Gość: Szary
IP: 195.116.92.*
10.07.02, 15:09
Z uwagą przeczytałem artykuł „Psi Anioł”. Jako nieodległy sąsiad pani Agnieszki
B. osobiście znam opisywane przytulisko. Ton i sposób opisu wywołuje u mnie
chęć powołania nowej fundacji – fundacji, która zajmowałaby się opieką nad
zwykłymi, pracującymi ludźmi. Odnoszę wrażenie, że ich problemy są najmniej
ważne, że o wiele łatwiej użalić się nad losem skrzywdzonych lub
niedostosowanych niż starać się polepszyć zwykłe życie szarych ludzi. Opieka
nad zwierzętami musi ulec znaczącej poprawie, lecz czy ma się to odbywać
kosztem sąsiadów? Chciałbym móc w swoim domu zaznać ciszy i spokoju, uśpić w
dzień swoje małe dziecko - niemożliwe z uwagi na ciągłe ujadanie sfory psów
zamkniętych na zdecydowanie za małej powierzchni. Chciałbym móc odetchnąć
świeżym, falenickim powietrzem - muszę zwracać uwagę na kierunek wiatru, aby
nie wiał od strony przytuliska przynosząc okropny fetor stłoczonych zwierząt.
Chciałbym być spokojny o swe starsze dzieci wracające ze szkoły - niemożliwe,
psy często wybiegają przez uszkodzone ogrodzenie. Piszmy i mówmy o potrzebie
zmiany naszego stosunku do naszych „mniejszych braci”, ale napiszmy również,
jakim koszmarem jest obecność takiego przytuliska w centrum mieszkalnej
dzielnicy i że wybór pewnej drogi życiowej przez panią B. zmusza innych ludzi
do uczestniczenia w jej stylu życia. Jacek Kuroń w swych wspomnieniach o pracy
z młodzieżą na obozach letnich stwierdził, że najgorzej mają średniaki - dzieci
nie najmłodsze ani najstarsze, lecz te, których jest najwięcej, które stanową
tę niedostrzegalną masę.
Sąsiad