Gość: Hanah
IP: *.kepno.sdi.tpnet.pl
10.07.03, 13:47
The International Solidarity Movement - Polska
http://viva.palestyna.pl/ism/
prosze o chwilke czasu i przeczytanie relacji z terenow okupowanych Angeliki
Schneider. Byc moze relacja ta bedzie dla Was impulsem do nawiazania
wspolpracy posredniej czy bezposredniej (bedziemy wdzieczni za zwykly link
lub banner na Waszej stronie) z ISM - Poland
kontakt: anna@viva.palestyna.pl
==============================================
Angelika Schneider
Sprawozdanie Angeliki Schneider z jej pobytu w Palestynie z Międzynarodowym
Ruchem Solidarności (ISM) w 04.2003
Znajduję się w obozie uchodźców Nablusie, obok Wschodniej Jerozolimy
największym mieście na Terenach Okupowanych, w mieszkaniu wynajętym przez
Międzynarodowy Ruch Solidarności. Budynki są tu w większości prymitywne i
podupadłe, ulica tylko częściowo wyłożona asfaltem, pełna małych sklepików i
dzieci, które uśmiechając się wołają za każdym: "What's your name?".
Widocznie to zwykły sposób nawiązywania kontaktów.
Od razu na wstępie zostałam w drastyczny sposób wprowadzona w sytuację
Palestyńczyków. Przyjechałam do Nablusu wraz z dwojgiem innych aktywistów po
krótkim spotkaniu w Betlejem, gdzie dowiedzieliśmy się, że jeden z naszych
współdziałaczy, Brytyjczyk Tom Hurndall, został zastrzelony w Rafah. Usiłował
wyprowadzić dwie dziewczynki poza linię ostrzału snajpera, strzelającego do
grupy bawiących się dzieci. Miesiąc wcześniej młoda Amerykanka Rachel Corrie,
po tym jak przez całe popołudnie wraz z dwojgiem innych członków ISM-u
próbowała zapobiec zburzeniu budynku mieszkalnego, zginęła przejechana przez
spychacz. Ostatnio izraelski sędzia śledczy uznał, że ani wojsko, ani
operator spychacza nie ponoszą jakiejkolwiek winy! Dwa tygodnie wcześniej
Amerykanin Brian Avery przeżył dlatego, że odwrócił się w ostatniej chwili.
Kula, wymierzona w tył jego głowy, przeszła "tylko" przez policzek,
rozrywając język i szczękę. Jest zatem jasne, że teraz również międzynarodowi
działacze pokojowi niekoniecznie są bezpieczni wobec przemocy izraelskiej
armii.
Już następnej nocy niemalże odczułam to na własnej skórze. Ulokowano mnie w
mieszkaniu państwa Hussein. Pan domu jest jednym z palestyńskich
koordynatorów ISM. Żaden z członków tej rodziny niczym nie zawinił; pomimo to
młodszy brat Husseina jest uwięziony od pół roku bez żadnego powodu. Dostałam
miejsce na materacu w pokoju gościnnym, wychodzącym na ulicę. Około czwartej
nad ranem obudziły mnie głośne krzyki i dźwięk uderzeń o metal. Usłyszałam
najpierw głosy, potem strzały, na końcu poczułam, jak sypie się na mnie coś
drobnego.
Leżałam bez ruchu, aż się na zewnątrz uspokoiło i dotarły do mnie odgłosy
wewnątrz domu. Wtedy dopiero odważyłam się wstać i stwierdziłam, że strzelano
w okna i kule utkwiły w suficie nade mną. Widocznie żołnierze "opracowali"
najpierw przednie drzwi, nieużywane, po czym podeszli do tych właściwych,
trzymając przy tym sąsiada Husseinów w roli żywej tarczy. Ojca rodziny
wyprowadzili na zewnątrz. Jego żonie Marii, pochodzącej ze Szwecji,
powiedzieli, że wszyscy mają opuścić dom w ciągu dwóch minut, inaczej cała
rodzina zostanie rozstrzelana. Natknęłam się w sieni na matkę Husseina.
Kazała mi zabrać mój paszport i zejść na dół. Na schodach jakiś żołnierz
celował we mnie z karabinu, na dole zobaczyłam innych. Wyszli jednak z domu
przede mną. Na parterze podeszła do mnie pani domu, zapłakana. Okazało się,
że aresztowali również jej 16-letniego syna. Sam Hussein natomiast obawia
się, że była to akcja związana z jego działalnością w "ruchu oporu", czyli w
ISM i że on też zostanie aresztowany.
Dla Palestyńczyków to jest codzienność, jednak, na szczęście, nie dla
wszystkich członków ISM. Jest ich tu obecnie jakiś tuzin, głównie
Brytyjczyków i Szwedów. Teraz w Nablusie jest naprawdę spokojnie, w
przeciwieństwie do innych miejsc, gdzie działa ISM, jak Jenin, Tulkarem czy
Rafah w Strefie Gazy, gdzie nałożona jest blokada miasta. Tam członkowie ISM
usiłują przede wszystkim chronić rzucające kamieniami dzieci przed ostrzałem
z czołgów.
