yann17
09.04.09, 18:14
Ullicami gruzińskiej stolicy Tbilisi idzie kilkudziesięciotysięczny
tłum. Ludzie śpiewają pieśń "Tulipany". Powiewają flagi z
napisem "Chrońmy Gruzję" i "9 kwietnia" - ta ostatnia na pamiątkę
krwawej radzieckiej interwencji w kaukaskim państwie dokładnie 20
lat temu. Na murach domów wiszą setki plakatów z podobizną
Saakaszwilego wpisaną w czerwone koło. Główna ulica Tbilisi - Aleja
Rustawelego - została już całkowicie zablokowana. Tysiące
protestujących zebrały się przed parlamentem.
"Nie mamy innego wyjścia, jak tylko tkwić tutaj do końca, aż judasz
gruzińskiej polityki zrezygnuje" - powiedział do ludzi Lewan
Gaczecziładze, kandydat opozycji w styczniowych wyborach
prezydenckich. "Dzisiaj jest dzień referendum w Gruzji" - wtórował
mu gruziński ambasador przy ONZ Irakli Alasania. "Jestem tu, żeby
zaprotestować przeciwko nieznośnym warunkom życia, gwałceniu praw
człowieka i żeby domagać się dymisji Saakaszwilego. To jedyne
rozwiązanie" - stwierdził 40-letni adwokat.
Rustawi2, Georgian Times.
to jest już chyba koniec Saaki jako prezydenta, choć trupem
politycznym to jest od dawna.