Dodaj do ulubionych

Pekin goni Europe

20.02.06, 06:41
Pekin goni Europe

W 2000 roku w stolicy Portugalii przywódcy Unii Europejskiej ogłosili, że w
ciągu dziesięciu lat gospodarka Wspólnoty wyprzedzi amerykańską i stanie się
najbardziej konkurencyjną oraz dynamiczną na świecie. Jednym z fundamentów
tzw. strategii lizbońskiej miało być zwiększenie wydatków na badania i
rozwój. Między innymi o potrzebie modernizacji europejskiej gospodarki i
konieczności zwiększenia nakładów na badania rozmawiano wczoraj na
nieformalnym szczycie UE w Hampton Court pod Londynem.

Na razie jednak o wyprzedzeniu gospodarki amerykańskiej pod względem
nowoczesności UE może tylko pomarzyć. Przyznają to nawet sami urzędnicy z
Brukseli. Nie oznacza to jednak, że nie należy próbować. Dlatego cieszą
informacje o kolejnych projektach finansowych, które mają wesprzeć europejski
sektor nowoczesnych technologii. Najnowszy z nich zakłada, że od przyszłego
roku, w ciągu siedmiu lat, europejskie małe i średnie spółki high-tech
otrzymają z Brukseli wsparcie finansowe na badania i rozwój w wysokości
prawie 2 miliardów euro. Oczywiście tylko dzięki nim Ameryki się nie dogoni,
ale może przynajmniej pozwoli to utrzymać dystans przed innymi.

Za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat Unię pod względem rozwoju
technologicznego doścignąć mogą gospodarki azjatyckie. Już teraz uczelnie
techniczne w Indiach czy Chinach wypuszczają rocznie kilka milionów
absolwentów. Europa musi o tym pamiętać, jeżeli nie chce stać się skansenem
światowej gospodarki.


Obserwuj wątek
    • felusiak1 Zapomnieli o Chruszczowie 20.02.06, 06:49
      Wladza będzie dawała pienidze na badania. Wraz z pieniędzmi przyjdzie lustrator,
      ktorego zadaniem będzie trzymanie oka na pieniadzach i ręki na pulsie w taki
      sposób aby nikt nic nie sprzeniewierzył i nie zmarnotrawił.
      Już kiedyś Nikita obiecywał dogonić i przegonić ale widocznie zapomniano o nim.
      Kiedyś w Polsce też wdrazano postęp. Mieliśmy z tego wdrażania pralke "Frania"
      i samochód osobowy "Syrena" i "Mikrus".
      • adolf16_bratevy15 Imperium zanika 20.02.06, 07:07
        Powoli, lecz systematycznie francuskie imperium w Afryce zanika

        Agata Jabłońska

        W dawnych francuskich i belgijskich koloniach w Afryce coraz rzadziej na
        powitanie można usłyszeć "bonjour". Ludzie witają się angielskim "hello". To
        nie tylko kwestia mody - w wielu wypadkach używanie angielskiego to kwestia
        życia i śmierci. - Zmiana językowa może się okazać największą i najsilniej
        wpływającą na przemiany cywilizacyjno-polityczne ze wszystkich, które ostatnio
        zachodzą w Afryce - uważa prof. Mamadou Diouf, wykładający historię Afryki na
        University of Michigan w Ann Arbor.

