andrzej_b2
09.03.08, 17:02
Wywiad z p. Teresą Stańczuk-Rózycką w piątkowej GS (J. Osowski: „Pierwsza
setka tramwajów”. 7.03.2008, s. 16) poruszył we mnie strunę z lat dzieciństwa.
Też (jak wiecie) wywodzę się z rodziny tramwajarskiej i wspomnienia Pani
Teresy są jakby moimi. Może nie tak jak ona, która „wychowała się w tramwaju”,
ale ja z pewnością w „cieniu tramwajów”. Od dziecka byłem przez ojca
prowadzany do jego miejsca pracy. Do dziś słyszę dźwięk dzwonka tramwajowego
uruchamianego nogą motorowego (tak, nie „motorniczego”) i jęk kół na
zakrętach. Tramwaje Miejskie to było państwo w państwie. Nie było łatwo dostać
tu pracę, i redaktor dziwne jakieś słowa usiłuje włożyć w usta p. Teresy, że
„Ojciec niczym, matka niczym, syn w Warszawie motorniczym”. Nie, nieprawda, to
narośl semantyczna, przywleczona z jakiegoś obcego gruntu. Tak w Warszawie nie
mawiano! Zresztą później Autor wywiadu sam dodaje, że „stanowisko dostawało
się za protekcją”; i to prawda. Ojciec mój dostał się tam z referencjami inż.
Ciotha – dyr. Urzędu Pocztowego, u którego wcześniej pracował. W nowej pracy
już na początku doznał pierwszego zawodu. Sądził, że od razu usiądzie za
biurkiem urzędniczym, przywdzieje mundur kontrolera lub instruktora. Nic z
tego. Kierownik Kadr ostudził jego zapał: „U nas trzeba po szczebelkach,
kochany Panie”, zawyrokował. Tak więc potulnie zaczął jeździć najpierw „za
korbą” (tj. jako motorowy), a później „na torbie” (tj. jako konduktor), aż
wreszcie na początku okupacji awansował na pisarza w nieistniejącej dziś
zajezdni Mokotów (zdjęcie z 1940):
foto1.m.onet.pl/_m/ec91bac8e3df416a2caac72642c300e5,21,19,0.jpg',0,1
a potem referent dochodzeniowy w Dyrekcji:
foto1.m.onet.pl/_m/f41141f3028786385c9e2c5a2b3ff0e1,21,19,0.jpg
W Tramwajach praktycznie był cały przekrój zawodów. Oczywiście najbardziej
widoczne na mieście były służby mundurowe, ale pracowały też całe sztaby
zaplecza, bez których nie mogłyby wagony wyjechać na miasto. Był więc cały
przekrój mechaników i elektryków w zajezdniach i Warsztatach Głównych przy
Młynarskiej 2, pisarze, kasjerzy, rachmistrze, różne służby socjalne:
kucharki, fryzjerzy, krawcy, czapnicy, fotografowie a nawet muzycy, z jej
kapelmistrzem „Dziadkiem” Cymermanem. Po co fryzjerzy i krawcy? Żaden
pracownik mundurowy nie mógł objąć służby nie ogolony i nie ostrzyżony, w
niedopasowanym mundurze, w czapce bez dystynkcji.
Jeśli Was nie znudziłem, to na razie tyle.
Pozdrawiam :-)