europejk
26.10.06, 15:28
Wszyscy współczujemy rodzicom Ani w Gdańsku. A ja współczuję innej Ani
w Warszawie (imię zmienione). Wracała o 16.00 tramwajem nr 6. Wyciągnięto
ją z tego tramwaju. Przewróciła się, ale na swoje nieszczęście powiedziała
osobom, które się nią zajęły, że pozna napastników. Wtedy jeden z nich prze-
jechał jej żyletką po oczach. Ania nie będzie już widziała.
Ogarnia mnie rozpacz, kiedy słyszę o takich przypadkach. Jak mamy chronić
dzieci przed takimi zwyrodnialcami i bandytami? Dlaczego społeczeństwo nie
reaguje. Przecież, gdy wyciągano Anię z tramwaju, wszyscy naokoło widzieli
jej rozpacz, gdy się opierała. Co mają robić rodzice? Szkoły nie są bezpie-
czne, tramwaje i autobusy nie są bezpieczne, ulice nie są bezpieczne, domy
też nie zawsze. Czy mamy poddawać się złu?