ilnyckyj
27.06.12, 19:16
Ostatnio parę razy odsłuchałem sobie REVOLVER w wersji remastered, po paroletniej przerwie. Przypomniał mi się rok 66, moje szkolne lata. Oczywiście wszyscy szaleli na temat brytyjskiego rocka, z tym że to "wszyscy" oznaczało jakąś część głównie wielkomiejskiego małolactwa, choć też szał przenikał też wgłąb Narodu. Pięknie pokazał to film "Yesterday".
I już na początku 66 czuło się, że z tymi Bitelsami coś szykuje się nowego. Najpierw "Help" potem "Rubber Soul" oba albumy niby w tym samym stylu co poprzednie, ale pojawiały się nowe nastroje, chociażby sittar w "Norwegian Wood", zaskakująca treściowo piosenka "Nowhere Man" (jedyna z Rubber Soul, która potem pojawiła się w psychodelicznej "Żółtej łodzi podwodnej"), francusko-liryczna "Michelle", zupełnie inna od poprzednich przebojów. I nagle, w połowie roku "Paperback Writer". Nie wierzyłem własnym uszom, że to te same chłopaki, które jeszcze przed rokiem wyśpiewywały sobie takie proste "I Feel Fine", czy trochę wcześniej piosneczkę o tym, że "chcę cię trzymać za rączkę" itp. Ale już wieść niosła, że szykują płytę, która wszystkich zszokuje, że będzie to coś czego jeszcze nie było. I to właśnie - REVOLVER!
Jeszcze chciałbym dużo o tym napisać. Ale - może teraz - Wy! Czy ktoś ostatnio wysłuchał tej płyty? Jak wrażenia?