        Język fortuny
        Od tego, czy kongijski ksiądz Richard Diroma zdoła dokładnie wytłumaczyć
        żołnierzom ONZ, gdzie grasują uzbrojone bojówki, zależy los jego i jego
        wiernych. Tylko że pochodzący z sześciu afrykańskich państw żołnierze
        stacjonujący w Kongu nie mówią po francusku w przeciwieństwie do księdza i jego
        podopiecznych. - Dlatego codziennie Diroma wkuwa angielskie czasowniki. I w
        zapale nauczenia się tego języka nie jest odosobniony - uważa Abraham
        McLaughlin, reporter ABC News, który spotkał ks. Diromę w Bunii na północy
        Konga.
        McLaughlin twierdzi, że mieszkańcy tego miasta chcą używać angielskiego również
        z bardziej prozaicznych powodów. Dla 30-letniego Johna Kabaseke, tłumacza przy
        ONZ, znajomość tego języka oznacza 300 dolarów miesięcznie - pensję
        astronomiczną jak na kongijskie warunki. - Dla mnie to język fortuny! - mówi
        Kabaseke. Marie-Therese Djoza z Bunii może jechać ponad 2 tys. km do szpitala w
        Kinszasie, stolicy Konga, ale łatwiej jest jej pokonać 400 km do ugandyjskiej
        Kampali. Tam lekarze są anglojęzyczni, dlatego Djoza spędza popołudnia w tej
        samej klasie co ksiądz Diroma.
        Podobnie dzieje się w innych dawnych koloniach francuskich. - Angielski u nas,
        tak jak na całym świecie, jest postrzegany jako język możliwości i biznesu -
        uważa Debra Spitulnik z Uniwersytetu Zambii w Lusace. - Ale w niektórych
        państwach afrykańskich używanie angielskiego to także wyraz złości na politykę
        Paryża

        Po francusce dla kazdego
        Niedawno angielski stał się językiem urzędowym w tradycyjnie francuskojęzycznej
        Rwandzie. Większość jej mieszkańców uważa, że Francuzi są współodpowiedzialni
        za ludobójstwo w 1994 r. Wyraz temu dał prezydent Paul Kagame podczas
        ubiegłorocznej uroczystości ku czci ofiar masakry. W przemówieniu - wygłoszonym
        oczywiście po angielsku - przypomniał, że Francuzi zorganizowali wprawdzie
        operację humanitarną Turqoise, w której ramach opanowali czwartą część kraju,
        tworząc strefę bezpieczeństwa, ale właśnie podczas tej akcji pomagali
        zbrodniarzom z plemienia Hutu.
        Podobnie jak Rwandyjczycy złość na politykę Paryża wyrazili mieszkańcy innej
        dawnej kolonii francuskiej - Wybrzeża Kości Słoniowej. Rok temu francuskie
        wojska próbowały tam interweniować, by zapobiec wyprawie oddziałów prezydenta
        Laurenta Gbagbo przeciw rebeliantom z północy kraju. W odwecie Gbagbo rozkazał
        bojówkom narodowej partii Młodzi Patrioci ruszyć na dzielnice Francuzów w
        Abidżanie. Pod hasłem "Po jednej Francuzce dla każdego" rozpoczęła się akcja
        podpalania i rabowania francuskich willi oraz gwałcenia białych kobiet.
        Jednocześnie Gbagbo oskarżył Paryż o "interwencję na wzór sowieckiej inwazji na
        Czechosłowację w 1968 r.". Wkrótce z Wybrzeża Kości Słoniowej uciekła ponad
        połowa z mieszkających tam 14 tys. Francuzów

        USA is better
        Dziś na domach, gdzie mieszkali, znajdują się graffiti: "USA is better".
        Amerykański biznes - dotychczas niemal nieobecny - kwitnie.
        Żal do Paryża mają też Kongijczycy, choćby za zorganizowaną przez UE pod
        dowództwem Francuzów misję, która miała zapobiec rzeziom plemiennym. - Nie
        zapobiegła. Kongijczycy liczyli też na pomoc Francuzów, gdy rządził nimi reżim
        Mobutu Sese Seko, największego złodzieja w historii Afryki. Działanie nie
        leżało w interesie Francji, więc dawni kolonizatorzy nie kiwnęli palcem - mówi
        dr Peter Kagwanja, dyrektor departamentu Afryki Południowej w organizacji The
        International Crisis Group. - We francuskiej polityce wobec Afryki za wiele
        było gadania, za mało działania - uważa z kolei prof. Philippe Ndjalo z
        Instytutu Pedagogiki w Bunii.
        W Senegalu, który uzyskał niepodległość od Francji w 1960 r., na razie jedynie
        wśród elit zaczyna dominować angielski. Młodzież z bogatych domów zamiast
        studiować na paryskej Sorbonie, wybiera edukację w USA. Powód? Od kiedy
        prezydent Abdoulaye Wade obiecał, że pomoże Amerykanom w wojnie z terroryzmem,
        Waszyngton uruchomił hojny program pomocowy. Latem tego roku sekretarz stanu
        Condoleezza Rice podczas wizyty w Dakarze poinformowała, że USA w ramach
        African Growth and Opportunity Act przekażą państwom Afryki Zachodniej milion
        dolarów, głównie na poprawę bezpieczeństwa i rozbudowę infrastruktury. Lwią
        część tej kwoty dostanie Senegal. - Ludzie widzą, że Amerykanie w kilka
        miesięcy zrobili dla nich więcej niż Francuzi w ciągu kilkudziesięciu lat -
        mówi Moumar Gue`ye z wydawanego w Dakarze dziennika "Le Soleil". Podobnie jak w
        Senegalu wygląda sytuacja w dawnej francuskiej kolonii Dżibuti, gdzie w ramach
        zwalczania terroryzmu Waszyngton stworzył bazę wojskową, w której stacjonuje
        około 2 tys. żołnierzy. - Powoli, ale systematycznie, francuskie imperium w
        Afryce przestaje istnieć - uważa Peter Kagwanja.

        Francja to juz dawno muzeum
        Paryż nie zamierza się wycofywać bez walki. W lutym Jacques Chirac ostrzegł
        anglojęzycznych przywódców afrykańskich, że nie powinni się mieszać w "sprawy
        frankofońskie". Prezydent RPA Thabo Mbeki, który mediował na Wybrzeżu Kości
        Słoniowej, usłyszał od Chiraca: "Afryka Zachodnia jest Afryką Zachodnią. I ma
        swoją specyfikę. Nie powinniście o tym zapominać". "Francja to jeszcze nie
        muzeum ani park rozrywki. Nie jest skazana na upadek. Musimy odzyskać swoją
        przyszłość" - przekonywał z kolei rodaków Nicolas Sarkozy, francuski minister
        spraw wewnętrznych i niemal pewny następca Chiraca. Podczas niedawnego szczytu
        Afryki w Paryżu Francja przedstawiła program pomocowy dla tego kontynentu,
        głównie dla swoich dawnych kolonii, który ma być finansowany m.in. z podatku od
        biletów lotniczych w UE.
        Zwykle w państwach, gdzie odchodzi się od używania języka francuskiego, chodzi
        o względy praktyczne, takie jak możliwość swobodnego porozumiewania się. Dla
        większości francuskojęzycznych Afrykańczyków używanie angielskiego to otwarcie
        się na inne państwa kontynentu. A to buduje tożsamość. Francuski staje się
        niepraktyczny. Francja musi odejść wraz z nim.




        • polski_francuz Re: Imperium zanika 20.02.06, 09:45
          Imperia zanikaja, glupcy nigdy...

          PF
    • lortea Tylko jak się żyje większości Chińczyków, a jak 20.02.06, 09:52
      większości Europejczyków?

      Niech sobie goni, ale i tak to u nas ludzie żyją jak ludzie, nie jak bezwolne
      marionetki, to na naszym kontynencie nie ma głodu. To żółci chcą emigrować do
      Europy a nie na oidwrót.
      • polski_francuz Re: Tylko jak się żyje większości Chińczyków, a j 20.02.06, 10:07
        Zostan juz lepiej z lortea, ten Studnicki to mi jakos niezbyt pasowal. Jakby
        powiedziec: co innego lubic Niemcow w 2006 roku a co innego w 1939...

        PF

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka