Dodaj do ulubionych

Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI?

IP: *.acn.pl 29.07.04, 18:31
Cytuję fragment pewnego tekstu [podkreślenia moje - stolicznyj]:

"...biorę pod uwagę SYTUACJĘ OGÓLNĄ, moim zdaniem FATALNĄ, BEZNADZIEJNĄ i
ZAPASKUDZONĄ coraz bardziej przez OFICERÓW ZAWODOWYCH, PÓŁGŁÓWKÓW wiecznie
urzędowo optymistycznie nastrojonych, a bezradnych w tym labiryncie, w jaki
się zapuścili, sugerując Kmdtowi Borowi i DR [Delegatowi Rządu, Jankowskiemu]
rozpoczęcie powstania w dniu 1 VIII. Dziś 16 VIII - tzn. powstanie trwa o 13-
14 dni za długo i jest właściwie już KLĘSKĄ, bo SKORO DZIŚ SKAMLEMY POMOCY U
SOWIETÓW - to dowodzi, że NIE POTRAFIMY NIC ZROBIĆ SAMI. Raz jeszcze - jak
latem 1939 r. - ZAWODOWI WOJSKOWI DOPROWADZILI NAS DO KOMPROMITACJI I KLĘSKI -
bardziej dotkliwej w skutkach niż rok 1939...".

KONIEC CYTATU. Pytanie: kto to napisał???

Może jakiś komunistyczny propagandzista?
Abnegat?
Zdrajca?
Kolaborant?

NIC Z TYCH RZECZY!

Autorem tej wypowiedzi jest... wysokiej rangi oficer AK, mjr dypl. Wardejn-
Zagórski ("Gromski"), ZASTĘPCA SZEFA ODDZIAŁU VI KOMENDY GŁÓWNEJ ARMII
KRAJOWEJ, PEŁNIĄCY FUNKCJĘ OFICERA ŁĄCZNIKOWEGO W KOMENDZIE GŁÓWNEJ AK
PODCZAS POWSTANIA!

Napisał tę opinię już 16 sierpnia 1944 roku (!), w liście do szefa II
wydziału Biura Informacji Prasowej KG AK (cyt. za: Kirchmayer, Powstanie
Warszawskie, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1984, str. 150).

CZY MIAŁ RACJĘ ?
Obserwuj wątek
    • Gość: zeto Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.itpp.pl 29.07.04, 19:37
      Miał. Byli. Bicie narodowej piany z okazji kolejnej rocznicy to polska
      specjalność, ale w świecie liczy się skuteczność, a nie szlachetna (?) głupota.
      Wybicie całego pokolenia młodej warszawskiej inteligencji i zagłada miasta na
      własne życzenie ma być powodem do celebry? Spuścizna powstania to Pałac Kultury
      i bloki za Żelazną Bramą w centrum miasta, a mieszkańcy mają przeważnie
      mentalność chłoporobotników, co widać, słychać i czuć.
      • Gość: dr.ugi Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.coi.waw.pl 29.07.04, 21:29
        proponuje przeczytać powstanie44 to pozwoli zbliżyć się do prawdy, powstanie
        było ostatnią szansą zmiany naszej sytuacji, wiadomo było co z AK zrobiło NKWD
        na wschodzie, nikt z dowódców nie miał wątpliwości że to samo będzie w wawie po
        wyzwoleniu przez Rosjan, dlatego powitanie ich w wyzwolonym mieście dawało
        szansę na inny rozwój wypadków. Polacy nie wiedzieli że zostali oddani ZSRR
        przez USA i Angli na pożarcie
        • Gość: Otwarty Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.chello.pl 29.07.04, 21:43
          Nie. Byli zbrodniarzami.
          • umfana Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? 29.07.04, 21:51
            Zniszczona stolica, exterminacja warszawiakow...
            Nietety nic sie nie zmienilo od tej pory....
            Nadal kroluje glupota w naszym panstwie-patrz zadyma z Iraq...
            Zazdroszcze braciom Czechom...daleko nam do ich mentalnosci!
            Pozdrawiam Zeto
            • kitop Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? 29.07.04, 23:07
              Dajcie spokój! To nie jest temat na rocznicę. Uszanujcie pamięć ich i tych
              którzy wówczas zginęli.
              Ówczesna sytuacja była typową sytuacją bez dobrego wyjścia. Faktem jest, że
              wybrano wyjście najgorsze. Bo gorszego już chyba nie bylo.
      • Gość: Automobilista Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: 62.233.175.* 30.07.04, 08:11
        > Spuścizna powstania to Pałac Kultury
        > i bloki za Żelazną Bramą w centrum miasta

        Na obszarze, gdzie mieści się teraz Pałac Kultury wraz z otoczeniem, tuż po
        wojnie stały... kamienice. Dokładnie tak. Kilkadziesiąt procent tych kamienic
        nadawało się do odbudowania, wiele z nich zostało tuż po usunieciu niemców z
        Warszawy zasiedlonych.

        A co potem? Potem komuniści wpadli na pomysł budowy Pałacu Kultury i kamienice
        wyburzyli. Nie niemcy, ale KOMUNIŚCI właśnie.

        Te informacje można znaleźć w literaturze, w internecie pewnie też.

        > a mieszkańcy mają przeważnie
        > mentalność chłoporobotników, co widać, słychać i czuć.

        Roziumiem, że ty mienisz się warszawiakiem pełną gębą, proponuję zatem nieco
        lepiej poznać historię Warszawy, jej zniszczeń i późniejszej odbudowy.
        • Gość: Automobilista Re: Jeszcze jedno IP: 62.233.175.* 30.07.04, 08:13
          Pisałeś o osiedlu Za Żelazną Bramą. Otóz w miejscu, gdzie stoją te paskudne
          bloki, w czasie okupacji hitlerowskiej było getto. I domy, które się tam
          znajdowały, zostały zburzone w czasie powstania w getcie. Powstanie Warszawskie
          nie ma z tym nic wspólnego.
          • Gość: jacek w slusznej sprawie popieram automobiliste IP: *.u.mcnet.pl 30.07.04, 08:51
            stolicznyj manipuluje, upraszcza i obraza bohaterow

            dla niego Warszawa przed powstaniem byla idyllicznym miejscem - a Niemcy
            odeszli by z Warszawy bez walki i bez zabijania mieszkancow


      • Gość: Onyks Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.crowley.pl 02.08.04, 19:42
        Oczywiście, że decydenci powstania byli półgłówkami. Ale jednocześnie byli też
        zbrodniarzami, bo głupota nie rozgrzesza. Mamy pecha jako naród,że rządzą nami
        zawsze ludzie niewłaściwi. Najbardziej oburzające jest to,że wobec oponentów
        zdających sobie sprawę z nieuchronnej tragedii gen. Monter użył agrumentu "no
        to wszyscy zginiemy na polu chwały". Ale nawet to okazało się nieprawdą, bo on,
        tak jak i Bór przeżyli. Zginęło za to 18 tys. powstańców, w większości dzieci
        lub prawie dzieci i 200 tys. cywilnej ludności.To,że wyszli z Warszawy żywi
        powinno być ich hańbą do końca życia. To chichot historii, że dziś mają swoje
        ulice, place i pomniki. Na cześć zasługują tylko szeregowi powstańcy i
        cierpienia mieszkańców. Pozdrawiam tych, co nie dają sobie zrobic wody z mózgu.
    • Gość: JATEŻ Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.07.04, 06:37
      Miał
      • d.z Re: Jeszcze dwie rocznice. 30.07.04, 08:27
        Wątpliwości mają wszyscy.
        Mieli je również i ci, ktorzy o rozpoczęciu Powstania decydowali.
        Chyba jednak wiedzieli, że Powstanie musi być i to jest ostatnia szansa na
        życie w wolnej Polsce.
        A o tym, że Powstanie było słuszną sprawą świadczy jeszcze dwie rocznica
        przypadające akurat na dzisiaj.
        30 lipca 1944 Wojska radzieckie doszły do Wisły.
        30 lipca 1944 w Moskwie Stalin wydał rozkaz o rozbrajaniu i internowaniu
        członków Armii Krajowej.
        Oni zwyczajnie wiedzieli, że jak Powstanie nie wybuchnie to i tak ich czeka
        tragiczny los.
        Obyśmy nie musieli nigdy wybierać pomiędzy złym i złym...
        • erazm1 Re: Jeszcze dwie rocznice. 30.07.04, 09:19
          Ta świadomość powinna prowadzic do minimalziacji a nie MAKSYMALIZACJI strat,
          niestety uparcie wybrano drugie rozwiazanie. panowie, rpawda jest taka że to
          powstanie było straszna kleska i jest nie do obrony. Świat złąszcza anglosaski
          do dziś nie rozumie dlaczego my Poalcy tak śiwętujemy nasze koszmarne klęski, w
          tamtych krajach pod niebiosa wychwala się zwyciestwa i sukcesy o kleskach sie
          milczy i to jest zdrowe. Zabrakło w powojennej Poslce tych co zginęłi w
          Powstaniu i w jego wyniku. To był ogromny cios, któego można było uniknąć,a tak
          do dzisiaj z tej kleski nie mozemy się podnieść, my nasze miasto, cały kraj...
          Decyzji o powstaniu nie podjęłi prostacy , ale przedstaiwiecle elity
          społecznej, a ejdnak szafowali życiem miliona warszawian, głupota,
          lekkomyłsność, szkoda słów, argument, że przez to że NKWD aresztuje (no bo się
          wobec tego NKWD ujawniali) to utopimy maisto we krwi (no bo każdy wojksowy wie,
          że w starciu z regularnym wojksiem cywil, nawet przeszkolony, ale kiepsko
          uzbrojony, nie ma szans) jest paranoją i nie widze powodu, aby fetować
          paranoików, hołd nalezy sie ofiarom ich koszmarnej decyzji, a nad nimi zapuśćmy
          lepiej kotarę milczenia...
          • d.z Re: Powiem tak 30.07.04, 09:57
            żyjemy w realnym świecie.
            Mamy swoje słuszne sprawy i słuszne wiary. Zauroczyły nas bożki współczesności,
            nie umiemy już sobie wyobrazić życia bez internetu, telefonu, radia, telewizji.
            Zewsząd natłok spraw przyzemnych nas przygnębia bądź jest motorem do działania.
            W pogoni za czynnym uczestnictwem w rzeczywistości rozmieniamy się na sprawy
            drobne, coraz bardziej absorbujące nasze myślenie. Coraz mniej dopuszczamy do
            siebie myślenie mistyczne, ogólne, o sprawach wyższych...
            Do czego zmierzam?
            Nawet jeśli uznamy Powstanie za złe a pamięć o nim jako afirmowanie klęski to
            może właśnie jest nam to konieczne jako narodowi po to byśmy o becnym świecie
            rządzonym przez pieniądz, psucie autorytetów, afery, finsowe kartele nie
            zapomnieli, że jest cos takiego jak dobro wyższe, jakaś idylliczna kraina
            utopijnej szczęśliwości, o którą warto walczyć i życie dla której warto
            poświęcić po to by samemu poczuć się lepszym i wzniesionym "ponad".
          • Gość: jacek sluszne obchody IP: *.u.mcnet.pl 30.07.04, 10:15
            >Zabrakło w powojennej Poslce tych co zginęłi w Powstaniu i w jego wyniku

            biorac pod uwage to co spotkalo wielu tych, co przezyli jakos nie czuje sie
            przekonany

            wiadomo, ze wielu powstancow - zywych - nie wrocilo do Polski z niemieckich
            obozow

          • mama_szefusia Re: Jeszcze dwie rocznice. 04.08.04, 13:50
            Czy ja dobrze rozumiem, że postulujesz o tym abyśmy zapomnieli o PW, bo było
            klęską???? Zapomnieć o ofierze 200 000 ludzi, bo nam to nie pasuje
            politycznie???

            To był wybór tych ludzi, żeby iść walczyć. O wybuchu PW zdecydowali wszyscy,
            którzy brali w nim udział, a nie wąska elita.

            Myślę, że powinieneś troszkę poczytać aby zrozumieć.
        • Gość: stolicznyj Re: Jeszcze dwie rocznice. IP: *.acn.pl 30.07.04, 09:52
          > A o tym, że Powstanie było słuszną sprawą świadczy jeszcze dwie rocznica
          > przypadające akurat na dzisiaj.
          > 30 lipca 1944 Wojska radzieckie doszły do Wisły.


          Sowieci doszli do linii Wisły w rejonie Puław w dniu 26 lipca, a 30-31 lipca
          1944 roku dotarli do Otwocka. Tyle tylko, że między nimi a Warszawą były wtedy
          jeszcze 4 elitarne niemieckie dywizje pancerne, które wcale nie miały zamiaru
          kapitulować ani uciekać. Przeciwnie - podjęły potężne przeciwuderzenie na
          przedpolach Pragi.

          Dowódcy AK dobrze o tym wiedzieli. A mimo to, zupełnie nie rozeznawszy
          sytuacji, rzucili słabo uzbrojoną warszawską młodzież na niemiecki garnizon.
          Uważam, że było to niewybaczalne w tamtym czasie. Należało czekać na
          dogodniejszy moment.


          > 30 lipca 1944 w Moskwie Stalin wydał rozkaz o rozbrajaniu i internowaniu
          > członków Armii Krajowej.

          Przywódcy AK doskonale wiedzieli, że w każdym wypadku zostaną aresztowani przez
          Sowietów. Ale czy to był wystarczający powód, aby rozpoczynać Powstanie w złym
          momencie, bez należytego przygotowania? Czy był to powód, aby w ten sposób
          poświęcić milionowe miasto?
          • Gość: jacek uwaga - najblizszy dogodny moment w styczniu '45 IP: *.u.mcnet.pl 30.07.04, 10:11
            powtarzam - najblizszy dogodny moment w styczniu '45
            • Gość: stolicznyj Być może. I co? IP: *.acn.pl 30.07.04, 10:22
              uwazasz, ze styczen 45 to za pozna data na powstanie?

              uwazasz ze nie mozna byloby wtedy zrobic bo bor-komorowski pelczynski i
              okulicki za bardzo by sie do tego czasu zestarzeli?

              a Czesi czekali az do maja 45

              i tez wpadli pod wladze komunistow tak samo jak my

              ale ocalili miasto i ludzi

              a i tak sie chlubia ze zrobili powstanie

              ale pokazuja turystom zabytkowe miasto a nie cmentarze z dlugimi rzedami
              brzozowych krzyzy i zbiorowe mogily z tonami popiolow pomordowanych

              a ich miasto jest takie jakie bylo a nie stalinowsko blokowiskowe jak warszawa
              • Gość: jacek ty to masz zawsze proste przyklady IP: *.u.mcnet.pl 30.07.04, 13:44
                i zawsze nie na temat

                Czesi nie podjeli walki w 38

                a mysmy podjeli i dostalismy baty - walczylismy caly czas - dlatego naszych
                mordowali masowo - a Czechow z rzadka

                Praga zawsze byla piekniejsza niz Warszawa - carowie nie dopuszczali do
                rzobudowy - a cesarze jak najbardziej

                wiele ocalalych budynkow wysadzono/rozebrano albo znieksztalcono juz po wojnie

                stalinowskie blokowiska (okropne i paskudne) - w tamtym czasie zapewnialy
                wyzszy standard niz przedwojenne kamienice - budowane pod rygorem carskich
                ograniczen - bez wygod i 2 rzedami studni-podworek



                • rolotomasi Re: Czy decydenci POWSTANIA byli 30.07.04, 20:36
                  Z takim tematem umówmy się na po-niedzieli, czę?ć Polaków ma ?więto i dyskusja
                  o tym czy sš lub nie-mšdrzy jest nie w porzšdku wobec nich i ofiar Powstania.

                  Np.Też mogłem, jako podrostek, a nie poszedłem ze stoczniowcami w Grudniu na
                  Wybrzeżu. Słuchałem też przemy?leń Zbigniewa Bujaka: jak i czemu nie poprowadził
                  demonstracji na Biały Dom z ronda na Marszałkowskiej. Gdyby to zrobił historia
                  potoczyłaby się szybciej, a na pewno inaczej. Porozmawiamy.
                  Teraz propo spoko.
    • atob Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? 01.08.04, 01:26
      Autorze tego postu [ i wczesniejszych ] zachowaj sie z honorem i strzel sobie w
      leb ...uwalniajac nas tym samym od swoich wypocin

      Ps Przepraszam ty nie wiesz co to honor ...i bedziesz nadal plodzil takie
      cudactwa
      • Gość: stolicznyj Kto jeszcze nie wie, "co to honor"? IP: *.acn.pl 01.08.04, 09:29
        Oczywiście wysoki oficer AK "Gromski" nie wie, co to honor. Bo to przecież jego
        zacytowałem.

        Generał Anders (dowódca spod Monte Cassino) też nie wie - przecież nazwał
        decyzje o Powstaniu "zbrodnią".

        Gen. Sosnowski (Naczelny Wódz) też nie wie - przeciez był przeciwny Powstaniu.

        Członkowie komendy głównej AK:
        płk Weber
        płk Iranek-Osmecki
        płk Pluta-Czachowski
        płk Bokszczanin

        którzy protestowali przeciwko przedwczesnemu rozpoczynaniu Powstania, nazywali
        to nawet "szaleństwem",

        i wielu innych dowódców i zołnierzy różnego szczebla

        też nie wiedzieli, CO TO HONOR?


        Ale jakie to ma w ogóle znaczenie, skoro TO TY przecież wiesz najlepiej, CO TO
        HONOR, NO NIE ?
        • atob Re: Kto jeszcze nie wie, "co to honor"? 01.08.04, 13:02
          Ponawiam propozycje zawarta w poscie z dnia 01.08.2004 o godzinie 01:26
          • Gość: honoratka Re: Kto jeszcze nie wie, "co to honor"? IP: *.gdynia.mm.pl 01.08.04, 13:15
            ...honor nalezy rozumiec jako okreslone wytyczne które kiedys nam przodkowie
            zaszczepili..
            -ochrona słabych
            -być lojalnym wobec swojej rodziny i przyjaciół, jak długo ci twoje sumienie na
            to pozwala..,
            -walczyć przeciw niesprawiedliwości...
          • Gość: Automobilista Re: Kto jeszcze nie wie, "co to honor"? IP: 62.233.175.* 02.08.04, 08:31
            > Ponawiam propozycje zawarta w poscie z dnia 01.08.2004 o godzinie 01:26

            Wybacz, ale na razie nie przytoczyłeś ani jednego argumentu na poparcie swojej
            opinii, więc już daruj sobie...
      • Gość: Onyks Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.crowley.pl 02.08.04, 19:52
        Atob - ty to jesteś honorowy gość! Aż dziw,ze jeszcze żyjesz, ale bracie nie
        zabieraj głosu w sprzwach, których nie obejmujesz swoim honorowym rozumkiem.
    • szalbierz Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? 02.08.04, 10:00
      16 sierpnia wiedziano dużo więcej o sytuacji politycznej Polski niż pod koniec
      lipca. Łatwo być jasnowidzem po fakcie. Przytaczanie tej opinii w czasie
      obchodów rocznicy wybuchu powstania jest wyrazem nie tylko złej woli, ale i
      braku przyzwoitości oraz zwykłej głupoty. Widać, że komunistyczna propaganda i
      jej osąd historii PW pozostawiał trwały ślad w umysłach wielu "mądrych inaczej".
      • Gość: jacek OBECNI KRYTYCY POWSTANIA sa PÓŁGŁÓWKAMI IP: *.u.mcnet.pl 02.08.04, 10:08
        calkowicie bledna jest teoria 'sprzyjajacego momentu'

        losy powstania rostrzygnely sie w momencie decyzji stalina - daniu wolnej reki
        niemcom i zablokowaniu pomocy ze strony aliantow - nie mialo wiec znaczenia
        jakie poczatkowo sukcesy osiagnie powstanie i jakim kosztem

        • rolotomasi Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA 02.08.04, 15:00
          Nie mam wątpliwości, więcej: dziwię się tym którzy je mają- Powstania nie powin-
          no było być>>Tylko straty. A korzyści? Sami sobie je wmawiamy,że są.Po 60latach?
      • Gość: kelner polityczny Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.gdynia.mm.pl 02.08.04, 10:12
        ...nie obarczaj komuszej propagandy... narod winien umiec rozkodowywac sytuacje
        bez podsuwanych instrumentow...komusza, wasza , nasza to wszystko o kant dooopy
        rozbić...narod ktory daje sie manipulować, przestaje byc narodem... w
        światowej knajpie w karcie menu występouje jako sztukamięs...
    • Gość: Powstaniec Re: Czy DECYDENCI POWSTANIA byli PÓŁGŁÓWKAMI? IP: *.acn.waw.pl 02.08.04, 20:48
      • Gość: Powstaniec Czy stoliczny jest polglowkiem IP: *.acn.waw.pl 02.08.04, 20:51
        tak
        tak
        tak
        niedouczony postkomunista pozujacy na intelektualiste
        • szalbierz Re: Czy stoliczny jest polglowkiem 03.08.04, 08:50
          Zdecydowanie tak.
    • Gość: stolicznyj Opinia ZOFII NAŁKOWSKIEJ o Powstaniu. IP: *.acn.pl 04.08.04, 08:47
      Apologeci decydentów Powstania głoszą wszem i wobec tezę, jakoby Powstanie (a w
      szczególności jego termin), w ogóle nie było krytykowane już podczas jego
      trwania, że narodowa jednomyślność w tej sprawie była jakoby całkowita, że
      Powstanie wybuchło wtedy, kiedy powinno i musiało wybuchnąć.

      Innymi słowy: owi apologeci twierdzą wszem i wobec (także na tym forum), że
      tylko komuniści, Sowieci i propaganda PRL-u krytykowały tych, co wywołali
      Powstanie 1 sierpnia 1944 roku.

      Ale to jest NIEPRAWDA.

      Byli ludzie, także po "naszej" (a nie komunistyczno-prosowieckiej) stronie,
      którzy bardzo szybko po wybuchu Powstania widzieli z całą wyrazistością, że
      wybuchło ono PRZEDWCEŚNIE i bez należytego przygotowania. Przewidywali także
      tragiczne zakończenie Powstania na długo przedtem, zanim ono faktycznie upadło.

      Oto co napisała 7 sierpnia 1944 roku w swoim dzienniku nasza słynna pisarka
      Zofia Nałkowska (autorka "Medalionów").
      Podczas Powstania przebywała ona w Adamowiźnie k/Grodziska Mazowieckiego (ok.
      30 km na zachód od Warszawy).

      Cytuję fragmenty jej zapisków z tego dnia (podkreślenia moje - stolicznyj):

      "Dziś - ukryta pod kopką małych snopków, w rozległej przestrzeni pola i nieba,
      widziałam ciężką łunę nad Warszawą, która we dnie wygląda jak chmura(...).
      Ludzie, którzy uciekli z Warszawy, przynoszą nowe wiadomości. POWSTANIE SIĘ NIE
      UDAŁO, powstanie, które zjednoczyło wszystkie skłócone elementy. Walki na
      ulicach trwają. Odebrane dzielnice są całe palone, ulicą za ulicą, dom za
      domem. Ludność wywlekana z mieszkań, rozstrzeliwana na podwórzach.
      Jak w trzydziestym dziewiątym, nikt nie przyjdzie, ani przyleci z odsieczą.
      WYBUCH NASTĄPIŁ ZA WCZEŚNIE, NIE DOCZEKAWSZY PRZYBLIŻENIA SIĘ FRONTU. Dalecy
      ludzie, pociągający za te nitki, czegoś nie dopatrzyli, PRZERACHOWALI SIĘ O TE
      PARĘ DNI.
      TYSIĄCE DROBNYCH MARIONETEK KONA WE KRWI, UMIERA ZE ŚWIADOMOŚCIĄ SWEJ KLĘSKI,
      ZBYTECZNEJ, CHYBIONEJ OFIARY. Uplatani w te niteczki, kierowani przez ludzi
      nieznajomych, siedzących daleko przy swych biurkach nad mapami, giną, wlokąc za
      sobą dziesiątki tysięcy we własną zgrozę, torturę i śmierć, WYDAJĄC TO
      NIESZCZĘSNE MIASTO NA CAŁKOWITE ZNISZCZENIE".

      (Z. Nałkowska, Dzienniki, Warszawa 1970, s. 359-360).

      Tak pisała Zofia Nałkowska, już 7 sierpnia 1944 roku.

      Myliłby się ten, kto by przypuszczał, że jej opinia była odosobniona.
    • Gość: stolicznyj Reakcja GENERAŁA ANDERSA na Powstanie. IP: *.acn.pl 04.08.04, 13:23
      Jak zareagował słynny dowódca II Korpusu Polskiego wsławionego pod Monte
      Cassino, na wieść o wybuchu powstania w Warszawie?

      8 sierpnia 1944 roku Anders przemawiał do swoich żołnierzy w Ankonie (we
      Włoszech), na ceremonii dekoracji Krzyżami Virtuti Militari. Powiedział wtedy
      m.in. [podkreślenia moje - stolicznyj]:

      "W tej samej chwili mysli nasze idą ku naszym braciom w Kraju, szczególnie do
      tych naszych kolegów w Warszawie, którzy od tygodnia krwawią się w powstaniu.
      NIE JEST NAM JESZCZE WIADOME, JAK I CZEMU TO POWSTANIE W TEJ CHWILI ZOSTAŁO
      WYWOŁANE, wiemy jednak, że ci nasi najdrożsi bracia i synowie walczą i giną dla
      Polski, jak my.(...)".

      (Cyt. za "Dziennikiem Żołnierza APW", 9 VIII 1944, nr 122).
      • Gość: jacek sukces ma wielu ojcow, porazka wielu krytykow . IP: *.u.mcnet.pl 04.08.04, 13:46
        kto dzis pamieta Andersa - a powstanie bylo i jest waznym elementem wychowania
        patriotycznego

        mit powstania - paradoksalnie - pomagal kszattowac patriotyzm - wbrew pochodom
        pierwszomajowym i akdemiom z okazji rewolucji

        koszty komunizmu w Polsce - to znacznie wieksze straty niz Powstanie
        • Gość: stolicznyj Re: sukces ma wielu ojcow, porazka wielu krytykow IP: *.acn.pl 04.08.04, 13:52

          > kto dzis pamieta Andersa


          moze ty nie

          ale w 60 rocznice zdobycia Monte Cassino ktora byla obchodzona 18 maja okazalo
          sie ze wielu ludzi pamieta i to nie tylko Polakow

          moze dla ciebie nie

          ale dla wielu innych Polakow pamiec o bitwie o Monte Cassino tez byla i jest
          waznym elementem wychowania patriotycznego


          nie oceniaj narodu polskiego po sobie samym
          • Gość: jacek typowe manipulacje IP: *.u.mcnet.pl 04.08.04, 14:46
            moj rodzony dziadek byl goncem w sztabie Andersa w czasie bitwy pod Monte
            Cassino - do Polski wrocil w '47 - jego synowie w nagrode kopali uran

            to tyle o mojej pamieci lub jej braku i wycieczkach osobistych

            a przy okazji - po zbombardowaniu klasztoru - najwieksza ilosc bomb/m kw w
            czasie wojny - ruiny przez kilka dnie nie bylo obsadzone przez Niemcow - mozna
            je bylo zajac bez walki - a wiec - to bohaterstwo zolnierzy II korpusu - ktore
            w moim hurra-patriotycznym wychowaniu stanowilo element trojcy - Katyn - Monte
            Cassino - Powstanie - bylo - bo znajda sie wyznawcy takiej teorii - zmarnowane
            od samego poczatku ...

            wiec moze Anders mogl w ten sposob ukryc wlasne - i alianckiego dowodztwa bledy



    • Gość: stolicznyj Opinia GENERAŁA ANDERSA o Powstaniu. IP: *.acn.pl 04.08.04, 13:48
      Przedstawiłem reakcję generała Andersa na wybuch Powstania, w jego pierwszych
      dniach.

      A jakie było zdanie zwycięzcy spod Monte Cassino o decydencie Powstania
      wyrażone znacznie później, w wiele miesięcy po zakończeniu walk w Warszawie?

      CYTUJĘ fragment notatek, sporządzonych przez gen. Andersa z jego spotkania z
      Prezydentem RP na uchodźstwie Raczkiewiczem, które odbyło się w Londynie 25
      maja 1945 roku [podkreślenia moje - stolicznyj]:


      "(...)4. Co do powstania w Warszawie mam wręcz odwrotną opinię. Jestem na
      kolanach przed walczącą Warszawą, jednak SAM FAKT POWSTANIA w Warszawie UWAŻAM
      ZA ZBRODNIĘ, dziś oczywiście nie jest jeszcze czas na wyjaśnienie tej sprawy,
      ale gen. Komorowski i szereg innych osób STANIE NA PEWNO PRZED SĄDEM ZA TAK
      STRASZLIWIE LEKKOMYŚLNE I NIEPOTRZEBNE OFIARY. Kilkaset tysięcy zabitych,
      doszczętnie zrujnowana Warszawa, straszliwe cierpienia całej ludności,
      zniszczony dorobek kulturalny kilku wieków i wreszcie CAŁKOWITE ZNISZCZENIE
      OŚRODKA OPORU NARODOWEGO, co dziś SZALENIE UŁATWIA ZADANIE SOWIETYZACJI POLSKI.
      Dlatego też we Włoszech podczas pobytu gen. Sosnkowskiego [Naczelnego Wodza] w
      czasie walk pod Ankoną [w lipcu 1944], po otrzymaniu meldunku sytuacyjnego Gen.
      Bora-Komorowskiego, MELDUNKU ZUPEŁNIE FAŁSZYWIE OCENIAJĄCEGO SYTUACJĘ, wraz z
      kolegami przekonałem Gen. Sosnkowskiego o konieczności wysłania rozkazu do Gen.
      Komorowskiego ZABRANIAJĄCEGO KATEGORYCZNIE POWSTANIA. Stwierdzam, że depesza
      taka została wysłana do Londynu. DALSZY TRAGICZNY PRZEBIEG WYPADKÓW WIADOMY".

      Koniec cytatu.

      (Cyt. za "Generał Tadeusz Bór-Komorowski w relacjach i dokumentach" pod red.
      A.K. Kunerta, s. 404, wyd. RYTM, Warszawa 2000).
      • alex.4 Re: 04.08.04, 14:32
        Stolicznyj masz chyba obsesje.
        Powstanie było przygotowane jak było. Było zbyt dużo improwizacji. Bór-
        Komorowski powinien poczekać z decyzją o wybuchu powstania na Iranka-Osmeckiego
        (aby zweryfikować informację o sowieckich czołgach). Ale z wiedzą jaką
        posiadali dowócy powstania jego wybuch był rozsądną decyzja i uzasadnioną.
        Doświadczenia burzy pokazały jednoznacznie. Sowieci wykorzystają polskie
        działąnia militarne, dla pokonania Niemców.
        Zawiodła zimna krew. Ale osoby które zdecydowały o powstaniu nie były idiotami.
        Pomysł był dosyć ryzykowny, ale w granicach rozsądku
        pozdr
        • Gość: stolicznyj Re: IP: *.acn.pl 04.08.04, 14:55
          > Stolicznyj masz chyba obsesje.

          Na jakim punkcie?



          > Powstanie było przygotowane jak było. Było zbyt dużo improwizacji. Bór-
          > Komorowski powinien poczekać z decyzją o wybuchu powstania na Iranka-
          Osmeckiego
          > (aby zweryfikować informację o sowieckich czołgach). Ale z wiedzą jaką
          > posiadali dowócy powstania jego wybuch był rozsądną decyzja i uzasadnioną.


          Czy ty nie widzisz, że twoja powyższa wypowiedż jest wewnętrznie sprzeczna?

          Potwierdzasz moje krytyczne uwagi o procesie podejmowania decyzji z 31 lipca
          1944 roku, a zaraz potem DEKLARATYWNIE ją usprawiedliwiasz, uznajesz za
          rozsądną i uzasadnioną.

          Najpierw przyznajesz, że Bór posiadał niezweryfikowane informacje i
          potwierdzasz, że gdyby poczekał na oficera operacyjnego (dosłownie pół
          godziny!), to uzyskałby weryfikację swoich informacji (zostałyby zweryfikowane
          jako BŁĘDNE!).
          A zaraz potem konstatujesz, że Bór podjął rozsądną decyzję na podstawie swoich
          niepewnych informacji! Jak jest możliwe podjęcie jakiejkolwiek "uzasadnionej"
          decyzji na podstawie niezweryfikowanych informacji, a faktycznie - POGŁOSEK?

          Gdzie tu logika ??



          > Pomysł był dosyć ryzykowny, ale w granicach rozsądku


          Przebieg powstania i bilans strat moim zdaniem absolutnie nie potwierdzają, aby
          Bór-Komorowski i jego ludzie zachowali rozsądne granice ryzyka.
    • j_karolak Tekst nie mój. Może da do myślenia "specom". 04.08.04, 14:29
      Gdyby AK nie próbowała wystąpić w roli gospodarza Warszawy, utraciłaby moralne
      prawo do krytykowania Sowietów. Do prawowitych władz Polski przylgnęłaby
      opinia, że nie zrobiły nic, by zapobiec ruinie stolicy i nieszczęściu jej
      mieszkańców. Książkę brytyjskiego historyka Normana Daviesa poświęconą
      Powstaniu Warszawskiemu omawia Ernest Skalski
      Wnuk powstańca poległego pod komendą generała Sowińskiego na szańcach Woli mógł
      być dumny ze swego przodka i uważać, że należało się bić - przynajmniej w
      powstaniu listopadowym. Na to samo odwieczne polskie pytanie "bić się czy nie
      bić" zapewne inaczej odpowiadała matka powstańca poległego na tejże Woli w
      pierwszych dniach sierpnia 1944 r. Stosunek Polaków do powstań - a już
      szczególnie do Warszawskiego - wynika przeważnie z postaw życiowych, wyborów
      politycznych, osobistych doświadczeń i emocji, w dużo mniejszym zaś stopniu z
      analizy faktów historycznych.

      Brytyjskiego historyka Normana Daviesa mimo emocjonalnych związków z Polską
      stać na większy obiektywizm, a nawet na zmianę swych ocen. „Byłem skłonny -
      pisze w najnowszej książce - przyjąć wiele z konwencjonalnego obrazu, w którym
      desperacka odwaga polskiego podziemia pozostaje w ostrym kontraście z
      krótkowzrocznością jego przywódców. (...) Dziś powiedziałbym, że powstanie
      warszawskie było wspaniałym zbrojnym zrywem, który przeszedł wszelkie
      oczekiwania, i że decyzja o jego rozpoczęciu - choć z konieczności ryzykowna -
      nie była lekkomyślna ani tym bardziej &zbrodnicza &. Siły zbrojne Polski (...)
      tworzyły część potężnej koalicji aliantów, która w 1944 r. stała u progu
      zwycięstwa. (...) Podstawowe pytanie (...) brzmi nie: &dlaczego powstańcy nie
      zdołali osiągnąć swoich celów? &, lecz: &dlaczego w ciągu dwóch miesięcy wahań
      i deliberacji zwycięscy alianci nie zorganizowali pomocy? &”.

      "Davies przekonuje, że to nie Polacy ponosili główną odpowiedzialność za
      tragedię, lecz wielki sojusz Wielkiej Brytanii, Ameryki i Związku Sowieckiego" -
      komentuje Stefan Wagstyl na łamach "Financial Times".

      Sowieci? Wiadomo

      Londyn i Waszyngton pozostawiły decyzję o rozpoczęciu Powstania władzom polskim
      na uchodźstwie, te zaś przekazały ją Komendzie AK i Delegaturze Rządu w kraju.
      Ale umycie rąk nie oznacza zdjęcia odpowiedzialności za los walczącej stolicy.

      Czego można się było spodziewać po Stalinie? - tym retorycznym pytaniem
      najłatwiej obciąża się przywódców Powstania i niejako rozgrzesza ZSRR. Rząd
      polski wiedział, że w listopadzie 1943 r. na spotkaniu w Teheranie Roosevelt i
      Churchill przehandlowali nasze ziemie wschodnie. Nie wszyscy sądzili jednak, że
      jest to już decyzja ostateczna; poza tym w Teheranie nie podjęto oficjalnych
      decyzji w sprawie systemu politycznego w powojennej Polsce. Choć więc po
      ujawnieniu zbrodni katyńskiej Kreml zerwał stosunki z rządem polskim na
      emigracji, to jednak - przypomina Davies - "w czerwcu i w lipcu 1944 r.
      ambasador sowiecki w Londynie Lebiediew prowadził ściśle tajne rozmowy ze
      Stanisławem Grabskim, byłym polskim ministrem. Celem tych rozmów było
      wysondowanie, jakie są szanse przywrócenia oficjalnych stosunków. Ukrywając ten
      fakt przed zewnętrznym światem, Stalin nie odcinał sobie możliwości wyboru".
      Władze polityczne Polski mogły więc sądzić, że są szanse na wznowienie
      kontaktów z Moskwą.

      29 lipca sowiecki samolot zrzucił ulotki, w których lubelski PKWN wzywał
      Polaków do broni. Tego samego dnia Radio Moskwa nadało "Wezwanie do Warszawy!"
      sygnowane przez Związek Patriotów Polskich. Apelowano w nim do mieszkańców
      stolicy, by dopomogli w nadchodzącym dziele wyzwolenia. 30 lipca w godz. 15-23
      Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki z Moskwy kilkakrotnie wzywała: "Ludu
      Warszawy! Do broni! (...) Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia
      budowli publicznych! Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę!". Te
      fakty są powszechnie znane, ale mało kto wie, że gdy front zbliżał się do Bugu,
      trzy sowieckie jednostki zwiadowcze - o czym pisze Davies - informowały
      centralę: "Grupa o największych wpływach (...) wykazywała orientację
      prosowiecką i tworzyła ją (komunistyczna) Polska Partia Robotnicza oraz jej
      odłam wojskowy Gwardia Ludowa". Albo sowiecki wywiad był do niczego, albo
      autorzy raportu byli na tyle mądrzy, że pisali to, czego oczekiwało naczalstwo -
      ono zaś uwierzyło, że pokieruje Powstaniem.

      Może dlatego dopiero 12 sierpnia agencja TASS ostro potępiła powstanie, a
      następnego dnia zapadły decyzje, które przesądziły o podjęciu sowieckiej
      ofensywy na Bałkanach i w Prusach Wschodnich - co oznaczało przesunięcie sił i
      przekreślało operację wokół Warszawy. Niewykluczone, że do tego czasu Stalin -
      którego własna podejrzliwość nieraz wprowadzała w błąd - nie był do końca
      przekonany, że to jest "londyńskie" powstanie. Mógł nawet sądzić, że premier
      Stanisław Mikołajczyk blefował podczas rozmów w pierwszych dnia
      sierpnia. "Historycy, którzy nie wahają się ferować kategorycznych wyroków bez
      dowodów w postaci dokumentów, doszli do przekonania, że 13 sierpnia Stalin
      wydał wyrok śmierci na Warszawę. Wniosek ten - pisze Davies - nie musi być
      nieprawdziwy, ale też nie wydaje się, żeby odpowiadał prawdzie pod każdym
      względem. W szczególności ta decyzja nie musiała być aż tak ostateczna, jak
      sugerowano. Być może zostawiała jakąś furtkę na wypadek późniejszej zmiany
      kursu".

      Wstępne rozmowy w sprawie kapitulacji Powstania jego dowództwo rozpoczęło już
      na początku września, lecz przeciągało je. Kiedy bowiem we wrześniu gen.
      Rokossowski zajął wreszcie Pragę, a potem jednostki 1. Armii gen. Berlinga
      sforsowały Wisłę, można było przypuszczać, że jest to właśnie zapowiedź zmiany
      kursu.

      Zachód? Nie wiadomo

      Przed samym Powstaniem kurier Jan Nowak dotarł z Londynu z wieścią, że polskich
      spraw nie ma na angielsko-amerykańskich listach priorytetów. Ostrzegał, że
      Powstanie w Warszawie będzie postrzegane jako „burza w szklance wody”. Davies
      przytacza liczne argumenty, na podstawie których należało wyciągnąć wniosek, że
      tak było istotnie. „Przez całą wojnę - pisze - na sojusz padał cień
      przestarzałego i wysoce paternalistycznego założenia, iż &główni sojusznicy &
      mają prawo podejmować na własną rękę odrębne decyzje polityczne, natomiast od
      &mniejszych sojuszników & oczekiwano, że będą akceptować decyzje podejmowane
      przez lepszych od siebie”.

      Po niesławnym upadku Francji w czerwcu 1940 r. Polska stała się pierwszym
      sojusznikiem Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w okresie bitwy o Anglię. Gdy jednak
      w czerwcu 1941 r. ZSRR, a w grudniu USA stały się członkami koalicji, "pierwszy
      sojusznik dołączył do wciąż rosnącej grupy klientów i pełnych nadziei petentów.
      (...) Były dwie powracające, choć nawzajem się wykluczające obawy - o to, że
      Rosja może osiąść na laurach, przepędziwszy najeźdźcę z powrotem na obszar
      granic z 1941 r., lub też odwrotnie - że pokona Niemców praktycznie bez
      niczyjej pomocy". To był punkt wyjścia polityki Londynu i Waszyngtonu w
      stosunku do ZSRR, a stosunek do konfliktu sowiecko-polskiego był już tylko
      pochodną. Pierson Dixon, osobisty sekretarz ministra spraw zagranicznych
      Anthony'ego Edena, mówił jasno: "Jest oczywiste, że żaden Anglik nie zaangażuje
      się w wojnę z Rosją (...) dla Polski (...) występujemy z ofertą poparcia dla
      jakiegoś rozsądnego rozwiązania, ale nie posuniemy się dalej, nawet gdyby
      alternatywą miało stać się wchłonięcie Polski przez Związek Sowiecki".

      Jednakże, jak dowodzi Davies, USA i Wielka Brytania nie prowadziły jednolitej,
      uzgodnionej i konsekwentnej polityki wobec Polski. Churchill potrafił głośno
      gniewać się na Polaków za ich upór, ale też podkreślał swoje współczucie i
      poparcie. Roosevelt był nieodmiennie życzliwy dla Polaków. Mikołajczyka
      zapewniał: "Stalin nie zamierza pozbawić Polski wolności. Nie ośmieliłby się
      tego zrobić, gdyż wie, iż rząd Stanów Zj
      • j_karolak Re: Tekst nie mój. Może da do myślenia "specom". 04.08.04, 14:29
        Jednakże, jak dowodzi Davies, USA i Wielka Brytania nie prowadziły jednolitej,
        uzgodnionej i konsekwentnej polityki wobec Polski. Churchill potrafił głośno
        gniewać się na Polaków za ich upór, ale też podkreślał swoje współczucie i
        poparcie. Roosevelt był nieodmiennie życzliwy dla Polaków. Mikołajczyka
        zapewniał: "Stalin nie zamierza pozbawić Polski wolności. Nie ośmieliłby się
        tego zrobić, gdyż wie, iż rząd Stanów Zjednoczonych udziela wam zdecydowanego
        poparcia. Czuwać będę, aby Polska nie doznała krzywd w wyniku wojny". Tym
        samym "przywódcy podziemia mieli podstawę, aby sądzić, że Londyn i Waszyngton
        nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. (...) Ci nastawieni bardziej
        optymistycznie mogli przypuszczać, że entuzjazm Zachodu wzrośnie, kiedy
        powstanie rzeczywiście wybuchnie. (...) Gdyby cały demokratyczny świat miał się
        dowiedzieć, że polską stolicę przechwycili polscy demokraci, Stalin naprawdę
        wystawiłby na próbę wielki sojusz, próbując ich wtedy usunąć siłą" - konkluduje
        Davies.

        Jego zdaniem najważniejsze spotkanie przybyłego z Polski gen. Stanisława Tatara
        z gen. Colinem Gubbinsem i innymi oficerami SOE (kierownictwo operacji
        specjalnych) odbyło się 29 lipca 1944 r. Tatar poinformował zebranych, że
        wybuchu Powstania w Warszawie należy oczekiwać natychmiast. Przedstawił też
        listę sześciu podstawowych żądań dotyczących pomocy dla powstańców. Żadne nie
        zostało spełnione. Zresztą nie było na to czasu - trzy dni później trwały już
        walki w stolicy.

        Z Rosją, wbrew zamierzeniom, też nie udało się z góry niczego uzgodnić, bo
        Mikołajczyk przybył do Moskwy już w trakcie Powstania. Można jednak sądzić, że
        gdyby pojawił się wcześniej, Stalin gwałtownie zaprotestowałby przeciw
        Powstaniu - a był to wówczas partner numer jeden w koalicji.

        Natomiast alianci zachodni wiedzieli o przygotowaniach do Powstania. Co więcej,
        bunty w stolicach okupowanych bądź sprzymierzonych z Niemcami mieściły się w
        ich ogólnej koncepcji wojny w Europie. W liście z 28 lipca, napisanym na
        polecenie ministra Edena przez jego zastępcę, mówi się w sposób niebudzący
        wątpliwości o "powstaniu w Warszawie".

        Zachodni sojusznicy nie mogli nakazać ani zakazać powstania, jednak ich wyraźne
        ostrzeżenia i zapowiedź, że nie udzielą pomocy walczącej Warszawie, wpłynęłyby
        w sposób decydujący na decyzję rządu RP. Wszelako Zachód miał dla Polaków
        jedynie słowa ogólnikowego poparcia. Łatwo jest mówić o lekkomyślności i
        brawurze dowódców AK, o nieliczeniu się z kosztami ludzkimi i materialnymi.
        Łatwo stawiać zarzut, że Powstanie wybuchło przy dwuznacznej postawie Londynu i
        Waszyngtonu, bez dopracowania planu wspólnych działań bojowych i logistycznych.
        Warto się jednak zastanowić, czy nie jest to "skakanie do konkluzji", by użyć
        angielskiego idiomu.

        Czy była szansa?

        Komuniści sowieccy i polscy za inspiratorów Powstania uważali
        najbardziej "reakcyjnych" generałów - Władysława Andersa i Kazimierza
        Sosnkowskiego. Tymczasem to właśnie Anders pisał w liście: "Byłem zawsze, a
        także wszyscy moi koledzy w Korpusie, zdania, że w chwili, kiedy Niemcy
        wyraźnie się walą, kiedy bolszewicy tak samo wrogo jak w roku 1939 weszli do
        Polski i niszczą naszych najlepszych ludzi, powstanie nie tylko nie miało
        żadnego sensu, ale było nawet zbrodnią". Natomiast Sosnkowski
        stwierdzał: "Powstanie bez uprzedniego porozumienia z ZSSR na godziwych
        podstawach byłoby politycznie nieusprawiedliwione, zaś bez uczciwego i
        prawdziwego współdziałania z Armią Czerwoną byłoby pod względem wojskowym
        niczym innym jak aktem rozpaczy". Zdaniem jednak Naczelnego Wodza Sił Zbrojnych
        RP, "jeśli przez szczęśliwy zbieg okoliczności w ostatnich chwilach odwrotu
        niemieckiego, a przed wkroczeniem oddziałów czerwonych, powstaną szanse choćby
        przejściowego i krótkotrwałego opanowania przez nas Wilna, Lwowa, innego
        większego centrum (...) - należy to uczynić i wystąpić w roli pełnoprawnego
        gospodarza".

        We Lwowie do takiej próby nie doszło, wileńska się nie udała, lecz to nie
        musiało przesądzać wyniku w Warszawie. Z Londynu trudno było jednak oceniać,
        kiedy następują "ostatnie chwile odwrotu". To dlatego decyzję przekazano
        Warszawie - a nie dlatego, by przerzucić odpowiedzialność.

        Prawdziwi historycy nie uprawiaj ą historii alternatywnej "co by było gdyby".
        Jednakże dowódcy AK musieli brać pod uwagę, co może się wydarzyć, jeśli nie
        podejmą decyzji o Powstaniu. Zdaniem Daviesa "perspektywy przedstawiały się
        niewiele mniej czarno, gdyby Niemcom pozwolono spokojnie przygotować obronę.
        (...) Z punktu widzenia warszawiaków nie robić nic, oznaczało tyle, co po
        prostu dopraszać się jakiegoś innego nieszczęścia". Duże miasto, ważny węzeł
        komunikacyjny na linii frontu, osłaniane dużą rzeką było ważnym obiektem dla
        obu stron. Los "Festung Warschau" byłby taki sam jak Stalingradu, Kijowa, a w
        następnym roku Wrocławia.

        Udane powstanie, zanim Niemcy przygotują obronę, mogło uratować Warszawę i jej
        mieszkańców - podobnie jak nieco wcześniej uratowało Rzym, a nieco później
        Paryż. Gdyby zaś AK nie próbowała wystąpić wobec Sowietów w roli gospodarza
        miasta, utraciłaby moralne prawo do krytyki wyzwolicieli. Do prawowitych władz
        Polski i jej sił zbrojnych przylgnęłaby opinia, że nie zrobiły nic, by zapobiec
        ruinie stolicy i nieszczęściu jej mieszkańców.

        Natomiast uniemożliwienie Niemcom długotrwałej obrony Warszawy mogło stanowić
        ważny wkład w działania antyniemieckiej koalicji. Rok i parę miesięcy wcześniej
        kilkuset słabo uzbrojonych powstańców przez kilka tygodni broniło getta, mając
        przeciw sobie wielokrotnie liczniejsze siły z ciężką bronią. Dużo silniejsi
        żołnierze AK mogli więc - co się zresztą potwierdziło - utrzymać pozycje w
        mieście, nawet gdyby pomoc się spóźniała. Trudno zresztą powiedzieć, że pomocy
        zupełnie nie było - zrzutów broni i zaopatrzenia dokonywało nawet lotnictwo
        sowieckie. Zachód zaś zwracał się do Moskwy o pomoc i współdziałanie.

        Wszystko to razem było praktycznie nieskuteczne i wpłynęło na losy Powstania o
        tyle, że dowódcy, licząc na zwiększenie pomocy, widzieli sens w kontynuowaniu
        oporu.

        "Polacy bez własnej winy dostali się w pułapkę nie tylko bezwzględnej przemocy
        Hitlera i Stalina, ale także sojuszu z Zachodem, który się okazał tak bardzo
        jednostronny. Odnieśliśmy - pisze brytyjski historyk - znaczne korzyści z
        podjętych przez Polskę wojennych trudów. Natomiast Polska nie odniosła korzyści
        z trudów poniesionych przez nas. I to trzeba było powiedzieć".

        Norman Davies: "Powstanie '44". Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2004
        • alex.4 Re: Tekst nie mój. Może da do myślenia "specom". 04.08.04, 15:28
          Niemcy nie uczyniliby z Warszawy twierdzy, któej broniliby do końca. Z bardzo
          prostego względu. Zdawali sobie sprawę, że w każdej chwili moga dostać cios w
          plecy.
          Powstańcy zdawali sobie sprawę że los powstania zalęzy od interwencji
          sowieckiej. W innym wypadku dojsdzie do masakry. Zdawali sobie sprawę z ilości
          broni jaka znajdowała się w rekach powstańców. Podjeli decyzję gdy gen.
          Chruściel poinformował, że sowieckie czołgi są na przedpolach Warszawy. Błędem
          Komorowskiego był brak weryfikacji tej informacji. Ale KOmorowski miał mało
          czasu na podjęcie tej decyzji. Any powstanie mogło się rozpoczać tzreba było
          czasu na dostarvczenie informacji, i to w ten sposób aby Nimecy się o niej nie
          dowiedzieli. Dlatego Komorowski wydał decyzję, aby proces przekazywania jej w
          dół rozpoczął się przed godziną policyjną. I dlatego też zrezygnował z
          wycofania się z decyzji o powstaniu po dotraciu Iranka-Osmeckiego.
          Komorowskiemu zabrakło zimnej krwii. Powinien poczekać. Ale to nie zmienia
          faktu, że jego decyzja wydawać się musiała racjonalną. Sowieci szybko poruszali
          się naprzód. Niemcy mieli fatalne morale.
          Przywódcy powstania nie byli wielkimi wodzami-wizjonerami, ale nie popełniali
          oni też błędów. Kult wokół Chruściela czy Komorwskiego byłby przesadny, ale
          pisanie o nich jako półgłówkach jest błędne
          pozdr
          • j_karolak Re: Tekst nie mój. Może da do myślenia "specom". 05.08.04, 09:05
            Pomijając Twoją infantylną analizę historyczną opierającą się na artykule w
            Świątecznej GW, jasno trzeba dać do zrozumienia, że nie o kult chodzi, a o
            zwykly szacunek.
            • alex.4 Re: Tekst nie mój. Może da do myślenia "specom". 05.08.04, 10:22
              wiesz ja jestem historykiem i akurat mam większe pojecie niż ty... Tekst
              davies`a jest taki jak zawsze. To nienajlepszy autor. Jego popularnośc w Polsce
              zasadza się na jednym, to jedyny autor anglojęzyczny, który interesuje się
              historią Polski
              • j_karolak Re: Tekst nie mój. Może da do myślenia "specom". 05.08.04, 11:46
                No i co z tego, że jesteś historykiem? Wszystko co napisałeś to tania kalka
                wspomnianego przeze mnie artykułu. Słowo w słowo. Nie wiem jakim autorem jest
                Davis, wiem, że jako jeden z nielicznych postarał się o analizę powstania nie
                ze strony Polski, a Europu i szerszego otoczenia politycznego.


                Zazdrościsz Mu medialnego sukcesu? Wyjedź do Estonii i zajmij się ich historią.
    • Gość: stolicznyj KOMPROMITUJĄCY list gen. Okulickiego z 6.8.1944 r. IP: *.acn.pl 05.08.04, 11:37
      Generał Leopold Okulicki był jednym z najbliższych współpracowników dowódcy
      AK, gen. Bora-Komorowskiego, w Komendzie Głównej AK.

      W dniach poprzedzających Powstanie, Okulcki wywierał ogromny nacisk psychiczny
      na niezdecydowanego Bora, aby rozpocząć powstanie bez czekania na wyjaśnienie
      się sytuacji na warszawskim odcinku frontu niemiecko-sowieckiego. W rezultacie
      presji (m.in.) Okulickiego, Bór 31 lipca 1944 roku wydał rozkaz rozpoczęcia
      walk w Warszawie - w dniu 1 sierpnia.

      Skutki tej przedwczesnej i pochopnej decyzji - są znane.

      Gdy krytykowałem za tę postawę gen. Okulickiego i innych dowódców AK, to
      odzywały się głosy oburzonych internautów dowodzących, że w sytuacji powstałej
      pod koniec lipca 1944 roku, podjęta decyzja była jakoby słuszna i uzasadniona,
      w związku z czym do Okulickiego i innych nie ma o co mieć pretensji, a ich
      ówczesnie zachowanie, w panującej w dniach poprzedzających Powstanie sytuacji,
      wcale nie daje żadnego prawa do kwestionowania mądrości, rozumu i kompetencji
      takich oficerów, jak Okulicki.

      Czyżby?

      Czy tak jest rzeczywiście? Czy owi internauci mają rację?

      W przypadku gen. Okulickiego, istnieje więcej epizodów, stawiających -
      delikatnie mówiąc - pod wielkim znakiem zapytania, zarówno wojskowe,
      polityczne, jak i zwykłe umysłowe kompetencje tego wysokiego oficera OK.

      Poniżej podaję przykład.
      Jest to list z opiniami autora na temat ogólnej sytuacji politycznej, napisany
      przez gen. Okulickiego do gen. Bora w kilka dni PO wybuchu Powstania, a
      mianowicie, 6 sierpnia 1944 roku. (Okulicki miał czas na sporządzenie takiego
      elaboratu, ponieważ nie miał przydziału liniowego, pozostając w konspiracji
      jako komendant organizacji "Nie", przeznaczonej do działania już po wejściu
      Sowietów do Warszawy).

      Jaka była w owym dniu, 6 sierpnia 1944 roku (znana już wszystkim w Warszawie)
      sytuacja miasta? W skrócie, wyglądała ona następująco:

      - Rosjanie nie weszli do Warszawy
      - odgłosy frontu ucichły, sowieckie samoloty znikły znad miasta, a niemieckie
      komunikaty donosiły o udanym przeciwnatarciu korpusów pancernych SS i
      Wehrmachtu na przedpolach Pragi
      - powstańcy przeszli od obrony, cofali się na Woli i Ochocie, gdzie trwały
      masowe mordy ludności cywilnej
      - Niemcy stale umacniali swoje siły w Warszawie.

      To były elementy sytuacji bieżącej znane wszystkim, Okulickiemu - także.

      Posiadając te wiedzę, Okulicki wysłał do Bora sążnisty elaborat, w którym
      zawarł swoje refleksje na temat sytuacji ogólnej. Tekst podzielił na cztery
      akapity.

      Jest to zdumiewająca, żeby nie powiedzieć: szokująca lektura.


      Aby nie być gołosłownym, CYTUJĘ fragmenty tego listu [bezpośrednio po każdym
      cytowanym fragmencie zamieszczam mój odnośny komentarz do niego, dla większej
      czytelności napisany wielkimi literami]:


      "Dca A.K. Gen. dywizji Bór
      Do rąk własnych

      I. Zdaje się, że ciężka walka o Warszawę zbliża się ku końcowi.
      [NIE WIADOMO, NA JAKIEJ PODSTAWIE OKULICKI TAK UWAŻAŁ, ON SAM TEGO NIE
      UZASADNIŁ].

      Mimo strat i zniszczeń dała nam już bardzo dużo.
      a/ Zespolenie społeczeństwa pod kierownictwem Del. Rządu i Naszym
      [CZYŻBY OKULICKI WCZESNIEJ NIE BYŁ PEWIEN SPOŁECZNEGO POPARCIA?]

      b/ Zahartowanie się wartościowej części społeczeństwa, wiara we własną siłę i
      zrozumienie, że wolność wywalczana zostaje własną krwią.
      [Z TEGO WNIOSEK, ŻE PRZED POWSTANIEM OKULICKI NIE MIAŁ ZBYT WYSOKIEGO MNIEMANIA
      O POLSKIM SPOŁECZEŃSTWIE...].

      II. Dotychczasowa walka w całej Polsce pod postacią "Burzy" dała niewątpliwy
      wyraz naszej nieustępliwej woli bicia się z Niemcami, została ona jednak celowo
      przemilczana przez Sowiety i dlatego przeszła bez echa. (...)
      [Z TEGO WNIOSEK, ŻE WEDŁUG OKULICKIEGO AKCJĘ "BURZA" PODJĘTO W NADZIEI NA TO,
      ŻE SOWIECI JĄ NA CAŁY ŚWIAT ROZREKLAMUJĄ... TAKIE STWIERDZENIE STAWIA POWAŻNY
      ZNAK ZAPYTANIA NAD UMYSŁOWYMI KOMPETENCJAMI JEGO AUTORA].

      III. Wydaje mi się, że nasza samodzielna walka z Niemcami o Warszawę do tego
      stopnia jest nie na rękę Sowietom, że z tego powodu wstrzymały działania
      zaczepne na Warszawę, licząc, że Niemcy załatwią ten tak nieprzyjemny dla nich
      problem. (...)
      [CAŁKIEM TRAFNA DIAGNOZA POLITYCZNEGO STOSUNKU SOWIETÓW DO POWSTANIA AK W
      WARSZAWIE. SZKODA TYLKO, ŻE OKULICKI NIE WPADŁ NA NIĄ TYDZIEŃ WCZEŚNIEJ, PRZED
      POWSTANIEM. ŚCIŚLE MÓWIĄC, WBREW FAKTOM NIE PRZYJMOWAŁ JEJ WTEDY DO WIADOMOŚCI,
      MIMO, ŻE OFICEROWIE SZTABOWIE PRZEWIDYWALI DOKŁADNIE TAKI ROZWÓJ WYDARZEŃ,
      OSTRZEGALI, ŻE SOWIECI ZATRZYMAJĄ NATARCIE, GDY POWSTANIE SIĘ ZACZNIE. ALE
      OKULICKI NIE CHCIAŁ ICH WTEDY W OGÓLE SŁUCHAĆ].

      Uporczywe trzymanie się naszego rządu w Londynie w czasie obecnej walki, uważam
      za zło. Miejsce Rządu i N.W. [Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego] jest w tej
      chwili w Warszawie bo tu ważą się losy Polski, nie w stosunku do Niemiec, lecz
      w stosunku do Sowietów.
      ["DOSKONAŁY" POMYSŁ. NIBY JAK MIAŁBY RZĄD PRZYBYĆ Z LONDYNU DO POWSTAŃCZEJ
      WARSZAWY? WYSKOCZYĆ ZE SPADOCHRONAMI NA DACHY PŁONĄCYCH KAMIENIC? A NAWET JEŚLI
      BY TO SIĘ UDAŁO, TO CO BY TO DAŁO? MAŁO BYŁO OKULICKIEMU RZUCENIA NA STOS
      POWSTAŃCÓW I MIESZKAŃCÓW WARSZAWY? CHCIAŁ KONIECZNIE, ABY DODATKOWO CAŁY RZĄD
      RP I NACZELNY WÓDZ ZGINĘLI W WARSZAWIE, ALBO PRZEPADLI W SOWIECKICH
      WIĘZIENIACH?].

      IV. Twierdzę, że obecną walkę o Warszawę, jako serce Polski, a tym samym o
      Polskę wygrywamy całkowicie tylko wtedy, jeśli potrafimy po niej, przeciwstawić
      się zdecydowanie sowieckiemu imperializmowi. (...)
      [WARSZAWA JUŻ PŁONĘŁA, POWSTAŃCY PROWADZILI WALKĘ NA ŚMIERĆ I ŻYCIE Z NIEMCAMI
      WYCZEKUJĄC SOWIECKIEJ POMOCY, A OKULICKI W TYM SAMYM CZASIE MAJACZYŁ
      O "ZDECYDOWANYM" PRZECIWSTAWIENIU SIĘ SOWIETOM... CIEKAWE, JAK TO SOBIE
      WYOBRAŻAŁ? ŻE PO WEJŚCIU ROSJAN DO WYKRWAWIONEJ WARSZAWY POWSTAŃCY OBRÓCĄ SWOJĄ
      BROŃ PRZECIWKO ARMII CZERWONEJ???].

      Stanowisko nasze w stosunku do Sowietów po tej walce musi być śmiałe i
      zdecydowane. Trzeba wyraźnie powiedzieć im i światu, że my jesteśmy wyrazem
      Narodu polskiego, a nie tworzone bez żadnego oparcia w masach polskich ich
      kreatury. (...)
      [GDY OKULICKI TO PISAŁ, WARSZAWA STAŁA NA KRAWĘDZI KATASTROFY. CELEM
      PRIORYTETOWYM BYŁO UZYSKANIE SOWIECKIEJ POMOCY I DĄŻENIE DO JAKIEJŚ FORMY
      POROZUMIENIA Z NIMI, CO PRÓBOWAŁ OSIĄGNĄĆ MIKOŁAJCZYK W MOSKWIE. JEDNAK
      OKULICKIEGO, CZŁOWIEKA KOMPLETNIE ODERWANEGO OD RZECZYWISTOŚCI, NAWET W TAKIEJ
      CHWILI NIE OPUSZCZAŁA NIEULECZALNA POLITYCZNA MEGALOMANIA].

      Na rozmowy z sow. [sowieckim] dcą [dowódcą] armii, czy frontu, powinien jechać
      dca [dowódca] okręgu Warszawa, a Del. [Delegat] Rządu i Wy nie możecie się
      ruszać z Warszawy.
      [OKULICKI BYŁ ZNANY Z NIEZDYSCYPLINOWANIA. OTO PRZYKŁAD - PODWŁADNY DYKTUJE
      PRZEŁOŻONEMU, CO MA ROBIĆ... W INNEJ SYTUACJI GROZIŁABY ZA TO OKULICKIEMU CO
      NAJMNIEJ DEGRADACJA!].

      Wy obaj jesteście tutaj najwyższymi Panami i gospodarzami i jeśli ktoś z Wami
      chce mówić, to do Was musi przyjść a nie Wy do niego, choćby to był sam
      batiuszka Stalin.
      [POWYŻSZE STWIERDZENIE STAWIA POD ZNAKIEM ZAPYTANIA NIE TYLKO INTELIGENCJĘ
      OKULICKIEGO, ALE WRĘCZ JEGO... ZDROWIE PSYCHICZNE!!!].

      Gdy tylko opanujemy Warszawę na tyle, by było możliwe przeniesienie się
      Wicepremiera i Wasze, trzeba dla tych dwuch [sic!] władz zająć najbardziej
      reprezentacyjne budynki /Rada Ministrów i Sztab Główny/ i zrobić cały fason
      władzy Państwa.
      [WARSZAWA NIEUSTANNIE OSTRZELIWANA, BOMBARDOWANA, WALCZĄCA SAMOTNIE, A OKULICKI
      DYWAGUJE O ZAJMOWANIU REPREZENTACYJNYCH GMACHÓW PRZEZ WŁADZE PAŃSTWOWE...
      KOLEJNY DOWÓD, ŻE ŚNIŁ NA JAWIE].

      Bardzo Was przepraszam, że nieproszony zabieram głos w tej sprawie.
      [PRZEPROSINY TO MAŁO, LEPIEJ BY BYŁO, GDYBY NIC NIE MÓWIŁ].

      Jestem pewien, że w chwilach kryzysu przeklinaliście mnie w duchu dużo razy, w
      końcu jednak, a może już teraz rozgrzeszycie mnie.
      [JAK WIDAĆ, OKULICKI NIE ZATRACIŁ TAK DO KOŃCA ZDOLNOŚCI DO OBIEKTYWNEJ
      SAMOOCENY, SZKODA JEDNAK, ŻE NIE WYCIĄGNĄŁ Z NIEJ ŻADNYCH WNIOSKÓW. CIEKAWE
      SKĄDINĄD JEST PYTA
    • Gość: stolicznyj List gen. Okulickiego - DOKOŃCZENIE. IP: *.acn.pl 05.08.04, 11:41
      [JAK WIDAĆ, OKULICKI NIE ZATRACIŁ TAK DO KOŃCA ZDOLNOŚCI DO OBIEKTYWNEJ
      SAMOOCENY, SZKODA JEDNAK, ŻE NIE WYCIĄGNĄŁ Z NIEJ ŻADNYCH WNIOSKÓW. CIEKAWE
      SKĄDINĄD JEST PYTANIE, CZY TAK DALEKO POSUNIĘTĄ GŁUPOTĘ JAKĄ ON PREZENTOWAŁ,
      MOŻNA BYŁO ROZGRZESZYĆ?].

      W myśl otrzymanego rozkazu siedzę jak mysz pod miotłą, choć mnie to bardzo dużo
      kosztuje.
      [SZKODA, ŻE TAK NIE SIEDZIAŁ W CHWILI, GDY PODEJMOWANO DECYZJĘ O WYBUCHU
      POWSTANIA].

      Łączność z Wami trzymał będę przez 49.
      Ściskam dłoń i odmeldowuję się

      Kobra [jeden z pseudonimów Okulickiego].

      Dn. 6/VIII.44 r."


      TYLE CYTATÓW Z LISTU GENERAŁA OKULICKIEGO DO GEN. BORA-KOMOROWSKIEGO.

      I to taki właśnie człowiek wywarł ogromny wpływ na decyzję o (przedwczesnym)
      rozpoczęciu walk w Warszawie w dniu 1 sierpnia 1944 roku.

      Człowiek kompletnie oderwany od rzeczywistości, popełniający fundamentalne
      błędy w ocenie sytuacji w dosłownie wszystkich punktach w których się
      wypowiada, megaloman, niesubordynowany pieniacz, człowiek żyjący w świecie
      własnych fantazji.

      Internauci których nazywam "hurrapatriotami" wołają wniebogłosy, że Okulicki
      był OK, bo chciał dobrze, bo był patriotą, bo pragnął Polski prawdziwie
      niepodległej, itd., itp.

      Pozostaje jednak pytanie: czy w ocenie ludzi takich jak on, którzy ponosili (i
      ponoszą) historyczna odpowiedzialność za losy naszego narodu, powinny przeważać
      ich SŁUSZNE INTENCJE?

      Czy raczej ich CECHY OSOBISTE, KOMPETENCJE, i CZYNY?

      Ja uważam, że to drugie.
      • j_karolak Re: List gen. Okulickiego - DOKOŃCZENIE. 05.08.04, 11:48
        Nie wiem czy wiesz, ale nikt twoich miernej jakości wywodów nie czyta.

        Po pierwsze, są zbyt długie.
        Po drugie, nikogo nie obchodzą odczucia jakiegoś frustrata.
        Po trzecie, masz fatalny, rozhisteryzowany styl.
        • Gość: stolicznyj Re: List gen. Okulickiego - DOKOŃCZENIE. IP: *.acn.pl 05.08.04, 12:05
          Skoro tak, to dziwne, dlaczego ty je czytasz. Czyżbyć uważał, że jesteś Nikim?

          Dziwne też, jeśli rzekomo nikt mnie nie czyta, dlaczego w takim razie do moich
          komentarzy o Powstaniu jest taka masa odpowiedzi i polemik.

          A tak na marginesie - to pocieszne, że zarzucasz mi nadmierną długość postów,
          właśnie ty, który blokujesz forum gigantycznymi kopiowanymi komentarzami o
          których w dodatku sam przyznajesz, że nie są twojego autorstwa.

          Jesteś jawnym hipokrytą i ośmieszasz się.
          • j_karolak Re: List gen. Okulickiego - DOKOŃCZENIE. 05.08.04, 12:38
            Gość portalu: stolicznyj napisał(a):

            > Skoro tak, to dziwne, dlaczego ty je czytasz. Czyżbyć uważał, że jesteś Nikim?
            >
            Wcale nie czytam twoich postów. No chyba, że są krótkie.

            > Dziwne też, jeśli rzekomo nikt mnie nie czyta, dlaczego w takim razie do
            moich
            > komentarzy o Powstaniu jest taka masa odpowiedzi i polemik.

            WIększość wpisów jest twoja, jacka i aleksa.

            >
            > A tak na marginesie - to pocieszne, że zarzucasz mi nadmierną długość postów,
            > właśnie ty, który blokujesz forum gigantycznymi kopiowanymi komentarzami o
            > których w dodatku sam przyznajesz, że nie są twojego autorstwa.

            No tak, ty jak wklejasz to nie przyznajesz, że nie są twojego autorstwa.
            Podobnie jak aleks zresztą.

            >
            > Jesteś jawnym hipokrytą i ośmieszasz się.

            Trafiłeś w sedno. Uwielbiam takich frustratów jak ty.
            • Gość: stolicznyj Re: List gen. Okulickiego - DOKOŃCZENIE. IP: *.acn.pl 05.08.04, 12:55
              > Wcale nie czytam twoich postów. No chyba, że są krótkie.

              I dobrze. Powiem ci w zaufaniu: nawet te krótkie możesz sobie darować, nie
              obrażę się o to. Będzie jednak uczciwie, jeśli wtedy przestaniesz pisać do mnie
              riposty, dotyczące nierozeznanych przez ciebie wątków. Oczywiście jeśli chcesz
              zachowywać się na tzw. poziomie.


              > WIększość wpisów jest twoja, jacka i aleksa

              I dobrze. Przeszkadza ci, że dyskutujemy? A jeśli tak, to może ignoruj nasz
              dialog i się nie wtrącaj, co ty na to?


              > No tak, ty jak wklejasz to nie przyznajesz, że nie są twojego autorstwa.

              Jaaaaaasne, że nie przyznaję, że nie są mojego autorstwa. Widać to przy
              niniejszym wątku. Bo to przecieą JA jestem majorem "Gromskim", Zofią Nałkowską
              i generałem Okulickim w jednej osobie.
              Taki już ze mnie kameleon, jak nie przymierzając - Zelig.

              Nie zauważyłem za to, abyś ty, kopiując ogromne i cudze teksty, raczył przy tej
              okazji wspomnieć, czyje konkretnie one są. Pewnie w ten sposób chcesz uniknąć
              ewentualnej krytyki kompetencji ich autora. Wydaje ci się że jesteś cholernie
              sprytny, ale taka zagrywka jest po prostu - prymitywna, nic więcej.


              > Trafiłeś w sedno. Uwielbiam takich frustratów jak ty.


              Jak to się mówi - wisi mi i powiewa, stopień twojej adoracji mojej osoby,
              ponieważ moje zainteresowania w tym względzie kieruję zupełnie gdzie indziej, a
              nie do ciebie. Jak to młodzież powiada - sorki.

              Aha, jeszcze jedno - miewam się zupełnie nieźle i nie narzekam, nieustanne
              wyzywanie mnie od frustratów jest póki co - całkiem zabawne, obawiam się
              jednak, że jeśli nie poszerzysz repertuaru swoich inwektyw pod moim adresem, to
              może sie to zrobić po prostu - nudne.
    • Gość: stolicznyj POWOJENNE WYNURZENIA BORA o Powstaniu. IP: 212.76.39.* 11.08.04, 10:29
      Wczoraj, 10 sierpnia, TVP-2 wyemitowała w ramach cyklu "Tablice pamięci -
      dowódcy Armii Krajowej", odcinek o generale Borze-Komorowskim, czyli o tym
      dowódcy AK, który podjął decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie w dniu 1
      sierpnia 1944 roku.

      Rzecz jasna, odcinek ten (podobnie jak cały cykl, stworzony przez A.K. Kunerta)
      miał charakter apologetyczny, żeby nie powiedzieć - hagiograficzny, co nie
      dziwi, zważywszy, że "historyczną specjalizacją" pana Kunerta jest bezwzględne
      wychwalanie i obrona "do upadłego" wszystkiego, co wiąże się z polityką rządu
      londyńskiego i Komendy Głównej AK podczas wojny. W swojej historiografii pan
      Kunert nie cofa się przed manipulacją, przemilczaniem niewygodnych faktów,
      serwowaniem pół- i ćwierćprawd, i podobnymi "argumentami".

      Jednak, mimo to, wspomniany wczorajszy program dawał sporo do myślenia o
      generale Borze. I to wcale nie w tym kierunku, jakiego pragnęli twórcy tego
      dokumentu telewizyjnego.

      Weźmy choćby fragment oryginalnego nagrania powojennej wypowiedzi Bora-
      Komorowskiego, w której usiłując zrzucić z siebie odpowiedzialność za
      katastrofalne skutki podjętej przez siebie decyzji o Powstaniu, na swoją obronę
      przytoczył "argument", że decyzja o rozpoczęciu walk w dniu 1 sierpnia 1944
      roku była nie tyle JEGO decyzją, co decyzją "CAŁEGO SPOŁECZEŃSTWA" [w domyśle:
      warszawskiego], które mocno pragnęło zemsty na znienawidzonym okupancie. A więc
      on sam, Bór, i tak "nie miał wyboru", musiał niby "ulec" temuż "społeczeństwu",
      i "pozwolić" mu rzucić się na wroga, i to jak najszybciej.

      Z tego prosty wniosek, że powtarzane przy różnych okazjach zapewnienia Bora,
      że "uczciwie" przyjmuje na siebie odpowiedzialność za wybór terminu na
      rozpoczęcie walki, są GOŁOSŁOWNĄ, PUSTĄ DEKLARACJĄ, zasłoną dymną
      mającą "uwiarygodnić" zrzucenie przez niego de facto całej odpowiedzialności na
      owe "społeczeństwo".

      Mówiąc to co powiedział, Bór jest bardzo OBŁUDNY, dokonuje niedopuszczalnego
      nadużycia. Bo prawdą jest, że Warszawiacy chcieli własnymi siłami wyrzucić
      okupanta z miasta.

      Ale wybór ODPOWIEDNIEGO MOMENTU NA ROZPOCZĘCIE WALKI - NALEŻAŁ DO DOWÓDCY
      PODZIEMIA - CZYLI DO - GEN. TADEUSZA BORA-KOMOROWSKIEGO.

      Jego powojenne pseudo-wyjaśnienia i samousprawiedliwienia dowodzą
      jednoznacznie, że Bór był człowiekiem niedojrzałym i nieodpowiedzialnym, który
      w kluczowej sytuacji historycznej po prostu ZAWIÓDŁ, a w dodatku do końca życia
      nie miał odwagi się do tego po męsku przyznać. A to stawia dodatkowy znak
      zapytania - nad jego uczciwością.

      W miarę dowiadywania się nowych rzeczy o Borze, w sposób naturalny narasta
      zdumienie, że właśnie w rękach takiego człowieka spoczywał los milionowej
      stolicy Polski w 1944 roku. A także - przerażenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka