Jednak kiedy usłysząłem słowa pamiętam pana
        doktorze i lubię ciebie 2 miesiece przed śmiercią, w czasie ostatniego okresu
        remisji, do dzisiaj mam łzy w oczach. I wiem, że ogramna praca włożona
        zwłaszcza przez moje koleżanki była tego warta.
        • szatek100 Re: Barbarzynscy Republikanie 20.03.05, 23:36
          > Szatek pokaż mi kraj, poza "cywilizowaną" Holandią, gdzie się torturuje
          > chorych.

          Co masz na mysli piszac "torturuje".moim skromnym zdaniem tortura jest zycie w
          takim stanie.Przyznam się szczerz , ze nie wiem , w jakich jeszcze krajach
          eutanazja jest dozwolona.Na pewno w Belgii


          > Nie wiesz czy kobieta cierpi. Być może. Ale dlaczego chcesz decydować, o tym
          > czy człowiek ma prawo cierpieć czy nie.

          No cóż ona sama nie moze stwierdzić , czy cierpi....Na pewno nie jest jej zbyt
          komfortowo.Poza tym głosne sa przypadki ludzi swiadomie chcacych poddac się
          eutanazji , jednak w naszej "judeochrzescijanskiej" kulturze "zycie moze
          odebrac tylko Bóg".

          Cierpienia mogą mieć różny charakter.
          > Jednym z nich jest torturowanie starszych ludzi w Holandii groźbą eutanazji,
          > jeśli ośmielą się iśc do lekarza.

          O czym mówisz?"przychodzi dziadek do lekarza:panie doktorze , plecy mnie bola.A
          lekarz robi dziadkowi zastrzyk usypiajacy".Czy tak ?


          > Przez 4 lata zajmowałem się, jako jeden z lekarzy, dziewczynką, a właściwie
          już
          >
          > młodą kobietą, z SSPE. Tgw. ciekawy przypadek. Ostatni chora, która zmarła na
          > tę straszną chorobę w Polsce i chyba jeden z ostatnich przypadkó w Europie.
          > Kiedy przyjeliśmy ją do Kliniki po raz pierwszy miała zajęte 3/4 mózgu, krzyk
          > mózgowy. Zgodnie z logika nie powinna przeżyć dłużej niż 4 tygodnie.
          Tymczesem
          > ona okresowo odzyskiwała świadomość. W okresach remisji smiała się i mówiła,
          > lubię Pana doktorze. potem następował kolejny rzut choroby. jeszcze abrdziej
          > nasilone objawy neurologiczne potem kolejna remisja. Tak przez 4 lata.
          Straszna
          >
          > choroba. Opiekowałem się nią łącznie z kolegami, w Oddziale, zajmowała się
          nią
          > matka w domu. straszliwa tortura. Jednak kiedy usłysząłem słowa pamiętam pana
          > doktorze i lubię ciebie 2 miesiece przed śmiercią, w czasie ostatniego okresu
          > remisji, do dzisiaj mam łzy w oczach. I wiem, że ogramna praca włożona
          > zwłaszcza przez moje koleżanki była tego warta.


          Szanuje Twoje działania ale jak sam zauwazyłes , pacjentka miała od czasu do
          czasu przebłyski swiadomosci.Moja babcia miała wylew i zanim umarła , przez 3
          miesiace lezała przykuta do łózka.Najstraszniejsze było to ze wydawalo mi się
          (byc moze błednie) , ze babcia cały czas słuszy i rozumie , co do niej mówimy ,
          ale nie potrafi nawet ruszyc palcem.Takie zycie musiało byc koszmarem !
          Wracajac do historii z USA...Uwazam , ze rodzice tej kobiety zachowuja się
          egoistycznie i niemoralnie.Skazują córke na mękę dla własnego dobrego
          samopoczucia (bo przeciez jeden przypadek na tysiac konczy sie cudownym
          ozdrowieniem)


          pzdr
          • aelithe Re: Barbarzynscy Republikanie 21.03.05, 00:15
            Co masz na mysli piszac "torturuje".moim skromnym zdaniem tortura jest zycie w
            > takim stanie.Przyznam się szczerz , ze nie wiem , w jakich jeszcze krajach
            > eutanazja jest dozwolona.Na pewno w Belgii

            Dozwolona jest tylko w Holandii. W belgii jest zakazana , ale się przymaka na
            nią oczy.
            Jakie masz prawo decydować, czy człowiek może żyć czy.

            No cóż ona sama nie moze stwierdzić , czy cierpi....Na pewno nie jest jej zbyt
            > komfortowo.Poza tym głosne sa przypadki ludzi swiadomie chcacych poddac się
            > eutanazji , jednak w naszej "judeochrzescijanskiej" kulturze "zycie moze
            > odebrac tylko Bóg".

            Człowiek zdrowy psychicznie nie zgodzi nigdy sie na śmierć. Jeżeli mamy każdego
            człowieka w depresji uśmiercać.... ( dopisz sobie ciąg dalszy)

            > Szanuje Twoje działania ale jak sam zauwazyłes , pacjentka miała od czasu do
            > czasu przebłyski swiadomosci.Moja babcia miała wylew i zanim umarła , przez 3
            > miesiace lezała przykuta do łózka.Najstraszniejsze było to ze wydawalo mi się
            > (byc moze błednie) , ze babcia cały czas słuszy i rozumie , co do niej
            mówimy ,

            A czy masz pewność, że babcia by sobie życzyła byś ją zabił. Miała by
            przyjeność, że wnuczek podaje jej cyjanek czy arszenik. Opiekowałem się przez
            kilka lat ciężko chorym teściem i wiem jaki jest to wysiłek, ale uważasz, że
            bezbronność człowieka przed tobą zwalnia cię z obowiązku opieki nad nim. Czy
            jesteś jednym z tych ludzi, którzy uważają, że wart życia jest tylko ten
            człowiek, którego mozna wykorzystać. Kiedy trzeba się nim opikowac to należy go
            wyeliminować. Najlepiej nie miec problemów, dziadków do gazy, psychicznych
            uśpiś fenolem a chorych zabić zastrzykami. Tylko wtedy nie potrzebuje lekarzy,
            potrzebujemy katów. Czy chciałbyś żyć w takim świecie? Bo pośrednio się na
            niego zgadzasz.

            > ale nie potrafi nawet ruszyc palcem.Takie zycie musiało byc koszmarem !
            > Wracajac do historii z USA...Uwazam , ze rodzice tej kobiety zachowuja się
            > egoistycznie i niemoralnie.Skazują córke na mękę dla własnego dobrego
            > samopoczucia (bo przeciez jeden przypadek na tysiac konczy sie cudownym
            > ozdrowieniem

            Rzeczywiście to egoistyczne ze strony rodziców, że nie pozwalają zabić kobiety,
            która by przy rehabilitacji prawdopodobnie mogła chodzić. Nie pozwalają jej
            biednemu mężowi rozkoszonwać się milionem dolarów wygranym na opiekę nad nią.
            Nie pozwolają jej wykończyć skoro mimo zgody na leczenie zakażęń układu
            moczowego ona jeszcze żyje.
            To rzeczywiście bardzo egoistyczne , że rodzice nie pozwalają draniowi, któy
            katował ich corkę i doprowadził ją do takiego stanu, tewraz rozkoszować się
            zwycięstwem. Przecież ten facet już ma kobietę i dwójkę dzieci.
            To rzeczywiście niemoralne nie zgadzac się na torturowanie kobiety skazanej na
            jego swawole. Facety torturuje kilka swoją żonę usiłując ją zabić, mimo, iz
            przy odpowiednim leczeniu mogłaby; być może funkcjonować.
            W Holandii nie miałaby szansy, tak mąż dałby w łapę doktorowi i było po
            sprawie. wszysycy by mówili to dobrze. A w tej brudnej ameryce, ten biedny
            facet musi ją dalej torurować.
            • ptindfw "wygrany" million 21.03.05, 01:16
              Jesli chodzi o ten slawetny milion wygrany przez meza, to informuje, ze zostal
              on juz dawno wydany przez jej meza na opieke lekarska. Wostatnim wywiadzie, z
              jej mezem przedstawione wszystkie rachunki i udowodniono, ze zadnych korzysci
              materialnych nie bedzie
            • scept89 normalnosc samobojcow 22.03.05, 06:47
              aelithe napisał:
              > Człowiek zdrowy psychicznie nie zgodzi nigdy sie na śmierć.

              Jesli definijesz zdrowego psychicznie jako takiego ktory w zadnym wypadku nie
              popelni samobojstwa to masz kolowa definicje. Ja na przyklad mysle ze kazdy
              normalny osobnik w sytuacji bez wyjscia (patrz ludzie skaczacy z World Trade
              Center 9/11) popelni samobojstwo zamiast byc "normalnym inaczej" w/g Twojej
              definicji i zywcem sie spalic w celu zachowania optymistycznego/nie depresyjnego
              pogladu na swiat w obliczu zapewne przejsciowych okolicznosci.

              Podobnie jesli pewnego dnia w poczcie przyjdzie zawiadomienie o glioma
              multiforme to ja nie bede czekal az mi resztke mozgu zezre i ze jakis litosciwy
              sanitariusz papke we mnie wpakuje kiedy ja tylko ga-ga wyl bede i we wlasnym
              kale plywal tylko po niezaleznym potwierdzeniu diagnozy i uporzadkowaniu spraw
              na ziemi odejde zamiast jak kot czepiac sie niczemu nie sluzacej wegetacji.
              Nie ma co gloryfikowac cierpienia. Za paromiesieczne wycie przedsmiertne nie
              czeka nas nagroda.
              • dritte_dame Re: normalnosc samobojcow 22.03.05, 14:39
                scept89 napisał:

                > po niezaleznym potwierdzeniu diagnozy i uporzadkowaniu spraw
                > na ziemi odejde zamiast jak kot czepiac sie niczemu nie sluzacej wegetacji.

                To jest sytuacja inna niz ta, o ktorej dyskutujemy.
                Nie wiemy czy Terri chce popelnic samobojstwo.

                • scept89 Re: normalnosc samobojcow 23.03.05, 02:23
                  > Nie wiemy czy Terri chce popelnic samobojstwo.

                  Ona juz nic nie chce. Jej praktycznie juz nie ma.
        • mikehp Re: Barbarzynscy Republikanie 20.03.05, 23:53
          no wlasnie, a w rzeczonej Holandii coraz wiecej lekarzy odmawia wzkonzwania
          eutanazji, moze doszlo do nich co robia
          • aelithe Re: Barbarzynscy Republikanie 21.03.05, 00:17
            Ale jeszcze zanim zalegalizowano eutanazję wydano prawo zmuszające ich do
            wskazania lekarza, który taką wykona.
      • manny_ramirez Re: Barbarzynscy Republikanie 20.03.05, 22:57
        Ta kobieta najprawdopodobniej straszliwie cierpi zyjac w takim stanie

        To tylko Twoje przeswaidczenie tak naprawde nie masz ani ty ani my pojecia
        • kyle_broflovski Re: Barbarzynscy Republikanie 20.03.05, 23:13
          manny_ramirez napisał:

          > Ta kobieta najprawdopodobniej straszliwie cierpi zyjac w takim stanie
          >
          > To tylko Twoje przeswaidczenie tak naprawde nie masz ani ty ani my pojecia

          wiec z milosierdzia nad soba tak na wszelki wypadek "wylaczmy" ja , brawo

          co ludzie wymysla jutro?
      • galt daleko sie mijasz z fakrtami- niesmaczna propagand 21.03.05, 06:53
        1. jej naturalne reakcje i funkcjonowanie mozgu jest OK, a wiec reaguje na bol,
        swiatlo i pozytywnebocce - a wiec Twoja konluzja o rzekomym bolu jest wyssana z
        palca.
        2. Demokraci tez glosuja za - to ma niewiele wspolnego z plityka. Wim, ze
        niektorzy nie widza juz ludzi, widza tylko republikanow i demokratow.
        3. Republikanie przewodza nad specjalna ustaw poniewaz zadania rodzicow o dalsze
        badania zostalo zablokowane przez meza...

        Tez nie wiem, jaka powinna byc decyzja, ale nie mysle o oponentach jako o
        demokratach.
    • marekble Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 22:45
      czegos tu nie rozumiem..kto i jakim prawem ma decydowac czy ktos zyje czy moze
      juz wlasnie umarl? (poza oczywistymi zgonami ;)
      moim zdaniem jesli ktos ma pieniadze i znajduje chetnych, by za te pieniadze
      zgadzali sie podtrzymywac chorego przy zyciu...
      problem jest oczywiscie wiekszy, mozna postawic pytanie czy pacjentka sobie
      zyczy tak zyc..no ale brutalnie mowiac - pewnie z mozgiem w jej stanie nie
      bardzo sprawia jej to roznice :(
      • aelithe Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 22:55
        W tym sęk, że kobieta na pewno żyje. Nie wymaga nawet pomocy lekarskiej.
        Jedynie pielęgnacji i karmienia.
        Tu nie mówimy nawet o czym czy ma prawo żyć. Tylko o tym czy mąż ma prawo
        torturowac chorą żonę.
    • kyle_broflovski ty tez mozesz zaglosowac 20.03.05, 22:53
      przyklad jak badzo mozna zdeformowac myslenie

      www.msnbc.msn.com/id/3080261/
      • aelithe Re: ty tez mozesz zaglosowac 20.03.05, 22:59
        Ty nie podajesz swojego poglądu na sprawę , a jedynie linki do wypowiedzi
        innych.
      • galt gdzie ta deformacja? 22.03.05, 21:18
        Dziwnym jes, ze szanowny malzonek Schiavo "przypomnial" sobie o zyczeniu
        malzonki w 6 lat po wypadku i dopiero w momencie gdy zszedl sie z inna kobieta.
        Glupota niektorych liberalnych sedziow przekracza wszelkie standardy logiczne...
    • rafi.raf Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 23:01
      zaglodzic kogos na smierc! to naprawde godna smierc!

      eutanazja polega na czyms innym.
      • aelithe Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 23:10
        Rafi jeśli jesteś fanem eutanazji - to jest to jedynie eufemizm to mordowania
        ciężko chorych ludzi.
        Zawsze chorego można zmusić do podpisania odpowiednich papierów.
    • pietracek Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 20.03.05, 23:25
      Dobry serwis dot. Terri Schiavo tu:
      www.koliber.net/ts/
      Jeszcze moizna ją uratować.
    • fitta16 Postaw się 20.03.05, 23:42
      Postaw się w roli:
      1. Mąż
      2. Matka/Ojciec
      3. Lekarz
      Ale tak konkretnie.
      Pomyśl co byś zrobił.
      • aelithe Re: Postaw się 21.03.05, 00:25
        1. wykończyć, a nóż się ocknie i zezna, że ja maltretował
        2. bronić
        3. nie wymaga pomocy lekarza - funkcjonuje sama
    • tentegopolubowny Mamy absolutyzm 21.03.05, 00:16
      Konserwatywny Kongres nie pozwoli jej umrzeć, bo oni rządzą tym światem, od nich
      zależy decyzja czy ktoś żyje czy nie, to są panowie życia i śmierci. Nie ważne
      co sądy powiedziały, teraz oni przejęli zagadnienie, będzie po ich myśli, nie?
      Ale to zagadnienie jednej umierającej, czy może jeszcze nie umierającej osoby to
      tylko symptom czegoś więcej, ponieważ teraz wszystko konserwatywny Kongres może
      przestawić na swoje federalne tory i w ten sposoób obejść sądownictwo i wolę
      innych ludzi. Czyli mamy absolutyzm, władzę bez liczenia się nawet w własnym
      stanowym prawem.
      • aelithe Re: Mamy absolutyzm 21.03.05, 00:30
        Popatrz, czyli mąż, według twojej opini, może bezkarnie znęcać sie nad żoną.
        Może ją zabić kiedy chce.
        Ty nie mówisz nawet o człowieku nieprzytomnym, mówisz o osobie, która odczuwa,
        śmieje sie, ma emocje. Mówisz o osobie, która rzy właściwym leczeniu i
        rehabilitacji prawdopodobnie by mogła chodzić.
        Tym czasem ty uważasz, że facet, który ja maltretował przez ostatnie kilka lat,
        może ją bezkarnie zaagłodzić na śmierć. Człowieku... Przeprasz, ty chyba nim
        nie jesteś.
        • colombina Re: Mamy absolutyzm 21.03.05, 02:36
          aelithe napisał:

          > Popatrz, czyli mąż, według twojej opini, może bezkarnie znęcać sie nad żoną.
          > Może ją zabić kiedy chce.
          > Ty nie mówisz nawet o człowieku nieprzytomnym, mówisz o osobie, która odczuwa,
          > śmieje sie, ma emocje. Mówisz o osobie, która rzy właściwym leczeniu i
          > rehabilitacji prawdopodobnie by mogła chodzić.
          > Tym czasem ty uważasz, że facet, który ja maltretował przez ostatnie kilka lat,
          >
          > może ją bezkarnie zaagłodzić na śmierć. Człowieku... Przeprasz, ty chyba nim
          > nie jesteś.


          Chyba niezbyt dobrze znasz sprawe. Nikt tu nad nikim sie nie znecal. Terry's
          stan jest spowodowany choroba a nie znecaniem. W USA ludzie moga decydowac sami
          o sobie co z nimi zrobic w sytuacji jak ta (oczywiscie gdy sa jeszcze zdrowi lub
          przytomni). Czesto swoja wole poswiadczaja notarialnie zeby nie bylo
          watpliwosci. Sad uznal ze wola Terry bylo zeby nie podtrzymywac jej zycia w
          stanie wegetatywnym, problem polega na tym ze jej wola nie byla notarialnie
          poswiadczona i to stanowi furtke do tych calych korowodow.
          • aelithe Re: Mamy absolutyzm 21.03.05, 11:00
            Osoba, która się uśmiecha nie jest w stanie wegetatywnym. Terri nie decyduje o
            sobe decyduje mąż, który podjął decyzję o jej zagłodzeniu na śmierć. Tu nie ma
            mowy o jakimkolwiek podtrzymaniu życia. Chora mimo, że ciężko uszkodzona jest
            istotą żywą zdolną do życia przy zachowaniu podstawowych czynności
            pielęgnacyjnych. Nie ma więc mowy o jakimkolwiek sztucznym utrzymywaniou przy
            życiu.
            Co do torturowania, mąż, który otrzymał pieniądze na rehabilitację żony
            zabrania jakichkolwiek czynności rehabilitacyjnych. Doprowadza do utwalonych
            przykurczów, sorry to nie jest znęcanie się. Zagłodzenie na smierć jest
            tortuwaniem chorego człowieka.
            Czy ty może wolisz to nazwać kuracją odchudzającą?
        • tentegopolubowny Re: Mamy absolutyzm 21.03.05, 03:19
          Ponoszą cię emocje, dlaczego? To jest twoja kuzynka?, rodzina?, a może chodzi ci
          o to, że twoją oipinię powinien zaakceptować cały świat? To jest dosyć żałosne
          co piszesz. Może napij się trochę wody, może pomuc ochłonąć.
          • aelithe Re: Mamy absolutyzm 21.03.05, 11:09
            Dlaczego uważasz, że jest żałosnym pisanie o zabójstwie sądowym, wykonanym z
            pełną premedytacją przez męża.
            Nawet w średniowieczu na zagłodzenie na śmierć jedynie największych
            zwyrodnialców. A tu czującą ciężką chorą kobietę- rzeczywiście przestepstwo.
            Żyć.

            Czy jest to moja rodzina? Nie. Ale mam takie samo prawo napisac jak i ty.
            Dlaczego z niego korzystam? Bo czuję, że jeśli tego nie zrobię, za jakiś czas
            może w ten sposób zabije się mnie czy członków mojej rodziny.

            Ameryka jest daleko! Tak. Ale my wszelkiej maści patologie importujemy bardzo
            szybko.

            Czy cały świat powinien zaakceptować moją opinię. Tolerancja nie polega na
            zmuszania na akceptowaniu czyjeś opini, jak ty to robisz. Chcesz mordować ludzi
            to begaj z karabinem i strzelaj, nie będziesz się za bardzo różnił o tego
            gościa chcącego zagłodzić na śmierć żonę.
            • tentegopolubowny Re: Mamy absolutyzm 21.03.05, 15:45
              To jest żałosne co piszesz, ponieważ nie słuchasz co ktoś inny mówi, słyszysz
              tylko siebie i to wylewasz. Ja nawet nie wyraziłem zdania na temat decyzji męża,
              itd. Stwierdziłem jedynie, że polityka amerykańskiego Kongresu to absolutyzm
              myślenia. Podobnie myśleli faszyści, komuniści, itd. To wogóle pomijasz.
      • dawid.kingloff ty chyba malo wiesz o stanach 21.03.05, 06:57
        i o sadach stanowych. ty, a moze bys tak csa wskrzesil. :)
        • tentegopolubowny Re: ty chyba malo wiesz o stanach 21.03.05, 07:08
          Konkretnie, o co ci chodzi? Mało wim o stanach? 30 lat w różnych stanach to mało?
    • atarynka Re: Czy pozwolą umrzeć Terry Schiavo? 21.03.05, 00:23
      Przede wszysktim Panowie Redaktorzy. Jej imie to Terri not Terry

      Ciekawe jest to, ze artykul nic nie wspomnial o tym co porabia p. Michael
      Schiavo - maz Terri. Otoz od kilku lat zyje z kobieta, z ktora ma dzieci.
      Rodzice Terri, chcieli aby on rozwiodl sie z zona, jednak on na to sie nie
      zgodzil. W ostatnich kilku tygodniach otrzymal on takze oferte 1 dolcow w zamian
      za zrzeczenie sie praw nad zona. Nieprzyjal. Ciekawe dlaczego? Otoz, ma on
      odziedziczyc ok 1 mil dolcow, gdy umrze Terri. Niektorzy sadza, ze boi sie on,
      ze jesli Terri w jakis sposob wyjdzie ze spiaczki moze na niego 'sypac' i
      oczernic jego 'dobre' imie.
      Skoro jest on az tak 'milosierny' to dlaczego skazuje zone na smierc glodowa?
    • heraldek To jest amerykanska TRAGIFARSA....nie warta dyskus 21.03.05, 01:16
      To jest amerykanska tragifarsa....nie warta dyskusji...

      Niemal kazdego dnia ginie w Iraku amerykanski zolnierz...
      Mlody, zdrowy, umiera na progu swojej dojrzalosci.
      Umiera bo zapisal sie dobrowolnie do armii z glupoty
      lub braku pieniedzy na dalsza nauke.

      Idzie na wojne bo jakiejs kanalii typu G.W.Bush i jego
      zwolennikom zachcialo sie wiecej taniej ropy.....
      I ta smierc mlodego, produktywnego czlowieka jest
      calkowicie usprawiedliwiona.

      Z drugiej strony, w tym zdecydowanie anty-socjalnym
      amerykanskim systemie utrzymuje sie sztucznie przy
      zyciu kogos, kto moze naprawde nie wie, ze w ogole
      jeszcze zyje....
      Nie podano, kto pokrywa koszty tego eksperymentu,
      ale wydatki napewno nie omijaja najblizszej rodziny
      (tak jest juz tam system, ze najpierw sie doi rodzine do
      zera, a potem dopiero przejmuja to inne urzedy (miejskie.
      socjalne))..... Nawet, w najlepszym przypadku, gdyby
      koszty przejela firma ubezpieczeniowa to i tak ona
      obciazyla swoich klientow wyzszymi skladkami .......
      I po co to wszystko....aby pokazac jacy humanitarni
      na codzien sa Amerykanie, aby ckliwe obrazki Terry
      w amerykanskich mediach zrownowazyly brutalna
      codziennosc Iraku....

      Moze G.W. Bush, zwany rowniez "rzeznikiem z Teksasu"
      ktory ma na sumieniu wiecej ludzkich istnien niz mogl
      zapamitac, podrzebuje nowego "imagu" obroncy zycia.
      (Hitler tez uwielbial sie filmowac w szpitalach, domach pomocy
      jako troskliwy maz stanu)

      Moze za to wstawiennictwo G.W.Bush otrzyma specjalne
      blogoslawienstwo od pewnego staruszka z Watykanu,
      ktory choc glosi nicosc tej ziemskiej egzystencji do
      Pana sie jednak wciaz nie wybiera....i broniac sie przed tym
      spotkaniem hojnie korzysta ze srodkow wspolnoty wiernych.......
      • trurl2002 Re: To jest amerykanska TRAGIFARSA....nie warta d 21.03.05, 05:17
        Na poczatek kilka faktow dla tych co mowia o pieniadzach.
        Maz Terri wygral sprawe o "malpractice". Estymaty mowia, ze ma z tej wygranej
        jeszcze 400-600 tysiecy. Gdy Terri umrze on dostaje wszystko. Gdyby sie z nia
        rozwiodl, jak chca Terri roszice, dostaje polowe (w najlepszym przypadku).
        Ale maz Terri twierdzi, ze nie o pieniadze chodzi.
        Wiec o co? Na pewno nie o to ze bardzo ja kocha i chce dla niej najlepiej.
        Od wielu lat ma inna kobiete, ma tez dwoje z nia dzieci.
        Oczywiscie, jest duzo prosciej by Terri umarla - dla niego.

        W piatek sluchalem w radiu wywiadu z kobieta, ktora wyszla z takiego stanu w
        jakim jest Terri. Byla calkowicie sparalizowana po wylewie. Lacznie z
        miesniami twarzy - wiec dla doktorow "warzywo". Ale byla calkowicie swiadoma
        tego co sie wokol niej dzieje, lacznie z bolem, ktory zadawali jej lekarze bo
        nikomu do glowy nie przyszlo by dawac jej jakies znieczulenie. "Warzywo" - to
        po co?
        Lekarze sugerowali jej mezowi zeby sie zgodzil na odciecie jej od aparatury w
        pierwszym dniu po wylewie. Powiedzial im ze nie bedzie gral Pana Boga, i
        dopoki sa srodki zeby ja trzymac przy zyciu - maja ja trzymac przy zyciu. Po
        kilku dniach wpadl na pomysl by zaczac sie z nia komunikowac poprzez mruganie
        powiekami. Odpowiedziala mu.
        Po 70 dniach jej stan sie na tyle poprawil, ze mogla wyjsc z OIOMu. Dzis jest
        w pelni sprawna osoba dzieki uporze meza i rehabilitacji ktora otrzymala.

        Gdyby miala takiego meza jak Terri, juz dawno by na niej kwiatki rosly.

        Dziwi mnie, ze niektorzy traktuja te sprawe jako religijna czy tym bardzie
        polityczna.

        Dla mnie to kwestia zwyklej ludzkiej uczciwosci. Terri nie umrze w ciagu kilku
        minut. Nie proponuje sie tez eutanazji - bo o ile mi wiadomo tylko Oregon ma
        takie prawo. Terri bedzie umierac kilka tygodni. A jej prawdziwa rodzina
        (rodzice i rodzenstwo) ma na to patrzec spokojnie? Bo jej maz juz dawno ja
        skreslil ze swojego zycia... Teraz potrzebuje tylko papierka.

    • henryk.log I Oni mają mentalne "Swoje Radyjo" ;-( 21.03.05, 02:03

      • paul_your_father Re: I Oni mają mentalne "Swoje Radyjo" ;-( 21.03.05, 03:02
        Sledze sprawe na biezaco w mediach amerykanskich.
        Fakt, ze Gazeta Wyborcza drukuje artykul pelen niescislosci, klamstw, pominiec,
        przekrecen - nie po raz pierwszy - swiadczy o jej TOTALNYM JUZ UPADKU.

        To zaczyna byc szmatlawiec po prostu:(
    • ampolion HELP HER! 21.03.05, 06:20
      www.rightmarch.com/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka