Gość: NYorker IP: *.dyn.optonline.net 15.11.05, 04:01 ponoc juz niedlugo. saracen obejrzy w europie wczesniej, niz ja w stanach. trailer: www.worldsfastestindian.com/ Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ireo Re: najszybszy indian swiata 15.11.05, 10:15 bardzo kowbojski ten zwiastun, ale niezły. dobra ta scena w której Hopkinsowi zwiewa gogle, musieli to kręcić z niezłym wentylatorem. ciekawe po co on przytyka dłonią tę rurę w jednej z migawek na początku (wlot powietrza?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gienio Re: najszybszy indian swiata IP: *.bochnia.pl / *.remedium.bochnia.pl 16.11.05, 04:34 czekam z niecierpliwoscia Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 11:25 piszą o tym gostku nazwiskiem Munro, że własnoręcznie odlewał tłoki w piasku na plaży Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 13:15 a potem toczyl je na kole garncarskim w Mexico w przerwach zazywania pejotlu Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 13:49 ajrisz, o kole garncarskim nie piszą, ale byłeś blisko www.indianmotorbikes.com/features/munro/munro.htm jest tam m.in. o tym, że facet używał starej szprychy jako mikrometru i jakichś odpadów blachy jako form odlewniczych. wykonywał też domowym sposobem łożyska, koła zamachowe, krzywki, popychacze i cholera wie co jeszcze, w tym również tłoki. najbardziej mi się podobały korbowody zrobione z osi od traktora, 17- tarczowe sprzęgło i coś co wygląda na skrzyżowanie widelca z resorem piórowym. niejaki Burt Munro, o którym nic wcześniej nie wiedziałem. przypomniało mi się, że kiedyś M. Osikowicz opisywał swojego znajomego następująco: "miły starszy pan, który strasznie szybko zapie..". to musiał być właśnie ktoś taki. cieszę się, że zrobili o nim film, nawet jeśli to tylko w ramach promocji marki Indian, wykopanej parę lat temu z komercyjnego grobu. może nawet da się oglądać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 16.11.05, 13:51 tez trafilem na niego przypadkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 14:54 zarty zartami ale jestem pod wrazeniem ze cos udalo mu sie tym sposobem zrobic Odpowiedz Link Zgłoś
carina79 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 14:58 > jest tam m.in. o tym, że facet używał starej szprychy jako mikrometru to nowej się już nie da użyć w tym celu? taaa, a morsa jako suwmiarki. ciekawe to... Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:25 co za blyskotkliwy akcent na madrzejszym temacie niz klapki OM :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
carina79 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:31 jeszcze mnie nie znasz! muszę Wam dawkować rewelacje, młotki! Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:32 przy tobie pewnie kazdy czuje sie jak mlotek nic tylko stukac Odpowiedz Link Zgłoś
carina79 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:34 nie pie..y kolejnego wątku. kontynuujmy w tych juz spie..nych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Osikowicz Re: najszybszy indian swiata IP: *.ksw.edu.pl 20.11.05, 15:25 Trailer jest smakowity. Jeśli film będzie równie dobry, jest na co czekać. Antony Hopkins znakomicie się nadaje do roli starszych panów wykutych z jednego kawałka stali. W jego spojrzeniu odbija się istota męskiej duszy - szaleństwo, które chce się zerwać z łańcucha. Ma to jeszcze Rutger Hauer (Blade Runner), John Malkowich (Niebezpieczne związki), Jeremy Irons (Skaza) i oczywiście Robert De Niro (Łowca jeleni). Jakoś nie mogę sobie przypomnieć nikogo z Polaków. Może Linda, zanim zaczął parodiować samego siebie. Może Olbrychski w Ziemi Obiecanej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker majchrzak? IP: *.nycmny.east.verizon.net 20.11.05, 19:23 zywie nadzieje, ze bedzie dobry. chocby dlatego, ze nowozelandzki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Osikowicz Re: majchrzak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 19:53 Tak, w Makbecie, kiedy nie uchylał się przed ostrzem włóczni przeświadczony, że "Nie tknie go żaden cios morderczy, póki Las Birnam ku Dunzynańskiemu Wzgórzu nie pójdzie walczyć przeciw niemu" Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: majchrzak? 