edek40
08.12.09, 09:04
Jade ja sobie dzis rano do domu, po odwiezieniu pociechy do przedszkola.
Sloneczko przygrzewa, muzyczka gra, kawa jeszcze nie zaczela dzialac. Jade
sobie spokojnie 50-60 km/h po szosie. Nie po miejskiej ulicy. Po szosie w
lesie. I tak sobie jade i jade... I nagle cos mnie "przebudzilo". Diabli,
przeciez nie jestem sam na drodze. Spojrzalem w lusterko... Uffff. Nikogo. Na
tym odcinku bowiem jakis gosc z nadmiarem farby wymalowal dluga podwojna
kreske, ktora zadziwiajaco duzo kierowcow respektuje, wiec zasadnicza
wiekszosc, gdyby byla, snulaby sie za mna.
Tu wiekszosc kierowcow to ruch lokalny "miedzywiejski" lub w kierunku
Warszawy. A gdybym tak sie "zapomnial" na szosie o wiekszym znaczeniu? Gdyby
takich spiochow spotykalo sie co 10 km? Nie, to science fiction. To chyba nie
mozliwe, aby pojedynczy obywatele, majacy blisko, tamowali ruch tym, ktorzy
maja daleko....