Dodaj do ulubionych

__Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_(((__!

25.08.03, 22:01
TEKST FALLACI
Autor: alicjab@NOSPAM.gazeta.pl
Data: 15-10-2001 11:26

Poniewaz wiele osob prosi mnie o przeslanie artykulu, a
mam spore problemy ze skrzynka pocztowa (cos sie
zawiesza), to postanowilam wrzucic tekst tutaj z prosba
do redaktorow portalu Gazety, zeby zbyt szybko go nie
usuneli... :)

[pagina] ORIANA FALLACI - LIST Z NOWEGO JORKU

FERRUCCIO DE BORTOLI; ORIANA FALLACI; MIŁADA JĘDRYSIK

WŚCIEKŁOŚĆ I DUMA

To jest wojna, obudźcie się! Czy nie widzicie, że tacy
ludzie jak Osama ben Laden chcą nas zniszczyć? Że czują
się uprawnieni
do tego, żeby zabijać was i wasze dzieci, tylko dlatego
że pijecie wino lub piwo, chodzicie do teatru lub kina,
nosicie
minispódniczki albo krótkie skarpetki, kochacie się
kiedy chcecie, gdzie chcecie i z kim chcecie? Nawet to
was nie obchodzi,
idioci?

Po latach milczenia słynna włoska pisarka Oriana
Fallaci ogłosiła w ĄCorriere della SeraE pełną furii
filipikę, w której atakuje
islam i nawołuje do obrony zachodniej cywilizacji

Od redakcji ĄCorriere della Sera

Tym nadzwyczajnym szkicem Oriana Fallaci przerywa
dziesięcioletnie milczenie. Bardzo długie. Nasza
najsłynniejsza pisarka
(ona sama określa się jako pisarz i w ogóle nie
wypowiada już słowa ĄdziennikarzE) spędza sporą część
roku na Manhattanie.
Nie odbiera telefonu, rzadko otwiera drzwi, wychodzi
jeszcze rzadziej. Nie udziela wywiadów. Choć wszyscy
próbowali,
nikomu się nie udało. Żyje w izolacji od świata. Ale
historia i los chciały, żeby centrum współczesnej
apokalipsy jak dantejska
czeluść rozwarło się nieopodal jej pięknej literackiej
pustelni. Fala uderzeniowa tamtego poranka 11 września
zniszczyła
również klasztorny i hermetyczny spokój Oriany.

Otwiera drzwi - ta niezwykła czynność ją samą zdaje się
dziwić... Jej wzrok jest równocześnie łagodny i dziki.
Wśród stosów
papierzysk, w pozornym chaosie, Oriana od lat z
wojowniczym zapałem pracuje nad dziełem bardzo ważnym i
wyczekiwanym
przez świat.

Poprosiłem ją, żeby opisała to, co widziała, czego
doświadczyła, co poczuła w tamten wtorek i później - i
Oriana zebrała na
kilku kartkach swoje uczucia i myśli. ĄNa każdym
doświadczeniu zostawiam strzępy duszyE - napisała kilka
lat temu. To w
dalszym ciągu jest prawda, najprawdziwsza. Myśli mocne.
Przejmujące. Jest nad czym się zatrzymać, zastanowić. O
Ameryce, o
Włoszech, o świecie islamu. O Ojczyźnie (zaskakujące
jest to, co mówi o Ojczyźnie). Inwektywy i tezy, które
biją równocześnie
z mózgu i serca, a raczej z mózgu przez serce. ĄKtoś
musiał to powiedzieć. Powiedziałam. Teraz zostawcie
mnie w spokoju.
Drzwi są znowu zamknięte. I nie chcę już ich otwieraćE
- wybucha. Jej szpony. Te same co zawsze. Wywoła
dyskusję. I to jaką.

FERRUCCIO DE BORTOLI, REDAKTOR NACZELNY

Chcesz, żebym się wreszcie odezwała. Prosisz, żebym tym
razem przerwała milczenie, które wybrałam, które od lat
sobie
narzucam, żeby nie wmieszać swojego głosu w orkiestrę
cykad. I zrobię to. Ponieważ dowiedziałam się, że
również we
Włoszech są tacy, którzy się cieszą - tak samo jak
wczoraj wieczorem w Gazie przed kamerami cieszyli się
Palestyńczycy.
ĄZwycięstwo! Zwycięstwo!E. Mężczyźni, kobiety, dzieci.
O ile kogoś, kto zachowuje się w taki sposób, w ogóle
można nazwać
mężczyzną, kobietą czy dzieckiem. Dowiedziałam się, że
niektóre luksusowe cykady, politycy lub tak zwani
politycy,
intelektualiści lub tak zwani intelektualiści, a także
inne indywidua, które nie zasługują na miano obywateli,
zachowują się
zasadniczo tak samo. Mówią: ĄDobrze tak Amerykanom.
Dobrze im takE. I jestem bardzo, bardzo, bardzo
wściekła. Wściekła
wściekłością zimną, przejrzystą, racjonalną.
Wściekłością, która eliminuje wszelki dystans, wszelką
wyrozumiałość, która mi
każe udzielić im odpowiedzi, a przede wszystkim ich
opluć. Pluję na nich. Równie wściekła co ja
afroamerykańska poetka Maya
Angelou wczoraj ryknęła: ĄBe angry. Itís good to be
angry, itís healthyE (Bądźcie wściekli. Wściekłość
dobrze robi. To
zdrowe). Czy mnie zrobi dobrze, tego nie wiem. Ale
wiem, że nie zrobi dobrze im, czyli tym, którzy
podziwiają Osamę ben
Ladena, tym, którzy wyrażają mu zrozumienie, sympatię
lub solidarność. Swoim życzeniem odpaliłeś ładunek,
który już od
dawna miał ochotę wybuchnąć. Zobaczysz.

Chcesz również, żebym opowiedziała, jak przeżyłam tę
Apokalipsę. Krótko mówiąc, żebym dała świadectwo. Od
niego więc
zacznę. Byłam w domu - mój dom mieści się w centrum
Manhattanu - i punktualnie o 9 odczułam grożące
niebezpieczeństwo,
które być może nie groziło mi osobiście, ale które na
pewno mnie dotyczyło. Odczucie, którego doświadcza się
na wojnie, a
raczej w bitwie, kiedy wszystkimi porami skóry czujesz
nadlatującą kulę lub pocisk i nastawiasz uszu, i
krzyczysz do stojącego
obok ciebie człowieka: ĄDown! Get down!E (Na ziemię!).
Otrząsnęłam się z niego. Nie mieszkam przecież w
Wietnamie, nie
byłam przecież w tej chwili na żadnej z tych
pieprzonych wojen, które - począwszy od II wojny
światowej - posiekały mi życie!
Byłam w Nowym Jorku, do diabła, był cudowny wrześniowy
poranek roku 2001. Lecz to wrażenie - niewytłumaczalnie
- wciąż
trzymało mnie w swoich szponach. I wówczas zrobiłam
coś, czego rano nigdy nie robię. Włączyłam telewizor.
Fonia nie
działała, ale wizja, owszem. I na każdym kanale, a jest
ich tu prawie sto, widać było jedną z wież World Trade
Center płonącą
jak gigantyczna zapałka. Krótkie spięcie? Jakaś
zbłąkana awionetka? Czy może przemyślany zamach
terrorystyczny? Jak
sparaliżowana wpatrywałam się w wieżę bez przerwy, a
kiedy się tak wpatrywałam, kiedy powtarzałam sobie te
trzy pytania, na
monitorze pojawił się samolot. Biały, duży. Samolot
pasażerski. Leciał bardzo nisko. Lecąc tak nisko,
kierował się w stronę
drugiej wieży jak bombowiec, który zawisa nad celem,
który zrzuca na niego bombę. Aż zrozumiałam.
Zrozumiałam również
dlatego, że w tej samej chwili wróciła fonia i
usłyszałam chór dzikich wrzasków. Wciąż tych samych,
dzikich. ĄGod! Oh, God!
Oh, God, God, God! Gooooooood!E (Boże! O Boże! O Boże!
Boże, Boże, Boooożeeee!). I samolot wśliznął się w
drugą wieżę,
jak nóż się wślizguje w kostkę masła.

Była już 9.15. Nie pytaj, co czułam podczas tych
piętnastu minut. Nie wiem, nie pamiętam. Byłam jak
sopel lodu. Również mój
mózg był soplem. Nie pamiętam nawet, co działo się na
pierwszej, a co na drugiej wieży. Ludzie, którzy nie
chcieli spłonąć
żywcem, rzucali się z okien osiemdziesiątego czy
dziewięćdziesiątego piętra. Rozbijali szyby w oknach,
przechodzili przez nie,
rzucali się w dół, jak z samolotu rzucają się
spadochroniarze, i spadali powoli. Trzepocząc nogami i
rękami, pływając w
powietrzu. Tak, wydawało się, że pływają w powietrzu. I
że nie dotrą do celu. Lecz na poziomie trzydziestego
piętra
przyspieszali. Zaczynali rozpaczliwie gestykulować, jak
gdyby żałowali wszystkiego, jak gdyby krzyczeli: ĄHelp!
Help!E (Na
pomoc!). I być może tak krzyczeli naprawdę. Wreszcie
spadali jak kamień i paf! Wiesz, myślałam, że na
wojnach widziałam już
wszystko. Czułam się zaszczepiona na wojny, i w gruncie
rzeczy to prawda. Nic mnie już nie zaskakuje. Choć
czasami się
wściekam, a nawet oburzam. Ale na wojnach zawsze
widziałam ludzi, których mordowano. Nigdy nie widziałam
ludzi, którzy
umierają, zabijając samych siebie, czyli rzucając się
bez spadochronu z okien osiemdziesiątego,
dziewięćdziesiątego albo setnego
piętra. Ponadto na wojnach zawsze




Obserwuj wątek
    • ogabignac Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 22:04
      Znamy ta szalona faszystke. Oj znamy:)))
    • eu_lola Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 22:07
      hyperreal.info/neuro_groove/go.to/art/3298
    • puls cd__Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 22:26

      -------------------------------------------------------------------------------
      -
      Ale na wojnach zawsze
      widziałam ludzi, których mordowano. Nigdy nie
      widziałam ludzi, którzy
      umierają, zabijając samych siebie, czyli rzucając
      się bez spadochronu z okien osiemdziesiątego,
      dziewięćdziesiątego albo setnego
      piętra. Ponadto na wojnach zawsze widziałam
      rzeczy, które wybuchają. Które wybuchają na
      wszystkie strony. I zawsze
      słyszałam wielki huk. A te dwie wieże nie
      wybuchły. Pierwsza złożyła się, pochłonęła samą
      siebie. Druga stopiła się, rozpuściła.
      Pod wpływem temperatury rozpuściła się dokładnie
      tak jak kostka masła na rozgrzanej patelni. I
      wszystko to, przynajmniej tak
      mi się wydawało, wydarzyło się w grobowej ciszy.
      Czy to możliwe? Czy ta cisza była naprawdę, czy
      tylko we mnie?

      Muszę ci również wyznać, że na wojnach zawsze
      widziałam niewielu zabitych. Co bitwa, to dwieście
      czy trzysta zwłok.
      Najwyżej czterysta. Jak w Wietnamie, w Dak To. A
      kiedy walka się skończyła, Amerykanie zaczęli ich
      zbierać, liczyć - nie
      wierzyłam własnym oczom. Podczas rzezi w Meksyku -
      tej samej, w której ja również zostałam
      postrzelona - zebrano co
      najmniej osiemset trupów. I kiedy, biorąc mnie za
      zmarłą, wrzucili mnie do kostnicy, wydawało mi
      się, że wokół mnie jest całe
      morze zwłok. Cóż, w obu wieżach pracowało prawie
      pięćdziesiąt tysięcy osób. I bardzo niewiele z
      nich zdążyło się ewakuować.
      Windy przestały działać, to oczywiste, a wędrówka
      na dół z górnych pięter musiałaby trwać całą
      wieczność. O ile płomienie w
      ogóle by pozwoliły ją podjąć. Nigdy nie poznamy
      liczby ofiar. (Czterdzieści, czterdzieści pięć
      tysięcy...?). Amerykanie nigdy
      tego nie powiedzą. Żeby nie podkreślać rozmiarów
      tej Apokalipsy. Żeby nie dawać satysfakcji Osamie
      ben Ladenowi i nie
      zachęcać do następnych zamachów. A poza tym te
      dwie czeluście, które pochłonęły dziesiątki
      tysięcy istnień, są zbyt głębokie.
      Robotnicy wykopują co najwyżej kawałki
      poodrywanych części ciała. Tu nos, tam palec. Albo
      masę, która wygląda jak
      zmielona kawa, a w rzeczywistości jest materią
      organiczną. Pozostałość po ciałach, które w
      mgnieniu oka rozsypują się w pył.
      Wczoraj burmistrz Giuliani wysłał kolejne dziesięć
      tysięcy worków, lecz okazały się bezużyteczne.

      Co czuję w stosunku do tych kamikadze, którzy
      zginęli razem z nimi? Żadnego szacunku. Żadnej
      litości. Tak, nawet litości. Ja,
      która w każdym przypadku zawsze jej ulegam.
      Kamikadze, czyli faceci, którzy popełniają
      samobójstwo po to, żeby zabić
      innych ludzi, zawsze wydawali mi się antypatyczni
      - dotyczy to również japońskich kamikadze z czasów
      II wojny światowej.
      Nigdy nie uważałam ich za kogoś w rodzaju Pietra
      Mikki, który zagrodził nieprzyjacielskim oddziałom
      drogę do Turynu,
      podpalając proch i wylatując w powietrze razem z
      murami obronnymi [w 1706 r., podczas oblężenia
      przez wojska francuskie -
      przyp. tłum.]. Nigdy nie uważałam ich za
      żołnierzy. A tym bardziej za męczenników czy
      bohaterów, jak w 1972 roku,
      wrzeszcząc i plując, określił ich pan Arafat
      (podczas wywiadu, który przeprowadziłam z nim w
      Ammanie - w miejscu, gdzie
      jego sierżanci szkolili również terrorystów z
      grupy Baader Meinhof). Uważam ich za
      zarozumialców, i tyle. Zarozumialców,
      którzy zamiast szukać sławy w kinematografii, w
      polityce lub sporcie, szukają jej w śmierci
      własnej i innych. W śmierci, która
      zamiast statuetki Oscara, funkcji ministra czy
      mistrzostwa kraju przyniesie im (jak wierzą)
      podziw. A w przypadku tych,
      którzy modlą się do Allaha - miejsce w Raju, o
      którym mówi Koran: w Raju, gdzie bohaterowie
      pieprzą hurysy. Założę się, że
      ta zarozumiałość dotyczy również ich wyglądu. Mam
      przed oczami fotografię dwóch kamikadze, o których
      piszę w
      ĄInszallahuE: powieści, która rozpoczyna się od
      zniszczenia bazy amerykańskiej (ponad czterysta
      ofiar) i bazy francuskiej
      (ponad trzysta pięćdziesiąt) w Bejrucie. To
      zdjęcie kazali sobie zrobić, zanim poszli na
      śmierć, i zanim poszli na śmierć, poszli
      też do fryzjera. Cóż za wspaniała fryzura. Jakie
      wypomadowane wąsy, przylizane bródki, jakie
      zalotne baczki...

      Ach! Jak by się skręcał pan Arafat, gdyby mnie
      teraz słyszał. Wiesz, pomiędzy nim a mną nie
      układa się najlepiej. Nigdy mi nie
      wybaczył ani przepastnej różnicy poglądów, która
      wyszła na jaw podczas tamtego spotkania, ani
      opinii, jaką o nim wyraziłam
      w mojej książce ĄWywiad z historiąE. Co do mnie,
      nie wybaczyłam mu nigdy niczego. Między innymi
      tego, że jednemu z
      dziennikarzy włoskich, który nieopatrznie
      przedstawił się mu jako Ąmój przyjacielE,
      przystawiono do serca rewolwer. Więc
      się już nie spotykamy. A szkoda. Bo gdybym znów
      się z nim zobaczyła, a raczej gdybym udzieliła mu
      audiencji,
      wykrzyczałabym mu w pysk, kim są męczennicy i
      bohaterowie. Wrzeszczałabym: ĄWielmożny Panie
      Arafat, męczennikami są
      pasażerowie czterech uprowadzonych samolotów
      zamienionych w żywe bomby. Wśród nich czteroletnia
      dziewczynka
      unicestwiona w drugiej wieży. Wielmożny Panie
      Arafat, męczennikami są urzędnicy, którzy
      pracowali w obu wieżach i w
      Pentagonie. Wielmożny Panie Arafat, męczennikami
      są strażacy, którzy zginęli, próbując ich
      uratować. I wie Pan, kto jeszcze
      zalicza się do tego grona? Pasażerowie samolotu,
      który miał runąć na Biały Dom, a który rozbił się
      w lesie w Pensylwanii,
      ponieważ oni podjęli walkę! Dla nich - owszem -
      przydałby się Raj, Wielmożny Panie Arafat. Kłopot
      w tym, że teraz to Pan
      robi za głowę państwa ad perpetuum. Robi Pan za
      monarchę. Składa Pan wizytę Papieżowi, twierdzi
      Pan, że nie lubi
      terroryzmu, przesyła Pan Bushowi wyrazy
      współczucia. I w swojej kameleonowej umiejętności
      zaprzeczania samemu sobie
      byłby Pan zdolny powiedzieć mi, że mam racjęE.
      Lecz zmieńmy temat. Ja, jak wiadomo, jestem bardzo
      chora, i na samą myśl o
      spotkaniu z różnymi Arafatami dostaję gorączki.

      Wolę mówić o nietykalności, jaką wiele osób
      przypisywało Ameryce. Nietykalność? Jaka
      nietykalność?!? Im bardziej
      społeczeństwo jest demokratyczne i otwarte, tym
      bardziej jest narażone na terroryzm. Im bardziej
      jakiś kraj jest wolny, im
      dalszy od reżimu policyjnego, tym większe ponosi
      ryzyko i tym częściej doświadcza porwań i rzezi,
      które przez wiele lat miały
      miejsce we Włoszech, w Niemczech i innych
      regionach Europy. I które teraz, w wyolbrzymionym
      rozmiarze, mają miejsce w
      Ameryce. Nie bez powodu kraje niedemokratyczne,
      zarządzane przez reżimy policyjne, zawsze gościły
      i finansowały
      terrorystów i teraz pomagają im, jak mogą. Na
      przykład Związek Radziecki, kraje jego obozu i
      Chiny Ludowe. Libia
      Kadafiego, Irak, Iran, Syria, Arafatowski Liban,
      sam Egipt, sama Arabia Saudyjska, której poddanym
      jest Osama ben Laden,
      sam Pakistan, oczywiście Afganistan i wszystkie
      muzułmańskie regiony Afryki. Na lotniskach i w
      samolotach tych krajów
      zawsze czułam się bezpieczna. Spokojna jak śpiący
      noworodek. Bałam się jedynie aresztowania,
      ponieważ źle pisałam o
      terrorystach. A na lotniskach i w samolotach
      europejskich zawsze byłam podenerwowana. Na
      lotniskach i w samolotach
      amerykańskich wręcz zdenerwowana. A w Nowym Jorku
      nerwowa po dwakroć. (W Waszyngtonie nie. Muszę to
      przyznać.
      Tego, że samolot może spaść na Pentagon, naprawdę
      się nie spodziewałam). Krótko mówiąc, moim zdaniem
      to nigdy nie był
      problem ĄczyE, lecz ĄkiedyE. Jak myślisz, dlaczego
      we wtorek rano moja podświadomość odnotowała ten
      niepokój, tę
      groźbę? Jak myślisz, dlaczego wbrew moim zwyczajom
      włączyłam telewizor? Jak myślisz, dlaczego wśród
      pytań, jakie sobie
      stawiałam, kiedy płonęła pierwsza wieża i nie było
      fonii, pojawiło się pytanie o zamach? A dlaczego
      na widok drugiego
      samolotu od razu wszystko stało się dla mnie
      jasne? Dlatego, że Ameryka jest najpotężniejszym
      kraje




    • puls cd__Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 22:27

      -------------------------------------------------------------------------------
      -
      A dlaczego
      na widok drugiego
      samolotu od razu wszystko stało się dla mnie
      jasne? Dlatego, że Ameryka jest najpotężniejszym
      krajem na świecie,
      najbogatszym, najsilniejszym, najbardziej
      nowoczesnym, prawie wszyscy wpadli w te sidła.
      Czasami wpadali w nie również
      sami Amerykanie. Lecz kruchość Ameryki rodzi się
      właśnie z jej siły, z jej bogactwa, z jej potęgi,
      z jej nowoczesności. Jak w
      starej historii o psie, który pożera własny ogon.

      Rodzi się również z wieloetnicznej istoty Ameryki,
      z jej liberalizmu, z szacunku dla obywateli i
      gości. Przykład: prawie
      dwadzieścia cztery miliony Amerykanów to Arabowie
      - muzułmanie. I kiedy jakiś Mustafa czy Mohammed
      przybywa tu,
      dajmy na to, z Afganistanu w odwiedziny do wujka,
      nikt mu nie zabroni podjąć nauki w szkole pilotażu
      i nauczyć się obsługi
      boeinga 757. Nikt mu nie broni zapisać się na
      uniwersytet (mam nadzieję, że to się zmieni) i
      studiować chemię oraz biologię -
      dyscypliny niezbędne do wywołania wojny
      bakteriologicznej. Nikt. Nawet jeśli rząd się
      obawia, że ten syn Allaha uprowadzi
      boeinga 757 albo wrzuci fiolkę z bakteriami do
      zbiornika wody i wywoła epidemię. (Mówię ĄjeśliE,
      ponieważ tym razem rząd
      nic nie wiedział, a wpadka CIA i FBI razem
      wziętych przekracza wszelkie dopuszczalne granice.
      Gdybym była prezydentem
      Stanów Zjednoczonych, wykopałabym ich wszystkich
      za kretynizm). Ale wróćmy do początkowego wątku.
      Jakie są symbole
      siły, bogactwa, potęgi i nowoczesności Ameryki?
      Nie jazz, nie rock and roll, guma do żucia,
      hamburger, Broadway czy
      Hollywood, lecz jej wieżowce. Jej Pentagon. Jej
      nauka. Jej technologia. Te wspaniałe wieżowce,
      takie wysokie, takie piękne, że
      kiedy unosisz wzrok, jesteś skłonny zapomnieć o
      piramidach i o boskich przybytkach naszej
      przeszłości. Te gigantyczne,
      przesadnie wielkie samoloty, których używają tak
      samo, jak kiedyś używali żaglowców i ciężarówek,
      ponieważ teraz już w
      żadnej dziedzinie życia nie mogą się obyć bez
      samolotów. W żadnej. Poczta, świeże ryby, my sami.
      (A nie zapominaj, że to oni
      wynaleźli wojnę lotniczą. A przynajmniej rozwinęli
      do histerycznych rozmiarów). Ten przerażający
      Pentagon, ta forteca, która
      budzi strach już na pierwszy rzut oka. Ta
      wszechobecna i wszechmocna nauka. Ta niewiarygodna
      technologia, która w ciągu
      niewielu lat przewróciła zasady naszego
      codziennego funkcjonowania, nasze tysiącletnie
      sposoby komunikowania, jedzenia,
      życia. I gdzie ich ugodził szacowny Osama ben
      Laden? W wieżowce, w Pentagon. Jak? Samolotami,
      zdobyczami naukowymi,
      technologią. By the way: czy wiesz, co mnie
      najbardziej zdumiewa w tym ponurym
      ultramiliarderze, w tym niezrealizowanym
      playboyu, który zamiast zalecać się do
      jasnowłosych księżniczek i szaleć w nocnych
      klubach (jak to robił w Bejrucie, kiedy miał
      dwadzieścia lat), zabawia się, mordując w imię
      Mahometa i Allaha? Fakt, że jego bezkresny majątek
      pochodzi również z
      dochodów korporacji wyspecjalizowanej w burzeniu i
      że on sam jest doświadczonym burzycielem. Demolka
      jest specjalnością
      amerykańską.