Międzynarodowy Ruch Solidarności postawił sobie za zadanie obserwację
naruszania praw człowieka i, gdy tylko to możliwe, interwencję przez
pertraktacje lub fizyczną akcję, jednak bez użycia siły. Raz za razem mają
też miejsce akty cywilnego nieposłuszeństwa, jak demonstracje czy rozebranie
ulicznej blokady. Palestyńczycy biorą udział w planowaniu i przeprowadzaniu
wszystkich tych akcji.
Głównym zadaniem zagranicznych gości jest obecnie w Nablusie nocowanie u
rodzin, których domy zagrożone są zburzeniem, bo jeden z członków rodziny
jest "męczennikiem". Są to synowie, którzy dokonali zamachu samobójczego albo
wzięli udział w napadzie na żołnierza (co też tak naprawdę jest
samobójstwem). Ich rodziny nigdy nie wiedzą o tych zamiarach i opłakują
stratę, są jednak systematycznie karane utratą domu i dobytku. Jak dotąd nic
się nie działo, jeżeli w takim domu nocował obcokrajowiec.
W ciągu dnia stoimy całymi godzinami na punktach kontrolnych, urządzonych na
skraju miasta dla utrudnienia, a często całkowitego zatamowania ruchu
drogowego między okolicznymi wioskami a resztą kraju. Czasami żołnierze są
mniej agresywni, gdy tam jesteśmy. Czasem udaje się nawet wynegocjować z
żołnierzami przepuszczenie kogoś, kogo wcześniej odesłali, jak pewnego
studenta, któremu pomogliśmy wczoraj. Dowiedział się, że studentom (w
Nablusie jest uniwersytet z 10 tyś. studentów wszystkich możliwych kierunków)
zabrania się wyjeżdżać z miasta przez weekend (od czwartku po południu do
soboty rano), co zdarza się dość często. W uniwersyteckim sekretariacie
dowiedziałam się, że tysiące studentów, którzy wcześniej mieszkali w okolicy,
tylko z tego powodu musiało przeprowadzić się do miasta. Brat tego studenta
żeni się w piątek-czyli dzisiaj, dlatego też ten młody człowiek rozpaczliwie
próbował się przedostać przez blokadę; nie przyznał się że jest studentem, a
torbę z książkami podał komuś do przeniesienia na drugą stronę. Pomimo to i
tak nie pozwolono mu przejść. Żołnierze zauważyli torbę, zostawioną na
chodniku po drugiej stronie blokady i zabrali ją nie wiedząc, do kogo należy.
Chłopak chcąc koniecznie dotrzeć na wesele brata spróbował jeszcze raz.
Został jednak rozpoznany i żołnierze zabrali mu dokumenty. Wtedy zwrócił się
do nas o pomoc. Dzięki interwencji jednej z izraelskich organizacji praw
człowieka, do której zadzwoniliśmy, i długim pertraktacjom z dwoma
żołnierzami, udało nam się w końcu pod wieczór uzyskać przepuszczenie
studenta i oddanie mu torby.
W innym punkcie wybuchła wczoraj strzelanina, gdy ktoś próbował obejść
kontrolujących żołnierzy. Być może dzięki obecności kilku osób z ISM nie było
pościgu i tej osobie udało się uciec.
Przy czym tu jest o wiele spokojniej niż w innych miejscach, gdzie codziennie
są zabici i ranni, ostatnio znowu troje dzieci. Na wszystkie miasta
palestyńskie oprócz Nablusu (co się w każdej chwili może zmienić) jest
nałożona blokada, Strefa Gazy jest kompletnie niedostępna. Dlatego
demonstracja w Rafah, planowana przez nas początkowo na sobotę, bo wtedy
upływa miesiąc od śmierci Rachel Corrie, zostaje odłożona na wtorek.
Demonstracja ma napiętnować przemoc, z jaką spotykają się pokojowi aktywiści.
Jednocześnie w Tel Avivie będą protestować członkowie izraelskich grup
pokojowych.
A świat dalej woli nic nie widzieć. Przed nami jeszcze długa droga.
Miałam dużo szczęścia, bo poza pierwszym zastraszającym przeżyciem nie byłam
świadkiem bezpośredniej przemocy ze strony żołnierzy-z wyjątkiem zbyt silnych
więzów na nadgarstkach pewnego młodego człowieka, który na jednym z punktów
kontrolnych nie usłuchał rozkazu i nie usiadł na ziemi (Palestyńczycy
przywiązują dużą wagę do czystości i schludnego wyglądu). Udało nam się
nakłonić żołnierza do ich poluzowania.
Pewnego wieczoru w Balacie, d