21.11.05, 10:15 boshe.... tylko nie te szekspirowskie teksty... pliz... Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: majchrzak? 21.11.05, 16:12 (... tylko nie majchrzak... pliz... szekspirowskie teksty mogą być) chłopaki, ale u nas (u nasz) jest inny typ bohatera wogle. nie żadne tam szaleństwo, które chce się zerwać, tylko raczej heros poświęcający się dla walki z nadmiarem szaleństwa panującym wszędzie dookoła (w Ojczyźnie, znaczy. najczęściej okupowanej albo pod zaborami). kordian, dr judym, gen. sikorski, te rzeczy. a jeśli szukać panów z jednego kawałka czegoś, to raczej w dziełach kinematografii radzieckiej i/lub amerykańskiej (które się zresztą od siebie zasadniczo nie różnią) polska kultura niestety jest hermetyczna, więc współczesny motoglobalista jej nie rozumie. dlatego filmy o rekordach szybkości musimy importować Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: majchrzak? IP: *.kondylis.com 21.11.05, 16:28 gdyby tylko sniardwy byly slonym jeziorem, ktore kiedys wyschlo, polscy bohaterowie jezdzacy japonskim busem zyskaliby swoja chwile pod blyskiem fleszy. nie oni sami czynia sie erzacami, a geografia. jeszcze pare zim zasypanych sola i globalne ocieplenie, a ulanska fantazja znajdzie pole do popisu. Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 Re: majchrzak? 21.11.05, 17:22 szkoda... to pewnie przez to ze u nas nie bylo indian, czy chinczykow ktorzy obgryzli swoje ziemie az do ich zestepowienia ech coz fikusny przewrotny los Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: majchrzak? IP: *.kondylis.com 21.11.05, 17:36 moze powinienes sie przemienic na ajryz. taka roslina, co to sie ja uprawia w stepie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Osikowicz Re: majchrzak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.05, 22:33 Opresja fizyczna, w tym polityczna jest mimowolnym lekarstwem duszy. Sporty ekstremalne w socjaliźmie nie istniały, bo ludzie mieli prawdziwe problemy i nie musieli stwarzać sobie sztucznych. Im tłustsze czasy, tym więcej smutku. Kazik Staszewski śpiewał: Siedziałem sobie w mieszkaniu Gdy ktoś zapukał do drzwi Wyjrzałem przez ślepe oko I wyskoczyłem przez okno Biegłem przez śnieżne ulice Słyszałem za mną ich krzyki Biegłem, się nie oglądałem Ach, jakże było wspaniale Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: był temat 21.11.05, 23:12 Marcin Osikowicz napisał(a): > ...Sporty ekstremalne w socjaliźmie nie istniały, bo ludzie mieli prawdziwe problemy i nie musieli stwarzać sobie sztucznych. Im tłustsze czasy, tym więcej smutku. > fakt, im wyższy dochód brutto na głowę, tym większa średnia samobójstw. właśnie niedawno przyglądałem się zjawisku owych "sportów ekstremalnych". bo co ma ze sobą począć młody, skoncentrowany wyłącznie na sobie człowiek, któremu bez problemu starcza na coroczne tropikalne wakacje, tuningowany ścigacz i odpowiednią cotygodniową dawkę imprez i narkotyków? no nic tylko skakać z czegoś na jakiejś linie, albo wybrać się w podróż dookoła świata (najlepiej do Tybetu), w nadziei że nuda i pustka wewnętrzna się zmęczą i dadzą spokój. ale nie dają, bo w gruncie rzeczy wewnętrznie nic się nie zmienia. co innego kiedyś, np. we wspomnianym prl. tyle fajnych rzeczy można było robić, bez potrzeby kupowania sobie własnego buntu w specjalnym sklepie za duże pieniądze wiadomosci.onet.pl/1259894,1292,kioskart.