grabarz
11.07.01, 18:58
Wiem, ze ten temat moze wydawac sie bardziej zwiazany ze sportem. Ale tak
naprawde olimpiady juz od dawna sa sprawami politycznymi. O prawo organizacji
olimpiady w 2008 roku ubiega sie m.in. Pekin? Czy Chiny maja moralne prawo stac
sie organizatorem takiej imprezy? Oczywiscie ktos moze stwierdzic, ze nie
mniejsze niz Moskwa w 1980 i Los Angeles w 1984. Ale czy to trafne porownanie?
Czy tzw. spolecznosc miedzynarodowa powinna powaznie rozpatrywac kandydature
panstwa, w ktorym na codzien lamane sa prawa czlowieka, ktory od
kilkudziesieciu lat prowadzi brutalna okupacje Tybetu, niszczac jego kulture?
Ale z drugiej strony nawet Tajwan poparl kandydature Pekinu. Czy odrzucenie
czyjejs kandydatury z powodow politycznych nie byloby karaniem obywateli za
grzechy politykow? Nie! Jestem przeciwnikiem wykluczania sportowcow
jakiegokolwiek kraju z imprez sportowych. Ale olimpiada to nie tylko swieto dla
mieszkancow. To takze sukces propagandowy dla dyktatury. A przeciez
protestujacych zwolennikow Falun Gong czy wolnego Tybetu nikt nie bedzie
sluchal. Ta olimpiada moglaby tylko wzmocnic rezim.