Dodaj do ulubionych

Israeli Art Students

18.12.06, 18:47
Kiedy przeczytacie ten
tekst po raz pierwszy, pomyślicie zapewne, że są to bajdurzenia faceta,
który nadużywa wolności słowa i szokując odbiorców, usiłuje zwrócić na
siebie uwagę. Czujcie się usprawiedliwieni. Kiedy ja po raz pierwszy
usłyszałem opowieść o tzw. Israeli Art Students, również tak myślałem. W
końcu "prasa nic o tym nie pisała" - myślałem.
Myliłem się...
Dwie wieże
Zapewne wielu z Państwa słyszało mrożącą krew w żyłach plotkę o tym, że
feralnego dnia Żydzi masowo nie stawili się do pracy w sławetnych "dwóch
wieżach" WTC. Plotka ta została nagłośniona przez liberalne media -
głównie dlatego, że nie ma mocnych dowodów na jej poparcie, a co za tym
idzie - cytowanie jej posłużyło do ośmieszania wszelkich spekulacji na
temat rzeczywistych okoliczności ataku na World Trade Center. Istotnie
odróżnia ją to od historii Israeli Art Students, która została całkowicie
udowodniona przez kilka dziennikarskich śledztw (choć nie do końca
wyjaśniona).
Skoro jednak sprawa ewakuowania się Żydów z WTC została już postawiona na
porządku dziennym, warto postawić kilka frapujących pytań. Cytaty podaję
za Davidem Dukem, znanym i kontrowersyjnym publicystą z Luizjany
(www.davidduke.com/). Jest tak znienawidzony przez lewicowy
establishment, że jestem przekonany, iż gdyby popełnił najmniejszą omyłkę
w prezentowaniu faktów, natychmiast zostałoby to wychwycone i obnażone.
12 września 2001 r. "Jerusalem Post" opublikowało artykuł Brakuje tysięcy
Żydów w pobliżu WTC, Pentagonu, w którym - powołując się na Ministerstwo
Spraw Zagranicznych Izraela - stwierdzono, że istnieje lista 4 000
obywateli Izraela (ang. Israelis), o których sądzi się, że w chwili ataku
przebywali w rejonie WTC albo Pentagonu. (A swoją drogą, czyż to nie
zabawne, że w Pentagonie było aż tylu obywateli Izraela?)
Potem George Bush, przemawiając w Kongresie, mówił, że oprócz tysięcy
Amerykanów, w WTC zginęło 130 Izraelczyków. Było to już statystycznie
mniej niż "powinno było" zginąć, przy założeniu, że na zagrożonym terenie
wokół WTC przebywało 45 tys. osób, w tym 4 tys. Żydów. To dosyć dziwne, że
w jednym z głównych ośrodków żydowskiej finansjery (używam tego określenia
bez perioratywnych odcieni!), zginęło mniej Żydów niż Kolumbijczyków (199)
i Filipińczyków (428), którzy tam zazwyczaj tylko sprzątali. Stu
trzydziestu to wciąż jednak nie była liczba zabitych, która wymagałaby
szukania dodatkowej przyczyny: rachunek prawdopodobieństwa nie determinuje
rzeczywistości, a jedynie pokazuje pewne zależności, które uwidaczniają
się przy wielokrotnym powtarzaniu pewnego eksperymentu.
Na tym jednak nie koniec.
Okazało się, że spośród 130 Żydów, o których śmierci mówił Bush, 129
żyje...
Zginął tylko jeden!
22 września 2001 r. "New York Times", powołując się na konsula generalnego
Izraela Alona Pinkasa, stwierdził, że pierwotna lista zaginionych okazała
się przesadzona. Potwierdzono tylko trzy wypadki śmierci Izraelczyków -
jednego w WTC i dwóch w samolotach.
Jeden na cztery tysiące!!!
Proszę mnie źle nie zrozumieć - nie to, żebym Żydom żałował tego uśmiechu
losu (w końcu w poprzednim wieku Opatrzność ich nie rozpieszczała).
Problem polega na tym, że takiej liczby nie można już przyjąć, nie
szukając dla niej innej przyczyny niż tylko łut szczęścia. Tym bardziej iż
na jaw wyszedł co najmniej jeden wypadek, kiedy Żydzi w gmachu WTC -
pracownicy firmy Odigo, otrzymali ostrzeżenie o ataku na dwie godziny
przed uderzeniem samolotów. Pisał o tym "Newsbytes", czyli internetowy
serwis informacyjny "Washington Post" oraz żydowski "Ha'aretz". Lakoniczne
notki mówiło o tym, że FBI bada sprawę, ale nigdy potem Duke nie znalazł
informacji o tym, jakie były efekty tego badania (ja również nie!).
Tyle David Duke.
My dodajmy, że z jego przypuszczeniami wiąże się także pojawiająca się w
prasie historia spekulacji finansowych na giełdach tuż przed 11 września
2001 r. Dokonywano ich przy pomocy zaawansowanych instrumentów pochodnych
(tzw. put options), które gwarantowały zyski w wypadku, gdyby spadły
notowania akcji American i United raz innych linii lotniczych.
Kto spekulował?
Tego nie wiemy, bo sprawa wyparowała z komentarzy prasowych.
Wiele więc wskazuje na to, że właściwe pytanie nie brzmi: czy Żydzi
wiedzieli o zamachu na WTC?, ale: co i skąd Żydzi wiedzieli o zamachu?
Cui bono...
Tuż po uderzeniu pierwszego samolotu w wieżę WTC pewna mieszkanka Nowego
Jorku (Maria, odmówiła podania prasie nazwiska) zauważyła podejrzany
widok. W Liberty Park na New Jersey trzech mężczyzn robiło sobie zdjęcia
(lub film) na tle płonącego World Trade Center. Wesoło podskakiwali, a
nawet wdrapali sięna dach białej ciężarówki, aby zmieścić w kadrze płonący
gmach. Wyglądali jakby byli szczęśliwi (...) dla mnie nie wyglądali na
zszokowanych. Pomyślałam, że to bardzo podejrzane. Tym bardziej że
mężczyźni mieli "bliskowschodnie" rysy twarzy. Kobieta zadzwoniła po
policję.
11 września około godz. 16.00, samochód zlokalizowano. Znaleziono w nim
pięciu mężczyzn w wieku lat 22-27. Rzeczywiście pochodzili z Bliskiego
Wschodu. Nazywali się Sivan Kurzberg, Paul Kurzberg, Yaron Shmuel, Oded
Ellner i Omer Marmari.
Byli obywatelami Izraela...
Policja uważała ich zachowanie za dziwaczne. Jeden z nich miał ukryte w
skarpecie 4 700 dolarów, inny posiadał dwa zagraniczne paszporty. Poza tym
kierowca zapewniał oficera: - Jesteśmy obywatelami Izraela. Nie jesteśmy
waszym problemem. Wasze problemy są naszymi problemami. Problemem są
Palestyńczycy.
Policjant jakoś nie dał się przekonać i aresztował Żydów.
W mediach pojawiła się wiadomość, że firma, na którą zarejestrowana była
biała furgonetka, Urban Moving Systems, uważana jest przez FBI za
przykrywkę Mosadu (ABCNews), a co najmniej dwóch z mężczyzn było
związanych z wywiadem Izraela ("The Forward", żydowska gazeta w Nowym
Jorku). Wersja oficjalna brzmi, że zajmowali się infiltrowaniem Amerykanów
wspierających Hamas i Islamic Jihad.
Czy na pewno?
Wkrótce gruchnęła wieść o dziesiątkach kolejnych obywateli Izraela
zatrzymanych przez Amerykanów...
* * *
W listopadzie 2001 r. "Washington Post" napomknął, że aresztowano 60
Żydów - na tej samej podstawie, co Arabów podejrzewanych o związek z
zamachami. Wiadomość wywołała konsternację. Plotki mówiły, że
aresztowanych jest dużo, dużo więcej. Wciąż jednak nikt nie znał
szczegółów.
11 grudnia 2001 r. historia przebiła się do oficjalnych mediów. Telewizja
Fox News zaprezentowała pierwszą z czterech części reportażu Carla
Camerona. Do 14 grudnia nadano kolejne odcinki, w serii Carl Cameron
Investigates. Organizacje żydowskie JINSA (Jewish Institute for National
Security Affairs) i AIPAC (America-Israel Political Action Committee)
nazwały reportaż "machinacją", ale większość mediów po prostu go
przemilczała. W tym samym czasie zaczęły się zakulisowe naciski na Fox
News. Po półtora dnia zdjęto reportaż Camerona z Internetu. Mimo pytań
czytelników odmówiono podania przyczyny. Artykuły umieszczono w serwisie
"Free Republic". Ale i stamtąd zniknęły w styczniu 2002 r.
Sprawą zainteresował się francuski "Le Monde". Redakcja trzykrotnie
kontaktowała się z Fox News, prosząc o kopię reportażu Camerona.
Bezskutecznie. 26 lutego nowojorski korespondent "Le Monde" usłyszał od
Fox News, że przekazanie reportażu przedstawia "problem". Dziennikarzowi
nie ujawniono, na czym ten problem polega.
Cóż tak sensacyjnego znajdowało się w reportażach Camerona?
Świat jest mały
W styczniu 2001 r. amerykańska służba kontrwywiadowcza (National
Counterintelligence Center, NCC) zaczęła donosić, że w gmachach rządowych
notuje się zastanawiający wzrost najść podejrzanych osobników. Dwumiesięczny
raport tej instytucji z marca 2001 r. precyzował, że są to studenci sztuk
pięknych, usiłujący sforsować systemy bez
Obserwuj wątek
    • ferromagnetic Re: Israeli Art Students 18.12.06, 19:35

      kontynuacja wątku :

      Świat jest mały
      W styczniu 2001 r. amerykańska służba kontrwywiadowcza (National
      Counterintelligence Center, NCC) zaczęła donosić, że w gmachach rządowych notuje
      się zastanawiający wzrost najść podejrzanych osobników. Dwumiesięczny raport tej
      instytucji z marca 2001 r. precyzował, że są to studenci sztuk pięknych,
      usiłujący sforsować systemy bezpieczeństwa pod pretekstem zaprezentowania
      pracownikom budynków swoich dzieł. Zanotowano co najmniej 36 przypadków wejścia
      "studentów" do budynków Departamentu Obrony. W Dallas złapano jednego ze
      studentów z planem piętra w ręku.
      Do walki ze studentami utworzono specjalną jednostkę, w skład której wchodzili
      pracownicy służb narkotykowych (dlaczego?!) oraz imigracyjnych: DEA (Drug
      Enforcement Administration) i INS (Immigration and Naturalization Service).
      W czerwcu 2001 r. siatka została rozbita. Jak się okazało, "studenci" to prawie
      wyłącznie obywatele Izraela. Zorganizowani w grupy 4-6-osobowe, mieszkali w
      Dallas, St Louis, Kansas, Atlancie, Nowym Jorku. Łącznie w 42 miastach.
      Nie było wątpliwości, że Żydzi są szpiegami. Co najmniej 120 "studentów"
      aresztowano jeszcze przed 11 września 2001 r. (może było ich nawet 200).
      Kilkudziesięciu później. Ostatni wpadli na początku grudnia 2001 roku. Zazwyczaj
      odsyłano ich do Izraela pod pretekstem naruszenia przepisów wizowych, ponieważ
      (tak przypuszczam) nie znaleziono na nich nic konkretnego.
      Co ciekawe, pięciu "studentów" mieszkało w Hollywood, małym miasteczku na
      Florydzie (25 tys. mieszkańców; nie mylić z ośrodkiem przemysłu filmowego o tej
      samej nazwie). Cóż za zdumiewający zbieg okoliczności! W tym samym miasteczku
      mniej więcej w tym samym czasie mieszkali również Mohammed Atta, Abdulaziz
      Al-Omari, Walid Waďl Al-Shehri i Marwan Al-Shehhi. Późniejsi porywacze z 11
      września...
      Jakiż mały jest ten świat: lokalnemu liderowi siatki Żydów, Hananowi Serfati,
      najwyraźniej nie wystarczało mieszkanie w tym samym mieście i wybrał sobie
      apartament tuż obok lidera siatki islamistów Mohammeda Atty. Ciekaw jestem, jak
      się witali, kiedy wpadali na siebie przy drzwiach...
      Dwóch innych "studentów" terminowało w Fort Lauderdale. Nieco na północ od tego
      miasteczka leży Delray Beach, gdzie przebywali Ahmed Fayez, Ahmed i Hamza
      Al-Ghamdi, Mohand Al-Shehri, Saďd Al-Ghamdi, Ahmed Al-Haznawi, Ahmed Al-Nami i
      Nawaq Al-Hamzi. Kolejni porywacze z 11 września!
      Z reportażu Camerona płynął wniosek, że wywiad Izraela prowadził w Stanach
      Zjednoczonych operację na wielką skalę. Dzięki niej miał dosyć dokładną wiedzę o
      przyszłych atakach, ale nie podzielił się nią z Waszyngtonem. Przekazał pewne
      informacje, ale mniej dokładne niż te, które posiadał.
      Można przypuszczać, że Izrael przekazał mętne informacje, aby zapewnić sobie
      alibi, kiedy amerykańskie służby specjalne były już na tropie żydowskich
      agentów. Być może wiadomości były tak spreparowane, aby nie wskazać
      rzeczywistego zagrożenia i nie zapobiec atakowi na WTC, był on bowiem bardzo
      korzystny dla polityki Izraela wobec Palestyńczyków i innych muzułmanów.
      Cui bono...
      Wiadomość ta układa się w logiczną całość z przypuszczeniem, że niektórzy
      obywatele Izraela mogli zostać ostrzeżeni przed zamachem.
      * * *
      Być może już na zawsze zostalibyśmy tylko z mętnymi przypuszczeniami na temat
      "studentów", gdyby nie libertariański dziennikarz Justin Raimondo. Współpracuje
      z "Chronicles", jest adiunktem w Instytucie Ludwika von Misesa oraz autorem
      trzech książek: An Enemy of the State: The Life of Murray N. Rothbard; The Lost
      Legacy of te Conservative Movement (ze wstępem samego Patricka J. Buchanana) i
      Into the Bosnian Quagmire: The Case Against U.S. Intervention in the Balkans.
      Poza tym jest redaktorem doskonałego portalu internetowego "Antiwar.Com".
      Przypuszczam, iż libertarianie nigdy nie wygrają żadnych wyborów, ale jedno jest
      pewne: w kwestii wolności słowa nie warto z nimi zadzierać.
      Sprawa studentów zaczęła regularnie gościć na łamach "Antiwar". W ślad za
      Raimondo sprawę zaczęły opisywać "antysystemowe" media na całym świecie. Już
      dłużej nie dało się milczeć.
      W marcu 2002 r. publikacje ukazały się w "Independent" i "Le Monde". 5 marca
      2002 r. skromną notatkę przedstawiła "Rzeczpospolita", powołując sie na
      redaktora naczelnego pisma "Intelligence Online" Guillaume'a Dasqui, ale kilka
      dni później wycofała się ze swoich doniesień. Mała ciekawostka: artykuł ten jest
      umieszczony w internetowym archiwum "Rzeczpospolitej", ale nie został
      zindeksowany w wewnętrznej wyszukiwarce. Oznacza to, że czytelnicy, którzy nie
      wiedzą, czego dokładnie szukać, nie mają szans trafić na ten sensacyjny
      materiał. Przypadek?
      * * *
      Niestety mass media zdominowały pokrętne tłumaczenia w stylu tych, które w
      październiku 2002 r. opublikował niemiecki "Die Zeit". Otóż Oliver Schröm
      sugerował tam, że żydowscy szpiedzy infiltrowali wyłącznie islamistów. W
      domyśle: usiłowali zapobiec zamachowi, a nierozważne aresztowania zniszczyły
      misterny plan i doprowadziły do ataku na World Trade Center. Rzekomo już w
      sierpniu 2001 r. Żydzi przekazali Amerykanom listę podejrzanych. Znajdował się
      na niej m.in. zamachowiec z 11 września Khalid al-Midhar.
      Zdumiewające!
      Izrael wysyła do Stanów specjalistów do walki z terroryzmem. Z niewiadomych
      przyczyn nie informuje o tym władz w Waszyngtonie. W sierpniu 2001 r. żydowscy
      terror investigators ostrzegają rząd Stanów Zjednoczonych przed zagrożeniem.
      I co robi rząd Stanów Zjednoczonych?
      Aresztuje 120 izraelskich detektywów i kompletnie ignoruje ostrzeżenia. 60
      dalszych "detektywów" z sojuszniczego państwa zostaje zatrzymanych po zamachach,
      nawet w grudniu 2001 r.
      Jak reaguje rząd Izraela na aresztowanie swoich detektywów?
      Milczy.
      Co mówi żydowska opinia publiczna na fakt, że dziesiątki doborowych
      "specjalistów od walki z terroryzmem" są NIELEGALNIE przetrzymywane przez FBI?
      Milczy i zakulisowo naciska na media, aby pod żadnym pozorem nie pisały na ten
      temat.
      Trudno wymyślić mniej logiczne wytłumaczenie.
      I jeszcze jedno: dlaczego tych "specjalistów od walki z terroryzmem" tak
      ciągnęło do gmachów Departamentu Obrony? Szukali tam islamistów?
      Prawda, cała prawda - wciąż czeka na ujawnienie.
      (powyższy tekst został opublikowany na witrynie internetowej Wandea -
      www.wandea.org.pl/)
      wszystkie cytaty za: www.antiwar.com i www.davidduke.com)
      Robert Nogacki, Wandea, Nasza Polska, 2003-03-19
    • andrzej_lozowski David Duke 18.12.06, 23:18
      przestalem czytac kiedy dotarlem do "Davidem Dukem, znanym i kontrowersyjnym
      publicystą z Luizjany"

      David Duke to zwykly rzezimieszek niegdys "grand Wizard" Ku Klux Klanu.
      en.wikipedia.org/wiki/David_Duke
      Facet "uwielbia" Zydow, Murzynow, Chinczykow, ... A takze Polakow!


      • silentnomore Re: David Duke 18.12.06, 23:40
        Sugeruje,abys czytal dalej.Posluchaj ostatniego wywiadu Blitzera z CNN z
        Dukiem..Znajdziesz go na stronie glownej stoplying.ca(Blitzer AIPAC lobbyest)
        Kogo Duke nie lubi a kogo kocha raczej nie ma znaczenia.Chodzi o inne
        informacje ktore mozna otrzymac i troche przezuc czy przemyslec.
    • silentnomore Re: Israeli Art Students 18.12.06, 23:33
      www.infowars.net/articles/december2006/071206Haas.htm
      Jest duzo materialow na temat poruszony przez ferromagnetic.Dla mnie pozostaje
      intrygujaca sprawa pasazera D.Lewina-bylego komandosa w silach Izraela, ktory
      jakos dziwnie szybko dal sie zasztyletowac w locie 11.W/g tzw.data base,lot ten
      nigdy nie byl w planie tego dnia.Czy zatem wylecial? Jakis samolot uderzyl w
      pierwsza wieze.Lot 11 czy cos innego?
      Powyzsza strona prezentuje jeden z najnowszych i z pewnoscia ciekawych
      materialow.
    • proud_globalist Klamliwy artykul, manipulacja pojeciami. 19.12.06, 01:03
      David Duke pisze, ze zginal tylko jeden obywatel Izraela. I tu jest klucz do
      jego klamstwa. On pisze o obywatelach Izraela, a nie o obywatelach amerykanskich
      religii zydowskiej. W WTC zginelo wielu Zydow AMERYKANSKICH, ale faktycznie
      moglo zginac tylko 3 obywateli IZRAELA.
    • pergola200 Mecenas sztuki z Bliskiego Wschodu 22.12.06, 09:15
      Żeby wywołać II wojnę światową wystarczył jeden artysta, malarz pokojowy,
      niedoszły absolwent akademii sztuk pięknych, niejaki Adolf H.
      Technika jednak idzie do przodu i jak widać do wywołania III wojny światowej
      nie wystarczył nawet tabun artystów malarzy.
      Aartyści zawiedli, a przecież pieniadze wyłożone przez mecenasa sztuki z
      Bliskiego Wschodu musża się zwrócić. Nu, w końcu geszeft jest geszeft

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka