Gość: Magda
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
01.04.03, 10:22
Witam!
Chciałam sie z Wami podzielić moją "przygodą" jaka mnie ostatnio spotkała w
Telepizzy na ulicy Kochanowskiego(róg Rudnickiego) w Warszawie. Wybiegłam z
pracy na spotkanie, zmęczona, głodna, pomyąlałam sobie:hmmm..mam jeszcze
troszkę czasu, tak, pizza to genialny pomysł.Wzięłam Mamę pod rękę i razem
postanowiłyśmy spędzić sobie przyjemną chwilę w tym jakże "zalatanym" dniu.
Miejsce akcji: Telepizza. Zamówiłyśmy sobie małą pizzę, hawajską, z
ananskiem, co by poczuć się miło, wiadomo: zima i te sprawy, a taki
anansik,,,lekarstwo na wszystko. Świadoma czekającego mnie jeszcze spotkania
zapytałam młodą osobą, pracującą przy kasie, ile czasu trzeba będzie czekać
na ananaska. Odpowiedz brzmiał: 8 minut. Świetnie! pomyślałam sobie. Złożyłam
zamówienie, usiadłyśmy z Mamą prz stoliku, uffff, nareszcie czas na plotki.
Już miałam zacząć wątek, gdy nagle usłyszałam serię dziwnych pytań,
dobiegającą ze stolika obok. Ciekawskim okiem spojrzałam na włściciela pytań.
Był to pracownik tejże Telepizzy. Uwaga: tak, przeprowadzł on rozmowę
kwalifikacyjną z pewną Panią, wyraźnie stremowaną, całą tą sytuacją. Dziwne,
pomyślałam, ja bym nie chciała, żeby ktoś rozmawiał ze mną o pracy, przy
ludziach jedzących pizzę.Pani wyraźnie tez była zaskoczona. W każdym razie o
Telepizzy wiem już wszysko: jakie są zarobki, w jaki sposób można awansować,
jaka jest misja firmy. Na szczęście nie szukam pracy. A jeśli będę, to na
pewno nie tam. Patrzę na zegarek, i na moją głodną Mamę. Hmmm....pół godziny
minęło. Bardzo to dziwne pomyślałam, tymbardziej, że zza szybki widać mnóstwo
uwijających się młodych ludzi. Gdzie moja pizza??? Nim tylko zdążyłam sobie o
tym pomyśleć, potrzedł do mnie młody mężczyzna, i zuśmiechem na ustach
zapytał: co panie zamawiały? Jak to??? Czekamy pół godziny na asanaska, a
może się okazać, że rośnie on jeszcze na drzewie, gdzieć w świecie??? Z
ironicznym uśmiechem na ustach złożyłam zamówienie jeszcze raz. Mięnnęło
kolejne 10 minut.W końcu dostałyąmy to, na co nie mogłyśmy się doczekać już
od 42 minut.Dokładnie 42. Patrzę na pizzę, wydała mi się jakaś...łysa. Proszę
zatem o sos. Trzeba zapłacic..Myślę sobie: ananasek bez sosu, nie, tak nie
może byż. Zapłaciłam za sos. Zabrałyśmy sie do jedzenia. Nie powiem, bardzo
dobra pizza. Rozglądam się po ścianach, jem, konsumiuje, i nagla przed oczmi
widzę plakat: zamów mała pizzę, a drugą dostaniesz gratis! Zaraz, zaraz... Ja
jem małą pizzę, a gratisowej nie dostałam. Wstałam od stolika, poszłam do
kasy i pytam się , jak to jest. I co usłyszałam? " Ojejku, a bardzo Pani
zależy na tej drugiej pizzy?". To był po prostu szczyt. Opowiedziałam, że
bardzo. Chociaż bym miała ją wyrzucić za drzwiami restauracji, stwierdziłam,
że muszę dostać tą pizzę. "Ale musi Pani zapłacić za jeden składnik". Jak
to??? Gratis czy nie gratis? Może mylę pojęcia. Postanowiłam więcej nie
inwestować w Telepizzę, zrezygnowałam zatem ze składnika. Padło na szynkę.
Mija 5 minut, 10 minut, po 15 upomniałam się o moją drugą pizzę. Ta sama
Pani, która zapytała sie, czy mi bardzo zalęży na tej drugiej pizzy, zadała
mi teraz następne, krępujące pytanie: " A na co Panie czekają?". Jak to na
co??? Na anasika bez szynki!!! Moja cierpliwość się skończyła. Po prostu
wyszłam. I juz tam nie wrócę.