Gość: maniek
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
27.10.05, 09:31
Zimowe latanie, wbrew obiegowym opiniom, może sprawić mnóstwo frajdy. Ktoś,
kto w lutym przeciska się na motocyklu między samochodami, niekoniecznie musi
być idiotą, co mogłyby sugerować piramidki śniegu usypane na przystankach i
pozamarzane kałuże na bocznych uliczkach. Należy jednak do takiej operacji
odpowiednio się przygotować.
Jazda motocyklem zimą znacznie rożni się od jazdy latem. Przeciętna zima w
Polsce (zwłaszcza w ostatnich latach) to temperatury oscylujące pomiedzy 0C
a –5C. Okresów prawdziwego mrozu poniżej –10C i zalegania śniegu na drodze
mamy u nas raptem... może dwa tygodnie. W świetle tych informacji,
fakt „oficjalnego kończenia sezonu” motocyklowego już we wrześniu
i „oficjalnego rozpoczęcia sezonu” dopiero za 6 miesięcy może u zapalonych
motocyklistów wywoływać jedynie spazmy śmiechu.
W tym artykule chciałbym podzielić się z wami przemyśleniami, jak przygotować
się do jazdy właśnie w temperaturach oscylujących około 0C. Nie będę pisał o
jeździe przy ekstremalnie niskich temperaturach, ponieważ ich wpływ zarówno
na motocyklistę, jak i motocykl jest już na tyle poważny, że jazda w takich
warunkach zarezerwowana jest dla prawdziwych hardcore’owców i wymaga
radykalnych działań.
Warunki do jazdy
Jazdę w kopnym śniegu od razu zostawiamy fanom enduro. Na drodze da się
jeździć raczej tylko wtedy, gdy koła mają kontakt z asfaltem. Jazda po ubitym
śniegu, a już tym bardziej po lodowej szklance nie jest ani przyjemna, ani
bezpieczna. Minimum drogowe jakie jest nam potrzebne, to czarny asfalt, nawet
jeśli jest mokry.
Zdecydowanie łatwiej o takie warunki w miastach, gdzie służby miejskie dbają
o właściwe odśnieżenie ulic. W mieście, z uwagi na obecność soli, mokra
nawierzchnia nie zamarza nawet, jeśli temperatura spada poniżej 0C, co
zdecydowanie poprawia bezpieczeństwo jazdy.
Przygotowanie kierowcy
OK, daliście się namówić kumplowi na sobotnia przejażdżkę. Migająca szklanka
piaskarki za oknem nie nastraja was hurra-optymistycznie do tego pomysłu, ale
raz kozie śmierć (choć najbardziej optymalnym wariantem jest taki, aby naszej
kozie nic się nie stało).
Niewiele osób jest świadomych podstawowych procesów fizjologicznych
zachodzących w ich organizmach. Dotyczy to także motocyklistów. Każdy
stałocieplny organizm zużywa energię na dwa główne cele – utrzymanie
temperatury i pozostałą aktywność życiową (np. na jazdę na kole). Utrzymanie
właściwej temperatury jest dla organizmu absolutnym priorytetem. Tylko wtedy
może sprawnie funkcjonować. Czy zastanawialiście się, dlaczego człowiekowi
wrzuconemu do przerębla pozostaje tylko kilka minut życia? Wychłodzenie
organizmu prowadzi do zaburzenia wszelkich jego czynności życiowych.
Po co to długie wprowadzenie? Aby zrozumieć podstawową sprawę – kluczem do
jazdy motocyklem zimą, jest zabezpieczenie ciała przed utratą ciepła. Zasada
jest prosta, albo ubieramy się tak aby było nam komfortowo, albo nie siadamy
na motocykl. Wychłodzony kierowca traci nie tylko wyczucie pojazdu, ale też
fizyczną kontrolę nad nim. Chęć jak najszybszego dojechania do domu w
celu „rozmrożenia” i to nie tylko zimą, często skłania motocyklistów do zbyt
swawolnego posługiwania się prawym nadgarstkiem, co przy obniżonej
przyczepności opon jest prostą receptą na niepotrzebną "glebę". Nie mówiąc o
tym, ze taki „zmarźlak” jest zagrożeniem na drodze, zarówno dla siebie, jak i
innych.
Sprawę komplikuje fakt, iż w czasie jazdy jesteśmy narażeni na bliższe
zapoznanie się z podstawowymi prawami fizyki, tutaj w postaci czynnika
chłodzenia wiatrem. Jest to funkcja temperatury od prędkości wiatru, a mówiąc
po ludzku określa ona, o ile niższa będzie odczuwala przez nas temperatura
wraz ze wzrostem prędkości wiatru. I tak, jeśli temperatura powietrza wynosi
rozpatrywane przez nas 0C, to przy prędkości 100 km/h będziemy tracili ciepło
tak jakby było –21C. Nawet jeśli latem temperatura powietrza wynosi 16C to
przy 100 km/h spada ona do 5C. Latem czynnik chłodzenia wiatrem ratuje nas
przed zagotowaniem się na słońcu w motocyklowych ciuchach, ale zimą jest
potencjalną przyczyną problemów. Warto jest mieć tego świadomość.
Jak zatem się ubrać? Intuicja podpowiada aby ubrać się grubo. Niestety nie
jest to dobre rozwiązanie. Należy ubrać się nie za grubo, ale umiejętnie. W
dobie lotów kosmicznych i automatów do zwrotu butelek da się bez problemu
znaleźć w sklepach odpowiednie gadżety. Oczywiście podstawą ubioru jest dobra
kurtka motocyklowa + spodnie motocyklowe, najlepiej z podpinką. Doświadczenie
wskazuje, że pod kurtkę wystarczy wrzucić porządny windstopper zatrzymujący
ciepło, cienką bluzę, koszulkę z długim rękawem. Pod spodnie z podpinką
dobrze jest założyć spodnie z Polaru i ... to wystarczy. Zaskoczeni? Tak
naprawdę klucz do odpowiedniego zabezpieczania się prze zimnem nie tkwi w
tym, aby wyglądać jak reklama Michelin’a. Najważniejsze jest zabezpieczanie
newralgicznych punktów którymi tracimy ciepło. Te punkty to stopy, dłonie i
kark/szyja.
Stopy najlepiej zabezpieczyć ciepłymi narciarskimi skarpetami, pod które
można cos jeszcze wrzucić. Nie należy jednak przesadzać z ilością tych
zabezpieczeń. Jeśli w butach będzie za ciasno naszym stopom (a zazwyczaj
obuwie motocyklowe i tak jest z założenia lepiej dopasowane do stopy niż
legendarne „Relax’y”), to ograniczymy w nich krążenie, a to już prosta droga
do odmrożeń. Czasem na motocyklach można spotkać różnego rodzaju patenty w
postaci domowej roboty „spojlerów” odchylających strumień powietrza od stóp.
Nawet jeśli wygląda to niezgrabnie to ważne jest, aby spełniało swoje i
ograniczało wychłodzenie odnóży motocyklisty.
Dłonie można stosunkowo łatwo zabezpieczyć zaopatrując się w zimowe rękawice
specjalnie stworzone do jazdy w zimie. Druga możliwość, choć gorsza, to
założenie pod rękawice jesienno-wiosenne wewnętrznych rękawiczek z Polaru.
Wielu użytkowników jeżdżących zimą instaluje w swoich motocyklach podgrzewane
rączki kierownicy. Inni wolą zastosować ochraniacze podobne jak te stosowane
w motocyklach Enduro. Faktem jest, że oba rozwiązania pomagają w zimowej
eksploatacji motocykla, ale mają tyle samo zwolenników co przeciwników.
Bardzo ważne dla komfortu i zdrowia jest zabezpieczenie karku i szyi. Tutaj z
pomocą przychodzą kominiarki z Polaru (najlepszy wariant to Polartec
Powerstrech z windstopperem) jakiej przykład można zobaczyć na zdjęciu obok.
Nie tylko daje nam ona komfort w czasie jazdy, ale zapobiega przeziębieniom
czy też zapaleniu zatok. Jeśli mamy możliwość zamocowania w kasku „noska” czy
podbródka odchylającego strumień zimnego powietrza, to powinniśmy z tej
okazji skwapliwie skorzystać.
Kask. Wszyscy narzekają na parująca szybkę. Wystarczy wkleić dobrą
nieparującą wkładkę, albo potraktować wizjer od wewnątrz preparatem przeciw
parowaniu szyb samochodowych. Działa, sprawdzone przez Bonda. Przewaga
wkładki, czyli tzw. antifog’a jest taka, że nie trzeba jej wymieniać co kilka
dni, ale wystarcza na parę miesięcy.
Ostatnią sprawą jest zaopatrzenie się w odblaskową kamizelkę. Wielu uważa to
za totalny obciach, ale pozwolę sobie wskazać na kilka zalet takiego
rozwiązania. Po pierwsze jesteśmy lepiej widoczni na drodze, co ma kolosalne
znacznie w czasie zimowej szarówy, gdy wszyscy maja zapaskudzone szyby
lusterka, a niskie ciśnienie, jakie panuje o tej porze roku w tej części
Europy, wydłuża czas reakcji przeciętnego kierowcy do pól minuty. Po drugie
wielu kierowców uważa gościa w kamizelce za policjanta, co skutecznie
zapobiega wszelkim pyskówkom w czasie walki w ruchu miejskim. Ponadto plusem
kamizelki jest też to, ze zbiera się na niej większość "syfu", jaki leci na
nas spod kół samochodów, co skutecznie