tarantula01
19.07.05, 11:43
W raporcie o komunikacji Warszawa zajęła czwarte miejsce
Zdezelowany tabor. Brak szybkich linii z peryferii do centrum. Ale za to
atrakcyjne ceny biletów. Taka jest komunikacja w stolicy.
Właśnie powstał pierwszy raport o komunikacji w Polsce. Publikuje go
najnowszy numer branżowego pisma „Zajezdnia”. Na 108 przebadanych miast
stolica zajęła w nim czwarte miejsce i dostała średnią ocenę 3,5. Wyprzedziły
nas Kraków, Poznań i Gdynia.
Oceny wystawiano w skali od jeden do pięciu, przy czym piątki nie dostał
nikt. Wzięto pod uwagę kilkanaście czynników, które wpływają na to, czy po
mieście jeździ się nam dobrze, czy bardzo źle. Od stanu technicznego wozów i
liczby kursujących linii, przez ceny biletów, po sposób informowania o tym,
co się dzieje w komunikacji miejskiej.
Nasze minusy
Okazuje się, że w porównaniu z innymi miastami w Warszawie jeździmy
gruchotami. Aż 243 ikarusy mają już 18 lat. Autobusy nowe, niskopodłogowe to
tylko jedna trzecia taboru. W tramwajach jest tragicznie. Co czwarty wagon ma
więcej niż 30 lat. Takich rupieci nie ma żadne miasto w Polsce. Nic więc
dziwnego, że za tabor dostaliśmy tylko dwa punkty na pięć możliwych.
Mamy za mało szybkich połączeń centrum z peryferiami. W Warszawie jest dużo
linii takich jak 517 – Targówek – Ursus, gdzie trasa jest bardzo długa,
autobus wlecze się niemiłosiernie i często spóźnia. Nikt, chyba poza
urzędnikami od komunikacji, nie wie, po co utrzymywana jest linia 521 – z
Falenicy na Szczęśliwice. Praktycznie od ronda Waszyngtona na Ochotę jej
trasę dubluje dużo szybszy od autobusu tramwaj. Za „układ komunikacyjny”
dostaliśmy więc tylko trzy gwiazdki. W Krakowie czy Poznaniu jest lepiej.
Nasze plusy
Mamy jednak się czym pochwalić. Czytelnym i dobrze dostosowanym do potrzeb
pasażerów rozkładem linii nocnych – nalepiej ocenionym w Polsce. Atrakcyjne
są też taryfy. Nie chodzi tylko o to, że bilety są tanie, ale że są bilety
dobowe, trzydniowe czy ważne tylko po godzinach szczytu.
Na ceny też nie powinniśmy narzekać. Bilet miesięczny, tzw. sieciowy,
kosztuje u nas 66 zł. Co prawda taniej jest w Gdańsku – 37 zł albo w Koninie –
50 zł. Ale np. w Malborku, gdzie do dyspozycji jest tylko 14 linii, taki
bilet kosztuje 105 zł, 110 w Rzeszowie i 88,50 zł w Krakowie. Za plus uznano
też to, że bez trudu uzyskamy informację o komunikacji poprzez stronę
internetową, infolinię czy punkty informacji.
Im mniejsze, tym gorzej
Z raportu wynika też, że im mniejsze miasto, tym gorsza komunikacja. Na
przykład w Suwałkach tylko jedna linia jeździ co 15 minut. Wszystkie inne –
rzadziej. Bywa, że autobus pojawia się raz na dwie godziny, jak w
sklasyfikowanym na ostatnim, 108. miejscu, Tarnobrzegu. A w stolicy mamy aż
101 (na 225 wszystkich) – często kursujących linii. Niestety, autorzy raportu
nie badali ich punktualności.
Data: 2005-07-19
SŁAWOMIR ŚLUBOWSKI sslubowski@zw.com.pl
www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=67140
A jak oceniono udogodnienia dla KM w mieście (osobne pasy, itd.)?