ppaw
03.09.01, 00:27
Warto było tłoczyć się w tym straszliwym deszczu. Koncert był niesamowity pod
każdym względem. Ale szczególnie było warto zmoknąć aby usłyszeć jak Martin
Gore śpiewa z towarzyszeniem samego fortepianu "Sister of night".DM to jedyny
zespół na świecie,który ma dwóch TAKICH wokalistów. Trochę szkoda,że zagrali
tylko dwa utwory z lat 80-tych ("Black Celebration" trochę popsute przez
perkusistę i na koniec "Never Let Me Down Again". Wydało się też,że Andy
Fletcher pełni w DM taką rolę jak niejaki Azja w zespole SZTYWNY PAL AZJI.Po
prostu jest sobie.Więcej nie napiszę, bo nie chcę zabierać chleba
Leszczyńskiemu.