Gość: dana33
IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.*
26.10.03, 22:37
znalazlam cos interesujacego, z roku 1974, ale jak nic, pasuje to i do 2003...
[Fragmenty przemowienia wygloszonego w Zurychu w 1974 roku, przez profesora
Pinchasa Lapida, bylego wykladowcy na Uniwersytecie Bar Ilan w Izraelu,
zydowskiego historyka.]
Od samego poczatku istnienia naszego narodu Bog chcial, abysmy my, Zydzi, byli
skromni i nie mieli o sobie zbyt wygorowanego mniemania. Bog podkreslal za
posrednictwem proroka Mojzesza, ze jestesmy najmniejszym z narodow, a mimo to
wybral nas. I to sie nie zmienilo. Panstwo izraelskie jest jednym z
najmniejszych panstw na swiecie. Jego terytorium jest mniejsze od polowy
terytorium Szwajcarii, a liczba jego obywateli wynosi mniej, niz liczba
mieszkancow Berlina.
Bogactw mineralnych mamy bardzo niewiele. Nie posiadamy ani tego wegla, w
ktore obfituje Zaglebie Ruhry, ani rudy zelaza, jaka ma Szwajcaria, ani nawet
lasow, jakimi pokryte sa gory Schwarzwaldu. Ropy naftowej mamy tylko odrobine.
Totez robimy coraz to nowe wiercenia z nadzieji, ze moze dobry Pan Bog i to
nam jeszcze zechce darowac.
Mamy za to nieprzebrane ilosci piasku i kamieni. Jaka szkoda, ze nie ma
takiego kraju, ktory zechcialby od nas importowac piasek i kamienie! Niestety,
obfitosc tego artykulu nie moze przysporzyc nam pieniedzy, ktorych wciaz jest
za malo na podzwigniecie naszego kraju z ruiny. (...)
Tak, mamy obfitosc kamieni i piasku, ale za to odczuwamy wielki brak wody. Nie
znam innego jezyka poza hebrajskim, ktory posiadalby tyle okreslen dla deszczu
i rosy, ile my mamy. Istnieje az jedenascie hebrajskich wyrazow na okreslenie
roznych rodzajow deszczu i cztery wyrazy na okreslenie rosy. Dlaczego?
Poniewaz od wiekow mielismy malo opadow, wyspecjalizowalismy sie w tworzeniu
okreslen na kazdy rodzaj deszczu i rosy. Zawsze musielismy modlic sie do Pana
Boga o wiecej deszczu, aby moc uprawiac nasza twarda, oporna glebe i miec
kawalek powszedniego chleba dla zachowania zycia.
Gdybym probowal wyliczyc Panstwu wszystkie nasze biedy, zajeloby mi to pol
godziny. Powiem wiec raczej o czyms pozytywnym. Mianowicie, wsrod wszystkich
naszych brakow jest jeden, ktorym wcale sie nie martwimy. Jest to brak nienawisci.
Kiedy 6 pazdziernika 1973 roku podczas naszego najuroczystszego swieta - Dnia
Pojednania, wojska ZRA znienacka przekroczyly nasza granice niosac smierc
tysiacom naszych rodakow, profesorowie naszego uniwersytetu oglosili
szczegolna ankiete. W ankiecie tej wziely udzial tysiace osob cywilnych i
wojskowych, a zawierala ona pytanie: "Czy nienawidzi pan / pani Arabow?".
Okazalo sie, ze tylko 11% ankietowanych rzeczywiscie nienawidzi wrogow swojej
ojczyzny. "Nienawidza tylko arabskich terrorystow", wypowiedzialo si? 15%.
"Nienawidze tylko niektorych Arabow" - napisalo 16% uczestnikow ankiety.
Pozostale 58% odpowiedzi brzmialo zdumiewajaco, wprost nieprawdopodobnie,
jesli zwazymy, ze Arabowie szli, aby wymazac Izrael z mapy swiata: "Nie, nie
czuje nienawisci do Arabow"! Mysle, ze Pan Jezus bylby zadowolony z takiej
odpowiedzi i dodalby do niej Swoje "Tak i Amen!". Zgodza sie Panstwo ze mna,
ze w jakimkolwiek innym kraju na swiecie napadnietym przez smiertelnego wroga
nie do pomyslenia jest, aby tylko 11% ludnosci nienawidzilo go!
Dwa dni pozniej, 8 pazdziernika, podczas najzagorzalszych walk przeprowadzono
inna ankiete, tym razem wsrod wykladowcow naszego uniwersytetu. Pytanie
brzmialo: "Czy zgodzilby sie pan wyjechac na rok do Syrii lub Egiptu, aby tam
pracowac nad podniesieniem poziomu oswiaty i kultury?" I oto 91% profesorow
wypowiedzialo sie: "Tak, zgodzilbym sie". A przeciez oba te panstwa dazyly do
naszej zaglady! Osobiscie, dumny jestem nie tyle z tego, ze moj narod
zwyciesko wyszedl z tej wojny, ile z tego, iz nie jest zatruty nienawiscia.
Dowodem braku nienawisci jest tez fakt, ze w pietnascie lat po dokonaniu
najwiekszego w dziejach ludzkosci masowego mordu na ludnosci zydowskiej, Zydzi
otworzyli bramy swego panstwa i swoje serca przyjezdnym z Niemiec:
pielgrzymom, dyplomatom i milosnikom Biblii. Najwiekszym marzeniem trzech
milionow Zydow zgromadzonych na ziemi izraelskiej jest to, abysmy mogli z
naszymi sasiadami zyc tak dobrze, jak od 160 lat zyje Szwajcaria ze swymi
sasiadami. Takie marzenie jest wlasciwie utopia, bo dobrze wiemy, co sie o nas
mowi w Kairze, w Damaszku, w Ammanie, w Libii; wiemy, co pisze sie o nas i
mowi przez radio na calym swiecie. (...) Ale, jak Panstwu wiadomo, my, Zydzi,
jestesmy nieuleczalnymi optymistami. Wiele razy nasi nieprzyjaciele probowali
nas z tego uleczyc, ale dotad nie udalo im sie. Po wszystkich strasznych
przezyciach nadal jestesmy optymistami, nadal nie tracimy nadziei.
Nie wiem, czy Panstwo zdaja sobie sprawe z tego, ile trzeba miec optymizmu i
zupelnie bezpodstawnej nadziei, aby budowac panstwo zydowskie wsrod calego
morza nieprzyjazni, a jednak wierzyc, ze przyszlosc przyniesie pokoj. Czy
mogliby Panstwo wyobrazic sobie np., ze malenkie panstwo Luksemburg od
przeszlo cwierc wieku zyje w stanie wojny ze swymi poteznymi sasiadami:
Niemcami, Francja i Belgia, a mimo to wciaz liczy na pokoj? A tak wlasnie jest
z nami. My jestesmy takim malenkim "Luksemburgiem" wobec wielkich panstw
Bliskiego Wschodu. Jesli popatrzymy na mape, stwierdzimy, ze najdluzsza rzecza
w Izraelu sa jego granice - przy malenkiej powierzchni. Nasze granice sa tak
dlugie i tak trudne do obrony, jak granice Norwegii albo Chile, z ta roznica,
ze po drugiej stronie nie ma przyjaznej Szwecji, czy Argentyny. O, jakze
pragnelibysmy miec takiego sasiada, jakim jest Szwecja! Ale dobry Pan Bog dal
nam innych sasiadow i musimy przyjac to, co nam dal.
Musze jednak sprostowac to, co powiedzialem przed chwila. To, co jest
najdluzsze w Izraelu, to nie nasze granice. Istnieje cos jeszcze dluzszego:
trzy tysiace lat trwajaca moc zydowskiej nadziei. Wlasnie dzieki tej
wielowiekowej nadziei - wbrew logice i zdrowemu rozsadkowi - obchodzimy w tym
roku dwudziesta szosta rocznice narodzin trzeciego z kolei Panstwa Izraelskiego.
Jak Panstwo pamietaja, pierwsze panstwo izraelskie zalozone bylo przez
Jozuego, a zniszczone przez Babilonczykow. Drugie z kolei panstwo izraelskie
zostalo odbudowane przez Ezdrasza i Nehemiasza, a obrocone w zgliszcza i
popioly przez Rzymian. Dwadziescia szesc lat temu rozpoczelismy juz po raz
trzeci odbudowe naszego panstwa pod przewodnictwem Dawida Ben Guriona.
Gdybym mial podsumowac to, czego dokonalismy w tym krotkim czasie - a ktoz wie
lepiej, niz my, Zydzi, jak krotki to okres w porownaniu z czteroma tysiacami
naszej pelnej utrapien historii - otoz w moim podsumowaniu nie podawalbym
danych statystycznych, bowiem nie ukazuja one calej prawdy. Chcialbym
natomiast podac te fakty, ktore daja sie strescic w dwoch slowach: CZTERY CUDA.
Co rozumiem przez slowo "cud"? Powiedzialbym, ze jesli ktoregos dnia widzimy,
iz dokonalo sie cos, co wszyscy uczeni uwazali dotad za rzecz niewykonalna, to
jest cud. Cud wystawia na posmiewisko wszystkie logiczne wywody naukowcow. Tak
definiujac cud stwierdzam, ze w Izraelu ogladamy wydarzenie sie az czterech cudow.
Pierwszym takim cudem jest wskrzeszenie martwego jezyka. Na poczatku XX wieku
ani jedno dziecko zydowskie nie uwazalo hebrajskiego za swoj wlasny jezyk.
Kiedy pierwsi syjonisci usilowali sprowadzic lud Biblii z powrotem do kraju
Biblii, rozumieli, ze wieza Babel nie moze sie powtorzyc, tj., ze Zydzi
powracajacy z 121 krajow, mowiacy przeszlo siedemdziesiecioma roznymi
jezykami, musza miec jeden wspolny jezyk. Inaczej nie da sie odbudowac kraju.
Syjonisci ci doszli do wniosku, ze tym jezykiem moze byc tylko jezyk naszych
praojcow - hebrajski.
Wtedy podniesli krzyk wszyscy filologowie, wszyscy znawcy jezykow i literatury
powszechnej, dowodzic, ze martwego jezyka nie da sie wprowadzic do uzycia we
wspolczesnym swiecie. Uczeni ci wskazywali, ze zadna z podejmowanych
dotychczas prob ozywienia martwego jezyka jeszcze sie nie udala. Patriotom