Gość: alpepe Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr IP: *.pools.arcor-ip.net 21.01.13, 09:30 Wieesieek! Twoja córka studiuje angielski, nie? To tak zrobimy, by dostała to zlecenie... Tak wygląda to w urzędach. Ostatnio bolały mnie zęby, jak widziałam tłumaczenia folderów reklamujących Świnoujście. Błąd na błędzie. Odpowiedz Link Zgłoś
jacutin Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... 21.01.13, 09:34 Genialne. Ciekawe ile urzędasy od HGW wypłaciły Google Tłumaczowi za ten knot. Tak się właśnie kończy zatrudnianie wieśniaków po znajomości. Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... 21.01.13, 09:35 W zdaniu rozpoczynającym się od "It is the site of summertime concerts played ...", pani poprawiaczka wstawia "are" po "concerts". Do tego, pani poprawiaczka zupełnie nie potrafi odróżnić defining od non-definig relative clauses - to jest gramatyka na poziome lepszych klas gimnazjum! Do tego pani poprawiaczka czepia się szczegółów w rodzaju viaduct-overpass (słabo znam Warszawę, może chodzi o kładkę dla pieszych - w tym wypadku można byłoby przyznać rację poprawiaczce, ale to tylko jedna z takich upierdliwych poprawek, które zauważyłem). Faktycznie w oryginalnym tłumaczeniu jest kilka oczywistych byków, prawdopodobnie popełnionych z winy korektora (są trochę zbyt oczywiste) - więc można powiedzieć, że artykuł powstał w słusznej sprawie - ale komuście u licha dali te ulotki do analizy?! Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski Złapał kozak Tatarzyna.. 21.01.13, 09:59 a Tatarzyn za łeb trzyma. Pozostawiwszy na marginesie oczywiste byki popełnione przez panią poprawiaczkę, zastanawiam się czy ktoś jeszcze poza Polakami ma tak upierdliwie preskryptywny stosunek do gramatyki języka angielskiego. Skupcie się, państwo poprawiacze na tym, czy tekst jest zrozumiały, czy dobrze się go czyta, a nie na tym, czy przed rzeczownikiem "legend" koniecznie trzeba wstawić przedimek (nie pamiętam już kontekstu poprawek pani poprawiaczki - więc może to, co piszę dalej, jest już nie na temat - ale nie wiem, czy sama pani poprawiaczka wie, że rzeczownik "legend" bywa niepoliczalny (kiedy stosuje się go jako rzeczownik zbiorowy) więc w takim znaczeniu można go zostawić bez przedimka - o ile nie ma wyraźnych powodów, żeby wstawić "the"). Odpowiedz Link Zgłoś
korektor11 Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr 21.01.13, 22:47 pl.wikipedia.org/wiki/Wiadukt_Markiewicza Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.13, 09:38 University of Warsaw Library - czyli Uniwersytet Biblioteki Warszawskiej - to tłumaczenie to jakiś koszmarek Odpowiedz Link Zgłoś
fswi A łamanie tekstu? 21.01.13, 09:49 Jeśli już analizować „wizytówkę” stolicy, to oprócz tłumaczenia należałoby się także przyczepić łamania tekstu. Za długie wiersze, praktycznie kompletny brak marginesów optycznych, brak jakichkolwiek sensownych wyróżników akapitowych (ani odstępu ani wcięcia) i do tego jeszcze błąd w zapisie myślników. O ile w języku polskim stosuje się zapis „słowo spacja półpauza/pauza spacja słowo”, to w angielskim niestety już nie. W tym języku konstrukcja wygląda tak: „słowo pauza słowo”, czyli nie „[…] the palace – these types […]” tylko „[…] the palace—these types […]”. Podzielenie między wiersze „Władysław” i „IV”, też nie wygląda profesjonalnie. Tekst na kolorowych tłach pod zdjęciami: „plac Zamkowy” – plac także pisze się wielką literą, bo to pełna nazwa: „Plac Zamkowy”. „Łazienki Królewskie” - Palace and Garden Complex. Łącznik zamiast pauzy. Łącznik służy do łączenia konstrukcji typu „czarno-biały”, a nie do dowolnego zastępowania myślnika! Nie dość, że tłumaczka się popisała, to jeszcze pewnie kolejny student zajął się łamaniem tekstu i składem. Wspomnę tylko o kompozycji zdjęć względem stron (obydwa nt. „Ząbkowska Street”), czy kadrowania (dolne pod „Royal Castle”) i chociażby elementarnej korekty błędów perspektywy (prawa strona górnego zdjęcia Zamku Królewskiego). Odpowiedz Link Zgłoś
kordian1849 Szukanie dziury w calym z zazdrosci 21.01.13, 09:49 Tlumaczenie jest bardzo dobre, brak kresek i kropek to niekoniecznie wina tlumacza, a podkreslone 'bledy' to nie zawsze bledy, pewne poprawki , ktore same w sobie zawieraja bledy, byly bardziej podsycane zawiscia niz checia poprawienia tekstu. It is the site of summertime Sunday concerts played.... It is the site of summertime Sunday concerts are played.... (?) Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski Re: Szukanie dziury w calym z zazdrosci 21.01.13, 10:09 O, widzę, że ktoś prócz mnie zadał sobie trud przeczytania "poprawek" - przeczytałem sporo innych komentarzy, ale mam wrażenie, że nikt poza Tobą i mną nie obejrzał materiału ilustrującego artykuł. Jeśli dobrze pamiętam, to poprawiaczka znalazła dwa albo trzy oczywiste błędy (raczej wina korektorów), ale sama popełniła takie kwiatki, jak ten cytowany przez Ciebie. Po prostu złapał Kozak Tatarzyna... Jeśli ta pani faktycznie jest tłumaczką, to mam nadzieję, że robiła te "poprawki" na kolanie, a jej własne "byki" wynikają z pośpiechu, nie zaś z niewiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: T Re: Szukanie dziury w calym z zazdrosci IP: *.ip.netia.com.pl 21.01.13, 15:41 Dokładnie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rollo University of Warsaw Library IP: *.capgemini.de 21.01.13, 09:56 University of Warsaw Library, czy to jest poprawnie? jak dla mnie to: uniwersytet bibiloteki warszawskiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rollo The Warsaw Uprising Museum IP: *.capgemini.de 21.01.13, 13:42 za wikipedia: The Warsaw Uprising Museum (named Warsaw Rising Museum (...) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tłumacz Re: University of Warsaw Library IP: *.ip.netia.com.pl 21.01.13, 15:44 Jest jak najbardziej poprawnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Tragiczni tłumacze IP: 80.120.169.* 21.01.13, 09:58 Dla mojej firmy tłumaczka języka technicznego potrafiła przetłumaczyć "tool box meeting" jako "spotkanie skrzynek narzędziowych" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: molksiazkowy Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... IP: *.gdynia.mm.pl 21.01.13, 10:01 Tłumaczka, która komentowała tłumaczenie dla "Gazety" też nie odrobiła pracy domowej: skoro wersja angielska nazwy Muzeum Powstania Warszawskiego podana na jego oficjalnej stronie to Warsaw Rising Museum (a tak jest, każdy może to sprawdzić w kilka sekund), to tłumacz nie popełnił błędu. Druga sprawa - nie rozumiem, dlaczego tłumaczka podkreśliła World War II?? Wszystko jest w porządku z tym terminem. Przecinek, który skreśliła po słowie Waza również został tam postawiony prawidłowo. Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr 21.01.13, 10:26 Ciekaw jestem, kiedy Gazeta.pl wreszcie zdejmie ten materiał, bo ktoś się nim w oczywisty sposób skompromitował. (Błędów pani poprawiaczki jest niestety znacznie więcej). Odpowiedz Link Zgłoś
lisa2 Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... 21.01.13, 10:06 Problem z tłumaczami z języka angielskiego - UK - na polski i z polskiego na angielski (UK) jest wielopoziomowy. Przede wszystkim sam język angielski ma wiele źródeł - potoczny,, literacki, oxfordzki, wyższych sfer, dyplomatyczny i najbardziej złożony - zagraniczny. Każdy, kto przyjedzie do Wielkiej Brytanii i już wcześniej uczył się "angielskiego", konfrontuje to z rzeczywistością, bo innym językiem mówi w domu (niezależnie czym ten dom jest i jaki język reprezentuje) czy jest na ulicy różnych miast, zwłaszcza Londynu. Z powodu historii Wielkiej Brytanii i jej kolonii, jest ona obecnie zlepkiem ludzi wielu ras, kultur, grup etnicznych - a każda z nich ma swoje "języki angielskie", swoje naleciałości językowe. I jak teraz się zachować jako tłumacz? Przede wszystkim należy przemyśleć kto i dla kogo ma napisać jakieś przesłanie - gospodarz dla gości, informacja turystyczna. Jako gospodarze traktujący poważnie naszych gości powinniśmy traktować ich z szacunkiem i nie kazać im domyślać się "co autor miał na myśli" -a więc powinien to być w każdej sytuacji tekst pisany prosty, lecz oxfordzkim - więc zgodnym z wszystkimi regułami językowymi - językiem angielskim. W ten sposób, dajemy sygnał każdemu turyście, gościowi, że traktujemy go poważnie i uczciwie. Gość z takiej ulotki turystycznej pobiera pierwsze poważne (naukowe) informacje o naszym kraju. I wie, że jest traktowany jak Gość, choć turysta, poważnie; wie, że nie jest traktowany tylko jak źródło kasy. Taki ma charakter ulotka reklamowa turystyczna ogólna. Inną ulotką reklamową jest zwykła reklama, która usiłuje zwrócić na siebie uwagę, i wtedy -według najnowocześniejszych metod reklamowych - wszystkie chwyty dozwolone - a więc dozwolone są błędy językowe, chamstwo, wulgarność, sex i inne metody zwracania uwagi. Więc błędy językowe powodują raczej ściągnięcie gawiedzi, a nie ludzi znających język, ludzi kultury i ludzi z wyższych sfer. Oni się na to nie "dadzą nabrać". Uważam, że takie podejście do ulotek turystycznych - jest niewłaściwe - błędy mogą się znajdować jedynie w reklamie najniższego poziomu - jakiś właściciel prywatnego domku chce wynajmować pokój turystom i sam napisał tekst, ale nie dał go do poprawienia znającym język poprawny. Liczba tych ulotek z błędami jest ograniczona - nie opłaca się płacić za korektę, a sama ulotka powstała przed chwilą i za chwilę - za parę dni - zniknie, bo pierwszy turysta, który ją przeczyta będzie starał się ją poprawić. Jestem za krytyką takich oficjalnych informacji turystycznych, choćby dlatego, że trafia ona do wszystkich grup kulturowych turystów, również takich, którzy zostawią w Polsce kupę kasy, a jeśli zostaną przyciągnięci dobrą obsługą i stosunkowo niską ceną - to będzie przyjeżdżał do Polski więcej niż raz. I na tym polega dobre traktowanie gości z zagranicy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eh Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr IP: 62.233.246.* 21.01.13, 10:42 Jedyny rozsądny komentarz. 90% i tak nie zrozumie bo ich ego i wiedza teoretyczna im na to nie pozwoli. Odpowiedz Link Zgłoś
subcomm Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... 21.01.13, 10:18 Przypie...nie się. Nic więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski Re: House of the rising sun 21.01.13, 10:42 Zajrzyj do słownika, zanim znów się wypowiesz. Odpowiedz Link Zgłoś
grassant Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr 21.01.13, 10:33 no i wygrała jakaś firemka zatrudniająca tzw tłumoczy czyli np pewnych swej gen > ialności studentów studentów? tłumaczyła to pewnie licealistka-córeczka, któregoś z urzędników. Odpowiedz Link Zgłoś
naprawdetrzezwy A wy żenujący błąd robicie z głupoty... 21.01.13, 10:45 ...czy po prostu nie macie zielonego pojęcia o czym piszecie? Bo cmentarz Père Lachaise ma zupełnie inną pisownię, niż się wam wydaje. ;>>> Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski Gazeto.pl to jest po prostu nierzetelne! 21.01.13, 11:00 Znów wszedłem na stronę główną Gazety.pl i znów widzę ten artykulik. Ludzie, czy Wy nie widzicie, że ta Wasza "pani tłumacz" narobiła w swoich poprawkach więcej byków, niż ci, których atakujecie? Tym artykułem po prostu się ośmieszacie. Dajcie to może do konsultacji komuś, kto zna angielski na poziomie co najmniej średnio-zaawansowanym, niech Wam wyszuka te nieliczne błędy znajdujące się w ulotce, a potem napiszcie jakieś sprostowanie. Nie podajecie nazwy firmy, która przetłumaczyła ulotki dla warszawskiego magistratu, więc proces o zniesławienie Wam pewnie nie grozi, ale już samo czepianie się "rising"-"uprising", wymienione w artykule dyskwalifikuje dziennikarza, który zajmował się tą sprawą. 1) Zanim upichciło się ten artykulik wystarczyło zajrzeć do słownika; 2) Żelazna zasada obowiązująca tłumacza jest taka, że nie tworzy on nowych bytów - nawet gdyby oficjalna nazwa Muzeum Powstania brzmiała w języku angielskim dziwnie, to tłumacz pracujący dla innej niż owo Muzeum instytucji, utrudniałby Czytelnikowi dotarcie do instytucji, o której pisze, gdyby samowolnie zmienił jej nazwę. Samodzielnie tłumaczyć nazwy instytucji można tylko wtedy, gdy dana instytucja wcześniej nie przyjęła oficjalnej nazwy w języku, na który dokonuje się przekład. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aneta Czuduk Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... IP: *.be.jnj.com 21.01.13, 11:57 Pan Dzielański chyba reprezentuje biuro,które tłumaczyło tę ulotkę. Żebym ja Pana nie oskarżyła o zniesławienie za komentarz,że mój język angielski jest na poziomie średnio-zaawansowanym. Ustosunkję się jedynie do słowa "uprising" oraz "rising". Definicja w słowniku angielsko-angielskim Webster's (nie w słowniku polsko-angielskim) brzmi: Uprising - "an occasion when a group of people use violence to try to change the rules,laws, etc. gerund form the verb 'rising up'." Podczas gdy "rising" oznacza "to increase in number,amount or value." Jeżeli tak świetnie zna Pan angielski na pewno widzi Pan różnicę. Sugeruję zapytać osoby anglojęzyczne, która nazwa jest dla nich bardziej jasna. Ja to zrobiłam. Nie kwestionuję wyboru nazwy Muzeum Powstania Warszawskiego , chodzi o jej odbiór przez osoby anglojęzyczne. Powszechnie używane słowo w języku angielskim na powstanie zbrojne to UPRISING. Według kolejnej osoby "czepiam się", może się czepiam,ale lepiej się czepiać aniżeli odwalać taką fuszerkę. Może dzięki takiemu czepianiu się, osoby, korzystające z usług biur tłumaczeń, będą bardziej uważne. Dziekuję za wszystkie komentarze, nawet te krytyczne. Na szczęście jest ich stosunkowo niewiele. Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski No przecież przedstwiłem definicję z Webstera 21.01.13, 22:40 Tak się składa, że w komentarzu dotyczącym akurat tego hasła przedstawiłem na pierwszym miejscu definicję z Random House College Webster's Dictionary. Powtórzę ją jeszcze raz: n 5. the act of a person or thing that rises. 6. a rebellion; uprising. Dorzucę jeszcze definicję z dość znanego na rynku polskim słownika Longman Dictionary of Contemporary English (wyd. z 1995 roku). Otóż jedyna (tak, tak - jedyna) definicja rzeczownika "rising" w rzeczonym słowniku brzmi: "a sudden attempt by a large group of people to violently remove a government or ruler". Może fakt, że drugi z wymienionych słowników jest powszechnie stosowany przez użytkowników średnio-zaawansowanych, uzna Pani za jego wadę, ale umieszczenie akurat tej definicji w takim słowniku świadczy o powszechności stosowania omawianego słowa w akurat takim znaczeniu i w świetle tego, co sama Pani napisała ("nie korzystajmy ze skryptów z czasów PRL-u, a starajmy się dociec, jaki język faktycznie rozumieją nie-Polacy") ten fakt jest raczej zaletą tego słownika. Dodam, że gdybym faktycznie - jak Pani sugeruje - reprezentował biuro tłumaczeń, które wykonało to zlecenie, to raczej nie dyskutowałbym na tym forum, ale starał się doprowadzić do zamieszczenia w Gazeta.pl oficjalnego sprostowania. Oczywiście mogę się mylić, ale moim zdaniem taki powinien być finał zamieszczenia tego artykułu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aneta Czuduk Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... IP: *.be.jnj.com 21.01.13, 13:43 Niestety właśnie jest to standard. I możemy tutaj do końca świata dewagować czy rising czy uprising (obcokrajowcy z mojego "sondażu" oraz ja obstajemy przy uprising),ale NIE O TO CHODZi! Chodzi o to, by w końcu tłumaczenia były rzetelne i zrozumiałe dla OBCOKRAJOWCÓW, a nie tłumaczone przez Polaków dla Polaków! I każdy może teraz sięgać do swoich słowników, materiałów, zeszytów, zasięgać rady habilitowanych profesorów,którzy uczyli się angielskiego w PRL-u, ale NIE O TO CHODZI! Ma to byc zrozumiałe dla obcokrajowców!! Dobry był "dom powstańczego słońca". Ja nie przesłałam tej ulotki po to,aby się wymądrzać, tylko aby zwrócić uwagę na pewien "standardzik" ,jak parę osób to ujęło. Po to, aby wyczulić, że najtańsze tłumaczenie prawie nigdy nie jest najlepszym. Że warto je dać do skonsultowania z osobami, dla których jest to ojczysty język. Stąd moja pewność, ponieważ po podkreśleniu błędów je SKONSULTOWAŁAM. W zoo dla ludzi nie ma "runways" są "(zoo) alleys", nie ma "stress about something", tylko "stress something" (chyba,że ktoś się stresuje, ale chyba nie Chopinem), nie ma University of Warsaw Library, no błagam!!! Oraz żeby zapomnieć o napisaniu, że Chopin leży NA cmentarzu??? Zwrot "plans are in the works"???Co to jest?? I zanim będziemy się nawzajem oceniać i oczerniać, warto zrobić to samo, SKONSULTOWAĆ. Bo my nie jesteśmy osobami ANGLOJĘZYCZNYMI i nie dla nas jest ta ulotka. Ma ją poprawnie odczytać OBCOKRAJOWIEC. Jeszcze raz dziękuje za wszystkie komentarze. Odpowiedz Link Zgłoś
mantatom Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr 21.01.13, 15:30 Bardzo dobrze że Pani zwróciła na to uwagę. W ogóle należałoby podjąc jakieś kroki, aby w Polsce zwyczajnie nie opłacało sie zatrudniac studentów czy innych amatorów do tłumaczeń. A w szczególności specjalistycznych. Każdy znający angielski wie, że aby przetłumaczyć tekst techniczny to trzeba wiedzieć co się tłumaczy, inaczej wychodzą bzdury. Ale w Polsce daje się np. instrukcje obsługi maszyn do przetłumaczenia przyslowiowej córce "Pani Krysi" bo podobno zna angielski i potem może sie zdarzyć, że maszyna ulegnie awarii narażając właściciela na wysokie straty. A osobna sprawa to ochrona języka polskiego. Jest co prawda ustawa o języku polskim, ale co z tego? Wystarczy poczytac troche w internecie - pełno koszmarnych byków i sformułowań , nie mających wiele wspólnego z poprawną polszczyzną. Nawet polskie witryny dużych światowych firm nie sa od nich wolne. Bo pewnie dano je do przetłumaczenia byle komu. Jakoś Francuzi potrafia walczyć o ochrone swojego pieknego języka. A Polacy? Szkoda gadać... Odpowiedz Link Zgłoś
cerebralshunt Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr 21.01.13, 17:38 >> nie ma University of Warsaw Library, no błagam!!! no blagam pani tlumaczko ... moze pierwszy rzeczownik modyfikuje drugi? tak jak np. w University of London Library? dodam nawiasy: (University of London) Library. Jak pani nie wierzy, to do gugla wpisac "University of London Library", "University of Washington Library" itd. (koniecznie w " ") i podziwiac jak jest uzywane np. w oficjalnych dokumentach. >> Zwrot "plans are in the works"???Co to jest?? Tak jak pani napisala: "to jest ZWRTOT" - prosze sobie sprawdzic w SLOWNIKU! Nie odniesie sie pani do swoich innych bykow, ktore sa oczywiste i bija po oczach? Jak np. z tym ARE? Przyganial kociol garnkowi ... choc wlasciwie "przyganial kubek garnkowi" Gdybym walnal taka kuche, tez bym sie zaslanial natywami, ktorzy w 100% przyznaja mi racje. Choc byc moze nie, byc moze nie szedlbym w zaparte ... c Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aneta Czuduk Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr IP: *.centertel.pl 22.01.13, 00:31 Proszę sprawdzić sobie nazwy bibliotek znanych uniwersytetów,a nie się wymadrzac. University of Oxford ma Oxford University Library, University of Cambridge ma Cambridge University Library,University of California ma California University Library. Nazwa The University of London Library już nie funkcjonuje,teraz jest to Senate House Library. Pewnie dzięki takim znawcom jak Pani powstają takie fantastyczne tłumaczenia jak ta ulotka. Odpowiedz Link Zgłoś
cerebralshunt Re: Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Tr 22.01.13, 01:37 Droga Pani! Idzie Pani w zaparte, a nie ma pani racji. To, ze nie wszystkie nazwy bibliotek maja taka strukture (ktora Pani ujalem w nawiasy w poprzednim poscie), nie znaczy, ze ta strukutra jest nieprawidlowa, bo niektore (wiele!) jednak maja. Pani twierdzi, ze taka nazwa to blad, a to bledem NIE JEST!!! > Nazwa The University of London Library już nie funkcjonuje,teraz jest to Senate House Library. > Pewnie dzięki takim znawcom jak Pani powstają takie fantastyczne tłumaczenia jak ta ulotka. I co? Skasowali te nazwe, bo byla nieprawidlowa? Przez lata uzywali, a potem ktos sie puknal w glowe i stwierdzil "niegramatyczne, niepoprawne"? Czy moze nazwa zostala zmieniona z innego powodu? Tak czy inaczej nazwa nadal funkcjonuje i jest POPRAWNA. Prosze zwrocic uwage, ze nazwa Senate House Library ma dokladnie taka sama strukture. Prosze nie isc w zaparte. Zostal Pani tylko kawalek twarzy, prosze go chronic!. Ludzie naookolo wykazuja Pani, ze to Pani popelnila bledy, a nie oryginalny tlumacz, a Pani odnosi sie tylko do wybranych punktow, co i tak Pania dalej pograza. c Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gościówa Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... IP: *.compress.com.pl 21.01.13, 14:24 taa yhymm, ale "egotyczne języki" według autora artykułu też wyglądają interesująco ;) Sami egoci w tej Japonii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lara Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... IP: *.net.entelpcs.cl 21.01.13, 16:48 Pani tlumaczka zdecydownie nie czytala Rising '44 by norman Davis..Wyglada na to, ze i Davis nie zna angeilskiego.. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... 21.01.13, 18:59 Abstrahując od błędów jednej czy drugiej strony - dwóch tłumaczy nigdy się ze sobą nie zgodzi. Każdy tłumacz będzie twierdził, że gdyby słówko xxx zastąpić słówkiem xxx to będzie zgrabniej, poprawniej itp. Wszyscy tłumacze ronią błędy, bo to ludzie a nie cyborgi. Nativy również robią błędy, czasem jeszcze większe. Odpowiedz Link Zgłoś
belferxxx Angielski jest różny-wiele krajów anglojęzycznych 21.01.13, 21:52 jest na świecie i operują podobnymi, ale jednak różnymi językami!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: citisus A widzieliście zagranicą ulotki w języku polskim? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 22.01.13, 11:36 Nie? Ta to jest dopiero tragedia. Nieraz trudno się domyślić o co chodzi. I nikt się nie przejmuje z tego powodu. Dobrze, że wogóle są. Bo tam Polaków maja w d.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mike Perspektywa osoby dwujęzycznej IP: *.be.jnj.com 22.01.13, 21:01 Nie chodzi chyba w tym artykule o to, które słowo lepiej użyć, tylko o jakość tłumaczeń wypuszczanych przez biura tłumaczeń i tłumaczy przysięgłych, które niestety często pozostawiają dużo do życzenia. Nie mam dyplomu z filologii angielskiej, ale dorastałem w Anglii, mieszkałem zagranicą wiele lat i posługuję się angielskiem w takim stopniu, że uważam się za osobę dwujęzyczną. W trakcie wielu lat pracy w dwóch ambasadach w Warszawie natrafiłem na sporą ilość tłumaczeń z biur czy od tłumaczy przysięgłych, które wołały o pomstę o Nieba! Nie mówię tu o drobnostkach typu zły szyk zdania, tylko o fundamentalnych błędach, których firma czy osoba, która bierze za to nie małe pieniądze nie ma prawa popełnić bo kompromituje siebie i w ostatecznym rozrachunku klienta, który często dystrybuuje to tłumaczenie dalej, wierząc, że zostało ono zrobione porządnie przez profesjonalistę. Myślę, że to jest problem, który należałoby poruszyć. Wiadomo, że biura tłumaczeń zatrudniają studentów i będą oni popełniać błędy, zresztą mają do tego prawo. Ale potem ktoś z dyplomem tłumacza przysięgłego powinien efekt ich pracy zweryfikować, natomiast osobiście mam wrażenie, że biura często tego nie robią, albo po prostu Ci weryfikatorzy są słabi... Ulotka, którą wydał ratusz jest pełna mniejszych i większych błędów, brzmi momentami jakby została przepuszczona przez translator. Osobiście cieszę się, że ktoś to zauważył, może też się czepiam, ale uważam, że ulotka wydana przez ratusz dla turystów powinna być nienaganna bo w pewnym sensie jest wizytówką miasta. Mówimy o języku angielskim, który jest powszechnie stosowany na świecie, nie o jakimś egzotycznym języku, którego rzeczywiście niekoniecznie trzeba znać. Chcemy się przedstawić jako nowoczesne, dynamiczne państwo, tymczasem nie jesteśmy w stanie napisać bez błędów paru zdań po angielsku o naszej stolicy. Nie chodzi tu o to czy użyć słowa "Rising" czy "Uprising". Nawiasem mówiąc, moim zdaniem obydwie wersje są poprawne gramatycznie, co nie zmienia faktu, że Brytyjczycy zdecydowanie częściej używają słowa "uprising" i w 90% przypadków użyją właśnie tego słowa w kontekscie Powstania Warszawskiego. Tak samo z "University of Warsaw Library" i "Warsaw University Library", obie wersje są do przyjęcia, ale zdecydowanie lepiej dla ucha brzmi ta druga. Moim zdaniem dobre tłumaczenie cechuje to, że w pełni oddaje zamierzony sens i brzmi ono naturalnie w języku odbiorcy. Tłumacze niestety często chwytają się słownikowych definicji i wychodzi coś co brzmi sztucznie, a czasem jest wręcz komiczne. Nie wiem dlaczego akurat te dwa arbitralne przykłady wywołały największą dyskusję ponieważ w tej ulotce jest pełno innych błędów, których profesjonalne biuro tłumaczeń po prostu nie ma prawa popełnić! A błędy wynikające z niechlujstwa takie jak zjedzone wyrazy typu "in" są już totalnie nie do zaakceptowania. Tak samo jak oczekujemy, że kancelaria prawna nie popełni kardynalnego błędu w piśmie procesowym, tak samo mamy prawo oczekiwać, że biuro tłumaczeń odda nam tłumaczenie, którego nie należy się wstydzić. Tyle w tym temacie :) Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski Mike, masz ten sam IP, co pani Aneta! 22.01.13, 22:58 Zakładam, że zbieżność Twojego adresu IP: *.be.jnj.com i tego, spod którego pisze dość mocno krytykowana na tym forum "korektorka" feralnej ulotki jest całkiem przypadkowa. W każdym razie, Drogi Mike'u, wydaje się, że - ze względu na fizyczne sąsiedztwo - będziesz mógł z nią wymienić myśli osobiście. Gdyby tak się stało, przekaż jej ode mnie, proszę, że poza naturalną na forach internetowych chęcią dokopania komuś, kto sam się wystawia, zadziałało coś o wiele ważniejszego. Pani Aneta, oskarżając autorów tłumaczenia o przeróżne błędy, sama nie ustrzegła się własnych, a podaje się za "tłumaczkę". Innymi słowy, wcale nie jest mniej winna fatalnemu - jej zdaniem - stanowi polskiej translatoryki niż tłumacze, których obrała sobie na celownik. Oczywiście, pani Aneta może twierdzić, że to co robiła, robiła w pospiechu (szczerze mówiąc, taką mam nadzieję), że jej niedbalstwo wynika ze "społecznego" charakteru podjętej przez nią pracy. Pozwolę sobie jednak zauważyć jedno: dokonałem w życiu paru korekt anglojęzycznych tekstów, w tym artykułów przeznaczonych do publikacji w czasopismach z "listy filadelfijskiej" (język publikacji naukowych jest bardziej rygorystyczny niż język potoczny, więc mimo że nie jestem native speakerem mogę sobie pozwolić na wykonywanie takiej pracy) i muszę powiedzieć, że w tej robocie o wiele łatwiej jest uniknąć błędu, niż podczas samego tłumaczenia. Korygując czyjś tekst, skupiam się wyłącznie na ustaleniu, czy autor nie popełnił błędu, jeśli czegoś nie jestem pewien, to odpalam któryś ze słowników albo internet (najczęściej i jedno, i drugie), czasami samego autora muszę spytać, "co miał na myśli" - i to wszystko. W przypadku tłumaczenia, elementów, nad którymi należy zapanować jest o wiele więcej, więcej jest zatem także możliwości popełnienia błędu. Jeżeli pani Aneta podczas próby korekty niezbyt długiej i napisanej dosyć prostym językiem ulotki popełniła błędy, które wytknęli jej użytkownicy tego forum, to moim zdaniem - o ile interesuje ją kariera tłumacza - powinna na razie raczej skupić się na własnym warsztacie. Co prawda wyszukiwanie błędów innych tłumaczy może być pewnie całkiem pożytecznym ćwiczeniem, lecz na tym etapie proponowałbym, żeby pani Aneta dokonywała go w domowym zaciszu. Odpowiedz Link Zgłoś
kol.3 Re: Perspektywa osoby dwujęzycznej 24.01.13, 06:23 Zgadzam się że tłumaczenia przysięgłe bywają bardzo niechlujnie wykonane. Zdarzyło mi się odebrać z biura tłumaczeń przetłumaczoną na język obcy umowę międzynarodową, z której wynikało, że polski przedstawiciel reprezentuje zagraniczną instytucję, ot po prostu tłumacz się spieszył. Umowa miała być zabrana na wyjazd zagraniczny na oficjalną uroczystość podpisania. Umowę zwracałam do poprawki 4 razy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dark_Room Byki w ulotkach o Warszawie po angielsku. "Trag... IP: *.play-internet.pl 23.01.13, 17:00 Ech, cudzoziemcy nie mają u nas lekko. Mimo wszystko wierzę, że tego typu sytuacje to tylko tzw. „wypadki przy pracy”, a nie codzienność. Warszawa to prawdziwe zagłębie atrakcji turystycznych, należy turystom ułatwiać dostęp do nich, a nie komplikować! Już nie wspomnę o lekkiej kompromitacji Polski w oczach gości z zagranicy przy tego typu sytuacjach.. A co do ułatwiania zwiedzania miasta, to tutaj ktoś miał całkiem dobry pomysł : www.wiadomosci24.pl/artykul/wirtualna_wycieczka_po_warszawie_sladami_ii_linii_metra_258035.html Odpowiedz Link Zgłoś