edmoond
02.03.08, 14:55
Wybrałem się dzisiaj do KDT. Nigdy tam nie byłem, więc chciałem
zobaczyć ten przybytek pod hasłem "Podaruj sobie odrobinę luksusu".
Ogólnie stwierdzić trzeba, że jest to miejsce specyficzne. Dotyczy
to zarówno i towaru, jak i samych sprzedawców. Towar - wyjątkowa
tandeta. Sprzedający - tandeta w wydaniu na dwóch nogach.
Sprzedawczynie obowiązkowo po codziennym półgodzinnym solarium,
wyglądające tak jakby chciały upodobnić się do rdzennych mieszkańców
czarnego globu. Może to wpływ afro sprzedającyh szajs po sąsiedzku?!
Wszystkie odpieprzone jak na odpust, tlen na głowie, gołe brzuchy
(na widok tych 40-letnich człowiek puszcza pawia...), no i
oczywiście albo białe kozaczki albo 10-centymetrowe szpile.
Wszystkie bez wyjątku wyglądają jak pokraki. A już najlepszy jest
przegląd stringów sprzedawczyń, które siegają po towar z dolnej
półki. Albo stringi z futerkiem, albo moro, albo z koronkami.
Normalnie wieś tańczy i śpiewa.
A propos wsi. Ze wsi wywodzić się musi znakomita wiekszość klientów
KDT. Przechadzając się po hali dostrzec można przedstawicieli okolic
Tłuszcza, Małkini, Baniochy itp. Porażający jest stan higieny i
ubioru klientów. Panny śmierdzące potem jak konie po wielkiej
parubickiej. Kolesie z dziurami w skarpetkach, mierzący nowe lśniące
półbuty. Normalnie członki opadają na ten widok.
Jak już towarzystwo obkupi się w tę bazarową tandetę, rusza upolować
coś do szamania. Wstali przecież razem z kurami, aby zdążyć na PKS i
porządnego śniadania ne zjedli. Największą poularnością cieszą
się "kebaby" i zapiekanki. Smród od tych specyfików unosi się
przeokropny. Normalnemu człowiekowi zbiera się na wymioty, ale
towarzystwo KaDeTowskie nie przejmuje się tym i wchłania jadło,
oblewając siebie i nnych ketchupem, sosami i brudząc warzywami
spadającymi z zapiekanek. Miejsca do konsumpcji (stolików)
oczywiście nie ma, tak więc wszystko trzeba wciągać na stojąco, bądź
w biegu.
Ogólnie nie żałuję. Zabawę na godzinę miałem zapewnioną :)