Gość: trustful Warszawiacy w kolejkach: złość, kłótnie, nienawiść IP: *.adsl.inetia.pl 28.12.11, 21:46 A pamiętacie czasy pierwszej solidarności gdy na półkach był tylko ocet. Gdy rzucili szynkę ustawiała sie zaraz druga kolejka uprzywilejowanych macior z dzieckiem na reku. To dopiero była nienawiść. Do ciebie szynka nie doszła bo maciora z dzieckiem wykupiła ostatni kawałek. Ja zawsze nie znosze stania w kolejkach, najgorsze sa babcie. Taka gdy stanie przed toba robi zakupy za 5 zł a nagada się ze sprzedawczynią pół godziny. Wtedy mam ochotę ja opluć. Odpowiedz Link Zgłoś
3czy Re: Warszawiacy w kolejkach: złość, kłótnie, nien 28.12.11, 23:02 w każdym dużym mieście są wściekłe tłumy to normalne, jak chcesz mieć spokój to jedź do jakiejś małej wioseczki i rób zakupy w pogeesowskim sklepie, wybór towaru mniejszy ale i ludzi mniej i posiedzieć na ławeczce można z miejscowym folklorem i wino marki wino pociagnąć :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janek Bełkot.pl IP: *.dynamic.chello.pl 28.12.11, 23:18 Słabizna i nuuudy, ziew.pl. Chyba mu gimnazjaliści pisali te wypowiedzi, każdy gimnazjalista jeden profil. Swego czasu wyborcza promowała "oburzonych", kilku znudzonych dzieciaków z liceum kuronia robiło sobie oburzenie.pl a wyborcza rewolucji się spodziewała. W normalnym kraju za tamto już stryczek by ich spotkał ale tu oczywiście nie. To teraz plują na święta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzydziestolatek Robienie ze swoich dzieci królów, IP: *.jmdi.pl 30.12.11, 12:28 robienie królów z siebie. To domena tych głupoli, opisanych w artykule. Mnie nie przyszłoby do głowy nienawidzić kogoś, bo jest w kolejce przede mną, albo szarpać się z kimś o zabawkę, bo moje dziecko ją CHCIAŁO. Takie przypadki kwalifikują się do psychiatry! A dla dziecka tylko z pożytkiem będzie jak się wcześnie nauczy, że nie zawsze ma się to co się chce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M. Warszawiacy w kolejkach: złość, kłótnie, nienawiść IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 30.12.11, 18:12 Warszawiacy? A ilu jest dzisiaj rdzennych bądź typowych warszawiaków? Przecież 3/4 mieszkańców Warszawy to przyjezdni, którzy zjechali tutaj w poszukiwaniu pracy itd. Często się zdarza, że to właśnie oni robią naszemu miastu złą renomę -zgrywają się na ważniaków, bo mieszkają w stolicy, choć urodzili się i wychowali gdzie indziej. Jestem rodowitym Warszawiakiem od paru pokoleń. Moi przodkowie mieszkali na Starówce i na Wilanowie, ale nie ważnię się z tego powodu. Wkurza mnie jednak, gdy ktoś taki jak Pan patrzy na nas jak na zgraję zawistników i warchołów nienawidzących się nawzajem. To jest koszmarne generalizowanie i ustawianie wszystkich w jednym rzędzie z napisem "Warszawiacy". Dziwię się też, że opisał Pan akurat Warszawę a nie inne miasta w naszym kraju. Gdyby Pan to zrobił, to gwarantuję, że znalazły Pan w tych miastach to samo co u nas. Wszystkiego najlepszego, Panie redaktorze, i więcej obiektywizmu! Odpowiedz Link Zgłoś
wolnapolka1 Warszawiacy w kolejkach: złość, kłótnie, nienawiść 31.12.11, 12:10 Przeraźliwy dźwięk alarmu unieruchomił zaskoczone dziewczęta. Twarze zamarły z przerażenia. Jak spod ziemi wyłonił się przed nimi barczysty ochroniarz z groźną miną. - Proszę pokazać torbę! Była pokaźnych rozmiarów. Bez problemu mieściła w sobie studenckie bruliony, więc nadała się też na świąteczne zakupy. Te najważniejsze, bo pod choinkę. W tym właśnie celu siostry wybrały się do galerii handlowej. Na końcu był Carrefour. Akurat wyszła stamtąd ich najstarsza siostra, która w drodze powrotnej z pracy, kupiła tam dla swojego synka klocki lego i wymarzony film. Dziewczyny spotkały się na zatłoczonym korytarzu galerii. W pośpiechu ustaliły plan działania na najbliższe godziny. Najstarsza pędziła do domu, gdzie czekały na nią liczne obowiązki, bo to przecież już przedświąteczny piątek. Jutro