Gość: CCCP
IP: *.acn.pl
04.10.03, 11:57
W poście
www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=50&w=8296300&a=8325356
nazwałaś mnie "eleganckim antysemitą". A moją ostatnią wypowiedź jako nieodpowiednią do tego statusu, bo mało elegancką.
Za epitet Ci dziękuję. Pomimo użycia słowa "elegancki" i tak boli.
Poznalismy się na Forum ok. stycznia-lutego tego roku. Blizej koresponduję z Tobą chyba gdzieś od marca. Starałem się przez ten czas jak mogłem, żeby Ci pokazać, że historia nie toczyła się i przed wojną i w czasie wojny i po wojnie jakimś prościutkim, łatwym do zdefiniowania i opisania torem. Ludzie mogą ją odbierać na rózne sposoby. Mają różne doświadczenia.
Piszesz: statystyczna większość Polaków nie pomagała Żydom. To ciężki zarzut. A ja powiem: statystyczna wiekszość polskich rodzin została ciężko dotknięta przez wojnę. Także moja, we wszystkich jej odgałęzieniach. Mężczyźni w niewoli, ranni, chorzy - albo za granicą. W innych rodzinach trwałe okaleczenia. I dopiero teraz dodam: tak, statystyczna większość Polaków nie pomagała Żydom. Angażowało się w taką pomoc tylko kilkaset tysięcy ludzi. Mało, pewnie że mało. Ale zważywszy warunki i ryzyko - i tak dużo.
Pomoc - czy mogła być dawana z drugiej strony, pod sowiecką okupacją, przez wspólnoty żydowskie Polakom? Uważam, że mogła być. Uważam, że postawienie tej kwestii jest uczciwe. Nie wykluczam, że były takie wypadki - choć zdaje się dokumentów nie ma. Chciałbym o nich wiedzieć. Powtarzam się już: ale napiszę, że wojna postawiła przed ludźmi wysokie wymagania, kazała wszystkim bez wyjątku sprawdzić, co znaczy dla nich bliźni - nie ważne czy z chrześcijańskiej czy żydowskiej perspektywy.
Starałem się pokazać Ci, sądzę, że uczciwie, że nie tylko po polskiej stronie trwają stereotypy i uprzedzenia, że istnieją również po Twojej stronie - pamiętasz karuzelę i duńskiego króla? Starałem się pokazać, poprzez linki do róznych artykułów (nawet dzisiaj), co się tutaj robi, żeby w jakiś uczciwy sposób przeciwdziałać takim stereotypowym wyobrażeniom.
Dlaczego to wszystko robiłem? Z dwu powodów.
Pierwszy jest taki, że chciałem poznać bliżej to, co było przez ostatnie paręset lat jednym z konstytutywnych elementów polskiej tożsamości, a czego dzisiaj już nie ma. Stąd nieustanne pytania, prośby o informację, rzetelną informację. Sporo się dowiedziałem, może nie tyle z otrzymanych informacji, ile z przemilczeń, albo z wyrazów niechęci, jakimi skutkowały niektóre z pytań. Co do Ciebie, Dano, to mogę śmiało powiedzieć, że masz dar humoru i ciepła dzisiaj już w Polsce rzadko spotykany. A szkoda. I doświadczenie tego bardzo sobie w tej wymianie cenię.
Drugi taki, że chciałem się dowiedzieć czegoś więcej o możliwych motywacjach ludzi, którzy ratując się przed zagładą przyczynili się sami do zagłady miejscowości, z której wywodzi się jedno z odgałęzień męskiej linii mojej rodziny. Czy się czegoś dowiedziałem, ponadto co sam już albo wiem albo się domyślam? Odpowiedź jest krótka: nie. I to jest smutne i przykre. Poza pogłębieniem przekonania, że to zdarzenie z 8 maja 1943 roku moze posłużyć jako symbol rozdroża, od którego losy obu grup ruszyły już własnymi trajektoriami (w tym samym mniej więcej czasie parę tysięcy żołnierzy wyznania mojzeszowego opuściło stacjonującą w Palestynie polską armię gen. Andersa).
Przykro mi, że to powiem: to nie dążenie do historycznej prawdy motywuje w moim przekonaniu takie czy inne zdania wyrażane w Twoim środowisku (w USA czy Izraelu) o tym tutaj kraju i jego mieszkańcach. Te zdania są wyrazem dążenia do uzyskania własnej, już tylko zydowskiej tożsamości - a tę uzyskuje się przez zanegowanie polskiej, wcale nie tak małej, cząstki historycznego doświadczenia. (Być może - całkiem prawdopodobne - i my tutaj w podobny sposób borykamy się z własną, okaleczoną tozsamoscią).
Więc ją, tę swoją, Dano, tożsamość, formuj dalej i kształtuj. Ale ja nie chcę być, nie życzę sobie być dla Ciebie negatywem. Nawet jeśli Twój negatyw musi być - z natury rzeczy, nie? - elegancki.
Więc jak - do widzenia?
C.