wrocek2015
24.10.05, 01:12
Rosyjscy aborygeni
Przez korupcje i wadliwe przepisy miliony Rosjan staja sie uchodzcami we
wlasnym kraju
Na scianach domu Walentyny Wodopojenko strasza olbrzymie zacieki. - Tylko
patrzec, jak sie zawali sufit - mówi wlascicielka. Korytarz juz sie zapadl.
Powstala dziura, przez która wlatuje woda deszczowa.
Wladze przydzielily pani Walentynie i dziesieciu innym rodzinom mieszkania w
rozklekotanych barakach starego obozu pionierów, niedaleko miejscowosci
Istra, 20 kilometrów od Moskwy. Podobny los spotkal miliony Rosjan, którzy
wrócili do kraju. Natychmiast wpadli w sidla biurokracji.
W 1991 roku w 14 krajach Zwiazku Radzieckiego zylo 25 milionów Rosjan. Po
rozpadzie imperium prawie polowa z nich zdecydowala sie na powrót do
ojczyzny. W pewnym okresie liczba imigrantów zaczela spadac, ale w wyniku
"kolorowych rewolucji" w takich krajach, jak Kirgistan czy Ukraina kolejne
fale rosyjskich uchodzców zaczely wracac w rodzinne strony. Najgorsze jest
to, ze wiekszosc repatriantów nie dostala nowego obywatelstwa ani nawet
stempla w paszporcie upowazniajacego do stalego pobytu. Przyczyny sa
oczywiste: korupcja i niewyobrazalnie zle prawo. Ci, którym odmówiono
obywatelstwa, placa zamiast 13-procentowego 30-procentowy podatek. Bez
rejestracji nie moga podjac pracy, kupic domu, studiowac ani podpisywac
dokumentów. - Wladze traktuja nas jak aborygenów - mówi Wodopojenko. Kiedys
w Biszkeku prowadzila sklep. W 1999 roku kirgiscy sasiedzi kazali jej
wynosic sie do Moskwy.
Dla wielu wykwalifikowanych robotników i ich rodzin powroty takie bywaja
gorzkim doswiadczeniem. Dawniej byli pionierami socjalizmu na odleglych
pustyniach i polach naftowych Azji Srodkowej i Kaukazu. - Tyle lat harówki i
prosze, jak nas potraktowali - narzeka Tamara Razumowska, emerytka, niegdys
glówny lesnik w Turkmenistanie. Jej maz po trzech latach pobytu w Rosji
wciaz nie moze doprosic sie od policji meldunku, który mu sie nalezy. -
Jestem jak obcy we wlasnym kraju - mówi z przekasem. Malzonkowie
podreperowali swoja drewniana chalupe, okladajac ja ceglami. Jednak
oficjalnie dom nie istnieje, wladze w kazdej chwili moga odciac prad i
ogrzewanie.
Wprowadzone w 2002 roku przepisy sprawily, ze 5 milionów Rosjan, którzy
przyjechali do ojczyzny na radzieckich paszportach, stalo sie nielegalnymi
imigrantami. Prezydent Putin przyznal w kwietniu, ze wielu rosyjskich
imigrantów nie ma pelni praw. Dodal, ze z procedurami migracyjnymi nalezy
zrobic porzadek. Jednak krytycy zauwazaja, ze plany amnestii dla osób
przebywajacych w Rosi nielegalnie spelzly na niczym. Broniaca praw
imigrantów Lidia Grafowa twierdzi, ze decyzja o przekazaniu policji calej
papierkowej roboty byla jak mianowanie rzeznika dyrektorem zoo. Skorumpowani
stróze prawa odmawiaja zameldowania, by nastepnie zadac za jego brak oplat
karnych. - Przyszedl jeden oficer i wymachujac pistoletem powiedzial: "Nie
ma pieczatki, tak? No to bedziecie placic". Kiedy uslyszal, ze nie mamy
pieniedzy, zagrozil, ze zabierze telewizor - wspomina Walentina Wodopojenko.
Niepewny status naraza mieszkanców dawnego obozu pionierów na szykany ze
strony dyrektora pobliskiej fermy. To on jest wlascicielem baraków i to on
zatrudnia. - Przychodzi i wrzeszczy: "Moje jest wszystko, a wy jestescie
niewolnikami" - mówi Jelena Posniak, matka dwumiesiecznego dziecka, na
fermie obslugujaca dojarke. Od sumy, jaka zarabia (w przeliczeniu: 200 zl
miesiecznie), dyrektor zabiera 80 procent w ramach czynszu.
Prezydent Putin zamierza powolac nowy urzad, który mialby pomóc Ministerstwu
Spraw Wewnetrznych w uregulowaniu praw imigracyjnych. Pani Grafowa ma
nadzieje, ze wreszcie cos sie zmieni. Na razie jednak na rosyjskich
przejsciach granicznych nalezaloby postawic tablice z ostrzezeniem:
"Porzuccie wszelka nadzieje, wy, którzy tu wchodzicie