Dodaj do ulubionych

Trzecia noga

23.01.12, 12:44
bi.gazeta.pl/im/7/5745/z5745427O.jpg

Nie wiem jak się czuł Sarkozy, ale ja czułem się przez ostatnie dni jak bym okulał: Byłem przez kilka dni odcięty od Netu i moje samopoczucie wyraźnie osłabło. I "czegoś tam" nie zrobiłem wcale więcej..chociaż? W pewnym sensie dopisałem drugą cześć "Grzyby II", co miało być jeszcze zeszłej jesieni.
Stwierdzam , że trudno byłoby mi się obejść bez Netu - tak się już z nim zintegrowałem. Przypuszczalnie dostawca Internetu, nie dostał przelewu za miesiąc styczeń, i (dostawca) zamiast mnie wcześniej zawiadomić mejlem lub telefonem o zaległości - bezceremonialnie mnie odciął. W sobotę zorientowałem się , że być może za Net nie zapłaciłem, bowiem przelewy mam automatycznie ustawione na cały rok a wstyczniu jak wiadomo są zawsze jakieś zmiany w cenie usług, że nawet nie zwróciłem uwagi na to, iż zalegam 10 dni z zapłatą , co mi się zdażyło na przestrzeni tych lat zaledwie drugi raz. Poszedłem do syna i od niego z kompa wykonałem przelew.
Wczoraj miałem dodatkowo najazd gosci spodziewanych - (Dzień _dziadka - jakoby), ale i zjawił się gość niespodziewany i to raczył wpaść aż dwukrotnie. No cóż? inwazja została jakoś odparta, mimo to dalej mnie dręczyła myśl, czy rano będzie Net. Włączyli ok 11 jedenastej. I zaraz mi się zrobiło lepiej.


Obserwuj wątek
    • ryszq Re: Trzecia noga 23.01.12, 13:02
      Grzybobranie II
      Rano byłem na spacerze z psem i spotkałem sąsiada z innego bloku z którym się znam , bowiem też ma psiaka - lekko zmutowanego jamnika szorstkowłosego, który kiedyś był rzeczywiście jamnikiem ale tylko do 1-szego roku życia a potem po okresiedojrzewania odnalazły się w nim inne geny i przejęły nad nim władzę, chociaż nawet dobrze mu to zrobiło, bowiem nóżki miał dłuższe i powiedziałbym , że nawet znacząco zyskał na urodzie, aczkolwiek umaszczenie miał po szorstkowłosym jamniku , natomiast głowa zupełnie mu się zmieniła na kształtniejszą i blado tylko przypominała pyszczek jamnika . Sąsiad otwierał garaż , ale pies mu nie towarzyszył.

      - A gdzież to pan ma psa? - Zapytałem
      - Byłem z nim wcześniej z rana, bowiem wybieram się na grzyby. Może by się pan ze mną zabrał? Pogoda wspaniała i dali mi znać moi znajomi z terenów gdzie zwykle chodzę, żebym przyjechał. No jak? - Zapytał?
      - Oj! - Nie dam się prosić i za 15 minut będę na dole.

      Zabrało mi niewiele czasu na niezbędne rzeczy - byłem po wczesnym pierwszym śniadaniu, tak , że wziąłem tylko trochę kasy, koszyk i nożyk to i w trymiga byłem na dole przy jego garażu.
      Czekała nas niezbyt długa droga – ok. 75km - więc czas umilaliśmy sobie
      pogawędką:

      Opowiadanie sąsiada:
      "Tam gdzie pojedziemy miałem niezłą przygodę w okresie stanu wojennego w czasie, kiedy to obostrzenia tego stanu trochę zelżały. Wybrałem się na grzyby i zapędziłem się do lasu aż na teren wojskowy gdzie stał jakiś magazyn ,ale strażnika jakoś nie było widać i chyba był może nieczynny. Obeszłam i zbadałem teren – nikogo nie było widać za to grzybów za drutem kolczastym , co niemiara, ale skąd wiem , czy mnie ktoś nie zobaczy na ich terenie? Ryzkować się bałem a tu stada grzybków na wyciągnięcie ręki. Strasznie mnie to frustrowało ale cóż było , trochę skubnąłem trochę na wyciągniecie ręki ale musiałem zawrócić i nagle natknąłem się na sarenkę zaplątaną w pętle na tzw. oko z drutu, która rzęziła okropnie, już prawie dogorywała. Nie wiedziałem co robić, ale myślę , że może sarnina by się przydała, bo mięso było wtedy tylko na kartki. Stracha miałem , że mnie ktoś zobaczy albo obserwuje z ukrycia? Tak czy siak trzeba było jej przerwać męki - ale najpierw zbadałem jeszcze raz dokładnie teren, a potem z duszą na ramieniu skróciłem jej męki i przestała rzęzić. Jeszcze raz obszedłem teren wokół i poćwiartowałem ją i schowałem do torby. W ogóle przestałem myśleć o grzybach , tylko jak najszybciej dotrzeć do najbliższego autobusu. Zaznaczam, że wyprawa wówczas odbywała się dwoma autobusami i powrót również. Za mną czereda psów, bowiem wyczuły mięso w torbie z której od czasu do czasu kapała krew. Kiedy się przesiadałem, historia się powtarzała - psy za mną. Do domu przeszedłem też z watahą
      kundli...
      A do dzisiaj mam pamiątkę z wyprawionej skóry sarenki."

      Opowiadanie moje:

      https://img12.imageshack.us/img12/784/podgrzybki.jpg

      Chciałbym jakoś skrócić moje opowiadanie, ale nie wiem czy mi się uda, bo
      skądinąd wiem , że zbyt długiego czytanie jakiejś historii bywa nużące i się nie czyta a jak czyta, to po "łebkach".
      Wybraliśmy się w czwórkę do Czech. Bez paszportów, tylko z przepustką w tzw. Pas Konwencji , co oznaczało ni mniej ni więcej jak nie przekraczanie w głąb terytorium od granicy odległości 50 km. Dalej groziły sankcje. Pojechaliśmy po to by zaliczyć "zagranicę" i coś przeszmuglować. W owym czasie - (czasy gierkowskie) gdzie można było wyjechać - liczyły się Węgry, Bułgaria, NRD ale z paszportami. Potem rozszerzono wyjazd do NRD także nawet na dowód osobisty bodajże , z wbitą w nim jakąś pieczątką i książeczką walutową.
      Żeby coś pohandlować - a przecież tylko dlatego tam mieliśmy zamiar pojechać i
      jeszcze na tym zarobić - należało tych przydzielonych i ograniczonych czeskich koron jakimś sposobem powiększyć. Oczywiście wartość konkretną handlową wówczas miały: kiełbasa myśliwska i jałowcowa oraz polska wódka.
      Zaopatrzeni w w/w produkty pojechaliśmy do Zakopanego i przekroczyliśmy granicę w Łysej Polanie i z duszą na ramieniu, ale celniczka, która nas wzięła w obroty jakoś nieszczególnie chciała nas dokumentnie sprawdzać, chociaż w skarpetkach każdy miał dodatkowe "lewe" korony. Na razie jeszcze to nie ma nic wspólnego z grzybami ale co się odwlecze to... tongue_out

      Na tą wyprawę - prócz tej niby-kontrabandy wzięliśmy też jeden namiot dwuosobowy bez podłogi na czterech! Wtedy człowiek był młody , to wierzył w swoje niezniszczalne zdrowie - spanie na gołej ziemi i chociaż było lato to trochę przesadziliśmy i jak się to potem okazało - przekonaliśmy się na własnej skórze...

      Początkowo mieliśmy zamiar rozłożyć się gdzieś na polu namiotowym ale trafialiśmy na mocno wygórowane ceny (przynajmniej tak nam się wtedy zdawało) i pod koniec każdego dnia pobytu zakładaliśmy biwak gdzieś w lesie...
      W poszukiwaniu wymiennego towaru zapędziliśmy się daleko poza pas konwencji aż
      do Koszyc, ale za sprzedaną kontrabandę kupiliśmy towar: - śmieszne to - ale tym deficytowym towarem mającym zbyt w Polsce były wtedy ciuszki niemowlęce i dziecięce. Ostatnią noc spędziliśmy w Smokowcu - jakieś niecałe 30 km od przejścia granicznego w Łysej Polanie. Wstaliśmy wcześnie rano - umyli w górskim potoku i... Zobaczyliśmy , że biwak rozbiliśmy pod szyldem" Zakaz biwakowania i rozbijania namiotów" bowiem znajdowaliśmy się na terenie Parku Narodowego! Szybko się zwinęliśmy, bowiem straż leśna jakby nas
      przydybała to o rety! Były by niezłe jaja...ale co to? Za tym słupem wieszczącym o zakaz znalazłem olbrzymiego prawdziwka! No takiej okazji nie mogliśmy przepuścić i w krótkim czasie mieliśmy pełną torbę samych prawdziwków. Zbieramy się. Zostało nam niewiele koron, bowiem władowaliśmy je w ubranka dziecięce. Padła propozycja zjedzenia czegoś w jakimś barze. No i napić się ichniego piwa - bowiem czeskie piwo w owych czasach znacznie było lepsze od naszego polskiego z którym mogło konkurować tylko "Żywiec" i "Leżajsk". I tu padła propozycja: Nie jedziemy do granicy autobusem, tylko pójdziemy pieszo a po drodze będziemy wstępowali i odpoczywali w barach piwnych. W owym czasie bary piwne w Polsce nawet nie miały się co równać z czeskimi - po prostu dla nas szok kulturowy w porównaniu do naszych budek z piwem czy do tzw. „mordowniach” a w dodatku w niektórych grała orkiestra dęta co też dawało im szczególną atmosferę - a nas mimo pamiętnej Inwazji ’68 -miło przyjmowali. Resztki koron postanowiliśmy "zostawić" w tych barach ale udało nam się w ten sposób pokonać zaledwie połowę drogi. Postanowiliśmy\ zaczekać na autobus do Łysej Polany ale niestety koron starczyło co najwyżej na dwa bilety. Na szczęście przydały się wtedy znalezione w Parku
      Narodowym grzyby i kierowca zgodził się nas zabrać. Ale tego jednego dużego
      prawdziwka nie oddałem i dowiozłem do Polski. Odprawę przeszliśmy bez szczególnej kontroli, ale widzieliśmy jak pewną ładną blondynkę z roztrzepanym kokiem na głowie po osobistej kontroli i klnącej jak cholera.
      Nam się upiekło a towar w pracy rozszedł się jak ciepłe bułeczki. Nie musieliśmy nawet towaru zanosić do ówczesnych komisów, - takich dzisiejszych ciucholandów - które jeszcze wtedy uzupełniały sklepy Pewex. Eskapada w całości się zwróciła a po grzyby za tydzień wybraliśmy się w Lasy Zawadzkie. I zgubił się wtedy jeden z uczestników tejże wyprawy, ale to już inna historia... Potem okazało się , że znalazł kandydatkę na żonę...tongue_out
      Natomiast królem grzybiarzy został - zresztą jak zwykle - nasz niesamowity kamrat Hajna, a jak nie słyszał, to nazywaliśmy go Bajtel. Taką miał ksywkę. Z racji swojego niskiego wzrostu. Ale dzięki temu potrafił wyszperać i znajdować grzyba , którego inni nie zauważyli. Wiąże się z nim fascynująca historia, którą opowiem, ale w innym temacie, dlatego, że jest
      długa i tu nie starczyłoby dla niej miejsca. Seks, kłamstwa i kasety wideo - to pryszcz wobec historii Bajtla. tongue_out
      Póki, co - cieszmy się dniem dzisiejszym--&#
      • rena-ta49 Re: Trzecia noga 23.01.12, 13:41
        Ryszard Ty powinieneś książkę napisać , w niej zamieścić swoje wspomnienia smile
        Bardzo lubię czytać Twoje opowiastki, i na pewno nie tylko ja smile
      • darima_ka Re: Trzecia noga 23.01.12, 18:54
        Zamiast biedną sarenkę uwolnić ,
        to jej skrócił cierpienie sad
    • rena-ta49 Re: Trzecia noga 23.01.12, 13:38
      To faktycznie nie jest w porządku , bo chyba najpierw powinno być
      jakieś zawiadomienie o nie wpłynięciu przelewu.
      Ja swego czasu miałam tak z przelewem za telefon stacjonarny.
      Niby przelew zrobiłam ,ale nie kliknęłam "wyslij"
      i spokojna ,ze wszystko opłaciłam żyłam,aż do chwili kiedy
      któregoś dnia wracam z pracy ,dzwoni telefon i automat mi gada ,że
      abonament nie opłacony, ja do banku w historię przelewów włażę szukam
      onego przelewu , no nie ma smile
      No to szybko przelew zrobiłam raz jeszcze ,i już miałam spokój.
      Teraz robiąc przelewy dokładnie sprawdzam,czy "poszło".
    • darima_ka Re: Trzecia noga 23.01.12, 18:53
      Ryszardzie nie Ty jeden uzależniony jesteś big_grin
      Ale dla mnie też dziwne ,że bez ostrzeżenia wyłączają?
      Chociaż to najlepszy sposób przypomnienia , to fakt big_grin
    • darima_ka Re: Trzecia noga 23.01.12, 18:55
      Na trzech to kolos ?
      Na glinianych nogach big_grinbig_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka