ryszq
23.01.12, 12:44
bi.gazeta.pl/im/7/5745/z5745427O.jpg
Nie wiem jak się czuł Sarkozy, ale ja czułem się przez ostatnie dni jak bym okulał: Byłem przez kilka dni odcięty od Netu i moje samopoczucie wyraźnie osłabło. I "czegoś tam" nie zrobiłem wcale więcej..chociaż? W pewnym sensie dopisałem drugą cześć "Grzyby II", co miało być jeszcze zeszłej jesieni.
Stwierdzam , że trudno byłoby mi się obejść bez Netu - tak się już z nim zintegrowałem. Przypuszczalnie dostawca Internetu, nie dostał przelewu za miesiąc styczeń, i (dostawca) zamiast mnie wcześniej zawiadomić mejlem lub telefonem o zaległości - bezceremonialnie mnie odciął. W sobotę zorientowałem się , że być może za Net nie zapłaciłem, bowiem przelewy mam automatycznie ustawione na cały rok a wstyczniu jak wiadomo są zawsze jakieś zmiany w cenie usług, że nawet nie zwróciłem uwagi na to, iż zalegam 10 dni z zapłatą , co mi się zdażyło na przestrzeni tych lat zaledwie drugi raz. Poszedłem do syna i od niego z kompa wykonałem przelew.
Wczoraj miałem dodatkowo najazd gosci spodziewanych - (Dzień _dziadka - jakoby), ale i zjawił się gość niespodziewany i to raczył wpaść aż dwukrotnie. No cóż? inwazja została jakoś odparta, mimo to dalej mnie dręczyła myśl, czy rano będzie Net. Włączyli ok 11 jedenastej. I zaraz mi się zrobiło lepiej.