talkto_menow
22.05.05, 05:17
Bogaci i biedni, Na drabinie sukcesu.
Przekonanie ze Stany Zjednoczone sa miejscem gdzie kazde dziecko moze zostac
prezydentem, gdzie madrosc, ambicja ma wieksze
znaczenie niz pochodzenie oraz przynaleznosc klasowa, siega czasow Benjamina
Franklina. Franklin, pietnaste dziecko w rodzinie
wytworcy mydla I swieczek, rozpoczal jako czeladnik w drukarni, dorobil sie
takiego majatku ze w wieku 42 lat zostal politykiem I
dyplomata.
Wiara ze dziecko urodzone w biedzie nie pozostanie w niej na zawsze jest
czescia Amerykanskiego auto-portretu. Prezydent Bush ktory
jest przykladem “z bogactwa do bogactwa”, ujawnia poczatki niektorych
czlonkow swojego gabinetu. Prokurator generalny “wyrosl w dwu
sypialniowym mieszkaniu”, jest synem imigrantow ktorzy nigdy nie ukonczyli
szkoly podstawowej. Sekretarz ds handlu, pochodzenia
kubanskiego, jego pierwsza praca bylo prowadzenie wozu dostawczego dla firmy
Kellogg, ostatnia prezydent firmy (CEO).
Rzeczywistosc mobilnosci jest jednak bardziej skomplikowana niz sam mit.
Rozdzwiek pomiedzy bogatymi I biednymi zaczal sie
rozszerzac od poczatku 1970, szansze na to ze dziecko urodzone w biednej
rodzinie osiagnie bogactwo – lub bogate dziecko popadnie
w biede – nie ulegly zmianie. Pomimo rozszerzenia sie akcji afirmatywnej,
rozwoju lokalnych community college, oraz innych socjalnych
zdobyczy, ktore mialy pomoc ludziom z roznych klas w osiagnieciu sukcesu,
Amerykanie maja takie same szanse na wydzwigniecie sie
na wyzszy poziom lub spadek, jak ich rodzice 35 lat temu.
wiecej
www.nowy-jork.com