henrykkreuz
22.05.05, 09:19
"Suma zebranych pieniędzy na prowadzenie wyborów jest kluczowym wskaźnikiem
opisującym popularność danego kandydata, ale nie w Polsce. W Polsce jest
inaczej, ponieważ wskaźniki popularności tworzą rządowe agencje badania opinii
publicznej. W normalnym świecie o popularności danego kandydata świadczy
właśnie wysokość sumy pieniędzy zebrana przez niego na wybory od własnych,
indywidualnych wyborców i instytucji poparcia. Na przykład w Kanadzie te
sprawy są ściśle regulowane przez prawo wyborcze, które ogranicza indywidualne
poparcie do maksymalnej sumy $1000 od instytucji lub osoby, aby bogaci
sponsorzy czy kryminaliści nie zmanipulowali wyniku wyborów."
...
Kiedy pytam Polaków, którzy chcą, abym znów kandydował na prezydenta, o
wsparcie finansowe wzbudzam w nich zmieszanie i zaskoczenie. Być może dlatego,
że żaden inny kandydat nie poprosił ich nigdy o pieniądze, albo dlatego, że
nigdy żadnego finansowo nie wsparli. Ludzie się przyzwyczaili, że kandydat ma
pieniądze. Nie interesuje ich natomiast skąd, poniektórzy nawet myślą, że
jeśli kandydat wyda swoje oszczędności to sobie to „odbije” po wygraniu
wyborów, nie rozumiejąc, że w demokracji nie ma takiej możliwości
...
Można powiedzieć, że przyszłość Polski jest w naszych rękach i w naszych
portfelach. Nawet minimalna kwota od każdego potencjalnego wyborcy może
zmienić wyniki gry wyborczej. Teraz jest właściwy moment, aby sięgnąć do
własnej kieszeni i wysłać pieniądze kandydatowi własnego wyboru. To jedyny
sposób, aby uruchomić proces prawdziwej demokracji i przerwać reguły
nieuczciwej gry, narzuconej przez rządzących. Nie czas teraz na narzekanie i
gadanie, ale na działanie. Jeśli jednak Polaków nie stać nawet na jednego
dolara, powinni się wstydzić, a nie oczekiwać lepszej przyszłości, bo takiej,
za darmo, nigdy nie będzie."
Cały tekst
80.49.254.9/tym/fundraisepol.htm