Gość: baba_zanetti
IP: *.subscribers.sferia.net
05.04.07, 22:56
Wczoraj w miejscowości z której pochodzę zabił się na motorze pewien chłopak
(celowo piszę chłopak a nie motocyklista). Jechał CBR 600, wyniosło go na
zakręcie uderzył w siatkę ogrodzeniową. Nie piszę o tym po to by zapalać mu
wirtualne swieczki itp. Chodzi mi o to że cała okolica nie mowi o niczym
innym tylko o tym że motocykliści to wariaci że zaczeło sie od nowa, i że na
każdym zakrecie i skrzyżowaniu powinna stać policja i zabierać motocykle.
Mało kto dodaje, że koleś jechał pijany, bez kasku a motocykl był pożyczony-
wniosek prosty to jakiś przypadkowy chłopek swoim zgonem przypioł innym metkę
wariatów. Wiecie o czym mówię, dobrze że wsina mała to się w swiat nie
rozniosło, juz widzę ten tytuł w Fuckcie : "Piajny motocyklista o mało nie
staranował kolumny pieszych po czym zniszczył ogrodzenie w efekcie czego
poniósł śmierć" Tak czy inaczej życia szkoda bo młody był...