blazare
22.07.06, 20:29
Tydzień temu nieprowokowany przez nikogo Hezbollah dokonał podstępnego ataku
na terytorium Izraela. W gruncie rzeczy był to również atak wymierzony w
demokratycznie wybrany rząd Libanu, bo Hezbollah, naruszając Izraelskie
terytorium, wkroczył w uprawnienia władz w Bejrucie, które odpowiadają za
kontrolę libańskich granic i decydują o wojnie i pokoju.
[...]
Izrael broni się przed Hezbollahem, który dzień w dzień nęka rakietami
dziesiątki naszych miast i wiosek. Broni się, próbując rozbić wszystkie
kryjówki tej organizacji. Izraelski ruch na rzecz pokoju powinien wspierać
bezdyskusyjne prawo Izraela do samoobrony, jeżeli tylko celem operacji
wojskowych tego kraju jest Hezbollah i jeśli w miarę możliwości udaje się
uniknąć ofiar wśród ludności cywilnej (co nie jest łatwe, bo bojownicy często
wykorzystują Libańczyków jako żywe tarcze). Dostawcami pocisków rakietowych
dla Hezbollahu są Iran i Syria - zagorzali wrogowie wszelkich
bliskowschodnich inicjatyw pokojowych.
[...]
Stawianie jakichkolwiek etycznych znaków równości między Hezbollahem a
Izraelem jest nie na miejscu. Ci pierwsi atakują cywilów. Ci drudzy - głównie
bojowników.
To, co się dzieje w ostatnich dniach, nie jest wcale wojną między Bejrutem a
Hajfą. To wojna między koalicją szukającą rozwiązań pokojowych a radykalnym
islamem. Z jednej strony są Izrael, Liban, Egipt, Jordania i Arabia
Saudyjska, a z drugiej - Iran i Syria. Jeśli uda się pokonać Hezbollah - na
co liczą w Izraelu nie tylko "jastrzębie", ale i "gołębie" - będzie to
zwycięstwo zarówno dla Izraela, jak i dla Libanu.
Co więcej, porażka zbrojnej islamskiej organizacji terrorystycznej radykalnie
zwiększy szanse na pokój w regionie.
l: www.forum-znak.org.pl/index.php?t=przeglad&id=2891
Nehemiasz