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: był temat IP: *.kondylis.com 21.11.05, 23:41 "tyle fajnych rzeczy można było robić" mozna bylo stac szesc godzin na mrozie, by kupic sobie cotygodniowy, kolorowy kawalek swiata w 'razem', w 'zarzewiu' albo wytupac sobie dziesiec rolek fotopanu hl, czy wlampiac w puszki po piwie na aliku. wszystko inne trzeba bylo. jezdzic w maluchu w szostke z polowa wieprza, wszywac koce w letnie wdzianka, smazyc suchy chleb i udawac, ze to z maslem i z kawiorem. nie wiem dlaczego, w stanach dobrobyt nie rujnuje umyslu. prozne gadki w pubach sa czesto jak kopanie noga dziury w piasku nad oceanem, ale nie sposob zarzucic dobrze prosperujacym amerykanom studziennego echa w umysle. wiekszosci cos sie chce i wiekszosc cos robi. (ci od sportow ekstremalnych to mniejszosc.) hollywood jest im obcy (to poletko radosci dla plebsu) i jesli zajmuja sie czyms to z pasja, ale nigdy wieksza, niz ta oddana rodzinie. Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: był temat 22.11.05, 10:03 Gość portalu: NYorker napisał(a): (część pierwszą_wspomnieniową pominę, bo też pamiętam i nie trzeba mnie przekonywać) >... ale nie sposob zarzucic dobrze prosperujacym amerykanom studziennego echa w umysle. wiekszosci cos sie chce i wiekszosc cos robi. (ci od sportow ekstremalnych to mniejszosc.) hollywood jest im obcy (to poletko radosci dla plebsu) i jesli zajmuja sie czyms to z pasja, ale nigdy wieksza, niz ta oddana rodzinie. > - a tu już by mnie trzeba bardzo przekonywać, mimo że taką ładną laurkę namalowałeś. co do "echa" to się nie wypowiadam, bo lepiej się wstrzymać od ocen, ale jednak z "dobrze prosperujacymi amerykanami" nie bardzo mam o czym rozmawiać i mam wrażenie, że oni po prostu nic nie wiedzą. owszem, z Szekspirem są obyci i cytują z pamięci, podobnie jak Ruscy Puszkina, ale jeśli chodzi np. o historię idei, albo po prostu świata, to wypadają fatalnie. nie wiem, może inne echa mamy. w estetyce i projektowaniu całkowicie jadą na dorobku europejskim, ale o tym nie wiedzą, więc są szczęśliwi (myślałem, że może mi się zdaje albo jakiś uprzedzony jestem, ale niestety w ciągu tygodnia spędzonego w NY nie znalazłem niczego, co by mnie zachwyciło a jednocześnie nie było europejskie) w interesującej nas dziedzinie motocyklizmu ucieleśnieniem "amerykańskiego ducha" jest harley - czyż trzeba komentarzy? "oddanie rodzinie" na tle ogólnoamerykańskiej miałkości i tandety wyglądałoby jak brylant, tylko że w Stanach rozwodem kończy się 45% "pierwszych małżeństw" i aż 60% "drugich". W 80% przypadków następuje to w pierwszych dziewięciu latach związku. 25% Amerykanów między 18. a 45. r. życia ma rozwiedzionych rodziców (dane z 2003 r.) na podstawie własnego doświadczenia wieloletniego pobytu za granicą mogę powiedzieć, że w ocenie obcego kraju lepiej jest zwiększać udział racjonalnej obserwacji a zmniejszać wpływ polskiego kompleksu prowincji, bo rzeczy na ogół nie są takie jakimi się wydają. no chyba, że ktoś uznaje ten obcy kraj za własny - wtedy oczywiście musi go chwalić, bo będzie nieszczęśliwy. Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 nie bawmy sie w statystyki 22.11.05, 12:05 trzeba byc na miejscu i widziec jak sie zyje. ja nie bylem i nie wiem ale wiem ze statystykami mozna zonglowac w kazda strone... skoro to Amerykanie nie uciekaja do Europy ale odwrotnie to chyba o czyms swiadczy. Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: aj, ryż :-) 22.11.05, 12:25 irish76 napisał: > trzeba byc na miejscu i widziec jak sie zyje. > ja nie bylem i nie wiem > ale wiem ze statystykami mozna zonglowac w kazda strone... > skoro to Amerykanie nie uciekaja do Europy ale odwrotnie to chyba o czyms > swiadczy. - można "żonglować" dzięki temu, że tzw. ogółowi trudno krytycznie oceniać opracowania statystyczne, ale na opinię w rodzaju "amerykanie cenią rodzinę" trudno odpowiedzieć inaczej niż konkretem. uważam, że nie wystarcza powiedzieć "byłem, to wiem". - oczywiście, że świadczy. o zarobkach. co do jakości życia NY jest wysoko, ale przed nim znalazło się jednak wiele miast europejskich (zob. statystykę :-) www.wprost.pl/ar/?O=83019 (jeśli masz ochotę jechać w to dalej, to chętnie, z tym że może już w mailu...) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: aj, ryż :-) IP: *.dyn.optonline.net 22.11.05, 13:51 zostawie to sobie na pozniej. owszem, bylem patetyczny, ale nie bez powodu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 07.02.06, 05:37 'W jego spojrzeniu odbija się istota męskiej duszy - szaleństwo' nie powiedzialbym, ze w spojrzeniu hopkinsa odbija sie istota duszy. oczy hopkinsa zerkaja ledwie tlacym sie blaskiem przetartym dziesiatkami lat na tym padole. idealne i najbardziej przekonywujace, gdy lustruja matowe blachy juz wowczas zabytkowego indiana. najprawdziwsza pasja, ktora brak odbicia blach w oczach i oczu w blachach uwiarygadnia, a nie rujnuje. ani glupawego slowa o kochaniu, tylko rozwiazlosc posrod zmarszczek skory i zadrapan lakieru. jeremy irons moze grac milosnikow skuterow i ciasno skrojonych garnitorow (chlopcy pozujacy dla magazynow mody sa niewiarygodni), a linda jako postac o twarzy lzawego alkoholika (od czasow dantona) moze grac mniej wrazliwego kuzyna barcisia (w krotkim filmie o miosci). olbrychski nigdy i nic, co wymaga dystansu dla samego siebie. malkovich chyba nie inaczej. hauer moglby zagrac w world's fastest bmw. na liscie trzyma sie de niro. moze kiedys. moze moglby siegnac tam, gdzie hopkins. na pewno nie dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 07.02.06, 06:30 w krotkim filmie o milosci gral zdaje sie lubaszenko, a nie barcis. na dluzsza mete to nie ma dla mnie znaczenia; obstaje przy barcisiu jednak, a wielbicieli obu i kieslowskiego blagam o wybaczenie pomylki. (nikogo, cholera, nie chce obrazic). Odpowiedz Link Zgłoś
yamasz Re: rereere 07.02.06, 10:06 Czytając ten wątek, przypomniełam sobie stare dobre czasy, kiedy to Carina u barwiała ten, jak i inne wątki swoim słownictwem. ach, jak ten czas leci... PZDR yamasz :::LSD pomaga mi::: Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzakas Irish podobał mi się ten tekst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 17:09 Musze go zapamiętać. "Przy tobie każdy wygląda jak młotek nic tylko stukać":) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waps Re: najszybszy indian swiata IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 23.11.05, 06:37 Moze przynudze, ale powiem od siebie pare slow o USA. Stany to blichtr, nie da sie ukryc, ale blichtr kultowy. Kiedy zawitalem tu po raz pierwszy cztery/piec lat temu jako tak zwany turysta (Floryda-Georgia-Alabama-Mississipi-Tennessee-New York), pare rzeczy zwalilo mnie z nog: grubasy na Florydzie (pojecie "gruby" musialem zdefiniowac na nowo; spocone gory tluszczu wstrzasane dreszczami przy stawianiu kazdego kolejnego kroku; co ciekawe, w niektorych stanach tego typu grubasow nie ma), domy z plastiku i styropianu, ktore do zludzenia przypominaly prawdziwe drewno, cegly i beton (okolice Orlando i Atlanty), slumsy i smietniska zamieszkale przez cale rodziny (Birmingham, sweet home Alabama), szczury w metrze na Green Poincie i pewnie nie tylko tam (NY), hotel YMCA i moj pokoj nabity karaluchami (tamze; inna sprawa, ze to chyba jeden z najtanszych hoteli w miescie), bezkrytyczny kult Harleya, zabijajacy mysli upal (Key West, Tampa, Atlanta, Miami, ale bylo to tez wyjatkowo gorace lato), falszywy mit amerykanskiej jakosci uslug i ogolnie rozumianego serwisu, zascianek konserwatyzmu (Georgia, Floryda, ale podobno Texas i Montana sa jeszcze gorsze), zwyczaje zywieniowe (KFC itp., wciaz odwiedzane, nawet o 2-4 rano, cola non stop, chipsy by czyms zajac rece: to akurat zaobserwowane podczas podrozy podlymi autobusami Greyhounda), uwielbienie wielkosci (wieksze rowna sie lepsze; architektura, meble, samochody...), amerykanskie samochody (z malymi wyjatkami jakosc prowadzenia i zwinnosc taniej i zwalistej lodzi wioslowej), nieistniejaca komunikacja miejska i brak chodnikow w niektorych duzych miastach (idacych piechota nierzadko zatrzymuje policja i pyta o to, co sie wlasciwie stalo), usmiechy na twarzach, ktore sa, a ktorych wlasciwie nie ma. Tyle negatywnych wrazen z pierwszego spotkania ze Stanami. Ale przezylem i zobaczylem nie mniej rzeczy genialnych, pozytywnych i pomyslowych. A poza tym wciaz mam swiadomosc tego, ze to ogromny i bardzo zroznicowany kraj, na ktorego zwiedzenie potrzeba wielu lat. Teraz jestem w San Francisco. W takim razie maly opis okolicy: po drugiej stronie zatoki jeden z najlepszych na swiecie uniwersytetow, osrodek liberalizmu; kawalek dalej okolice znane z szerzacego sie bezrobocia, biedy i wysokiej przestepczosci; 50 kilometrow na polnoc jest inny klimat, inni ludzie, inne myslenie, inne jedzenie, niedaleko stad Napa i Sonoma co sie rowna winnice i mozliwosci dionizyjskich wypadow; 100 kilometrow dalej roznice sa jeszcze wieksze; na poludniowym wschodzie pustkowia, upal i jalowizna (Nevada, Arizona); na zachodzie gory i snieg; na wschodzie Pacyfik. To tak, jakby co kilkadziesiat kilometrow wjezdzalo sie do innego kraju. I tak jest chyba w calych Stanach. Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: najszybszy indian swiata 23.11.05, 10:36 ładnie napisane, więc zupełnie mi nie przeszkadza że nie na temat. mnie się najbardziej podobały van gogh'i i cézanne'y w MoMA oraz wystawienie Toski w NYCO, którą po tym przedstawieniu oceniłem wyżej niż MET. a z rzeczy codziennych największe wrażenie zrobiły na mnie drewniane słupy wzdłuż ulic i to, że automaty telefoniczne nie wydają reszty. dziwnie mi było oglądać nie tylko grubasów, ale i np. maklerów z Wall Street widocznych późnym wieczorem przez wielkie szyby fitness center jak pedałują na rowerach, automatycznych bieżniach itp. z niczego nie wyrażającymi twarzami, jak chomiki na wystawie sklepu zoologocznego "resztę Ameryki" (można powiedzieć że "prawdziwą Amerykę") znam słabo i poza wschodnim wybrzeżem nigdzie nie byłem, ale NY robi na mnie wrażenie kratki odpływowej wielkiego ogólnoświatowego ścieku, na której zatrzymują się wszelkie możliwe odpady, a wśród nich trafiają się też rzeczy bardzo cenne, tylko że cały ten filtr wygląda i pachnie raczej nieprzyjemne, więc nie wiadomo czy warto. co do zjawiska pt. "motocykl w Ameryce", to podczytuję czasem taki amerykański blog www.stevoshop.motime.com/?referrer=http://news.motorbiker.org/blogs.nsf a niedawno pojawił się na nim link do strony pewnego zajadłego harleyożercy blogcritics.org/archives/2003/05/26/210217.php gdzie poziom niektórych komentarzy bardzo przypomina pewne znane nam forum. świat jest mały. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 23.11.05, 14:03 obaj z wapsem napisaliscie juz mniej wiecej to, co chcialem napisac, tylko lepiej. mapa intensywnosci amerykanskiego badziewia przypomina ksztaltem ta, ktora mozna zobaczyc po kazdych kolejnych wyborach prezydenckich. czesto o tym mysle i zwykle zacinam sie na pytaniu, dlaczego taki munro przyjechal do stanow. albo einstein. dlaczego w stanach powstala bomba atomowa i internet, dlaczego amerykanie byli na ksiezycu, a nie francuzi do spolu z niemcami. dlaczego bill gates jest amerykaninem i tak dalej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zoomka Re: najszybszy indian swiata IP: *.hsd1.il.comcast.net 23.11.05, 14:29 ...i dlaczego w stanach domy dziecka praktycznie nie istnieja. to tak z wlasnego podworka co do zarzutow, ze amerykanie nic o wartosciach rodzinnych nie wiedza. Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: najszybszy indian swiata 23.11.05, 16:49 Gość portalu: NYorker napisał(a): > obaj z wapsem napisaliscie juz mniej wiecej to, co chcialem napisac, tylko > lepiej. mapa intensywnosci amerykanskiego badziewia przypomina ksztaltem ta, > ktora mozna zobaczyc po kazdych kolejnych wyborach prezydenckich. > czesto o tym mysle i zwykle zacinam sie na pytaniu, dlaczego taki munro > przyjechal do stanow. albo einstein. dlaczego w stanach powstala bomba atomowa i internet, dlaczego amerykanie byli na ksiezycu, a nie francuzi do spolu z niemcami. dlaczego bill gates jest amerykaninem i tak dalej... > - dlatego że Ci Naprawdę Najwybitniejsi (CNN) muszą prędzej czy później trafić do Stanów? :-)) to są fajne pytania, ale równie dobrze można pytać, dlaczego Maria Skłodowska- Curie była Polką (to może akurat nie jest dobre pytanie, bo na Zachodzie nikt o tym nie wie. a na pewno nie w Stanach) albo dlaczego Andrzej Wajda