zetisdead
15.10.05, 11:21
Moja siostra była niedawno na miedzynarodowym sympozjum naukowym z dziedziny
fizyki. Głównymi organizatorami byli Francuzi, ale wzięli na podwykonawców
Rumunów i rzecz odbyła się w Rumunii. Podobno masakra. Akwaterowano ich w
jakimś akademiku z karaluchami. W pokoju siostry przy pierwszej próbie
skorzystania z umywalki, ta odpadła od ściany. Wyżywienie było w stołówce
tegoż akademika. Biegunka zbierała obfite żniwo. Siostra po dwóch dniach
przeprowadziła się do hotelu. Pociąg z Bukaresztu do Konstancy ni z tego ni z
owego zatrzymał się w szczerym polu na dwie godziny, a to dlatego, że obsługa
pociągu miała układ z miejscową ludnością. Miejscowi powsiadali do pociągu,
gdzie sprzedawali jakieś napoje wyciągane z brudnych reklamówek. A kiedy
wsiada się do taksówki, to trzeba najpierw wykłucić się z kierowcą, żeby
włączył taksometr. Dookoła wszędzie syf aż strach. Najlepsze jest to, że
warunki życia nie są aż takie straszne. Oni po prostu mają taką dziadowską
mentalność i sami robią z siebie lumpów, a dookoła robią syf, choć mają
warunki po temu, żeby było inaczej.
Tej prasiej grypy chyba po prostu im brakowało do kolekcji groźnych i
egzotycznych chorób.