      Kiedy się spotkaliśmy, wydawałeś się niemal
      zdumiony heroiczną sprawnością i godną podziwu
      solidarnością, z jaką
      Amerykanie stawili czoło tej Apokalipsie. O, tak.
      Mimo wad, które są jej bez przerwy wytykane i
      które ja sama jej wyrzucam
      (pomimo że europejskie, a zwłaszcza włoskie, wady
      są jeszcze bardziej poważne), Ameryka jest krajem,
      który może nauczyć
      nas wielkich rzeczy. Ŕ propos tej heroicznej
      sprawności, pozwól mi wyśpiewać pean na cześć
      burmistrza Nowego Jorku. Tego
      Rudolpha Giulianiego, któremu my, Włosi,
      powinniśmy dziękować na klęczkach. Ponieważ nosi
      włoskie nazwisko, z
      pochodzenia jest Włochem i przed całym światem
      wystawia nam najlepsze świadectwo. To wielki,
      naprawdę bardzo wielki
      burmistrz ten Rudolph Giuliani. Mówi ci to osoba,
      która nigdy nie jest zadowolona z niczego i
      nikogo, poczynając od siebie
      samej. Jest godny innego wielkiego burmistrza o
      włoskim nazwisku - Fiorella La Guardia - i wielu
      naszych burmistrzów
      powinno się zgłosić do niego po lekcję. Stanąć
      przed nim z pochyloną głową, posypać ją sobie
      popiołem i spytać: ĄPanie
      Giuliani, jak to się robi?E. On nie zrzuca na
      nikogo swoich obowiązków. Nie traci czasu na
      pierdoły i na podział łupów. Nie
      dzieli własnej osoby na funkcję burmistrza,
      ministra i posła. (Czy ktoś mnie słucha w trzech
      miastach Stendhala, czyli w
      Neapolu, Florencji i Rzymie?). Pojawił się
      natychmiast i kiedy wbiegł do drugiego drapacza
      chmur, ryzykował, że wraz z
      innymi zamieni się w proch. Uratował się przez
      przypadek, o włos. I w ciągu czterech dni
      przywrócił miasto do życia. Miasto,
      które - pamiętaj! - ma dziewięć i pół miliona
      mieszkańców, prawie dwa miliony na samym
      Manhattanie. Jak tego dokonał, nie
      wiem. Biedak, jest chory jak ja. Rak ze swoimi
      nawrotami dorwał również jego. I tak jak ja udaje,
      że jest zdrowy - pracuje
      mimo wszystko. Ale ja pracuję przy stoliku, na
      siedząco, do diabła! A on... Wyglądał jak generał,
      który osobiście bierze udział
      w bitwie. Jak żołnierz, który rzuca się z bagnetem
      do ataku. ĄDo roboty, ludzie! Zakaszmy rękawy,
      szybko!E. Ale udało mu
      się, ponieważ ci ludzie byli, są tacy sami jak on.
      Ludzie, którzy nie znają znużenia, gnuśności,
      ludzie - jak by powiedział mój
      ojciec - z jajami. Co do niezwykłej jedności,
      niemal wojennej zwartości szeregów, którą
      Amerykanie demonstrują wobec
      tragedii i wobec wroga, to cóż - muszę przyznać,
      że zaskoczyła ona mnie samą. Owszem, wiedziałam,
      że dała o sobie znać w
      okresie Pearl Harbor, czyli wtedy, gdy naród
      skupił się wokół Roosevelta, a Roosevelt podjął
      walkę z hitlerowskimi Niemcami,
      z Włochami Mussoliniego i z Japonią cesarza
      Hirohito. Owszem, poczułam ją po zabójstwie
      Kennedyíego. Ale potem była
      wojna w Wietnamie, rozdzierające podziały wywołane
      wojną w Wietnamie i w pewnym sensie to
      przypomniało mi ich wojnę
      secesyjną sprzed półtora wieku. I tak, kiedy
      zobaczyłam, jak biali i czarni obejmują się i
      wspólnie płaczą (powtarzam: obejmują
      się), kiedy widziałam, jak demokraci i
      republikanie obejmują się i śpiewają ĄGod save
      AmericaE (Boże, ocal Amerykę), kiedy
      widziałam, jak zacierają wszystkie różnice,
      oniemiałam. To samo, kiedy usłyszałam, jak Bill
      Clinton (osoba, do której nigdy nie
      miałam słabości) deklaruje: ĄZacieśnijmy szeregi
      wokół Georgeía Busha, ufajcie naszemu
      prezydentowiE. To samo, kiedy te
      same słowa powtórzyła dobitnie jego żona Hillary,
      obecnie senator stanu Nowy Jork. To samo, kiedy
      powtórzył je Lieberman,
      były kandydat Demokratów na wiceprezydenta. (Tylko
      przegrany Al Gore trwał w sromotnym milczeniu). I
      to samo, kiedy
      Kongres jednomyślnie przegłosował wojnę, ukaranie
      winnych. Ach, gdyby tak Włochy zechciały wyciągnąć
      z tego naukę!
      Włochy są tak podzielone. Tak rozbite, tak zatrute
      swoimi plemiennymi małostkami! We Włoszech
      nienawidzą się nawet
      przedstawiciele tej samej partii. Nie umieją być
      razem nawet wtedy, gdy mają ten sam emblemat, ten
      sam symbol, do diabła!
      Zawistni, zgorzkniali, próżni, mali, myślą
      wyłącznie o swoich prywatnych interesach. O swoich
      marnych karierach, o swojej
      nędznej chwale, o swojej lokalnej wielkości. Dla
      osobistych interesów robią sobie nawzajem na
      złość, zdradzają się, oskarżają,
      kurwią... Jestem absolutnie przekonana, że gdyby
      Osama ben Laden wysadził w powietrze wieżę Giotta
      [należącą do katedry we
      Florencji - przyp. tłum.] albo wieżę w Pizie,
      opozycja oskarżyłaby o to rząd. A rząd oskarżyłby
      opozycję. Szefowie rządu i
      opozycji oskarżyliby własnych kolegów i
      towarzyszy. A teraz pozwól sobie wytłumaczyć, skąd
      bierze się ta jedność, która
      cechuje Amerykanów.

      Rodzi się z ich patri




    • puls cd4__Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 22:29
      Rodzi się z ich patriotyzmu. Nie wiem, czy we
      Włoszech widzieliście i zrozumieliście to, co
      wydarzyło się w Nowym Jorku,
      kiedy Bush poszedł podziękować robotnikom (i
      robotnicom), którzy przeszukując zgliszcza obu
      wież, usiłują ocalić żywych
      ludzi, lecz wykopują jedynie nosy i palce. A
      jednak nie ustępują. Nie rezygnują. A kiedy
      spytasz ich, jak to robią, odpowiedzą:
      ĄI can allow myself to be exhausted not to be
      defeatedE (Mogę sobie pozwolić na zmęczenie, ale
      nie na porażkę). Wszyscy.
      Młodzi, nieletni, starzy, w średnim wieku. Biali,
      czarni, żółci, brązowi, fioletowi... Widzieliście
      czy nie? Kiedy Bush im
      dziękował, machali tylko amerykańskimi sztandarami
      i wznosili zaciśnięte pięści z groźnym pomrukiem:
      ĄJu-e-sej! Ju-e-sej!
      Ju-e-sej! USA! USA! USA!E. Gdyby chodziło o kraj
      totalitarny, pomyślałabym: ĄAle ich dobrze
      zorganizowali!E. Jednak nie
      w Ameryce. W Ameryce takich rzeczy się nie
      organizuje. Nie nakazuje się ich, nie zarządza.
      Zwłaszcza w metropolii tak
      bardzo pozbawionej złudzeń jak Nowy Jork, w której
      mieszkają tacy robotnicy jak nowojorscy. Robotnicy
      nowojorscy to
      wyjątkowe typy. Bardziej wolni od wiatru, nie do
      utrzymania. Nie słuchają nawet swoich związków
      zawodowych. Ale spróbuj
      tknąć ich flagę, Ojczyznę... W języku angielskim
      nie ma słowa ĄOjczyznaE. Żeby powiedzieć
      ĄOjczyznaE, trzeba złożyć dwa
      słowa, np. Father Land, Ziemia Ojców. Mother Land,
      Ziemia Macierzysta. Native Land, Ziemia Rodzinna.
      Albo powiedzieć po
      prostu My Country, Mój Kraj. Ale rzeczownik
      ĄpatriotismE istnieje. Przymiotnik ĄpatrioticE
      istnieje. I oprócz Francji chyba
      nie umiem wyobrazić sobie bardziej patriotycznego
      kraju niż Ameryka. Ach! Tak bardzo się wzruszyłam,
      widząc tych
      robotników, którzy zaciskając pięści i pomachując
      flagą, warczeli ĄJu-e-sej! Ju-e-sej! Ju-e-sej!E,
      choć nikt im tego nie kazał. I
      odczułam coś w rodzaju upokorzenia, ponieważ
      robotników włoskich, którzy powiewają własną
      trójkolorową flagą i
      pomrukują ĄItalia! Italia!E, jakoś nie umiem sobie
      wyobrazić. Na pochodach i wiecach widziałam, jak
      wymachują czerwonymi
      flagami. Rzeki, jeziora czerwonych sztandarów. Ale
      trójkolorowych sztandarów widziałam bardzo
      niewiele. Ani jednego. Źle
      kierowani lub tyranizowani przez arogancką lewicę
      oddaną Związkowi Radzieckiemu trójkolorowe flagi
      zawsze pozostawiali
      wrogom. A wrogowie nie robili z nich raczej
      dobrego użytku. Dzięki Bogu nie zrobili z nich
      również złego. A ci, którzy
      chodzą na mszę, to samo. A cham w zielonej koszuli
      i pod zielonym krawatem w ogóle nie wie, jakie są
      te trzy kolory: ĄJestem
      Lombardczykiem!E. On chciałby nas cofnąć do czasu
      wojen pomiędzy Florencją a Sieną. W rezultacie
      włoskie flagi widać dziś
      tylko na olimpiadzie, jeżeli przypadkiem uda się
      zdobyć jakiś medal. Co gorsza, widać je na
      stadionach podczas
      międzypaństwowych meczów piłkarskich. Jest to
      zresztą również jedyna okazja, żeby usłyszeć
      okrzyki: ĄItalia! Italia!E.

      Ech! Istnieje duża różnica pomiędzy krajem, w
      którym flagą Ojczyzny wymachują tylko chuligani na
      stadionie, a krajem, w
      którym powiewa nią cały naród. Na przykład
      niepokorni robotnicy, którzy drążą zgliszcza, żeby
      wydobyć jakieś ucho czy nos
      ludzi zamordowanych przez synów Allaha. Lub po to,
      żeby zebrać tę zmieloną kawę.

      Mój drogi, to fakt, że Ameryka jest szczególnym
      krajem. Krajem, któremu można pozazdrościć rzeczy
      niemających nic
      wspólnego z bogactwem. Dlatego że powstał z
      potrzeby duszy, z potrzeby posiadania ojczyzny, a
      także z idei najbardziej
      wzniosłej, jaką kiedykolwiek pomyślał człowiek: z
      idei wolności, i to splecionej z ideą równości. A
      także dlatego, że w tamtych
      czasach idea wolności wcale nie była modna. Idea
      równości również. O takich rzeczach mówili tylko
      niektórzy filozofowie
      oświecenia. Takie koncepty można było znaleźć
      tylko w kosztownym tomiszczu w odcinkach nazywanym
      Encyklopedią. I
      oprócz pisarzy i innych intelektualistów, oprócz
      książąt i jaśniepanów, którzy mieli pieniądze,
      żeby kupić to tomiszcze lub
      książki, które zainspirowały jego autorów, kto
      miał pojęcie o oświeceniu? Tym nie można było
      napełnić brzucha! O oświeceniu
      nie mówili nawet francuscy rewolucjoniści, a poza
      tym rewolucja francuska miała wybuchnąć w 1789
      roku, czyli trzynaście lat
      po rewolucji amerykańskiej, która wybuchła w roku
      1776. (To inny szczegół, o którym anty-Amerykanie
      z gatunku
      dobrze-im-tak nie wiedzą albo udają, że
      zapomnieli. Obłudnicy).

      To kraj szczególny, kraj godny zazdrości, również
      dlatego, że ta idea została zrozumiana przez
      rolników, nierzadko
      analfabetów, w każdym razie ludzi
      niewykształconych. Rolników z kolonii
      amerykańskich. I dlatego że została zrealizowana
      przez małą grupę nadzwyczajnych liderów: przez
      ludzi wielkiej kultury i wielkiej wartości. The
      Founding Fathers, Ojców
      Założycieli. Ale czy masz pojęcie, kim byli
      Ojcowie Założyciele, Franklinowie, Jeffersonowie,
      Paineíowie, Adamsowie,
      Washingtonowie i im podobni? To nie adwokaciny
      (jak słusznie nazywał ich Vittorio Alfieri),
      uczestnicy rewolucji francuskiej!
      [Vittorio Alfieri - XVIII-wieczny pisarz włoski -
      red.]. To nie ponurzy i histeryczni kaci Terroru,
      to nie Marat, Danton,
      Saint-Just, Robespierre! Ojcowie Założyciele byli
      ludźmi, którzy grekę i łacinę znali tak jak włoscy
      nauczyciele greki i łaciny
      (o ile tacy jeszcze istnieją) nigdy się nie
      nauczą. Ludzie, którzy po grecku czytali
      Arystotelesa i Platona, po łacinie czytali
      Senekę i Cycerona, którzy zasady demokracji
      greckiej zgłębili tak, jak w moich czasach nawet
      marksiści nie przestudiowali
      teorii nadbudowy. (Zakładając, że w ogóle ją
      studiowali). Jefferson znał również włoski
      (nazywał go toskańskim). Po włosku
      mówił i pisał bardzo swobodnie. I razem z dwoma
      tysiącami szczepów winnych i tysiącem szczepów
      drzew oliwnych oraz
      papierem nutowym, którego w Wirginii brakowało, w
      1774 roku florentczyk Filippo Mazzei przywiózł mu
      kilka egzemplarzy
      książki napisanej przez niejakiego Cesare
      Beccarię, zatytułowanej ĄO przestępstwach i
      karachE [Cesare Beccaria -
      XVIII-wieczny prawnik i ekonomista włoski - red.].
      Co do samouka Franklina, był geniuszem. Uczony,
      drukarz, wydawca,
      pisarz, dziennikarz, polityk, wynalazca. W 1752
      roku odkrył elektryczną naturę pioruna i wynalazł
      piorunochron. To niemało.
      I to razem z tymi nadzwyczajnymi liderami, z tymi
      wartościowymi ludźmi, rolnicy analfabeci, w każdym
      razie ludzie
      niewykształceni, zbuntowali się w 1776 roku
      przeciw Anglii. Proklamowali wojnę o
      niepodległość, rewolucję amerykańską.





    • puls cd5 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 22:31
      Cóż... Pomimo użycia karabinów i prochu
      strzelniczego, pomimo ofiar, którymi przypłaca się
      każdą wojnę, nie popłynęły
      wówczas rzeki krwi tak charakterystyczne dla
      późniejszej rewolucji francuskiej. Nie użyli
      gilotyn i nie dokonali masakr, jakie
      znamy z Wandei. Przeprowadzili to za pomocą kartki
      papieru, która razem z duchową potrzebą posiadania
      ojczyzny
      urzeczywistniała wzniosłą ideę wolności, i to
      splecionej z równością - Deklaracji
      Niepodległości. ĄWe hold these truths to be
      self-evident...E (Uważamy następujące prawdy za
      oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi,
      że Stwórca obdarzył ich
      pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych
      praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania
      się o szczęście, że celem
      zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały spośród
      ludzi rządy...). I ta kartka papieru, którą -
      począwszy od rewolucji
      francuskiej - wszyscy lepiej lub gorzej
      skopiowaliśmy lub którą się inspirowaliśmy, wciąż
      jest kręgosłupem Ameryki.
      Żywotnym sokiem tego narodu. Czy wiesz dlaczego?
      Bo poddanych zmienia w obywateli. Bo plebejuszy
      zmienia w Naród. Bo
      ich zachęca, a wręcz nakazuje, by sami sobą
      rządzili, by wyrażali własne indywidualne różnice,
      by szukali własnego szczęścia.
      W przeciwieństwie do tego, co czynił komunizm,
      który zabraniał ludziom buntu, samorządności,
      swobody wypowiedzi,
      bogacenia się i zastąpił tradycyjnych królów Jego
      Wysokością Państwem. ĄKomunizm jest reżimem
      monarchicznym,
      monarchią starej daty. I jako taki obcina ludziom
      jaja. A człowiek bez jaj już nie jest człowiekiemE
      - mawiał mój ojciec.
      Mawiał również, że zamiast wywyższać plebejuszy,
      komunizm wszystkich zamieniał w plebs. Ze
      wszystkich robił zdechlaków.

      Cóż, moim zdaniem Ameryka wywyższa plebs. W
      Ameryce wszyscy są plebejuszami. Biali, czarni,
      żółci, brązowi, fioletowi,
      głupi, inteligentni, biedni, bogaci. A
      największymi plebejuszami są bogacze. W większości
      przypadków, co za prostaki.
      Gruboskórni, chamscy. Od razu widać, że nie
      czytali podręczników savoir-vivreíu, że nigdy nie
      mieli nic wspólnego z
      wyrafinowaniem, dobrym gustem czy z
      sophistication. Pomimo pieniędzy, które trwonią na
      ubrania, są tak nieeleganccy, że w
      porównaniu z nimi nawet królowa Anglii wydaje się
      szykowna. Ale są wyzwoleni, do diabła. A na tym
      świecie nie ma nic
      silniejszego, potężniejszego od wyzwolonego
      plebsu. Zawsze połamiesz sobie rogi o Wyzwolony
      Plebs. A o Amerykę połamali
      już sobie rogi wszyscy. Anglicy, Niemcy,
      Meksykanie, Rosjanie, naziści, faszyści,
      komuniści. Jako ostatni połamali je sobie
      Wietnamczycy, którzy po swoim zwycięstwie musieli
      pójść z Amerykanami na układy, więc kiedy
      Wietnamczykom składa
      wizytę były prezydent Stanów Zjednoczonych, wydaje
      im się, że chwycili Pana Boga za nogi. ĄBienvenu,
      Monsieur le
      President, bienvenu!E. Problem w tym, że
      Wietnamczycy nie modlą się do Allaha. A z dziećmi
      Allaha przeprawa będzie
      ciężka. Bardzo długa i bardzo ciężka. Chyba że
      reszta Zachodu przestanie robić pod siebie. I
      zreflektuje się, i udzieli Ameryce
      pomocy.

      Nie mówię, rzecz jasna, do hien, które się cieszą
      na widok zgliszcz i rechocą: ĄDobrze-tak-
      Amerykanom-dobrze-im-takE.
      Mówię do osób, które choć nie są głupie i złe,
      wciąż jeszcze bujają w ostrożności i
      wątpliwościach. Do nich mówię: Ludzie,
      obudźcie się! Zahukani przez strach, nieskłonni
      płynąć pod prąd, czyli ściągnąć na siebie
      oskarżenie o rasizm (słowo zresztą
      niewłaściwe, ponieważ tu nie chodzi o rasę, lecz o
      religię), nie rozumiecie lub nie chcecie
      zrozumieć, że właśnie się toczy
      Krucjata, tyle że na odwrót. Przyzwyczajeni do
      podwójnej gry, zaślepieni krótkowzrocznością nie
      rozumiecie lub nie chcecie
      zrozumieć, że właśnie toczy się wojna religijna.
      Której chce i którą wypowiada być może tylko odłam
      tamtej religii, lecz i tak
      jest to wojna religijna. Wojna, którą oni nazywają
      dżihad. Święta Wojna. Wojna, której celem być może
      nie jest zdobycie
      naszych terytoriów, lecz której celem z pewnością
      jest podbój naszych dusz. Unicestwienie naszej
      wolności i naszej cywilizacji.
      Zniszczenie naszego sposobu życia i śmierci,
      naszego sposobu modlenia się lub niemodlenia,
      naszego sposobu jedzenia, picia,
      ubierania, rozrywki i przekazu informacji... Nie
      rozumiecie albo nie chcecie zrozumieć, że jeśli
      się nie przeciwstawimy, jeśli
      nie będziemy się bronić, walczyć, to dżihad
      zwycięży. I zniszczy świat, który lepiej lub
      gorzej udało się nam zbudować,
      zmienić, ulepszyć, uczynić nieco bardziej
      inteligentnym, czyli mniej bigoteryjnym lub
      całkowicie wolnym od bigoterii. I tym
      samym zniszczy naszą kulturę, naszą sztukę, naukę,
      moralność, nasze wartości, nasze przyjemności...
      Jezu! Czy nie zdajecie
      sobie sprawy, że ludzie tacy jak Osama ben Laden
      czują się uprawnieni do tego, żeby zabijać was i
      wasze dzieci tylko dlatego,
      że pijecie wino lub piwo, że nie nosicie długiej
      brody albo czarczafu, chodzicie do teatru i kina,
      słuchacie muzyki i śpiewacie
      piosenki, dlatego że tańczycie w dyskotekach albo
      we własnym domu, bo oglądacie telewizję, nosicie
      minispódniczki albo
      krótkie skarpetki, bo w morzu albo w basenie
      stoicie nago lub prawie, bo pieprzycie się, kiedy
      macie ochotę, gdzie macie
      ochotę i z kim macie ochotę? Nawet to was nie
      obchodzi, idioci? Dzięki Bogu jestem ateistką. I
      nie mam najmniejszego zamiaru
      dać się zabić za to, że jestem, jaka jestem.



      • puls cd6 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie__ 25.08.03, 22:33
        Od dwudziestu lat to mówię, od dwudziestu lat. W
        miarę łagodnie, bez tej pasji, dwadzieścia lat
        temu napisałam o tym artykuł
        do ĄCorriere della SeraE. Był to artykuł osoby
        przyzwyczajonej do koegzystencji ze wszystkimi
        rasami i ze wszystkimi
        wyznaniami, obywatelki przyzwyczajonej do
        zwalczania wszelkich faszyzmów i wszelkich
        nietolerancji, laika, dla którego nie
        istnieją tabu. Lecz był to również artykuł osoby
        oburzonej na wszystkich, którzy nie czuli smrodu
        zbliżającej się Świętej
        Wojny, wojny, która dzieciom Allaha wybaczała aż
        nazbyt wiele. Dwadzieścia lat temu przeprowadziłam
        mniej więcej takie
        rozumowanie. ĄJaki sens ma szacunek dla kogoś, kto
        nas nie szanuje? Jaki jest sens bronić ich kultury
        lub ambicji posiadania
        kultury, skoro oni pogardzają naszą? Ja chcę
        bronić naszej i informuję was, że wolę Dantego
        Alighieri od Omara ChajjamaE
        [perskiego poety, matematyka i filozofa, żyjącego
        na przełomie XI i XII w. - red.]. Rozstąpiła się
        ziemia. ĄRasistka!
        Rasistka!E. Prawie mnie ukrzyżowali, i to wciąż ci
        sami rzecznicy postępu (w tamtych czasach nazywali
        się komunistami).
        Zresztą ta obelga spotkała mnie również wtedy, gdy
        Sowieci najechali na Afganistan. Pamiętasz tych
        brodaczy w burnusach i
        turbanach, którzy za każdym naciśnięciem cyngla
        wykrzykiwali pochwały Pana? ĄAllah akbar! Allah
        akbar!E. Ja pamiętam ich
        dobrze. A kiedy tak kojarzyli słowo ĄBógE z
        naciskaniem cyngla, przechodziły mnie dreszcze.
        Wydawało mi się, że to
        średniowiecze, i mówiłam: ĄSowieci są, jacy są.
        Ale trzeba przyznać, że prowadząc tę wojnę, bronią
        również nas. I jestem im
        wdzięcznaE. Znów rozstąpiła się ziemia. ĄRasistka!
        Rasistka!E. W swoim zaślepieniu nie chcieli nawet
        słuchać, jak mówiłam o
        potwornościach, które synowie Allaha popełniali na
        jeńcach wojennych. (Odcinali im ręce i nogi,
        pamiętasz? Przyjemność,
        której się dopuszczali już w Libanie na jeńcach
        chrześcijańskich i żydowskich). Nie chcieli, żebym
        o tym mówiła, nie. I tylko
        po to, żeby uchodzić za ludzi postępu, bili brawo
        Amerykanom ogłupiałym ze strachu przed Związkiem
        Radzieckim i
        szpikowali bronią bohaterski-naród-afgański.
        Szkolili brodaczy, a razem z brodaczami
        superbrodacza Osamę ben Ladena.
        Rosjanie-precz-z-Afganistaaaanu! Rosjanie-muszą-
        opuścić-Afganistaaaan! No i Rosjanie poszli sobie
        z Afganistanu: i co, już
        wszystko w porządku? I brodacze superbrodacza
        Osamy ben Ladena przybyli z Afganistanu do Nowego
        Jorku, razem z
        ogolonymi Syryjczykami Egipcjanami Irakijczykami
        Libańczykami Palestyńczykami Saudyjczykami, którzy
        złożyli się na
        bandę dziewiętnastu zidentyfikowanych kamikadze:
        już wszystko w porządku? Gorzej: teraz dyskutuje
        się nad bliskim atakiem,
        który uderzy w nas bronią chemiczną, biologiczną,
        radioaktywną, nuklearną. Mówi się, że nowa rzeź
        jest nieunikniona,
        ponieważ Irak dostarcza im materiału. Mówi się o
        szczepieniach, o maskach gazowych, o dżumie. W
        powietrzu wisi pytanie,
        kiedy to nastąpi... Już wszystko w porządku?

        Niektórzy nie są ani zadowoleni, ani
        niezadowoleni. Nie obchodzi ich to. Ameryka jest
        przecież daleko, między Europą a
        Ameryką jest ocean... O nie, moi drodzy. Nie. Jest
        strużka wody. Ponieważ kiedy gra toczy się o los
        Zachodu, o przetrwanie
        naszej cywilizacji, to Nowym Jorkiem jesteśmy my
        sami. Ameryka to my. My, Włosi, my, Francuzi, my,
        Anglicy, my,
        Niemcy, my, Austriacy, my, Węgrzy, my, Słowacy,
        my, Polacy, my, Skandynawowie, my, Belgowie, my,
        Hiszpanie, my,
        Grecy, my, Portugalczycy. Jeśli runie Ameryka,
        runie Europa. Kiedy runie Zachód, runiemy my. I to
        nie tylko w znaczeniu
        finansowym, czyli w tym, który chyba najbardziej
        was martwi. (Kiedyś, kiedy byłam młoda i naiwna,
        powiedziałam do
        Arthura Millera: ĄAmerykanie mierzą wszystko
        pieniędzmi, myślą tylko o pieniądzachE. Arthur
        Miller odpowiedział: ĄA wy
        nie?E). Upadniemy we wszystkich znaczeniach, mój
        drogi. I na miejscu dzwonów zobaczymy muezinów,
        zamiast
        minispódniczek będziemy nosili czarczafy, zamiast
        koniaku będziemy pili wielbłądzie mleko. To
        również do was nie
        przemawia? Nawet tego nie chcecie zrozumieć?!?
        Blair zrozumiał. Przyleciał tutaj i przywiózł, a
        raczej odnowił wobec Busha
        zapewnienie o solidarności Anglików. Solidarności
        wyrażonej nie gadulstwem i zawodzeniem -
        solidarności, która polega na
        polowaniu na terrorystów i na wojskowym sojuszu.
        Chirac tego nie zrobił. Jak wiesz, w ubiegłym
        tygodniu był tutaj z wizytą
        oficjalną.

        Wizytą planowaną od dawna, nie wizyta ad hoc.
        Zobaczył zgliszcza obu wież, dowiedział się, że
        liczby ofiar nie da się ustalić, a
        raczej wypowiedzieć, ale to nie wyprowadziło go z
        równowagi. Podczas wywiadu, którego udzielił CNN,
        moja przyjaciółka
        Cristiana Amanpour cztery razy zadała mu pytanie,
        w jaki sposób i w jakim stopniu zamierza wystąpić
        przeciw temu
        dżihadowi, i czterokrotnie Chirac uniknął
        odpowiedzi. Wywinął się jak węgorz. Chciało się
        krzyczeć: ĄMonsieur le President!
        Czy pamięta Pan desant w Normandii? Czy Pan wie,
        ilu Amerykanów poległo w Normandii, żeby wyrzucić
        nazistów również z
        Francji?E. Wyłączając Blaira, również wśród
        pozostałych Europejczyków nie widzę zresztą
        żadnego Ryszarda Lwie Serce. A
        przede wszystkim we Włoszech, gdzie rząd nie
        zidentyfikował, czyli nie aresztował, żadnego
        wspólnika lub podejrzanego o
        wspólnictwo z Osamą ben Ladenem. Na Boga, Szanowny
        Panie Premierze! Pomimo strachu przed wojną w
        każdym kraju
        Europy został wskazany i aresztowany jakiś
        wspólnik Osamy ben Ladena. We Francji, w
        Niemczech, Anglii, Hiszpanii... Ale
        we Włoszech, gdzie meczety Mediolanu, Turynu i
        Rzymu roją się od łajdaków, którzy wznoszą hymny
        ku czci Osamy ben
        Ladena, od terrorystów, którzy tylko czekają, żeby
        wysadzić kopułę Bazyliki św. Piotra - nikt. Zero.
        Nic. Nikt. Proszę mi
        wytłumaczyć, Szanowny Panie Premierze: czy Pańscy
        policjanci i żandarmi są tak nieporadni? Pańskie
        służby specjalne są aż
        tak bardzo do dupy? Pańscy funkcjonariusze są aż
        tak głupi? I wszyscy synowie Allaha, którym
        udzielamy gościny, są tacy
        święci? Żaden z nich nie miał nic wspólnego z tym,
        co się wydarzyło i dzieje? A może boi się Pan, że
        za słuszne dochodzenie,
        za odnalezienie i aresztowanie tych, których
        dotychczas nie znaleźliście i nie aresztowaliście,
        grozi Panu tradycyjne oskarżenie:
        ĄRasista! Rasista!E? Ja, jak Pan widzi, nie.





        • puls cd7 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie__ 25.08.03, 22:34
          Jezu! Nie odmawiam nikomu prawa do strachu. Tylko
          kretyn nie boi się wojny. A ci, którzy chcą
          pokazać, że nie boją się
          wojny - pisałam o tym już tysiąc razy - są
          kretynami i oszustami za jednym zamachem. Ale w
          Życiu i w Historii są przypadki,
          w których nie wolno się bać. Przypadki, w których
          bać się jest niemoralnie i nieobywatelsko. A ci,
          którzy z powodu słabości
          lub braku odwagi lub siłą nawyku chcą pozostać
          pośrodku i w ten sposób uniknąć tragedii, wydają
          mi się masochistami.

          Właśnie tak, masochistami. Dlaczego mówimy o tym,
          co ty nazywasz ĄRóżnicami-pomiędzy-dwiema-
          KulturamiE? Cóż, jeśli
          naprawdę chcesz wiedzieć, irytuje mnie nawet
          mówienie o dwóch kulturach, to, że stawia się je
          na jednym poziomie, jak gdyby
          to były dwie równoległe rzeczywistości, podobnej
          wagi i miary. Ponieważ za naszą cywilizacją stoi
          Homer, Sokrates, Platon,
          Arystoteles, Fidiasz, na Boga. Jest starożytna
          Grecja ze swoim Partenonem i ze swoim odkryciem
          Demokracji. Jest starożytny
          Rzym ze swoją potęgą, ze swoimi prawami, ze swoim
          pojęciem Prawa. Jego rzeźby, jego literatura,
          architektura. Jego pałace i
          jego amfiteatry, jego akwedukty i mosty, jego
          drogi. Jest rewolucjonista, ten Chrystus, który
          umarł na krzyżu, który nas uczył
          (a jeśli się nie nauczyliśmy, to trudno!) takich
          pojęć jak miłość i sprawiedliwość. Jest Kościół,
          który, zgoda, sprezentował mi
          inkwizycję. Który mnie torturował i spalił tysiąc
          razy na stosie, zgoda. Który przez wieki mnie
          prześladował, przez wieki
          zmuszał mnie, by rzeźbić i malować jedynie
          Chrystusy i Madonny, który prawie zamordował mi
          Galileusza. Upokorzył mi go,
          zagłuszył. Ale miał również swój wielki wkład w
          Historię Myśli: tak czy nie? Za naszą cywilizacją
          jest jeszcze renesans. Jest
          Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael, jest
          muzyka Bacha, Mozarta, Beethovena. I tak dalej, aż
          po Rossiniego, Donizettiego,
          Verdiego and Company. Ta muzyka, bez której nie
          potrafimy żyć, a która w ich kulturze albo w ich
          ambicji posiadania kultury
          jest zakazana. Biada, jeśli zanucisz piosenkę albo
          zaintonujesz chór z ĄNabuchodonozoraE [Verdiego].
          I wreszcie, na Boga, jest
          nauka. Nauka, która zrozumiała wiele chorób i
          terapii. Ja jeszcze żyję, na razie, dzięki naszej
          nauce - nie dzięki nauce
          Mahometa. Nauka, która wymyśliła cudowne maszyny.
          Pociąg, samochód, samolot, statki kosmiczne,
          którymi polecieliśmy na
          Księżyc i na Marsa, i niebawem polecimy Bóg
          jeszcze wie dokąd. Nauka, która zmieniła oblicze
          tej planety dzięki wynalezieniu
          elektryczności, radia, telefonu, telewizji.
          Prawda, że kapłani lewicy nie chcą przyznać tego,
          co przed chwilą powiedziałam?
          Boże, co za kutasy! Nigdy się nie zmienią. I oto
          nieuchronne pytanie: a co jest za tą drugą
          kulturą?

          Ba! Szukaj sobie, jak chcesz, ale ja znajduję
          tylko Mahometa z jego Koranem i Awerroesa z jego
          zasługami uczonego
          (komentarze do Arystotelesa i tak dalej). Arafat
          znajduje również cyfry i matematykę. Znów
          wrzeszcząc na mnie i zalewając
          mnie śliną, powiedział mi w 1972 roku, że jego
          kultura jest wyższa od mojej, o wiele wyższa od
          mojej, ponieważ jego
          przodkowie wymyślili cyfry i matematykę. Ale
          Arafat ma krótką pamięć. Dlatego zmienia zdanie i
          przeczy sobie co pięć
          minut. Jego przodkowie nie wymyślili cyfr ani
          matematyki. Wymyślili zapis cyfr, który również
          my, niewierni, stosujemy, a
          matematyka została wymyślona prawie równocześnie
          przez wszystkie starożytne cywilizacje. W
          Mezopotamii, Grecji, Indiach,
          Chinach, Egipcie, wśród Majów... Pańscy
          przodkowie, Wielmożny Panie Arafat, pozostawili
          nam tylko nieco pięknych
          meczetów i jedną książkę, którą od tysiąca
          czterystu lat jej wyznawcy zawracają mi dupę
          bardziej niż chrześcijanie swoją
          Biblią, a Żydzi swoją Torą. Zobaczmy więc, jakie
          zalety wyróżniają ten Koran. Czy są to naprawdę
          zalety? Od kiedy synowie
          Allaha prawie zniszczyli Nowy Jork, znawcy islamu
          nie robią nic innego, tylko wychwalają mi
          Mahometa: tłumaczą, że Koran
          naucza pokoju, braterstwa i sprawiedliwości.
          (Zresztą mówi to również Bush, biedny Bush. I to
          jest zrozumiałe, że Bush musi
          zadowolić dwadzieścia cztery miliony amerykańskich
          muzułmanów, przekonać ich, żeby powiedzieli to, co
          wiedzą o
          ewentualnych krewnych, przyjaciołach albo
          znajomych powiązanych z Osamą ben Ladenem). Lecz
          wówczas co zrobimy z
          zasadą oko-za-oko-ząb-za-ząb? Co zrobimy ze sprawą
          czarczafów, a raczej woalu, który zakrywa twarz
          muzułmanek? By
          spojrzeć na bliźniego, muszą, nieszczęsne, patrzeć
          przez gęstą siatkę umieszczoną na wysokości oczu.
          Co zrobimy z poligamią i
          zasadą, wedle której kobiety mają być warte mniej
          od wielbłądów, nie powinny chodzić do szkoły, nie
          powinny chodzić do
          lekarza, nie powinny robić sobie zdjęć i tak
          dalej? Co zrobimy z zakazem picia alkoholu i karą
          śmierci dla tych, którzy zakaz
          ten łamią? To również jest w Koranie. A nie wydaje
          mi się to wcale tak sprawiedliwe, tak braterskie,
          tak pokojowe.




          • puls : cd8 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie__ 25.08.03, 22:38
            Oto zatem moja odpowiedź na twoje pytanie o
            Różnice-pomiędzy-dwiema-Kulturami. Na świecie jest
            miejsce dla wszystkich,
            tak twierdzę. We własnym domu każdy robi, co chce.
            I jeśli w niektórych krajach kobiety są tak
            głupie, że godzą się na
            czarczaf, czyli woal, i patrzą przez gęstą siatkę
            umieszczoną na wysokości oczu, tym gorzej dla
            nich. Jeśli godzą się nie chodzić
            do szkoły, nie chodzić do lekarza, nie robić sobie
            zdjęć i tak dalej, tym gorzej dla nich. Jeżeli ich
            mężczyźni są tak tępi, że nie
            piją piwa i wina, jak wyżej. Ja im tego nie
            zabronię. Jeszcze czego! Zostałam wychowana w
            poczuciu wolności, a moja mama
            mówiła: ĄŚwiat jest piękny, ponieważ jest
            różnorodnyE. Lecz jeśli zamierzają narzucić mi to
            samo w moim domu... A
            zamierzają. Osama ben Laden twierdzi, że cała
            planeta Ziemia musi się stać muzułmańska, że
            musimy nawrócić się na islam, że
            po dobroci albo pod przymusem nas nawróci, że w
            tym celu nas masakruje i w dalszym ciągu będzie
            nas masakrował. I to nie
            może się nam podobać, nie. To musi nam narzucić
            silną wolę odwrócenia ról, zabicia jego. Jednak ta
            rzecz się nie rozstrzygnie,
            nie wyczerpie wraz ze śmiercią Osamy ben Ladena.
            Ponieważ Osamów ben Ladenów są już dziesiątki
            tysięcy, i to nie tylko w
            Afganistanie czy innych krajach arabskich. Są
            wszędzie, a najbardziej zaciekli są właśnie na
            Zachodzie. W naszych miastach, na
            naszych ulicach, na naszych uniwersytetach, w
            ośrodkach badań nad technologią. Nad tą
            technologią, którą każdy głupek może
            się posługiwać. Krucjata trwa już od dawna. I
            działa jak szwajcarski zegarek, podtrzymywana
            przez wiarę i perfidię
            porównywalną jedynie z wiarą i perfidią
            Torquemady, kiedy był zwierzchnikiem inkwizycji. W
            istocie, pertraktować z nimi
            jest rzeczą niemożliwą. Dyskutować - nie do
            pomyślenia. Traktować ich z wyrozumiałością,
            tolerancją lub nadzieją jest
            samobójstwem. A kto myśli inaczej, jest naiwny.

            Osoba, która to mówi, wystarczająco dobrze poznała
            ten rodzaj fanatyzmu w Iranie, Pakistanie,
            Bangladeszu, Arabii
            Saudyjskiej, Kuwejcie, Libii, Jordanii, Libanie i
            we własnym domu. Czyli we Włoszech. Poznała go
            również poprzez epizody
            trywialne, wręcz groteskowe, zebrała zatrważające
            dowody na jego istnienie. Nigdy nie zapominam
            tego, co przydarzyło mi się
            w Ambasadzie Iranu w Rzymie, kiedy wystąpiłam o
            wizę do Teheranu, żeby przeprowadzić wywiad z
            Chomeinim, i przyszłam
            z paznokciami pomalowanymi na czerwono. Dla nich
            był to znak rozwiązłości. Potraktowali mnie jak
            prostytutkę, którą trzeba
            spalić na stosie. Kazali mi natychmiast usunąć
            lakier. I gdybym nie powiedziała im, a raczej nie
            wywrzeszczała, co ja
            najchętniej bym im usunęła, a raczej obcięła...
            Nie zapominam również tego, co przytrafiło mi się
            w Kom, świętym mieście
            Chomeiniego, gdzie jako kobieta nie zostałam
            przyjęta w żadnym hotelu. Żeby przeprowadzić
            wywiad z Chomeinim, musiałam
            włożyć czarczaf, żeby włożyć czarczaf, musiałam
            zdjąć dżinsy, żeby zdjąć dżinsy, musiałam się
            oddalić. Oczywiście mogłam się
            przebrać w samochodzie, którym przyjechałam z
            Teheranu, ale powstrzymał mnie tłumacz. - Pani-
            jest-szalona,
            pani-jest-szalona, za-coś-takiego-w-Kom-się-
            rozstrzeliwuje. Wolał mnie zawieźć do byłego
            pałacu królewskiego, gdzie jakiś
            litościwy stróż wpuścił nas i wynajął byłą salę
            tronową. Rzeczywiście, czułam się jak Madonna,
            która po to, żeby wydać na
            świat Dzieciątko Jezus, schroniła się razem z
            Józefem w stajni ogrzewanej przez osła i wołu.
            Lecz mężczyźnie i kobiecie bez
            ślubu Koran zabrania zostawać za zamkniętymi
            drzwiami, broń Boże, i w pewnej chwili drzwi się
            otworzyły. Mułła
            odpowiedzialny za przestrzeganie Moralności
            wtargnął, wrzeszcząc: wstyd-wstyd, grzech-grzech,
            i był tylko jeden sposób,
            żebyśmy nie zostali rozstrzelani - wziąć ślub.
            Podpisać czasowy akt małżeństwa (cztery miesiące),
            którym mułła wymachiwał
            nam przed nosami. Problem w tym, że tłumacz miał
            żonę Hiszpankę, niejaką Consuelo, wcale nieskłonną
            do tego, by zgodzić
            się na poligamię, a ja nie chciałam wychodzić za
            mąż. A cóż dopiero za Irańczyka ożenionego z
            Hiszpanką, w żadnym razie
            nieskłonną do tego, by zgodzić się na poligamię.
            Ale przecież nie chciałam zostać rozstrzelana, a
            tym samym stracić wywiad z
            Chomeinim. Rozstrzygałam w sobie właśnie ten
            dylemat, aż...

            Pewnie się śmiejesz. Myślisz, że to dowcip. A więc
            dalszego ciągu ci nie opowiem. Żeby doprowadzić
            cię do łez, opowiem ci o
            dwunastu nieczystych chłopcach, których po
            zakończeniu wojny w Bangladeszu [rok 1971 - red.]
            zamordowano w Dakce.
            Zabili ich na boisku stadionu w Dakce uderzeniami
            bagnetów w pierś i w brzuch w obecności dwudziestu
            tysięcy wiernych,
            którzy z trybun bili brawo w imię Boga. ĄAllah
            akbar, Allah akbarE, krzyczeli. Wiem, wiem: w
            Koloseum starożytni
            Rzymianie, ci Rzymianie, z których moja kultura
            jest tak dumna, dla zabawy patrzyli, jak lwy
            posilały się chrześcijanami.
            Wiem, wiem: we wszystkich krajach Europy
            chrześcijanie, ci chrześcijanie, których wkład w
            Historię Myśli uznaję pomimo
            mojego ateizmu, bawili się, patrząc na płonących
            heretyków. Ale minęło sporo czasu, trochę się
            ucywilizowaliśmy i również
            dzieci Allaha powinny zrozumieć, że pewnych rzeczy
            się nie robi. Po dwunastu nieczystych chłopcach
            zamordowali dziecko,
            które chcąc uratować brata skazanego na śmierć,
            rzuciło się na oprawców. Zmiażdżyli mu głowę
            wojskowymi buciorami. A
            jeśli nie wierzysz, cóż: przeczytaj sobie moją
            kronikę albo kronikę dziennikarzy francuskich lub
            i niemieckich, którzy byli tam
            ze mną przerażeni tak samo jak ja. Albo jeszcze
            lepiej popatrz sobie na zdjęcia, które wykonał
            jeden z nich. W każdym razie
            nie to chcę podkreślić. Chciałam powiedzieć, że po
            tej masakrze dwadzieścia tysięcy wiernych (w tym
            wiele kobiet) zeszło z
            trybun na boisko. Nie chaotycznie, bez ładu, nie.
            W sposób uporządkowany, ceremonialny. Powoli
            sformowali pochód i w imię
            Boga przeszli po zwłokach, wciąż krzycząc ĄAllah
            akbar, Allah akbarE. Zniszczyli ich tak samo jak
            te dwie nowojorskie
            wieże. Przerobili ich na krwawy dywan ze
            sproszkowanych kości.




            • puls cd9 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie 25.08.03, 22:39
              Ach, mogłabym tak w nieskończoność. Mówić ci o
              rzeczach, o których nikt nigdy nie mówił, sprawić,
              że włosy zjeżyłyby ci się
              na głowie. Na przykład o tym zdziecinniałym
              Chomeinim, który po wywiadzie wygłosił w Kom
              przemówienie, oświadczając,
              że oskarżałam go o obcinanie kobietom piersi. Z
              tego wiecu nakręcił relację, która przez wiele
              miesięcy była pokazywana przez
              telewizję w Teheranie, i kiedy następnego roku
              wróciłam do Teheranu, zostałam aresztowana od razu
              na lotnisku. I wyglądało
              to źle, naprawdę źle. Był to okres, kiedy
              przetrzymywano tam amerykańskich zakładników...
              Mogłabym ci opowiedzieć o tym
              Mujiburze Rahmanie [pierwszym premierze
              niepodległego Bangladeszu - red.], który, wciąż w
              Dakce, nakazał swoim
              bojownikom zlikwidować mnie jako niebezpieczną
              Europejkę, ale na szczęście, ryzykując własne
              życie, uratował mnie angielski
              pułkownik. Lub o tym Palestyńczyku o imieniu
              Habash, który kazał trzymać karabin przystawiony
              do mojej głowy przez
              dwadzieścia minut. Boże, co to za ludzie!
              Jedynymi, z którymi miałam cywilizowany kontakt,
              pozostają biedny Ali Bhutto,
              premier Pakistanu, którego powieszono za przyjaźń
              z Zachodem, i wspaniały król Jordanii Husajn. Ale
              ci dwaj byli
              muzułmanami w takim samym stopniu, w jakim ja
              jestem katoliczką. W każdym razie powiem ci, jaki
              jest wniosek z tego
              mojego rozumowania. Wniosek, który wielu osobom
              się nie spodoba, jako że we Włoszech obrona
              własnej kultury stała się
              grzechem śmiertelnym. I jako że w obawie przed
              nieadekwatną zresztą etykietką ĄrasistyE wszyscy
              siedzą cicho jak mysz pod
              miotłą.

              Ja nie stawiam namiotów przed Mekką. Nie śpiewam
              ĄOjcze naszE ani ĄZdrowaś MarioE nad grobem
              Mahometa. Nie siusiam
              na marmury ich meczetów, nie robię kupy u stóp ich
              minaretów. Kiedy jestem w ich krajach (co nigdy
              mnie nie napawa
              rozkoszą), nie zapominam, że jestem gościem i
              cudzoziemką. Uważam, żeby ich nie obrazić strojem,
              gestami lub zachowaniem,
              które dla nas są normalne, a dla nich nie do
              przyjęcia. Odnoszę się do nich z należnym
              szacunkiem, z należną uprzejmością,
              przepraszam, kiedy przez nieuwagę lub niewiedzę
              złamię jakąś ich regułę albo wierzenie. I ten
              wrzask bólu i oburzenia
              wypisałam ci, mając przed oczami obrazki, które
              nie zawsze pokazywały aż tak apokaliptyczne sceny
              jak te, od których
              zaczęłam. Czasami zamiast nich widziałam obrazek
              dla mnie symboliczny (a więc doprowadzający do
              wściekłości) jak ten
              wielki namiot, którym latem zeszłego roku
              somalijscy muzułmanie znieważyli i obsrali, i
              spotwarzyli na trzy miesiące plac
              przed katedrą we Florencji. W moim mieście.

              Namiot wzniesiony po to, żeby potępić, oskarżyć,
              obrazić rząd włoski, który udzielił im gościny,
              lecz nie wystawił im
              dokumentów niezbędnych, żeby się rozbiec po całej
              Europie, i nie pozwolił im przywieźć do Włoch hord
              krewnych. Mamuś,
              tatusiów, braci, sióstr, wujków, cioć, kuzynów,
              szwagierek w ciąży, a nawet dalszych krewnych.
              Namiot postawiony obok
              pięknego pałacu arcybiskupów - na jego podeście
              stawiali buty i kapcie, które we własnych krajach
              pozostawiali poza
              meczetami. A razem z butami i kapciami puste
              butelki po wodzie, którą myli sobie nogi przed
              modlitwą. Namiot postawiony
              przed katedrą z kopułą Brunelleschiego, obok
              baptysterium ze złotymi drzwiami Ghibertiego.
              Wreszcie namiot urządzony jak
              kiczowaty apartamencik: krzesła, stoliki,
              szezlongi, materace do spania i do pieprzenia się,
              kuchenki do gotowania jedzenia i
              zatruwania placu dymem i smrodem. I - dzięki
              tradycyjnej nieświadomości Enelu [instytucji
              odpowiedzialnej za dostawy prądu
              - red.], który o nasze dzieła sztuki dba tak samo
              jak o krajobraz - podłączony do elektryczności.
              Dzięki radiomagnetofonowi
              ozdobiony wyciem muezina, który punktualnie
              napominał wiernych, zagłuszał niewiernych i tłumił
              bicie dzwonów. A do tego
              żółte strugi moczu, które bezcześciły marmury
              baptysterium. (Cholera! Ale mają zasięg ci synowie
              Allaha! Jak to możliwe,
              żeby trafić w obiekt oddzielony ogrodzeniem,
              oddalony o prawie dwa metry od ich narządów
              moczowych?). Żółte strugi
              uryny, smród gówna, które zagradzało wejście do
              kościoła San Salvatore al Vescovo - wspaniałego
              kościoła romańskiego (z
              1000 roku), który stoi na zapleczu placu
              katedralnego, a który synowie Allaha zamienili w
              sracz. Zresztą sam wiesz.

              Wiesz, bo przecież zadzwoniłam wtedy do ciebie i
              prosiłam, żebyś napisał o tym w ĄCorriereE.
              Pamiętasz? Zadzwoniłam
              również do burmistrza, który - to muszę mu
              przyznać - uprzejmie złożył mi wizytę. Wysłuchał
              mnie i przyznał mi rację. ĄMa
              pani rację, naprawdę...E. Ale namiotu nie usunął.
              Zapomniał albo nie wiedział, jak to zrobić.
              Zadzwoniłam również do
              ministra spraw zagranicznych, który jest
              florentczykiem, i to takim, który mówi z
              florenckim akcentem, i również jego w to
              wciągnęłam. I również on, jemu też muszę to oddać,
              mnie wysłuchał. Przyznał mi rację: ĄNo tak, ma
              pani racjęE. Ale nie
              ruszył palcem, żeby usunąć namiot, za to bardzo
              szybko spełnił żądania synów Allaha, którzy sikali
              na baptysterium i srali na
              kościół San Salvatore al Vescovo. (O ile wiem,
              tatusiowie, mamusie, bracia, siostry, wujkowie,
              ciocie, kuzyni, szwagierki w
              ciąży są teraz tam, gdzie chcieli - czyli we
              Florencji i w innych miastach europejskich). Zatem
              zmieniłam sposób działania.
              Zadzwoniłam do sympatycznego policjanta, który
              kieruje biurem bezpieczeństwa, i powiedziałam:
              ĄDrogi policjancie, nie
              jestem politykiem. Kiedy mówię, że coś zrobię, to
              znaczy, że zrobię. Ponadto znam wojnę i znam się
              na pewnych rzeczach.
              Jeśli do jutra nie usuniecie tego pieprzonego
              namiotu, spalę go. Jak słowo honoru - spalę i
              nawet regiment karabinierów mnie
              nie powstrzyma, i dlatego proszę mnie aresztować.
              Wsadzić do więzienia w kajdankach. Dzięki temu
              trafię do wszystkich
              gazetE. Cóż, ponieważ okazał się bardziej
              inteligentny od tych, z którymi poprzednio
              rozmawiałam, w ciągu kilku godzin
              namiot usunął. Na jego miejscu pozostała tylko
              ogromna i obrzydliwa plama wydzielin. Było to
              jednak pyrrusowe zwycięstwo.
              A to dlatego, że w żadnym stopniu nie wpłynęło na
              inne plagi, od lat trapiące i hańbiące miasto,
              które było stolicą sztuki,
              kultury i piękna, nie onieśmieliło w najmniejszym
              stopniu jej aroganckich gości: Albańczyków,
              Sudańczyków, Bengalczyków,
              Tunezyjczyków, Algierczyków, Pakistańczyków,
              Nigeryjczyków, którzy z takim zapałem włączają się
              w handel narkotykami i
              w prostytucję, czego prawdopodobnie Koran już nie
              zabrania. Ach, tak, są tam, gdzie byli, zanim mój
              policjant usunął namiot.
              Na placu przed Galerią Uffizi i u stóp Wieży
              Giotta. Przed Loggia dellíOrcagna, wokół Logge del
              Porcellino. Na wprost
              Biblioteki Narodowej, u wejścia do muzeów. Na
              Ponte Vecchio, gdzie co jakiś czas walczą na noże
              lub na pistolety. Na
              bulwarach nad Arno, gdzie żądali i uzyskali
              obietnicę, że władze miasta będą ich finansować
              (tak jest, moi państwo,
              finansować). Przed kościołem San Lorenzo, gdzie
              chleją wino, piwo i wódkę, obłudnicy, i gdzie
              obrażają kobiety. (W zeszłym
              roku jakieś obrzydlistwa kierowali również do
              mnie, która jestem już starą kobietą. I źle
              trafili. Och, jak źle trafili! Jeden z
              nich w dalszym ciągu opłakuje stan swoich
              genitaliów). Na zabytkowych ulicach, gdzie
              biwakują pod pretekstem handlu. Ich
              towar to torby i walizki skopiowane z modeli
              chronionych patentami, więc nielegalne, a także
              landszafty, ołówki, afrykańskie
              posążki, które bezmyślni turyści biorą za rzeźby
              Berniniego, rzeczy-do-wąchania. (ĄJe connais mes
              droitsE - znam swoje
              prawa, syknął mi jeden ze sprzedawców tych
              pachnideł). I biada, jeśli obywatel zaprotestuje,
              biada, jeśli odpowie:



    • puls cd10 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 22:41

      -------------------------------------------------------------------------------
      -
      I biada, jeśli obywatel zaprotestuje,
      biada, jeśli odpowie:
      korzystaj-sobie-z-tych-praw-we-własnym-domu.
      ĄRasista, rasista!E. Biada policjantowi, który
      zwróci takiemu uwagę: ĄPanie
      synu Allaha, Wasza Wysokość, czy mógłby pan się
      przesunąć o włos i pozwolić przejść innym
      ludziom?E. Zjedzą go żywcem.
      Rzucą się na niego z nożem. W najlepszym razie
      obrażą mu matkę i potomstwo. ĄRasista, rasista!E.
      I ludzie to znoszą z
      rezygnacją. Nie reagują nawet, jeśli im
      wywrzeszczysz to, co mój ojciec krzyczał w czasach
      faszyzmu: ĄA nic was już nie
      obchodzi godność? Nie macie ani trochę godności,
      barany?E.

      To samo dzieje się również w innych miastach,
      wiem. Na przykład w Turynie. W tym Turynie, który
      stworzył Włochy, a
      który nie wygląda już nawet na włoskie miasto.
      Wygląda jak Algier, Dakka, Nairobi, Damaszek,
      Bejrut. W Wenecji. W tej
      Wenecji, gdzie zamiast gołębi na placu Świętego
      Marka pojawiły się dywany z ĄtowaremE i nawet
      Otello poczułby się
      zażenowany. W Genui. W tej Genui, której wspaniałe
      pałace podziwiane swego czasu przez Rubensa
      zostały przez nich
      zawłaszczone i teraz niszczeją jak piękne
      zgwałcone kobiety. W Rzymie. W tym Rzymie, gdzie
      polityczny cynizm i polityczne
      oszustwa wszelkich odcieni zalecają się do nich w
      nadziei na przyszłe głosy i gdzie ich chroni sam
      Papież. (Dlaczego, w imię
      Jedynego Boga, nie zabierze ich Wasza
      Świątobliwość do Watykanu? Ale uwaga: pod
      warunkiem że nie osrają Kaplicy
      Sykstyńskiej, rzeźb Michała Anioła i fresków
      Rafaela). Teraz to ja czegoś tu nie rozumiem.
      Zamiast Ąsynami AllahaE we
      Włoszech są nazywani Ąpracownikami zagranicznymiE.
      Albo Ąpotrzebną-siłą-robocząE. I nie mam żadnych
      wątpliwości, że
      niektórzy z nich naprawdę pracują. Włosi stali się
      tak wielkopańscy. Spędzają wakacje na Seszelach,
      latają do Nowego Jorku po
      prześcieradła Bloomingdaleís. Wstydzą się być
      robotnikami i rolnikami i nie możesz już ich
      kojarzyć z proletariatem. Ale ci, o
      których teraz mówię, co to za robotnicy? Jaką
      wykonują pracę? W jaki sposób wypełniają
      zapotrzebowanie na siłę roboczą,
      której były proletariat włoski przestał
      dostarczać? Biwakując po miastach pod pretekstem
      handlu? Obijając się i szpecąc nasze
      zabytki? Modląc się pięć razy dziennie? Nie
      rozumiem jeszcze innej rzeczy. Jeśli naprawdę są
      tacy biedni, to kto im daje
      pieniądze na podróż statkiem lub pontonem do
      Włoch? Kto im daje po dziesięć milionów lirów (co
      najmniej) na bilet? Chyba
      nie Osama ben Laden, chyba nie po to, żeby
      wszczęli podbój, który nie jest tylko podbojem
      dusz, lecz również terytoriów?

      Cóż, jeśli to nawet nie on, to i tak warto się nad
      tym zastanowić. Jeśli nawet nasi goście są całkiem
      niewinni, jeśli nawet nie ma
      wśród nich nikogo, kto miałby ochotę zburzyć mi
      wieżę w Pizie albo Wieżę Giotta, kto chce nakazać
      mi, bym chodziła w
      czarczafie, kto chce mnie spalić na stosie nowej
      inkwizycji, to i tak ich obecność wprawia mnie w
      stan niepokoju. Wprawia
      mnie w zakłopotanie. I jeśli ktoś tę sprawę
      lekceważy albo podchodzi do niej z optymizmem,
      myli się. Popełnia błąd przede
      wszystkim ten, kto porównuje falę imigrantów,
      która przetacza się przez Włochy i przez Europę, z
      tą, która przetoczyła się
      przez Amerykę w drugiej połowie XIX i na początku
      XX stulecia. Powiem ci dlaczego.

      Niedawno usłyszałam zdanie wypowiedziane przez
      jednego z tysiąca premierów, którzy w ostatnich
      dziesięcioleciach
      przysporzyli Włochom chwały. ĄEch, mój wujek
      również był emigrantem! Pamiętam wujka, jak z
      płócienną walizeczką
      odpływał do Ameryki!E. Lub coś w tym rodzaju. O
      nie, mój drogi. Nie. To wcale nie to samo. I to z
      dwóch dość prostych
      powodów.

      Pierwszy to ten, że w drugiej połowie XIX wieku
      fala imigracji w Ameryce nie zrodziła się w sposób
      nieoficjalny i na
      warunkach podyktowanych przez jej inicjatora. To
      sami Amerykanie zachęcali do przyjazdu. Na mocy
      konkretnego aktu
      Kongresu. ĄPrzybywajcie, przybywajcie,
      potrzebujemy was. Kiedy przybędziecie, otrzymacie
      spory kawałek ziemiE.
      Nakręcili o tym nawet film, z Tomem Cruiseíem i
      Nicole Kidman, którego finał wywarł na mnie
      wrażenie. Scena z
      nieszczęśnikami, którzy biegną, żeby zatknąć białą
      flagę na poletku, lecz tylko najmłodsi i
      najsilniejsi dadzą sobie radę. Inni
      pozostają z pustymi rękami, a niektórzy umierają w
      biegu. [Chodzi o film Rona Howarda ĄZa horyzontemE
      - red.]. O ile
      wiem, włoski parlament nigdy nie uchwalił dekretu,
      który by zachęcał albo ponaglał naszych gości do
      porzucenia własnego
      kraju. ĄPrzybywajcie-przybywajcie-ponieważ-was-
      bardzo-potrzebujemy,
      jeśli-przybędziecie-ofiarujemy-wam-gospodarstwo-w-
      ChiantiE. Do nas przybyli z własnej inicjatywy na
      przeklętych pontonach,
      grając na nosie policji finansowej, która
      usiłowała ich odesłać z powrotem. Bardziej niż o
      emigracji należy więc mówić raczej o
      nielegalnej inwazji. I nie jest to wcale
      nielegalność łagodna i tragiczna, ale
      zatrważająca. Jest arogancka i chroniona przez
      cynizm polityków, którzy przymykają na nią jedno
      oko, a nawet jedno i drugie. Nigdy nie zapomnę
      wieców, którymi w
      zeszłym roku nielegalni imigranci wypełnili place
      Włoch, żeby otrzymać pozwolenia na pobyt. Te
      wykrzywione, złe twarze. Te
      wzniesione, grożące pięści. Te wściekłe głosy,
      które kazały mi powrócić myślami do Teheranu
      Chomeiniego. Nie zapomnę ich
      nigdy, ponieważ czułam się obrażona przez przemoc
      w moim własnym domu i dlatego, że poczułam się
      wyszydzona przez
      ministrów, którzy nam mówili: ĄChcielibyśmy ich
      deportować, ale nie wiemy, gdzie się ukrywająE.
      Kutasy! Na tych placach
      były ich tysiące i wcale się nie ukrywali. Żeby
      przeprowadzić deportację, wystarczyłoby ich
      ustawić w szeregu -
      proszę-Szanowny-Panie-niech-Pan-zajmie-miejsce-w-
      kolejce - i odwieźć ich na lotnisko.

      Drugi powód, drogi siostrzeńcze wujka z płócienną
      walizeczką, zrozumiałby nawet uczeń szkoły
      podstawowej. Żeby go
      wyłożyć, wystarczy kilka elementów. Pierwszy:
      Ameryka jest kontynentem. I w drugiej połowie XIX
      wieku, kiedy
      amerykański Kongres zapalił zielone światło dla
      imigracji, ten kontynent był prawie bezludny.
      Większość populacji skupiała się
      we wschodnich stanach, czyli po stronie Atlantyku,
      a na Mid-West zamieszkiwało jeszcze niewiele osób.
      Kalifornia była prawie
      pusta. Cóż, Włochy to nie kontynent. To bardzo
      niewielki kraj, wcale nie bezludny. Drugi: Ameryka
      to kraj bardzo młody.
      Jeśli pomyślisz, że wojna wyzwoleńcza miała
      miejsce pod koniec XVIII wieku, wywnioskujesz, że
      Stany Zjednoczone mają
      dopiero dwieście lat, i zrozumiesz, dlaczego ich
      tożsamość kulturowa nie jest jeszcze dobrze
      określona. Włochy, wręcz
      przeciwnie, są krajem bardzo starym. Ich historia
      trwa co najmniej od trzech tysięcy lat. Ich
      tożsamość kulturowa jest więc
      określona bardzo dobrze i - szkoda gadać - nie
      wywodzi się z religii nazywanej chrześcijańską i z
      Kościoła nazywanego
      katolickim. Ludzie tacy jak ja mają kłopoty z
      deklaracją: ĄJa-nie-mam-nic-wspólnego-z-Kościołem-
      katolickimE. Mam, i to
      jeszcze jak. Czy to mi się podoba, czy nie. A jak
      bym miała nie mieć? Urodziłam się w krajobrazie
      pełnym kościołów,
      klasztorów, Chrystusów, Madonn, świętych. Pierwszą
      melodią, jaką usłyszałam, przychodząc na świat,
      była muzyka dzwonów.
      Dzwonów katedry Santa Maria del Fiore, którą w
      Epoce Namiotu zagłuszało wycie muezina. To w tej
      muzyce, w tym
      krajobrazie się wychowałam. To poprzez tę muzykę i
      poprzez ten pejzaż nauczyłam się, co to jest
      architektura, rzeźba, co to
      malarstwo, sztuka. To poprzez ten Kościół
      (następnie odrzucony) zaczęłam zadawać sobie
      pytanie, co to jest Dobro, co to jest
      Zło, na Boga...



      • Gość: U Re: cd10 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie_ IP: *.214.124.90.Dial1.Boston1.Level3.net 26.08.03, 21:12
        puls napisał:

        )
        )
        -------------------------------------------------------------------------------
        ) -
        ) I biada, jeśli obywatel zaprotestuje,
        ) biada, jeśli odpowie:
        ) korzystaj-sobie-z-tych-praw-we-własnym-domu.
        ) ĄRasista, rasista!E. Biada policjantowi, który
        ) zwróci takiemu uwagę: ĄPanie
        ) synu Allaha, Wasza Wysokość, czy mógłby pan się
        ) przesunąć o włos i pozwolić przejść innym
        ) ludziom?E. Zjedzą go żywcem.
        ) Rzucą się na niego z nożem. W najlepszym razie
        ) obrażą mu matkę i potomstwo. ĄRasista, rasista!E.
        ) I ludzie to znoszą z
        ) rezygnacją. Nie reagują nawet, jeśli im
        ) wywrzeszczysz to, co mój ojciec krzyczał w czasach
        ) faszyzmu: ĄA nic was już nie
        ) obchodzi godność? Nie macie ani trochę godności,
        ) barany?E.
        )
        ) To samo dzieje się również w innych miastach,
        ) wiem. Na przykład w Turynie. W tym Turynie, który
        ) stworzył Włochy, a
        ) który nie wygląda już nawet na włoskie miasto.
        ) Wygląda jak Algier, Dakka, Nairobi, Damaszek,
        ) Bejrut. W Wenecji. W tej
        ) Wenecji, gdzie zamiast gołębi na placu Świętego
        ) Marka pojawiły się dywany z ĄtowaremE i nawet
        ) Otello poczułby się
        ) zażenowany. W Genui. W tej Genui, której wspaniałe
        ) pałace podziwiane swego czasu przez Rubensa
        ) zostały przez nich
        ) zawłaszczone i teraz niszczeją jak piękne
        ) zgwałcone kobiety. W Rzymie. W tym Rzymie, gdzie
        ) polityczny cynizm i polityczne
        ) oszustwa wszelkich odcieni zalecają się do nich w
        ) nadziei na przyszłe głosy i gdzie ich chroni sam
        ) Papież. (Dlaczego, w imię
        ) Jedynego Boga, nie zabierze ich Wasza
        ) Świątobliwość do Watykanu? Ale uwaga: pod
        ) warunkiem że nie osrają Kaplicy
        ) Sykstyńskiej, rzeźb Michała Anioła i fresków
        ) Rafaela). Teraz to ja czegoś tu nie rozumiem.
        ) Zamiast Ąsynami AllahaE we
        ) Włoszech są nazywani Ąpracownikami zagranicznymiE.
        ) Albo Ąpotrzebną-siłą-robocząE. I nie mam żadnych
        ) wątpliwości, że
        ) niektórzy z nich naprawdę pracują. Włosi stali się
        ) tak wielkopańscy. Spędzają wakacje na Seszelach,
        ) latają do Nowego Jorku po
        ) prześcieradła Bloomingdaleís. Wstydzą się być
        ) robotnikami i rolnikami i nie możesz już ich
        ) kojarzyć z proletariatem. Ale ci, o
        ) których teraz mówię, co to za robotnicy? Jaką
        ) wykonują pracę? W jaki sposób wypełniają
        ) zapotrzebowanie na siłę roboczą,
        ) której były proletariat włoski przestał
        ) dostarczać? Biwakując po miastach pod pretekstem
        ) handlu? Obijając się i szpecąc nasze
        ) zabytki? Modląc się pięć razy dziennie? Nie
        ) rozumiem jeszcze innej rzeczy. Jeśli naprawdę są
        ) tacy biedni, to kto im daje
        ) pieniądze na podróż statkiem lub pontonem do
        ) Włoch? Kto im daje po dziesięć milionów lirów (co
        ) najmniej) na bilet? Chyba
        ) nie Osama ben Laden, chyba nie po to, żeby
        ) wszczęli podbój, który nie jest tylko podbojem
        ) dusz, lecz również terytoriów?
        )
        ) Cóż, jeśli to nawet nie on, to i tak warto się nad
        ) tym zastanowić. Jeśli nawet nasi goście są całkiem
        ) niewinni, jeśli nawet nie ma
        ) wśród nich nikogo, kto miałby ochotę zburzyć mi
        ) wieżę w Pizie albo Wieżę Giotta, kto chce nakazać
        ) mi, bym chodziła w
        ) czarczafie, kto chce mnie spalić na stosie nowej
        ) inkwizycji, to i tak ich obecność wprawia mnie w
        ) stan niepokoju. Wprawia
        ) mnie w zakłopotanie. I jeśli ktoś tę sprawę
        ) lekceważy albo podchodzi do niej z optymizmem,
        ) myli się. Popełnia błąd przede
        ) wszystkim ten, kto porównuje falę imigrantów,
        ) która przetacza się przez Włochy i przez Europę, z
        ) tą, która przetoczyła się
        ) przez Amerykę w drugiej połowie XIX i na początku
        ) XX stulecia. Powiem ci dlaczego.
        )
        ) Niedawno usłyszałam zdanie wypowiedziane przez
        ) jednego z tysiąca premierów, którzy w ostatnich
        ) dziesięcioleciach
        ) przysporzyli Włochom chwały. ĄEch, mój wujek
        ) również był emigrantem! Pamiętam wujka, jak z
        ) płócienną walizeczką
        ) odpływał do Ameryki!E. Lub coś w tym rodzaju. O
        ) nie, mój drogi. Nie. To wcale nie to samo. I to z
        ) dwóch dość prostych
        ) powodów.
        )
        ) Pierwszy to ten, że w drugiej połowie XIX wieku
        ) fala imigracji w Ameryce nie zrodziła się w sposób
        ) nieoficjalny i na
        ) warunkach podyktowanych przez jej inicjatora. To
        ) sami Amerykanie zachęcali do przyjazdu. Na mocy
        ) konkretnego aktu
        ) Kongresu. ĄPrzybywajcie, przybywajcie,
        ) potrzebujemy was. Kiedy przybędziecie, otrzymacie
        ) spory kawałek ziemiE.
        ) Nakręcili o tym nawet film, z Tomem Cruiseíem i
        ) Nicole Kidman, którego finał wywarł na mnie
        ) wrażenie. Scena z
        ) nieszczęśnikami, którzy biegną, żeby zatknąć białą
        ) flagę na poletku, lecz tylko najmłodsi i
        ) najsilniejsi dadzą sobie radę. Inni
        ) pozostają z pustymi rękami, a niektórzy umierają w
        ) biegu. [Chodzi o film Rona Howarda ĄZa horyzontemE
        ) - red.]. O ile
        ) wiem, włoski parlament nigdy nie uchwalił dekretu,
        ) który by zachęcał albo ponaglał naszych gości do
        ) porzucenia własnego
        ) kraju. ĄPrzybywajcie-przybywajcie-ponieważ-was-
        ) bardzo-potrzebujemy,
        ) jeśli-przybędziecie-ofiarujemy-wam-gospodarstwo-w-
        ) ChiantiE. Do nas przybyli z własnej inicjatywy na
        ) przeklętych pontonach,
        ) grając na nosie policji finansowej, która
        ) usiłowała ich odesłać z powrotem. Bardziej niż o
        ) emigracji należy więc mówić raczej o
        ) nielegalnej inwazji. I nie jest to wcale
        ) nielegalność łagodna i tragiczna, ale
        ) zatrważająca. Jest arogancka i chroniona przez
        ) cynizm polityków, którzy przymykają na nią jedno
        ) oko, a nawet jedno i drugie. Nigdy nie zapomnę
        ) wieców, którymi w
        ) zeszłym roku nielegalni imigranci wypełnili place
        ) Włoch, żeby otrzymać pozwolenia na pobyt. Te
        ) wykrzywione, złe twarze. Te
        ) wzniesione, grożące pięści. Te wściekłe głosy,
        ) które kazały mi powrócić myślami do Teheranu
        ) Chomeiniego. Nie zapomnę ich
        ) nigdy, ponieważ czułam się obrażona przez przemoc
        ) w moim własnym domu i dlatego, że poczułam się
        ) wyszydzona przez
        ) ministrów, którzy nam mówili: ĄChcielibyśmy ich
        ) deportować, ale nie wiemy, gdzie się ukrywająE.
        ) Kutasy! Na tych placach
        ) były ich tysiące i wcale się nie ukrywali. Żeby
        ) przeprowadzić deportację, wystarczyłoby ich
        ) ustawić w szeregu -
        ) proszę-Szanowny-Panie-niech-Pan-zajmie-miejsce-w-
        ) kolejce - i odwieźć ich na lotnisko.
        )
        ) Drugi powód, drogi siostrzeńcze wujka z płócienną
        ) walizeczką, zrozumiałby nawet uczeń szkoły
        ) podstawowej. Żeby go
        ) wyłożyć, wystarczy kilka elementów. Pierwszy:
        ) Ameryka jest kontynentem. I w drugiej połowie XIX
        ) wieku, kiedy
        ) amerykański Kongres zapalił zielone światło dla
        ) imigracji, ten kontynent był prawie bezludny.
        ) Większość populacji skupiała się
        ) we wschodnich stanach, czyli po stronie Atlantyku,
        ) a na Mid-West zamieszkiwało jeszcze niewiele osób.
        ) Kalifornia była prawie
        ) pusta. Cóż, Włochy to nie kontynent. To bardzo
        ) niewielki kraj, wcale nie bezludny. Drugi: Ameryka
        ) to kraj bardzo młody.
        ) Jeśli pomyślisz, że wojna wyzwoleńcza miała
        ) miejsce pod koniec XVIII wieku, wywnioskujesz, że
        ) Stany Zjednoczone mają
        ) dopiero dwieście lat, i zrozumiesz, dlaczego ich
        ) tożsamość kulturowa nie jest jeszcze dobrze
        ) określona. Włochy, wręcz
        ) przeciwnie, są krajem bardzo starym. Ich historia
        ) trwa co najmniej od trzech tysięcy lat. Ich
        ) tożsamość kulturowa jest więc
        ) określona bardzo dobrze i - szkoda gadać - nie
        ) wywodzi się z religii nazywanej chrześcijańską i z
        ) Kościoła nazywanego
        ) katolickim. Ludzie tacy jak ja mają kłopoty z
        ) deklaracją: ĄJa-nie-mam-nic-wspólnego-z-Kościołem-
        ) katolickimE. Mam, i to
        ) jeszcze jak. Czy to mi się podoba, czy nie. A jak
        ) bym miała nie mieć? Urodziłam się w krajobrazie
        ) pełnym kościołów,
        ) klasztorów, Chrystusów, Madonn, świętych. Pierwszą
        ) melodią, jaką usłyszałam, przychodząc na świat,
        ) była muzyka dzwonów.
        ) Dzwonów katedry Santa Maria del Fiore,






        którą w
        ) Epoce Namiotu zagłuszało wycie muezina.



        W czasie postoju w Istanbule dolecialo mnie w kabini
        • Gość: U Re: cd10 __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie_ IP: *.75.2.168.Dial1.Boston1.Level3.net 26.08.03, 21:40
          Gość portalu: U napisał(a):

          ) puls napisał:
          )
          ) )
          ) )
          )
          -------------------------------------------------------------------------------
          ) ) -
          ) ) I biada, jeśli obywatel zaprotestuje,
          ) ) biada, jeśli odpowie:
          ) ) korzystaj-sobie-z-tych-praw-we-własnym-domu.
          ) ) ĄRasista, rasista!E. Biada policjantowi, który
          ) ) zwróci takiemu uwagę: ĄPanie
          ) ) synu Allaha, Wasza Wysokość, czy mógłby pan się
          ) ) przesunąć o włos i pozwolić przejść innym
          ) ) ludziom?E. Zjedzą go żywcem.
          ) ) Rzucą się na niego z nożem. W najlepszym razie
          ) ) obrażą mu matkę i potomstwo. ĄRasista, rasista!E.
          ) ) I ludzie to znoszą z
          ) ) rezygnacją. Nie reagują nawet, jeśli im
          ) ) wywrzeszczysz to, co mój ojciec krzyczał w czasach
          ) ) faszyzmu: ĄA nic was już nie
          ) ) obchodzi godność? Nie macie ani trochę godności,
          ) ) barany?E.
          ) )
          ) ) To samo dzieje się również w innych miastach,
          ) ) wiem. Na przykład w Turynie. W tym Turynie, który
          ) ) stworzył Włochy, a
          ) ) który nie wygląda już nawet na włoskie miasto.
          ) ) Wygląda jak Algier, Dakka, Nairobi, Damaszek,
          ) ) Bejrut. W Wenecji. W tej
          ) ) Wenecji, gdzie zamiast gołębi na placu Świętego
          ) ) Marka pojawiły się dywany z ĄtowaremE i nawet
          ) ) Otello poczułby się
          ) ) zażenowany. W Genui. W tej Genui, której wspaniałe
          ) ) pałace podziwiane swego czasu przez Rubensa
          ) ) zostały przez nich
          ) ) zawłaszczone i teraz niszczeją jak piękne
          ) ) zgwałcone kobiety. W Rzymie. W tym Rzymie, gdzie
          ) ) polityczny cynizm i polityczne
          ) ) oszustwa wszelkich odcieni zalecają się do nich w
          ) ) nadziei na przyszłe głosy i gdzie ich chroni sam
          ) ) Papież. (Dlaczego, w imię
          ) ) Jedynego Boga, nie zabierze ich Wasza
          ) ) Świątobliwość do Watykanu? Ale uwaga: pod
          ) ) warunkiem że nie osrają Kaplicy
          ) ) Sykstyńskiej, rzeźb Michała Anioła i fresków
          ) ) Rafaela). Teraz to ja czegoś tu nie rozumiem.
          ) ) Zamiast Ąsynami AllahaE we
          ) ) Włoszech są nazywani Ąpracownikami zagranicznymiE.
          ) ) Albo Ąpotrzebną-siłą-robocząE. I nie mam żadnych
          ) ) wątpliwości, że
          ) ) niektórzy z nich naprawdę pracują. Włosi stali się
          ) ) tak wielkopańscy. Spędzają wakacje na Seszelach,
          ) ) latają do Nowego Jorku po
          ) ) prześcieradła Bloomingdaleís. Wstydzą się być
          ) ) robotnikami i rolnikami i nie możesz już ich
          ) ) kojarzyć z proletariatem. Ale ci, o
          ) ) których teraz mówię, co to za robotnicy? Jaką
          ) ) wykonują pracę? W jaki sposób wypełniają
          ) ) zapotrzebowanie na siłę roboczą,
          ) ) której były proletariat włoski przestał
          ) ) dostarczać? Biwakując po miastach pod pretekstem
          ) ) handlu? Obijając się i szpecąc nasze
          ) ) zabytki? Modląc się pięć razy dziennie? Nie
          ) ) rozumiem jeszcze innej rzeczy. Jeśli naprawdę są
          ) ) tacy biedni, to kto im daje
          ) ) pieniądze na podróż statkiem lub pontonem do
          ) ) Włoch? Kto im daje po dziesięć milionów lirów (co
          ) ) najmniej) na bilet? Chyba
          ) ) nie Osama ben Laden, chyba nie po to, żeby
          ) ) wszczęli podbój, który nie jest tylko podbojem
          ) ) dusz, lecz również terytoriów?
          ) )
          ) ) Cóż, jeśli to nawet nie on, to i tak warto się nad
          ) ) tym zastanowić. Jeśli nawet nasi goście są całkiem
          ) ) niewinni, jeśli nawet nie ma
          ) ) wśród nich nikogo, kto miałby ochotę zburzyć mi
          ) ) wieżę w Pizie albo Wieżę Giotta, kto chce nakazać
          ) ) mi, bym chodziła w
          ) ) czarczafie, kto chce mnie spalić na stosie nowej
          ) ) inkwizycji, to i tak ich obecność wprawia mnie w
          ) ) stan niepokoju. Wprawia
          ) ) mnie w zakłopotanie. I jeśli ktoś tę sprawę
          ) ) lekceważy albo podchodzi do niej z optymizmem,
          ) ) myli się. Popełnia błąd przede
          ) ) wszystkim ten, kto porównuje falę imigrantów,
          ) ) która przetacza się przez Włochy i przez Europę, z
          ) ) tą, która przetoczyła się
          ) ) przez Amerykę w drugiej połowie XIX i na początku
          ) ) XX stulecia. Powiem ci dlaczego.
          ) )
          ) ) Niedawno usłyszałam zdanie wypowiedziane przez
          ) ) jednego z tysiąca premierów, którzy w ostatnich
          ) ) dziesięcioleciach
          ) ) przysporzyli Włochom chwały. ĄEch, mój wujek
          ) ) również był emigrantem! Pamiętam wujka, jak z
          ) ) płócienną walizeczką
          ) ) odpływał do Ameryki!E. Lub coś w tym rodzaju. O
          ) ) nie, mój drogi. Nie. To wcale nie to samo. I to z
          ) ) dwóch dość prostych
          ) ) powodów.
          ) )
          ) ) Pierwszy to ten, że w drugiej połowie XIX wieku
          ) ) fala imigracji w Ameryce nie zrodziła się w sposób
          ) ) nieoficjalny i na
          ) ) warunkach podyktowanych przez jej inicjatora. To
          ) ) sami Amerykanie zachęcali do przyjazdu. Na mocy
          ) ) konkretnego aktu
          ) ) Kongresu. ĄPrzybywajcie, przybywajcie,
          ) ) potrzebujemy was. Kiedy przybędziecie, otrzymacie
          ) ) spory kawałek ziemiE.
          ) ) Nakręcili o tym nawet film, z Tomem Cruiseíem i
          ) ) Nicole Kidman, którego finał wywarł na mnie
          ) ) wrażenie. Scena z
          ) ) nieszczęśnikami, którzy biegną, żeby zatknąć białą
          ) ) flagę na poletku, lecz tylko najmłodsi i
          ) ) najsilniejsi dadzą sobie radę. Inni
          ) ) pozostają z pustymi rękami, a niektórzy umierają w
          ) ) biegu. [Chodzi o film Rona Howarda ĄZa horyzontemE
          ) ) - red.]. O ile
          ) ) wiem, włoski parlament nigdy nie uchwalił dekretu,
          ) ) który by zachęcał albo ponaglał naszych gości do
          ) ) porzucenia własnego
          ) ) kraju. ĄPrzybywajcie-przybywajcie-ponieważ-was-
          ) ) bardzo-potrzebujemy,
          ) ) jeśli-przybędziecie-ofiarujemy-wam-gospodarstwo-w-
          ) ) ChiantiE. Do nas przybyli z własnej inicjatywy na
          ) ) przeklętych pontonach,
          ) ) grając na nosie policji finansowej, która
          ) ) usiłowała ich odesłać z powrotem. Bardziej niż o
          ) ) emigracji należy więc mówić raczej o
          ) ) nielegalnej inwazji. I nie jest to wcale
          ) ) nielegalność łagodna i tragiczna, ale
          ) ) zatrważająca. Jest arogancka i chroniona przez
          ) ) cynizm polityków, którzy przymykają na nią jedno
          ) ) oko, a nawet jedno i drugie. Nigdy nie zapomnę
          ) ) wieców, którymi w
          ) ) zeszłym roku nielegalni imigranci wypełnili place
          ) ) Włoch, żeby otrzymać pozwolenia na pobyt. Te
          ) ) wykrzywione, złe twarze. Te
          ) ) wzniesione, grożące pięści. Te wściekłe głosy,
          ) ) które kazały mi powrócić myślami do Teheranu
          ) ) Chomeiniego. Nie zapomnę ich
          ) ) nigdy, ponieważ czułam się obrażona przez przemoc
          ) ) w moim własnym domu i dlatego, że poczułam się
          ) ) wyszydzona przez
          ) ) ministrów, którzy nam mówili: ĄChcielibyśmy ich
          ) ) deportować, ale nie wiemy, gdzie się ukrywająE.
          ) ) Kutasy! Na tych placach
          ) ) były ich tysiące i wcale się nie ukrywali. Żeby
          ) ) przeprowadzić deportację, wystarczyłoby ich
          ) ) ustawić w szeregu -
          ) ) proszę-Szanowny-Panie-niech-Pan-zajmie-miejsce-w-
          ) ) kolejce - i odwieźć ich na lotnisko.
          ) )
          ) ) Drugi powód, drogi siostrzeńcze wujka z płócienną
          ) ) walizeczką, zrozumiałby nawet uczeń szkoły
          ) ) podstawowej. Żeby go
          ) ) wyłożyć, wystarczy kilka elementów. Pierwszy:
          ) ) Ameryka jest kontynentem. I w drugiej połowie XIX
          ) ) wieku, kiedy
          ) ) amerykański Kongres zapalił zielone światło dla
          ) ) imigracji, ten kontynent był prawie bezludny.
          ) ) Większość populacji skupiała się
          ) ) we wschodnich stanach, czyli po stronie Atlantyku,
          ) ) a na Mid-West zamieszkiwało jeszcze niewiele osób.
          ) ) Kalifornia była prawie
          ) ) pusta. Cóż, Włochy to nie kontynent. To bardzo
          ) ) niewielki kraj, wcale nie bezludny. Drugi: Ameryka
          ) ) to kraj bardzo młody.
          ) ) Jeśli pomyślisz, że wojna wyzwoleńcza miała
          ) ) miejsce pod koniec XVIII wieku, wywnioskujesz, że
          ) ) Stany Zjednoczone mają
          ) ) dopiero dwieście lat, i zrozumiesz, dlaczego ich
          ) ) tożsamość kulturowa nie jest jeszcze dobrze
          ) ) określona. Włochy, wręcz
          ) ) przeciwnie, są krajem bardzo starym. Ich historia
          ) ) trwa co najmniej od trzech tysięcy lat. Ich
          ) ) tożsamość kulturowa jest więc
          ) ) określona bardzo dobrze i - szkoda gadać - nie
          ) ) wywodzi się z religii nazywanej chrześcijańską i z
          ) ) Kościoła nazywanego
          ) ) katolickim. Ludzie tacy jak ja mają kłopoty z
          ) ) deklaracją: ĄJa-nie-mam-nic-wspólnego-z-Kościołem-
          ) ) katolickimE. Mam, i to
          ) ) jeszcze jak. Czy to
    • maniekxxx ta prostytutka zydowska! 25.08.03, 22:57
      tak jest ona przypisuje wiele zeczy nietylko muzulmanom,
      rowniez Papiezowi i katolikom.Niech spieprza do judeland do
      Kibuzla tam jej miejsce-rasitka zydowska!!!!!!!
      • gabrielacasey O.FALLACI NIE MA KROPLI KRWI ZYDOWSKIEJ 25.08.03, 23:00
        • maniekxxx Re: O.FALLACI NIE MA KROPLI KRWI ZYDOWSKIEJ 25.08.03, 23:28
          hahahahaha-Kwasniewski,Michnik ,Kuron to polscy patrioci? zlapany
          w Grecji Gusinski oraz Berezowski ma sie rozumiec to
          rosyjscy zlodzieje-ale nie zydowscy?.Ta zydowka smierdzi na
          tysiace kilometrow , robi zmudna robote zydowska w oczernianiu
          goji!!!
          • gabrielacasey Dla IDIOTY kazdy madrzejszy to 'Zyd'. Mowie, co 26.08.03, 00:29
            wiem: Fallaci miala w rodzinie...muzulmanow.

            biografieonline.it/biografia.htm?BioID=197&biografia=Oriana%20Fallaci
            Polska nienawisc do Fallaci to dzielo K.GEBERTA (Dawid Waeszawski). Buddystow
            trudno podejrzewac o rasizm, faszyzm i sianie nienawisci, a co mamy o Fallaci
            na ich dtronicach (po polsku!)

            www.buddyzm.edu.pl/magazyn/14/cs14-28.htm
          • gabrielacasey Maniekxxxxx - papuga A, Michnika i K. Geberta!!! 26.08.03, 00:30
            www.buddyzm.edu.pl/magazyn/14/cs14-28.htm
          • gabrielacasey TA RASISTKA FALLACI 26.08.03, 00:36
            Po dziesięciu latach milczenia sławna dziennikarka i pisarka włoska,
            śmiertelnie dziś chora Oriana Fallaci, na łamach "Corriere della Sera' (29.09)
            wybuchnęła tekstem, który obudził burzę. Wygląda na to, że "GW", która tekst
            przedrukowała, przestraszyła się jego konsekwencji i opublikowała później
            wyłącznie wybór zagranicznych tudzież krajowych napaści na autorkę (mimo że
            odpowiedzią na "Wściekłość i dumę" nie był na świecie wyłącznie chór
            potępienia).


            Głosem szczególnym, choć jedynie do ostateczności doprowadzającym tezy
            oponentów Fallaci, był artykuł polskiego eksperta od poprawności politycznej,
            Konstantego Geberta, który nie tylko subtelnie uznał autorkę za
            emanację "europejskiego chama", ale przede wszystkim oburzył się, że artykuł
            został wydrukowany. Gebert zawyrokował, że w odniesieniu do tego typu
            niesłusznych tekstów redakcji przysługuje wyłącznie prawo krytycznego ich
            omówienia. W nagonce wzięła udział również Rada Etyki Mediów, która
            zaprotestowała przeciwko tego typu publikacjom. Uznano, że pisarka szerzy
            nienawiść i nawołuje do rasizmu /.../.

            Swojego czasu lewicowi strażnicy poprawności politycznej załatwiali swoich
            przeciwników określeniem "faszysta". Dziś takim epitetem młotem stało się
            określenie "rasista". Nie chodzi oczywiście o to, że rasizm nie występuje i nie
            należy strzec się tego typu aberracyjnych i niebezpiecznych postaw. Jednak
            łatwe szermowanie tym epitetem walnie przyczynia się do jego banalizacji, a w
            efekcie rehabilitacji. Skoro tak wiele zjawisk i postaw określić można jako
            rasistowskie, skoro określenie to traktowane jest jako instrument dezawuowania
            adwersarzy, to trudno utrzymać wobec niego odium, które rasizmowi rzeczywiście
            się należy/.../.

            Nieograniczone możliwości rzucania oskarżeń o rasizm stworzył zawodowym
            antyrasistom koncept "rasizmu kulturowego". Zmienił on zasadniczo znaczenie
            pojęcia rasizmu. O ile bowiem hierarchizacja ludzi ze względu na przynależność
            rasową jest ponurym absurdem, o tyle hierarchizacja kultur i ich przejawów jest
            nieuniknionym elementem każdego wartościowania. Przynależność rasowa jest dana
            człowiekowi niezależnie od niego, i to ostatecznie, w wypadku kultury sprawa ma
            się inaczej - zwłaszcza współcześnie. Kultura jest bytem złożonym i człowiek
            przynależący do niej może ją przekształcać, przyjmować aktywną postawę wobec
            konkretnych jej przejawów, a wreszcie odejść od niej.

            Uznanie, że nie możemy wartościować kultur i ich określonych aspektów, oznacza,
            że nie możemy wartościować w ogóle/.../.

            Fallaci pisze, że wojna wypowiedziana naszemu światu w dniu ataku na USA
            to "wojna religijna, której chce i którą wypowiada być może tylko odłam tamtej
            religii". Wzbudziło to oburzenie, a przecież trudno polemizować z tym
            stwierdzeniem. Fundamentaliści islamscy odwołują się do religii. To ona jest
            absolutną podstawą i ostateczną formą ich kultury. Odrzucają możliwość budowy
            świeckiego państwa, rozdzielenie państwa od religii uznają za herezję. W ich
            przeświadczeniu jest to wojna religijna.

            Nie mają racji i źle interpretują Koran? Co daje nam podstawę do takiego osądu?
            W islamie nie ma hierarchicznego Kościoła, który mógłby narzucić wiernym swoją
            interpretację religii. Jedyny w miarę zwarty system kościelny, który od
            niedawna w odłamie szyickim powstał w Iranie, broni takiej właśnie
            fundamentalistycznej interpretacji islamu. Ulemowie, czyli uczeni islamscy z
            całego świata islamu, w ogromnej przewadze (głosy innych są niesłyszalne)
            głoszą jego interpretację w fundamentalistycznej wersji.

            - Islam jest religią miłości - tak brzmi mantra dzisiejszej poprawności
            politycznej. Podtrzymują to również fundamentaliści, ale dodają - miłości, ale
            nie dla świata rządzonego przez grzech. "Dom pokoju" to świat rządzony przez
            wiernych, poza nim rozciąga się "Dom wojny". Tak brzmi tradycyjna i przyjęta
            powszechnie nie tylko przez fundamentalistów zasada islamu. Muzułmanin nie
            nawraca siłą.
            Podporządkowany władzy muzułmanina innowierca ma prawo wyznawać swoją religię,
            ale muzułmanin nie może zgodzić się, aby być rządzonym przez niewiernego.

            W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które rozpięte jest między skażoną
            doczesnością a boską transcendencją, islam jest monistyczny. Jest projektem
            ustrojowym, w którym grzech jest przestępstwem. Projektem, który łatwo
            zinterpretować w wymiarze totalitarnej ideologii. W przeszłości istniały
            odmienne interpretacje islamu, również w łonie muzułmańskiej kultury. Ale dziś
            dominuje złowroga, ideologiczna interpretacja tej religii. Pełni ona dziś
            funkcję globalnie zreinterpretowanego marksizmu. Za globalną klasę wyzyskiwaczy
            uznany został bogaty Zachód, świat bezbożny, opętany przez demona materializmu.
            Zniszczenie go otworzy bramy dla wprowadzenia boskiego porządku na całym
            świecie.
            Ma to również społeczno-polityczną genezę. Muzułmańskie kraje wychodzące z
            kapitalizmu, a raczej ich elity, chętnie odwoływały się do zachodniego,
            lewicowego utopizmu. Przejmowały trzecioświatowe warianty marksizmu, arabską
            wersję socjalizmu. Skończyło się to tak jak zawsze: cywilizacyjną zapaścią i
            gospodarczą klęską. To na tej glebie wyrósł wymierzony w świat Zachodu
            fundamentalizm - owoc resentymentu. Ponure utopie totalitarnych dyktatur
            rodziły się zawsze z poczucia krzywdy i upokorzenia.

            O tym wszystkim pełnym namiętności językiem pisze Oriana Fallaci. Pisze o
            wyższości kultury Zachodu, która ufundowana została na wolności i która
            zweryfikowała się w historii, przynosząc niespotykaną wcześniej zamożność i
            cywilizacyjny postęp. To dzięki tej wolności kultura zachodnia zbudowała naukę,
            nie jakiś pojedynczy wynalazek, ale system poznawania świata i wykorzystywania
            wiedzy dla potrzeb cywilizacji. Poprawność polityczna każe dziś tonować sukcesy
            naszej cywilizacji, opowiadać, że Chińczycy wynaleźli papier i proch, kto inny
            kalendarz, a kto inny jeszcze co innego... Być może wynaleźli, ale nigdy nie
            zastosowali powszechnie, nie uczynili elementem gospodarki. Powody tego są
            oczywiste, tak jak oczywiste jest, że nauka powstać mogła tylko w systemie
            wolności, jaki stworzyła cywilizacja zachodnia. Choć dziś wydaje się, że
            korzystać z niej mogą wszyscy, również przedstawiciele innych cywilizacji, to w
            sposób pełny mogą ją adaptować tylko wtedy, kiedy przejmą zasady cywilizacji,
            która naukę stworzyła. Ostatnim dowodem na to jest klęska komunizmu.

            Powodowana szlachetną namiętnością Fallaci często przesadza i bywa
            nieprzyjemna. Dzieje się tak, gdy odnajduje w sobie wyrozumiałość dla
            rosyjskich najeźdźców na Afganistan. Przesadza zwłaszcza wtedy, gdy zaczyna
            postrzegać muzułmanów jako jednorodną zbiorowość. Kultura warunkuje ludzi, ale
            przecież nie modeluje ich ostatecznie. Z Fallaci nie sposób się zgodzić, kiedy
            zaczyna wrzucać do jednego worka i uznawać za plagę wszelkich muzułmańskich
            imigrantów, którzy p
          • gabrielacasey TA RASISTKA FALLACI 26.08.03, 00:36
            Po dziesięciu latach milczenia sławna dziennikarka i pisarka włoska,
            śmiertelnie dziś chora Oriana Fallaci, na łamach "Corriere della Sera' (29.09)
            wybuchnęła tekstem, który obudził burzę. Wygląda na to, że "GW", która tekst
            przedrukowała, przestraszyła się jego konsekwencji i opublikowała później
            wyłącznie wybór zagranicznych tudzież krajowych napaści na autorkę (mimo że
            odpowiedzią na "Wściekłość i dumę" nie był na świecie wyłącznie chór
            potępienia).


            Głosem szczególnym, choć jedynie do ostateczności doprowadzającym tezy
            oponentów Fallaci, był artykuł polskiego eksperta od poprawności politycznej,
            Konstantego Geberta, który nie tylko subtelnie uznał autorkę za
            emanację "europejskiego chama", ale przede wszystkim oburzył się, że artykuł
            został wydrukowany. Gebert zawyrokował, że w odniesieniu do tego typu
            niesłusznych tekstów redakcji przysługuje wyłącznie prawo krytycznego ich
            omówienia. W nagonce wzięła udział również Rada Etyki Mediów, która
            zaprotestowała przeciwko tego typu publikacjom. Uznano, że pisarka szerzy
            nienawiść i nawołuje do rasizmu /.../.

            Swojego czasu lewicowi strażnicy poprawności politycznej załatwiali swoich
            przeciwników określeniem "faszysta". Dziś takim epitetem młotem stało się
            określenie "rasista". Nie chodzi oczywiście o to, że rasizm nie występuje i nie
            należy strzec się tego typu aberracyjnych i niebezpiecznych postaw. Jednak
            łatwe szermowanie tym epitetem walnie przyczynia się do jego banalizacji, a w
            efekcie rehabilitacji. Skoro tak wiele zjawisk i postaw określić można jako
            rasistowskie, skoro określenie to traktowane jest jako instrument dezawuowania
            adwersarzy, to trudno utrzymać wobec niego odium, które rasizmowi rzeczywiście
            się należy/.../.

            Nieograniczone możliwości rzucania oskarżeń o rasizm stworzył zawodowym
            antyrasistom koncept "rasizmu kulturowego". Zmienił on zasadniczo znaczenie
            pojęcia rasizmu. O ile bowiem hierarchizacja ludzi ze względu na przynależność
            rasową jest ponurym absurdem, o tyle hierarchizacja kultur i ich przejawów jest
            nieuniknionym elementem każdego wartościowania. Przynależność rasowa jest dana
            człowiekowi niezależnie od niego, i to ostatecznie, w wypadku kultury sprawa ma
            się inaczej - zwłaszcza współcześnie. Kultura jest bytem złożonym i człowiek
            przynależący do niej może ją przekształcać, przyjmować aktywną postawę wobec
            konkretnych jej przejawów, a wreszcie odejść od niej.

            Uznanie, że nie możemy wartościować kultur i ich określonych aspektów, oznacza,
            że nie możemy wartościować w ogóle/.../.

            Fallaci pisze, że wojna wypowiedziana naszemu światu w dniu ataku na USA
            to "wojna religijna, której chce i którą wypowiada być może tylko odłam tamtej
            religii". Wzbudziło to oburzenie, a przecież trudno polemizować z tym
            stwierdzeniem. Fundamentaliści islamscy odwołują się do religii. To ona jest
            absolutną podstawą i ostateczną formą ich kultury. Odrzucają możliwość budowy
            świeckiego państwa, rozdzielenie państwa od religii uznają za herezję. W ich
            przeświadczeniu jest to wojna religijna.

            Nie mają racji i źle interpretują Koran? Co daje nam podstawę do takiego osądu?
            W islamie nie ma hierarchicznego Kościoła, który mógłby narzucić wiernym swoją
            interpretację religii. Jedyny w miarę zwarty system kościelny, który od
            niedawna w odłamie szyickim powstał w Iranie, broni takiej właśnie
            fundamentalistycznej interpretacji islamu. Ulemowie, czyli uczeni islamscy z
            całego świata islamu, w ogromnej przewadze (głosy innych są niesłyszalne)
            głoszą jego interpretację w fundamentalistycznej wersji.

            - Islam jest religią miłości - tak brzmi mantra dzisiejszej poprawności
            politycznej. Podtrzymują to również fundamentaliści, ale dodają - miłości, ale
            nie dla świata rządzonego przez grzech. "Dom pokoju" to świat rządzony przez
            wiernych, poza nim rozciąga się "Dom wojny". Tak brzmi tradycyjna i przyjęta
            powszechnie nie tylko przez fundamentalistów zasada islamu. Muzułmanin nie
            nawraca siłą.
            Podporządkowany władzy muzułmanina innowierca ma prawo wyznawać swoją religię,
            ale muzułmanin nie może zgodzić się, aby być rządzonym przez niewiernego.

            W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które rozpięte jest między skażoną
            doczesnością a boską transcendencją, islam jest monistyczny. Jest projektem
            ustrojowym, w którym grzech jest przestępstwem. Projektem, który łatwo
            zinterpretować w wymiarze totalitarnej ideologii. W przeszłości istniały
            odmienne interpretacje islamu, również w łonie muzułmańskiej kultury. Ale dziś
            dominuje złowroga, ideologiczna interpretacja tej religii. Pełni ona dziś
            funkcję globalnie zreinterpretowanego marksizmu. Za globalną klasę wyzyskiwaczy
            uznany został bogaty Zachód, świat bezbożny, opętany przez demona materializmu.
            Zniszczenie go otworzy bramy dla wprowadzenia boskiego porządku na całym
            świecie.
            Ma to również społeczno-polityczną genezę. Muzułmańskie kraje wychodzące z
            kapitalizmu, a raczej ich elity, chętnie odwoływały się do zachodniego,
            lewicowego utopizmu. Przejmowały trzecioświatowe warianty marksizmu, arabską
            wersję socjalizmu. Skończyło się to tak jak zawsze: cywilizacyjną zapaścią i
            gospodarczą klęską. To na tej glebie wyrósł wymierzony w świat Zachodu
            fundamentalizm - owoc resentymentu. Ponure utopie totalitarnych dyktatur
            rodziły się zawsze z poczucia krzywdy i upokorzenia.

            O tym wszystkim pełnym namiętności językiem pisze Oriana Fallaci. Pisze o
            wyższości kultury Zachodu, która ufundowana została na wolności i która
            zweryfikowała się w historii, przynosząc niespotykaną wcześniej zamożność i
            cywilizacyjny postęp. To dzięki tej wolności kultura zachodnia zbudowała naukę,
            nie jakiś pojedynczy wynalazek, ale system poznawania świata i wykorzystywania
            wiedzy dla potrzeb cywilizacji. Poprawność polityczna każe dziś tonować sukcesy
            naszej cywilizacji, opowiadać, że Chińczycy wynaleźli papier i proch, kto inny
            kalendarz, a kto inny jeszcze co innego... Być może wynaleźli, ale nigdy nie
            zastosowali powszechnie, nie uczynili elementem gospodarki. Powody tego są
            oczywiste, tak jak oczywiste jest, że nauka powstać mogła tylko w systemie
            wolności, jaki stworzyła cywilizacja zachodnia. Choć dziś wydaje się, że
            korzystać z niej mogą wszyscy, również przedstawiciele innych cywilizacji, to w
            sposób pełny mogą ją adaptować tylko wtedy, kiedy przejmą zasady cywilizacji,
            która naukę stworzyła. Ostatnim dowodem na to jest klęska komunizmu.

            Powodowana szlachetną namiętnością Fallaci często przesadza i bywa
            nieprzyjemna. Dzieje się tak, gdy odnajduje w sobie wyrozumiałość dla
            rosyjskich najeźdźców na Afganistan. Przesadza zwłaszcza wtedy, gdy zaczyna
            postrzegać muzułmanów jako jednorodną zbiorowość. Kultura warunkuje ludzi, ale
            przecież nie modeluje ich ostatecznie. Z Fallaci nie sposób się zgodzić, kiedy
            zaczyna wrzucać do jednego worka i uznawać za plagę wszelkich muzułmańskich
            imigrantów, którzy przybyli do Europy. Ale kiedy oburza się na ekscesy
            europejskiej tolerancji wobec barbarzyństwa niektórych imigrantów, kiedy
            uznaje, że kraje europejskie winny domagać się od wszystkich stosowania się do
            swoich zasad - ma rac

            • gabrielacasey Re: TA RASISTKA FALLACI - link do calosci: 26.08.03, 00:37
              www.buddyzm.edu.pl/magazyn/14/cs14-28.htm
      • gabrielacasey "ZYD" W USTACH MANKA OZNACZA GENIUSZ !!! 25.08.03, 23:01
        • maniekxxx Re: 'ZYD' W USTACH MANKA OZNACZA GENIUSZ !!! 25.08.03, 23:31
          tak jest-w czarnym charakterze np:zlodziej ,oszust, prowokator,
          to sa geniusze z judeland!!!!!
          • gabrielacasey Maniek xxxx DURNYM PRZYDUPASDEM GEBERTA 26.08.03, 00:39
            Głosem szczególnym, choć jedynie do ostateczności doprowadzającym tezy
            oponentów Fallaci, był artykuł polskiego eksperta od poprawności politycznej,
            Konstantego Geberta, który nie tylko subtelnie uznał autorkę za
            emanację "europejskiego chama", ale przede wszystkim oburzył się, że artykuł
            został wydrukowany. Gebert zawyrokował, że w odniesieniu do tego typu
            niesłusznych tekstów redakcji przysługuje wyłącznie prawo krytycznego ich
            omówienia. W nagonce wzięła udział również Rada Etyki Mediów, która
            zaprotestowała przeciwko tego typu publikacjom. Uznano, że pisarka szerzy
            nienawiść i nawołuje do rasizmu.

            Calosc:www.buddyzm.edu.pl/magazyn/14/cs14-28.htm
            • Gość: mirmat Re: Maniek xxxx DURNYM PRZYDUPASDEM GEBERTA IP: *.dialup.eol.ca 26.08.03, 02:36
              gabrielacasey napisała:

              W nagonce wzięła udział również Rada Etyki Mediów, która
              > zaprotestowała przeciwko tego typu publikacjom. Uznano, że pisarka szerzy
              > nienawiść i nawołuje do rasizmu.

              W przeszlosci pzylepiano mi etykiete antysemita lub "zyda". I o ile na
              oskarzenia o "antysemityzm" ze strony roznych lewackich zydow regagowalem z
              wsciekloscia to epitet "zyda" ze strony zapijaczonych polsko-jezycznych
              debilkow przyjmowalem z uciecha. Ale wiadomosc, ze Rada Etyki Mediow
              pozazdroscila PRL-owskim cenzorom ich wladzy i probuje wprowadzac despotyczne
              wytyczne z minionej epoki napawa mnie groza.
              • gabrielacasey Jesli pisywales do polskich mediow, to uwierzysz: 26.08.03, 02:39
                wystarczy tylko sprawdzic, KTO jest tym etatowym etykiem.
                • Gość: mirmat Re: Jesli pisywales do polskich mediow, to uwierz IP: *.dialup.eol.ca 26.08.03, 02:54
                  Z Kanadyjskiej perspektywy Polskie media wydawaly mi sie dotychczas oaza
                  wolnosci. W koncu w Polsce (jeszcze) nie wsadza sie ludzi do wiezienia za
                  wyglaszane poglady. O ile wiem na Polskiej granicy celnicy nie sa wyposazeni w
                  liste nieprawomyslnych publikacji poddanych konfiskacji.

                  Ale wejscie do Unii to wszystko moze zmienic. Wspolna konstytucja pozwoli
                  muzulmanskim fanatykom we Francji przy pomocy francuskich prokuratorow ciagac
                  rowniez Polkow po sadach tak ja to sie stalo z francuskim pisarzem i nasza
                  Fellaci nad Sekwana.
                  • gabrielacasey Pozew przeciwko Fallaci oddalono!!! Za Radio Zet 26.08.03, 02:57
                    Sprawa antyislamskiej fobii Oriany Fallaci
                    21.11.2002
                    Sąd w Paryżu oddalił skargę trzech stowarzyszeń obrony praw człowieka i walki z
                    rasizmem przeciwko Orianie Fallaci. Oskarżały ją one o
                    upowszechnianie "islamofobii" w słynnej książce "Gniew i duma".
                    Adwokat trzech stowarzyszeń uznał, że wyrok nie pomaga w prowadzeniu walki z
                    nowymi formami ksenofobii i przypomniał, że Oriana Fallaci wysunęła - między
                    innymi - tezę, iż Muzułmanie nie przyczynili się do postępu ludzkości, bo
                    spędzają czas „z zadkiem w górę” modląc się pięć razy dziennie.
                    Adwokat pisarki stwierdził jednak, że jego klientka ma prawo do nienawiści i do
                    pisania pamfletów.
                    Do merytorycznej dyskusji przez sądem na te tematy jednak nie doszło ponieważ
                    trybunał oddalił skargę z powodów proceduralnych. Chodzi o podanie przez
                    powodów niedokładnego adresu pozwanej.
                    RadioZet/WP.pl, GraK
      • Gość: U Re: ta prostytutka zydowska! IP: *.75.2.168.Dial1.Boston1.Level3.net 26.08.03, 21:27
        maniekxxx napisał:

        > tak jest ona przypisuje wiele zeczy
        nietylko muzulmanom,
        > rowniez Papiezowi i katolikom.Niech spieprza
        do judeland do
        >
        > Kibuzla tam jej miejsce-rasitka zydowska!!!!!!!


        czytalem kiedys dzielo naukowe n/t "psychologii"
        zwierzat.Autorka starala sie przepchnac teorie,ze
        zwierzeta posiadaja ta sama nature,zycie wewnetrzne co
        czlowiek.

        Na jednej ze stronic opisuje zachowanie sie zwierzat
        czujacych nadchodzaca smierc.Zwierzeta czasem,nawet te
        najlagodniejsze potrafia sie zachowywac,jak dzikie bestie.

        Oriana - slyszalem - umiera na raka.Moze stad ten ogien i
        siarka w jej pracach,ktore maja w sobie wiecej cech
        konwulsji niz logicznego myslenia.
        I nie moge sie nadziwic,z jaka latwoscia niektorzy
        forumovitze( a wlasciwie forumovitzki) zeruja na jej
        textach,zeby przepchnac swoje chore teorie ubermenschow.



        • Gość: U Re: ta prostytutka zydowska! IP: *.75.2.168.Dial1.Boston1.Level3.net 26.08.03, 21:43
          na tym forumie zeruja insekty.Wyslalem 2x,zniklo.Moze
          pozniej....
        • gabrielacasey Czy umierala na raka 40 lat temu w Wietnamie? Inna 26.08.03, 22:20
          piesn Fallaci wowczas lewactwo spiewalo!
    • didjeridu Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 25.08.03, 23:03


      Oriana_Fallaci znaleziono: 236

    • Gość: ! Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( IP: *.nott.cable.ntl.com 26.08.03, 08:05
    • gabrielacasey Up 26.08.03, 17:51
      • Gość: www.irak.pl Rasistowski, podburzający do nienawiści tekst IP: *.tele2.pl 26.08.03, 18:01
        www.irak.pl
        Warszawski podżegał do wojny w Iraku, jak Fallaci. Ale nie jest mu łatwo
        przełknąć rasistowski, podburzający do nienawiści rasowej tekst F. Stąd
        sofistyka.Nie było sensownych esesjów w GW na temat wieloletniego wsparcia
        Husseina przez USA (i Polskę)przy tej samej, co teraz, na jego temat wiedzy.

        US próbowały podłożyć BMR w Iraku, ale operacja się nie powiodła, na
        skutek "friendly-fire" - emeryt.płk US. Tę informację przekazała Nelda Rogers -
        a 28-year veteran debriefer for the Defense Department. Sami wojskowi są
        oburzeni działaniami rządu USA - związanego z przemysłem naftowym i
        zbrojeniowym.
        Z kolei Mazen Dana został z premedytacjš zastrzelony, gdyż nieopatrznie był
        �wiadkiem, jak żołnierze USA zakopujš swych zmarłych kolegów w dużym zbiorowym
        grobie (liczba ofiar jest dużo wyższa od podawanej oficjalnie). Następnego dnia
        miał już wracać do Palestyny. Tak się umiera za ropę dla UNOCALU Busha i EXXON-
        MOBILU Rockefellera.T ak umierają: żołnierze, dziennikarze, a przede wszystkim -
        masowo - irackie dzieci.
        "WETERANI USA PRZECIW WOJNIE W IRAKU" oraz "BRING THEM HOME NOW" Oto
        oświadczenie i lista wojskowych USA sprzeciwiających się agresji na Irak i
        okupacji Veterans Call to Conscience (htm)
        W USA aktywnie przeciw okupacji działają organizacje weteranów, jak również
        rodziców żołnierzy "Zabierzcie ich z Iraku do domu!".

        Domagają się natychmiastowego powrotu swych dzieci z Iraku i ukarania Busha za
        doprowadzenie do niesprawiedliwej wojny prowadzonej w imię kontroli nad
        zasobami naftowymi na podstawie kłamliwych "dowodów" o niebezpieczeństwie ze
        strony Husseina, byłego współpracownika CIA, dozbrajanego przez Pentagon nawet
        po 1991r (nie mówiąc o Halabdzy: podczas wojny z Iranem USA wspierały Husseina
        i dostarczały gazy bojowe; Kissinger Assoc. - Bremer, IRAQ-gate, "Searle"
        Rumsfelda, Bechtel, itd.) - były na ten temat przesłuchania w Kongresie, ale
        niestety Mc Neill, który prowadził śledztwo zginął podczas ataku na WTC, a
        kluczowe dokumenty uległy zniszczeniu.
        Te zasoby broni biologicznej i chemicznej "made by USA" były zniszczone
        całkowicie do 1998r. podczas inspekcji ONZ (Scott Ritter), w których licznie
        reprezentowani byli specjaliści CIA. O braku zagrożenia ze strony Iraku
        doskonale wiedziały wszystkie agencje wywiadowcze - w tym MI6, CIA i Mossad.

        Pomimo starannego przygotowania się do operacji, polscy dowódcy wojskowi nie
        kryją przed żołnierzami i opinią publiczną, że jest ona ryzykowna i
        niebezpieczna. Wskazują na groźbę ew. wybuchu powstania arabskiego, w czasie
        którego wszyscy żołnierze - bez względu na rasę, czy narodowość - będą
        traktowani jako okupanci. "Misja Kompromitacja" - Reportaż z "Polskiej strefy"
        Polska na celowniku. Polacy, obudźcie się póki czas!
        Nie zgadzajcie się na wyjazd okupacyjny do Iraku.
        Pchać się po łupy łatwo. Powrócić trudniej !!! Irakijczycy walczą przeciw
        bezprawnej okupacji, nie wspomagajmy jako Hilfspolizei amerykańskiego agresora.

        Amerykanie wciąż nazywają powstańców "siepaczami" Saddama lub "zbrodniczymi
        elementami" (jak onegdaj Goebbels powstańców AK). Propagandowe bzdury
        o "tchórzliwych terrorystach, niedobitkach Saddama" wymagają weryfikacji.

        Smutna konstatacja w rocznicę powstania warszawskiego - niedawno walczący z
        hitlerowskim najeźdzcą polski żołnierz sam stał się agresorem i okupantem w
        brudnej i kłamliwej korporacyjnej wojnie - Busha i jego gangu szefów
        zbrojeniowo-naftowych karteli niedawno jeszcze współpracujących z Hitlerem
        (Exxon-Stand.Oil). Wokół nich na potrzeby propagandy i dezinformacji zatrudnia
        się pseudo-intelektualistów, skorumpowanych byłych członków administracji
        państwowej - ultra-prawicowych prosyjonistycznych propagandzistów , w
        tzw. "trustach mózgów", m.in. CFR, AEI, PNAC, CPS, CLI, NAI i in., w
        których "mają zaszczyt doradzać" Balcerowicz, Geremek, Michnik, Suchocka,
        Onyszkiewicz - u boku H. Kissingera, notorycznego zbrodniarza wojennego.
        (PAP) - Minister obrony Węgier Ferenc Juhasz zapowiedział w piątek, że
        oddziały węgierskie wycofają się z Iraku, jeśli dojdzie w tym kraju do wojny na
        pełną skalę. Liczący 300 żołnierzy węgierski pododdział wejdzie w skład
        dowodzonej przez Polskę wielonarodowej dywizji sił stabilizacyjnych.

        "Uważamy, że decyzja o wycofaniu leży w naszej narodowej gestii, bez względu na
        to, jak zdecydują w takiej sytuacji inne kraje. Nie jedziemy tam na wojnę i nie
        chcemy wysyłać bohaterów" - oświadczył Juhasz. Minister przypomniał, że w
        pobliżu miasta Al Hilla, gdzie 60-osobowa jednostka węgierskich żołnierzy
        przygotowuje obóz na przybycie kolejnych oddziałów węgierskich, słychać już
        odgłosy eksplodujących pocisków moździerzowych.
        Przy całym smutku i współczuciu dla rodzin 16 zmarłych
        pracowników ONZ - nie wolno zapomnieć o proporcjach dramatów, jakie się
        rozegrały oraz roli mediów przy komentowaniu tych zdarzeń.

        10 000 zabitych cywili, do 60 000 zmasakrowanych żołnierzy irackich -
        najczęściej młodych chłopców, 20 000 krytycznie rannych cywili (także po
        bombach kasetonowych), pozostawionych w zdewastowanych szpitalach bez środków
        przeciwbólowych, bez wody, tysiące narażonych na nowotwory i śmierć w
        najbliższych latach od depleted uranium, 1,5 mln ofiar sankcji,
        300 000 ofiar cywilnych wojny w Zatoce Perskiej (masowe groby obecnie odkrywane
        pochodzą właśnie z 1991r. po prowokacji kuwejckiej ze strony USA - i po
        stłumieniu powstania 1991 pod egidą seniora Busha; sprawy mają się niemal 180
        stopni odwrotnie od oficjalnej wersji US), 45 000 cywili w Afganistanie (do
        dzis notabene nie ma dowodów, kto stał za zamachami) - jakże daleko Husseinowi
        do tych liczb spowodowanych przez USA ofiar. Tych dramatów media nie tylko nie
        nagłaśniają, ale wręcz - je zatajają. Informacji nie znajdziemy ani w
        nagłówkach ani na ostatnich stronach gazet.

        Wywołaniem bezprawnej wojny, w której ginie tylu ludzi dla uwolnienia ropy
        naftowej od dawnego współpracownika CIA - nie powstrzyma się terroryzmu - wrecz
        odwrotnie.
        CYTAT TYGODNIA: "Pierwsza wojna w Z.Perskiej powołała al-Qaedę do życia. Druga
        wojna będzie dla niej prawdziwym zastrzykiem wzmacniającym." -
        S.Simon, b.ekspert Białego Domu do walki z terroryzmem.
        Zobacz foto: Ben Laden i Zbigniew Brzeziński, lata 80-te

        Rola ONZ w opinii krajów arabskich (jak i wielu III świata) jest
        kontrowersyjna: często przekupywana i ulegająca szantażom gospodarczym ze
        strony USA (Kosowo, Timor, Ruanda, Kambodża, Chile i Pinochet, sankcje w Iraku)
        przychodzi po zniszczeniach spowodowanych przez imperialną politykę USA, by
        firmom i bankom ułatwiać maksymalny wyzysk. Ale i tak jest to jedyna istniejąca
        na razie organizacja mogąca potencjalnie przeciwstawić się unilateralnej,
        imperialistycznej polityce gangu psychopatycznych nafciarzy z Białego Domu. Do
        niedawna publicyści Gazety Wyborczej (głównie pan Unger i Warszawski), w TVP1
        Zb.Lewicki, itd. domagali się niemal rozwiązania ONZ-u. Oficjalnie wypowiadała
        się tak CFR (w której Michnik jest w Advisory Board).
        Zołnierze, wracajcie! To brudna wojna Exxonu-Mobilu!

        Przeczytajcie trochę ksiązek historycznych, zachodnich badaczy.
        W Polsce ich nie znajdziecie, bo jesteśmy potrzebni jako mieso armatnie.
        A Michnika w CFR sprawdźcie na ich oficjalnej stronie - www.cfr.org
        i Com. Liberation Iraq w towarzystwie zbrojeniówki.
        Linki na stronie
        www.irak.pl



        • gabrielacasey Proislamska, podburzająca do nienawiści witryna! 26.08.03, 18:25
          • gabryelacasey Bezrozumna, histeryczna 26.08.03, 18:29
            Latryna
            • gabrielacasey Tfuu, "polaczkowska" gnida!!! 26.08.03, 18:31
              • gabryelacasey Re: Tfuu, 'polaczkowska' gnida!!! 26.08.03, 18:32
                Dzieki za kilka slow o sobie.
                Zaczynam cie lubic.
                • gabrielacasey Spluwam na ciebie z pogarda! Co za niska gnida 26.08.03, 18:54
                  • gabryelacasey Re: Spluwam na ciebie z pogarda! Co za niska gnid 26.08.03, 19:21
                    Tylko nie spadnij z drabiny
          • Gość: www.irak.pl Nie jesteśmy proislamscy. Nie podburzamy do nienaw IP: *.tele2.pl 26.08.03, 18:37
            Nie jesteśmy proislamscy. Nie podburzamy do nienawisci.
            Podaj cytaty z naszej witryny, które upoważniają cie do takich stwierdzeń.

            www.irak.pl
            Nie szerz nienawiści rasowej, to do niczego dobrego nie prowadzi.
            Holocaust wydarzył się w zachodniej, "chrześcijańskiej" Europie,
            partia NAZI doszła do głosu dzieki wsparciu Wall Street (Prescott Bush,
            Standard Oil Rockefellera - obecny EXXON_MOBIL masakrujący ludność Iraku...)

            US próbowały podłożyć BMR w Iraku, ale operacja się nie powiodła, na
            skutek "friendly-fire" - emeryt.płk US. Tę informację przekazała Nelda Rogers -
            a 28-year veteran debriefer for the Defense Department. Sami wojskowi są
            oburzeni działaniami rządu USA - związanego z przemysłem naftowym i
            zbrojeniowym.
            Z kolei Mazen Dana został z premedytacjš zastrzelony, gdyż nieopatrznie był
            �wiadkiem, jak żołnierze USA zakopujš swych zmarłych kolegów w dużym zbiorowym
            grobie (liczba ofiar jest dużo wyższa od podawanej oficjalnie). Następnego dnia
            miał już wracać do Palestyny. Tak się umiera za ropę dla UNOCALU Busha i EXXON-
            MOBILU Rockefellera.T ak umierają: żołnierze, dziennikarze, a przede wszystkim -
            masowo - irackie dzieci.
            "WETERANI USA PRZECIW WOJNIE W IRAKU" oraz "BRING THEM HOME NOW" Oto
            oświadczenie i lista wojskowych USA sprzeciwiających się agresji na Irak i
            okupacji Veterans Call to Conscience (htm)
            W USA aktywnie przeciw okupacji działają organizacje weteranów, jak również
            rodziców żołnierzy "Zabierzcie ich z Iraku do domu!".

            Domagają się natychmiastowego powrotu swych dzieci z Iraku i ukarania Busha za
            doprowadzenie do niesprawiedliwej wojny prowadzonej w imię kontroli nad
            zasobami naftowymi na podstawie kłamliwych "dowodów" o niebezpieczeństwie ze
            strony Husseina, byłego współpracownika CIA, dozbrajanego przez Pentagon nawet
            po 1991r (nie mówiąc o Halabdzy: podczas wojny z Iranem USA wspierały Husseina
            i dostarczały gazy bojowe; Kissinger Assoc. - Bremer, IRAQ-gate, "Searle"
            Rumsfelda, Bechtel, itd.) - były na ten temat przesłuchania w Kongresie, ale
            niestety Mc Neill, który prowadził śledztwo zginął podczas ataku na WTC, a
            kluczowe dokumenty uległy zniszczeniu.
            Te zasoby broni biologicznej i chemicznej "made by USA" były zniszczone
            całkowicie do 1998r. podczas inspekcji ONZ (Scott Ritter), w których licznie
            reprezentowani byli specjaliści CIA. O braku zagrożenia ze strony Iraku
            doskonale wiedziały wszystkie agencje wywiadowcze - w tym MI6, CIA i Mossad.

            Pomimo starannego przygotowania się do operacji, polscy dowódcy wojskowi nie
            kryją przed żołnierzami i opinią publiczną, że jest ona ryzykowna i
            niebezpieczna. Wskazują na groźbę ew. wybuchu powstania arabskiego, w czasie
            którego wszyscy żołnierze - bez względu na rasę, czy narodowość - będą
            traktowani jako okupanci. "Misja Kompromitacja" - Reportaż z "Polskiej strefy"
            Polska na celowniku. Polacy, obudźcie się póki czas!
            Nie zgadzajcie się na wyjazd okupacyjny do Iraku.
            Pchać się po łupy łatwo. Powrócić trudniej !!! Irakijczycy walczą przeciw
            bezprawnej okupacji, nie wspomagajmy jako Hilfspolizei amerykańskiego agresora.

            Amerykanie wciąż nazywają powstańców "siepaczami" Saddama lub "zbrodniczymi
            elementami" (jak onegdaj Goebbels powstańców AK). Propagandowe bzdury
            o "tchórzliwych terrorystach, niedobitkach Saddama" wymagają weryfikacji.

            Smutna konstatacja w rocznicę powstania warszawskiego - niedawno walczący z
            hitlerowskim najeźdzcą polski żołnierz sam stał się agresorem i okupantem w
            brudnej i kłamliwej korporacyjnej wojnie - Busha i jego gangu szefów
            zbrojeniowo-naftowych karteli niedawno jeszcze współpracujących z Hitlerem
            (Exxon-Stand.Oil). Wokół nich na potrzeby propagandy i dezinformacji zatrudnia
            się pseudo-intelektualistów, skorumpowanych byłych członków administracji
            państwowej - ultra-prawicowych prosyjonistycznych propagandzistów , w
            tzw. "trustach mózgów", m.in. CFR, AEI, PNAC, CPS, CLI, NAI i in., w
            których "mają zaszczyt doradzać" Balcerowicz, Geremek, Michnik, Suchocka,
            Onyszkiewicz - u boku H. Kissingera, notorycznego zbrodniarza wojennego.
            (PAP) - Minister obrony Węgier Ferenc Juhasz zapowiedział w piątek, że
            oddziały węgierskie wycofają się z Iraku, jeśli dojdzie w tym kraju do wojny na
            pełną skalę. Liczący 300 żołnierzy węgierski pododdział wejdzie w skład
            dowodzonej przez Polskę wielonarodowej dywizji sił stabilizacyjnych.

            "Uważamy, że decyzja o wycofaniu leży w naszej narodowej gestii, bez względu na
            to, jak zdecydują w takiej sytuacji inne kraje. Nie jedziemy tam na wojnę i nie
            chcemy wysyłać bohaterów" - oświadczył Juhasz. Minister przypomniał, że w
            pobliżu miasta Al Hilla, gdzie 60-osobowa jednostka węgierskich żołnierzy
            przygotowuje obóz na przybycie kolejnych oddziałów węgierskich, słychać już
            odgłosy eksplodujących pocisków moździerzowych.
            Przy całym smutku i współczuciu dla rodzin 16 zmarłych
            pracowników ONZ - nie wolno zapomnieć o proporcjach dramatów, jakie się
            rozegrały oraz roli mediów przy komentowaniu tych zdarzeń.

            10 000 zabitych cywili, do 60 000 zmasakrowanych żołnierzy irackich -
            najczęściej młodych chłopców, 20 000 krytycznie rannych cywili (także po
            bombach kasetonowych), pozostawionych w zdewastowanych szpitalach bez środków
            przeciwbólowych, bez wody, tysiące narażonych na nowotwory i śmierć w
            najbliższych latach od depleted uranium, 1,5 mln ofiar sankcji,
            300 000 ofiar cywilnych wojny w Zatoce Perskiej (masowe groby obecnie odkrywane
            pochodzą właśnie z 1991r. po prowokacji kuwejckiej ze strony USA - i po
            stłumieniu powstania 1991 pod egidą seniora Busha; sprawy mają się niemal 180
            stopni odwrotnie od oficjalnej wersji US), 45 000 cywili w Afganistanie (do
            dzis notabene nie ma dowodów, kto stał za zamachami) - jakże daleko Husseinowi
            do tych liczb spowodowanych przez USA ofiar. Tych dramatów media nie tylko nie
            nagłaśniają, ale wręcz - je zatajają. Informacji nie znajdziemy ani w
            nagłówkach ani na ostatnich stronach gazet.

            Wywołaniem bezprawnej wojny, w której ginie tylu ludzi dla uwolnienia ropy
            naftowej od dawnego współpracownika CIA - nie powstrzyma się terroryzmu - wrecz
            odwrotnie.
            CYTAT TYGODNIA: "Pierwsza wojna w Z.Perskiej powołała al-Qaedę do życia. Druga
            wojna będzie dla niej prawdziwym zastrzykiem wzmacniającym." -
            S.Simon, b.ekspert Białego Domu do walki z terroryzmem.
            Zobacz foto: Ben Laden i Zbigniew Brzeziński, lata 80-te

            Rola ONZ w opinii krajów arabskich (jak i wielu III świata) jest
            kontrowersyjna: często przekupywana i ulegająca szantażom gospodarczym ze
            strony USA (Kosowo, Timor, Ruanda, Kambodża, Chile i Pinochet, sankcje w Iraku)
            przychodzi po zniszczeniach spowodowanych przez imperialną politykę USA, by
            firmom i bankom ułatwiać maksymalny wyzysk. Ale i tak jest to jedyna istniejąca
            na razie organizacja mogąca potencjalnie przeciwstawić się unilateralnej,
            imperialistycznej polityce gangu psychopatycznych nafciarzy z Białego Domu. Do
            niedawna publicyści Gazety Wyborczej (głównie pan Unger i Warszawski), w TVP1
            Zb.Lewicki, itd. domagali się niemal rozwiązania ONZ-u. Oficjalnie wypowiadała
            się tak CFR (w której Michnik jest w Advisory Board).
            Zołnierze, wracajcie! To brudna wojna Exxonu-Mobilu!

            Przeczytajcie trochę ksiązek historycznych, zachodnich badaczy.
            W Polsce ich nie znajdziecie, bo jesteśmy potrzebni jako mieso armatnie.
            A Michnika w CFR sprawdźcie na ich oficjalnej stronie - www.cfr.org
            i Com. Liberation Iraq w towarzystwie zbrojeniówki.
            Linki na stronie
            www.irak.pl

            • gabrielacasey Jastrzebie z White House sa narodowi, ale napewno 26.08.03, 18:41
              nie sa SOCJALISTYCZNU. To predzej endecy, nizli nazi - nie myl pojec i
              kategorii!!!
              • Gość: www.irak.pl Hawks US ani socjalistyczni ni narodowi socjopaci IP: *.tele2.pl 26.08.03, 18:49
                Hawks USA ani socjalistyczni ani narodowi - ot socjopaci.
                Ale czekamy na udowodnienie, że jesteśmy "proislamską
                szerzącą nienawiść witryną, i kłamiemy jak najęci".

                Jesli podasz cytaty o tym świadczące - chętnie informacje sprostujemy.

                www.irak.pl
    • gabrielacasey Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 26.08.03, 18:32
    • gabrielacasey Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 26.08.03, 18:52
    • gabrielacasey Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 26.08.03, 19:12
      • Gość: www.irak.pl Nic nie masz do powiedzenia, Gabi tylko obrażasz l IP: *.tele2.pl 26.08.03, 19:22
        Nic nie masz do powiedzenia, Gabi, tylko obrażasz ludzi.
        Kiedy prosimy cię o przedstawienie dowodów na rzekome
        "szerzenie nienawiści i kłamstwa" na portalu
        www.irak.pl
        milczysz albo powtarzasz po 5 razy posty bez treści.

        Czy jesteś rzeczywiście na Harvardzie?
        Racje mają ci którzy mówią, ze szkolnictwo USA upada.

        US próbowały podłożyć BMR w Iraku, ale operacja się nie powiodła, na
        skutek "friendly-fire" - emeryt.płk US. Tę informację przekazała Nelda Rogers -
        a 28-year veteran debriefer for the Defense Department. Sami wojskowi są
        oburzeni działaniami rządu USA - związanego z przemysłem naftowym i
        zbrojeniowym.
        Z kolei Mazen Dana został z premedytacjš zastrzelony, gdyż nieopatrznie był
        �wiadkiem, jak żołnierze USA zakopujš swych zmarłych kolegów w dużym zbiorowym
        grobie (liczba ofiar jest dużo wyższa od podawanej oficjalnie). Następnego dnia
        miał już wracać do Palestyny. Tak się umiera za ropę dla UNOCALU Busha i EXXON-
        MOBILU Rockefellera.T ak umierają: żołnierze, dziennikarze, a przede wszystkim -
        masowo - irackie dzieci.
        "WETERANI USA PRZECIW WOJNIE W IRAKU" oraz "BRING THEM HOME NOW" Oto
        oświadczenie i lista wojskowych USA sprzeciwiających się agresji na Irak i
        okupacji Veterans Call to Conscience (htm)
        W USA aktywnie przeciw okupacji działają organizacje weteranów, jak również
        rodziców żołnierzy "Zabierzcie ich z Iraku do domu!".

        Domagają się natychmiastowego powrotu swych dzieci z Iraku i ukarania Busha za
        doprowadzenie do niesprawiedliwej wojny prowadzonej w imię kontroli nad
        zasobami naftowymi na podstawie kłamliwych "dowodów" o niebezpieczeństwie ze
        strony Husseina, byłego współpracownika CIA, dozbrajanego przez Pentagon nawet
        po 1991r (nie mówiąc o Halabdzy: podczas wojny z Iranem USA wspierały Husseina
        i dostarczały gazy bojowe; Kissinger Assoc. - Bremer, IRAQ-gate, "Searle"
        Rumsfelda, Bechtel, itd.) - były na ten temat przesłuchania w Kongresie, ale
        niestety Mc Neill, który prowadził śledztwo zginął podczas ataku na WTC, a
        kluczowe dokumenty uległy zniszczeniu.
        Te zasoby broni biologicznej i chemicznej "made by USA" były zniszczone
        całkowicie do 1998r. podczas inspekcji ONZ (Scott Ritter), w których licznie
        reprezentowani byli specjaliści CIA. O braku zagrożenia ze strony Iraku
        doskonale wiedziały wszystkie agencje wywiadowcze - w tym MI6, CIA i Mossad.

        Pomimo starannego przygotowania się do operacji, polscy dowódcy wojskowi nie
        kryją przed żołnierzami i opinią publiczną, że jest ona ryzykowna i
        niebezpieczna. Wskazują na groźbę ew. wybuchu powstania arabskiego, w czasie
        którego wszyscy żołnierze - bez względu na rasę, czy narodowość - będą
        traktowani jako okupanci. "Misja Kompromitacja" - Reportaż z "Polskiej strefy"
        Polska na celowniku. Polacy, obudźcie się póki czas!
        Nie zgadzajcie się na wyjazd okupacyjny do Iraku.
        Pchać się po łupy łatwo. Powrócić trudniej !!! Irakijczycy walczą przeciw
        bezprawnej okupacji, nie wspomagajmy jako Hilfspolizei amerykańskiego agresora.

        Amerykanie wciąż nazywają powstańców "siepaczami" Saddama lub "zbrodniczymi
        elementami" (jak onegdaj Goebbels powstańców AK). Propagandowe bzdury
        o "tchórzliwych terrorystach, niedobitkach Saddama" wymagają weryfikacji.

        Smutna konstatacja w rocznicę powstania warszawskiego - niedawno walczący z
        hitlerowskim najeźdzcą polski żołnierz sam stał się agresorem i okupantem w
        brudnej i kłamliwej korporacyjnej wojnie - Busha i jego gangu szefów
        zbrojeniowo-naftowych karteli niedawno jeszcze współpracujących z Hitlerem
        (Exxon-Stand.Oil). Wokół nich na potrzeby propagandy i dezinformacji zatrudnia
        się pseudo-intelektualistów, skorumpowanych byłych członków administracji
        państwowej - ultra-prawicowych prosyjonistycznych propagandzistów , w
        tzw. "trustach mózgów", m.in. CFR, AEI, PNAC, CPS, CLI, NAI i in., w
        których "mają zaszczyt doradzać" Balcerowicz, Geremek, Michnik, Suchocka,
        Onyszkiewicz - u boku H. Kissingera, notorycznego zbrodniarza wojennego.
        (PAP) - Minister obrony Węgier Ferenc Juhasz zapowiedział w piątek, że
        oddziały węgierskie wycofają się z Iraku, jeśli dojdzie w tym kraju do wojny na
        pełną skalę. Liczący 300 żołnierzy węgierski pododdział wejdzie w skład
        dowodzonej przez Polskę wielonarodowej dywizji sił stabilizacyjnych.

        "Uważamy, że decyzja o wycofaniu leży w naszej narodowej gestii, bez względu na
        to, jak zdecydują w takiej sytuacji inne kraje. Nie jedziemy tam na wojnę i nie
        chcemy wysyłać bohaterów" - oświadczył Juhasz. Minister przypomniał, że w
        pobliżu miasta Al Hilla, gdzie 60-osobowa jednostka węgierskich żołnierzy
        przygotowuje obóz na przybycie kolejnych oddziałów węgierskich, słychać już
        odgłosy eksplodujących pocisków moździerzowych.
        Przy całym smutku i współczuciu dla rodzin 16 zmarłych
        pracowników ONZ - nie wolno zapomnieć o proporcjach dramatów, jakie się
        rozegrały oraz roli mediów przy komentowaniu tych zdarzeń.

        10 000 zabitych cywili, do 60 000 zmasakrowanych żołnierzy irackich -
        najczęściej młodych chłopców, 20 000 krytycznie rannych cywili (także po
        bombach kasetonowych), pozostawionych w zdewastowanych szpitalach bez środków
        przeciwbólowych, bez wody, tysiące narażonych na nowotwory i śmierć w
        najbliższych latach od depleted uranium, 1,5 mln ofiar sankcji,
        300 000 ofiar cywilnych wojny w Zatoce Perskiej (masowe groby obecnie odkrywane
        pochodzą właśnie z 1991r. po prowokacji kuwejckiej ze strony USA - i po
        stłumieniu powstania 1991 pod egidą seniora Busha; sprawy mają się niemal 180
        stopni odwrotnie od oficjalnej wersji US), 45 000 cywili w Afganistanie (do
        dzis notabene nie ma dowodów, kto stał za zamachami) - jakże daleko Husseinowi
        do tych liczb spowodowanych przez USA ofiar. Tych dramatów media nie tylko nie
        nagłaśniają, ale wręcz - je zatajają. Informacji nie znajdziemy ani w
        nagłówkach ani na ostatnich stronach gazet.

        Wywołaniem bezprawnej wojny, w której ginie tylu ludzi dla uwolnienia ropy
        naftowej od dawnego współpracownika CIA - nie powstrzyma się terroryzmu - wrecz
        odwrotnie.
        CYTAT TYGODNIA: "Pierwsza wojna w Z.Perskiej powołała al-Qaedę do życia. Druga
        wojna będzie dla niej prawdziwym zastrzykiem wzmacniającym." -
        S.Simon, b.ekspert Białego Domu do walki z terroryzmem.
        Zobacz foto: Ben Laden i Zbigniew Brzeziński, lata 80-te

        Rola ONZ w opinii krajów arabskich (jak i wielu III świata) jest
        kontrowersyjna: często przekupywana i ulegająca szantażom gospodarczym ze
        strony USA (Kosowo, Timor, Ruanda, Kambodża, Chile i Pinochet, sankcje w Iraku)
        przychodzi po zniszczeniach spowodowanych przez imperialną politykę USA, by
        firmom i bankom ułatwiać maksymalny wyzysk. Ale i tak jest to jedyna istniejąca
        na razie organizacja mogąca potencjalnie przeciwstawić się unilateralnej,
        imperialistycznej polityce gangu psychopatycznych nafciarzy z Białego Domu. Do
        niedawna publicyści Gazety Wyborczej (głównie pan Unger i Warszawski), w TVP1
        Zb.Lewicki, itd. domagali się niemal rozwiązania ONZ-u. Oficjalnie wypowiadała
        się tak CFR (w której Michnik jest w Advisory Board).
        Zołnierze, wracajcie! To brudna wojna Exxonu-Mobilu!

        Przeczytajcie trochę ksiązek historycznych, zachodnich badaczy.
        W Polsce ich nie znajdziecie, bo jesteśmy potrzebni jako mieso armatnie.
        A Michnika w CFR sprawdźcie na ich oficjalnej stronie - www.cfr.org
        i Com. Liberation Iraq w towarzystwie zbrojeniówki.
        Linki na stronie
        www.irak.pl
        • gabrielacasey Juz ci mowlam, ze USA oplaca sie podlozyc BMR 26.08.03, 19:48
          • Gość: www.irak.pl Nie co oplaca sie - tylko co jest faktem IP: *.tele2.pl 26.08.03, 20:52
            Na początku wojny USA próbowały BMR podłożyć i potem (cyt. za oficerem USA).
            Syrię i inne kraje wokół USA też będzie próbowało zaatakować,
            jak Hitler kolejne kraje wokół "wyzwalanych Niemców sudeckich".

            Wielu analityków wojskowych porównuje atak USA na Irak do agresji hitlerowskiej
            na Polskę: była to również wojna "prewencyjna" bez legitymizacji prawnej, w
            celu poszerzenia "Lebensraum" - pod pozorem "uwalniania" mniejszości
            etnicznych, przeprowadzona z przytłaczającą siłą militarną, ale ze znacznie
            bardziej wyrafinowaną od hitlerowskiej propagandą, dezinformacją i zapleczem
            medialnym.

            19.4.1943 r. hitlerowcy rozpoczęli likwidację warsza w-skiego getta. Siły po
            obu stronach były nieporów-nywalne - blisko 2 000 wyszkolonych żołnierzy i SS
            manów dysponujących czołgami i ciężką artylerią miało przeciw sobie około 800
            słabo wyposażonych w broń powstańców żydowskich. Mimo to walki trwały blisko
            miesiąc, a jeszcze i później w ruinach domów broniły się niedobitki
            powstańczych oddziałów. Niemcy zmienili teren getta w morze ruin.

            Prescott Bush i George Herbert Walker (dziadek i pradziadek G.W.Busha) należeli
            do czołowych amerykańskich bankowców finansujących partię Nazi w Niemczech,
            poprzez przemysłowca Fritza Thyssena (obecnie firma Thyssen-Krupp).

            Przejęli Hamburg-America Line, przykrywkę dla jednostki szpiegowskiej
            I.G.Farben w USA.
            W Niemczech I.G. Farben zasłynął już wówczas stosowaniem gazu w komorach w
            obozach zagłady;
            był producentem Zyklonu B oraz innych gazów chemicznych używanych wobec ofiar
            Holocaustu. Rodzina Bushów miała całkowitą wiedzę na temat charakteru tych
            działań swego kluczowego inwestycyjnego partnera.

            Zatrudniła Allena Dullesa, przyszłego szefa CIA, którego zadaniem było
            zatajenie funduszy, które pochodziły z inwestycji Nazi oraz tych, które były
            wysyłane do nazistowskich Niemiec. Thyssen finansował budowę zabudowań w
            Auschwitz i gigantyczny kompleks petrochemiczny Auschwitz-Monowitz. Partnerem
            IG Farben była firma Standard OIL (obecnie Esso i Exxon-Mobil) rodziny
            Rockefellerów. David Rockefeller jest obecnie honorowym szefem CFR,
            intelektualnego "motoru" obecnej wojny (Council on Foreign Relations), w której
            Adam Michnik zasiada w Advisory Board.

            Warto przypomnieć, że jeden z czołowych dygnitarzy amerykańskich, Henry
            Kissinger po "młodzieńczym" epizodzie współpracy z SS, i wyjeździe w 1938 r. do
            USA, nabyte umiejętności i zdobyte kontakty rozwinął w sposób
            całkowicie "dojrzały" podczas akcji "Paperclip" - "transportu" zbrodniarzy NAZI
            do USA, a następnie wcielania ich w struktury CIA oraz karteli
            austronautycznych, zbrojeniowych i przemysłowych, a także agencji prasowych i
            medialnych, czego skutki - poprzez ponadnarodową globalizację owych koncernów i
            korumpowanie rządów biedniejszych państw - cały świat odczuwa od dziesięcioleci
            w sposób dramatyczny.

            W Norymberdze "wyciszono" większość dochodzeń w sprawie karteli wspierających
            Hitlera, z inicjatywy zamieszanych w ten proceder korporacji amerykańskich.

            CZAS NA IMPEACHMENT George W. Bush - osoba odpowiedzialna podbój i okupację
            Iraku, śmierć tysięcy ludzi, używanie broni uranowej i bomb kasetonowych;
            dysponująca najwiekszymi zasobami broni masowego rażenia na świecie; grożąca
            kolejnymi wojnami mającymi zapewnić pełnię dominacji nad nie tylko nad Bliskim
            Wschodem bogatej elicie w USA...
            Dyrektor koncernu naftowego Salema Ben Ladena (brata Osamy Ben Ladena),
            uratowany przed bankructwem przez samego Ben Ladena, inwestującego w jego
            spółki handlowe: "Unocal", "Harken", "Arbusto" i "Carlyle", który wraz z ojcem
            (byłym dyrektorem CIA i ex-prezydentem USA) przejął fortunę pochodzącą z handlu
            z Hitlerem (Thyssen, Harriman), nastepnie - ze spółek z ojcem Ben Ladena
            (dzięki kontaktom saudyjskim). George Bush senior będąc prezydentem sprowokował
            agresję na Kuwejt, by móc zaatakować Irak, i w 1991 zachęcił Irakijczyków do
            powstania, po czym krwawo zdławił je wraz z Husseinem, gdy po wytworzeniu sie
            próżni politycznej szyici chcieli sformować rząd (odnajdywane obecnie masowe
            groby pochodzą właśnie z 1991 roku !).

            Wcześniej aprobował nielegalne dostarczanie reżimowi Husseina broni masowego
            rażenia zarówno poprzez Pentagon, jak i "zaprzyjaźnione" z "trzymającymi
            władzę" think-tankami oraz Białym Domem - firmy, np. "Bechtel", powiązaną z
            Lockheedem i powszechnie bojkotowanym "Komitetem Wyzwolenia Iraku", jak również
            broni chemicznej z firmy "Searle" Rumsfelda, którą zagazowano Kurdów z
            amerykańskich helikopterów podczas wspólnie z Husseinem prowadzonej wojnie
            przeciw Iranowi...
            www.irak.pl
        • gabrielacasey W Libanie, Jordanii lub Syrii. 26.08.03, 19:49
    • gabrielacasey Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 26.08.03, 19:35
    • gabrielacasey Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 26.08.03, 19:37
    • gabrielacasey Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 26.08.03, 19:38
    • gabrielacasey Re: __Wspaniala__Oriana_Fallaci__o__Islamie___!_( 26.08.03, 19:38
    • gabrielacasey Ale wam, lewacy, przeszkadza ten post. 26.08.03, 19:54
      • puls Ale wam, lewacy, przeszkadza ten post.oj przeszkad 26.08.03, 21:17
        oj przeszkadza sttrasznie , szlak ich trafia.
        Boja sie prawdy.
        Wczoraj znowu Islam mordowal =zamach w Indiach .
        • eu_lola Re: Ale wam, lewacy, przeszkadza ten post.oj prze 26.08.03, 21:25
          puls napisał:

          > oj przeszkadza sttrasznie , szlak ich trafia.
          > Boja sie prawdy.
          > Wczoraj znowu Islam mordowal =zamach w Indiach .


          Dwie krowy siedza na rynnie i robia na drutach piec.
          Wtem nadchodzi lyk kawy i pyta : "Powiedzcie, czy wolno wam juz wogole palic ?"
          "Dlaczego, czy to jest ulica jednokierunkowa ?"
          • gabrielacasey Doskonale ujelas POLSKA WIEDZE O ISLAMIE !!! 26.08.03, 22:18
            • Gość: U Re: Doskonale ujelas POLSKA WIEDZE O ISLAMIE !!! IP: *.75.3.43.Dial1.Boston1.Level3.net 27.08.03, 03:07
              Nie beda hercle uczyc mnie,co to jest Islam.Rownie dobrze
              moglbym sie zwrocic do Belzebuba,zeby mnie nauczal Biblii.
              • gabrielacasey O nieszczesny! Cierpisz na "dhimmi syndrome" 27.08.03, 03:11
                Wiecej:213.92.16.47/ESW_articolo/0,2393,41028,00.html
    • gabrielacasey I polaczkowskim antysemitom takoz!!! 26.08.03, 19:55
      • gabrielacasey Israel, Palestinians and the land of Israel 27.08.03, 00:56

        Terrorism
        many Christians are confused about the difference between Terrorism and Law
        Enforcement.

        It is actually the Jews who are victimized at no fault whenever, if they are
        people driving to see friends, go shopping at the mall or just families on a
        vacation.

        Terrorism has nothing to do with any occupation. It is a result of evil and
        uncivilized people who don't know anything else. Terror against Israel has been
        going before Israel took control over in 1967, and even was used method by
        Arabs before the establishment of the state of Israel.

        Terror is such a common tool amongst the Arabs that it is actually used more as
        a tool against their own people. The reason the world says nothing against the
        Arab/Arab terror is because the world is only care about criticizing Israel.

        I grew up in Israel in the 60' and 70' when terrorism was a very used tool by
        the Arabs. Their main (or one of the main - they had few inventions) way of
        operation for a few years was to sneak into schools and kill kids.

        Putting a bomb in crowded areas particularly ones that had to do with kids was
        another way of their chosen actions. At that time they still did not use
        suicide bombers - this is something they developed more in the mid to end 80'.

        The fact is that every Israeli is a legitimate target at every step he goes. We
        learnt how to cope with this threat in a way that I doubt any other nation
        would have been able to.

        People around the world do not understand how much terrorism affected the daily
        lives of the Israelis. Israel needed to provide security at every place.
        Parents had to take days off from work or their businesses so they could guard
        the schools.

        I remember as early of the age of 6 being taught not to pick up unrecognized
        objects, and we used to have drills on a regular basics on how to act if there
        is a terrorist attack.

        Civilians have to guards the streets at nights. The fact is that until today it
        is the Jewish villages that are fenced and guarded.

        And then it is the fact that Israelis have to go to the army for 3 years (2
        years for women) and then do about 40 service a year for another 20-30 years.
        This indeed has tremendous influence on the economy, people's businesses,
        University studies and any other aspect of life.

        This is in a western society that like any other people in western society
        really want to go a head with their lives, business, jobs and so on. The whole
        Arab conflict is totally something that Israelis have no interest in - except
        it was viciously imposed upon them.

        Most Israelis soldiers would have been much happier if they could have spend
        the time with their girlfriends, go to the movies/nightclubs or do sports than
        police the Arabs.

        This is the way the life of the Israeli people were on and off for the last 100
        years - work at day and guard at night. It is not easy, but Israel deals with
        it.

        I believe that the biggest strength of Israel that does make her unique from
        other nations is that Israel has never scoot down to the Arabs level (it is
        amazing that only few individual Jews have retaliated against Arabs. However,
        they were treated as criminals by all Israeli authorities).

        Indeed, the amount of attacks that Israelis citizens have endured is enormous.
        Yet, there was almost no retaliation by private citizens, nor by any Israeli
        government to go and specifically kill Arab civilians.

        The reason Israel has so much tolerance towards the Arabs is because Israel
        believe that they are the chosen people. As a result, Israel shows a lot of
        grace towards the Arabs (the same way they showed towards Germany). However,
        the Arabs know that they are wrong and therefore have no grace what so ever.

        However, I am afraid that many parties of the world such as the world's media,
        the UN and even the European countries are enticing Israel (her private people)
        into scooting down to the level of the Arabs so they could condemn Israel. This
        may be the main goal of the PLO and even the world media, The UN, many of the
        humanitarian organizations and the European countries.

        This scenario is very likely to happen. The environment in which Israeli
        citizens will loose their patient is very near by. I can see the joy of certain
        media organizations, world leaders and obviously the Arab world when such
        scenario will take place.

        For this reason, I believe that one of the most important thing Christians can
        do is encourage the people of Israel and support them so they do not loose
        their strength. We must condemn the evil forces within the Arab viciously
        without any compromise.

        We must not confuse Israel situation with the Arabs which have the choice to
        live in peace without terrorist attacks - accept by their own people (I will
        talk about the Arab to Arab terrorism later in the book). Indeed, Terrorism of
        Palestinians against Palestinians is not dealt at the so-called "loving
        Christian press" of the world!

        The fact that terrorism of Palestinian against Palestinian is not dealt so much
        is a terrible thing. It is one of the reasons that the Palestinian people feel
        so oppressed.

        Like all Israelis I could never understand why the world is not doing anything
        about the issue. Only when I became familiar with the Scripture I finally got
        to understand the reason for the fact that the world does not care about the
        lives of the Palestinians. All they are interested is to condemn Israel and
        submit her into their plan of bringing upon the satan's government.

        Calosc:www.bibleofelohim.com/israel/israel7.htm
    • gabrielacasey Poglady Fallaci sa szeroko podzielane: 27.08.03, 01:10
      english.pravda.ru/letters/2002/05/10/28487.html
    • gabrielacasey The Danger is Called Dhimmitude - nt. Fallaci 27.08.03, 02:18
      And above all it finds support in the work of a renowned historian of Islam:
      Bat Ye’or – her pseudonym – was born in Egypt, is a British citizen and lives
      in Switzerland.

      In a series of essays published in France and the United States, Bat Ye’or has
      reconstructed in terms updated by today’s models the theory and practice – from
      its origins up to today – of Islamic jihad, or holy war, and above all
      of “dhimmitude,” which is the condition assigned to Christians and Jews by
      Muslim teaching.

      The Arabic word “dhimmi” is translated “protected.” And this is what Oriana
      Fallaci holds: European Christians, in their pro-Islamism, seek protection.
      Indeed, they live as if they already feel themselves to be “dhimmi.”

      Calosc: 213.92.16.47/ESW_articolo/0,2393,41028,00.html
      • gabrielacasey Biblografia do tematu "dhimmizmu": prof.Bat Ye& & #35 8217;or 27.08.03, 02:59


        Bat Ye’or: “Islam and Dhimmitude: Where Civilizations Collide”, Dickinson
        University Press, 2001;


        Bat Ye’or: “Les Chrétientés d’Orient entre Jihad et Dhimmitude. VII-XX siècle”,
        Les Editions du Cerf, Paris, 1991 (“The Decline of Eastern Christianity under
        Islam. From Jihad to Dhimmitude”, Associated University Presses, 1996).
    • gabrielacasey "Hindu Tattva" o grozbie islamu 27.08.03, 03:17
      www.hindutva.org/islam.html
    • gabrielacasey Danger of Militant Islam 27.08.03, 03:24
      Is Bin Laden motivated by radical Islamic teachings? Some fifth columnists
      say ‘no

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka