titus_flavius
11.05.03, 16:24
Ave,
poniżej ciekawy przedruk z Naszego Dziennika. Przypomina rzecz oczywistą, że
syjoniści wciąż mają chrapkę na Polskę i jak uporają się z Islamem, zajmą się
Polską.
Już działa ich V kolumna, która najbezczelniej ustami takiego M. Crassusa
głosi utworzenie na ziemiach Polski nowego Izraela.
T.
Siła euro, Unia i żądania syjonistów
Musimy sobie uświadomić, że to siła euro, a nie Rada Bezpieczeństwa ONZ, dała
Francji możność twardego opierania się amerykańskim planom ataku na Irak. W
rzeczywistości euro działało jak tarcza przeciw planom Busha i zmieniło
światową równowagę sił, jak pisze Stephen S. Cohen w "The Wall Street
Journal" z 29 kwietnia br.
Bez siły euro Amerykanie mogliby łatwo podporządkować sobie Francję. Dawniej
wystarczyło zagrozić atakiem na wartość franka oraz na giełdę francuską i
Francja ulegała Stanom. Stało się tak wiele razy w przeszłości. Warto
wspomnieć, że kiedy w 1956 roku Francja i Anglia najechały Egipt, by odzyskać
kontrolę nad Kanałem Sueskim, prezydent Eisenhower ostro zaprotestował oraz
zagroził osłabieniem pieniądza i papierów wartościowych Anglii i Francji. Oba
kraje wolały raczej szybko wycofać się z Egiptu, niż narażać się na kłopoty
finansowe.
Broń finansowa
Unia Europejska ma większe znaczenie polityczne niż ekonomiczne. Naturalnie
pierwszym celem jednoczenia Europy było zakończenie wojen europejskich, a
środkiem do tego celu był najpierw wspólny rynek, czyli duża strefa
wolnocłowa dla silnych gospodarek (zwłaszcza Niemiec), którą później
poszerzono na strefę wolnego przepływu kapitału i siły roboczej. Projekt ten
opierał się na układzie francusko-niemieckim: Francja otworzyła swój rynek na
niemieckie produkty przemysłowe, w zamian za co Niemcy miały subsydiować
francuskie rolnictwo.
Francja może zachowywać się jak wielkie mocarstwo i dalej mieć stałe miejsce
w Radzie Bezpieczeństwa ONZ dzięki jednoczeniu się Europy. Wiadomo, że
Francja kieruje polityką UE, a Niemcy wspierają ją gospodarczo.
Teraz, kiedy nie ma już zagrożenia ze strony Rosji sowieckiej, przywódcy
Francji szukają sposobu na ograniczenie potęgi amerykańskiej. W tej sytuacji
euro staje się bronią. Jeżeli wspólna waluta UE osiągnęłaby pozycję podobną
do dolara, uniemożliwiłoby to amerykańskiemu rządowi narzucanie siłą swojej
woli innym krajom.
Dlaczego Unii zależy na Polsce
Dzięki sile i stabilności dolara, do dziś jedynej światowej waluty
rezerwowej, USA osiągały wielkie korzyści finansowe. Mogą też mieć kolosalny
deficyt w handlu międzynarodowym, ale jednocześnie unikają konsekwencji,
jakie z tego powodu ponoszą inne kraje, w tym Polska. Poprzez manipulacje
międzynarodowymi finansami USA są w stanie ponosić wojskowe i polityczne
koszty swoich działań na świecie i to w sytuacji, gdy sumy te przekraczają
faktyczne środki posiadane przez Stany Zjednoczone. Dlatego żeby ograniczyć
siłę Ameryki w świecie, Francuzi starają się przesunąć jak najwięcej
międzynarodowych rezerw kapitałowych od dolara do euro.
Zobaczymy, czy euro będzie dalej rosnąć w siłę, jak to przepowiadają dziś
finansiści. Na rynkach finansowych obserwuje się, że już teraz niektóre
państwa islamskie odchodzą od dolara do euro jako waluty, w której określa
się wartość ich walut. W Europie opinie są podzielone: czy pozostać przy
dolarze, czy też oprzeć się na euro.
Warto pamiętać, że na tym tle Polska wydaje się bardziej potrzebna Unii
Europejskiej niż Unia Polsce. Panikarskie plotki, że Polacy już teraz, na
byle jakich warunkach, muszą dostać się do Unii, bo inaczej "pociąg odjedzie"
i Polska wraz z Ukrainą zostanie wydana na pastwę Rosji, są oczywistym
nonsensem. Polska jest członkiem NATO i może dotąd odmawiać przystąpienia do
Unii, aż dostanie dużo lepsze warunki, niż są jej obecnie oferowane.
Na koszt podatników
Pamiętajmy, że każdy kraj musi dbać o swoje interesy i zdawać sobie sprawę,
że inni chętnie go wykorzystują, a potem ze spokojnym sumieniem zostawią na
pastwę losu, jak to stało się Polsce w 1945 roku (żeby nie wspominać
wcześniejszych przykładów). Poza Niemcami i Rosją Polsce zagraża coraz
silniej żydowski ruch roszczeniowy, popierany przez radykalne kręgi
syjonistów w Waszyngtonie i w Izraelu. Dla przykładu, muzeum żydowskie w
Warszawie ma być największym muzeum w Polsce, zbudowanym na koszt podatników
polskich. Zostawi daleko w tyle wszystkie polskie muzea, tak rozmiarami
budynku, jak i frekwencją przymusowych wycieczek szkolnych, itd. I to
wszystko za pieniądze polskiego podatnika. Niestety, rząd polski (?) nie ma
takich zawrotnych sum dla upamiętnienia polskich bohaterów narodowych,
mordowanych na Pawiaku, w Palmirach czy w innych miejscach poza Warszawą. Nie
ma nawet pieniędzy na Muzeum Powstania Warszawskiego.
Naciski Izraela
Muzeum żydowskie w Warszawie to tylko jeden z wielu - widocznych gołym okiem -
przykładów potęgi syjonistów. Na scenie międzynarodowej można dostrzec ich
znacznie więcej. Na przykład Oliver Burkeman podał w "The Guardian" z 29
kwietnia br., że izraelski ambasador w USA żąda "zmiany rządu" w Syrii i w
Iranie oraz sankcji i "dyplomatycznej izolacji" tych państw. Jak widzieliśmy
na przykładzie ataku na Irak, żądania syjonistycznych ekstremistów są
zaspokajane przez Waszyngton krwią Amerykanów i innych narodów (w tym
polskiego). Już mówi się o budowie rurociągu z Iraku do Hajfy, który ma
dostarczać iracką ropę do Izraela. Co ciekawe - coraz częściej można oglądać
w telewizji kontrolowanej przez syjonistów syna ostatniego szacha Iranu.
Wygląda na to, że jego osoba ma zostać wykorzystana do wywołania wojny
domowej w Iranie i "zmiany rządu" w tym państwie, jak życzą sobie ekstremiści
rządzący w Izraelu.
Po wyborach w Palestynie ma zostać opublikowana amerykańska "mapa drogowa do
pokoju", na której końcu jest stworzenie państwa palestyńskiego w ciągu
trzech lat. Tymczasem nieustannie czytamy o zabiegach syjonistów, mnożących
przeszkody na nowej "road map". Jednym z typowych dla nich żądań jest
domaganie się trzech miesięcy spokoju w Palestynie. Reżim Ariela Szarona
zawsze może postarać się o "zajścia przerywające spokój" i wtedy od tych
sprowokowanych "zamachów" zacznie się liczyć następne trzy miesiące - i tak w
nieskończoność.
"Usunięcie Saddama Husajna nie wystarczy" - pisze Daniel Ayalon, który zaleca
sankcje ekonomiczne i "psychologiczną presję" na Syrię i Iran. Wtóruje mu
żydowska Anti-Defamation League. W czasie konferencji prasowej w Waszyngtonie
jej przedstawiciele nawoływali: "Trzeba iść dalej. Jesteśmy podobnie
zagrożeni przez Syrię i Iran".
Minister spraw zagranicznych Jordanii szuka poparcia, żeby zmusić Izrael do
zniesienia godziny policyjnej dla Arabów i do zaprzestania burzenia domów
arabskich na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Gazie - w celu wszczęcia "procesu
pokojowego". W tym samym czasie radykalni syjoniści domagają się, aby
formujący się rząd palestyński premiera Mahmouda Abbasa zażądał od
Palestyńczyków "natychmiastowego zaprzestania walk i oporu przeciw
Izraelczykom".
Jeśli nowy premier zastosuje się do nakazów Szarona i nie upomni się o prawa
Palestyńczyków, to niełatwo mu będzie zdobyć zaufanie swoich współobywateli,
którzy będą w nim widzieli namiestnika izraelskiego. Buthaina Shabaan z
syryjskiego ministerstwa spraw zagranicznych stwierdziła przed kamerami
telewizyjnymi: "Wszystkiemu winien jest Szaron, którego polityką na Bliskim
Wschodzie jest permanentna wojna i zniszczenie".
Euroarmia
Kryzys dyplomatyczny, spowodowany najazdem na Irak, pobudził Unię Europejską
do oceny swych możliwości strategicznych, tak wojskowych, jak i w polityce
zagranicznej. W kwietniu wybrano w Brukseli "silnego" ministra spraw
zagranicznych Unii. Konwent przygotowujący konstytucję Unii Europejskiej,
która ma niedługo powiększyć się o nowych członków, zaproponował utworzenie
Europejskiej Agencji Badań Strategiczny