wolny32
19.10.06, 17:00
Kiedyś naśmiewałem się z tego pojęcia, utożsamiajac ludzi "uduchowionych" z
nawiedzonymi licealistkami rodem z przeglądu filmów niezależnych, wpatrzonych
maslanymi oczyma w lokalnej sławy równie uduchowionego reżysera.
Spotykając AA zauważyłem, że owa śmieszna duchowość znaczy dla mnie bardzo
dużo i to właśnie duchowość moja jest poraniona.
Zachłysnąłem się tym.
Potem ostudziły mój zapał ciągłe gadki o duchowości na mityngach terapiach
forum itp, to pojęcie wyswiechtało się i znów zacząłem się trochę w duchu śmiać.
Jakiś czas temu byłem w Muzeum Narodowym na wykładach na temat historii piękna
i pojmowaniu go na przestrzeni dziejów.
Dzień później byłem na wykładzie o historii muzyki.
Gdy stanąłem przed wielkimi obrazami sprzed wieków, gdy słuchałem chorałów
sprzed wieków- poczułem dotyk duchowości.
Płtya z odtwarzacza w domu, film na DVD- nie czułem.
tam wtedy znalazem swoja duchowość.