urodził się w Suwałkach (które wybrykiem losu stały się nawet kiedyś na pewien czas "miastem (!) wojewódzkim"). albo dlaczego akurat w Stanach powstały najbardziej idiotyczne sekty na świecie, których "nauki" są po prostu kpiną z elementarnej logiki (gdzie tam "logiki". zwykłego common sense. że o teologii nie wspomnę. w samym NY jest 26 sekt tylko o rodowodzie protestanckim, pozostałych nikt nie zliczy). i dlaczego np. niejaki Cassius Clay, bardziej znany jako Muhammad Ali, głosił z dumą i absolutną powagą że nie tylko nie przeczytał żadnej książki, ale że jest najmądrzejszym i najprzystojniejszym mężczyzną na świecie, a skutek jest taki że niedawno zrobiono o nim hagiograficzny film, starannie unikając faszystowskich i rasistowskich haseł wypowiadanych przez 'bohatera' przy lada okazji. albo dlaczego ML King został zamordowany, a OJ Simpson uniewinniony. dlaczego w tym fascynującym i pięknym kraju powtórzenie głupiego kawału o Murzynach lub żydach grozi utratą pracy, a głupiego kawału o muzułmanach utratą życia, gdy tymczasem opowiadanie głupich kawałów o Polakach nie tylko niczym nie grozi, lecz jest społecznie akceptowaną rozrywką wykształconych i "dobrze prosperujących Amerykanów". dlaczego redakcja jednego z największych i najpoważniejszych czasopism na Wschodnim Wybrzeżu niedługo po 11.09. przygotowała okładkę, gdzie zdjęcie przedstawiające trzech strażaków i flagę na gruzach WTC zostało poddane montażowi w taki sposób, że po obróbce przedstawiało strażaka białego, strażaka Murzyna oraz strażaka Azjatę, i mimo że wersja zmanipulowana w końcu nie trafiła na okładkę, to wielu tego żałowało i żałuje. albo dlaczego amerykańskim archetypem motocykla jest drogie, wołowate, przestarzałe i chromowane "coś", a jednocześnie "najszybszy indian w USA = najszybszy indian na świecie" być może stawianie takich pytań w ogóle nie zmierza do zrozumienia mechanizmów rządzących Ameryką i światem. ale żeby wszystko było jasne - w każdym aspekcie wolę USA od np. ZSRR. co prawdopodobnie znaczy, że jestem Polakiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Osikowicz Re: najszybszy indian swiata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 18:48 Bardzo ładnie się to czyta, nie powiem. A co powiedzie na rosnące wymagania, którym musi sprostać dzisiejszy motocyklista, żeby zasłużyć na miano prawdziwego twardziela? Kiedyś wystarczało jeździć motocyklem. Potem trzeba się było nauczyć dawania na gumę. A dzisiaj kto nie potrafi wykonać stoppie pod światłami, ten leszcz. W terenówkach to samo - za chwilę kto nie będzie potrafił kręcić "backflipa z nofooterem" (cytata z Extreme TV") ten leszcz. Zdaje się, że centrum przesuwa się ku ekstremum. Podczytuję sobie forum wyścigowe, na którym wyrażenie "precel" (od pl.rec.motocykle) jest obraźliwe i oznacza kolesia, który nie umie jeździć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.kondylis.com 23.11.05, 19:36 piszesz pewnie o umiejetnosciach i warsztacie raczej, niz harcie ducha i ciala. zawsze znajdzie sie ktos o lepszej technice od mojej, bo zadnej nie mam. i zawsze znajdzie sie ktos, kto lepiej ode mnie zniesie stres fizyczny, czy psychiczny. ani nie cofne sie wiekiem, ani nie uczynie swojej koordynacji i motoryki lepszej od tej, jaka maja inni. bylem wyczynowym sportowcem, zawsze bardziej sprawnym od przecietnego przechodnia, ale te czasy minely. dawno tez minal czas najbardziej efektywnej nauki. nie mam zamiaru zyc cudzym tempem i nie mam ochoty udawac kogos, kim nie jestem bez wzgledu na to, co mowia wyczynowcy torowi i podworkowi. rosnace wymagania na bycie twardzielem to w ogole jest kwestia? Odpowiedz Link Zgłoś
matej23 Re: najszybszy indian swiata 23.11.05, 20:06 ireo napisał: >"najszybszy indian w USA = > najszybszy indian na świecie" Zgadzam się. Do tego dorzuciłbym zdjęcie pochodzące jakichś stron NASA, a wykorzystane przez wykładowcę na ochronie środowiska. Na nim był przedstawiony Układ Słoneczny wraz z podpisami pod ważniejszymi ciałami niebieskimi, m.in. nazwami kolejnych planet: "Mercury, Venus, USA, Mars..." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Osikowicz Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 23:28 A ja piszę o tak zwanym odbiorze. Przed II wojną rekordy prędkości rozpalały wyobraźnię powszechną. Mam czasopismo "Motocykl i cyclecar" z 1936 roku i tam jest rysunek satyryczny. Facet motocyklem doskoczył do Księżyca, drapie się w głowę i patrzy na ziemię. I to niby zabawny efekt uboczny bicia rekordów. Może się mylę, ale Munro największe osiągnięcia miał w czasach, kiedy rekordy były już passe. Co zresztą oznacza tylko tyle, że jak większość wybitnych jednostek robił swoje bez względu na trendy. W 1947 w Hollister pojawili się mili młodzieńcy z niezdiagnozowanym syndromem pourazowym na tle lądowania w Normandii i wyobraźnią masową zawładnął "Wild One". W szeroko pojętym międzyczasie na Wyspach rockersi tłukli się z modsami, co było prawdziwym konfliktem społecznym między młodzieżówką klasy robotniczej i klasy średniej. Nie zapominajmy też o Ton-up boys, którzy mieli w zwyczaju robić kółka po mieście z prędkościami od 100 w górę, przy czym chodziło o mile na godzinę. Podobno mieli w zwyczaju nosić przy tym kasków, ale za to mieli kurtki. W 1969 wychowani na tym micie Hells Angels podczas występu Rolling Stonsów na festiwalu w Altamond zakończyli życie pewnego Murzyna i przy okazji erę Flower Power. Przypadkiem się to zbiegło z premierą Easy Ridera. W latach 70tych Evel Knievel przeskakiwał to i owo motocyklem, nie wyłączając Wielkiego Kanionu. Jak widać z czasem robiło się coraz mniej ideologicznie, a bardziej cyrkowo. Przy okazji sport terenowy ewoluował w stronę skoków, chwilowo tylko przerywanych jazdą po ziemi. Ubolewał nad tym swego czasu A.Kwiatkowski. Potem pojawił się pomysł odwiedzenia głodujących dzieci w Afryce i pokazania im motocykli. Od 1978 mamy więc rajd Paryż-Dakar, którego jak wiadomo nie da się przejechać bez tabletek na zgagę. I tak doszliśmy do czasów współczesnych, które tym się charakteryzują, że rzeczywistość próbuje doskoczyć do gier komputerowych. W związku z tym używanie motocykla zgodnie z przeznaczeniem jest nudne i właściwie wstydliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Osikowicz Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 23:42 Troszkę mi się akapity poprzesuwały. Hellsi nie wychowali się na micie Ton-up boys, ani też odwrotnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.dyn.optonline.net 24.11.05, 01:11 nie dbam o to: poprzestawialy sie akapity, czy nie. nie spodziewalem sie, ze watek o niebanalnym czlowieku, ale sam w sobie blahy sprowokuje tak meandrujaca dyskusje. boleje, iz sam jestem jednym z tych, z ktorymi o historii idei, czy czegokolwiek innego podyskutowac sie nie da. bo chociaz ksiazek i innych pism przyswoilem sobie niegdys tysiace, to najprawdziwiej bedzie powiedziec, ze ostatnia, ktora przeczytalem byl 'rogas z doliny roztoki'. dlatego bez odwolan do heideggera i bez zadnego historycznego tla wyraze przekonanie, ze munro byl charakterem z tych, co stawiaja sobie poprzeczke raczej, niz z tych spetanych obledem szybkosci albo wysokosci. pewnie z czasem dowiemy sie o nim wiecej; teraz fantazjowac tylko moge, ze zmagal sie ze sciezka sobie naznaczona w poprzek uczeszczanych szlakow. jezeli prawda jest to, co wyszperal ireo, to munro - na przekor wspolczesnosci - swiadomie uczepil sie atawizmow techniki w czasach, gdy rodzilo sie zdobywanie wynikow karta kredytowa i ksiazeczka czekowa. czekam wlasnie na zamowione w zjednoczonym krolestwie, rozszerzone wydanie 'long way round'. nigdy wczesniej nie widzialem i mam nadzieje spedzic dobre chwile przed ekranem. czytalem tylko recenzje o dwoch majetnych gwiazdorach hollywoodu, ktorzy by odbyc podroz dookola swiata na motocyklach, najpierw testowali najnowsze, najbardziej technologicznie zaawansowane motocykle, a najwieksza czescia ich odysei byly negocjacje z manufakturami. ktm odmowil, bo dba o wizerunek wytworni dla twardzieli, honda wydala im sie zbyt korporacyjna, wiec skromnie poprzestali na bmw. i tu najprzyjemniejsza dla ucha szydercy czesc batalii: aby aktorom wokolziemska przygoda nie byla zbyt intensywna, bmw wyslalo ich na swoj kurs jazdy terenowej. kurs okazal sie byc bezcennym, gdy w mongolii naszly jednego z bohaterow watpliwosci, rezygnacja i chec ucieczki ze stepow do cywilizowanych drog w rosyjskiej tajdze. jeden trening na torze bmw uratowal dramaturgie jednego z epizodow. jak wspomnialem, zadnego z filmow jeszcze nie widzialem, ale juz teraz blizszy mi jest prawdziwy aktor grajacy maniaka szybkosci, niz dwoch prawdziwych aktorow niegrajacych obiezyswiatow. gdzies tam kiedys wymyslony zostal wirtualny swiat (z pewnoscia przez amerykanow), w ktorym bohater moze wszystko siedzac w fotelu. twardziele czerpia wzorce z algorytmow i juz chyba bedzie tylko gorzej. Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze 24.11.05, 11:29 „W związku z tym, że używanie motocykla zgodnie z przeznaczeniem jest nudne i właściwie wstydliwe”, to myślę że „przeznaczenie motocykla” rozumiemy zbyt wąsko. nie jest to bowiem jedynie dwukołowe urządzenie posiadane celem przemieszczania się z punktu A do punktu B. niektórzy używają takich urządzeń do celów zupełnie odmiennych (najczęściej dążących do wspólnej asymptoty dającej się opisać jako "ale jestem cool!"), takich jak: 1. trzymanie w garażu, mycie, polerowanie i patrzenie na 2. trzymanie w garażu i rozkładanie na części pierwsze a następnie składanie z powrotem z różnym skutkiem 3. odrestaro... odstarowa... odrastowywa.... znaczy, robienie od nowa 4. przemieszczanie się z punktu A do punktu A, czyli objazd okolicy w nadziei zwrócenia na siebie uwagi 5. różne próby wzbudzenia zainteresowania płci przeciwnej z wykorzystaniem motocykla (właściwie nie trzeba go w tym celu posiadać, ale podobno lepiej mieć) 6. podrywanie osób (chciałem napisać że „płci przeciwnej” albo „atrakcyjnych” ale, jak dowodzą niektóre przykłady, ani jedno ani drugie nie jest konieczne) celem rozbierania ich, umieszczania w nienaturalnych pozach na posiadanym motocyklu i robienia zdjęć uzyskanych w ten sposób kompozycji, który to cel towarzyszy lub zastępuje standardowy i bardziej fizjologiczny cel podrywu 7. niszczenie (np. przez rozbijanie) 8. handel 9. wytwarzanie hałasu 10.chwalenie się i jeszcze inne (co mi akurat teraz nie przychodzą do głowy) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mrmisquamacus Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.scansafe.net 24.11.05, 12:20 hehehe Odpowiedz Link Zgłoś
irish76 nareszcie cos sie dzieje na forum 24.11.05, 13:07 moze troche splyce ale... ale wielkosc Ameryki (obecna) wyrosla w Europie i na konfliktach w niej sie odbywajacych (konkretnie obie wojny na ktorych USA dorobily sie finansowo i politycznie, z reszta Rosja dorobiala sie wten sam sposob na II wojnie). Wiele osob z tych slawnych i z tych calkiem biednych (bo mam wrazenie ze wyjezdzali tam albo wielcy albo Ci najnizsi) wyjechalo bo mialo dosyc naszych eurpejskich rozgrywek w zaduchu historycznych oparow. A ci najnizsi bo juz nie mieli na co czekac poza smiercia glodowa... troche to komiksowo brzmi. to byla ta pierwsza fala emigracji bo obecna to juz jest na zasadzie: stany stany fajowa jazda... to bogate panstwo i kazdy ma nadzieje ze sie zanurzy w jego wielkosci (czemu sie nie dziwie) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker najlepiej wydane $10.50 IP: *.dyn.optonline.net 07.02.06, 05:04 w cenie: 1. nowozelandzka prostolinijnosc 2. amerykanska witalnosc ponad prostactwem 3. okruchy rekonstrukcji genialnej konstrukcji 4. humor bez pretensji do czegokolwiek 5. narodziny dozgonnej symatii dla anthonego hopkinsa 6. swiadectwo stright story, ktora poszla do szkoly 7. brzmienie silnika, ktore od czterech godzin oglupia blednika.* extra $10.50: aksamit skory kobiety pachnacej rio de janeiro i jej kwasne cukierki. poniedzialkowy wieczor: priceless * nie rob sobie obciachu; nigdy wiecej nie pisz juz o yoshimurach. Odpowiedz Link Zgłoś