wigilia. Młodsze, dokonały już licznych sprawunków w sklepach galerii , a przed nimi rozciągał się jeszcze Carrefour, więc z chęcią przekazały reklamówki w ręce siostry, pozbywając się balastu.W zamian, zakupy najstarszej - lego i płyta z filmem, trafiły do torby średniej . Rzecz, zdawałoby się normalna, ale doszło do pewnego zaniedbania: paragon pozostał w portfelu najstarszej siostry i wraz z nią pojechał do domu. Młodsze dziewczyny wkroczyły śmiałym krokiem na teren supermarketu. Bywały tam często i znały na pamięć usytuowanie stoisk, więc zakupy przebiegły sprawnie, a magiczna przedświąteczna atmosfera uskrzydlała i prowokowała do radosnych żartów i śmiechu. Zadowolone z zakupów, ustawiły się w długim ogonie kolejki. - Proszę pokazać paragon na film i lego! Co czuje niewinny człowiek oskarżony o kradzież? Co czuła dwudziestoletnia dziewczyna, kiedy słowa jej wyjaśnień trafiały w próżnię, a mocne ręce ochroniarza nadawały kierunek jej krokom. Ciekawskie spojrzenia klientów towarzyszyły uformowanemu korowodowi, sunącemu wprost ku obskurnej pakamerze - miejscu izolacji dla sklepowych przestępców. Jak czuła się trzynastoletnia dziewczynka, na oczach której "zaaresztowano" jej siostrę - towarzyszkę i zarazem opiekunkę w tej zakupowej eskapadzie? Pozostawiona za drzwiami pakamery, rozpaczliwie dopominała się nierozłączania ich. Bez skutku - to nie w jej torbie znaleziono "trefne" zakupy. Do niczego nie była potrzebna. Była niczym i tak się czuła, żałośnie wpatrzona w zamknięte drzwi złowrogiego pomieszczenia, w którym przetrzymywano jej siostrę. Przerażenie pogłębił widok zapłakanej twarzy dziewczyny, w momencie, kiedy wprowadzano do pakamery kolejną zatrzymaną osobę. Co czuła sprawczyni zamieszania kiedy podczas wałkowania ciasta na pierogi zadzwonił telefon zatrzymanej przez ochronę siostry? Jakich słów mogła użyć, by przekonać kogoś, kto i tak skwitował jej potok wyjaśnień pogardliwym wzruszeniem ramion. Kiedy spocona dopadła kantoru, nie była w stanie zachować równowagi. Widok najmłodszej siostry spotęgował emocje. Paragon potwierdził niewinność. Fałszywy zarzut upadł. Co czuje matka dziewcząt? Odpowiem, bo to mnie pytanie dotyczy. Jestem wściekła na ludzi, którzy wymyślili system zabezpieczeń, mający na celu obronę zasobów majątkowych poszczególnych sieci handlowych, działający w sposób nękający klientów. Handlowcy muszą przyjąć do wiadomości, że towar zapłacony jest własnością klienta, a system rozkodowywania winien działać zawsze i wszędzie, niezależnie od tego, czy towar nadaje się do rozkodowania elektronicznego, czy też nie! Tłumaczono mi, że filmy są towarem elektronicznie oszczędzanym przez kasjerów, bowiem rozkodowanie zniszczyłoby nagrany na płycie zapis. Zatem: niech kasjerzy odklejają te zabezpieczenia własnymi palcami, zanim sprzedadzą płytę klientowi. Obawiam się jednak, że nie potrafiliby odnaleźć tego zabezpieczenia w tempie odpowiednim do oczekiwanego przez swoich pracodawców i stąd zaniechanie. Nierozkodowany film sprawił, że ochrona skierowała swoje zainteresowanie również na klocki lego, które nie powinny były budzić zastrzeżeń, a jednak. Zarzut kradzieży nabiera mocy, im zrabowany towar znaczniejszy, czyż nie? Pozycja ochroniarza tyle jest warta, ile wart jest "ocalony" towar! Można by pomyśleć, że zdarzył się incydent, a cała sprawa została potraktowana nazbyt emocjonalnie. Dla tych, którzy skłaniają się do takiej oceny sytuacji, mam przestrogę. Niech pamiętają, żeby należy zawsze nosić przy sobie paragony z supermarketów, na zakupione w nich buty, torebki i wszelką odzież, bowiem, zdarza się, a wiem to na pewno, że kasjerzy w pośpiechu nie zauważają dodatkowych elektronicznych zabezpieczeń, które przemyślnie i sprytnie powklejano w różne zakamarki szwów i można wówczas stanąć oko w oko z gorliwym ochroniarzem, który na podstawie zużycia przedmiotu oceni, czy towar jest kradziony, czy też nie. Odpowiedz Link Zgłoś