kozborn
04.04.05, 21:29
Żałoba narodowa i nieprzebrane rzesze opłakujących śmierć papieża. Oczywiście
można się było spodziewać. I takie zachowanie jest w porządku. Tylko
powiedzcie mi, moi drodzy, ileż to osób spośród tych płaczących i
nieukojonych w żalu i tęsknocie żyło codziennie, brało sobie do serca nauki
Ojcia Świętego? Niedobrze mi się robiło, kiedy słyszałem nieustające i
automatyczne "Zostań z nami, zostań z nami"... Jak papugi. (I żadnej poważnej
refleksji nad jego słowem, co widać codziennie na ulicach. Polacy, przykładni
chrześcijanie, też mi przykład chwalebny! Daleko nam, daleko, może i dalej
niż innym narodom). Sam papież nieraz się wkurzył i musiał te papugi surowo
uciszać. Czasem miałem wrażenie, że papież był jak jakaś atrakcja, która
przyjeżdża do Polski, żeby ją sobie pooglądać. Kto z Was był aż tak złakniony
nauk tego wielkiego człowieka, że gotów był oglądać go co niedziela?
Młodzi jesteście, z papieżem zapewne nie zgadzaliście się w najbardziej
fundamentalnej kwestii, antykoncepcji. Powiedzmy sobie szczerze, wielu z nas,
to po prostu hipokryci, którzy za miesiąc będą wsuwać kiełbaski z grilla a
nie czytać "Świadka nadziei"...