Gość: diabeł
IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl
23.10.02, 22:07
KRYSTYNA KURCZAB-REDLICH: Korespondencja z Czeczenii
dzisiaj.dziennik.krakow.pl/redirect/?link=Magazyn/01/01.html
Czeczenki już nie płaczą
Likwidacja młodych mężczyzn to główny cel operacji antyterrorystycznej w
Czeczenii. Masowo uprowadzani w czasie zaczystek, giną gdzieś w kazamatach
komendantur rosyjskiego MSW, FSB, GRU.
9 września 2002 r. pod Garagorskiem na granicy Czeczenii i Inguszetii
znaleziono zwłoki 15 rozebranych do naga mężczyzn ze śladami tortur. Na
głowach
mieli zaciśnięte nylonowe worki. Szeroko otwarte usta dowodziły, że się
dusili.
W całej republice takie zbiorowe mogiły odkrywane są niemal codziennie.
Nieopodal willi generałów w Chankale, gdzie mieści się sztab wojsk
rosyjskich w Czeczenii, w styczniu znaleziono 53 ciała z wyłupionymi oczami,
oskalpowanymi czaszkami, bez uszu, z połamanymi rękami i nogami. Wszystko to
dzieje się przy wtórze zapewnień prezydenta Rosji Władimira Putina o
normalizacji sytuacji w Czeczenii i zakończeniu operacji antyterrorystycznej.
Zarina mówi: - Jutro jedziemy do Groznego. Ucieszyłam się bardziej czy
przestraszyłam? Cztery lata temu dziennikarzom świata i Rosji powiedziano:
STOP - wjazd do Czeczenii możliwy tylko za zezwoleniem Kremla, czyli
niemożliwy, jeśli chcesz mówić prawdę. Andriej Babicki - korespondent
amerykańskiego Radia Swoboda - chciał. Bito go więc w Czernokozowie, w
najcięższym wówczas, na początku 2000 r., obozie tortur. Przykład
poskutkował:
opuszczona przez kamery telewizyjne Czeczenia kona w osamotnieniu. Bo kto nie
umiera na ekranie, ten - dla świata - nie umiera wcale.
Chciałam jednak zobaczyć Grozny. Na własne oczy sprawdzić, czy miasto martwe
już w 1997 r., kiedy je fotografowałam - mogło umrzeć jeszcze bardziej. I czy
kobiety, które po pierwszej pacyfikacji Czeczenii w latach 1994-1996 zwanej
wprowadzaniem porządku konstytucyjnego mówiły, że wylały już wszystkie łzy,
mogą jeszcze płakać.
***
Granica ingusko-czeczeńska. Znak STOP. Za nim na białym tle czarne litery:
Kierowco. Zatrzymaj samochód. Wyłącz silnik. Otwórz bagażnik. Przygotuj
dokumenty do kontroli. I następny napis: Strzelamy bez ostrzeżenia. Betonowe
bloki i zwoje drutu kolczastego niemal zagradzają drogę. Dalej ufortyfikowana
buda, worki z piaskiem, spomiędzy których widać tylko lufy automatów. Nad
budą
rosyjski trójkolor biało-czerwono-niebieski smętnie zwisa we wrześniowym
upale.
Żołnierze uzbrojeni po zęby, chyba z dwunastu. Przejeżdżamy przez posterunek
wojskowy.
Samochód kluczy zygzakiem między blokami. Staje. Zbliża się żołnierz.
Kierowca wychodzi. Oddaje dokumenty. Idą w kierunku bagażnika. Pod osłoną
podniesionej klapy może zdarzyć się wszystko. Jeśli kierowca nie spodoba się
żołnierzowi albo w dokumenty włożył nie tyle pieniędzy, ile przewiduje
ustalona
na posterunkach stawka (minimum 50 rubli, czyli ok. 2 dolarów, co dla ludzi
pozbawionych od lat pracy stanowi poważną sumę), to żołnierz wrzuci do
bagażnika granat albo naboje i powie kierowcy, że jest czeczeńskim
bojownikiem.
A to oznacza śmierć po najstraszliwszych torturach. Więc kierowca odda
wszystko, co ma, żeby żołnierz zabrał te dowody winy. Czasem zabiera.
Może się też zdarzyć, że bardziej naćpany i pijany niż zwykle, z pijaną i
naćpaną resztą - zechce się zabawić z kierowcą i pasażerami. Jesienią 2001 r.
15-letniemu Sulejmanowi Magomedowi wsunięto do przełyku żywą żmiję. Chłopiec
konał, a ona zwijała się w jego żołądku. 70-letnią kobietę przez kilka dni i
nocy gwałcono, aż przestała się ruszać. Na wpół martwą zastąpiły dwie młode
Czeczenki wrzucone do - znajdującej się na każdym posterunku - celi.
Rozparta na krześle, wystawiając twarz do słońca, siedzi kobieta. Automat
nonszalancko przerzucony przez ramię. - O, znakomaja jediet - mówi i zbliża
się
do stojącego przed nami samochodu z wielkim napisem znanej organizacji
charytatywnej. Potem ta znakomaja (kierowniczka przedstawicielstwa tej
organizacji na Czeczenię) opowie mi, jak za każdym jej przejazdem przez
posterunek pijana kobieta ją pyta: - A jakież to majteczki masz dzisiaj i
robi
jej rewizję osobistą długo i złośliwie.
Gdy pierwszy raz znakomaja protestowała, dostała w twarz tak silnie, że
upadła. A pani żołnierz powiedziała: - Nie podoba ci się?! Idź poskarż się w
ONZ, to zdechniesz jak oni - i popchnęła ją w kierunku sąsiedniej budy. Za
drzwiami w miejscu podłogi był dół pełen wody, a w nim, podpierając się
wzajem
ramionami, stali ludzie. Niektórzy wydawali się martwi. Cuchnęło chlorem,
który
w ogromnych ilościach dosypano do wody. Z potwornie czerwonych oczu lały się
łzy, usta z trudem łapały powietrze...
W czasie gdy jeden żołnierz sprawdza kierowcę, inny wsadza głowę do
samochodu. - Dokumenty - rzuca w moją stronę. Robi mi się zimno, bo wiem, że
mało przypominam Czeczenkę. Robi mi się zimno, mimo świadomości, że jestem
pod
specjalną opieką. Odziany w panterkę milczący młodzieniec o smutnych
brązowych
oczach dysponuje glejtem ułatwiającym poruszanie się po Czeczenii. Rosjanin
długo ogląda dokument, oddaje go z ociąganiem. Ruszamy.
- Co to za legitymacja? - pytam. Smutne oczy zwracają się ku mnie: - Po co
ci wiedzieć? Paskudne uczucie: - nie wierzą mi! Ale Zuhra mówi: - Im mniej
wiesz, tym - w razie czego - mniej powiesz. Ja też nie wiem, jak on się
nazywa.
Musimy mieć przecież swoich ludzi u nich. Inaczej ryzyko byłoby jeszcze
większe.
W razie czego... To nie jest do wyobrażenia. Wyobrazić sobie można ból,
który znasz. Ale jak się zachowuje człowiek, któremu wbijają ostrza pod
paznokcie albo podłączają do uszu przewody elektryczne pod napięciem? A nawet
jeśli tylko wepchną do jakiejś wilgotnej celi i będą poniżać, to co? Wykupić
się uda na jednym posterunku, ale co na drugim, trzecim? Po drodze do
Groznego
naliczyłam ich 25... Na pierwszym, wjazdowym jest jeszcze komputer. Dane z
dokumentów przepuszczane są przez jego bazę. I można usłyszeć: Wychodzić!
Jesteście poszukiwani!
***
A wtedy najprawdopodobniej będzie tak, jak z 30 tysiącami ofiar zaczystek,
czyli operacji specjalnych, prowadzonych w Czeczenii przez wojska rosyjskie.
O
każdej porze dnia i nocy w republice nie większej niż powiat krakowski
dziesiątki czołgów, wozów pancernych, ciężarówek wojskowych, wśród których
jest
i specjalna przeznaczona do tortur, otaczają jedną wieś, drugą, następną...
Wdzierają się do domów po dwudziestu, trzydziestu, i...
Może być tak, jak 23 sierpnia o 5 rano w Enikałoj. - Wozów bojowych ze sto
sztuk, wszystko nabite żołnierzami - wspomina znajoma Zariny, Zuhra. -
Wyskoczyliśmy na podwórko z dokumentami. Nie daj Boże, trafi się niecierpliwy
federał, to - w najlepszym razie - możesz być skatowana albo zastrzelona na
miejscu, w gorszym - zabrana. Chyba dwudziestu uzbrojonych po zęby, w maskach
i
panterkach wdarło się na podwórze i do domu. Jak zawsze - brudni, niegoleni,
naćpani i śmierdzący wódką. Klęli potwornie. Strzelali nam pod nogi. Wyrwali
mi
dowód i zaczęli drzeć. Wykupiłam go za 500 rubli, wszystko, co miałam.
- Weszli do sąsiadów, Magomedowów. Usłyszeliśmy strzały. I rozdzierający
głos piętnastoletniej Aminat, siostry Achmeda i Asłanbeka. - Pomóżcie,
proszę,
czy naprawdę nikt mnie nie słyszy?! - Zostawc