de_oakville
31.01.09, 15:22
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Zatoniecie 'Wilhelma Gustloffa' 30 stycznia 1945 roku bylo
najwieksza katastrofa morska w historii ludzkosci: 9343 ludzi, w tym
wiecej niz 5000 dzieci stracilo zycie po radzieckim ataku torpedowym
na bezbronny statek przewozacy uciekinierow."
(z niemieckiego filmu dokumentalnego "Triumf i tragedia Wilhelma
Gustloffa")
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niektore zrodla podaja date katastrofy 31 stycznia. Tak czy owak
byla to noc z 30 na 31 stycznia. Statek plynal z Gdyni do
Swinoujscia i zostal trafiony trzema torpedami w odleglosci
12 mil morskich na polnoc od Ustki. Uciekinierzy, glownie z Prus
Wschodnich, ktorzy wczesniej dotarli do Gdyni, aby sie ratowac
dalsza ucieczka na zachod przezyli przedtem "gehenne" uciekajac
przed Armia Radziecka, ktora parla z impetem na zachod podczas
ofensywy styczniowej. Jednak, ci ktorym udalo sie dotrzec do Gdyni
oddychali z ulga. Tu byli bezpieczni. Czekala ich jeszcze "walka" o
miejsce na statku, bo wielkie statki stojace w porcie
byly przeladowane do granic mozliwosci. Ci, ktorym udalo sie wejsc
na poklad czuli sie juz niemal zupelnie ocaleni.
Dialog z niemieckiego filmu "Noc zapadla nad Gdynia" ("Nacht fiel
ueber Gotenhagen"):
zona rannego na froncie: "- Tu nie dosiegnie nas juz zaden czolg na
swiecie, jutro bedziemy w Swinoujsciu"
jej ranny maz, lezacy na pryczy w pomieszczeniu dla chorych: "-
Jeszcze tam nie jestesmy"
ona: "-A coz nam przeszkodzi, to taki wielki statek."
Nie liczono sie z atakiem radzieckich lodzi podwodnych, bo zadne
zrodla wywiadu nie donosily o ich obecnosci na poludniowych
akwenach Baltyku. Bardziej bano sie atakow z powietrza - statek
wcale nie byl "bezbronny" bo posiadal baterie dzial
przeciwlotniczych. Bano sie rowniez min i dlatego wybrano trase nie
wzdluz wybrzeza, w niedalekiej odleglosci od brzegu, tylko dalsza,
blizej srodka Baltyku i na glebszych wodach. Trasa wzdluz wybrzeza
wiazala sie z ryzykiem wplyniecia na mine, ale gdyby w tym wypadku
statek poszedl na dno, to byl on na tyle wysoki (kilka pieter), ze
moglby osiasc kadlubem, ale nie schowalby sie caly pod woda. Akcja
ratunkowa bylaby wtedy latwiejsza. Na statku bylo az
trzech "kapitanow", a jednym z nich byl pierwszy oficer, ktory
oficjalnie kapitanem oczywiscie nie byl, ale posiadal licencje
kapitana i caly czas sie wtracal do podejmowanych decyzji. Tamtej
nocy padal snieg, a temperatura powietrza wynosila minus 18 stopni,
temperatura wody Baltyku minus 1 stopien. Statek w momencie
storpedowania byl w pelni oswietlony i swiecac jak latarnia schowal
sie pod wode. Decyzje o wlaczeniu wszystkich swiatel podjeto nieco
wczesniej, bo ktos poinformowal droga radiowa, ze w przeciwnym
kierunku plynie flotylla tralowcow minowych, bano sie wiec zderzenia
z nimi. W rzeczywistosci tej nocy zadne tralowce niemieckie
nie plynely z zachodu na wschod i po dzis dzien nie zostalo
wyjasnione, kto podal ow komunikat. Istnieja nawet przypuszczenia
(na ktore nie ma zadnych dowodow), ze komunikat ten wyslali Polacy z
Gdyni, ktorzy widzieli jak statek opuszcza rede na Oksywiu i udaje
sie w rejs. Dla dowodcy radzieckiej lodzi podwodnej, kapitana
Marinesko, oswietlony wieli statek byl darem na "srebrnej tacy".
Na marginesie dodam, ze wszyscy trzej "kapitanowie" uratowali sie.